×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

test

2 września 2015

| przez Artur Nyk

Canon 5Ds kontra Canon 5Dm3 kontra Nikon D810 czyli test nieobiektywny cz.2

Jaki aparat jest lepszy? Nikon czy Canon? To pytanie rozgrzewa wszystkich fotografów. Oczywiście poza tymi, którzy używają Sony, Fuji, Pentaxy itd. Ale ja, który pracuje na Canonie od 25 lat, jestem żywo tym wyścigiem zainteresowany.
W pierwszej części mojego testu skupiłem się na samym Canonie 5Ds, teraz nadszedł czas porównania z konkurencyjnymi aparatami.
Nim przejdę do konkretów, kilka słów opisu mojego testu. Po pierwsze jest jak najbardziej subiektywny, ponieważ porównuję te trzy aparaty, w bardzo konkretnych sytuacjach. Po drugie, zdjęcia, które tu wykorzystuję, w większości powstały w trakcie warsztatów fotografii samochodów, a nie specjalnie na potrzeby testu. Dzięki temu kadry nie są identyczne, a optyka jest różna.
Po trzecie, podobnie jak w pierwszej części testu sytuacje, w jakich testuję aparaty są raczej ekstremalne, ale też dzięki temu różnice między nimi są najlepiej widoczne. (Wszystkie zdjęcia zostały wywołane w Capture One)

Tym razem pozostawię wnioski wam, bo prawdopodobnie każdy zinterpretuje je inaczej. Oczywiście chętnie poczytam w komentarzach co o tym myślicie. Kontynuuj →

5Ds, Canon, Capture One, Nikon, samochody, sprzęt, test
5Ds, nikon, samochód, sprzęt | 3 komentarze

26 sierpnia 2015

| przez Artur Nyk

Aparat, który wszystko ma bardziej czyli Canon 5Ds cz.1

Na początek podsumujmy kilka spraw. Po pierwsze lubię Canona, nie lubię Nikona, test więc będzie oczywiście nieobiektywny. To chyba oczywista oczywistość dla wszystkich, którzy od dawna czytają mój blog. Po drugie, choćby mnie skręcało z bólu, jeśli Canon jest w czymś gorszy od Nikona, to po cichu, ale jednak to przyznaję. Po trzecie, nie testuję aparatu w teoretycznych testach, a tylko i wyłącznie pod względem mojego, konkretnego wykorzystania sprzętu, nie będzie więc odniesień jak aparat zachowuje się w fotografii dokumentalnej, pejzażowej ani ślubnej.
Jeśli interesujecie się Canonem 5Ds, to na pewno przeczytaliście już kilka różnych testów opisujących wszystkie funkcje i parametry. Mogę więc to sobie wszystko odpuścić i zająć się tym co najważniejsze: jak sprawdza się w realnej pracy. Kontynuuj →

5Ds, Aperture, Canon, Capture One, foto mądrości, Lightroom, Nikon, sprzęt, test
10 komentarzy

19 czerwca 2015

| przez Artur Nyk

Kupiłem Canona 5Ds czyli torba pełna radości

Kto dzwoni do mnie w środku nocy?!!!! Otwieram jedno oko, na zegarku widzę 8:29, no dobra, może  to i nie środek nocy, ale śpię od niedawna, bo wczorajsza sesja zakończyła się późno w nocy. Patrzę, kto się do mnie dobija. Wojtek. A więc to dziś! Nim zdążyłem odebrać, telefon przestał dzwonić, a ja znowu usnąłem.

Zaraz po śniadaniu i drugiej kawie, czyli tak w okolicach 16:00, wszedłem do sklepu. W głowie mignęły mi wspomnienia, jak dwanaście lat temu, 50 m dalej, w nieistniejącej już firmie, odbierałem moją pierwszą cyfrę: Canona 10D. Wtedy też był upał i też przyjechałem czerwonym samochodem. Zawsze lubiłem ryzykować i kupować nowy sprzęt o nieznanych jeszcze możliwościach, bo byłem pewny, że to dobry ruch. Jako pierwszy z wszystkich moich znajomych-fotografów, kupiłem wtedy cyfrową lustrzankę, bo wierzyłem, że właśnie zaczęła się nowa era. Potem bez zastanowienia decydowałem się na przełomowe modele Canona: 5D i 1Ds mk3. Każdy z nich był w momencie swojej premiery, najlepszym sprzętem w swojej klasie, jaki można było kupić.
Kontynuuj →

5Ds, Canon, Nikon, test
komentarz

6 lutego 2015

| przez Artur Nyk

Chcę go, chcę go, chcę go !!! Czyli nowy Canon 5Ds oficjalnie

Wszystkie dobre informacje ziściły się dzisiaj :) Canon 5 Ds i Ds R jest dokładnie taki jak zapowiadano, a nawet jeszcze lepszy. Mateusz podesłał mi link do bardzo obszernego testu i oficjalnych zdjęć.

Przeczytałem test dosyć pobieżnie, bo jestem zbyt rozentuzjazmowany, by czytać go w spokoju i jestem już zachwycony, nie tylko olbrzymią rozdzielczością, ale też innymi funkcjami aparatu. Podoba mi się nowy autofokus, w pełni programowane menu, nowe możliwości redukujące wpływ drgania lustra na ostrość zdjęcia, wizjer z wszystkimi informacjami, funkcja cropu 1,3 i 1,6 i RAWy o trzech rozmiarach, zwłaszcza ten średni 28 MP, będzie znakomity do normalnej codziennej pracy, gdy nie będzie wymagana pełna rozdzielczość. No i video. Te jest o 1000% lepsze niż w moim aparacie. Zwłaszcza dlatego, że mój 1 Ds3 w ogóle nie ma video :)
Jedyne co budzi moje obawy to gorszy niż w 1 Ds3 wskaźnik DLA Diffraction Limited Aperture czy innymi słowy wpływ rozdzielczości i przesłony na ostrość obrazu. Jak pogarsza się ostrość wraz ze zwiększeniem przesłony możecie zobaczyć na tym przykładzie.
Biorę lewego  :)    fot. Canon
Wreszcie punkty AF pokrywają prawie cały kadr    fot.Canon
Obejrzyjcie sami zresztą przykładowe zdjęcia z <a href="http://web.canon Find Out More.jp/imaging/eosd/samples/eos5ds/” target=”_blank”>5 Ds i 5 Ds R i poczytajcie długi i ciekawy opis na The Digital Picture Com, z którego zaczerpnąłem większość informacji.
Będzie o czym teraz dyskutować i udowadniać wyższość dużej rozdzielczości na mała i odwrotnie :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, sprzęt, test
komentarz

28 kwietnia 2014

| przez Artur Nyk

Audi i Opel czyli jak wybrać samochód dla fotografa – część 4

Wiele osób pyta się mnie czy już wybrałem samochód i jak skończyła się ta historia z testowanie. Otóż… nie skończyła się jeszcze :)
Ale nie uprzedzajmy faktów. Po przejażdżce BMW, postanowiłem porównać je z Audi A3. Zgłoszenie przez stronę poszło szybko i równie szybki był odzew z centrali, tej samej skąd dzwoniono już zresztą do mnie, by umówić mnie na jazdę Skodą i Seatem. Wybrałem najbliższy mi salon Audi i już na drugi dzień byłem umówiony na jazdę.

A tak się złożyło, że zaraz potem miałem kolejny telefon, tym razem z Opla. W pierwszej chwili byłem bardzo zdziwiony, dlaczego dzwonią do mnie w sprawie jazdy próbnej Zafirą. Zapomniałem już bowiem, że się zapisałem na taką jazdę. Zapomniałem, bo upłynęło już od tego momentu sporo czasu. Najwyraźniej procedury przekazania mojego zapytania do dealera trwały i trwały. Ale skoro panowie już zadzwonili, to postanowiłem skorzystać, zamieniając jednak Zafirę na Astrę kombi i umówiłem się na jazdę próbną zaraz po wizycie w Audi.

Jest dobrze, ale szału nie ma. Źródło: Audi

Do salonu Audi wszedłem punktualnie i od razu trafiłem na sprzedawcę, z którym byłem umówiony. Rozmawiał jeszcze z klientem, przeprosił mnie więc i zaproponował kawę. Podziękowałem, bo wolałem obejrzeć sobie dokładnie wnętrze samochodu.
Hmm… ładnie tu, gdy oglądałem je na zdjęciu, nie przekonywało mnie zbytnio, wydawało się zbyt proste. Na żywo wyglądało o niebo lepiej, a wszystko co dotykałem sprawiało dobre wrażenie. Po chwili podszedł do mnie sprzedawca i spytał o pierwsze wrażenia. Nie mogłem ukrywać, że były dobre, odpowiedział jeszcze na kilka moich pytań i poszliśmy podpisać papiery przed jazdą.

Taka wersja wykończenia to oczywiście zupełnie inne pieniądze. Źródło: Audi

Na zewnątrz czekało mnie białe A3, niestety w w wersji sedan. Nie zdziwiłem się, bo sprzedawca już w czasie rozmowy telefonicznej powiedział, że z silnikiem 1,4 122 KM, mają tylko taką wersję. Wsiadając zauważyłem, że bok fotel nadmiernie wystaje i za każdym razem się na niego nadziewam. Cóż, taki problem da się przeżyć. Lusterka, kierownica, fotel i jedziemy. Cicho i przyjemnie, choć bez emocji, które powalają od pierwszego kilometra. Czy mam jakaś wybraną trasę? Nie? To proponuję panu, taką przekrojową. OK. Było więc wszystko kręte drogi, autostrada i miasto.

Jedziemy, a ja coraz bardziej zachwycam się wnętrzem, wyraźnym podświetleniem i chowającym się w desce rozdzielczej dużym wyświetlaczem. Tym ostatnim mogłem cieszyć się do woli, bowiem co chwila, przez przypadek naciskałem jakiś przycisk na kierownicy, który wysuwał wyświetlacz. Po kilku próbach dałem sobie spokój, w końcu wcale mi ten wyświetlacz nie przeszkadzał.

Nie omieszkałem oczywiście, spytać o kwestie niechlubnej popularności tego motoru na listach najbardziej awaryjnych silników. Odpowiedź dostałem dokładnie taką, jaką oczekiwałem. Problemy rzeczywiście były, ale to już kwestia przeszłości. No bo co miał powiedzieć? A może naprawdę koncern poprawił bezawaryjność?
Tak czy inaczej nie chciałbym Audi A3 z tym silnikiem. Jechać jechał. Cicho i poprawnie, ale kompletnie bez emocji i przyjemności. W porównaniu do BMW serii 1 było dosyć nijako. Nie podobało mi się też, jak samochód wchodził w ciasne zakręty, miałem wtedy wrażenie, że nie kontroluję go do końca. Właściwie, to nie działo się nic złego, ale tak dziwnego uczucia nie miałem jeszcze w żadnym samochodzie, nie potrafię tego sprecyzować, ale nie podobało mi się.

Wręcz odwrotne zdanie mam o sprzedawcy. Pan był profesjonalny, absolutnie nie próbował mnie na siłę do niczego namówić. Za to porozmawialiśmy o samochodach, które oglądałem, jak człowiek z człowiekiem. Tym mnie kupił, byłbym skłonny mu zaufać przy finalnym wyborze, bo był to pierwszy sprzedawca, który zachowywał się nie jak sprzedawca.
Po powrocie, (znowu propozycja kawy) zajęliśmy się konfiguracją i ofertą leasingu. Tej ostatniej wprawdzie nie dostałem do dzisiaj, za to przy konfiguracji nie byłem namawiany na niepotrzebne dodatki. Cena finalna to 84.000 zł. Prawdziwa okazja, bo była to dobrze wyposażona Edycja Specjalna A3, dostępna jednak właśnie z silnikiem 1,4 122 KM.

Z mieszanymi uczuciami opuściłem salon. Ładny samochód, udane wnętrze, rozsądna cena (w porównaniu do BMW) i niczym nie wyróżniający się silnik. Nie miałem za dużo czasu na roztrząsanie tego, bo śpieszyłem się do Opla. Udało mi się znowu przyjechać punktualnie. I znowu sprzedawca był zajęty. Właściwie to w ogóle go nie było i panie na recepcji nie wiedziały gdzie jest.
Samochodów stało kilka, czyli miałem co robić. Zdążyłem obejrzeć Astrę, Insignię, Adama, Zafirę, Mokkę i już pojawił się sprzedawca. Lecz panie z recepcji skierowały do niego najpierw kogoś innego, musiałem więc czekać dalej. Zacząłem, już poważnie rozważać zakończenie testu Opla, jeszcze przed jego rozpoczęciem,  gdy sprzedawca zaprosił mnie na rozmowę. Dalej poszło już znacznie lepiej.

Brąz? Czemu nie. Źródło: Opel

Szybko znalazłem się za kierownicą Astry, niestety pięciodrzwiowej z silnikiem 1,4 140 KM (kombi był tylko z dieslem). Tym razem znowu najpierw prowadził sprzedawca, by pokazać mi co można wycisnąć z poczciwej Astry. Okazało się, że całkiem sporo. Po chwili zamieniliśmy się miejscami i mogłem sam się przekonać. Pierwsze metry i pojawił się uśmiech na mojej twarzy. To co słyszałem na temat tego silnika i ciężkiej w końcu Astry, nie pokrywało się z moimi odczuciami. Spodobało mi się brzmienie silnika i sposób w jaki rozwijał moc.

Szaro i tak sobie. Źródło: Opel

Wprawdzie wnętrze samochodu w najprostszej wersji wyposażenia Enjoy, nie powalało wyglądem, to moje ogólne odczucia były bardzo dobre. Musiałem od razu przyznać przed sobą, że jechało mi się znacznie lepiej niż godzinę wcześniej A3… Deska rozdzielcza pokryta gąszczem przycisków, wskaźniki, na których ciężko było mi jednym spojrzeniem odczytać prędkość i obroty silnika, ale co z tego skoro Astrą jechało mi się po prostu przyjemnie.

W salonie skonfigurowaliśmy samochód w wersji Sport, który miał już wszystko co potrzebowałem i znacznie ładniejsze wnętrze. Cena po zniżkach na firmę wyniosła 76.500 zł czyli 10.000 zł poniżej cennika. Całkiem sensownie jak za dobrze wyposażone kombi.

Jak na razie im więcej oglądam, tym mniej wiem. Czy iść za głosem rozsądku i zdecydować się na kombi czy też jednak kupić samochód mniej praktyczny, ale dający więcej radości z jazdy?
Moje stare Mondeo nadal bezawaryjnie pokonuje kolejne kilometry i dzięki temu mogę spokojnie się nadal zastanawiać. A może kupić po prostu nowe Mondeo?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
samochody, test
komentarz

19 stycznia 2014

| przez Artur Nyk

BMW czyli jak wybrać samochód dla fotografa – część 3

BMW było szybkie. Wieczorem zostawiłem wiadomość na stronie, a rano rozmawiałem już z człowiekiem z centrali i ustalałem , który salon chcę odwiedzić. BMW było też bardzo ciekawe. Wysyłając formularz, musiałem podać mnóstwo danych. Ciekawe jest też to, że na stronie BMW znalazłem w różnych miejscach trzy różne formularze i w każdym z nich chciano ode mnie inne dane. Pan, który zadzwonił, też zadał mi kolejne pytania, np. ile chcę wydać? Czy to nie oczywiste, że jak najmniej?

Ten przód ciągle mnie nie przekonuje, zwłaszcza lampy.  Źródło: BMW

Telefon z salonu otrzymałem następnego dnia, a dokładnie 24 godziny później siedziałem w BMW serii 1. Siedziałem, bo sprzedawca, z którym byłem umówiony gdzieś wyszedł. Zaproponowano mi kawę, ale wolałem posiedzieć w samochodzie i dokładnie mu się przyjrzeć. Pierwsze wrażenie – bardzo nisko zamontowany fotel i dosyć ciasne wnętrze. A może nie tyle ciasne, co sprawiające takie wrażenie, bo przestrzeń naokoło kierowcy jest mocno zabudowana. Ustawiłem fotel tak, by nogi były wygodnie wyprostowane i stwierdziłem, że w sumie to jest całkiem sporo miejsca. Chciałem teraz usiąść z tyłu, by zobaczyć ile tam jest przestrzeni. Ale nie mogłem. Nie było nawet tyle miejsca, by włożyć nogę.
Wreszcie zjawił się sprzedawca i od razu musiał zmierzyć się z moim zarzutem, że z tyłu nie ma miejsca dla pasażerów. Szybko uwodnił mi, że nie mam racji. Był mojego wzrostu, usiadł z przodu i pokazał mi, że mam zbytnio oddalony fotel, gdyż nie mógł położyć nadgarstka na szczycie kierownicy. OK, musiałem przyznać, że przesadziłem z odsunięciem fotela. Z tyłu da się jednak siedzieć, ale na luksus sporej przestrzeni nie liczcie.

Na zdjęciu wnętrze wygląda przeciętnie, w rzeczywistości jest znacznie lepiej.   Źródło: BMW

Gdy podpisywałem papiery przed jazdą, sprzedawca zadał mi filozoficzne pytanie, czego oczekuję od samochodu? Komfortu… dobrego prowadzenia… radości z jazdy… wydukałem. Czego w końcu można chcieć od samochodu gdy przychodzi się do BMW? Raczej nie niskiej ceny.

O ile miałem niewielkie zastrzeżenia do zachowania sprzedawcy (dzień wcześniej próbował mi sprzedać samochód od razu przez telefon), to gdy wsiedliśmy do samochodu jego zachowanie mogłem określić tylko jednym słowem: profesjonalizm. Podobnie jak w Maździe, zaproponował, że najpierw on sam pokaże co potrafi samochód. Niestety całkowicie pominął wyposażenie, natomiast o właściwościach jezdnych opowiadał bardzo dużo i wyczerpująco. Wszystko to miało chyba sprawić, bym wbił sobie do głowy jedną prawdę – tylny napęd jest najlepszy. Przejechaliśmy szybko kilka ładnych zakrętów, złapał mnie na tym, że sądziłem, iż jedziemy wolniej niż jechaliśmy w rzeczywistości i przekonał, że nawet w czasie szybkiej jazdy jest na tyle cicho, by swobodnie rozmawiać. W międzyczasie dojechaliśmy do Jastrzębia i tam mogłem wreszcie usiąść za kierowcą.

Tył już jest lepszy, ale ciągle to nie jest samochód, który kupuje się dla wyglądu.   Źródło: BMW

Fotel, lusterka, jedynka i gaz. Łaaaadnie, dwójka, trójka, czwórka i uśmiech na twarzy. Piątka okazała się zbyteczna, wrzuciłem szóstkę i leniwie jechaliśmy te sto-trzydzieści. Zaniepokoiła mnie jedna sprawa, po trzech minutach czułem się, jakbym jeździł tym BMW od roku. A to znaczy, że może za bardzo mi się spodobać i rzeczywiście zacznę myśleć o kupnie. Ostry zakręt, gaz na wyjściu i prosta. To po ile teraz nerki chodzą? W końcu mam dwie i jedną mógłbym sprzedać. Jechałem prawie najsłabszą wersją: 1,6 136 KM i tylko 8,5 s do setki. To jak jeżdżą mocniejsze wersje? Na autostradzie przyśpieszyłem na chwilę jeszcze bardziej, oczywiście w wyłącznie w celach naukowych, by sprawdzić poziom hałasu. Nadal przyjemnie cicho.
Z komfortem było trochę gorzej, zawieszenie dokładnie informowało moje plecy o stanie polskich dróg. Moje Mondeo w porównaniu z tym to miękka kanapa. Łokciem trącałem wciąż o drzwi, a bagażnik oceniłem na aparat, trzy lampy, softy i statywy do kompletu czyli bardzo przeciętnie. Mimo to sprzedawca kilka razy przypominał mi, że w stosunku do poprzedniego modelu poprawiono komfort i zwiększono przestrzeń. Jeździłem poprzednią generacją i jakoś nie zauważam by mocno powiększyła się przestrzeń, a komfort też jest porównywalny.
Czy ten samochód się dla mnie nadaje? Na właściwości transportowe nie ma co liczyć, ale codzienna jazda na pewno sprawia dużą frajdę. Tak dużą jak cena. Czy jest tego warta? Mam już swoje przemyślenia, ale poczekam z tym do końca mojego testu.

Gdy wróciliśmy do salonu, skonfigurowaliśmy samochód. Wersja trzydrzwiowa z automatyczną klimą, sportowymi siedzeniami (tylko dlatego, że okazały się wygodne), alufelgi i lakier metalik. Tylko 108.000 zł. Widziałem, że sprzedawca był zdziwiony moim wyrazem twarzy. Po chwili zagłębił się znowu w komputer i… dostałem rabat. Ponieważ producent się nie wyrabiał z produkcją, to do 5 stycznia dawali rabat wyprzedażowy na samochody z 2014 roku czy jakoś tak. Wprawdzie był już 8 styczeń, ale sprzedawca obiecał to załatwić, trzeba było się tylko pośpieszyć i najlepiej od razu podjąć decyzję i zamówić samochód. Okazja ogromna, cena po rabacie to tylko 96.000 zł! Nawet w pierwszej chwili się złapałem na to. Po chwili jednak otrzeźwiałem i powiedziałem, że muszę to przemyśleć na spokojnie, a poza tym chcę zobaczyć jeszcze Audi A3. To niech lepiej kupi pan golfa, przecież to to samo – usłyszałem. Okazało się, że pan sprzedawca pracował wcześniej w Audi i doskonale wie, że nie może się ono równać w żaden sposób z BMW.

OK. Sprawdzę to.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
samochody, test
komentarz

15 stycznia 2014

| przez Artur Nyk

Mazda 3 czyli jak wybrać samochód dla fotografa – część 2

Wystarczyło, że zobaczyłem pierwsze zdjęcie Mazdy 3 i już wiedziałem, że chcę ten samochód. I nawet nie miałoby znaczenia, gdyby okazało się, że jeździ bardzo przeciętnie. Po prostu jest piękna i to mi wystarcza. Gdy więc kumpel zaczął mówić, że nie wie, jaki samochód ma kupić, bez zastanowienia wysłałem go do salonu Mazdy. A przy okazji sam chciałem na tym skorzystać i przejechać się nową trójką.

Do salonu pojechaliśmy we trójkę, para moich znajomych i ja. Marcin, konkretny człowiek, od razu stwierdził, że samochód mu pasuje i po kilku minutach wyjeżdżaliśmy na jazdę próbną.
A w zasadzie siedzieliśmy w samochodzie, bo był to niemal spektakl prezentacji modelu. Sprzedawca stwierdził, że najpierw on poprowadzi, pokaże, co samochód potrafi. Wsiedliśmy do środka, opowiedział nam o wszystkich systemach samochodu, o silniku i wreszcie ruszyliśmy.

źródło : Mazda

Czerwona, 165 KM i kto inny płaci za paliwo. Czego chcieć więcej?
Trasa była tak dobrana, by można było sprawdzić, jak zawieszenie zachowuje się na kiepskiej nawierzchni, ostrych zakrętach, czy szybkiej prostej. Pierwszy raz w życiu tak dobrze się bawiłem na jeździe próbnej i to siedząc na miejscu pasażera!
– Proszę zwrócić uwagę, jak dobrze się trzyma na tym zakręcie – słyszałem, trzymając się drzwi, gdy przyspieszenie spychało mnie to na jedną, to na drugą stronę. – Teraz zrobimy awaryjne hamowanie ze 100 km/h, proszę zobaczyć, nie trzymałem kierownicy, a ta nie drgnęła ani trochę. Proszę posłuchać jak pięknie brzmi silnik, gdy przyspieszamy!
Facet miał rację, zawieszenie było świetne i nawet jadąc na nisko profilowych siedemnastkach, komfort był bardzo wysoki.


Wreszcie Marcin usiadł za kierownicą. A już po chwili słyszeliśmy : śmiało! niech pan weźmie ten zakręt osiemdziesiątką, śmiało, szybciej! Obaj z Marcinem mieliśmy uśmiech od ucha do ucha przez cały czas, tylko Monika z tyłu jakoś wyjątkowo milczała.
Przyszła wreszcie moja kolej. Niestety, ta Mazda podobała mi się coraz bardziej i od pierwszej chwili wszystko mi pasowało. Niech ma mały bagażnik, najwyżej zamiast pięciu lamp na sesję, wezmę dwie. Albo wezmę tylko aparat i każę asystentowi przywieźć całą resztę sprzętu taksówką.

źródło : Mazda

Pasuje mi wnętrze, wyposażenie, ten genialny czerwony lakier i tylko szkoda, że bagażnik nie jest zbyt duży. Stałem potem jeszcze w salonie i wpatrywałem się w niego, próbując ocenić, ile sprzętu by mi tu weszło. Doszedłem do jednego wniosku – zrobiłem już kilka świetnych sesji, używając jednego źródła światła, a więc da się! A gdybym sprzedał resztę niepotrzebnych w tym momencie lamp to miałbym więcej pieniędzy na Mazdę!

źródło : Mazda

Choć jechaliśmy mocniejszą wersją, sprzedawca zapewniał nas, że do 4000 obrotów, słabsza wersja –  120 KM, jeździ tak samo. Patrząc na czas przyspieszenia do setki – 8,9s, myślę, że mówił prawdę.  A kosztuje (w czerwonym lakierze) około 73.000 zł, czyli tyle samo, co Toyota Auris. Nie zastanawiałbym się ani sekundy, a na awaryjne sytuacje kupiłbym box na dach i byłoby po kłopocie.
Wiem, wiem, co kombi to kombi, ale… musicie sami się przejechać to zrozumiecie, dlaczego chcę wozić sprzęt w niewygodnym bagażniku na dachu.

Do tej pory to dla mnie zdecydowanie nr 1. I samochód, i to, jak zostaliśmy potraktowani, jako potencjalni klienci.
Jednak dopiero zaczynam rozglądać się na rynku. Mazdę trzeba by więc porównać z samochodem, który ma szansę być lepszy.

Umówiłem się na jazdę BMW serii 1.

Czytaj dalej o BMW 1

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
samochody, test
komentarz

5 września 2013

| przez Artur Nyk

Kupuję nowy obiektyw

Dla fotografa kupno nowego obiektywu to jak dla kobiety kupienie jednorazowo dziesięciu par butów. I  to z torebkami do kompletu. Ja od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem zamiany mojego  Canona 24-105/4 L IS na coś lepszego. Pytanie tylko na co? 24-105 to prawdziwy wół roboczy, uniwersalne szkło, którym da się zrobić prawie wszystko. A mimo to, choć to bardzo dobry sprzęt, jakoś od początku mi nie podchodził. Próbowałem już dawno temu fotografować topowym wtedy 24-70/2,8 L, ale też specjalnie się nim nie zachwyciłem. Doczekałem się w końcu jego nowej wersji czyli 24-70/2,8 L II, jednak cena mnie trochę zmroziła. Nie mam nic przeciwko wydawania pieniędzy na narzędzie do zarabiania, jednak stosunek jakości do tego co obiektyw mi oferuje i jak to może wpłynąć na wzrost moich zarobków ( czyli rzecz bardzo subiektywna ), nie był korzystny. Nie potrzebuję po prostu jasnego zoomu, ale obiektywu o bardzo dobrej ostrości, nawet jeśli będzie to kosztem jasności. No i stabilizacja też by się przydała. Jak już kiedyś pisałem, nie lubię pracować tylko po to by kupić następne narzędzie do pracy :)

Kolejny obiektyw, który się wypuścił Canon to 24-70/4 L IS, czyli ciemniejsza wersja, za to ze stabilizacją i w znacznie lepszej cenie. Od razu spodobał mi się ten obiektyw. Chciałem od razu go kupować, ale nie był jeszcze w sprzedaży. Czekałem, czekałem, aż …zapomniałem :) Naprawdę godne podziwu :)

Potem gdy znowu zabrałem się za myślenie o wymianie szkła, zastanawiałem się jeszcze czy raczej nie kupić jakiejś stałki, ale ogniskowa, która najbardziej mnie interesowała czyli 35 mm, też nie miała dobrego kandydata na mój nowy obiektyw. Canon do dzisiaj nie wypuścił 35/1,4 L II.

Ciągle się więc wahałem co zrobić, a mój wół roboczy w tym czasie trzaskał kolejne foty i nikt z klientów nie narzekał na jakość.

A dzisiaj trafiłem na stronę, która bardzo szybko pomogła mi podjąć decyzję. Nie wiem już komu muszę podziękować za link, który znalazłem na stronie Samopomoc fotograficzna na FB.
Zobaczcie koniecznie stronę The Digital Picture. Jestem zachwycony w jak prosty sposób można zrobić porównanie dwóch obiektywów. To jest dokładnie to czego mi zawsze brakowało. Ostrość, winietowanie, dystorsja. Wszystko widzę i mogę bez problemu porównać jak będzie się zachowywał obraz na przesłonie, na której najczęściej pracuję. Rewelacja. Pisałem już ostatnio, że testy z milionem tabelek, wykresów i mądrych opisów są dla mnie tak przydatne jak sprawozdania sejmowe. Ja chcę po prostu zobaczyć na własne oczy różnicę między dwoma obiektywami w porównywalnych warunkach.

Gdy więc zobaczyłem na ile nowy 24-70/4 L IS oferuje ostrzejszy obraz od mojego szkła, to podjąłem bardzo szybką decyzję na tak. Jak możecie sami sobie sprawdzić wersja f2,8 jest oczywiście jeszcze lepsza, ale tu przyrost jakości nie jest już tak duży. Różnica w cenie natomiast jest duża. Dzisiejsze ceny to 4900 zł za „4” i 8200 zł za „2,8” i na dodatek droższy obiektyw nie ma stabilizacji. No i nie mam nad czym się zastanawiać. Dotychczas prawie nigdy nie fotografowałem na moim obiektywie na przesłonie 4, to i w jaśniejszym bym nie wykorzystał jego możliwości. Najczęściej używam f8 lub f11
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto pamiętać. Obiektyw o jasności f4 może nie pozwolić na wykorzystanie pełnych możliwości autofokusa w aparacie. W mojej jedynce, z tego co pamiętam ileś tam czujników pracuje krzyżowo tylko gdy obiektyw ma jasność f2,8 lub większą. Ale dotąd mi to nie przeszkadzało, a aparat świetnie sobie radził z ustawianiem ostrości.

Dla mnie, do moich specyficznych zastosowań wolę ciemniejszy obiektyw, dla kogoś innego ważne będą zupełnie inne kwestie. Najważniejsze, że dzięki testom na  The Digital Picture, każdy w łatwy sposób może sobie sprawdzić obiektywy według swoich potrzeb. Ja przeanalizowałem wszystkie moje obiektywy, posprawdzałem który jest lepszy przy ogniskowych, które mi się dublują i teraz jestem mądrzejszy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, sprzęt, test
8 komentarzy

14 sierpnia 2013

| przez Artur Nyk

Poza kadrem czyli książka dla fotografa

Nie czytam zbyt często książek o fotografii bo zwykle w połowie się już nudzę. Najczęściej dlatego, że autor piszę o sprawach zbyt banalnych, albo przeciwnie, zbyt skomplikowanych bym to zrozumiał.

Przy okazji takie małe wtrącenie.
Ostatnio chciałem porównać testy paru kompaktów Canona bo wreszcie muszę coś małego kupić. Zajrzałem na optyczne.pl, serwis bardzo szacowny w końcu. Gdy czytając test Canona G15  doszedłem do działu Optyka, wymiękłem. Ja chciałem tylko dowiedzieć się, czy jak zrobię zdjęcie to będzie ostre i z RAWa da się ładnie wyciągnąć kolor i szczegół, a dowiedziałem się, że różnice między składowymi pionowymi i poziomymi dowodzą symetryczności filtra dolnoprzepustowego przy przebiegu funkcji MTF ze średnią wartością 975 LWPH, która objawiają się niską zdolnością rozdzielczą. Czy jakoś tak. Na szczęście na końcu zawsze można zobaczyć przykłady zdjęć i w ten sposób coś zrozumieć. Bo po przeczytaniu samych opisów, okazało się, że wszystkie moje obiektywy składają się głównie z samych wad :)

Wracając do książek, dostałem niedawno „Poza kadrem”,  Davida duChemina. W pierwszej chwili myślałem, że to kolejna książka opisująca jak zrobić ładne zdjęcie na wakacjach, przyznaję, to wina okładki. Gdy jednak zajrzałem do środka i przeczytałem pierwsze zdanie na jakie trafiłem, zrozumiałem, że to coś zupełnie innego : „Czy Luke Skywalker poradziłby sobie gdyby nie Obi-Wan Kenobi i Yoda?” Tak zaczyna się rozdział mówiący o potrzebie posiadania mentora.

„Poza kadrem” to książka nie tyle o fotografowaniu, ale o byciu fotografem. Autor wprawdzie w dużej mierze kieruje ją do ludzi, którzy chcą przejść dopiero na zawodowstwo, ale ci, którzy już żyją z fotografii, znajdą tam mnóstwo cennych rad. Ja czytałem ją prawie z wypiekami na twarzy, bo nagle okazało się, że problemy i wątpliwości, z którymi się zmagam od lat, nie są tylko moją domeną. Dokładnie takie same problemy mają profesjonalni fotografowie na całym świecie. W sumie przyjąłem to z ulgą :)

Książka jest małym kompendium wiedzy na temat wyboru odpowiedniej dla siebie drogi, prowadzenia własnego marketingu, zarządzania finansami i umiejętności stawiania wszystkiego na jedną kartę czyli dążenia do realizacji swoich pasji. Polecam ją Wam bardzo, bo sam dużo wyniosłem z tej lektury.
Spotkałem się wprawdzie z opinią kumpla, że książka jest nudna i składa się z banalnych ogólników ale nie słuchajcie go. Michał jest młodszy ode mnie, więc nie może mieć racji, a poza tym przeczytał tylko pół książki :)

PS. W kwestii kupna małego aparatu to zapamiętałem z książki taką radę : jeśli wpadłeś na pomysł, że ten nowy obiektyw jest ci niezbędny, poczekaj jeszcze miesiąc nim go kupisz, a wtedy pewnie okaże się, że możesz spokojnie bez niego żyć :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, test
komentarz

20 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Aperture vs Lightroom czyli test nieobiektywny

Przy okazji jednego z ostatnich postów na temat Aperture, jeden z czytelników o pseudonimie Kashiash, spytał, co zyska przechodząc z Lightrooma na Aperture. Uznałem, że to bardzo dobre pytanie, co najmniej tak samo ważne jak to, czy lepszy jest Canon czy Nikon. Wy oczywiście wiecie, co ja o tym sądzę :)

Aby podejść do tematu solidnie, ściągnąłem trial Lightrooma, by zobaczyć, co się pojawiło nowego w czwartej wersji. Przyznaję się, że nie poświęciłem kilkunastu godzin na dogłębne poznanie wszystkich funkcji i mogę się mylić co do szczegółów.
Aby było łatwo porównać oba programy, stworzyłem katalog z trzydziestoma zdjęciami i wgrałem do każdego z programów. Nie będzie to kompletny test, a raczej skupienie się na istotnych różnicach. Nie miejcie wątpliwości, że wychodzę z założenia o wyższości Ap, gdybym tak nie uważał, to nie używałbym go :) Postarałem się jednak znaleźć też wszystkie pozytywne cechy Lr. Ponieważ nie pracuję na nim, mogłem o czymś nie wiedzieć i przez to pominąć jakąś funkcję.
Interfejs ( albo jak kto woli interface )
Po odpaleniu Lr powitał mnie ten sam nielubiany przeze mnie interfejs. Wiadomo, to kwestia gustu, podobnie jak interfejs Nikona i Canona. Ale zawsze najbardziej bawił mnie dodany na końcu bocznego menu ornament :) 
Dla mnie, przyzwyczajonego od lat do Aperture, sposób prezentacji zdjęć, czy to całych, czy miniaturek, jest po prostu mało elegancki. Jednak najbardziej denerwujące było dla mnie zawsze przełączanie między Library, a Develop. W Aperture mogę wyświetlić miniaturki i na każdej z nich wprowadzać korekty ( np. by wyrównać kolor między nimi ), a tu nie mogę tego zrobić. To bardzo nieprzyjemne ograniczenie.
Brakuję mi też możliwości wyświetlania pełnego ekranu z jednym zdjęciem i panelu do obróbki.
W Lightroomie za to łatwiej włączyć niektóre funkcje np. można zobaczyć, jak wygląda zdjęcie w wersji czarno-białej, naciskając po prostu V. W Aperture trzeba przesunąć suwak lub włączyć w menu odpowiedni preset. Naciskając jeden klawisz, możemy też zobaczyć wszystkie przepalenia na zdjęciu, w Aperture trzeba nacisnąć kombinację trzech. To niby taki mały detal, ale gdy robimy to kilkadziesiąt razy przy obróbce jednego zdjęcia to już robi to różnicę.
Podaję tu oczywiście tylko przykłady, robienie dokładnej analizy guzikologii nie jest moim celem :)

Tak wygląda Aperture w momencie obróbki zdjęcia i wyświetlenia wszystkich możliwych informacji
W Lightroomie natomiast wygląda to tak

Obróbka zdjęć (albo wywoływanie )
Znacznie lepsze niż, w wersji 3, są teraz pędzle. Wreszcie można ich prawie normalnie używać, bo wcześniej były to jakieś dziwolągi. Prawie, bo szybko zauważyłem bardzo dziwną rzecz. Gdy ustawimy jeden pędzel na zmniejszenia saturacji i zdejmiemy kolor ze zdjęcia, a następnie weźmiemy drugi pędzel i ustawimy go na zwiększanie saturacji i przejedziemy po tym samym obszarze zdjęcia co poprzednio to odzyskamy kolor !!!!! Przecież to jest bez sensu. W Aperture, każdy kolejny zastosowany pędzel uwzględnia już efekt działania poprzedniego, a tu nie. 
Dla równowagi Lightroom ma coś, co chciałbym mieć w Aperture. Malując pędzlem maskę, można na niej zastosować działanie kilku ustawień, np. kontrastu i saturacji. W Aperture trzeba każdą maskę malować oddzielnie. A więc remis? Niezupełnie. W Aperture możemy bowiem zrobić maskę z  krzywych albo levelsów. Możemy też ustawić dany parametr na całym zdjęciu, a następnie wygumować pędzlem te obszary, gdzie nie chcemy tego ustawienia. Jest też świetna funkcja rozmywania brzegów maski, tak, jakbyśmy rozmazywali palcem rysunek robiony węglem. Ja bardzo często z tego wszystkiego korzystam. 
Mam zastrzeżenia do zakresu działania niektórych funkcji. Np. kontrastu nie można pociągnąć w zbyt dużym zakresie.. Ale już ekspozycja ma teoretycznie dużo większy zakres niż w Ap. Teoretycznie, bo na suwaku możemy ustawić maksymalnie +5, podczas gdy w Ap +2, jednak w Ap, gdy dojdziemy do maksimum, to możemy wpisać dowolną wartość, aż do +9,99, czyli dwukrotnie większą. Podobnie możemy robić z prawie wszystkimi innymi funkcjami.
W Lr nie da się wyświetlić dwóch wersji tego samego zdjęcia i każdej z nich obrabiać inaczej. Tu zdjęcie prześwietlone jest o 5 działek
W Ap można wyświetlić kilka wersji tego samego zdjęcia i każdą obrabiać zupełnie inaczej. Tu mamy oryginał, prześwietlenie o +5 i o +9,99. Zauważcie też, że +5 w Ap to trochę mniej niż +5 w Lr

Bezsprzecznie zaletą Lr jest wbudowana korekcja obiektywów, podobnie jak w Photoshopie. Tego brakuje mi w Ap.
Natomiast brakuje mi w Lr łatwego resetu poszczególnych sekcji. Może jakoś da się to zrobić, ale mnie nie udało się tego znaleźć.
Zdecydowanie też wolę Ap, jeśli chodzi o sposób wyświetlania informacji o zdjęciu. Panel, który przypomina wyświetlacz aparatu, jest bardzo przejrzysty.

Zarządzanie fotografiami 

No i jakby to powiedzieć…. by nie powiedzieć, że tu Lr nie ma czego szukać? Apple pokazało tu, że wie jak powinno wyglądać zarządzanie dużą biblioteką zdjęć. Nawet jeśli jest to bardzo duża biblioteka. Lr na starcie zaproponowało mi, że doda zdjęcia do biblioteki, ale same zdjęcia pozostaną tam, gdzie są. Dla większości tego typu rozwiązanie wyda się najbardziej naturalne. Ale to nie oznacza, że najlepsze. W Ap tego typu rozwiązanie też jest możliwe i gdy rozpoczynałem moją przygodę z tym programem, też wybrałem tę opcję. Po miesiącu miałem już taki bałagan w zdjęciach, że mogłem zrobić tylko jedno. Wszystko wyrzucić i zacząć jeszcze raz. Taki był efekt, że raz oglądałem zdjęcia przez Ap, raz bezpośrednio z poziomu systemu i tu coś wyrzuciłem, tam coś przeniosłem, a na końcu zrobił się czysty chaos.
Tym razem zrobiłem  to po bożemu, czyli pozwoliłem, by Ap założył swoją własną bibliotekę i tam wrzucił wszystkie pliki. Miałem wprawdzie wrażenie, że wrzucam zdjęcia do czarnej dziury, w której nie mam pojęcia co się dzieje, jednak po jakimś czasie przekonałem się, że to wszystko działa i dzięki temu mam już porządek.
Ap pozwala na tworzenie katalogów, projektów, albumów, inteligentnych albumów i stołów świetlnych. Dzięki temu możemy budować różne struktury katalogów w zależności od naszych potrzeb. Co najważniejsze, jedno zdjęcie może być w wielu albumach, fizycznie będąc tylko w jednej kopii na dysku.  Wyobraźcie sobie, że macie dużą kolekcję zdjęć przyrody i chcecie je podzielić na tematyczne albumy : woda, góry, las. Gdzie w takim razie umieścicie zdjęcie górskiego potoku wypływającego z lasu? Oczywiście wrzucicie to zdjęcie do każdego z tych albumów, choć fizycznie będzie na dysku tylko w jednej kopii.

W Lr też można skopiować zdjęcia do nowego miejsca, ale nie powstanie z tego biblioteka jak Ap. Mimo, że wskazałem mu katalog, gdzie chciałem trzymać zdjęcia, Lr zrobił w nim osobne katalogi i podkatalogi w/g dat stworzenia plików

Lr automatycznie podzielił zdjęcia w/g dat, zamiast stworzyć jeden katalog
Jeden projekt i kilka albumów, które potem stworzyłem

Różnice znajdziemy też w sposobie wyświetlania zaznaczonych zdjęć. Tu każdy program ma swoje wady i zalety. Lr potrafi wyświetlić więcej zdjęć, jednak robi to w dokładnie takiej kolejności, jak są segregowane. Ap wyświetli maksymalnie 12 zdjęć, ale można to zrobić w dowolnej kolejności.

Lr ma jedną ciekawą funkcję, można naciskając klawisz L podświetlić tylko zaznaczone zdjęcia.

Ap natomiast potrafi wyświetlić wszystkie zdjęcia naraz na pełnym ekranie i obrabiać je. Czyli co komu jest potrzebne :)

I na koniec przełączane biblioteki. Nie pamiętam już, kiedy Ap je wprowadził, ale nie wiem, jak mogłem bez nich funkcjonować :). Mam więc kilka różnych bibliotek stałych, stworzonych tematycznie, a także dlatego, że mam za dużo zdjęć, by wszystko ( również to co mało ważne ) trzymać w jednej.
Tworzę też biblioteki doraźnie np. gdy wracam z sesji to mogę z laptopa wyeksportować jeden projekt z właśnie zrobioną sesją jako bibliotekę. Dzięki temu, wszystkie opisy, zaznaczenia, obróbki, które zrobiłem w czasie sesji, przenoszę automatycznie. Wystarczy potem tylko wgrać na główny komputer nową bibliotekę i albo zostawić ją jako osobną, albo złączyć z inną.
Często też, jako kompletną bibliotekę, wysyłam Gosi zdjęcia do obróbki. Dzięki temu widzi, które zdjęcia zaznaczyłem, które wstępnie obrobiłem itd.
Możemy też bibliotekę Ap otworzyć na dowolnym Macu przez iPhoto.

I cała reszta ( w tym jedna super ważna rzecz )

Od przedniej wersji zmieniło się tu w Lightroomie dużo ważnych rzeczy. Przede wszystkim pojawiły się prawie wszystkie funkcje, które do tej pory były tylko w Aperture. Jest więc narzędzie do tworzenia książek i portfolio w pdfie oraz geotagowanie. Są stacki czyli grupowanie zdjęć w stosy, gdzie możemy wyświetlić się tylko jedno zdjęcie leżące na samej „górze”, a w razie potrzeby rozłożyć cały stos i zobaczyć wszystkie zdjęcia.
Celowo też nie wymieniam całej masy rzeczy, które są w obu programach i działają podobnie, jak choćby presety czy sterowanie aparatem. Trzeba przyznać, że oba programy nawzajem zapożyczają od siebie najróżniejsze funkcje. I bardzo dobrze, my użytkownicy tylko na tym korzystamy.

Jest jeszcze jedna ważna różnica, która sprawia, że już tylko z tego powodu warto wybrać Ap.
Jest to Vault czyli kopia zapasowa. Czegoś takiego Lr nie posiada, a ja nie wyobrażam sobie, by nie posiadać aktualizowanych prawie codziennie kopi zapasowych moich bibliotek.
Tu znowu pojawia się temat bibliotek, jakie tworzy Ap. Dzięki temu, że wszystkie zdjęcia, metadane, ustawienia obróbki, struktury katalogów itd. są w jednym miejscu, można bardzo łatwo zrobić kopię.
Działa to w taki sposób: Na początku wybieramy inny dysk i program robi tam kopię całej biblioteki. Gdy potem zaimportujemy do naszej biblioteki następne zdjęcia lub jakieś skasujemy albo obrobimy coś czy dopiszemy nowe słowa kluczowe to system wykryje, że „tu zaszła zmiana” i można zrobić nową kopię. Robimy to przez naciśnięcie jednego przycisku, a wtedy wszystkie kopie automatycznie się zaktualizują. Jeżeli skasowaliśmy zdjęcia, to zostaną one usunięte z kopii i umieszczone w katalogu „usunięte pliki” – to dodatkowe zabezpieczenie przed przypadkowym skasowaniem zdjęć. Zawsze możemy je wtedy odzyskać.
Z kopii możemy odzyskać całą kompletną bibliotekę Ap, podobnie jak z Time Machine możemy odzyskać cały komputer.

Tu widzicie dwie kopie tej samej biblioteki, które są na dyskach podłączonych na stałe i jedną kopię na zewnętrznym dysku, teraz odłączonym

Podsumowanie

Nie wiem czy Was przekonałem do Ap, ale pokazałem najważniejsze różnice. Ja nie mam wątpliwości, że Ap jest dla mnie dużo lepszy. Czekam tylko z niecierpliwością na kolejną wersję. Aktualna jest już dosyć stara, a mimo to i tak świetnie sobie radzi. Gdy pojawi się nowa, wyczekiwana chyba tak samo jak nowy Mac Pro, to zapewne będzie jeszcze ciekawsza.
Nie opisałem tu całej masy funkcji, bo pisałbym pewnie jeszcze przez tydzień. Na koniec wspomnijmy jeszcze o cenie. Lr kosztuje około 480 zł, Ap około 260 zł :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady, Spytaj Artura, test
komentarz
1 2 3 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close