×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

30 marca 2011

| przez Artur Nyk

Jak zarobić na zdjęciach

Witamy u Wielkiego Brata! Od dzisiaj będziecie mogli prawie na żywo zobaczyć, ile zarabiam na fotografii. Będę Wam co jakiś czas relacjonował, jak idzie sprzedaż moich zdjęć i jaką fortunę na nich zarabiam.

A wszystko dlatego, gdyż zdecydowałem się na wrzucenie moich fot do banku zdjęć iStockphoto. Nigdy nie próbowałem jeszcze pracować z dużym zagranicznym bankiem zdjęć i nie do końca mogę przewidzieć, jak się to skończy.

A teraz od początku. Aby sprzedawać foty, trzeba mieć konto. Ja mam tam konto od 2007 roku, gdy musiałem kupić dla klienta parę zdjęć z kilkunastu miejsc w Europie. Myślałem, że po czterech latach już mnie nie będą pamiętać, a jednak moje dane ciągle tam były.
Mając konto, mogłem przejść do następnego etapu, a mianowicie krótkiego egzaminu ze znajomości zasad udostępniania zdjęć do sprzedaży. Aby poznać je wszystkie, trzeba najpierw przeczytać długi, naszpikowany dużą ilością wiedzy tekst, o którym już pisałem.
Test zdałem :) I zaczynają się schody…
Musiałem przeczytać i podpisać dłuuugą umowę. Umowę oczywiście stworzoną przez dobrze opłacanych prawników. Bardzo się starałem ją dokładnie przeczytać i zrozumieć. Starałem się, a to nie oznacza, że zrozumiałem wszystkie punkty. W końcu zrobiłem to, co większość ludzi. Uznałem, że skoro inni ją podpisali, to i ja mogę…

Teraz poproszono mnie o wysłanie trzech przykładowych plików. Wysłałem i czekam na zatwierdzenie ich pod kątem jakości. Gdy tylko je zatwierdzą i przejdę do następnego etapu, będę o tym pisał.

Starałem się też zrozumieć sposoby ustalania wynagrodzenia. To też nie jest takie proste. Zależy przede wszystkim, czy podpiszę umowę na wyłączność, czy też nie. Jeśli zdecyduję się, to nie będę mógł sprzedać nikomu takiego zdjęcia inaczej, niż przez bank. A to oznacza, że jeśli zaprzyjaźniona agencja będzie chciała  kupić coś to będę musiał ją odesłać do banku, który na dodatek weźmie sobie większość wynagrodzenia.
Oczywiście plusem takiego rozwiązania jest wyższa prowizja od sprzedaży. Ale tu mocno się rozczarowałem. Kiedyś normalne banki oferowały 50% prowizji od sprzedaży. A iStock proponuje do 45%.
Znacie oczywiście określenie „do”. Przecena do 70% najczęściej oznacza, że większość rzeczy będzie przeceniona o 20 %, a tylko jedna absolutnie beznadziejna będzie miała 70% zniżki.
Tak samo jest i tutaj. Na początek bank oferuje 25%, która zwiększa się wraz z obrotem. Aby uzyskać owe 45% trzeba sprzedać 1.200.000 (słownie : milion dwieście tysięcy) zdjęć w najmniejszym rozmiarze albo 24.000 zdjęć w największym pod warunkiem, że będą one w kolekcji głównej.
Jak myślicie, na ile jest to realne? Dodam, że są to ilości rocznej sprzedaży…

Jeżeli nie podpiszę umowy na wyłączność, będę dostawał tylko 15% prowizji. Mimo wszystko chyba na taką się zdecyduję na początek.
Przede mną jest jeszcze cała masa innych warunków, umów, obostrzeń i innych problemów, które będę musiał poznać.

Wiem, że są w Polsce fotograficy, którzy żyją wyłącznie ze sprzedaży w bankach zdjęć, ale jest ich bardzo, bardzo mało. Znacznie więcej jest tych, którzy traktują to jako dodatkowe źródło dochodów.
Ja liczę na malutkie źródełko, może raczej na kapiący kran. Mam kilkadziesiąt tysięcy zdjęć, które leżą bezczynnie na dyskach. Jakaś część z nich będzie się nadawała do sprzedaży w banku.
Zobaczymy więc, na ile butelek wina rocznie to starczy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady
komentarz

29 marca 2011

| przez Artur Nyk

Historia jednego zdjęcia – a nawet dwóch

Pewnego razu dostałem zlecenie na kilka zdjęć ilustrujących cztery pory roku. Fotografie miały posłużyć do reklamy producenta cegły klinkierowej CRH Klinkier. Agencja dała mi dokładny brief, o jakie zdjęcia chodzi. Z wiosną i latem nie było problemu, jakieś kwiaty zrobiłem w studio, coś wiosennego miałem.
Do jesieni i zimy potrzebowałem liście i śnieg. Przynajmniej z jednym nie było problemu. Był środek zimy…
Wybrałem się do parku, by sprawdzić, co mogę znaleźć. Właśnie spadł świeży śnieg, światło było bardzo dobre. Tylko liści jakoś nie widziałem. Miałem nadzieję, że coś może jeszcze zostało na drzewach. Niestety, z gałęzi zwisały tylko nędzne, wysuszone resztki liści. Nie pozostało mi nic innego, jak zabawić się w archeologa i przekopać park w poszukiwaniu jesiennych liści.
Wyobraźcie sobie, jak patrzyli na mnie ludzie, gdy kucałem w krzakach, grzebiąc patykiem pod śniegiem…






A tam znajdowałem głównie na w pół zgnitą masę liściopodobną. Czasem jednak miałem trochę szczęścia i co jakiś czas udawało mi się znaleźć jakiś liść w dobrym stanie. Po paru godzinach miałem już ich dostatecznie dużo. Oczywiście na razie nie nadawały się jeszcze do zdjęć, musiałem je zabrać do studia, umyć, odpowiednio namoczyć i dopiero wtedy wyglądały, jakby dopiero co spadły z drzewa.
Ułożyłem je na szybie, podświetliłem od spodu i wreszcie mogłem zabrać się za fotografowanie.
Ale nim wróciłem do studia, musiałem jeszcze znaleźć jakiś zmrożony liść. Szukałem czegoś oszronionego ale zrobiło się cieplej i mogłem o czymś takim tylko pomarzyć.
W końcu znalazłem liść częściowo przysypany śniegiem. Pasował mi idealnie. Wyjąłem mamiya’e i 
teraz to mnie trochę zmroziło. Miałem tylko 2 ostatnie klatki i ani jednego czystego filmu.
A więc żadnych eksperymentów, różnych wersji, nawet na bracketing miałem za mało filmu. Aby osiągnąć zamierzony kadr, musiałem założyć pierścień pośredni, pozwalający mi podejść dostatecznie blisko. Głębia ostrości zrobiła się niebezpiecznie mała, a nie mogłem mocno przymknąć obiektywu, powoli zapadał zmrok.
Zrobiłem co mogłem. Czyli kadr, jaki chciałem i prawie taką ostrość, jaką chciałem. Prawie.
W końcu, jak coś nie wyjdzie, to artysta zawsze może powiedzieć: Tak miało być!
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz

27 marca 2011

| przez Artur Nyk

Canon 1200/5,6

Wczoraj wspomniałem o tym wyjątkowym obiektywie, ale wiem, że część osób uznała to za żart. A jednak  taki obiektyw istnieje realnie. Kosztuje zaledwie około 400.000 – 450.000 zł :) Pamiętam, jak znalazłem go w jakimś sklepie internetowym, gdzie przeczytałem o promocji ratalnej: Już od „45.000 zł miesięcznie”. Prawie dałem się skusić….

Niestety, nigdy nie miałem go w ręce, ale znalazłem w sieci opinię fotografa, który go używał. Polecam lekturę tekstu, który pomoże Wam zdecydować czy chcielibyście posiadać taki obiektyw :)

„Jestem użytkownikiem tego obiektywu od dwóch tygodni. Od tego czasu zdążyłem uszkodzić cztery autobusy miejskie, wykoleić dwa tramwaje (po co podjeżdżały tak blisko), zarysować czternaście samochodów. Potrąconych rowerzystów i przechodniów nie licze. Niestety nie zdążyłem się jeszcze ubezpieczyć, ale ponieważ kupiłem go w promocji na allegro oszczędziłem 45tys zł i będę miał z czego wypłacić tym ludziom odszkodowanie. 
Mimo tej drobnej wady obiektyw sprawuje się bardzo przyzwoicie. Nie winietuje, ostrzy jak trzeba, żadne mydło jak piszecie, normalnie żyleta. Wczoraj z centrum Gdańska fotografowałem zwierzęta w puszczy Kampinowskiej. Dzisiaj z sąsiedniej dzielnicy strzelałem do kumpla w Alpach Szwajcarskich bo wysłał mi maila, że właśnie sie wybiera i tez wyszedł pięknie ostry, na fotkach widać nawet jak mocno ma zużyte klocki hamulcowe w swoich tarczówkach i że brakuje mu troche płynu w układzie hydraulicznym. Zaraz wyśle mu fotki żeby to sprawdził. Nie wiem czy nie zauważył też, że ma wewnętrzne pęknięcie w sztycy pod siodłem. Lepiej go ostrzegę. Tak więc do samej pracy obiektywu nie mam żadnych zastrzeżeń. 
Poza drobnymi niedogodnościami, do pracy z obiektywem również nic bym nie miał. W czterech chłopa dajemy rade swobodnie nim manewrować. Co prawda trochę zachodzi na zakrętach, ale z tego co wiem z autobusami przegubowymi dzieje się dokładnie to samo, czyli wszystko jest w normie. 
Aha, w zestawie Canon powinien dorzucać krótkofalówki do porozumiewania się operatorów tego obiektywu i osoby stojącej za aparatem. Brak możliwości komunikacji werbalnej trochę komplikuje sprawne fotografowanie a w szczególności szybkie kadrowanie. Trzeba pisać scenariusze zanim wyruszy się na polowanie. 
Idealny obiektyw dla paparazzich, którzy niekoniecznie chcą się wyróżniać w tłumie między zwykłymi foto-amatorami, a to wszystko dzięki nie wzbudzającej żadnych podejrzeń konstrukcji oraz standardowemu kolorowi towarzyszącemu klasycznej fotografii od wieków. 
Wykonanie obiektywu też nie powinno budzić żadnych zastrzeżen. Jak pisałem wyżej, … miałem małe przejścia podczas biegania z tym obiektywem po mieście, ale pomimo kilku otarć na samej obudowie nie pojawiła się ani jedna rysa. Mało odporne jest tylko szkło. Kiedy mój sprzęt upadł na ziemię, ułamki rozbitych kafli chodnikowych trochę zarysowały zewnętrzną powłokę szkła. Na szczęscie Canon był przygotowany na taką ewentualność i wyposażył ten wspaniały obiektyw w szkło wielopowłokowe, tak więc nie szczególnie się tym martwię, jak się zetrze do końca ta powłoka, to następną będę miał zupełnie nową. 
Inną zaletą tego wspaniałego obiektywu jest to, że można go używać nie tylko w fotografii. Z zawodu jestem zegarmistrzem. Używam go zatem również w swojej profesji jako świetne szkło powiększające (oraz z racji, że trochę kuleję jako kuli rehabilitacyjnej – ale tylko po założeniu dekielków – inaczej bałbym się że go zniszczę). Moje klientki często mylą go z rurą do tańczenia, ale to akurat mi nie przeszkadza. 

Cena jest bardzo przystępna bo można wyłapać fajną promocję i bardzo dużo zaoszczędzić, naprawdę polecam wszystkim foto-amatorom i nie tylko ten obiektyw. Warto odłożyć trochę zaskórniaków żeby cieszyć się takim cudem. 
Prawie same plusy :-)”


autor DarekG


Dodam jeszcze, że na świecie istnieje tylko kilka, może teraz już kilkanaście egzemplarzy tego szkła. Robiony jest tylko na zamówienie, a większość jest w posiadaniu redakcji gazet. I raczej nie są to ambitne tytuły :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, porady, sprzęt
komentarz

25 marca 2011

| przez Artur Nyk

Harówka pod wodą

To  były jedne z najbardziej wykańczających sesji, jakie zrobiłem. I na dodatek nikt mi za nie nie zapłacił. Sam jeszcze musiałem zapłacić za wynajem basenu :)
Wszystko zaczęło się, od przyjazdu z Australii mojej dobrej znajoma
ej, Oli Mrochen. Znamy się już bardzo długo i chociaż oboje fotografujemy, jeszcze nigdy nie zrobiliśmy wspólnej sesji. A od dawna chodziły mi po głowie zdjęcia podwodne i przyjazd Oli trzeba było wykorzystać. 
Do zrobienia wymarzonych fotografii brakowało mi podwodnej obudowy na aparat i umiejętności nurkowania z butlą. No dobra, w ogóle nie umiałem nurkować. Natomiast Ola nurkuje od dawna i to na głębokości, które mnie przyprawiają o dreszcze. Od lat też fotografuje pod wodą. No i przywiozła ze sobą obudowę. 
Nie musiałem jej długo namawiać. Od razu przeszliśmy do konkretów i zaczęliśmy planować.

Znaleźliśmy basen z idealnie czystą wodą o głębokości 3 m. Opracowaliśmy metodę oświetlenia błyskiem i po kilku dniach zrobiliśmy pierwsze testy. Wyglądało obiecująco. Musiałem jeszcze nauczyć się nurkować. W sumie poszło łatwo, to, czego musiałem się nauczyć, zajęło mi 15 minut, na potrzeby sesji musiało wystarczyć.

Największy problem był z wyzwalaniem lamp. Błysk spod wody nie docierał na górę. Wymyśliliśmy, by na powierzchni wody pływały małe lampy błyskowe z fotocelami. W pewnym sensie to działało. Czyli raz działało, a raz nie. Innym problemem była komunikacja z modelami. Rozmowa na migi słabo działała, pisanie na tablicy zajmowało za dużo czasu. W końcu, po wielu straconych godzinach, rozwiązaliśmy oba problemy naraz.

Aparat mieliśmy tylko jeden i przekazywanie go sobie co chwilę nie miało większego sensu. Ola miała w tym większe doświadczenie, ja miałem problem, by coś zobaczyć przez wizjer. Spróbujcie robić zdjęcia w masce do nurkowania z aparatem w obudowie, gdzie od wizjera dzielą Was kilometry, a zrozumiecie, o czym mówię. A, że na dodatek był to Nikon…

Opracowaliśmy więc technikę perfekcyjną. Ola siedziała na dnie basenu z aparatem, a ja pływałem jak korek na powierzchni wody, trzymając lampę podpiętą do aparatu i dbałem, by zawsze wystawała ponad wodę, co pozwalało nam wyzwalać moje lampy studyjne. Mogłem też bez problemu widzieć, co modelka robiła pod wodą, a następnie, gdy wypłynęła, mówić jej, co ma dalej robić i jak pozować.

 Wszystko brzmi prosto, ale wcale tak nie było. Modelom też nie zazdrościłem. Chyba trochę zimno im było:)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, Nikon, porady, realizacje, sesja, sprzęt
komentarz

24 marca 2011

| przez Artur Nyk

Pit Stop

Jesienią robiłem w Warszawie zdjęcie do montażu dla agencji 4All.  Bolidy formuły 1 są dosyć trudno osiągalne, musieliśmy więc sobie poradzić trochę inaczej. Kilka krzeseł znakomicie odwzorowało samochód, wyobraźnia modeli dopełniła reszty i już wszyscy byliśmy na torze wyścigowym.
Pełne skupienie ekipy i bardzo szybko poradziliśmy sobie ze zrobieniem zdjęcia.
Byłem bardzo ciekawy, jaki będzie finalny efekt, zwłaszcza, że na sesji jeszcze nie wiedzieliśmy, jakie będzie tło. Niedawno dostałem zmontowany obraz i mogę już Wam go pokazać :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
realizacje, sesja
komentarz

23 marca 2011

| przez Artur Nyk

Rzemiosło i emocje czyli jeszcze o festiwalu

Już na spokojnie mogę podsumować to, co zobaczyłem i usłyszałem w Rybniku.
Jak zwykle spóźniłem się i zobaczyłem tylko końcówkę prezentacji pejzaży Bartka Dybowskiego, który ciągle pracuje na slajdach Velvia. Szkoda, że w czasie prezentacji nie opowiadał, w jaki sposób powstają jego zdjęcia, jak wstaje o 3 rano, jak traci na wadze w czasie dłuższych wypadów, nosząc ciężki sprzęt.

Fot. Bartek Dybowski, zobaczcie więcej

Po Marku wystąpił Arek Kempka, który w pierwszych słowach określił się jako rzemieślnik, a nie artysta.  To z miejsca wzmogło moją sympatię do niego. Po prostu uczciwe podejście do tematu, bez udawania, że jest się kimś więcej.
Arek pokazał, w jaki sposób tworzył części składowe zdjęć do jego fotografii wodnych światów, opisywał znaczenie stylizacji, postprodukcji i odpowiadał na pytania.
Cenię jego zdjęcia i perfekcyjny warsztat, bo sam wiem jak trudne są tematy, którymi się zajmuje. Spróbujcie zrobić zdjęcia kufla piwa, a będziecie wiedzieli, o czym mówię.

Fot. Arek Kempka, zobaczcie więcej

Zupełnie inaczej poprowadził swoją prezentację Marek Straszewski, fotograf mody, którego obserwuję od lat. Marek rozpoczął od ciekawej rzeczy. Pokazał malarstwo, które go zainspirowało, a następnie zdjęcia zrobione pod wpływem tych obrazów.
Od początku wciągał publiczność w dyskusje o odbiorze jego fotografii. Z rozbrajającą szczerością przyznał się, że niezbyt zna się na modzie i mało się nią interesuje. I mówi to facet, który przez wiele lat fotografował dla Elle…
Ważniejsze od mody były dla niego emocje, które mógł pokazać na zdjęciach. Zawsze bardzo lubiłem zdjęcia Marka, a dopiero teraz zrozumiałem, w jaki sposób powstawały.
Czasem wystarczy kilka słów, by odnaleźć brakujący element, którego długo się szukało.

fot. Marek Straszewski, zobaczcie więcej

Mam nadzieję, że festiwal nadal będzie się rozwijał w kierunku bezpośrednich spotkań fotografów, dyskusji i dzielenia się warsztatem przez najlepszych.
Zwłaszcza, gdy dyskusje trwają do białego rana :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

19 marca 2011

| przez Artur Nyk

Salon Volkswagena

Wczoraj pokazałem zdjęcia hotelu, a dzisiaj ujrzą światło dzienne fotografie salonu Volkswagena ze Świętochłowic, które robiłem w tym tygodniu. Architektura jest naprawdę dobra, zdecydowanie przebija dotychczasowe salony grupy VW, które dosyć szybko zestarzały się wizualnie. Natomiast proste, czyste linie, oszczędne środki i dobre materiały powodują, że ten salon bardzo mi się podoba. Wiem, dla wielu osób taki minimalizm jest nudny, ale ja świetnie czuję się w takich wnętrzach i raczej nigdy nie znudzą mi się.

Przy okazji przyjrzałem się trochę samochodom. VW jakoś nigdy nie pociągał mnie, jednak muszę przyznać, że wnętrza tych samochodów zrobiły na mnie dobre wrażenie. Może pojawię się tam ponownie i przy okazji przejadę się Sirocco :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
architektura, realizacje, sesja
komentarz

18 marca 2011

| przez Artur Nyk

Najnowszy hotel w mieście

Niedawno postanowiłem pokazywać tu zdjęcia, o których powstawaniu pisałem tu. Dzisiaj kolejne gotowe fotografie wnętrz hotelu Best Western, gdzie pracowałem już jakiś czas temu.
Tematem głównym były dla mnie meble i wykończenie wnętrz, które robiłem dla firmy Fornit.
A teraz mogę pokazać już gotowy efekt mojej pracy.
Nie wiem, czy pamiętacie, ale kiedyś w tym budynku był hotel, który odstraszał swoim wyglądem. Teraz ewentualnie można się bać wysokiego rachunku, jak za bardzo poszalejemy w barze ;)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
architektura, realizacje, sesja
komentarz

17 marca 2011

| przez Artur Nyk

Alfa 8C

Uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych samochodów na świecie. Kiedy na potrzeby kalendarza AD na rok 2009, musiałem zrobić zdjęcia kilku super samochodów, Alfa 8C była pierwszym samochodem, o jakim pomyślałem. Nie zdawałem sobie tylko sprawy, że w Polsce nie ma ani jednej…
W tej błogiej nieświadomości zadzwoniłem do Wojtka, mojego znajomego, którego agencja obsługuje Alfę Romeo i spytałem, czy jest w stanie załatwić mi taki samochód. No i miałem więcej szczęścia, niż rozumu. To może się udać – odpowiedział Wojtek – niedługo 8C przyjedzie na krótki pokaz do Polski w związku z premierą Mito, pogadam z nimi.

Alfa 8C

Trzymałem kciuki przez parę dni, aż wreszcie dostałem telefon – Masz załatwione, wstawią ją na kilka godzin do warszawskiego salonu, gdzie będziesz mógł ją sfotografować.
Poskakałem chwilę z radości, a potem zacząłem się zastanawiać, jak mam sobie poradzić ze zrobieniem zdjęcia w krótkim czasie i niesprzyjających warunkach.  Miałem już za sobą zdjęcie Jaguara E-type, również do tego kalendarza, ale tam miałem dużą halę i cały dzień na zdjęcia.
Na dodatek poproszono mnie, abym przy okazji zrobił zdjęcia Oliwiera Janiaka (ambasadora Alfy Romeo) przy 8C i Mito, więc czasu realnie miałem jeszcze mniej.

Skoro nie mogłem zabrać samochodu do studia, to musiałem zabrać studio do samochodu i zawieźć je do salonu. Zapakowałem całą walizkę białych i czarnych tkanin, światło i pojechałem na spotkanie z najpiękniejszym samochodem.

Była piękna, niesamowicie piękna. Feria zmysłowych kształtów i niezwykły trójwarstwowy lakier. Na dodatek była unikalna, ponieważ był to egzemplarz przedprodukcyjny z numerem seryjnym 001 i jako jedyna miała pokrywę silnika otwieraną odwrotnie (jak w E-type), niż w zwykłych samochodach. Wszystkie inne 8C mają już normalną klapę silnika.

Wyłożyłem pół salonu białą tkaniną, by zlikwidować niepotrzebne odblaski, a podłogę czarną. W trudnych warunkach trzeba sobie radzić, nie miałem odpowiedniej ilości miejsca, by oświetlić samochód za jednym razem, więc oświetlałem go sobie i fotografowałem po kawałku. Potem pozostało już tylko mozolnie poskładać wszystko w PS…

Zdjęcie przygotowane do kalendarza, z samochodem wyciętym na czarnym tle, leżało długo i nie dawało mi spokoju. Szukałem jakiegoś tła do montażu. Wreszcie parę dni temu Gosia, przeszukując moje archiwum, znalazła zdjęcie podziemnego parkingu. Stwierdziliśmy, że będzie pasować. Gosia napracowała się i wreszcie mam zdjęcie, które idealnie nadaje się na plakat nad łóżko :)

Rozpoczynamy przygotowania

 

Zdjęcie z samochodem, w sam raz na Naszą Klasę

 

Pan O.J.

 

 

Tylko w tym egzemplarzu, pokrywa silnika tak się otwiera

 

Chyba mogę powiedzieć, że jeździłem Alfą 8C

 

I kilka zdjęć zrobionych przez Maję Ogiegło, naszą wizażystkę

 

 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, Photoshop, realizacje, samochody, sesja
komentarz

16 marca 2011

| przez Artur Nyk

Stylisty szukam

Zupełnie nie wiem, na czym to polega, ale na Śląsku mamy stylistyczną pustynię. Współpracuję na stałe z siedmioma fryzjerami, mam pięć bardzo dobrych wizażystek i tylko jedną stylistkę.
Nie ma problemu, bym znalazł jeszcze więcej fryzjerów, ciągle dostaję propozycję współpracy od nowych wizażystek, a czasem też wizażystów. Ale znalezienie stylisty graniczy z cudem.
Oczywiście, czasem pojawia się ktoś, kto proponuje mi, że jeśli modelka przywiezie swoje ciuchy to ona z tego coś stworzy. Tak to ja też umiem.

O tym, jak stare są te zdjęcia, niech świadczy ten statyw. Już zapomniałem, że kiedyś taki miałem. Ważył chyba z 10 kilo…

Ale poszukać coś od początku, wypożyczyć, kupić w szmateksie, zszyć na nowo i dobrać dodatki, to już inna bajka. Takich ludzi jakoś nie widać zbyt często.
Jasne, w Wawie, czy nawet Krakowie nie ma już problemu. A na naszym pięknym, czystym, bogatym Śląsku pracuje tyle samo stylistów, co architektów projektuje katowicki rynek.
A mamy przecież dobre technikum odzieżowe, które skończył np.Tomek Ossoliński (on też oczywiście wyjechał do Wawy…)

Styliści, odezwijcie się! Przecież nie tylko węglem i stalą Śląsk stoi :)))

Buty zawsze najtrudniej zdobyć na sesję…
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz
1 2 →

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close