×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

31 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Cała prawda o słonecznym patrolu

Przed samymi Świętami opisywałem Wam sesję letniej kolekcji Patrola, którą robiłem razem z agencją Happy Monday. Tu właśnie spadł śnieg, a ja opisywałem wyjazd na Południe i w poszukiwaniu dobrego światła. Teraz nadszedł czas, by pokazać, jak to wyglądało naprawdę. I chociaż możecie mieć wątpliwości, czy poprzednio mój opis nie był zbyt „kreatywny”, to jednak będę się upierał, że wszystko się zgadza :)

Pojechaliśmy na Południe od Katowic, modele rzeczywiście byli ubrani w letnie ciuchy, pałac był przepiękny, pogoda była słoneczna… na zdjęciach. Wszystko się zgadza :)

Było tak….. Cały grudzień była prawie wiosenna pogoda, ale na dwa dni przed sesją zrobiło się strasznie zimno i śnieżnie. Byliśmy więc przerażeni tym, jak nasi modele zniosą sesję w takich warunkach. Robiliśmy przecież letnią kolekcję. Postawiliśmy na dużą ilość gorącej kawy i herbaty, grzejniki, koce i dobry humor. Wesołym busem dojechaliśmy wczesnym rankiem do Krowiarek, gdzie stał nasz pałac. Cała ekipa rzuciła się od razu na termosy z kawą.

 

fot. Anna Burek

Najbardziej okupowanym miejscem do siedzenia był grzejnik.

fot. Anna Burek
Włosy i makijaże robione  w grubych kurtkach jeszcze nikogo nie przerażały. Najgorsze miało dopiero nadejść…
fot. Anna Burek

fot. Anna Burek

Nie mam zielonego pojęcia, co mogłem w tym momencie zobaczyć. Ani co właśnie zobaczył Paweł.

fot. Anna Burek

Montujemy nasze „słońce”…..

fot. Anna Burek

….bo już za chwilę będzie koncert.

fot. Anna Burek

Potrzebowaliśmy do jednej ze scen dodatkowego tła i był to problem wielkiej wagi :)

fot. Anna Burek

 

fot. Anna Burek

W końcu musiał nastąpić ten moment. Niektórzy z nas musieli się rozebrać…

fot. Anna Burek

Żeby nie było wątpliwości, poprawiam sobie tylko okulary.

fot. Anna Burek

No i czy oni wyglądają jakby było im zimno?

fot. Anna Burek

W przeciwieństwie do reszty ekipy :)

fot. Anna Burek

 

fot. Anna Burek

Halo…., tu Jastrząb, odbiór.

fot. Anna Burek

Paweł zdecydowanie myśli o lecie.

fot. Anna Burek

Generator przecież nie może stać na zakurzonej podłodze :) Tu akurat nie przesadzam, bo w tym modelu wentylator zasysa powietrze od dołu.

fot. Anna Burek

 

Nasza przenośna szatnia w torbie.
fot. Anna Burek

Po paru godzinach, zimno już na nikim nie robiło wrażenia.

fot. Anna Burek

Prawie nie robiło :)

fot. Anna Burek

 

Ten ptak ciągle za nami latał.

fot. Anna Burek

W wolnych chwilach grałem w kółko i krzyżyk.

fot. Anna Burek

Mała zapowiedź finalnych zdjęć.

fot. Anna Burek
fot. Paweł Pszczoła

Wyglądam na zadowolonego z efektów naszej pracy

fot. Paweł Pszczoła

Ptaszek znowu był ciekawy co robimy.

fot. Paweł Pszczoła

Nawet zaprzyjaźnił się z Pawłem. Ochrzciliśmy go w końcu imieniem Henryk.

fot. Paweł Pszczoła

Trochę nie wygląda to na letnią kolekcję.

fot. Paweł Pszczoła

 

Sala Mauretańska. Henryk znowu przyleciał.

fot. Paweł Pszczoła

Ciemno i zimno….

fot. Paweł Pszczoła

 

A po chwili znowu wzeszło słońce :)

fot. Paweł Pszczoła

Dawno tak dobrze się nie bawiłem mimo straszliwego zimna. Już za parę dni będę mógł opublikować gotowe fotografie i sami ocenicie, czy było lato, czy zima :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, do kawy, Elinchrom, sesja
komentarz

30 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura – czyli jak fotografować na krótkich czasach

Dzisiaj oficjalnie inauguruję nowy, stały dział na moim blogu: Spytaj Artura


Pytań było na początku jeszcze niewiele, a ja wybrałem to od Mateusza Zahora: Chciałbym zrobić zdjęcia studyjne z bardzo krótkim czasem naświetlania (rzędu 1/2500 i mniej). Czy jest jakiś „oficjalnie poprawny” sposób na to? Czy ty masz jakiś konkretny?

Odpowiedź jest niby prosta. Wystarczy mieć szybką lampę :) No, dobrze, teraz już poważnie. 
Czas  błysku rzędu 1/2500 sekundy to już nie przelewki, ale też nie jest to czas kosmicznie krótki. Np. Elinchromy 500 BXRi, których używam, mają czas błysku 1/1558 sekundy (swoją drogą, nie spotkałem się przy innych lampach z podawaniem czasu z tak dużą dokładnością, bezsensownie dużą). Oznacza to, że tyle właśnie będzie trwał błysk przy pełnej mocy. Prawie tyle… Jest w tym bowiem pewne uproszczenie. W specyfikacjach producenci podają czas błysku lampy jako parametr t 0,5 czyli czas połówkowy. Wyobraźcie sobie, jak świeci lampa błyskowa, w zwolnionym tempie będzie to wyglądało tak: lampa dosyć szybko się zapala, świecąc coraz mocniej, aż dochodzi do pełnej mocy, ale zaraz potem zaczyna powoli gasnąć. Powiedzmy, że gaśnie czterokrotnie wolniej, niż się zapala. Jeżeli chcecie zobaczyć, jak wygląda to na rysunku, to zobaczcie TU rysunek nr. 3. Czas oznaczony więc jako t 0,5 1/1558s  nie jest całkowitym czasem trwania błysku, ale czasem, w którym moc błysku jest większa, niż połowa maksymalnej mocy. Trochę to zawiłe, ale gdy przyjrzycie się rysunkowi to zrozumiecie.   

Jakie to ma znaczenie praktyczne? Gdy fotografujemy nieruchome przedmioty, nie ma to znaczenia. Jednak, gdy zrobimy zdjęcie skaczącej baletnicy, sprawa się komplikuje. Załóżmy, że mamy lampę z czasem błysku 1/500s. Jak właśnie się dowiedzieliście, nie oznacza to, że w rzeczywistości tyle będzie trwał błysk. Całkowity czas może wynieść około 1/125s. Będzie to wyglądało mniej więcej tak: baletnica skacze, naciskamy migawkę, lampa zaczyna świecić, rozpala się do pełnej mocy, aparat wykorzystując większość mocy rejestruje jej obraz, gdy „wisi” w powietrzu. Baletnica leci jednak dalej, a lampa choć coraz słabiej, to nadal świeci. I niestety aparat też to rejestruje jako rozmycie krawędzi obrazu spowodowane ruchem.




Przechodząc do konkretów, pamiętajcie, że robiąc zdjęcia w studio, czas synchronizacji aparatu z lampą nie jest istotny. Jeżeli nie mamy silnego źródła światła ciągłego, to nie ma znaczenia, czy robimy zdjęcie na 1/60s, czy na 1/250s. I tak tylko błysk będzie odpowiedzialny za naświetlenie zdjęcia, a ten z reguły jest znacznie krótszy niż 1/250s.

Aby zrobić zdjęcie naprawdę ostre, musimy mieć naprawdę szybką lampę. A jeśli nie mamy? Cóż, wtedy wystarczy zmniejszyć moc. Jeśli zmniejszymy moc z 500 Ws na 125 Ws (czyli np. zamiast f16 będziemy mieli f8), czas powinien spaść z około 1/500s do około 1/1500s, a to już naprawdę szybko :)  W przypadku wspomnianego Elinchroma czas spadnie z 1/1600s na 1/3500s. Trzeba też pamiętać, że jeżeli robimy zdjęcia na kilku różnych lampach to wiele będzie zależeć od najwolniejszej.

Aby mieć pewność czy światło zastane nie ma wpływu na naświetlenie, wystarczy zrobić prosty test. Wyłączmy na chwilę lampy i robimy zdjęcie z takimi parametrami, z jakimi chcemy  fotografować z lampami. Jeżeli zrobiona fotografia jest całkiem czarna, to wszystko jest w porządku, światło zastane nie ma żadnego wpływu.


Jest jeszcze druga opcja. Jeżeli światła zastanego jest bardzo dużo i nie ma innej możliwości, jak użycie bardzo krótkiego czasu naświetlania, będziemy potrzebowali jakiejś lampy systemowej. Przełączamy ją w tryb synchronizacji z krótkimi czasami i kierujemy ją w stronę fotoceli lampy studyjnej. Robiąc zdjęcie w ten sposób możemy fotografować na najkrótszych czasach wykorzystując duże studyjne lampy. Gdy pierwszy raz ktoś mi to pokazał, nie chciałem w to uwierzyć. A jednak to działa. Mogę ustawić sobie czas 1/4000s albo 1/8000s zrobię zdjęcie w studio z lampami. Dziwna sprawa.


Ma to też swoje wady. Im krótszy czas synchronizacji, tym „mniejsza” jest moc lampy. Dzieje się tak, bo tylko część czasu, w którym lampa błyska, jest wykorzystywana. Tu też musimy więc mieć silne lampy albo podnosić czułość….




Podsumowując, w studio nie liczy się czas naświetlania, a tylko czas trwania błysku. Jeżeli będzie całkiem ciemno, możemy nawet fotografować na  czasie 1sekundy. I tak błysk „zamrozi” wszystko.

  
  

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Elinchrom, sesja, Spytaj Artura
komentarz

29 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Skrót wiadomości

Jako, że mój Codziennik z powodu nadmiaru pracy, ostatnio przeobraża się w Niecodziennik, muszę teraz nadrobić zaległości i przekazać Wam kilka informacji naraz.

Po moim poście na temat klienta, od którego nie mogę doczekać się zapłaty, na jego stronie na FB pojawiła się cała masa wpisów komentujących całą sprawę. Jestem bardzo mile zaskoczony tą Waszą reakcją :) Dzięki tym wpisom firma skontaktowała się ze mną i teraz mam nadzieję, że sprawa znajdzie dobre zakończenie :) Zobaczymy.

Dostałem też już oficjalne zaproszenie na VII Śląski Maraton Fotograficzny, gdzie wystąpię ze swoją prezentacją. Impreza rozpocznie się o godzinie 10:00 w Teatrze Korez, 25 lutego. Oczywiście jeszcze napiszę o tym dokładniej, gdy będę znał wszystkie szczegóły.

Od paru dni czekam na pytania dotyczące fotografii i wszystkiego co pokrewne. Tak jak obiecałem, raz w tygodniu będę na nie odpowiadał (i dzięki temu nie będę musiał sam wymyślać tematu posta ….). Tak ze względów organizacyjnych, chciałem prosić, by wszystkie tematy wpisywać bezpośrednio na stronie Spytaj Artura (na górze, pod tytułem bloga). Parę pytań pojawiło się dotychczas bezpośrednio w komentarzach postów, a chciałbym, by wszystko było w jednym miejscu.
Jeszcze do wieczora możecie zadawać pytania, a jutro jedno z nich doczeka się odpowiedzi :)

Wczoraj prowadziłem warsztaty z podstaw fotografii studyjnej i postanowiłem trochę wykorzystać uczestników. Narzekałem ostatnio, że nie mam czasu by zrobić zdjęcia na potrzeby własnego bloga, postanowiłem więc, że w ramach zajęć zrobimy przynajmniej jedno zdjęcie.
Na warsztatach były trzy osoby, które nigdy właściwie jeszcze nie miały do czynienia z  oświetleniem studyjnym, choć wcześniej oczywiście sporo już fotografowały. Jestem zdania, że fotografowanie to przede wszystkim umiejętność myślenia, analizowania i kreowania. Ucząc, nie przedstawiam gotowych rozwiązań, tylko zadaję pytania, by ludzie sami dochodzili do wniosków.
Dałem więc im zadanie sfotografowanie czarnego Canona na czarnym stole, gdzie na dodatek wszystko się błyszczy. Chciałem, by nie było widać tła, a aparat miał oświetlone same krawędzie. Uwinęli się z tym w półtorej godziny, wykorzystując dwie lampy, lusterko, plik wizytówek i czarne zastawki.

Fotografia z warsztatów, fot : Karina Krupa Paweł Krówka, Przemek Łagodziński

A taki był punkt wyjścia, to jest pierwsza klatka :)

Ja cały czas przyglądałem się, komentowałem, tłumaczyłem i wskazywałem, na co muszą zwrócić uwagę. Nie usłuchali tylko jednej mojej uwagi, by przed ostatecznym zdjęciem zadbać o dokładne usunięcie kurzu :) Do zdjęcia mógłbym się jeszcze przyczepić, brakuje mi jeszcze oświetlonej tylnej krawędzi przy wyświetlaczu, ale równie dobrze można by jeszcze pracować przy tym zdjęciu kolejnych  kilka godzin, a my musieliśmy zająć się też innymi punktami programu :)

Na koniec jeszcze mała anegdotka. Przemek przyniósł na zajęcia obiektyw Canon MP-E 65 makro. To bardzo specyficzny obiektyw, który pozwala na odwzorowanie fotografowanego przedmiotu w pięciokrotnie większym powiększeniu, natomiast nie ma w ogóle regulacji ostrości. Zamiast kręcić pierścieniem musimy regulować odległość od przedmiotu.
Natychmiast musiałem sprawdzić, jak działa taki wynalazek i zrobiłem zdjęcie fragmentu niebieskiego flakonu perfum. Gdy pokazałem je wszystkim, wyszło na jaw, jak bardzo różni się sposób postrzegania facetów i kobiet.
Nasza męska trójka jednoznacznie stwierdziła, że wygląda to jak woda. A kobieta zobaczyła tam zdjęcie z USG…..

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, warsztaty
komentarz

26 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Pa ruski

Jestem jeszcze z pokolenia, które uczyło się języka rosyjskiego w szkole. Oczywiście z niechęcią, ale jednak :) Bardzo się kiedyś zdziwiłem, gdy mój asystent nie potrafił przeczytać jakiegoś napisu po rosyjsku, byłem przyzwyczajony, że każdy znał przynajmniej alfabet.

A znajomość ta przydaje się nadal. Właśnie trafił w moje ręce mały folder z moimi fotografiami, wydany właśnie po rosyjsku. Dla agencji Mediatec, którą obsługuje KFA, pracuję już bardzo długo i czasem zapominam, że zrobiłem jakieś zdjęcia….

Te są chyba z 2009 roku, tak na oko. Robiliśmy sesję w prywatnym, wynajętym domu, gdzie wszystko było już urządzone. Jedynie grzejniki (wszyscy producenci nie lubią słowa „kaloryfer”) przywieźliśmy swoje, bo tamtejsze nie były za fajne :)

Dom miał olbrzymie przeszklenia, dzięki czemu mogłem część lamp postawić na zewnątrz, co pozwalało na uzyskanie naturalnego oświetlenia. Udało mi się nawet poświecić na pierwszym piętrze, choć 4-metrowy statyw niebezpiecznie się wyginał pod obciążeniem ciężkiej lampy.
Po raz pierwszy zastosowałem wtedy technikę, która w większości przypadków bardzo dobrze się sprawdza. Oprócz zdjęcia z oświetlenie błyskowym, robiłem drugą klatkę tylko na świetle zastanym. Potem mogłem niektóre fragmenty zdjęcia zmontować, wybierając te, w których było lepsze światło.
Tak zrobiłem np. na tym zdjęciu, gdzie blik na podłodze był lepszy przy świetle zastanym niż przy błysku.

Wiem, wiem, to wstyd, bym zamieszczał na swoim blogu reprodukcje robione ajfonem… Ale nigdy nie mam czasu, by przygotować wcześniej porządne zdjęcia. Chyba skończy się na tym, że pewnego dnia wszystkie tego typu zdjęcia zrobię jeszcze raz, ale już porządnie :)

Aby trochę poprawić swój wizerunek fotografa, publikuję też oryginalne zdjęcie. Nie do końca wiem, na czym to polega, ale prawie każde zdjęcie wygląda lepiej w publikacji. I nie chodzi tu, jak w tym przypadku, o inny kadr. Po prostu, gdy dodajemy dobrą grafikę, liternictwo to od razu efekt jest lepszy :)



Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, sesja
komentarz

23 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Muzeum Lotnictwa

Od roku wybierałem się tam zachęcony samą architekturą tego muzeum. Na koniec ubiegłego roku wreszcie udało mi się. I rzeczywiście, byłem zachwycony betonowym budynkiem. Szybko jednak okazało się, że równie ciekawa jest sama ekspozycja.
Biegałem od samolotu do samolotu, dotykając, czytając i oglądając filmy. Byłbym całkowicie zachwycony, gdyby nie brak niektórych informacji przy eksponatach. Niestety, brakowało ich w wielu miejscach, co wywoływało moją irytację.

Zakładając jednak, że przy każdym samolocie byłyby informacja o nim, to ilość eksponatów jest tak ogromna, że i tak nie miałbym szans, by to wszystko zapamiętać.
Niestety, tylko główny, najnowszy budynek można zwiedzać zimą w komfortowych warunkach. W pozostałych jest po prostu okropnie zimno. Wszystko jednak wynagradza cała masa eksponatów. Kilka z najciekawszych i śmiesznych możecie zobaczyć dzięki mojemu ajfonowi :)

Nigdy nie interesowałem się fotografowaniem samolotów, chociaż nawet raz zrobiłem parę zdjęć na jakimś pokazie. Ale to, co zobaczyłem na wystawie w muzeum, wprawiło mnie w zachwyt. Przed niektórymi zdjęciami stałem długo i zastanawiałem się, jak były zrobione. Były to fotografie autorstwa Sławka Krajniewskiego, posługującego się pseudonimem Hesja. Wszystkie to zdjęcia możecie obejrzeć TU, co bardzo polecam.

W jednym z hangarów zobaczyłem nieznany mi plakat z Gwiezdnych Wojen. Już dla niego samego warto było tam iść :)

Ekspozycja najstarszych samolotów robiła wrażenie napisami na co drugiej maszynie: Jedyny zachowany egzemplarz.

Na koniec zobaczyłem ulotkę przekonywującą do niezwykłego handlu wymiennego, ale to musiecie przeczytać sami :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

21 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura Nyka

Dawno, dawno temu czytałem, a raczej głównie oglądałem gazetę Amateur Photographer gdzie były często naprawdę fajne zdjęcia. Kilka z nich utkwiło mi w pamięci do dzisiaj, zwłaszcza akt Patricka Demarchelier.
Zapamiętałem też dział : Spytaj Mike Maloney’a. Na zdjęciu Mike trzymał wielką Mamiya’e, która była wtedy moim marzeniem. Każdy mógł napisać do niego z pytaniem lub przesłać swoje zdjęcie do krytyki. Zawsze czytałem ten dział z wielkim zainteresowaniem bo było to dla mnie dobre źródło wiedzy.

Wczoraj pomyślałem, że też mogę założyć na swoim blogu taki dział : Spytaj Artura. Będziecie mogli tam zadawać pytania, a ja raz na tydzień wybiorę najciekawsze i postaram się na nie odpowiedzieć. Może też być tak, że wybiorę te na które będę znał odpowiedź :)

Możecie pytać o wszystko co dotyczy fotografii, a głównie Canona, Elinchroma, Aperture itd. Pytania mogą też dotyczyć umów, organizacji sesji, albo nawet jakiś bzdur :)

Pytania zostawiajcie w komentarzach działu Spytaj Artura. Byłoby fajnie gdyby były dosyć konkretne… Bo dostaję też pytania na zasadzie : Chcę kupić sprzęt do studia i nie wiem co mam kupić To co mam kupić? Troszkę bardziej konkretnie proszę :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, Canon, Elinchrom, Mamiya, porady
komentarz

20 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Powrót do przeszłości

No niestety podróż do Boliwii muszę odwołać, chociaż już nawet nowe klapki sobie kupiłem na tę okazję :) Nie udało mi się wejść do finału konkursu na Blog Roku, więc i nagrody nie będzie. Ale na 248 blogów wylądowałem na 22 miejscu, za co bardzo Wam dziękuję :)))) Było mi bardzo miło, że tyle osób zagłosowało na mnie :)

Tego samego dnia dostałem też coś fajnego na poprawę humoru. Dostałem od mojego przyjaciela lustrzankę Canona :) Co więcej, nie jest to byle jaki Canon, a mój własny sprzed 22 lat !!! Najwyraźniej to dzień sponsorowany przez liczbę 22 :)

Tego konkretnego Eos’a 650 dostałem do ręki dzięki mojemu ówczesnemu szefowi w sklepie Spektrum, gdzie pracowałem jako sprzedawca. Spektrum było czymś pomiędzy zwykłym sklepem, a komisem. Sprzedawaliśmy tam nowe telewizory, ale i sprzęt audio-video i foto kupowany od prywatnych ludzi. Przez dwa miesiące czekałem, aż ktoś przyniesie coś ciekawego. Liczyłem na manualny aparat ze standardowym obiektywem. W grę wchodziła Minolta, Pentax, Nikon, Olympus i Canon. Nawet nie myślałem o czymś tak nowoczesnym, jak lustrzanka z zoomem i autofokusem…

Pewnego dnia przyszedł jakiś gość, mówiąc, że ma taki aparat przywieziony z zagranicy i chce go sprzedać. Gdy zobaczyłem, że wyciąga Eos’a, zaniemówiłem z wrażenia. Pobiegłem do szefa z tą informacją i pewnie musiałem mieć minę, jak kot ze Shreka :) Gdy usłyszałem, że cena jest niska, jak na taki sprzęt to oczy miałem już jak spodki :) Szef jeszcze wytargował cenę na 4.400.000 zł, czyli bardzo tanio i spytał mnie: to co, chcesz go? Chciałem i to jak! Tylko, że kasy nie miałem. Zarabiałem wtedy chyba 1.800.000 zł. Szef stwierdził, że on zapłaci, a ja spłacę go w ratach. Takiej rewelacji się nie spodziewałem…

W tamtych latach EOS 650 był aparatem na miarę dzisiejszego średniego formatu. Totalny przeskok do przodu. Wbudowany silnik, automatyka pomiaru matrycowego, no i autofokus! To, co dzisiaj jest oczywistym standardem, wtedy było wielką nowością.

Na tym aparacie robiłem moje pierwsze zdjęcia zawodowe, szpanując przed wszystkimi, którzy chcieli oglądać mój aparat. Dzisiaj też nie mogłem się powstrzymać i musiałem od razu go Wam pokazać. Dlatego zdjęcia są z ajfona, robione w kiepskich warunkach… Może potem je podmienię na dobre jakościowo. Może :)

Mimo swoich lat aparat wygląda świetnie. Zobaczcie środek, jest jak nowy! Chyba mam jeszcze w lodówce jakieś filmy, może uda mi się zrobić z nich jakiś pożytek  :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, do kawy
komentarz

18 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Pospolite ruszenie

Ten tytuł ma dwojakie znaczenie, ale o tym na końcu. Oddaję Wam dzisiaj moje najnowsze zdjęcie pod krytykę. Mówiąc „najnowsze”, mam na myśli ostatnio skończoną obróbkę, bo samo zdjęcie było robione w…… maju :) Jest to kolejna fota z serii: Co Kobiety Potrafią Zrobić Za Kierownicą (A Czego Nie Powinny).  Swoją drogą, muszę wreszcie wymyślić krótszy tytuł tej sesji…

Nie będę nikomu wmawiał, że zrobiłem to zdjęcie rzeczywiście z jadącym samochodem. By zrobić dokładnie takie zdjęcie, musiałbym mieć zamknięty odcinek drogi, by zapewnić całkowite bezpieczeństwo Małej Modelce. A ponieważ budżet sesji raczej na to nie pozwalał, zdjęcie powstało… na parkingu studia. Skoro samochód się nie ruszał, poczułem się jak Kopernik i  musiałem poruszyć Ziemię :)

Razem z Gosią długo pracowaliśmy nad tym, by ruch tła był naturalny. Skorzystałem tutaj z pomocy programu, który polecił mi w komentarzach pod postem o fotografowaniu samochodów, Jarek Czachor. Program Virtual Rig, choć znakomity, jest też niestety horrendalnie drogi, ale można pobrać wersję demo, która pracuje na małych plikach. Nie wykorzystamy raczej nawet tego, z powodu znaków wodnych, jakie pojawią się na finalnym zdjęciu.
Ja natomiast wykorzystałem wersję demo do sprawdzenia, jak powinien wyglądać efekt ruchu i następnie pracując na fragmentach zdjęcia, podobne efekty uzyskiwaliśmy w Photoshopie. A problemów było wiele. Poza ruchem tła, w karoserii odbijało się też wiele rzeczy. Inaczej musiał odbywać się ruch tła na słupku, szybie i drzwiach. Przejrzałem całą masę innych zdjęć, by znaleźć analogiczne efekty zachowania się odbić w takich sytuacjach.
Po długich próbach osiągnęliśmy efekt, który wreszcie mnie zadowolił.

No właśnie. A teraz proszę Was, byście przyjrzeli się temu zdjęciu i zastanowili się, czy jest coś, co tu nie pasuje :)

A teraz wrócę do tytułu. Potrzebuję Pospolitego Ruszenia :) Jak już pewnie wiecie, startuję w konkursie na Blog Roku. Nie dla nagród, ale raczej dla własnej satysfakcji i sprawdzenia, czy to, co tutaj robię, jest dla innych coś warte.
Moim celem jest wejście do finałowej 10tki. Byłem już na 11 miejscu, a potem spadłem na 13, by dzisiaj wylądować na 17 miejscu…
Jest to dla mnie ważne, by poczuć, że po drugiej stronie są ludzie, którzy naprawdę lubią czytać mój blog. Jeżeli więc czytasz regularnie lub nawet co jakiś czas Codziennik to zagłosuj proszę na mój blog w konkursie. Dochód z smsów idzie na finansowanie rehabilitacji osób niepełnosprawnych, więc nie wyrzucicie pieniędzy w błoto :)

Aby zagłosować, wystarczy wysłać sms o treści B00008 na numer 7122 ( znak „0” to zero )

Głosować można tylko do czwartku 19.01 do godziny 12:00


Powtórzę tu za Zuchem, który prowadzi w kategorii Foto, Video, Komiks : „Dobra, nadszedł czas na opłatę abonamentową za zeszły rok :-) spędzacie tu czas, czasami nawet bywa śmiesznie, a teraz jest możliwość zapłacenie dobrowolnego haraczu w wysokości 1,23zł. :-)”




Dziękuję bardzo :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, Jak to zrobiłem
komentarz

12 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Napisz do siebie czyli na wszelki wypadek

Dwa, czy trzy dni temu był podobno Światowy Dzień Sprzątania Biurka, czy coś w tym stylu. Postanowiłem więc świętować, czyli nic nie robić. Przecież w święto nie wypada pracować. Zresztą, moje biurko dopiero dobija do poziomu 5 cm…. wysokości papierów na nim leżących :)
Niedawno dołączyły do nich stare dokumenty, które miałem w wolnej chwili przejrzeć. Wśród nich rzucił mi się w oczy list polecony, który wysłałem do siebie samego kilka lat temu. Nie zrobiłem tego, bo narzekałem, że nikt do mnie nie pisze. Wręcz przeciwnie, kochane urzędy wysyłają do mnie takie ilości, listów poleconych, że oddając koperty na makulaturę, mam z tego niezły grosz….

Wysłałem ten list do samego siebie, aby zdobyć dowód uznawany bez problemu przez sądy. Usłyszałem o tej najtańszej z możliwych metodzie uzyskania pewnego dowodu od pewnego prawnika. A do czego tak naprawdę się to przydaje?

Zastosowań pewnie jest bardzo dużo, w naszej branży fotograficznej to świetna metoda, by zabezpieczyć swój pomysł na sesję zdjęciową, kampanię, czy kalendarz. Wyobraźcie sobie sytuację gdy idziecie na spotkanie z nowym klientem i przedstawiacie mu swój pomysł, jak zrobić reklamę jego produktów. Klient jest zachwycony, ale przeciąga podjęcie decyzji i podpisanie umowy. I nagle widzicie, że właśnie takie zdjęcia są już w jego materiałach.
Jeżeli na spotkaniu przekazaliście te pomysły słownie lub na piśmie to ciężko będzie udowodnić, że wpadliście na pomysł pierwsi. Jeżeli wysłaliście je mailem, sytuacja wygląda znacznie lepiej, ale nie jestem pewien, czy jest to jednoznaczny dowód i czy nie trzeba będzie powoływać biegłego. Zresztą, nie zawsze jest możliwe wysłanie maila do osoby, z którą rozmawiamy.
Zawsze natomiast możemy wysłać do siebie list polecony z naszym pomysłem. Urzędowa pieczątka z datą to urzędowy dowód :) Gdy list dotrze do nas z powrotem, wkładamy go do szuflady i niech sobie tam spokojnie czeka. W razie potrzeby sąd otwiera list i widzi czarno na białym, kiedy wpadliśmy na nasz pomysł.

Czasem używam tej metody, gdy klient jest niepewny. Na szczęście jeszcze nie musiałem sprawdzać w praktyce, jak mocny jest to dowód. Zawsze jednak lepiej wydać te kilka złotych na list, niż zostać wyrolowanym przez klienta :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

10 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Dres sprzedam czyli lepiej późno niż wcale

Odkąd Owsiak krzyknął pierwszy raz: Siema, lubiłem jego różne zakręcone akcje. Sam wstąpiłem kiedyś do Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników, co potwierdzone zostało osobistym przybiciem pieczątki oraz podpisem Owsiaka na mojej legitymacji. To było tak dawno temu, że każdy mógł wysłać własnoręcznie zrobioną legitymację, a Szef na każdej osobiście składał podpis :) Teraz nawet kilkaset wolontariuszy chyba nie dałoby rady, gdyby każdy, kto działa na rzecz Orkiestry, chciał dostać taką legitkę.

Słuchałem wczoraj relacji z finału i zestawienia najdziwniejszych przedmiotów i atrakcji wystawionych na aukcjach. Były to np. pobyt w celi albo trykot jakiegoś sportowca. I tu zapaliła mi się lampka!
Mam przecież po sesji z Kubą Błaszczykowskim spodnie od dresu, w których wystąpił. Znalazłem je ostatnio na strychu, gdy szukałem czegoś całkiem innego. Zdjęcia robiłem dla agencji Ifinity, do reklamy turnieju piłkarskiego dla dzieci, sponsorowanego przez Tymbark.

No i te właśnie spodnie i piłkę, którą Kuba kopał, postanowiłem wystawić na aukcji na rzecz Orkiestry. Zastanawiałem się wcześniej, co mógłbym zaoferować i uznałem to za dobry pomysł. Wszystko to można mieć już za 1 zł!
Swoją drogą, fajny facet z tego Kuby, zero gwiazdorstwa, tylko rzetelna praca. A pozowanie z całą drużyną dziecięcą, gdzie każdy chciał mu udowodnić, że gra lepiej od niego, nie było takie proste….

Zapraszam do licytowania :)

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=607125

 

 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz
1 2 →

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close