×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

13 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura czyli rady dla wakacyjnego fotografa

Dzisiaj pójdę na łatwiznę i wykorzystam swój dawny artykuł, który kiedyś napisałem dla jednego z portali fotograficznych. Gdy przeczytałem długie pytanie od Magdaleny, w którym wspomina o robieniu zdjęcia przed katedrą, od razu przypomniałem sobie o tym tekście.
Pisałem wtedy o robieniu zdjęć pod słońce, wprawdzie ostatnio mało mamy słońca, ale miejmy nadzieję, że już niedługo temat będzie bardzo aktualny :)


  


Dlaczego w ogóle robimy zdjęcia pod słońce? Najczęściej dlatego, że po prostu musimy. No bo jak wymagać od naszej kochanej teściowej, by poczekała 5 godzin, aż słońce przesunie się, by pięknie ją oświetlić na tle katedry, która tak ją zachwyciła. Może nie rozpatrujmy, jaka byłaby jej reakcja na naszą prośbę, tylko zajmijmy się rozwiązaniem tego problemu. 

Odpowiedzmy sobie najpierw na pytanie, dlaczego tak kłopotliwe jest fotografowanie pod słońce.

Cóż, patrząc pod słońce, jesteśmy nim oślepieni, więc tym bardziej problem ma nasz aparat. Nie może w końcu przymrużyć oczu tak, jak my. Jeśli my widzimy naszą teściową na tle katedry, a za nią świeci nam słońce prosto w oczy, to i tak zwracamy uwagę głównie na twarz, bo tak jesteśmy zaprogramowani. Natomiast aparat nie zwraca uwagi na to, że fotografujemy teściową, tylko stara się po prostu ze wszystkich sił poprawnie naświetlić zdjęcie. Twarz jest dla niego jedynie małym elementem całego obrazu. Ostatnio wprawdzie pojawiły się aparaty, które są w stanie zorientować się, że fotografujemy ludzi, ustawić na nich ostrość i poprawnie naświetlić. Może to i powód, by wymienić aparat na nowy, ale dzisiaj zajmiemy się fotografowaniem aparatami, które już mamy. 



Przejdźmy do istoty sprawy, dlaczego takie zdjęcia mogą źle wychodzić. Otóż, wszystko zaczyna się od tego, co i jak widzi światłomierz naszego aparatu. Aparat zakłada, że światło, które wpada do obiektywu, jest światłem odbitym od ludzi i przedmiotów, które fotografujemy. Jeżeli więc w kadrze znajdzie się słońce, aparat uznaje, że skoro tak dużo światła wpada do obiektywu to musi być ono odbite od czegoś bardzo jasnego i odpowiednio ustawia parametry naświetlenia. Dostajemy więc dobrze naświetlone słońce i ciemną całą resztę zdjęcia. Na szczęście od paru lat nawet proste aparaty mają pomiar matrycowy. Działa w to w taki sposób, że kadr podzielony jest na kilka, kilkanaście, czy nawet jeszcze więcej pól i w każdym z nich jest osobno mierzone światło. „Komputer” aparatu przelicza potem te wszystkie dane i uśrednia wynik według wbudowanych algorytmów. Myśli sobie tak : ”aha…, tu mamy ciemno, tu też, tutaj trochę jaśniej, a tu jest coś bardzo jasnego…., pewnie znowu mój właściciel robi zdjęcie pod słońce! No to spróbuję coś na to poradzić.”

No i robi co może. Stara się ustawić parametry, by coś było widać na zdjęciu w cieniach i by słońce nie było wielką jasną plamą. Ale to rzadko się udaje. Dlaczego? Oko ludzkie jest w stanie rozróżnić szczegóły w światłach i cieniach oświetlonych światłem różniącym się o około 12 stopni przesłony, a popularne aparaty co najwyżej 5 stopni przysłony. 

Co możemy z tym zrobić? Po pierwsze, postarajmy się usunąć słońce z kadru. Wystarczy np. przejść parę kroków w bok, by słońce schowało się za wieżę katedry. Jeżeli nie mamy pod ręką żadnej budowli, ani drzewa możemy „schować” słońce za głowę fotografowanej postaci. Teoretycznie problem mamy więc z głowy, nie ma słońca w kadrze, ale zdjęcie nadal jest zbyt ciemne. O co chodzi? Przecież teraz nic nas nie oślepia. My widzimy już dobrze, jednak nasz aparat nie jest nadal w stanie zobaczyć tyle, co my. Słońce, które pada z tyłu, nadal jest bardzo silne i dalej wprowadza aparat w błąd. Możemy teraz użyć naszej tajnej broni, czyli lampy błyskowej. Błysk lampy sprawi, że postać będzie dobrze naświetlona, natomiast nie będzie miał on wpływu na budynki w tle, jeśli te nie są bezpośrednio za postaciami. Może paru ludzi będzie nawet pukało się w czoło, widząc, jak używamy lampy w pełnym słońcu, ale to ich problem, jeśli chcą się później zastanawiać czyją postać widać na zdjęciu. A my mamy opanowany problem i zapewnioną wdzięczność teściowej za piękne zdjęcie. 

Niestety jest jeszcze inny problem. Fotografując pod słońce, często na zdjęciu tworzą się kolorowe flary, czyli odbicia światła w obiektywie. Producenci aparatów walczą z tym zjawiskiem, wyposażając obiektywy w warstwy przeciwodblaskowe, ale wszystkich odbić nie są one w stanie i tak wyeliminować. Słońce, które nawet nie pojawia się w kadrze, ale pada bezpośrednio na obiektyw, może takie flary spowodować lub też zmniejszyć kontrast zdjęcia.


Stali czytelnicy rozpoznają może tego przystojniaka :)

Można za to w bardzo prosty sposób poradzić sobie z tym, osłaniając obiektyw choćby  ręką czy czapką, tak by światło nie padało bezpośrednio na soczewki. Ale też czasami możemy to wykorzystać do naszych celów. Spróbujmy zrobić portret pod światło i pozwólmy, by słońce odrobinę wystawało spoza budynku, czy postaci. Wystarczy nam tylko tyle, by pojawiły się odbicia słońca na zdjęciu i jeśli nie będą one wchodziły na twarz, to mogą być bardzo atrakcyjnym elementem fotografii. 

No i jest jeszcze jedna sytuacja, w której będziemy mogli z powodzeniem wykorzystać słońce. Już wkrótce będziemy coraz częściej rozkoszować się siedzeniem w ogródkach kawiarni i spożywaniem pewnego złocistego napoju najczęściej określanego w reklamach, jako „bezalkoholowy”. Aż się prosi, by robiąc zdjęcie kumpla ze szklanką w dłoni, znaleźć taki kadr, by słońce znalazło się dokładnie za pełną szklanką. Zobaczymy wtedy pięknie rozświetlony napój. Spoglądając na takie zdjęcie, będziemy wręcz czuli jego chłodny, przyjemny smak. A, że kolorowych napojów nie brak, pozostawiam Was z 

przyjemnością eksperymentowania. Ze zdjęciami oczywiście :)






Czekam oczywiście na kolejne pytania, które możecie zostawiać w komentarzach działu Spytaj Artura.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, Spytaj Artura
komentarz

9 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Występuję :)

Zapraszam na Maraton, gdzie sam też będę opowiadał o swoich sesjach. Jeżeli macie ochotę spotkać mnie w realu i pogadać, to zapraszam na tę imprezę, zwłaszcza, że będzie tam kilku bardzo interesujących fotografów :)

VII ŚLĄSKI MARATON FOTOGRAFICZNY

Policealna Szkoła Fotograficzna „Fotoedukacja” już po raz siódmy organizuje Śląski Maraton Fotograficzny. W dniu 25 lutego 2012 zapraszamy na pokazy multimedialne  w Teatrze Korez.  Patronat artystyczny nad tegoroczną edycją Śląskiego Maratonu Fotograficznego objął ZPAF okręg śląski. 

  




Śląski Maraton Fotograficzny to z całą pewnością jedno z tych wydarzeń, na którym nie może zabraknąć żadnego miłośnika fotografii. Sukces pierwszej edycji sprawił, że stał się imprezą cykliczną, organizowaną przez Policealną Szkołę Fotografii „Fotoedukacja”. W dniu 25 lutego w katowickim Teatrze Korez odbędzie się  siódma odsłona Maratonu.

Fot. Jacenty Dędek 
Fot. Jacenty Dędek

Ideą maratonu jest promocja polskich fotografów oraz sztuki fotograficznej. W jego ramach prace swe zaprezentowało już wielu znanych i cenionych twórców. W pierwszej edycji z 2006r. udział wzięli Rafał Milach, Krzysztof Niesporek i Józef Wolny. W lutym następnego roku udało się poszerzyć repertuar maratonu. Wraz ze współorganizatorem – Związkiem Polskich Artystów Fotografików, Fotoedukacja umożliwiła udział takich artystów jak: Antoni Kreis, Tomasz Liboska, Arkadiusz Gola, Maria Śliwa (rok później na maratonie odbył się wernisaż jej autorskiej wystawy), Andrzej Koniakowski, Marek Locher, czy też Marcin Makówka. Niewątpliwą atrakcją były również prezentacja prac fotoreporterów Gazety Wyborczej oraz wernisaż wystawy Witolda Cichockiego. W kolejnych latach festiwal odwiedziło wielu równie słynnych i docenianych za granicą polskich twórców. Pojawiły się na nim m.in. prace Mateusza Orszulskiego, Leszka Wiechy, Macieja Niesłonego, Wojciecha Prażmowskiego, Inez Baturo, Andrzeja Baturo, Stanisława Michalskiego, Beaty Mendrek – Mikulskiej, Arkadiusza Ławrywiańca, Anny Bodnar, Andrzeja Wiktora, Witolda Krassowskiego, Joanny Chudy, Aleksandra Prugara, Anny Lewańskiej, Krzysztofa Bożka, Michała Cały, Mariusza Kubielasa, Grzegorza Celejewskiego, Bogdana Krężela, oraz Łukasza Trzcińskiego. W „maratonowych” ramach odbyły się również wernisaże wystaw fotografii Sebastiana Szwajczaka, Grzegorza Klatki oraz Antoniego Kreisa.
Śląski Maraton Fotograficzny to festiwal jednodniowy. Na brak atrakcji skarżyć się jednak nie można. Poza interesującym programem niewątpliwym atutem imprezy jest możliwość dyskusji z każdym obecnym na festiwalu fotografem. Jest to wielka okazja do zadania ciekawych pytań o twórczość przybyłych na nią gości.

Fot. Artur Nyk
Fot. Artur Nyk

W tym roku w katowickim Teatrze Korez na pl. Sejmu Śląskiego 2 (budynek Centrum Kultury KATOWICE im. Krystyny Bochenek – dawniej Górnośląskiego Centrum Kultury – tzw. „Biały Dom”, I piętro) odbędzie się siódme z kolei spotkanie w ramach Śląskiego Maratonu Fotograficznego, na którym prace swe zaprezentują absolwenci Policealnej Szkoły Fotografii „Fotoedukacja”, a także tacy słynni fotografowie jak Jacek Dziubdziela, który podczas festiwalu przedstawi swoje cztery cykle zdjęciowe z obszaru portretu i dokumentu. Jego surowe w swej estetyce zdjęcia są zapisem spotkań bądź efektem wydarzeń, w których autor uczestniczył jako świadek.
Jacenty Dędek, znany dokumentalista (swoje zdjęcia publikował m.in. w: „National Geographic”, „Forbes”, „Focusie” „Newsweeku”, „Wprost”, „Przekroju” i „Tygodniku Powszechnym”) opowie o swojej pracy nad „Portretem prowincji”. Jego nieukończony jeszcze projekt już teraz uważany jest za fascynujący zapis opowieści o życiu ludzi spoza granic wielkich ośrodków miejskich.
Poza wymienionymi wcześniej twórcami na maratonie nie zabraknie również prac Artura Nyka, czy Krzysztofa Millera – autora zdjęć do wielu filmów fabularnych, dokumentalnych i programów telewizyjnych oraz członka Związku Polskich Artystów Fotografików w jednym. Na wydarzeniu obecny będzie także Krzysztof Miller – fotoreporter „Gazety Wyborczej”, juror jednego z najbardziej prestiżowych konkursów fotograficznych – World Press Photo, pracujący dla Polskiej Agencji Prasowej Andrzej Grygiel – laureat wielu prestiżowych nagród w dziedzinie fotografii (m.in. dwukrotny zdobywca Grand Press Photo) oraz słynny z niekonwencjonalnego stylu bycia fotoreporter Dawid Chalimoniuk. Czas każdej prezentacji to 30 minut.

  Fot. Jacek Dziubdziela
Fot. Jacek Dziubdziela
 Wstęp na Śląski Maraton Fotograficzny jest całkowicie bezpłatny. 
Rezerwacja miejsc od 10 lutego 2012.

Jeśli twoją pasją jest fotografia to impreza dla ciebie. Pamiętaj – kolejna taka szansa dopiero za rok!

PROGRAM VII ŚLĄSKIEGO MARATONU FOTOGRAFICZNEGO:

10.00 – Absolwenci Szkoły Fotoedukacja
10.30 – Jacek Dziubdziela
11.00 – Jacenty Dędek
11.30 – Artur Nyk
12.00 – Krzysztof Miller
13.00 – Andrzej Grygiel
13.30 – Dawid Chalimoniuk
14.00 – Krzysztof Miller

VII Śląski Maraton Fotograficzny
Termin: 25.02.2012 początek godzina 10:00
VII Śląski Maraton Fotograficzny odbędzie się w TEATRZE KOREZ w Katowicach.

Teatr Korez
pl. Sejmu Śląskiego 2(budynek Centrum Kultury KATOWICE imienia Krystyny Bochenek – dawniej Górnośląskiego Centrum Kultury – tzw. „Biały Dom”. I piętro) 


Fot. Andrzej Grygiel
 Fot. Andrzej Grygiel


PATRONAT ARTYSTYCZNY ZPAF OKRĘG ŚLĄSKI.

Wstęp wolny.
Ilość miejsc jest ograniczona– prosimy o rezerwacje miejsc. Wszystkie osoby zainteresowane rezerwacje miejsc na VII Śląski Maraton Fotograficzny bardzo prosimy o wysłanie zgłoszenia na adres centrum@fotoedukacja.edu.pl

Zgłoszenie powinno zawierać następujące dane:
1.    Imię oraz Nazwisko
2.    Numer telefonu
3.    Email
4.    W przypadku słuchaczy lub absolwentów grupę (np.:W11, Szkoła Roczna, Kurs, Absolwent)

Rezerwacja jest ważna tylko w przypadku otrzymania wiadomości zwrotnej- potwierdzenia rezerwacji.
Ze względu na ograniczona ilość miejsc w teatrze Korez bardzo prosimy o przemyślane dokonywanie rezerwacji.
W przypadku rezygnacji bardzo prosimy o przesłanie informacji.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Spytaj Artura
komentarz

8 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Oto dlaczego nie lubię fotografować dzieci :)

Prawie to samo przeżyłem parę razy…..

Polecam obejrzenie kolejnych historyjek, które znajdziecie na kanale What the Duck

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

8 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Nowy Nikon D800 czyli po co to komu

Wszyscy ( zainteresowani ) pisali i mówili wczoraj o nowym Nikonie D800. Wprawdzie to aparat z wrogiego obozu, ale ja również z dużym zadowoleniem przyjąłem jego pojawienie się na rynku.
Mnie zainteresowała w zasadzie jedna tylko rzecz, rozdzielczość na poziomie 36 Mpx.

Oprócz wielu zachwytów, natychmiast ludzie zaczęli też narzekać. A po co to komu? A po co taka duża rozdzielczość? A ile teraz pliki będą ważyć? I bardzo dobrze, że tak narzekają, może wreszcie skończy się bezsensowna gonitwa za megapikselami, które nikomu nie są potrzebne. No, prawie nikomu, bo mnie akurat są :)

fot. Nikon

Ja jestem naprawdę zachwycony, że w małym obrazku pojawia się rozdzielczość rodem ze średniego formatu. Przy fotografii reklamowej zawsze fajnie jest mieć większy i większy plik. Gdyby dali mi aparat 100 Mpx to nie pogardziłbym, wreszcie mógłbym spędzić cały weekend na obrabianiu jednego zdjęcia :)
A na poważnie to te 36 Mpx uważam za całkiem zgrabną wielkość do moich zastosowań. I to w znakomitej cenie, która ma być na poziomie 10.500 zł.

Rozmawiałem dzisiaj z moim znajomy, również zawodowym fotografem i doszliśmy do wniosku, że byłby to znakomity aparat dla nas, ale drugi aparat…
Brakuje mi w D800 jednej rzeczy, mniejszego o połowę RAWu. Po co mi milion rozdzielczości jpga, skoro by wykorzystać do końca jakość tego sprzętu i tak trzeba pracować na RAWie. Uznaliśmy więc, że byłby to fajny aparat na większe okazje, ale do robienia prostych zdjęć np.  katalogowych już bez sensu jest użycie tego sprzętu. Już sobie wyobrażam…. 500 klatek z sesji ( pewnie z 50 MB każda ), a potem trzeba to przebrać, obrobić, zarchiwizować… Producenci twardych dysków już zacierają ręce.

Czekam teraz z niecierpliwością na nowego Canona 5mk3, a najbardziej na nowego 1Dsmk4 czy jak go tam nazwą. Walka producentów znowu się rozpoczyna :)
Jest jeszcze jedna duża zaleta wielkich rozdzielczości. Po zmniejszeniu zdjęcia zawsze wyglądają lepiej niż przy 100%. Gdy więc zmniejszymy plik powiedzmy do 12 Mpx, to nawet zdjęcia wykonane na bardzo dużej czułości będą pozbawione części szumów, zwiększy się też ostrość porównując do  fotografii gdybyśmy takie samo zdjęcie zrobili  zrobionej aparatem 12 Mpx.

Nikon, Nikonem, a i tak dla mnie o wiele ważniejszą informacją dnia było pojawienie się obiektywu Canona 24-70/2,8L II

Fot. Canon

Obiektyw ma same nowe, cudowne rozwiązania techniczne, ale co najważniejsze powinien pięknie rysować. Już chyba zajmę kolejkę pod sklepem bo dawno na niego czekałem :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Nikon, sprzęt
komentarz

7 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Słoneczny Patrol czyli co z tego wyszło

Niedawno mogliście zobaczyć w jakich warunkach powstawała sesja letniej kolekcji Patrola. Pogoda i temperatura były bardzo zbliżone do tego, co mamy dzisiaj za oknem. Wyobraźcie więc sobie, że w takich warunkach zakładacie t-shirt i krótkie spodenki… Nie, w środku wcale nie było cieplej, niż na zewnątrz. Było nawet zimniej :) 
Złudne jest również światło. Nigdzie nie wykorzystaliśmy ani grama światła słonecznego, bo po prostu go nie było. Dzień był bardzo pochmurny i nie było szans, by cokolwiek zrobić przy świetle zastanym.
Wprawdzie nad klatką schodową był wielki świetlik i przy wcześniejszej wizji lokalnej miałem nadzieję na wykorzystanie go to na sesji szybko musiałem się pozbyć złudzeń. Musiał wystarczyć błysk. 
Wymagało to trochę innego myślenia o kadrze. Nie mogłem pokazać żadnego okna, bo byłoby widać, że to nie z niego pada światło. Ustawiałem więc „wirtualne okno” poza kadrem i jednocześnie doświetlałem pozostałe pomieszczenia, które były widoczne na zdjęciach, tak jak np. pokoje za perkusistą. Zostawiłem tylko celowo ciemne jedno z okien na fotografii ze schodami. W rzeczywistości jest to wewnętrzne okno i przy naturalnym świetle również jest zawsze ciemne.
Nie użyłem też ani jednego softboksa, ostatnio jakoś przestały mi pasować :) Zamiast tego odbijałem światło od blend czy ścian. 
Na koniec obróbka w Aperture wzmocniła jeszcze ciepły charakter zdjęć, ale było to już tylko doszlifowanie materiału, bez montaży i istotnych zmian :)

Ekipa:

koncept & produkcja                           Happy Monday
fotografie                                         Artur Nyk
stylizacja                                          Tatiana Szczęch
wizaż & fryzury                                  Zojka Zielińska, Natalia Polek
modele :                                           Sonia i Klaudia Żogała, Jacek Grzywa, Wojtek Kałużny
Asystent fotografa                               Paweł Pszczoła
backstage                                          Anna Burek
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, dobre zdjęcia, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

6 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura czyli jak zostać fotografem

Dzisiaj odpowiem na pytanie Marty, jaką obrać drogę, by zostać fotografem.
Jak zwykle nie ma tu prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Może najpierw trzeba sobie zadać dodatkowe pytanie – jakim fotografem chcemy zostać?
Pomińmy może od razu opcję otwarcia zakładu, robiącego zdjęcia do paszportu. Pomijając tę wybitnie atrakcyjną karierę, przychodzą mi jeszcze do głowy trzy możliwe wybory. Fotograf ślubny, dokumentalista/reporter i fotograf reklamowy/fashion.

Zacznijmy od fotografa ślubnego. Jeżeli chcecie poszukać szkoły o takim profilu to macie pecha. Nie spotkałem się jeszcze z taką szkołą. Co więc pozostaje? Kurs fotografii ślubnej…. Są organizowane w całym kraju i oczywiście różnią się od siebie poziomem. Przy wyborze trzeba się kierować portfolio wykładowcy i opiniami na forach. Środowisko fotografów ślubnych jest bardzo dobrze zorganizowane i bez trudu znajdziecie odpowiednie forum. Ale od razu uwaga ogólna. Porzućcie wszelką nadzieję, że dwudniowy kurs fotografii pozwoli Wam na zdobycie pełnej wiedzy i rozpoczęcie kariery. Sam prowadzę warsztaty i wiem, ile można w ciągu jednego dnia przekazać informacji.
O wiele lepszym rozwiązaniem jest zacząć samemu się uczyć w praktyce. Uważam, że zawód fotografa to jeden z zawodów najmniej potrzebujących wiedzy teoretycznej.  Znajomość historii fotografii, zasad budowy aparatów i optyki, czy teorii zachowania się światła, pomaga być dobrym fotografem, ale nie jest to wiedza absolutnie niezbędna. W zasadzie wszyscy moi znajomi fotograficy nie mają takiego wykształcenia, czasem je zdobywali, będąc już uznanymi fotografami.

Wracając do kandydata na fotografa ślubnego, najlepszą drogą zdobycia umiejętności jest robienie…. fotografii ślubnych. Na pewno każdy może bez większego problemu znaleźć ślub, na którym będzie mógł robić sobie do woli zdjęcia. Mówię oczywiście na początek o pracy tylko dla siebie, aby zdobyć pierwsze doświadczenia. Zróbcie 1000 zdjęć, w tym 500 wersji tańca panny młodej, a potem spędźcie dwa dni na analizowaniu tego, co wyszło i dlaczego. Potem wybierzcie z tego 10 najlepszych fotografii i idźcie na kolejny ślub. Po dwóch czy trzech następnych będziecie mieli skromne, ale własne portfolio, z którym możecie szukać zleceń wśród znajomych. Ryzykujecie oczywiście, że w razie wpadki przestaną się do Was odzywać, jednak to oni ryzykują więcej, bo mogą nie mieć zdjęć ze ślubu, jeśli nawalicie. O tym też trzeba pamiętać….
Gdy już przejdziecie etap euforii związanej ze zrealizowaniem kilku zleceń i może nawet zarobieniem jakichś pieniędzy, wtedy dopiero rozejrzyjcie się za kursem. Ze świadomością, czego konkretnie chcecie się dowiedzieć, mając podstawowe doświadczenie, wyniesiecie dużo więcej wiedzy.

Możecie też iść na studia w Opavie. Choć ta szkoła nastawiona jest na dokument i portret to przecież jedno i drugie jest istotą fotografii ślubnej.

Opawę kończyło kilku moich znajomych i wszyscy oni dobrze się tam czuli, ponieważ właśnie portretem i dokumentem się zajmowali. Opava jest dosyć tradycyjną szkołą, gdzie najbardziej ceniona jest fotografia czarno-biała, a odbitka najlepiej, by była na matowym papierze. Ale to solidna uczelnia o świetnej atmosferze, no i mieści się w Czechach. A to już samo w sobie może być najlepszą rekomendacją :) Zwłaszcza, jeśli nie będziecie musieli jeździć tam samochodem… :)
Nie martwcie się też brakiem znajomości języka czeskiego. Uczelnia od dawna jest opanowana przez Polaków i nie ma problemów, by się dogadać. W najgorszym przypadku każdy będzie mówił w swoim języku i wszystko każdy zrozumie. Zwłaszcza po drugim piwie :)

Oprócz szkoły przydałoby się też mieć jakiś pomysł na to, jaką fotografię dokumentalną czy portretową chcecie robić. Czasy, gdy dzienniki i magazyny zatrudniały wielu dobrych fotografów, już się skończyły. Etaty są mocno okrojone, a ceny uzyskiwane za materiał zdjęciowy spadają. Chyba, że zrobicie zdjęcia premiera kupującego na bazarze piracką płytę. Za takie fotografie ciągle jeszcze można dostać dobrą cenę :) Bez znalezienia specjalizacji i to takiej, na którą jest zapotrzebowanie, nie będzie lekko.

No i wreszcie to, na czym znam się najlepiej, czyli fotografia reklamowa i fashion. Tu też ciężko o specjalistyczną uczelnię. Najbardziej po linii będzie chyba Akademia Fotografii, oferująca bardzo mocno rozbudowany program i mająca świetną bazę sprzętową. Nie mogę się jednak jednoznacznie wypowiedzieć na jej temat, bo z drugiej strony dochodzą mnie słuchy, że jakość ostatnio zmienia się w ilość….
Dobrym rozwiązaniem jest znalezienie studia lub fotografa specjalizującego się w tym, co chcemy robić i załapanie się na asystenta. Nawet, jeśli przez pierwsze pół roku nie pozwolą Wam dotknąć aparatu, to i tak będziecie mogli zobaczyć, jak naprawdę robi się komercyjne zdjęcia. A najczęściej nie ma to nic wspólnego z tym, czego można nauczyć się w szkole. Im więcej fotografów uda się Wam przekonać, by zrobili Was swoimi asystentami, tym lepiej. Każdy z nich będzie miał zupełnie inny sposób pracy, inaczej będzie podchodził do tematu, na co innego zwracał uwagę. Nie liczcie, że pracując jako asystent, będziecie zarabiać. Może nawet będziecie musieli za to coś płacić. Ale w końcu za uczelnie też się płaci, a właśnie tak trzeba to traktować.

Niezależnie, jakim fotografem chcecie zostać, trzeba po prostu cały czas robić zdjęcia, analizować je, robić zdjęcia, wyciągać wnioski, oglądać zdjęcia najlepszych fotografów, analizować je, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia……….

PS. Czekam znowu do niedzieli na kolejne pytania na dowolny temat. Fotograficzny :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, Spytaj Artura, warsztaty
komentarz

2 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Krótko o sztuce czyli znowu, ale tym razem co mi się podoba

Ostatnio tak strasznie narzekałem na sztukę nowoczesną, którą oglądałem w MOCAKu. Dzisiaj dla równowagi sztuka nowoczesna, która mnie inspiruje i zachęca do myślenia.
Znalazłem świetny blog na ten temat i tam chciałbym Was odesłać. Taka moim zdaniem powinna być współczesna sztuka. Wychodząca do ludzi, pojawiająca się w najmniej spodziewanych miejscach, wzbudzająca nie tylko zadumę, ale też uśmiech. Jeżeli ktoś z Was zajmuje się czymś takim, chętnie podejmę współpracę i będę to fotografował. Często przecież dopiero znalezienie właściwej perspektywy pozwala w pełni pokazać „co autor miał na myśli”.

A teraz obejrzyjcie masę świetnych rzeczy streetartutopia.com

by Pavel Puhov

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sztuka
komentarz

31 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Cała prawda o słonecznym patrolu

Przed samymi Świętami opisywałem Wam sesję letniej kolekcji Patrola, którą robiłem razem z agencją Happy Monday. Tu właśnie spadł śnieg, a ja opisywałem wyjazd na Południe i w poszukiwaniu dobrego światła. Teraz nadszedł czas, by pokazać, jak to wyglądało naprawdę. I chociaż możecie mieć wątpliwości, czy poprzednio mój opis nie był zbyt „kreatywny”, to jednak będę się upierał, że wszystko się zgadza :)

Pojechaliśmy na Południe od Katowic, modele rzeczywiście byli ubrani w letnie ciuchy, pałac był przepiękny, pogoda była słoneczna… na zdjęciach. Wszystko się zgadza :)

Było tak….. Cały grudzień była prawie wiosenna pogoda, ale na dwa dni przed sesją zrobiło się strasznie zimno i śnieżnie. Byliśmy więc przerażeni tym, jak nasi modele zniosą sesję w takich warunkach. Robiliśmy przecież letnią kolekcję. Postawiliśmy na dużą ilość gorącej kawy i herbaty, grzejniki, koce i dobry humor. Wesołym busem dojechaliśmy wczesnym rankiem do Krowiarek, gdzie stał nasz pałac. Cała ekipa rzuciła się od razu na termosy z kawą.

 

fot. Anna Burek

Najbardziej okupowanym miejscem do siedzenia był grzejnik.

fot. Anna Burek
Włosy i makijaże robione  w grubych kurtkach jeszcze nikogo nie przerażały. Najgorsze miało dopiero nadejść…
fot. Anna Burek

fot. Anna Burek

Nie mam zielonego pojęcia, co mogłem w tym momencie zobaczyć. Ani co właśnie zobaczył Paweł.

fot. Anna Burek

Montujemy nasze „słońce”…..

fot. Anna Burek

….bo już za chwilę będzie koncert.

fot. Anna Burek

Potrzebowaliśmy do jednej ze scen dodatkowego tła i był to problem wielkiej wagi :)

fot. Anna Burek

 

fot. Anna Burek

W końcu musiał nastąpić ten moment. Niektórzy z nas musieli się rozebrać…

fot. Anna Burek

Żeby nie było wątpliwości, poprawiam sobie tylko okulary.

fot. Anna Burek

No i czy oni wyglądają jakby było im zimno?

fot. Anna Burek

W przeciwieństwie do reszty ekipy :)

fot. Anna Burek

 

fot. Anna Burek

Halo…., tu Jastrząb, odbiór.

fot. Anna Burek

Paweł zdecydowanie myśli o lecie.

fot. Anna Burek

Generator przecież nie może stać na zakurzonej podłodze :) Tu akurat nie przesadzam, bo w tym modelu wentylator zasysa powietrze od dołu.

fot. Anna Burek

 

Nasza przenośna szatnia w torbie.
fot. Anna Burek

Po paru godzinach, zimno już na nikim nie robiło wrażenia.

fot. Anna Burek

Prawie nie robiło :)

fot. Anna Burek

 

Ten ptak ciągle za nami latał.

fot. Anna Burek

W wolnych chwilach grałem w kółko i krzyżyk.

fot. Anna Burek

Mała zapowiedź finalnych zdjęć.

fot. Anna Burek
fot. Paweł Pszczoła

Wyglądam na zadowolonego z efektów naszej pracy

fot. Paweł Pszczoła

Ptaszek znowu był ciekawy co robimy.

fot. Paweł Pszczoła

Nawet zaprzyjaźnił się z Pawłem. Ochrzciliśmy go w końcu imieniem Henryk.

fot. Paweł Pszczoła

Trochę nie wygląda to na letnią kolekcję.

fot. Paweł Pszczoła

 

Sala Mauretańska. Henryk znowu przyleciał.

fot. Paweł Pszczoła

Ciemno i zimno….

fot. Paweł Pszczoła

 

A po chwili znowu wzeszło słońce :)

fot. Paweł Pszczoła

Dawno tak dobrze się nie bawiłem mimo straszliwego zimna. Już za parę dni będę mógł opublikować gotowe fotografie i sami ocenicie, czy było lato, czy zima :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, do kawy, Elinchrom, sesja
komentarz

30 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura – czyli jak fotografować na krótkich czasach

Dzisiaj oficjalnie inauguruję nowy, stały dział na moim blogu: Spytaj Artura


Pytań było na początku jeszcze niewiele, a ja wybrałem to od Mateusza Zahora: Chciałbym zrobić zdjęcia studyjne z bardzo krótkim czasem naświetlania (rzędu 1/2500 i mniej). Czy jest jakiś „oficjalnie poprawny” sposób na to? Czy ty masz jakiś konkretny?

Odpowiedź jest niby prosta. Wystarczy mieć szybką lampę :) No, dobrze, teraz już poważnie. 
Czas  błysku rzędu 1/2500 sekundy to już nie przelewki, ale też nie jest to czas kosmicznie krótki. Np. Elinchromy 500 BXRi, których używam, mają czas błysku 1/1558 sekundy (swoją drogą, nie spotkałem się przy innych lampach z podawaniem czasu z tak dużą dokładnością, bezsensownie dużą). Oznacza to, że tyle właśnie będzie trwał błysk przy pełnej mocy. Prawie tyle… Jest w tym bowiem pewne uproszczenie. W specyfikacjach producenci podają czas błysku lampy jako parametr t 0,5 czyli czas połówkowy. Wyobraźcie sobie, jak świeci lampa błyskowa, w zwolnionym tempie będzie to wyglądało tak: lampa dosyć szybko się zapala, świecąc coraz mocniej, aż dochodzi do pełnej mocy, ale zaraz potem zaczyna powoli gasnąć. Powiedzmy, że gaśnie czterokrotnie wolniej, niż się zapala. Jeżeli chcecie zobaczyć, jak wygląda to na rysunku, to zobaczcie TU rysunek nr. 3. Czas oznaczony więc jako t 0,5 1/1558s  nie jest całkowitym czasem trwania błysku, ale czasem, w którym moc błysku jest większa, niż połowa maksymalnej mocy. Trochę to zawiłe, ale gdy przyjrzycie się rysunkowi to zrozumiecie.   

Jakie to ma znaczenie praktyczne? Gdy fotografujemy nieruchome przedmioty, nie ma to znaczenia. Jednak, gdy zrobimy zdjęcie skaczącej baletnicy, sprawa się komplikuje. Załóżmy, że mamy lampę z czasem błysku 1/500s. Jak właśnie się dowiedzieliście, nie oznacza to, że w rzeczywistości tyle będzie trwał błysk. Całkowity czas może wynieść około 1/125s. Będzie to wyglądało mniej więcej tak: baletnica skacze, naciskamy migawkę, lampa zaczyna świecić, rozpala się do pełnej mocy, aparat wykorzystując większość mocy rejestruje jej obraz, gdy „wisi” w powietrzu. Baletnica leci jednak dalej, a lampa choć coraz słabiej, to nadal świeci. I niestety aparat też to rejestruje jako rozmycie krawędzi obrazu spowodowane ruchem.




Przechodząc do konkretów, pamiętajcie, że robiąc zdjęcia w studio, czas synchronizacji aparatu z lampą nie jest istotny. Jeżeli nie mamy silnego źródła światła ciągłego, to nie ma znaczenia, czy robimy zdjęcie na 1/60s, czy na 1/250s. I tak tylko błysk będzie odpowiedzialny za naświetlenie zdjęcia, a ten z reguły jest znacznie krótszy niż 1/250s.

Aby zrobić zdjęcie naprawdę ostre, musimy mieć naprawdę szybką lampę. A jeśli nie mamy? Cóż, wtedy wystarczy zmniejszyć moc. Jeśli zmniejszymy moc z 500 Ws na 125 Ws (czyli np. zamiast f16 będziemy mieli f8), czas powinien spaść z około 1/500s do około 1/1500s, a to już naprawdę szybko :)  W przypadku wspomnianego Elinchroma czas spadnie z 1/1600s na 1/3500s. Trzeba też pamiętać, że jeżeli robimy zdjęcia na kilku różnych lampach to wiele będzie zależeć od najwolniejszej.

Aby mieć pewność czy światło zastane nie ma wpływu na naświetlenie, wystarczy zrobić prosty test. Wyłączmy na chwilę lampy i robimy zdjęcie z takimi parametrami, z jakimi chcemy  fotografować z lampami. Jeżeli zrobiona fotografia jest całkiem czarna, to wszystko jest w porządku, światło zastane nie ma żadnego wpływu.


Jest jeszcze druga opcja. Jeżeli światła zastanego jest bardzo dużo i nie ma innej możliwości, jak użycie bardzo krótkiego czasu naświetlania, będziemy potrzebowali jakiejś lampy systemowej. Przełączamy ją w tryb synchronizacji z krótkimi czasami i kierujemy ją w stronę fotoceli lampy studyjnej. Robiąc zdjęcie w ten sposób możemy fotografować na najkrótszych czasach wykorzystując duże studyjne lampy. Gdy pierwszy raz ktoś mi to pokazał, nie chciałem w to uwierzyć. A jednak to działa. Mogę ustawić sobie czas 1/4000s albo 1/8000s zrobię zdjęcie w studio z lampami. Dziwna sprawa.


Ma to też swoje wady. Im krótszy czas synchronizacji, tym „mniejsza” jest moc lampy. Dzieje się tak, bo tylko część czasu, w którym lampa błyska, jest wykorzystywana. Tu też musimy więc mieć silne lampy albo podnosić czułość….




Podsumowując, w studio nie liczy się czas naświetlania, a tylko czas trwania błysku. Jeżeli będzie całkiem ciemno, możemy nawet fotografować na  czasie 1sekundy. I tak błysk „zamrozi” wszystko.

  
  

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Elinchrom, sesja, Spytaj Artura
komentarz

29 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Skrót wiadomości

Jako, że mój Codziennik z powodu nadmiaru pracy, ostatnio przeobraża się w Niecodziennik, muszę teraz nadrobić zaległości i przekazać Wam kilka informacji naraz.

Po moim poście na temat klienta, od którego nie mogę doczekać się zapłaty, na jego stronie na FB pojawiła się cała masa wpisów komentujących całą sprawę. Jestem bardzo mile zaskoczony tą Waszą reakcją :) Dzięki tym wpisom firma skontaktowała się ze mną i teraz mam nadzieję, że sprawa znajdzie dobre zakończenie :) Zobaczymy.

Dostałem też już oficjalne zaproszenie na VII Śląski Maraton Fotograficzny, gdzie wystąpię ze swoją prezentacją. Impreza rozpocznie się o godzinie 10:00 w Teatrze Korez, 25 lutego. Oczywiście jeszcze napiszę o tym dokładniej, gdy będę znał wszystkie szczegóły.

Od paru dni czekam na pytania dotyczące fotografii i wszystkiego co pokrewne. Tak jak obiecałem, raz w tygodniu będę na nie odpowiadał (i dzięki temu nie będę musiał sam wymyślać tematu posta ….). Tak ze względów organizacyjnych, chciałem prosić, by wszystkie tematy wpisywać bezpośrednio na stronie Spytaj Artura (na górze, pod tytułem bloga). Parę pytań pojawiło się dotychczas bezpośrednio w komentarzach postów, a chciałbym, by wszystko było w jednym miejscu.
Jeszcze do wieczora możecie zadawać pytania, a jutro jedno z nich doczeka się odpowiedzi :)

Wczoraj prowadziłem warsztaty z podstaw fotografii studyjnej i postanowiłem trochę wykorzystać uczestników. Narzekałem ostatnio, że nie mam czasu by zrobić zdjęcia na potrzeby własnego bloga, postanowiłem więc, że w ramach zajęć zrobimy przynajmniej jedno zdjęcie.
Na warsztatach były trzy osoby, które nigdy właściwie jeszcze nie miały do czynienia z  oświetleniem studyjnym, choć wcześniej oczywiście sporo już fotografowały. Jestem zdania, że fotografowanie to przede wszystkim umiejętność myślenia, analizowania i kreowania. Ucząc, nie przedstawiam gotowych rozwiązań, tylko zadaję pytania, by ludzie sami dochodzili do wniosków.
Dałem więc im zadanie sfotografowanie czarnego Canona na czarnym stole, gdzie na dodatek wszystko się błyszczy. Chciałem, by nie było widać tła, a aparat miał oświetlone same krawędzie. Uwinęli się z tym w półtorej godziny, wykorzystując dwie lampy, lusterko, plik wizytówek i czarne zastawki.

Fotografia z warsztatów, fot : Karina Krupa Paweł Krówka, Przemek Łagodziński

A taki był punkt wyjścia, to jest pierwsza klatka :)

Ja cały czas przyglądałem się, komentowałem, tłumaczyłem i wskazywałem, na co muszą zwrócić uwagę. Nie usłuchali tylko jednej mojej uwagi, by przed ostatecznym zdjęciem zadbać o dokładne usunięcie kurzu :) Do zdjęcia mógłbym się jeszcze przyczepić, brakuje mi jeszcze oświetlonej tylnej krawędzi przy wyświetlaczu, ale równie dobrze można by jeszcze pracować przy tym zdjęciu kolejnych  kilka godzin, a my musieliśmy zająć się też innymi punktami programu :)

Na koniec jeszcze mała anegdotka. Przemek przyniósł na zajęcia obiektyw Canon MP-E 65 makro. To bardzo specyficzny obiektyw, który pozwala na odwzorowanie fotografowanego przedmiotu w pięciokrotnie większym powiększeniu, natomiast nie ma w ogóle regulacji ostrości. Zamiast kręcić pierścieniem musimy regulować odległość od przedmiotu.
Natychmiast musiałem sprawdzić, jak działa taki wynalazek i zrobiłem zdjęcie fragmentu niebieskiego flakonu perfum. Gdy pokazałem je wszystkim, wyszło na jaw, jak bardzo różni się sposób postrzegania facetów i kobiet.
Nasza męska trójka jednoznacznie stwierdziła, że wygląda to jak woda. A kobieta zobaczyła tam zdjęcie z USG…..

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, warsztaty
komentarz

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close