×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

30 listopada 2013

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura czyli jak fotografować wnętrza

Krystian pisze…Witam Artur,

Mógłbyś w którymś z postów przybliżyć jak wykonywać fotografie wnętrz? Chodzi mi o kilka prostych technik dzięki którym można by poprawić zdjęcia np. mieszkania. Fajnie by było żebyś opisał np. coś co można wykonać i dać radę zrobić amatorskim sprzętem, a z drugiej strony jakieś techniki profesjonalne (z użyciem lamp itp) :]

Sytuacja idealna – wzdłuż całego pomieszczenia są duże okna doświetlające wnętrze.
ISO 100 f14 t3,2s

Rozwiązanie tego problemu jest tak banalnie proste, że czasem aż trudno w to uwierzyć. A odpowiedź zawiera się w trzech słowach : długi czas naświetlania.
To może od początku. Przychodzimy do typowego mieszkania lub biura, jedno lub dwa okna, które dają nie za dużo światła. Po pierwsze musimy wybrać dobrą porę dnia. Najlepsze światło do takich zdjęć będzie wtedy, gdy słońce nie świeci bezpośrednio przez okno. No oczywiście, poza tym jednym przypadkiem, gdy dokładnie taki efekt jest nam potrzebny. W każdym innym przypadku będzie nam potrzebne miękkie światło. Idealne, wbrew pozorom, mogą być dni, kiedy niebo jest całkowicie zachmurzone. Światła jest wtedy mniej, ale jakie to ma znaczenie, gdy i tak będziemy robić zdjęcie ze statywu? Czy będzie to 10 czy 20 sekund to już dla nas żadna różnica. Zaletą natomiast będzie brak błękitnego nieba. Dlaczego? Przyjrzyjcie się kiedyś błyszczącym przedmiotom jakie macie w domu, może to być stół z czarnego szkła albo chromowany świecznik itd. Na przedmiotach o neutralnym kolorze zauważycie to najłatwiej, ale ten efekt pojawia się wszędzie. Gdy popatrzycie na nie w piękny bezchmurny dzień, zauważycie błękit nieba, który się na nich odbija. Jeżeli będą stały w polu „widzenia” okna, efekt będzie bardzo wyraźny i czarny stolik będzie czarny tylko z nazwy, bo w rzeczywistości zrobi się prawie błękitny. Te przedmioty, które stoją dalej, będą miały tylko niebieski zafarb, który może trudno będzie zauważyć Wam od razu, ale na zdjęciu na pewno się pojawi. Ten błękit tak samo będzie działał na wszystko, co jest w pokoju i złamie naturalny kolor. Kontynuuj →

foto mądrości, Jak to zrobiłem, Photoshop, porady, Spytaj Artura
12 komentarzy

25 listopada 2013

| przez Artur Nyk

Mazda 6 czyli szara na szarym

Był szary, pochmurny dzień, gdy podjechałem szarą Mazdą pod szary pałac. Nim ustaliłem kadr, zrobiła się już szarówka, a bez szarego filtra polaryzacyjnego przecież ciężko fotografować szary samochód. Chciałem już zrezygnować ze zdjęć, ale przecież nie mogłem zrobić na szaro ludzi, którzy pożyczyli mi samochód. Wyciągnąłem więc test szarości i zabrałem się do roboty. Nie jestem pesymistą, więc nie mogę powiedzieć, że czarno to widzę. W rzeczywistości przyszłość tego zdjęcia prezentowała się trochę jaśniej… szaro.

Ok, to teraz na poważnie. To fakt, że pogoda się zepsuła w ostatniej chwili gdy ja miałem już wszystko ustalone. Fakt, że samochód choć piękny, to w kolorze szarym był trudny do sfotografowania. Taki lakier musi dostać dużo światła by pokazał swój potencjał, ale gdy zaświeci już słońce lub  przynajmniej lampa błyskowa, to wygląda świetnie. Fakt, że wszystko miało być inaczej, o czym już wcześniej pisałem. Ale czasem trzeba zmierzyć się z tym co jest, a nie z tym co miało być.

Trochę to trwało, nim powstało gotowe zdjęcie, bo czas był akurat niesprzyjający. A w końcu Gosia doznała wizji i gotowe już prawie zdjęcie trochę pokreśliła. Mnie się podoba, a Wam?

Jeszcze raz dziękuję salonowi Mazdy Pro Moto w Tarnowskich Górach za wypożyczenie samochodu do zdjęć :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, plenery, samochody
komentarz

23 listopada 2013

| przez Artur Nyk

Nieprzewidziana atrakcja

W ubiegłym tygodniu pojechałem do Warszawy by nagrać drugą część wideo kursu o fotografowaniu samochodów, jaki robimy razem z portalem eduweb.pl . Tym razem pokazałem jak fotografować, używając techniki malowania światłem oraz jak poradzić sobie z fotografią wnętrza samochodu.
Całą sesję zrobiliśmy w garażu podziemnym gdzie mieliśmy zapewnione dobre warunki do malowania światłem czyli ciemność, a także nie musiałem się martwić o pogodę. Lubię takie stabilne warunki :)

Zdjęcia lada chwila pójdą do obróbki i wtedy wreszcie cały materiał ujrzy światło dzienne. Ale dzisiaj chciałem pokazać małą scenę z pierwszej części kursu, gdzie cały nasz zamysł i scenariusz wziął w łeb. Zobaczcie sami. Żałuje tylko bardzo, że kamera nie objęła tego co działo się poniżej :)

 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, eduweb, samochody, video
komentarz

Spytaj Artura czyli jaki softboks wybrać

Opublikowane w Bowens, Elinchrom, porady, sprzęt, Spytaj Artura |

19 listopada 2013

| przez Artur Nyk | Komentarz

rlat100 pisze…
Artur, gdybyś miał wybrać najbardziej uniwersalne softboxy, takie które pozwoliłyby Ci zrealizować większość zleceń, co byś kupił?

Dobre pytanie. Sam musiałem się zastanowić nad tym trochę i obawiam się, że nie można na takie pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. No dobrze, ale na coś trzeba się zdecydować więc zastanówmy się.

Tak naprawdę, to mamy do wyboru softy prostokątne lub okrągłe. No prawie okrągłe, bo oktagonalne. A to wszystko w wersji : małe lub duże. Nie jest więc tak źle jeśli chodzi o wybór. Zacznijmy od wymiaru. Tu jest prosty wybór – duże jest lepsze :) Dlaczego? Zacznijmy od początku, czym jest i do czego stworzony jest softboks?

Ma on jedno zasadnicze zadanie – zmiękczyć światło. Montujemy więc przed palnikiem jeden albo dwa deflektory, a mówiąc prościej coś półprzepuszczalnego, co zwykle jest białą tkaniną ( czasem można spotkać kevlar lub pleksi ). Dodajemy obudowę, która ma za zadanie skierować całe światło w jednym kierunku, wykładamy ją srebrnym materiałem by jak najwięcej światła odbić do przodu i mamy gotowey softboks. Światło przechodząc przez tę białą szmatkę rozprasza się i uzyskujemy zamiast punktowego źródła światła, całą płaszczyznę równomiernie świecącą. Proste? No właśnie nie do końca.

Z tą równomiernością są największe problemy. Najprostsze i najtańsze softboksy zamiast świecić równomiernie, dają efekt gorącej plamy czyli jasno na środku i ciemno w rogach. Wygląda to jak winieta na obiektywie. Im lepsza konstrukcja tym bardziej równomierne będziemy mieli światło. Jeżeli weźmiemy dwa softy z tej samej firmy i tej samej wielkości, to zawsze oktagonalny będzie świecił bardziej równomiernie niż kwadratowy. To prosta konsekwencja braku rogów :) Najgorzej będzie natomiast ze stripami czyli softboksami długimi i wąskimi. Tu nawet dobra konstrukcja ma duży problem by wygrać z prawami fizyki.

Porównując do naturalnego światła, softboks daje nam efekt podobny do tego jaki uzyskujemy fotografując przy zachmurzonym niebie. Przy czym słowo „podobny” jest tu kluczowe. Ja też jestem „podobny” do George’a Clooneya, bo jestem facetem :)
Zachmurzone niebo ( mam tu na myśli białe, jednolite chmury ), daje nam ekstremalnie miękkie światło beż żadnych cieni, głównie dlatego, że powierzchnia świecąca jest ogromna. Do modela czy przedmiotu światło dociera więc z zarówno z góry jak i z przodu i boków. Mój największy soft 140×200 cm jest śmiesznie mały w porównaniu z niebem. I nawet gdybym miał dziesięć takich softów złączonych ze sobą, to nadal jest to nieporównywalnie mała powierzchnia świecąca.
Nie możemy mieć w studio softboksu wielkiego jak całe niebo, ale możemy za to zrobić z nim coś, czego nie zrobimy z niebem. Możemy przysunąć go do modela. Dzięki temu pozornie zwiększymy powierzchnię softboksu. Najłatwiej to można zrozumieć patrząc jak odbija się w szklanej czy lustrzanej kuli softboks. Gdy postawicie go dwa metry od kuli, będzie tylko małą plamką na jej powierzchni. Gdy przysuniecie go na odległość pięciu centymetrów, wtedy będzie odbijał się na połowie powierzchni kuli.
Im bliżej umieścicie softboks tym mniejszy cień będzie rzucał model. Tak samo, im większy będzie softboks, też tym mniejszy będzie cień.

Jeżeli więc, skoro większy jest softboks jest lepszy, dlaczego producenci proponują tyle różnych rozmiarów? Po pierwsze dlatego, że nie w każdym studio zmieszczą się ogromne softy, po drugie, bo mniejsze łatwiej jest transportować, są też tańsze, ale przede wszystkim, bo nie każdy potrzebuje super miękkiego światła. Mniejszy soft, jak już ustaliliśmy, daje ostrzejsze światło i mocniejszy cień. I to jest dla wielu fotografów istotne, nie każdy chce fotografować wyłącznie przy zachmurzonym niebie :)

 

Tu świeciłem jednym softboksem – Wafer 100 x 140 cm

 

Tu też świeciłem jednym softboksem – Rotalux Deep 100 cm – Elinchrom

 

Pomówmy teraz o kształcie.
Pewnie nie raz czytaliście, że fotografując ludzi, najlepiej jest użyć octy czyli softboksu oktagonalnego. Takie źródło światła jest podobno najlepsze do portretów. Ja wiem, że zdecydowaną korzyścią jest okrągłe odbicie w oku modela zamiast kwadratowego, jakie da nam kwadratowy soft. I tak naprawdę nie mam żadnych konkretnych dowodów, że oktagonalny softboks jest lepszy niż kwadratowy czy prostokątny. Przez kilka lat się nad tym zastanawiałem, obserwowałem i nic konkretnego nie odkryłem. Widziałem natomiast zdjęcia z backstage’u sesji robionych przez moich mistrzów czyli Patricka Demarchelier i Andreasa Bitesnicha gdzie świecili prostokątnymi softami, a zdjęcia były genialne. Nie ma bowiem znaczenia tylko sam kształt, ale też wielkość i konstrukcja softboksu. No i umiejętności fotografa :)

Wafer 140 – Bowens fot. calumetphoto

Gdy zastanowiłem się jeszcze raz, doszedłem do wniosku jakie softy kupiłbym, aby były najbardziej uniwersalne.
Kupiłbym dwa prostokątne o wymiarach 100 x 140 cm. Dostatecznie duże by oświetlić całą postać i jednocześnie mieszczące się w każdym studio, a nawet domu. I wybrałbym nie Elinchroma, którego lampy używam na co dzień, ale Wafer Bowensa. Mam taki jeden i jest genialny. Świeci niewiarygodnie równomiernie, a dzięki wymiennym wewnętrznym deflektorom z kevlaru, można regulować miękkość światła. No i Bowens sprzedaje adaptery do wszystkich systemów lamp. Mając już takie softy, zainwestowałbym jeszcze w czarną, nieprzepuszczającą światło tkaninę, z której zrobiłbym maskownice, by móc przerobić prostokąt na octe lub stripa. Zresztą Bowens oferuje nawet takie gotowe za skromną opłatą ;)

fot. calumetphoto

Bowens reklamował kiedyś Wafera jako swój prywatny kawałek nieba i coś w tym jest.

 

12 listopada 2013

| przez Artur Nyk

Jednak trochę krzyczę…

Wczoraj nie byłem jakoś bardzo przejęty padniętym dyskiem, bo trzy kopie zapasowe czyniły mnie pewnym siebie.
Dzisiaj już taki nie jestem. Ale po kolei.

Zacząłem od odzyskania głównej biblioteki, która waży około 1 TB. Nacisnąłem „Restore” i już po…6 godzinach miałem swoją bibliotekę. Przejrzałem ją szybko i z coraz większym przerażeniem w oczach obserwowałem takie obrazki :

To dosyć kiepsko wyglądające zdjęcie… Ikona w dolnym, prawym rogu informuje, że zdjęcie jest poza biblioteką. Inaczej mówiąc w odzyskanej bibliotece brakowało sporo zdjęć!

Kombinowałem, kombinowałem i jedyne co wykombinowałem, to że spróbuję odzyskać bibliotekę z drugiej kopii. I znowu „Restore” i tym razem po zaledwie 4 godzinach, miałem moją bibliotekę.
Tym razem było już prawie bardzo dobrze, niestety nadal brakowało niektórych zdjęć, ale to już mnie nie przeraziło, bo były to zdjęcia dosyć nowe, które trzymałem jeszcze „na wszelki wypadek” na laptopie.

Przeraziło mnie natomiast jak mało pewne są kopie, którym powierzałem moje fotografie! Sadziłem, że skoro mam kopie zrobioną przez Aperture, to jest ona pewna. Z pozostałymi dziewięcioma bibliotekami nie było żadnego problemu, ale były one znacznie mniejsze, wszystkie od 10 do 200 GB. Możliwe więc, że problemem była wielkość biblioteki. Teraz dla pewności potnę ją na kilka mniejszych kawałków.

A przede wszystkim zamówiłem już 2 dyski z cashem 128M, czasem dostępu 4,16 ms i nominalnym czasem pracy 1.400.000 godzin czyli Seagate Constellation ES.3, które będą pracować jako RAID.
A trzeci dysk będzie normalną kopią. Drugą kopię nadal będę trzymał w innym miejscu.
Oby tym razem nie było już problemów :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sprzęt
komentarz

11 listopada 2013

| przez Artur Nyk

Ludzie dzielą się na tych przed backup’em i tych po backup’ie

Tak mówi mój kumpel Tomek. I ma cholerną rację. Gdyby nie moja przesadna, jak niektórzy sądzą, zapobiegliwość, właśnie waliłbym głową w biurko, a moi sąsiedzi i to nie tylko najbliżsi, słyszeliby wyraźnie co myślę o firmie, która wyprodukowała ten dysk!

A tak, podszedłem do tego ze spokojem i jedynie wkurza mnie, że będę musiał poświęcić czas na wysyłanie dysku do serwisu i kupić inny na ten czas. Na razie jeszcze sformatowałem uszkodzony dysk i robię właśnie odzyskiwanie moich bibliotek Aperture. Ale tak czy inaczej nowy dysk muszę kupić.
Ten, który padł to Western Digital klasy serwerowej, to już drugi w ciągu ostatnich dwóch lat! To co mam innego w takim razie kupić? Co polecacie?

Mój dzisiejszy spokój zawdzięczam robieniu kopii zapasowych. Regularnemu robieniu kopii :) Mam dwie kopie ( na wszelki wypadek oczywiście ) na osobnych dyskach, które uaktualniane są na bieżąco, czyli zwykle co dwa-trzy dni lub po imporcie nowych zdjęć. Trzecią kopię trzymam w zupełnie innym miejscu ( na wszelki wypadek ) i aktualizuję raz na miesiąc lub częściej.

Nawet jeśli nigdy nie padł Wam żaden dysk, to i tak zachęcam Was do bezwzględnego posiadania przynajmniej jednej kopii. Po co sąsiedzi maja słyszeć Wasze krzyki ? :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady, sprzęt
komentarz

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close