×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

21 października 2010

| przez Artur Nyk

Jak bardzo ogranicza nas sprzęt

Chyba każdy fotograf ma taki moment, gdy myśli sobie: Gdybym miał taki obiektyw*, aparat*, lampę*, softboks* (* niepotrzebne skreślić ), to wtedy dopiero bym mógł fajne zdjęcia robić. Też przez to przechodziłem i pewnie jeszcze nie raz tak pomyślę.

Ale ja chcę napisać o zupełnie innego rodzaju ograniczeniu sprzętowym. O ograniczeniach, jakie stwarza sprzęt, który już mamy. I nie chodzi mi o zbyt ciemny obiektyw, ani zbyt mały softboks.

Wczoraj robiąc sesję z piękną Zosią, sięgnąłem od razu po ulubionego supersofta, bo wiedziałem, że daje super światło. Nawet się nie zastanowiłem nad tym, tylko zrobiłem to rutynowo. A to był błąd. Światło było bardzo fajne, Zosia wyglądała świetnie, ale coś było nie tak i nie za bardzo wiedziałem, co. Dopiero moja asystentka Gosia stwierdziła nieśmiało: To zdjęcie jest identyczne jak z innej twojej sesji. No właśnie! Supersoft daje charakterystyczne światło, a gdy do tego mamy podobny kadr i podobną fryzurę, to i efekt jest bardzo podobny. A przecież nie o to chodzi. Gdybym chciał robić standardowe fotografie to w moim studio każda lampa miałaby zaklejone taśmą pokrętła regulacji mocy (aby czasem nie zmienić), a pod statywami byłyby na ziemi znaczki X (aby wiedzieć, gdzie dokładnie ma stać lampa). I nie jest to wymysł mojej wyobraźni, takie studia istnieją :)

To jest właśnie to ograniczenie sprzętowe polegające na rutynowym sposobie wykorzystania lamp czy aparatu, równie groźne, jak ograniczenie wynikające z braku sprzętu.
Kiedyś czytałem wywiad z jakimś fotografem, który opowiadał, że na koniec każdego dnia sprząta całe studio, chowa wszystkie bambetle, aby nowy dzień zacząć od wymyślenia od podstaw nowego światła. Wtedy wydawało mi się to niezbyt życiowe. Po co miałbym codziennie wszystko chować, a rano znowu rozkładać? Moja leniwa natura zdecydowanie sprzeciwiała się takiemu myśleniu.
Teraz zauważam bardzo pozytywne aspekty tej metody. Zwłaszcza, że mam asystentów, którzy mogą posprzątać studio za mnie :)

Gdy dalej się zastanawiałem, jak ogranicza mnie sprzęt, przypomniałem sobie, ile razy rozpoczynałem ustawianie światła od włączenia lampy, która aktualnie była moją ulubioną. To metoda znana pewnie przez wielu fotografów pod nazwą: Włączę Tę Lampę, a Potem Się Zobaczy Co Dalej. Ta popularna metoda zwykle działa całkiem dobrze, zwłaszcza w sytuacjach, gdy nie wiemy do końca, co chcemy osiągnąć.

Zdecydowanie lepiej jest wiedzieć, czego się chce. To znacznie ułatwia fotografowanie. Chyba muszę sam zacząć stosować metodę, której uczę na warsztatach: Wyobraź sobie jakie chcesz mieć światło, a potem zastanów się, jaka lampa może je ci dać.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

20 października 2010

| przez Artur Nyk

Jestem laureatem???

Dopiero wczoraj pisałem o sukcesie Tomka, a dzisiaj z wielkim niedowierzaniem przeczytałem mail z informacją, że wygrałem konkurs na Fotograficzny Wpis Miesiąca zorganizowany przez portal Swiatobrazu.pl . Musiałem przeczytać go ze trzy razy, by upewnić się, że jest na pewno do mnie :)

I podobnie, jak gwiazdy filmowe, które na rozdaniu Oskarów odczytują z kartki: Absolutnie nie spodziewałam się tej wygranej… , ja również od startu w konkursie zastanawiałem się, co napiszę i komu podziękuję :)

Po pierwsze Tomkowi Ledwochowi, który zainspirował mnie do rozpoczęcia codziennego pisania. W zasadzie to któregoś dnia powiedział mi: powinieneś pisać bloga i codziennie wrzucać jedno zdjęcie. Pomyślałem, no dobra, mam całą masę zdjęć, które lubię, a które nigdy nie znajdą się na mojej stronie. Ale co do pisania to raczej nie byłem przekonany. Nie na darmo w technikum miałem na pieńku z moją profesorką z języka polskiego. Powiedzmy, że mieliśmy skrajnie odmienne opinie co do jakości moich wypracowań.
Tomek wybrał mi platformę blogger, wrzucił pierwsze zdjęcie i wymyślił tytuł: Codziennik Artura. Dopiero po paru dniach dotarło do mnie, co oznacza Codziennik. Żarty się skończyły, muszę codziennie coś napisać i wrzucić zdjęcia. Codziennie oznacza, że również wtedy, gdy kończę pracę późno i gdy idę na imprezę. Gdy sprawdzicie godziny publikacji postów, okaże się, że najpopularniejsza jest 23:57.
Pisanie pierwszych postów zajmowało mi jakieś dwie minuty. Mam nadzieję, że nigdy nie będzie się Wam chciało ich przeczytać.
Ale któregoś dnia okazało się, że ktoś jednak to czyta. To Daniel Wahl „lubił” na FB moje wpisy. A Daniel to ktoś, kto zna się na kulturze. Potem pojawiły się kolejne osoby. Nie miałem wyjścia, musiałem zacząć się przykładać do pisania. I nawet nie wiem, kiedy polubiłem to. Czasem już od rana myślałem o tym, co napiszę, jednak często była 23:50, a ja w panice myślałem: co dzisiaj, co dzisiaj???

Kolejna osoba, której chcę podziękować to moja asystentka Gosia Kłosowska. Ona właśnie przysłała mi info o konkursie i była też od początku wierną czytelniczką. No, ale nie dziwię się, wiedziała, że spytam się na drugi dzień, co myśli o moim poście. Nie miała wyjścia, musiała czytać.

Gdy kolejne parę osób powiedziało mi, że codziennie rano czyta mój blog do kawy, zrozumiałem, że sprawa jest poważna. W końcu ja też codziennie oglądam Motodziennik przy kawie i nie wyobrażam sobie, by nie był na czas. Poczułem misję. Pisanie do kawy to znacznie więcej, niż granie do kotleta.

Chcę też podziękować Wszystkim, którzy komentują moje wpisy. Fajnie jest dowiedzieć się, że ktoś to czyta.

W tym miejscu laureatowi zadaje się zwykle pytanie o plany na przyszłość. A laureat opowiada o mądrych i światłych planach. Ja nie wiem nawet, co napiszę jutro. Pewnie coś wymyślę o 23:57.

Na koniec przytoczę jeszcze, co napisano w uzasadnieniu wyboru :
„Zarówno treść wpisu, jak i zamieszczone fotografie Artura Nyka zasługują na szczególną uwagę. Trafne spostrzeżenia zawarte we wpisie, szczególnie ważne dla początkujących fotografów, są bardzo cenne.  Natomiast prezentowane dwa cykle fotografii pokazują wszechstronność Laureata oraz dobry warsztat.  Uwagę redakcji zwróciła spójność i harmonia wszystkich elementów, które stworzyły wyjątkowe obrazy”
Tu jest pełna treść : http://www.swiatobrazu.pl/konkurs-fotograficzny-wpis-miesiaca-laureaci-pierwszej-edycji-21831.html


ps. Zwycięskim wpisem był :http://arturnyk.blogspot.com/2010/09/przeglad-portfolio-czyli-o-krytykach.html



 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

19 października 2010

| przez Artur Nyk

Mój jeden procent udziału w sukcesie

Wczoraj w nocy dowiedziałem się, że Tomek Szabelka zdobył pierwsze miejsce w Polsce w konkursie fryzur Trend Vision. Teraz jedzie w listopadzie na finał Europy do Paryża. 
A ja miałem w tym swój malutki udziałek, bo zrobiłem zdjęcie, na podstawie którego praca Tomka dostała się do finału. Była to jedna z najszybszych sesji w moim wykonaniu. 
Potrzebowaliśmy czarnego tła w miarę błyszczącego. Miałem trochę czarnych błyszczących tkanin, ale nikomu nie chciało się prasować i uznaliśmy, że blat biurka będzie znakomity. Skoro zorganizowałem już tło to zabrałem się za oświetlenie. Na początek poskładałem supersoft Bowensa, taką nakładkę na dużą białą czaszę, połączenie technologii kosmicznej i techniki godnej króla Ćwieczka. Z jednej strony stosują kevlar, z drugiej strony śrub mocujących wstydziłaby się chińska manufaktura. Ale ważne, że fajnie świeci. Tym razem wybrałem konfigurację dającą trochę ostrzejsze światło.
Ponieważ jestem leniem, uznałem, że może jedna lampa wystarczy. Wystarczyła. Zrobiliśmy więc zdjęcie i poszliśmy do domu. Nawet proponowałem Tomkowi, że może zrobimy jeszcze coś, jakieś inne warianty, inne światło. Nie jestem w końcu przyzwyczajony, by tak szybko pracować. Tomek jednak stwierdził, że już ma to, co chciał. No to przecież nie będę się z facetem kłócił, że chcę siedzieć po nocy i błyskać lampami. 
Pierwsza fota tamtego dnia

 Ostatnie poprawki. Na zdjęciu widzicie profesjonalny grzebień. Dla mnie wygląda tak samo, jak ten z kiosku za 2 zł. Podobnie pewnie patrzą ludzie na nasze aparaty i zastanawiają się, czym się różnią od ich własnych.

Ta duża plama u góry to supersoft. A pod nią Tomek Szabelka i asystent Maciek Kotylak
A to gotowe zdjęcie, jakie poszło na konkurs. 
No koniec pogratuluję jeszcze Tomkowi Styczniowi, który razem z Moniką (o której pisałem ostatnio) zdobyli trzecie miejsce na Trend Vision, a należą do zespołu Tomka Szabelki. Podwójne zwycięstwo :)
Chłopaki, przywieziecie mi z Paryża taką malutką, plastikową wieżę Eiffla? Postawię sobie na monitorze :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

18 października 2010

| przez Artur Nyk

Robię sobie wolne

No prawie wolne. Postanowiłem w tym tygodniu nie pracować i poświęcić cały ten czas na myślenie.
O portfolio, o zdjęciach jakie chciałbym zrobić, o tym, jak je zrobić itd. Niby nic wielkiego, niby normalnie też mogę to zrobić, ale tak naprawdę to na co dzień nie mam na to czasu.

Dawno temu wymyśliłem taką sentencję: Nie mam czasu zarabiać pieniędzy, bo muszę pracować.

Analogicznie odnosi się to do fotografii, gdzie zamiast robić wielkie sesje na trzech kontynentach naraz, fotografuję długopisy. A sprawa jest bardzo prosta:
Aby nie musieć fotografować długopisów, trzeba mieć zlecenie na wielkie sesje.
Aby robić wielkie sesje, trzeba najpierw przekonać klienta swoim portfolio.
Aby mieć przekonywujące portfolio, trzeba poświęcić na jego zrobienie sporo czasu.
Aby mieć czas na zrobienie portfolio, trzeba mieć fundusze, by nie robić w tym momencie nic innego.
Aby mieć fundusze trzeba najpierw sfotografować długopisy… Taki zaklęty krąg.

Rzuciłem więc w tym tygodniu wszystkie długopisy świata i zająłem się myśleniem o portfolio. Bo jednej rzeczy jestem absolutnie pewien: każde dobre zdjęcie, które kiedyś zrobiłem do portfolio, przełożyło się potem na zainteresowanie klienta.

W razie czego zawsze będę mógł zająć się handlem :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

17 października 2010

| przez Artur Nyk

Ile kosztuje zdjęcie?

Uwielbiam takie pytanie. Dzwoni klient, nie podaje żadnych konkretów i chce wiedzieć, ile będzie musiał zapłacić. A skąd ja mam to wiedzieć? Czasem, jeśli pytanie jest zadane w wyjątkowo kretyński sposób, to odpowiadam, że między 1000, a 10.000 zł. Głupie pytanie, głupia odpowiedź.

Jasne, że nie każdy musi być uświadomiony w kwestii praw autorskich. Nie każdy musi być zorientowany, jak duża musi być ekipa, by powstało zdjęcia. Ale przynajmniej powinni wiedzieć, jakie zdjęcie by chcieli i do czego jest im potrzebne.
Pytam się więc grzecznie, jak sobie to zdjęcie wyobrażają i gdzie chcą go używać. Najczęściej słyszę, że ma być fajne i chcą używać wszędzie. Super, teraz to już wszystko wiem. Próbuję dalej. A do kogo kierują tę reklamę? No, do młodych i dynamicznych i do rodzin. A, i jeszcze do emerytów.
Zmieniam taktykę. A ilu modeli chcieliby na sesji? Dziewczynę i faceta, a może jednak dwie dziewczyny albo dwóch facetów. OK, rozumiem, policzę różne wersje.
Wizaż jest jeszcze dla klienta oczywisty. Fryzjer? Po co, czy wizażystka nie może uczesać modeli? Jasne, że może. Stylista? A do czego będzie nam potrzebny? Choćby po to, by modele byli w coś ubrani. A to nie mogę przynieść ubrań ze sobą? Jasne, że mogą.
Wiem już, że nie warto nawet zadawać kolejnych pytań. Kierownik produkcji, asystent, postprodukcja to wszystko nie będzie potrzebne. Nie będzie, bo już wiem, że nie zrobię tego zlecenia.  Jakąkolwiek cenę podam i tak będzie za wysoka. Nie ma się czym przejmować. Mamy kapitalizm i każdy może pracować za tyle, za ile chce, każdy ma prawo zapłacić tyle, ile chce.
Wycena fotografii jest sprawą abstrakcyjną. Z jednej strony oczywiście są koszty utrzymania studia, koszty sprzętu, ekipy, pola eksploatacji zdjęcia, czas pracy fotografa. Z drugiej strony honorarium fotografa wyceniane jest w zależności od jego popularności. Po prostu prawa rynku.
Andrzej Koniakowski opowiadał mi, jak kiedyś było. Zakład pracy zwracał się do SPAFu o zrobienie zdjęć. Ci delegowali fotografa, wyceniali zdjęcia, a raczej narzucali cenę, bo o negocjacji nie było mowy. A następnie, zatwierdzali gotowe zdjęcia i klient nie miał już nic do gadania, musiał płacić. To były złote czasy…

Parę miesięcy temu postanowiłem pierwszy i ostatni raz wystartować w publicznym przetargu. Miały to być zdjęcia w kilku lokalizacjach, wszystko w plenerze, więc zależne od pogody, do przejechania było około 2000 km. Obliczyliśmy, że zajmie to około 7 dni i to przy założeniu, że cały czas będzie pogoda,  a na to nie można nigdy liczyć.
Oferta, która wygrała, była na poziomie 15% naszej ceny. Cóż, cena czyni cuda.

Zawsze znajdzie się ktoś tańszy. Nie można się tym przejmować. Trzeba robić swoje.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, przetarg, sesja
komentarz

16 października 2010

| przez Artur Nyk

Czy kobiety zbudują pomnik dla Photoshopa?

W zasadzie pytanie powinno brzmieć nie czy, ale kiedy. Bo to, że kobiety kochają Photoshopa, jest pewne. Zawsze na sesji słyszę pytanie: A to będzie można usunąć, prawda?  Jasne, że można. Pytanie tylko, czy zawsze ma to sens?

Nie jestem absolutnie przeciwnikiem obróbki zdjęć w PS, traktuję ją, jako integralną część fotografowania. Nie rozumiem postawy ludzi, którzy każdą ingerencję w zdjęcie w PS, traktują, jak profanację. A jednocześnie wychwalają pracę w ciemni i maskowanie odbitki. Trochę przypominają mi gości, którzy narzekali na wbudowanie światłomierzy do aparatów i tych co marudzili, że autofokus jest bez sensu i tych, którzy wieścili koniec fotografii w momencie wejścia cyfry.
Kiedyś pracowaliśmy na filmach i siedzieliśmy w ciemni, dzisiaj mamy cyfry i Photoshopa. I w ciemni i w PS można zrobić rzeczy genialne i beznadziejne. To tylko narzędzie i nic więcej. Na szczęście.

Ja kocham PS, bo dzięki niemu mogę zrobić znacznie łatwiej to co kiedyś zajęłoby mi całe dni. Zawsze uczę ludzi, że trzeba skalkulować, co jest szybsze: dopracowywanie godzinami zdjęcia tak, by zrobić je jednym strzałem, czy zrobienie dwóch klatek i montaż.  Jeżeli odbiorca nie zauważy różnicy, to, jak uczy reklama, po co przepłacać?

Podobnie jest przy robieniu makijaży. Nie obejdzie się bez dobrego make up’u ale czasem pewne rzeczy łatwiej jest  poprawić w PS, niż męczyć wizażystkę, by po raz kolejny poprawiła kontur szminki.
(nawet nie próbujcie tego zrobić pod powiększalnikiem).

Nie uznaję tylko jednej rzeczy, plastikowej cery. Takiej do bólu gładkiej cery, jakiej nie mają nawet porcelanowe lalki. Gdy widzę coś takiego to nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Na szczęście ten trend już zanika, a w magazynach coraz częściej widzę kobiety, które są  prawdziwe. Ich cera ma pory, mają pieprzyki i zmarszczki. Pokusa  poprawienia jest zawsze wielka i nie przeczę, poprawiam, ale staram się to zrobić tak, by dziewczyna nawet tego nie zauważyła i sądziła, że to wszystko zasługa jej własnej urody, światła, makijażu i mojego geniuszu :). Nie używam filtrów zmiękczających, ani innych wątpliwych wynalazków, tylko z benedyktyńską cierpliwością usuwam niedoskonałości  w PS za pomocą plasterka. Do absolutnie genialne narzędzie, moje ulubione. Pozwala zachować fakturę skóry i przejścia tonalne, gdy używa się go z wyczuciem.

Wracając do pomnika, to zastanawiałem się nad tym już od dawna, czy na pewno kobiety powinny tak cieszyć się z istnienia Photoshopa? Z jednej strony od tysięcy lat robią wszystko, by wyglądać bosko. PS jest tylko kolejnym narzędziem. Problem polega na tym, że upiększa je tylko wirtualnie. W rzeczywistości nadal wyglądają tak, jak zawsze. Zmarszczki są w takie same, a pieprzyk nadal tkwi na policzku.
To, że na obrobionym zdjęciu wyglądają świetnie, na pewno może poprawić samopoczucie. Zwłaszcza im, bo na pewno nie tysiącom innych kobiet, które będą zgrzytać zębami, dlaczego same tak nie wyglądają.
Wiele razy zaskakiwało mnie, jak mało na ten temat wiedzą dziewczyny, które nigdy nie miały styczności z modelingiem. Biedactwa, one naprawdę wierzą, że modelki na co dzień wyglądają tak, jak na zdjęciach!!! Idealne kształty, idealna cera, idealna fryzura. Dziękujemy ci, Photoshopie.

Nie dziwię się, że potem mają kompleksy te panie, które nigdy nie zetknęły się z takimi produkcjami. One nie zechcą postawić pomnika Photoshopowi, a raczej wysłać jego twórców na bezludną wyspę.

Może to jej urok, a może to Photoshop :) Zdecydowanie to jej własny urok
Pierwsze zdjęcie to oryginalny RAW, a raczej jego interpretacja przez Aperture ( muszę kiedyś napisać dlaczego RAWy tak kiepsko wyglądają )

Tu nadal mamy RAW ale już po podkręceniu w Aperture
I finalne zdjęcie z wyciągniętymi  szczegółami w światłach

ps. biję się w pierś, mnie też zdarzało się  przesadzić z obróbką :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Photoshop
komentarz

15 października 2010

| przez Artur Nyk

Fotograf u fryzjera czyli robię reklamę

Do fryzjera mam daleko, każdy to wie, a na dodatek, jak się już umówię to i tak potem zapominam. Czasem jednak nadchodzi taki moment, że już trzeba iść za wszelką cenę :)
Jak zawsze dałem się ciąć Monice z Natural Cut (tak, to jest reklama, jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, są tego warci). Przedtem jednak zawsze jest najprzyjemniejsza część: masaż głowy po umyciu…. Dla tego momentu warto tam iść :) Wyobraźcie sobie, jak kobiece delikatne dłonie masują waszą głowę, a ta przyjemność trwa i trwa. Są też męskie dłonie, ale mam nadzieję, że są zarezerwowane dla pań.

Potem dają ci dobrą kawę. Szkoda, że nie wino, jak widziałem w Londynie (jeździ się po świecie, co nie !?!), przez szybkę, znaczy się widziałem… A potem, Monia jak zwykle, pyta się: to co dzisiaj robimy, a ja jak zawsze odpowiadam precyzyjnie, wskazując na włosy: zrób z tym coś!

Od tego momentu mam jakieś 20-30 minut na picie kawy  (trzeba trochę nią manewrować, by włosy nie wpadły), wysyłanie maili (z ajfonu oczywiście) i rozmowę o pogodzie.
Na koniec ciepły kompresik na twarz i do domu. Za miesiąc znowu pomyślę, że trzeba by iść, po kolejnych dwóch tygodniach stwierdzę, że koniecznie trzeba. Aż w końcu zobaczę się w lustrze i natychmiast tam pobiegnę do Moniki z błagalnym krzykiem: Zrób z tym coś !!!

To jedna z propozycji fryzury na następny sezon. Mimo wyjątkowej atrakcyjności nie skorzystałem.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

14 października 2010

| przez Artur Nyk

Klient ma zawsze rację

Im szybciej to zrozumiemy, tym szybciej zostaniemy szczęśliwym fotografem. Albo grafikiem, albo doradcą podatkowym.

Klienci dzielą się w większości na tych, co przyznają się, że nie znają się na robieniu zdjęć i zostawiają fotografowi trochę swobody oraz na tych, którzy nie znają się na robieniu zdjęć, ale dają dużo dobrych rad, jak zrobić to zdjęcie. Z tymi pierwszymi pracuję bardzo chętnie i wspólnie dochodzimy do tego, jak powinna wyglądać fotografia. Z tymi drugimi też pracuję i na dodatek już dawno się nauczyłem, że nie jest moją misją edukować ich. A tym bardziej spierać się. Jeżeli klient twierdzi, że zdjęcie będzie lepsze, gdy modelce założymy białe kozaczki, to robię takie zdjęcie, a potem robię jeszcze po swojemu. I w większości przypadków klient po czasie stwierdza, że kozaczki nie były dobrym pomysłem, a ja nie muszę powtarzać zdjęć, bo mam już to bez kozaczków.

Oczywiście zdarzają  się też sytuacje, gdy to ja nie mam racji. Ale akurat dziwnym trafem nie mogę sobie ich przypomnieć :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

13 października 2010

| przez Artur Nyk

Fotki z wakacji czyli dlaczego jeżdżę bez aparatu

To chyba wydaje się naturalne, że jadąc na wakacje nie można zapomnieć aparatu. W końcu wszyscy chcą mieć pamiątkę i możliwość pochwalenia się przed znajomymi, gdzie byli. No chyba, że jest się zawodowym fotografem, wtedy zabranie ze sobą aparatu może być przekleństwem.

Ja do niedawna zawsze zabierałem ze sobą sprzęt i to kompletny. Potem targałem to wszystko na plecach, musiałem pilnować, by go nie zgubić (co nie zawsze się udawało…) i zamiast cieszyć się wakacjami, cały czas pracowałem. Tak, pracowałem. To, co niektórzy nazywają „pstrykaniem”, my fotograficy traktujemy jako pracę. Przecież nie mogę zrobić zdjęcia ot tak sobie, byle jak.
Muszę pomyśleć jakim obiektywem to zrobię, na jakiej ogniskowej, jaka ma być przesłona, czy czas jest dobry. A światło? Może poczekam, aż ta chmura przejdzie? I cofnę się jeszcze trochę do tyłu. Zaraz, a może wejdę na ten murek? Czy ten facet musi tam stać? Za chwilę chyba pójdzie sobie. Nie, chyba jednak zmienię obiektyw. Będzie lepiej, jak tę gałąź utnę w kadrze? O! Zrobiłem. To może jeszcze inną wersję? Zejdę z tego murku i wrócę do tamtego obiektywu. Znowu chmura! To może jeszcze…. Chwila, a gdzie moi znajomi? Dlaczego wszyscy już poszli???

Jak to wygląda i jak bardzo jest to bez sensu, uświadomiłem sobie po wycieczce do rezerwatu Scandola, na Korsyce. Popłynęliśmy tam szybką łodzią, a na miejscu opływaliśmy każdą skałę ze wszystkich stron tak, by wszyscy mogli dokładnie się im przyjrzeć. Wszyscy za wyjątkiem mnie. Bo ja nic nie widziałem, tylko robiłem cały czas zdjęcia. Nie odrywałem praktycznie oka od wizjera. Byłem przecież w pięknym miejscu i chciałem jak najwięcej zrobić. Po powrocie dotarło do mnie, że nic nie pamiętam z tej wycieczki.  Ale nie ma problemu! Przecież mam zdjęcia to i mogę sobie teraz obejrzeć jak tam było….

Od tamtego czasu na wakacje zabieram ajfona, który traktuję jak notatnik i rejestruję w nim miejsca, ludzi, wydarzenia. Nie przejmuję się zbytnio kadrem, a na inne parametry nie mam wpływu. Zajmuje mi to tylko moment i nie przejmuję się niczym. W końcu to wakacje :)))

A jak wyglądały skały Scandoli możecie zobaczyć sami, tak, jak ja widziałem:)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

12 października 2010

| przez Artur Nyk

Gadżety za śmieci czy niezbędny sprzęt dla fotografa

Dzisiaj nadal pozostanę w sferze sprzętowej, ale ani razu nie padnie nazwa Canon, Nikon lub coś podobnego. Parafrazując reklamę, którą teraz ciągle słyszę w radiu, po co ciągle miałbym mówić o Canonie i Nikonie skoro Canon i Nikon dzisiaj nie wystąpi w moim tekście :)

No dobrze, zajmijmy się poważnymi sprawami. Skoro więc nie będzie o Canonie i Nikonie, to opowiem o rzeczach, bez których wiele sesji nie byłoby możliwych.

Miejsce pierwsze zajmuje bezsprzecznie klamerka. Bez klamerki nie ma sesji modowej. Nic tak pięknie nie dopasowuje ciuchów do figury modelki i nic innego nie jest w stanie zmniejszyć sukienki o dwa rozmiary.
Klamerki dzielimy na te malutkie i metalowe, kupowane w sklepach biurowych oraz duże plastikowe ze sklepów budowlanych. Kupienie kompletu klamerek za 19,90 jest przepustką do posiadania profesjonalnego sprzętu, jaki występuje w renomowanych studiach fotograficznych.

Następną niezwykle ważną rzeczą jest taśma klejąca. Jej zastosowanie jest równie szerokie, jak klamerek. Wśród profesjonalistów pojawiają się ostatnio nawet głosy, że taśma klejąca detronizuje klamerki, ponieważ używa się jej i w fashion (np. do podnoszenia piersi ale i czyszczenia ubrań z paprochów) i w fotografii produktowej (np. do tworzenia zaawansowanych konstrukcji utrzymujących produkty tam, gdzie się nam zamarzy).
Taśmy dzielimy na jedno- i dwustronne oraz na łatwo odklejające się i te, po których potem miesiącami nie można zmyć kleju ze statywów.

Produktem podobnym jest bobik. Bobik (nazwa własna autorstwa Seby) jest to coś w rodzaju plasteliny, ale niebrudzącej i o dobrych właściwościach klejących. Na bobik można przykleić wszystko do wszystkiego, a potem użyć go ponownie. Znakomicie nadaje się na mikrokonstrukcje do podtrzymywania małych przedmiotów np. przy układaniu kompozycji z żywności. Należy pamiętać jednak, gdzie się go wkłada, gdyż nie jest smaczny.
Bobik dzielimy na niebieski klasyczny (Blue Tag) i biały nowoczesny (UHU).

I wreszcie jest cała grupa przedmiotów z serii Przydamisię. Przydamisię w odróżnieniu od powyżej opisanych akcesoriów, są indywidualnie kolekcjonowane przez fotografów i zależą od specyfiki ich pracy. Ja w swoich zbiorach mam: drewnie kostki pomalowane na czarno (do podpierania małych przedmiotów), lusterka (jako małe ekrany doświetlające), strzykawki (do wstrzykiwania), kulki (jeszcze nie wiem do czego się przydadzą), słomki (dla modelek by mogły się napić po zrobieniu makijażu), sznurki i druciki (do wiązania), kostki marmuru (do obciążania), ścinki polaru (do wypychania) itd.
Zbieranie Przydamisię należy rozpocząć możliwie wcześnie i nie przejmować się zdaniem innych. Tylko my sami wiemy, do czego mogą się przydać.
Przydamisię dzielimy na mające realne zastosowanie i na bezużyteczne, ale Tojestfajneinapewnojeszczesię przyda.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości
komentarz
← 1 2 3 →

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close