×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

11 maja 2011

| przez Artur Nyk

Kulokaktusy czyli designus petus

Wczoraj wybrałem się na szkolenie dotyczące dotacji unijnych. Po godzinie już wyszedłem, bo dowiedziałem się, że nie kwalifikuję się. Znowu… Zawsze mam firmę albo za krótko, albo za długo, albo coś innego nie pasuje.

Szkolenie było jednak trochę pretekstem, bo odbywało się na Wydziale Teologii na Uniwersytecie Śląskim. Nigdy jeszcze tam nie byłem w środku, a budynek od dawna mi się podobał.
I nie zawiodłem się, wnętrza są ciekawe. Szybko natomiast zainteresowałem się czym innym, kaktusami na wewnętrznym dziedzińcu.
Z daleka już wyglądały świetnie, z bliska mnie zaskoczyły, gdy zobaczyłem, z czego są zrobione. Znakomite połączenie ekologii i designu :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
architektura
komentarz

10 maja 2011

| przez Artur Nyk

Włosy bez obróbki

Niech żyje światło dzienne! Tak idealne dla leniwych fotografów i tak piękne. Robiłem dzisiaj zdjęcia fryzur dla Dori i postanowiłem spróbować wykorzystać światło wpadające przez okno. Po pierwszych klatkach wiedziałem już, że nic więcej mi nie trzeba. Nawet bez żadnej obróbki, zdjęcia już wyglądają dobrze.

Gdybym chciał uzyskać podobny efekt, używając błysku, trochę bym się namęczył, by było tak miękkie.
Teraz mam tylko taki problem, że wybierając zdjęcia, doszedłem do tych trzech klatek i dalej już nie umiem się zdecydować, które jest najlepsze. Każde ma coś innego, co podoba mi się, choć są bardzo podobne do siebie.
Może trzeba rzucić kostką?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

9 maja 2011

| przez Artur Nyk

Krótka relacja z Fotofestiwalu w Łodzi

Ocenę moich dwóch wykładów o fotoblogu i podstawach fotografii studyjnej pozostawię innym, a sam przedstawię Wam trzech fotografów, których prace zrobiły na mnie wrażenie.

Jak już wiecie, moje podejście do sztuki, a w tym przypadku do fotografii artystycznej jest dosyć kontrowersyjne. Nie chcę więc pisać o zdjęciach, które mnie zniechęciły lub koło których przeszedłem obojętnie.
Na festiwalu byłem w sobotę tylko kilka godzin i nie wszystko udało mi się zobaczyć. W najbliższą sobotę mam znowu wykład o fotoblogu, więc w wolnym czasie obejrzą pozostałe wystawy.

Na pewno warto zobaczyć wystawę Young Fashion Photographers Now, która mieści się we wspaniałej starej hali fabrycznej. Jest tam kilka dojrzałych prac, ale przede wszystkim miejsce warto zobaczyć.

Główne wystawy Out of Mind, Out of Life, Out of Space, mieszczą się w Willi Grohmana. Miejsce jest absolutnie cudowne i nawet gdyby w środku wisiały zdjęcia legitymacyjne, to i tak warto by tam iść.
Na szczęści w środku znajdziemy parę bardziej interesujących rzeczy.
Spodobały mi się zdjęcia  Gabora Kasza, oczywiście moja interpretacja było kompletnie inna od zamierzeń autora. Ale ja zawsze najpierw oglądam, a dopiero potem czytam podpisy pod zdjęciami.
Wizualnie dla mnie to fotografie z pogranicza reklamy i fashion, natomiast co autor miał na myśli, możecie przeczytać poniżej…

Kolejne prace, które mnie zainteresowały to portrety autorstwa Kai-Uwe Gundlach. Choć zrobione na ulicy, wyglądają jakby wszystkie osoby na zdjęciach specjalnie pozowały do nich. Prawie monochromatyczne, wychodzące z czerni obrazy chętnie zobaczyłbym w swoim domu.

 I ostatnia seria fotografii była dla mnie zdecydowanie najciekawsza. Niewiele brakowało, a w ogóle bym jej nie obejrzał, gdyż telewizor wyświetlający zdjęcia, na początku był wyłączony.
Na całość składa się 66 fotografii pokojów hotelowych, prawie identycznie urządzonych, w których rozgrywają się najróżniejsze sceny. Od zmęczenia samotnego kapitana linii lotniczych do orgii seksualnych. Wszystkie sytuacje są zrekonstruowane z dbałością o najdrobniejsze szczegóły i oświetleniem godnym najlepszych fotografii reklamowych.
Zobaczcie koniecznie.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, warsztaty
komentarz

6 maja 2011

| przez Artur Nyk

Pora na kolejną kawę

Angelikę poznałem, wynajmując moje studio, gdy pozowała do sesji. Na drugi dzień przyszedł mi do głowy pomysł, by zrobić z nią zdjęcia będące kontynuacją mojego projektu  Kawa. 
Dzisiaj sesja doszła do skutku i kawa wręcz lała się strumieniami :) Zdjęcia robiliśmy w klubie Gliwice Piast, gdzie Angelika trenuje. Pomagała nam również Ania, która miała bardzo niewdzięczną rolę  przegrywającej. Trzeba jednak przyznać, że przegrywała, jak nasza reprezentacja piłkarska, w znakomitym stylu.

Przerwa na kawę? Nie tym razem, gdy kawa była głównym tematem

Dopinamy ostatnie szczegóły przed rozpoczęciem zdjęć

Jeszcze tylko Zojka poprawi make up

i Angelika może znowu pokonać Anię

A gdzie w tym wszystkim miejsce na kawę? Już niedługo zobaczycie obrobione zdjęcia i wszystko będzie jasne.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, sesja
komentarz

5 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak to byłem znawcą Minolty

Dostałem dzisiaj maila, że moja aukcja głowicy jest opisana na forum użytkowników Minolty, co przypomniało mi o pewnej historii, jaką przeżyłem.

Dawno, dawno temu, pod górami, a dokładnie na Krupówkach, szliśmy razem z kumplem, niosąc dumnie na piersiach swoje aparaty. Ja miałem Praktice BCA (bez sensu aparat), a Adam miał wiekową Minoltę kupioną w komisie. Mimo, że miała trochę pogiętą obudowę i tak była znacznie lepsza od mojego aparatu.
W pewnym momencie podchodzi do nas facet z najnowszą Minoltą Dynax 7000 i pyta się, czy możemy mu pomóc, bo na pewno się znamy na sprzęcie, skoro sami mamy Minoltę.

Na zdjęciu wersja chyba amerykańska

My z miną znawcy potwierdziliśmy, tak oczywiście, znamy się na sprzęcie… A co się stało? No i facet tłumaczy, że nie umie przewinąć filmu. O, taki drobiazg, to zaraz pomożemy!
Ja miałem już raz ten aparat w ręce, więc z pewny siebie opowiadam, że jest tam mechanizm, który powoduje samoczynne przewinięcie filmu po ostatniej klatce. Słyszał pan, czy po ostatnim zdjęciu silnik pracował przez chwilę? Tak, zgadza się, słyszałem. No widzi pan, to film już jest przewinięty, pomóc panu zmienić film? Nie ma problemu! Wziąłem aparat do ręki, otworzyłem i po sekundzie jaką zmarnowałem na zdumienie, zamknąłem go szybko. Wie pan, jeszcze jednak film nie jest przewinięty….

A wtedy facet, zamiast zmieszać mnie z błotem, spokojnie powiedział: Aha, no to pójdę do fotografa, by mi go przewinął…

Cały dzień wbijałem sobie do głowy, jakim jestem kretynem! Miałem tylko nadzieję, że naświetliłem mu tylko dwie-trzy ostatnie klatki. I postanowiłem, że następnym razem najpierw będę myślał, a potem dopiero działał.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt
komentarz

5 maja 2011

| przez Artur Nyk

Co to jest sztuka?

Już od dawna ten temat chodzi za mną, ale dopiero dzisiaj znalazłem natchnienie, by poszukać odpowiedzi na to pytanie.
Na początku przypomnę, jestem fotografem reklamowym, czyli robiącym wszystko pod dyktando moich klientów. Wszystko, co robię, robię dla pieniędzy i kropka. Oczywiście nie oznacza to, że nie sprawia mi to przyjemności albo, że robię to byle jak. Wręcz odwrotnie, zawsze staram się ze wszystkich sił, by moja fotografia była jak najlepsza, analizuję, zastanawiam się, podchodzę do każdego tematu bardzo poważnie.
Ale czy to, co robię, ma jakikolwiek związek ze sztuką? Wrócę do tego pytanie na końcu.


A z czym się kojarzy sztuka? Z galeriami, muzeami, wystawami. Upraszczając, jeśli coś jest wystawione w galerii i podpisane, to jest to sztuka. A mnie takie podejście się nie podoba. Albo inaczej, nie podoba mi się czasem to, co jest wystawiane w galerii, jako sztuka. W ubiegłym roku w trakcie krótkiego pobytu w Londynie, wpadłem do Tate Modern, miejsca, które bardzo lubię. Były tam dzieła fajne i mniej fajne, były też rzeczy kuriozalne. Moim ulubieńcem stała się rzeźba/instalacja/cholerawieco, która była niczym innym, jak kijkiem częściowo okręconym kolorowym sznurkiem i postawionym pod ścianą. Zobaczyłem to i aż mnie wbiło w podłogę. To musi być Sztuka przekonać ludzi, że patyk ze sznurkiem jest dziełem artystycznym!
Jasne, może ktoś zapytać, dlaczego obraz Van Gogha ma być lepszy od patyka? Przecież za życia Vincenta, też nikt nawet nie chciał spojrzeć na jego bohomazy! Czy ma być lepszy, bo autor spędził więcej czasu na jego stworzenie? Albo dlatego, że teraz jego obrazy kosztują miliony?
A może za rok patyk też będzie wystawiony na aukcji za milion? Bo kilku krytyków sztuki opowie nam o głębokich przemyśleniach artysty nad sensem cierpienia, które oplata naszą egzystencję (lub dowolną inną wersję „co autor chciał przez to powiedzieć”). Wiecie, że nie przepadam za krytykami sztuki...

Nie chcę oczywiście nikomu zakazać obwiązywania patyków, ani ustawiania wypchanych zwierząt jedno na drugim (to też moja ulubiona instalacja). Nie przeszkadzają mi nawet landszafty sprzedawane na ulicach turystycznych miast. Niech każdy ma prawo sam zdecydować, co dla niego jest sztuką.
Dla mnie np. sztuką są samochody Lamborghini, czy wazony Alvaro Alto.

Nie zgadzam się jednak, gdy wmawia mi się, że abym zrozumiał sztukę, muszę najpierw przestudiować życiorys artysty, poznać jego wypowiedzi i na koniec przeczytać długi elaborat na temat konkretnego dzieła. A wtedy doznam olśnienia i zrozumiem sztukę.

Znalazłem ostatnio fotografie pewnego artysty fotografa. Pan nazywa się Saul Robbins i mówi o sobie, że jest Artystą.  Na jego stronie jest sesja foteli. Wygląda to trochę, jak zbiór przypadkowo zrobionych zdjęć, ani nie przykuwających uwagi swoją kompozycją i światłem, ani też tematem. Gdybym chciał sprzedać niepotrzebny fotel na allegro to zrobiłbym podobne zdjęcie. Chociaż nie, zrobiłbym to lepiej.
Mogę spokojnie przyjąć zakład, że gdybym umieścił te zdjęcia na moim blogu i napisał : „Zobaczcie, to moja nowa sesja foteli, fajne, co nie?”, to nikt by nawet tego nie skomentował.

I nagle, jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki, fotografie stają się Sztuką. Bo nie są to już zwykłe foty, ale fotografie foteli psychoterapeutów widzianych oczami pacjentów. Przeczytałem opis. Teraz, gdy już wiem, wszystko wygląda inaczej. Teraz mogę przeżywać prawdziwy kontakt ze Sztuką.
Zawsze mnie interesowała sytuacja, czy gdyby pokazać takie dzieło artysty w prestiżowej galerii, jako prace anonimowego fotografa, to czy znalazłyby uznanie? Raczej nie, bo dzisiaj sztuką jest produkt+artysta w komplecie, nie da się ich rozdzielić. Twórca swoją interpretacją i działaniem nadaje rzeczy zwykłej znaczenie niezwykłe.
Tylko, że mnie takie podejście do sprawy nie pasuje. Nie muszę wiedzieć, jak załamuje się światło w atmosferze, by zachwycić się zachodem słońca. Chcę cieszyć się dziełem artysty, nie wiedząc nic o nim.

Dzisiaj wszystko można sprzedać, nawet pusty fotel, wystarczy dobry marketing. A może nie ma racji, mylę się, nie mam odpowiedniej wiedzy…itd. Może tak jest, nie oznacza to jednak, że mam z zachwytem patrzeć na patyki i fotele.
Do mnie taka sztuka nie dociera… ale ja zawsze byłem trochę dziwny. W końcu zająłem się reklamą :)

Saul Robbins, Upper West Side, 2008  (1740836) 

A teraz wracając do pytania, czy reklama może być sztuką? Oczywiście, że tak. Zrobienie 30-sekundowego spotu, który ma wpłynąć na ludzi to jest dopiero sztuka. A czy ja sam robię sztukę? Robię fotografię reklamową, ze swoimi zadaniami, przemyśleniami itd. po prostu reklamę. Całkiem podobnie, jak Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej. On też malował tam wielki billboard na zlecenie klienta.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sesja, warsztaty
komentarz

4 maja 2011

| przez Artur Nyk

Codziennik na Fotofestiwalu

Z taką pewną nieśmiałością i jednocześnie z wielką radością zapraszam Was na Fotofestiwal w Łodzi, gdzie poprowadzę warsztaty „Fotoblog czyli jak prezentować swoje zdjęcia w internecie”.
Zostałem tam zaproszony przez portal Świat Obrazu, który kiedyś już uhonorował mój blog. Nie będę udawał, to zaproszenie wprawiło mnie w bardzo dobry nastrój. Ale już chwilę później dotarło do mnie, że nie jest to takie łatwe zadanie. Tworzyć blog to jedno, a opowiedzieć innym, jak się to powinno robić to już inny problem.

Jedno jest pewne, przygotowując się do warsztatów sam będę musiał przemyśleć wiele zagadnień, które do tej pory rozumiałem tylko intuicyjnie. Teraz to już poważna sprawa, nie ma mowy o improwizacji :)
Mam tylko nadzieję, że na warsztaty przyjdą ludzie, którzy nigdy nie czytali mojego bloga i dzięki temu wezmą mnie za poważnego i doświadczonego blogera :)

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co powiem na temat np. jaki aparat jest dobry dla blogera i dlaczego jest to ajfon, to zapraszam w sobotę 7 maja i 14 maja  o 13:00 do Fabryki Sztuki, Tymienieckiego 3. Liczę, że przyjdziecie i zadacie mi dużo trudnych pytań :)

warsztaty
komentarz

3 maja 2011

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli Jak nie robić panoram

Pewna firma o nazwie Microsoft (może słyszeliście kiedyś o niej ?) napisała program na ajfona do robienia panoram Photosynth. Ogólne zachwyty nad aplikacją sprawiły, że postanowiłem ją pobrać (jest dostępna za darmo w App Store).
Interfejs jest bardzo dobry, typowo makowy, czyli po włączeniu mamy do naciśnięcia tylko jeden klawisz, by zacząć robić zdjęcie. Naciskamy, aplikacja robi pierwsze zdjęcie, a następnie musimy tylko pokazać jej, gdzie jest kolejny obszar, który nas interesuje. W momencie, gdy przez chwilę nie będziemy ruszać telefonem, program zrobi kolejne zdjęcie itd. Zasada prosta i genialna. Ale…

Zaczynamy…

kadr początkowy

dodajemy kolejny fragment obrazu

i kolejne…

No właśnie. Jeżeli bardzo się staramy i trochę myślimy w czasie fotografowania to efekt może być całkiem dobry.
Wystarczy jednak odrobinę rozluźnić się…. i już efekt jest nieco kontrowersyjny. Oto co powstało, gdy chciałem pochwalić się Marcinowi, jaką fajną panoramę mogę zrobić.

Algorytm wyszukiwania wspólnych części obrazu trochę się pogubił i uznał, że głowa Marcina nie jest najważniejsza. Dzięki temu możemy skoncentrować wzrok na szklance, która jest pusta. A dzięki tej informacji łatwiej  jest zrozumieć, dlaczego zdjęcie tak wygląda :) No cóż, gdy się fotografuje bez głowy, zdjęcia są do niczego.
Podsumowując, Photosynth jest ciekawą aplikacją, ale na pewno nie jest idiotoodporna, co udało mi się udowodnić…
PS. Microsoft wypuścił na razie aplikację na ajfona, gdyż sam przyznał, że Windows Mobile nie jest dostatecznie silny, by pociągnąć ten program :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt, test
komentarz

1 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak znaleźć plener do zdjęć

Szukając pleneru na zdjęcia, całkiem przez przypadek znalazłem dzisiaj ciekawą stronę pleneri.com. Serwis pozwala na znalezienie fajnego miejsca na sesję zdjęciową, a do tego zawiera wiele praktycznych wskazówek i informacji o danym miejscu, no i oczywiście zdjęcia.
Jest to fajna inicjatywa kilku osób, która, mam nadzieję, będzie dalej rozwijana. Baza jest otwarta na wszystkich, którzy chcą umieścić tam swój ulubiony plener, więc wszystko zależy od fotografów i ich chęci podzielenie się swoim miejscami. Ja sam postaram się wrzucić tam coś od siebie.

Teraz trochę krytyki. Niestety, strona chodzi bardzo wolno, ale może po prostu dzisiaj z okazji Święta Pracy, pracuje na pół gwizdka :) Szkoda też, że nie można zobaczyć, jak fotografowie wykorzystują konkretną lokację. Sam wiele razy łapałem się na tym, że robiąc dokumentację zdjęciową przed sesją, wyobrażałem sobie: tu stanie dziewczyna. A potem okazywało się, że jest za nisko, za wysoko, za ciasno.

Generalnie trzymam kciuki za Pleneri, oby strona się rozrastała :) A jeżeli znacie inne podobne strony, to piszcie w komentarzach.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sesja
komentarz
← 1 2

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close