×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

18 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Dobre hasło to podstawa

Uśmiałem się dzisiaj nieźle, gdy zobaczyłem wielki billboard koło mojego studia. Był na nim jakiś kandydat na prezydenta Chorzowa, nazwiska nawet nie zapamiętałem, bo całą swoją uwagę skupiłem na próbie zrozumienia hasła wyborczego. Przeczytałem je ze trzy razy, ale nie byłem mądrzejszy, niż na początku. Przyzwyczaiłem się, że kandydaci obiecują, co zrobią albo co im się nie podoba. Nie zdziwiłby mnie więc napis typu: „Dom z ogródkiem dla każdego” albo „Zlikwiduję Straż Miejską”. Ale tu napis nic nie obiecywał, ani niczemu się nie sprzeciwiał.
Brzmiał po prostu tak: ” Mikołajki, Święta, Nowy Rok z nowym prezydentem”

Że co??????!!!!!!?????? Chyba jestem za mało inteligentny, by zrozumieć, co miało to znaczyć. Mam wrażenie, że copywriter wymyślił to hasło o 3 rano, w trakcie imprezy, gdy nagle przypomniało mu się, że miał wczoraj wysłać copy do zatwierdzenia.
Druga wersja, jak to powstało, równie prawdopodobna, jest taka, że osoba odpowiedzialna za kampanię stwierdziła tak: „Tego, co jest napisane i tak nikt nie czyta, to napiszcie cokolwiek, byle szybko wydrukować plakaty”.

Tak się to kończy, gdy za reklamę biorą się amatorzy.
A może przesłaniem tego hasła było: „Jak mnie wybierzecie to robię dla was trzy imprezy, w Mikołajki, Święta i Nowy Rok”?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

16 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Dlaczego fotograf powinien dużo zarabiać?

Bo tak.
Niestety taka argumentacja jest w stanie przekonać tylko fotografów. Musimy więc poszukać innych argumentów. I wcale nie jest to trudne.

Już dawno temu zastanawiałem się, dlaczego praca fotografa wyceniana jest zawsze drożej, niż praca grafika? Przecież projektowanie wcale nie jest łatwiejszym zawodem. Sprzęt, jaki jest do tego potrzebny, nie jest tani, choć na pewno fotograf może wydać własne studio znacznie więcej. Grafik też często pracuje nad projektem dłużej, niż trwa sesja zdjęciowa do niego.
Klienci mają zwykle zwyczaj pastwić się nad projektem (i grafikiem),  każąc na zmianę to zwiększać, to zmniejszać logo. A zdjęcie podoba im się takie jakie jest. Albo i nie.

I tu mnie właśnie oświeciło. Zrozumiałem, że praca fotografa jest tym wyżej wyceniana, im krócej trwa.

To bardzo optymistyczna wiadomość. No, może nie do końca. Bo w tym krótkim czasie pracy tkwi cała jej trudność. Grafik może w nieskończoność zmieniać czcionki, przesuwać logo z prawej na lewo i odwrotnie. A fotograf musi wiedzieć, czy modelka ma śmiać się, czy płakać, bo w photoshopie tego nie da się potem zmienić (na razie ….)

Musimy więc panować nad całością sesji, kadrem, światłem, zgodnością z briefem, rozwiązywać nieprzewidziane problemy, które zawsze się pojawiają, dbać o dobrą ostrość, ekspozycję i jeszcze nawiązać dobry kontakt z modelką. Wszystko to trzeba zrobić w tym samym momencie, bo potem gdy sesja się skończy, nie będzie można już tego poprawić. Jeżeli nie ustawię dobrego światła i nie uzyskam takiej  pozy modelki, jaką chciałem, to bardzo ciężko będzie w postprodukcji to naprawić. A najczęściej będzie to niemożliwe.
Płacą nam więc tak naprawdę za ten jeden ułamek sekundy pracy, kiedy  robimy zdjęcie. Za to, że w bardzo krótkim czasie musimy podjąć cała masę decyzji.
Okazuje się więc, że po kilkunastu latach pracy, realnie przepracowałem dopiero półtorej godziny. To ile mi jeszcze zostało do emerytury?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

13 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Koniec kalendarza

Skończyliśmy dzisiaj zdjęcia do kalendarza AD. Tym razem fotografowałem Zuzannę Chyba, z która rozumiałem się bez słów. Dosłownie. W trakcie sesji prawie nic nie musiałem mówić. Wystarczyło tylko Zuzie wstępnie powiedzieć, co chcę osiągnąć na zdjęciu, a potem powiedzieć: „Zaczynamy”.
Pstryk. Pik. Pstryk. Pik. Pstryk… Tylko tyle było słychać. Klik migawki i sygnał gotowości lamp. Te półtorej sekundy, kiedy ładowały się lampy, wystarczało, by dziewczyna była już gotowa do kolejnego zdjęcia, oczywiście zmieniając pozę. Regularność tego rytmu była tak duża, że w którymś momencie pozwoliłem sobie na mały eksperyment. Gdy robiliśmy zdjęcie, w którym Zuza patrzyła w bok i nie widziała mnie, w połowie serii odwróciłem się też i naciskałem migawkę w stałym rytmie, nie patrząc nawet na modelkę. I wszystkie klatki były dobre. Do momentu, gdy Zuza zobaczyła to i zaczęła się śmiać.

Uwielbiam takie sesje, gdy wszyscy intuicyjnie się rozumieją i każdy wie co ma robić. Nakreśliłem tylko całej ekipie klimat zdjęć jaki chcę osiągnąć i to wystarczyło. Fryzury, makijaże wszystko było perfekcyjne.
Wiem już, że moje ulubione zdjęcie z tej sesji, to będzie fota z serii z warkoczem. Na razie mogę pokazać Wam jedynie mały fragment :) Problem z wybraniem tej najlepszej klatki będzie spory. Na pewno nie mogę teraz stwierdzić, które to będzie zdjęcie. Selekcja zdjęć bezpośrednio po sesji, ma zwykle taki sam sens, jak decydowanie co będę pił na imprezie za miesiąc.
Poza rzadkimi wyjątkami, gdy jedno zdjęcie wybija się zdecydowanie ponad inne, to wybór dokonany na spokojnie dzień-dwa po sesji jest znacznie lepszy. Przetrenowałem to już wielokrotnie. Realizując sesję patrzymy na efekty przez pryzmat tego, co chcemy osiągnąć i co mamy w głowie. A często jest tak, że zafiksowani na pewien efekt, nie widzimy, że lepszy efekt daje wprowadzenie jakiejś małej zmiany.

akt, sesja
komentarz

11 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Krótko, szybko i nie na temat

Tak już musi być, że raz jest górka, a raz dołek. Wczoraj pisałem długo i było dużo zdjęć, więc dla równowagi dzisiaj będzie odwrotnie, czyli będzie krótko i tylko dwa zdjęcia.
Byłem dwa aparaty cyfrowe temu, (okres jednego aparatu to od 1,5 do 2,5 roku – łatwiej mi określić czas po modelu Canona, jaki wtedy miałem, niż podać konkretną datę) na biennale sztuki w Wenecji.
W wejściu do głównego pawilonu wisiał piękny kryształowy żyrandol. Oświetlony jeszcze częściowo słońcem, na tle ciemnej czeluści wnętrza. Prezentował się doskonale.

I dopiero, gdy podszedłem bliżej, zrozumiałem, skąd bierze się jego wewnętrzne piękno. Nic nie jest tym, czym się wydaje.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

9 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Po co się starać?

Robiłem ostatnio zdjęcia wyborcze dla mojej dobrej znajomej. Nie są to fascynujące sesje, gdzie mogę wypróbować nowe pomysły, czy poszaleć ze światłem. Tu liczy się solidny warsztat i dbałość o szczegóły. Zrobiłem więc wszystko, jak mogłem najlepiej, wysłałem zdjęcia i na tym moja rola się zakończyła. W momencie, gdy oddałem zdjęcia, straciłem też możliwość kontroli nad ich dalszym losem. Niestety.

Jadę rano (tak koło 11:30) do pracy, codziennie tą samą drogą, którą znam na pamięć. Nagle kątem oka widzę coś strasznego. Tak, to moje zdjęcie na billboardzie. Ale wygląda okropnie. Twarz jest za ciemna, na policzku jakieś plamy, po prostu tragedia.

Cóż, nie pierwszy to raz i pewnie nie ostatni, gdy mimo włożonej ciężkiej pracy, efekt jest mizerny. Mam całe tony moich zdjęć, wydrukowanych w najróżniejszych wydawnictwach, gazetach, folderach. Niestety 98,7 % z nich nie nadaje się do pokazania. Albo są źle wydrukowane, albo źle przygotowane do druku, albo jedno i drugie naraz. No dobrze, może przesadziłem, może nie jest tak źle. Ostatnio jest nawet coraz lepiej. Nerwy mnie poniosły, ale nie dziwcie się temu. Siedzę nad obróbką zdjęć, pracuję godzinami nad subtelnymi detalami, a potem jakiś bencwał swoją niewiedzą lub lenistwem wszystko niweczy. I jak tu nie być wściekłym?

Pamiętam, jak kilkanaście lat temu robiłem zdjęcia na plakat przedstawienia teatralno – tanecznego. Byłem bardzo przejęty, miała to być moja pierwsza publikacja. Starałem się ze wszystkich sił, siedziałem godzinami w ciemni, by zrobić dobrą odbitkę, z której miał być zrobiony plakat. A gdy zobaczyłem na ulicy gotowy plakat, o mało nie usiadłem z wrażenia. A raczej przerażenia. Po co wypracowywałem szczegóły w światłach i cieniach, skoro na plakacie zdjęcie miało jakość kiepskiego ksero. Podobną zresztą jakość miało przedstawienie.

Mam oczywiście też świetnie wydrukowane realizacje. Nie jest ich zbyt dużo, ale potrafią cieszyć. Dzisiaj  mój kumpel, specjalizujący się w architekturze, pochwalił się nowym obiektywem, który kupił. Shift Canona 17mm, kosmiczna konstrukcja i jakość. Stwierdził, że od dzisiaj będzie miał dwie oferty cenowe dla klientów. Dla tych poważnych będzie robił foty Canonem. Dla pozostałych, którzy zwracają tylko uwagę na cenę, będzie robił zdjęcia super tanio i szybko. iPhone’em :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości
komentarz

7 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Jak to jest być profesorem

Jestem dzisiaj trochę zmęczony po warsztatach, które prowadziłem. Cały dzień pracowaliśmy w studio nad zgłębieniem tajemnic fotografii fashion i portretu. 
Studiowałem kiedyś historię i miałem zajęcia z pedagogiki.Pamiętam, jak długo przekonywałem moją profesorkę, że nigdy w życiu nie będę przecież nikogo uczył. Przecież zajmuję się fotografia. Ponieważ byłem bardzo przekonywujący, dostałem zaliczenie, a do książki z pedagogiki nigdy nie zajrzałem. A potem, nawet nie wiem kiedy, poprowadziłem pierwszy kurs, potem kolejne zajęcia i tak już zostało.
Zawsze traktowałem to jak spotkanie z pasjonatami podobnymi do mnie, by porozmawiać i wspólnie fotografować. Tyle, że to ja zawsze musiałem odpowiadać na wszystkie pytania. Kiedyś na zajęciach z podstaw fotografii, gdy opowiadałem o kwestiach związanych z przesłoną, jedna z pań przerwała mi i zadała pytanie: „przepraszam, a co to jest ta przesłona?”. Musiałem przewartościować moje pojęcie o tym, czym są podstawy fotografii.
Dzisiaj na szczęście obyło się bez tak trudnych pytań, a wszyscy dobrze się bawili. Nie mieli zresztą innego wyjścia, skoro mogli fotografować jedną z moich ulubionych modelek, Martynę Siwek. Dziewczyna była niezmordowana i na 10-cio centymetrowych szpilkach pozowała przez kilka godzin. Tylko chwilami rzucała mi spojrzenie mówiące: „masz szczęście, że cię lubię bo inaczej…”. Przynajmniej dostanie od wszystkich dużo zdjęć. Ale na następne warsztaty pewnie będę musiał poszukać innej modelki, która nie będzie przeczuwać, co ją czeka :)
Na koniec oczywiście były pamiątkowe zdjęcia, troszkę tylko reżyserowane.

zdjęcia : Gosia Kłosowska

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja, warsztaty
komentarz

5 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Kupuję sukienkę

Właściwie to kupiłem dzisiaj nawet dwie. I do tego rajstopy. Ale nie martwcie się, nie zmieniłem upodobań. Po prostu potrzebowałem kilku rzeczy na jutrzejsze warsztaty. Tatiana, stylistka z która pracuję, nie mogła niestety osobiście przygotować mi ciuchów, więc zrobiłem to sam, wspomagany przez nią telefonicznie. Przeszedłem kilkanaście sklepów w naszym cudownym centrum handlowym, szukając ubrań, które sobie wymyśliłem. Już w drugim sklepie miałem dosyć, ale nie poddałem się i systematycznie przeglądałem jedną sukienkę po drugiej. W końcu znalazłem to, co chciałem. Kupowałem w trzech sklepach i za każdym razem ekspedientka dziwnie się do mnie uśmiechała. Albo to takie niespotykane, że facet kupuje sukienkę, albo wybrałem wybitnie niemodną.

Mimo że wizyta w centrum handlowym wywołuje u mnie reakcję alergiczną, to często się tam pojawiam, by znaleźć ciuchy albo akcesoria do zdjęć. W cywilizowanych miastach działa instytucja showroomów. W Katowicach zapytanie się w sklepie o możliwość wypożyczenia rzeczy do zdjęć, budzi zdziwienie. Parę razy udało mi się to zrobić, ale zwykle jest to na tyle skomplikowane, że wolę po prostu kupić. Nie sądźcie jednak, że mam tak ogromne budżety sesji, by móc kupować, na co mi przyjdzie ochota. Zakupy zawsze rozpoczynam niewinnym pytaniem: „Ewentualnie mogę to oddać jak nie będzie pasować?”. I jakoś nigdy nie pasuje :)

W przyszłym tygodniu pojawię się w każdym z tych sklepów, by stwierdzić, że niestety jestem zmuszony oddać sukienkę. Może panie znowu będą się do mnie uśmiechać :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

5 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli o statywach

Moje pierwsze w życiu statywy były produkcji NRD i prezentowały technikę na poziomie Trabanta, czyli były bardzo dobre, o ile się ich nie używało. Następne kupiłem razem z lampami Elfo. Były bardzo stabilne, co nie było znowu jakimś wielkim wyczynem, skoro każdy ważył ponad 10 kg. Kółka się zacinały albo urywały, pod ciężarem lamp statyw opadał i trochę rdzewiał. W tej chwili taki statyw jest białym krukiem, bo szybko Elfo przestało je produkować i zastąpiło je lepszymi aluminiowymi.
Potem poznałem statywy, które sprawiły, że  moje życie stało się lepsze. A raczej lżejsze. Teraz cztery statywy były lżejsze, niż jeden stary. Mówię oczywiście o Manfrotto, włoskiej firmie, która ma moje ogromne zaufanie.

No właściwie to ostatnio trochę to zaufanie jest nadszarpnięte, bo statyw do aparatu się zepsuł. Poszła mi zębatka w kolumnie, korbka przestała się kręcić i nie mogłem podnieść aparatu. Nie rozumiem, dlaczego tak szybko się to zepsuło, w końcu używam tego statywu dopiero 17 lat! Ale wiadomo, włoska tandeta :)
No, oczywiście żartuję. Statyw jest niezniszczalny, pracował na mrozie, w piasku, w wodzie, upadał mi nieskończoną ilość razy i nic mu się nie stało. Zębatkę, która wyrobiła się po 17 latach, mogę mu wybaczyć.
Mam też sporo statywów do lamp, są odrobinę młodsze, ale tak samo niezawodne. W jednym z nich kiedyś rozwaliło mi się plastikowe pokrętło blokujące, poszedłem do serwisu i okazało się, że to znana wada. Dali mi gratis nowe zrobione już z metalu i zapomniałem o problemie.

Nie doceniałem jednak tych statywów do czasu, gdy nie wpadły mi do ręki inne. Myślałem, że wszystkie firmy robią sprzęt tego typu na podobnym poziomie. Kupiłem kiedyś zestaw lamp Bowensa, gdzie w komplecie były statywy. Wyglądały bardzo poważnie i solidnie. Ale gdy założyłem na nie cięższą lampę, ta zaczęła powoli opadać. Podniosłem i dokręciłem. Po chwili lampa powoli opadła. Podniosłem i dokręciłem jeszcze mocniej. Lampa opadła. Zmieniłem statyw.
Czy poza Manfrotto są jeszcze inne solidne statywy? Oczywiście, że są. Czy je testowałem? Nie. Ja przekonałem się do Manfrotto i nie mam potrzeby sprawdzać innych. Jeżeli więc kolejna osoba spyta się mnie, co kupić to powiem, że tylko włoszczyznę. A gdy spyta się, gdzie ma kupić, to powiem, że tam, gdzie będzie najtaniej :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, test
komentarz

4 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Ekipa – Spółka z ogromną odpowiedzialnością

Jak byłem w pierwszej klasie podstawówki, pamiętam, że uczyłem się na pamięć wierszyka opowiadającego, jak to wszystkie zawody są nawzajem potrzebne. Było coś o piekarzu, który jak nie zrobi chleba to murarz nie będzie miał co jeść, a wtedy nie zbuduje szkoły dla dzieci i tak dalej w tym stylu.
Podobnie jest w z fotografią. Fotograf jest najważniejszy (posłodziłem sobie :)), ale bez stylisty, wizażysty, fryzjera, asystenta, producenta, kierownika planu, dyżurnego planu, scouta i pana Złota Rączka, czasem się nie da.

Kiedyś pracowałem wyłącznie sam. Nie był mi nikt potrzebny, kto pęta się po studio. Sam wiedziałem, co robię i miałem nad tym pełną kontrolę. Nie musiałem nikomu nic tłumaczyć i doskonale się rozumiałem sam ze sobą. W którymś momencie pojawił się pierwszy asystent, potem kolejny i już za chwilę nie umiałem się bez nich obyć. Potem już mi poszło szybko i bez wizażysty i fryzjera nawet nie przyszło mi do głowy, by coś zrobić. No chyba, że było to zdjęcie kranu.

Teraz pracuję już z dużą ekipą. I nie dlatego, by się móc obijać całą sesję, ale by ją szybko i sprawnie zrobić. Trochę przypomina to zarządzanie skomplikowanym projektem. Wszystko polega na odpowiednim podziale zadań i odpowiedzialności. Jeżeli wszystko będzie dobrze przygotowane to mechanizm zadziała bezbłędnie. Fotograf ma do zrobienia zdjęcie i nic więcej nie powinno go obchodzić. Ma ustawić światło albo powiedzieć asystentom, jakie ma być i ma wiedzieć, jakie zdjęcie trzeba zrobić. Nie musi go obchodzić, czy stylista ma odpowiednie rozmiary ubrań, czy wizaż będzie robiony przed czy po fryzurze, czy modelka dostała swoją kawę, a ktoś się zrobił właśnie głodny.
To zadanie producenta, kierownika planu, czy dyżurnego planu w zależności od stopnia rozpasania sesji. Bo czasem ilość wałęsających się ludzi jest zdecydowanie za duża.

Robiłem kiedyś dużą sesję dla CU Aviva. Produkcja nie była łatwa, bo musieliśmy zrobić w środku zimy parę biegnącą brzegiem morza. Mieliśmy więc kilka ton piasku rozsypanego w dużej hali i mnóstwo ludzi do pracy. Byli asystenci, dyżurni, asystenci asystentów, kierownicy, producenci, kucharze, oświetleniowcy, operator photoshopa, operator aparatu, fryzjerzy, styliści, wizażyści. Nawet znalazło się miejsce w tej ekipie dla mnie, czyli fotografa. Choć ja akurat miałem tam najmniej do roboty. Powiedziałem tylko, gdzie ma stanąć światło, jaki ma mieć charakter, pokazałem gdzie ma stanąć aparat, wybrałem sobie obiektyw i tyle. Chciałem przynajmniej z nudów poprawić kilka detali na piasku ale mi nie pozwolili. To poszedłem na obiad do naszego gastrobusa i czekałem, aż będę mógł zacząć fotografować. W końcu operator ustawił mi ostrość, modele weszli na plan, powiedziałem im co mają robić, ktoś krzyczał „akcja!”, a ja naciskałem migawkę. Potem dopchałem się do monitora, zobaczyłem, że jest w porządku i mogłem już iść do domu.

Nie twierdzą, że źle mi się pracowało ale wolę trochę bardziej się zaangażować w sesję. Nie zawsze też jest potrzebna wielka ekipa. Czasem  lepiej się pracuje w 3-4 osoby, a fotografowi nic się nie stanie, jak sam zrobi kawę modelce :)

Dajcie mi coś do roboty!

 Analiza piasku

Takie zaplecze to chciałbym mieć na każdej sesji

Kilka ton piasku, a nic nie widać

 Tu postaw nogę i będzie naturalnie
O i jak ładnie wyszło, idziemy do domu, bo zimno!

Wszystkie zdjęcia Patryk Pohl

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, sesja
komentarz

3 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Ludzie są jak kurczaki

To nie moje hasło, tylko Seby, mojego dobrego znajomego. Usłyszałem to pierwszy raz, gdy omawiałem z Sebą mechanizm mojej strony, której zbudowaniem zajmowała się jego firma. Tłumaczył mi, że wszystkie mechanizmy trzeba sprowadzić do poziomu, z którym poradzi sobie ktoś o inteligencji niewiele przekraczającej poziom kurczaka. Na początku miałem wątpliwości, czy aby nie przesadza, ale gdy zacząłem przypominać sobie różne fakty, przyznałem mu rację.

Mam przez przypadek tytuł: Technik elektronik o specjalności elektroniczne maszyny i systemy cyfrowe. Tymi maszynami w czasach, gdy robiłem maturę, były komputery Odra i pecety z procesorami 8086, czyli czasy prawie prehistorii komputerowej. Potem jednak miałem długą przerwę w kontaktach z kompami, aż do Pentium III. Mogę więc uznać, że moje wykształcenie nie ma żadnego wpływu na umiejętności korzystania z mediów elektronicznych i nie różnię się tu od innych osób z nich korzystających. Tyle teorii, teraz praktyka.

Na mojej poprzedniej stronie, bardzo zresztą prostej graficznie, po załadowaniu pokazywał się na całą szerokość,  pasek zdjęć. Ostatnie zwykle było wyświetlone tylko częściowo, bo było przycięte ramką strony. Wystarczyło najechać na zdjęcia by pasek przesunął się i pokazał kolejne zdjęcia. Ten, wydawało mi się prosty zabieg, był dla części osób za trudny. Dostawałem informację, że ludzie nie umieli obejrzeć zdjęć. Musiałem przerobić stronę tak, by zdjęcia przesuwały się samodzielnie.

Pisze do mnie modelka na Maxmodels z jakąś sprawą. Odpowiadam, że ok, możemy na ten temat porozmawiać, ale mam prośbę, by pisała bezpośrednio na mój mail i podaję go jeszcze raz. Ona odpowiada, że jasne, nie ma problemu i opisuje sprawę. Ale nadal robi to na Maxmodels. Czy przeczytanie jednego zdania ze zrozumieniem jest takie trudne?

Umieszczamy na FB informację o warsztatach foto z LINKIEM na stronę i informacją, że wszystkie szczegóły na temat programu, terminu i ceny tam są. A parę osób i tak pisze z pytaniem, po ile te warsztaty.

Proszę dziewczynę, by przysłała swoje portfolio i dostaję kilka zdjęć. Jedno ma 8 MB i bardzo dużą rozdzielczość, a inne są wielkości znaczka pocztowego i powtarzają się trzy razy te same foty.

Innym razem dajemy ogłoszenie w necie, że poszukujemy modelki o konkretnym typie urody i prosimy o przesłanie portfolio. Połowa zgłoszeń to mail o treści : „Zgłaszam się” lub ” Ja też”.

Dzwoni oburzony klient i krzyczy, że zdjęcia które mu wysłałem są za małe i do niczego się nie nadają. Tak mu grafik powiedział. Odpowiadam, że zgadzam się z nim, gdyż wysłałem mu na razie wglądówki, z których miał przecież dopiero coś wybrać do obróbki.

Takich historyjek mógłbym sobie jeszcze wiele przypomnieć. A i tak ciągle wierzę w inteligencję ludzkości :)

Kurczakowi można by pewnie wmówić, że to też kurczak, tylko taki większy
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz
← 1 2

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close