×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

27 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Natłok zdarzeń

Wszystko działo się ostatnio jak zwykle nie tak jak sobie zaplanowałem. Miałem już (prawie) gotowy tekst nowego postu (w głowie), ale nim zdążyłem go napisać pojawił się nowy temat, a potem jeszcze nowszy i w ten sposób nic nie napisałem…

Teraz więc w wielkim skrócie.

1. Nocna w Planetarium sesja dla zaprzyjaźnionej kapeli Teleport Magic.
Planetarium to miejsce magiczne, gdzie czas jakby się zatrzymał. Od razu przypomniałem sobie szkolną wycieczkę i czeskie cukierki do ssania jakie wtedy kupiłem na straganie obok. Tym razem zamiast w roli widza, wystąpiłem jako reżyser. Choć mieliśmy do zrobienia tyko jedno jedyne zdjęcie, sesja trwała ponad cztery godziny, a my powtarzaliśmy raz za raz ujęcie aż do uzyskania najlepszego efektu. Za to wykorzystaliśmy wszystkie możliwe efekty świetlne jakie były.

2. Książkę dostałem.
„Poza kadrem” autorstwa Davida duChemina. Ja jestem zachwycony tą lekturą i szczerze ją polecam. Facet pisze o marketingu dla fotografów i sam jest fotografem, który stosuje to wszystko. Na razie przeczytałem połowę i wiem już wiele z tego co facet opisuje, to jest to rewelacyjne  zebranie tematu w jednej pozycji. Przeczytajcie koniecznie :)

3. Sklerozę mam.
Pojechałem do Jastrzębia sfotografować restauracje i zapomniałem statywu do aparatu :) A tu bez niego ani rusz. Wstyd przed klientem jak nic, na szczęście klient wyrozumiały i zaprzyjaźniony już. Na szczęście też pojechała ze mną Monia co ma dużo znajomych. Wystarczył jeden telefon i po chwili miałem statyw. Silk Pro – Coś Tam. W stosunku do mojego Manfrotto 075 był lekki jak piórko. Już dawno myślałem, że trzeba kupić sobie coś dużo lżejszego, bo nie zawsze potrzebuję taką kobyłę jak 075. No i przekonałem się, że lekki statyw daje radę. Może nie kupię czegoś  aż tak lekkiego, ale poszukiwania czas zacząć.
Acha, jeszcze dostałem tak super stek na obiad, taki z wątróbką i zapiekanymi ziemniaczkami. I jadalnym kwiatkiem :)

4. Wtorek z celebrytą.
Szybka sesja z Mariuszem Czerkawskim do reklamy takiego czegoś. Jak reklamy wyjdą to sami zobaczycie o co chodzi :) Sesja krótka bo to Celebryta. Ale też dlatego, że Mariusz już nie jedną sesję zrobił i chłop po prostu wie jak się zachować przed obiektywem. Nie wiele o nim wiedziałem wcześniej, a już na pewno nie wiedziałem czego oczekiwać po jego zachowaniu. Okazał się bardzo miłym facetem, wymagającym ale też otwartym na sugestie. Półtorej godziny i po wszystkim, nawet nie było kiedy kawy wypić :)

5. Modern Line w plenerze.
Byłem w Czechach, w Kędzierzynie Koźlu i w miejscowości, o której Google nic nie wie, choć spotkałem w pobliżu googlowski samochód robiący zdjęcia Street View. Byłem dzięki temu w kilku niezłych domach i na jednym dachu.

6. W niedzielę działam w Warszawie razem z kumplem w Studio Tęcza. Będzie tak czekało na nas coś wielkiego, czarnego i błyszczącego.
Ale o tym w następnym odcinku :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, reklama, sesja, sprzęt
komentarz

18 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Eliminacja

Pracuję teraz nad dwoma nowymi tematami, z których zwłaszcza jeden jest dla mnie bardzo istotny i jemu poświęcam większość czasu. Ta praca to po prostu wymyślanie fotografii. Nim ją zrobię, najpierw muszę jej obraz stworzyć w swojej głowie.
Od bardzo dawna robię to zawsze w ten sam sposób. Siedzę, piję kawę, słucham głośno którejś z płyt Yello i przeglądam Wallpaper. Sposób jest sprawdzony i zawsze działa. Nie wiem dokładnie jak to działa, ale działa. Mam teorię, że wszystkie te elementy razem wprowadzają mnie w stan, który nazywam pograniczem koncentracji i medytacji. Jak by to dziwnie nie brzmiało, tak właśnie to wygląda.

Warunkiem koniecznym jest jednak odcięcie się od wszystkich bodźców zewnętrznych. I z tym właśnie mam często problem. Nawet jak siedzę sam, ciągle ktoś dzwoni z bardzo ważnymi sprawami. Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że jeśli nie zacznę wyłączać w ciągu dnia telefonu oraz maila, to nigdy nie będę miał dostatecznie dużo czasu na pracę nad najważniejszymi zleceniami.
Ile to już razy tak miałem, że zamiast zajmować się tym co ważne, robiłem coś mało istotnego, bo ktoś właśnie mnie złapał i przekonał, że musi to coś mieć na już ( a potem przez kolejny tydzień nie podejmował decyzji ).

Na dodatek ten cholerny internet. Pewnie dobrze to znacie: w pracy podstępny Facebook i inne Strony z Najważniejszymi Wiadomościami, kradną Wam czas. Gdyby tak można było się odciąć od internetu, nie pisać mail, nie czytać newsów… Miałbym tyle dodatkowego czasu. Mógłbym np. poświęcić go na chodzenie na pocztę z listami do wysyłki  :)
Ale tak na serio, powoli, bo powoli, ale udaje mi się eliminować przeglądanie stron czy oglądanie coraz to większej ilości „inspiracji” na FB. Jeżeli zamiast robić zdjęcia, będziemy tylko się ciągle inspirować, to skończymy jako niesamowicie zainspirowany fotograf… bez zdjęć :)
Zacząłem więc ćwiczyć na siłowni, takiej umysłowej. A ćwiczenie jest tylko jedno, choć wymaga wiele wysiłku. Polega na naciskaniu przycisku Zamknij :)

Postanowiłem też dzisiaj, że wprowadzę sobie nową zasadę. Jeżeli będę nad czymś pracował i potrzebował spokoju i skupienia, po prostu będę wyłączał telefon. Nikt się nie dodzwoni do mnie wprawdzie, ale za to będę mógł wreszcie spokojnie skupić się na tym co ważne. Bardzo cenię sobie funkcję Nie przeszkadzać w moim ajfonie. Dzięki niej, poza kilkoma ważnymi osobami, nikt nie jest w stanie dodzwonić się do mnie od 23:00 do 9:00 . Teraz po prostu rozszerzę te godziny w miarę potrzeby. Jeżeli więc nie będę odbierał Waszych telefonów, wybaczcie, ale oznacza to, że pracuję. Albo po staremu, zwyczajnie dalej śpię :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

12 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Czarno na białym czyli FF

Przyjechałem, popatrzyłem i sfotografowałem. A Gosia obrobiła. To była szybka realizacja w zastanej rzeczywistości.
Dwa tygodnie wcześniej posiedziałem sobie w tym samochodzie i muszę przyznać, że czułem się jakby był uszyty na moją miarę. Oczekiwałem wnętrza pięknego ale nie koniecznie komfortowego. Pamiętam   Alfę 8C, samochód obłędnie piękny, ale w środku niezbyt wygodny, a na dodatek nie umiałem z niego wysiąść. Dopiero gdy pociągnąłem za stalową linkę czyli klamkę, z siłą tak dużą, że bałem się czy jej nie wyrwę, to drzwi otworzyły się. W Ferrari FF nie ma nic z tego klimatu. Czułem tam, że jestem w super sportowym samochodzie, a jednocześnie wnętrze było tak wygodne, że dojechanie nad polskie morze w te standardowe 8-10 godzin, byłoby samą przyjemnością. W końcu do takich długich ( długich, nie zakorkowanych ) tras jest stworzony ten samochód.

Stwierdziłem, że to idealny samochód dla fotografa. W środku jest miejsce dla dwóch modelek i asystenta. Zajrzałem też do bagażnika, walizka z aparatem, druga z generatorem, para statywów, softy i komputer wejdą bez problemu. Wizażystka ze swoim wielkim kufrem musi pojechać innym samochodem :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, samochody
komentarz

12 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Czarno to widzę czyli Canon padł

To taki koszmar fotografa. Sesja, ludzie na planie, akcja, wszystko idzie dobrze i nagle zdjęcia wychodzą czarne. Po prostu czarne. Jak smoła.
Najpierw myślałem, że lampa mi nie wyzwalała, wszystko sprawdziłem, potem zrobiłem to jeszcze raz i jeszcze raz. Jak bym nie próbował robić zdjęć, efekt był zawsze taki sam. Aparat padł. Nie miałem nawet czasu zastanawiać się co się stało, tylko wsiadłem w samochód i pojechałem do domu po drugie body by skończyć sesję.
Do tej pory nie brałem nigdy poważnie pod uwagę możliwości awarii mojego aparatu. Choć przecież bardzo naiwne to jest podejście, bo zepsuć się może wszystko. A jednak do tej pory nigdy żaden  Canon się nie zepsuł ani mnie, ani moim znajomym. Obiektyw 24-105/4 L IS się psuje, to każdy wie. W moim i u wszystkich moich znajomych padł moduł stabilizacji i przysłony. Ale aparat?

Dopiero na drugi dzień miałem czas by spokojnie się przyjrzeć aparatowi. Na spokojnie jeszcze raz wszystko sprawdziłem. Zdjęcia nadal pokazywały tylko najczarniejszą czerń. Wniosek był jeden – migawka. Ustawiłem czas B, zdjąłem obiektyw, nacisnąłem migawkę i zamiast widoku matrycy, nadal mogłem podziwiać lamelki migawki….

Już sobie zacząłem wyobrażać ile kosztuje migawka do mojej „jedynki” i mój humor wcale się nie poprawiał. Zadzwoniłem do serwisu Canona, wytłumaczyłem co się stało i czekałem na wyrok : koszt migawki wyniesie milion złotych.
Tymczasem miły pan dopytał mnie o jaki aparat dokładnie chodzi. 1 Ds mk3 ? W tym aparacie producent daje gwarancje na przebieg migawki do 300.000 klatek. Jeżeli aparat ma nie większy przebieg niż tyle, to naprawimy za darmo.
Powiem, że tego się nie spodziewałem. Gwarancja na 300.000 klatek i to bez limitu czasu? Nawet koszty przesyłki pokrywa Canon.
Jeszcze tego samego dnia kurier odebrał aparat, na drugi dzień rano dostałem potwierdzenie przyjęcia do serwisu, a po 3 godzinach jakiś Japończyk czytał maila, że Arturowi Nykowi potrzebna jest nowa migawka. Mam nadzieję, że teraz leci już w samolocie :)
W jakim ja kraju żyję? W normalnym? :)

Do ideału brakuje mi tylko zastępczego aparatu na czas naprawy. I pudełeczka sushi w formie przeprosin z Japonii.

ps. Dla równowagi, na drugi dzień padł telewizor rodziców, zaraz po gwarancji.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, sesja, sprzęt
komentarz

5 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Ferrari California

Pamiętam dokładnie dzień gdy po raz pierwszy spotkałem na Katowickich drogach Ferrari. Było to ciepłe niedzielne przedpołudnie gdy na ulicach nie było prawie żadnego ruchu. Czerwona 430 pojawiła się nie wiadomo skąd za mną. Stanęliśmy razem na światłach przed wjazdem do tunelu pod rondem. Wyłączyłem radio, otworzyłem wszystkie okna w samochodzie i gdy zapaliło się zielone spokojnie ruszyłem. W tunel byliśmy tylko my i oszałamiający dźwięk silnika Ferrari. Słuchałem tego jak najpiękniejszej muzyki.

Następnego dnia miałem identyczny samochód fotografować w Częstochowie i nawet przez chwilę podejrzewałem, że to ten sam ale nie miałem racji. Nigdy więcej już nie spotkałem czerwonej 430 na katowickich numerach.

Z podobnymi emocjami przyjechałem do serwisu Ferrari by sfotografować srebrną Californię. Poprzednie dwa dni spędziłem na przygotowaniach do sesji. Przejrzałem setki zdjęć szukając odpowiedniego kąta, pod którym samochód wygląda najlepiej i miałem już głowie plan jak chcę go oświetlić. Zdjęcie miało być w półmroku, a kształt samochodu narysowany tylko kilkoma blikami.
Ponieważ pomieszczenie serwisu było całe białe, przywieźliśmy cały arsenał czarnych tkanin do wysłaniania.
Serwis idealnie przygotował już Californię do zdjęć i gdy po sprawdzeniu kilku ustawieniach samochodu ( ten dźwięk przegazowania po odpaleniu silnika…. ) zostało mi więc tylko ustawienie światła.

Najważniejsze było znalezienie bazowego światła. Zrobienie detali jest już znacznie prostsze. Mając już doświadczenia z innych sesji tego typu oświetliliśmy też samochód pod wszystkimi możliwymi kątami, jakie przyszły mi do głowy, tak na wszelki wypadek. Czasem brakuje jakiegoś jednego małego bliku, a czasem w postprodukcji okazuje się, że zaplanowane światło w jednej części nie współgra z drugą i wtedy przydaje się teoretycznie niepotrzebna klatka.
Wykorzystałem głównie ostre, standardowe czasze Elinchrom i jedynie grill i wnętrze oświetlone jest stripem. Dodatkowo kilka małych detali oświetliłem zwykłą jarzeniówką o niby białym świetle.
Aby być pewnym, że ostrość i ogniskowa nie zmieni się ani o ułamek milimetra, zakleiłem dokładnie cały obiektyw taśmą klejącą. Nie udało mi się znaleźć na tyle odejścia by założyć stałkę 50mm i musiałem zadowolić się 45mm w moim średnio ulubionym 24-105/4 L IS

Moja bazowa klatka

Gdy ja skończyłem, do akcji weszła Gosia. I już po czterech dniach i przegadanych kilku godzinach o wyższości mniejszego bliku nad większym i odwrotnie, mogłem wysłać do Ferrari gotowe zdjęcie :)
Reklama z tym zdjęciem ukaże się lada dzień i czekam na to z niecierpliwością.

A tym czasem… odbyłem dzisiaj z Gosią kolejną dyskusję nad wyborem oświetlenia zderzaka w czarnym FF. Gosia pracuje :)

Ministerstwo Głupich Kroków poleca kroki w moim wykonaniu

klient : Ferrari Katowice
fotografie : Artur Nyk
postprodukcja : Gosia Kłosowska
backstage : Michał Krawczyński

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, Elinchrom, Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close