×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

28 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Express czyli Koleje Śląskie

Nie wiem jak to się stało, że zupełnie zapomniałem pokazać Wam moje fotografie z kalendarza dla Kolei Śląskich. Może dlatego, że problemy Kolei przysłoniły wszystko inne. Może też dlatego, że jeszcze sam nie widziałem na oczy gotowego kalendarza :) Wszystko jednak wskazuje na to, że kalendarz istnieje i niedługo zobaczę go na własne oczy :)

Trzeba przyznać, że była to praca zupełnie nie w stylu do jakiego jestem przyzwyczajony. Bez mojego oświetlenia ( poza jednym wyjątkiem ), bez wizażystki, bez fryzjera, bez stylistki. Tylko ja, aparat w ręku z ustawioną czułością 1600 ISO, obiektyw 50/1,4 najczęściej z otwartą na maksa przesłoną i żadnego kreowania rzeczywistości. Po prostu musiałem pracować jak dokumentalista :)

Poczułem się trochę jakbym zaczynał od nowa i na świeżo podchodził do mojej pracy. Nie znaczy to bym miał zostać dokumentalistą czy reporterem, to jednak nie moja bajka, ale dobrze jest czasem zrobić coś zupełnie inaczej niż do tej pory. To daje trochę oddechu i pozwala spojrzeć z dystansu na swoje podejście do fotografii.

Ekspresowo musiałem robić zdjęcia bo nie mogłem mimo wszystko zatrzymać ruchu pociągów. Nie myślcie więc, że te wszystkie spóźnienia pociągów były spowodowane moimi zdjęciami. Ja zrobiłem zdjęcia wcześniej :)

PS. Wiecie co? W wielu podręcznikach fotografii przeczytacie, że centralna kompozycja nie jest dobra, że to prawie błąd. A ja i tak ją lubię :)

Ten jeden raz użyłem lampy. Ale tylko jednej :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
realizacje
komentarz

20 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

500 pikseli

Od dłuższego czasu obiecuję sobie, że zainteresuję się portalami gdzie można pokazać swoje zdjęcia całemu światu. Ten dłuższy czas to powiedzmy… jakieś kilka lat….  Udało mi się jakimś cudem przekonać do Facebooka, ale dalej już ani rusz…

I oto właśnie dzisiaj pod wpływem jakiegoś impulsu, spiąłem się w sobie i w akcie desperacji otworzyłem konto na 500px. Przegryzłem się przez stos informacji czym w ogóle ten portal jest i wrzuciłem pierwsze zdjęcia. Na początek wybrałem 10 fotografii z różnych dziedzin. Ledwo je wysłałem, a już otrzymałem 11 maili z serwisu z pierwszymi komentarzami ludzi : Świetne, wspaniałe, rewelacyjne !!!!

OK, wzleciałem jakiś metr nad ziemię, ale wcale potem nie spadłem bo takich maili przychodziło całe mnóstwo. W zasadzie to nie nadążałem z czytaniem bo ciągle przychodziły nowe. A ja wznosiłem się coraz wyżej i wyżej. Jedno ze zdjęć, zresztą całkiem fajne, cieszyło się szczególną popularnością i po godzinie wylądowało w Popularnych, Poczułem się już prawie jak nominowany do Oscara. A tu kolejne zdjęcia wskakiwały do Popularnych. Chyba marnuję się w tej Polsce, skoro ludzie z tylu krajów uważają moje fotografie za tak znakomite? Już miałem wznieść się kolejny kilometr ponad ziemię gdy przywaliłem głową w sufit….

Trochę doczytałem, trochę zrozumiałem i dotarło do mnie, że te wysokie oceny zdjęć nie są na zawsze. To, ze dzisiaj jestem wysoko oceniany, nie oznacza, że jutro nie spadnę na sam dół… Zresztą sporo komentarzy jakie dostałem były w klimacie : jakie piękne zdjęcie ! Zobacz też moje zdjęcia.

Nie mam tej chwili zielonego pojęcia czy obecność na 500px ma większy sens. Zobaczymy. Tak czy inaczej miło jest usłyszeć pochwały swojej pracy, nawet jeśli jest to tylko towarzystwo wzajemnej adoracji….
Obym się mylił.
Ale i tak warto było, spędziłem dzięki temu miłe popołudnie :) I w ciągu kilku godzin 8 z 16 moich fotografii weszło do Popularnych.

A co Wy sądzicie o tego typu portalach? Czy to ma jakiś sens i przekłada się na konkrety?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, foto mądrości
komentarz

18 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Cruze od środka

Ciągnie mnie ostatnio do samochodów. A dzisiaj zaciągnęło mnie do Chevroleta Cruze’a. Razem z agencją Mediatec przygotowujemy reklamę opartą o zdjęcie wnętrza tego samochodu. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, iż wygląda on tak dobrze. Do tej pory miałem wyobrażenie, że Cruze to samochód raczej budżetowy, bardziej kojarzący się ze starymi Daewoo niż z nowoczesnym samochodem. Gdy dzisiaj wszystko sobie dotknąłem i obejrzałem, stwierdziłem, że to całkiem fajny samochód.

Zdjęcie we wnętrzu samochodu to same problemy, ciągle coś przeszkadza, a to oparcia siedzeń, a to słupek, albo jeszcze coś innego. Producenci czasem radzą sobie przecinając samochód na pół tak aby nic nie zasłaniało kadru. Wtedy zrobienie zdjęcia nie jest wielkim problemem. Ja natomiast nie mogłem sobie na to pozwolić, powiedzmy, że nie miałem dostatecznie dużej piły :)

Jak sobie wtedy poradzić? Po pierwsze zrobiliśmy solidny research i obejrzeliśmy dokładnie wszystkie możliwe zdjęcia wnętrza Cruze’a, jakie tylko mogliśmy znaleźć. To pozwoliło nam na ustalenie dwóch możliwych kadrów jakie nam pasowały. Dzięki temu na planie nie szukaliśmy już po omacku. Inna sprawa, że wsadzenie aparatu na statywie do samochodu, tak aby uzyskać określony kadr to niezła ekwilibrystka :)
Potem zostało już „tylko” ustawienie świateł. Zdecydowałem, że będzie to „słoneczne” światło wpadające przez przednią szybę. Za słońce robiła standardowa ostra czasza ze złotym deflektorem. Aby złagodzić kontrast przez boczne szyby świeciły trzy softy, ustawione po obu stronach. I to w sumie wszystko. Zrobiłem kilka różnych wersji naświetlenia do wyboru i teraz wszystko zależy już od poskładania w PS :)
Będę jeszcze potrzebował ładnego pejzażu, który będzie widać przez okna samochodu, czekam więc na Słońce. Tym razem to prawdziwe :)

Na koniec zrobiłem sobie jeszcze szybko fotę zegarów. Półprzezroczyste obudowy zegarów sprawiają, że na zdjęciu mamy istny chaos kolorów i faktur. Aby to opanować potrzeba by pewnie więcej czasu niż na zdjęcia samego wnętrza. Ale z drugiej strony ma to swój urok :)

Już niedługo ( czyli pewnie w styczniu ) pokaże gotową reklamę. Bardzo jestem ciekaw czy się Wam spodoba? :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

14 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Fryzura na japoński medal

Robi się już to trochę nudne. Jest konkurs fryzjerski. Tomek Szabelka startuje. Robimy sesję. Tomek jedzie i wygrywa. Znowu.  Złoty medal od Tima Hartley’a to jest coś !

Każdemu życzę takiej nudy :))) Tak naprawdę to wielka frajda brać udział w czymś co kończy się sukcesem. No i fajnie jest pracować z najlepszymi :)
Inspiracją Tomka były klasyczne fryzury z lat pięćdziesiątych. Ja więc musiałem też zrobić na zdjęciach klimat tamtych lat. To oznaczało mało rafinowane ostre światło. Jedna ostra czasza i mały strip jako wypełnienie. Prawie nie da się już tego jeszcze uprościć. No i oczywiście zdjęcia musiały być czarno białe. Tylko jedno zrobiliśmy w kolorze, aby pokazać w pełni stylizację modelki. Sukienkę uszyła na specjalne zamówienie, Kamila Gawrońska-Kasperska .

Całą sesję zrobiliśmy już po powrocie Tomka z Japonii gdyż dopiero tam na miejscu mógł dokonać ostatecznego cięcia i koloryzowania. To już drugi występ Tomka w Japonii ( za pierwszym razem zdobył wyróżnienie ) i dzięki temu doskonale wiedział co zrobić by jego praca wyróżniała się na tle innych 1200 ( !!! ) modelek. Sami zrozumiecie jak tego dokonał :)

fot. Trendy
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, Jak to zrobiłem, realizacje
komentarz

11 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Abstrakcja czyli kalendarz grupy Węglokoks

Lubię zwykłe, niepozorne przedmioty. Mogą być przemysłowe albo codziennego użytku. Wystarczy tylko popatrzeć na nie trochę inaczej i wtedy zmieniają się nie do poznania. Wystarczy podejść bliżej i użyć małej głębi ostrości. I wtedy to co zwykłe nagle nieoczekiwanie wygląda jak coś zupełnie innego. A gdy dodać do tego kolor przemiana jest całkowita.
Każdy widzi coś innego, ale najczęściej nie to co w rzeczywistości jest na zdjęciu. Zawsze bardzo lubiłem tworzyć abstrakcje ze zwykłych przedmiotów więc propozycję zrobienia tego typy zdjęć dla Węglokoksu przyjąłem z dużym entuzjazmem.
Kilka najbardziej ulubionych chcę Wam tu pokazać. Ciekawy jestem z czym się Wam kojarzą?

Aby osiągnąć taki efekt w większości przypadków użyłem kolorowych filtrów założonych na lampy, które prawie zawsze były ustawione tak, by świecić w kierunku obiektywu. Następnie selektywnie wzmocniłem niektóre kolory w Aperture, a inne wręcz zmieniłem.
Tu możecie zobaczyć co było zrobione oświetleniem, a co obróbką w Aperture.

W tym przypadku kolor pochodził wyłącznie z obróbki i rodzaju zastosowanego światła. Zależało mi na oświetleniu wnętrza tego wielkiego cylindra do oczyszczania węgla. Było tylko jedno miejsce gdzie można było zamocować lampę. Było ono jednak tak mało bezpieczne dla sprzętu i tak wąskie, że nie zdecydowałem się  zamontować tam nawet mojej najmniejszej lampy błyskowej. Zamiast tego użyłem przemysłowy reflektor halogenowy o mocy 500W, który kosztował mnie całe 35 zł. Nie musiałem się już przejmować, że coś mu się stanie bo strata byłaby niewielka :) Przy okazji uzyskałem światło o innej (cieplejszej ) barwie niż światło zastane. Wyciągniecie kolorów w Aperture było już dziecinnie proste :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, porady, realizacje, sprzęt
komentarz

10 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Odzyskania kasy próba nr 753

Minął już prawie rok od czasu gdy napisałem Tych klientów nie obsługujemy  i od dawna nie liczyłem na szczęśliwe zakończenie mojej historii z niepłacącym klientem. 16 grudnia 2012 miną 2 lata od wystawienia faktury, a tym samym z powodu przedawnienia, możliwości sądowej walki o zapłatę. W zasadzie to już dawno się pogodziłem, że faktura nigdy nie będzie zapłacona.

Wezwania do zapłaty nie przynosiły skutku, maile czy telefony tym bardziej. Po tamtym poście dostałem nawet telefon z informacją, że dostanę zapłatę gdy zdejmę z bloga ten wpis. Odparłem, że zrobię to z przyjemnością gdy tylko dostanę przelew. Zażądano jednak ode mnie bym najpierw zdjął post, a wtedy oni zapłacą. Odpowiedziałem grzecznie, że chyba wątpia w moją inteligencję i na tym sprawa się zakończyła… Nawet prawie już się zdecydowałem by skorzystać z usług jakiejś kancelarii zajmującej się odzyskiwaniem długów w zamian za skromny procent. Szczerze jednak mówiąc ciągle nie miałem czasu by się tym zająć.

Parę miesięcy temu moja znajoma Bogusia powiedziała mi w jaki sposób mogę małym nakładem sił spróbować odzyskać pieniądze. Oczywiście zabierałem się za to i zabierałem, aż w końcu Bogusia zadzwoniła po raz kolejny i spytała czy *#&@$ w końcu wysłałem te pisma? Obiecałem solennie, że zrobię to na milion procent następnego dnia. Tak też zrobiłem.

Wysłałem pismo, w którym zawiadamiałem mojego drogiego dłużnika, że jeśli w przeciągu 14 dni nie zapłaci mi należnej kwoty, zrobię korektę deklaracji VAT. Gdybym zrobił taką korektę oni również by musieli to zrobić. A to w tym przypadku kończy się kontrolą z urzędu skarbowego….
Na wszelki wypadek, w drugim liście poszło jeszcze przed-sądowe wezwanie do zapłaty.

Pisma wysłałem w czwartek priorytetem  i za potwierdzeniem odbioru. W piątek po południu miałem już pieniądze na koncie :))))))

Niech żyje strach przed urzędem skarbowym! Przynajmniej raz :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

8 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Widzenie na światłach

Czasem potrafi nas zaskoczyć coś co w zasadzie nie powinno. Jadę wczoraj gdzieś samochodem, spieszę się, myślę o sprawach, które muszę załatwić. Staję na światłach i obok widzę coś znajomego. Zaraz, skąd ja to znam? No tak! To przecież moje zdjęcie !!! Znam ten billboard bo przecież widziałem projekt gdy obrabialismy to zdjęcie. Wiedziałem , że lada chwila zawiśnie na ulicach, a jednak byłem bardzo zaskoczony gdy go zobaczyłem ;)
Jutro następna premiera. O 9:30 na dworcu w Katowicach kalendarz Kolei Śląskich ujrzy światło dzienne. Znowu sie nie wyśpię ;)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
realizacje
komentarz

2 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Alfa na pocieszenie czyli o kalendarzu, którego nie zrobiłem

Od połowy września żyłem kalendarzem, który miałem zrobić. Temat był dla mnie arcyciekawy. Kalendarz z samochodami i kobietami. Na dodatek chodziło o samochody przez duże S. Wprawdzie zamawiającym  nie był przedstawiciel na Polskę, a tylko dealer, ale wiedziałem, że mam szansę zrobić coś naprawdę fajnego.

Wymyśliłem sobie koncepcję w stylu „no limit”, wszystko co tylko uważałem za fajne i możliwe do zrobienia. A ograniczeń było mnóstwo. Przede wszystkim czas, pogoda była coraz gorsza i nieprzewidywalna, a ja zakładałem pracę w plenerze. Malutkim też ograniczeniem były koszty…. Potrzebowałem dużą ekipę, świetne modelki, stylizację, konkretną architekturę, płytę lotniska i… konia.
Ale szybko znalazłem rozwiązanie. Mam jednak dużą siłę przekonywania, więc przekonałem wszystkich, że warto to zrobić po kosztach :) Opowiedziałem o swojej koncepcji i wszyscy się zapalili do tego projektu.
Klienta uświadomiłem, że temat jest dla mnie tak interesujący, że chcę zrobić coś zdecydowanie lepszego niż pozwala na to ich budżet. Sądziłem, że to sprawi, że nasza współpraca będzie jeszcze lepsza. I tu się myliłem…. I to bardzo.

Na początku było jak zawsze. Pierwsze rozmowy, umawianie się na spotkanie, czekanie na spotkanie. Takie tam normalne rzeczy. Na tym upłynęły pierwsze trzy tygodnie. Potem rozpoczął się właściwy proces decyzyjny czyli czekanie, aż odpowiedni dyrektor znajdzie czas by pomyśleć o kalendarzu. Tak minęły kolejne dwa tygodnie. Wreszcie dostałem telefon, że wszystko się bardzo podoba i kiedy będą gotowe zdjęcia? Standard… najpierw długie tygodnie na podjęcie decyzji, a potem zdziwienie, że jeszcze nic nie jest gotowe.

Ruszyłem więc z przygotowaniami pełną parą, wiedząc, że każdy dzień jest na wagę złota, bo pogoda jest coraz gorsza. Kwestię podpisania umowy zrzuciłem na drugi plan, bo przecież miałem mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. I to był kolejny błąd.

Wreszcie gdy doszło do ustalenia treści umowy i ostatecznego budżetu, zderzyłem się ze ścianą po raz pierwszy.
Miła pani, z która korespondowałem przesłała mi mail od dyrektora jaki otrzymała w mojej sprawie. Dowiedziałem się z niego, że koszty są oczywiście dużo za duże… Dyrektor zresztą od razu znalazł rozwiązanie jak je obniżyć. Zaproponował ( w zasadzie nakazał ) by zamiast trzech modelek były tylko dwie, co przecież spowoduje oszczędności nie tylko na samych modelkach, ale też na wizażu, fryzjerze i stylizacji.  Nieważne, że te dwie dziewczyny będą musiały wykonać też pracę tej trzeciej, wizażystka będzie musiała zrobić tyle samo makijaży, fryzjer fryzur, a stylistka stylizacji.
Fotografowi zaproponował by zszedł z tonu czyli bym obniżył swoje wysokie wynagrodzenie. Zamiast płacić za wynajem lokalizacji, mogliśmy przecież wykorzystać ładne darmowe miejsca. Najbardziej natomiast spodobało mi się jego podejście do kateringu.  Był wielce zdziwiony, że w budżecie znalazła się taka pozycja. Całe 800 zł na trzy dni od rana do nocy i dziewięć osób każdego dnia. Jego zdziwienie  nie miało granic : „przecież modelki żywią się tylko światłem, a reszcie ekipy polecam McDonalds’a”.

Ten jeden mail spowodował u mnie chęć rzucenia całym projektem w cholerę. Pogadałem z wszystkimi  ludźmi z ekipy i ustaliliśmy, że za daleko już zaszliśmy by teraz rezygnować. Każdemu zależało by zrobić ten kalendarz i to na pewno nie ze względów finansowych. Postanowiliśmy więc zacisnąć zęby i zgodzić się na zmniejszenie budżetu.

W międzyczasie spadł pierwszy śnieg co sprawiło, że nagle stałem się ekspertem od prognoz pogody. Sprawdzałem je po kilka razy dziennie i analizowałem na ile można im wierzyć. Udało mi się znaleźć wreszcie dzień, gdzie dobra pogoda miała być na milion procent i ustaliliśmy pierwszy dzień zdjęciowy na sobotę 3 listopada. Podpisanie umowy jak zwykle się przeciągało, ale miła pani zapewniła mnie, że w piątek 2 listopada na pewno ją podpiszemy i dostanę zaliczkę.
Ja w piątek od rana miałem złe przeczucia… W zasadzie to wiedziałem co może pójść nie tak. I nie myliłem się.
Miła pani zadzwoniła i z zakłopotaniem w głosie poinformowała mnie o decyzji dyrektora. Stwierdził on, że skoro płaci tak dużą kwotę za zdjęcia, to chce nie licencji na kalendarz, ale przekazania pełnych praw autorskich. I to było drugie zderzenie ze ścianą. Tylko, że tym razem już nie było o zbierać.

Nawet gdybym chciał ( a nie chciałem ) nie mógłbym przekazać pełnych praw do zdjęć bo wymagałoby to zmiany umowy z modelkami, niektórymi lokalizacjami i projektantami mody, od których pożyczaliśmy ciuchy. Przede wszystkim jednak nie moglem już dalej iść na ustępstwa. Miałem szczerze dosyć. Wytłumaczyłem jeszcze dlaczego nie mogę się zgodzić, zaproponowałem by zapisać w umowie, że ja nigdzie też tych zdjęć nie sprzedam i na tym sprawa się skończyła.
W poniedziałek dostałem jeszcze od miłej pani mail z podziękowaniem za współpracę i przeprosinami za zamieszanie.

I jeszcze jedno. Ten olbrzymi budżet na jakim w końcu stanęło to 12.600 zł netto. Dwie modelki, dojazd, hotele, wynajęcie płyty lotniska i innych lokacji, wynajęcie i dowóz konia, katering, stylistka, wizaż, fryzjer, asystenci, obróbka zdjęć, no i fotograf.

Nie chcę pisać o jaką firmę chodzi, bo to nie ma już takiego znaczenia. Miła pani starała się wszystko załatwić jak najlepiej, nie dogadałem się z dyrektorem. Nawet nie ma znaczenia, że on nie miał pojęcia o produkcji sesji zdjęciowej, może nawet nie był w stanie ocenić o jakim poziomie trudności rozmawialiśmy.
Ważne jest to, że ja chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze :) Mam nauczkę, że nie ma sensu dawać komuś coś za darmo bo tego i tak nie doceni.

Został mi więc gotowy projekt na kalendarz i wielki niedosyt zdjęć samochodów. Projekt może w przyszłym roku uda mi się zrealizować dla innego klienta. A niedosyt sobie zrekompensowałem nowym zdjęciem Alfy 8C Competizione.

Właściwie to nie nie zrobiłem nowego zdjęcia, a jedynie Gosia obrobiła w akcie naszego protestu już istniejące. Tak nastawiliśmy się na zdjęcia samochodów, a tu nic. Przypomnieliśmy więc sobie o jednej Alfie, która czekała od dawna na pomysł jak ją obrobić. Samochód fotografowałem parę lat temu w zupełnie innym celu i teraz trzeba było znaleźć sposób na wstawienie jej w inne tło.
Gosia wpadła na pomysł by wykorzystać do tego celu zdjęcie hali na lotnisku gdzie ostatnio robiłem sesję. Potem poszło już szybko. Gosia przygotowała dwie wstępne wersje. Na jednej samochód stał, na drugiej jechał. Zdecydowaliśmy się na tą drugą. Efekt jest taki :

A tak wyglądał materiał wyjściowy:

Trochę zrobiło się nam lepiej. Ale przydałoby się więcej samochodów :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close