×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

Jak to zrobiłem

17 marca 2011

| przez Artur Nyk

Alfa 8C

Uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych samochodów na świecie. Kiedy na potrzeby kalendarza AD na rok 2009, musiałem zrobić zdjęcia kilku super samochodów, Alfa 8C była pierwszym samochodem, o jakim pomyślałem. Nie zdawałem sobie tylko sprawy, że w Polsce nie ma ani jednej…
W tej błogiej nieświadomości zadzwoniłem do Wojtka, mojego znajomego, którego agencja obsługuje Alfę Romeo i spytałem, czy jest w stanie załatwić mi taki samochód. No i miałem więcej szczęścia, niż rozumu. To może się udać – odpowiedział Wojtek – niedługo 8C przyjedzie na krótki pokaz do Polski w związku z premierą Mito, pogadam z nimi.

Alfa 8C

Trzymałem kciuki przez parę dni, aż wreszcie dostałem telefon – Masz załatwione, wstawią ją na kilka godzin do warszawskiego salonu, gdzie będziesz mógł ją sfotografować.
Poskakałem chwilę z radości, a potem zacząłem się zastanawiać, jak mam sobie poradzić ze zrobieniem zdjęcia w krótkim czasie i niesprzyjających warunkach.  Miałem już za sobą zdjęcie Jaguara E-type, również do tego kalendarza, ale tam miałem dużą halę i cały dzień na zdjęcia.
Na dodatek poproszono mnie, abym przy okazji zrobił zdjęcia Oliwiera Janiaka (ambasadora Alfy Romeo) przy 8C i Mito, więc czasu realnie miałem jeszcze mniej.

Skoro nie mogłem zabrać samochodu do studia, to musiałem zabrać studio do samochodu i zawieźć je do salonu. Zapakowałem całą walizkę białych i czarnych tkanin, światło i pojechałem na spotkanie z najpiękniejszym samochodem.

Była piękna, niesamowicie piękna. Feria zmysłowych kształtów i niezwykły trójwarstwowy lakier. Na dodatek była unikalna, ponieważ był to egzemplarz przedprodukcyjny z numerem seryjnym 001 i jako jedyna miała pokrywę silnika otwieraną odwrotnie (jak w E-type), niż w zwykłych samochodach. Wszystkie inne 8C mają już normalną klapę silnika.

Wyłożyłem pół salonu białą tkaniną, by zlikwidować niepotrzebne odblaski, a podłogę czarną. W trudnych warunkach trzeba sobie radzić, nie miałem odpowiedniej ilości miejsca, by oświetlić samochód za jednym razem, więc oświetlałem go sobie i fotografowałem po kawałku. Potem pozostało już tylko mozolnie poskładać wszystko w PS…

Zdjęcie przygotowane do kalendarza, z samochodem wyciętym na czarnym tle, leżało długo i nie dawało mi spokoju. Szukałem jakiegoś tła do montażu. Wreszcie parę dni temu Gosia, przeszukując moje archiwum, znalazła zdjęcie podziemnego parkingu. Stwierdziliśmy, że będzie pasować. Gosia napracowała się i wreszcie mam zdjęcie, które idealnie nadaje się na plakat nad łóżko :)

Rozpoczynamy przygotowania

 

Zdjęcie z samochodem, w sam raz na Naszą Klasę

 

Pan O.J.

 

 

Tylko w tym egzemplarzu, pokrywa silnika tak się otwiera

 

Chyba mogę powiedzieć, że jeździłem Alfą 8C

 

I kilka zdjęć zrobionych przez Maję Ogiegło, naszą wizażystkę

 

 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, Photoshop, realizacje, samochody, sesja
komentarz

26 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Filmowy backstage czyli jak się robi akty

O tej sesji do kalendarza AD już kiedyś pisałem. Dzisiaj chcę Wam pokazać film z sesji, zrobiony przez Weronikę Bilską, młodą i bardzo zdolną operatorkę. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak Weronika podeszła do tematu.
Możecie zobaczyć np. jak pokazuję modelce, jak ma pozować. Może kiedyś zrobię wersję alternatywną jakiegoś kalendarza, gdzie zamiast pięknych kobiet będę ja w tych samych pozach :)

A więc zapraszam na film :)

A gotowe efekty sesji możecie zobaczyć tutaj. Choć, jak zawsze, najlepiej prezentują się w wersji drukowanej…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, sesja, video
komentarz

26 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Sesja w 23 sekundy

Bardzo chciałbym, by tak się dało, ale najczęściej nie jest to możliwe. Ponieważ znowu pracuję nad zdjęciami dla Orlenu, przypomniała mi się sesja z 2009 roku. 
Miałem do zrobienia jedną fotografię z chłopcem puszczającym bańki mydlane przez okno samochodu. Miało to wyglądać, jak w czasie jazdy, ale oczywiście musieliśmy to zrobić statycznie, gdyż inaczej nie zaplanowalibyśmy nad bańkami mydlanymi.
Całą sesję zrobiliśmy nawet nie ruszając się spod mojego domu. Dzięki temu mogłem łatwo pociągnąć zasilanie do lamp błyskowych. Użyłem ich tylko dwóch. Jeden mały soft (60×90 cm) jako główne światło stał zaraz za granicą kadru po prawej. Druga lampa z białą, miękką czaszą, świeciła jako kontra. Całości dopełniało światło zastane. 
Nagrałem z ekranu komputera sekwencję przewijania zdjęć, prawie 200 fotografii w zaledwie niecałe pół minuty, a w rzeczywistości siedzieliśmy nad tym cały dzień.
To miało być proste zdjęcie, ale pracując z dziećmi zawsze trzeba przyjąć, że może to potrwać znacznie dłużej, niż zakładamy….
                                        
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, sesja
komentarz

15 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Twarde czy miękkie

Nie zawsze to, co fotografujemy, jest łatwe i przyjemne. Kiedyś pracowałem na zlecenie agencji, która przygotowywała kampanię społeczną przeciw narkotykom. Pomysł był bardzo fajny, choć drastyczny nieco. Znaleziono analogię do twardych i miękkich narkotyków.
Mnie spodobała się ta koncepcja, zawsze byłem zdania, że dobra reklama musi znaleźć drogę do widza za wszelką cenę. Nawet jeśli ma wywoływać szok.

Mnie pozostawiono zrealizowanie zdjęć, nie miałem wyjścia, musiałem zawrzeć bliższą znajomość z przedsiębiorcą pogrzebowym. Trumnę sfotografowałem na miejscu, a worek zabraliśmy do studia.
To właśnie zrobienie tego zdjęcia okazało się najtrudniejszym zadaniem. Miałem wprawdzie duże doświadczenie w wypychaniu i  fotografowaniu śpiworów dla Alpinusa, ale tu było trudniej.
Męczyliśmy się z tym cały dzień, co włożyć do środka, by wyglądało to, jak zwłoki.
Oczywiście najłatwiejsze byłoby, gdyby do środka wszedł jeden z moich asystentów, ale jakoś nikogo nie mogłem namówić.
W końcu po wielu próbach znalazłem optymalne ułożenie poduszek, tkanin, worków foliowych i sam już nie wiem, czego jeszcze.

Następnym razem chcę robić zdjęcia do kampanii społecznej propagującej zbawienny wpływ wakacji :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, sesja
komentarz

3 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Jak to zrobiłem czyli Gorączka Sobotniej Sesji

   
Nadal nie najlepiej się czuję, ale postanowiłem opisać sesję, która również powstała w trakcie mojej choroby.
Jesienią 2003 roku dostałem zlecenie na kalendarz Rzecz Śląska, mający pokazać znanych Ślązaków w śląskich plenerach. Między innymi miałem fotografować Myslovitz na tle stacji transformatorowej. 
Jak zwykle długo trwały uzgodnienia terminu sesji dogodnego dla wszystkich oraz załatwianie wszystkich potrzebnych zezwoleń. Chłopaki stwierdzili, że nie chcą, by ubrała ich stylistka i wybieraliśmy ciuchy z tego, co przynieśli.
Zdjęcia robiliśmy w sierpniu albo wrześniu, trafiliśmy na idealną pogodę, może nawet zbyt idealną, bo było prawie czterdzieści stopni. Niby nic wielkiego, patrząc teraz za okno marzy mi się taka temperatura. Ja miałem wrażenie, że moja prywatna temperatura była jeszcze wyższa. Byłem przeziębiony i czułem się okropnie. Rano zastanawiałem się, czy nie odwołać sesji, ale wydawnictwo mnie poganiało i nie było na to szans.
Miałem wymyślone trzy fotografie, z których potem mieliśmy wybrać jedną do kalendarza. Postanowiłem zacząć od tej, która najbardziej mi się podobała, bo nie byłem pewien, czy dam radę zrobić trzy.
Chłopaki mieli stać na słupach wysokiego napięcia. Aby tam w ogóle wejść, musieliśmy wszyscy podpisać oświadczenie o zapoznaniu się z faktem, że możemy zostać usmażeni napięciem 110.000 Volt, które tam było. Co chwilę słyszeliśmy głośne wyładowania i zacząłem się zastanawiać, jaką mam szansę uciec przed rozwścieczonym tłumem fanów Myslovitz, jeśli coś im się stanie.
To, co sobie ładnie naszkicowałem w głowie, okazało się ciężko wykonalne w rzeczywistości. Dla czterech chłopaków znalazłem miejsce w kadrze, ale z piątym było już ciężko. Kiepsko wyglądał po prostu stojąc. Nie mogłem też postawić go po lewej stronie, bo miałby obcięte nogi. Źle też wyglądało, gdy przeszedłem z aparatem bardziej w prawo, bo traciłem perspektywę słupów.
Wpadłem w końcu na pomysł, by Wojtek oparł się o mojego asystenta, który miał symulować, że zaraz za kadrem coś jest. Ten pomysł wyglądał dobrze i zrobiłem kilka filmów na mojej Mamiya’ii
Tak, jak sądziłem, ta fotografia została wybrana, jednak coś mi ciągle nie pasowało. Obraz był za słodki, za kolorowy, a cała grupa trochę ginęła w gąszczu słupów i kabli. 
I wtedy znalazłem rozwiązanie, usunąłem całkowicie ze zdjęcia kolor niebieski. To bardzo mocno wyczyściło obraz. Potem jeszcze zmniejszyłem nasycenie zieleni i zdjęcie było gotowe. 

Drugi mój pomysł nie przekonał mnie, gdy zobaczyłem zespół w kadrze. Zrobiłem kilka fot i wyszliśmy na zewnątrz stacji, by zrealizować ostatni plan zdjęciowy.
Spodobała mi się wysoka trawa, która rosła przed stacją. Nie chciałem, by Artur był na pierwszy planie, ale jednocześnie musiał być centralną postacią. Postawiłem go na krześle i zaczęło to dobrze wyglądać. 
Przeszkadzał mi tylko jeden słup, ale postawiłem, że to dobry pretekst, by na poważnie nauczyć się obróbki w Photoshopie.
Gdy go usunąłem, otrzymałem kompozycję jaką sobie wymyśliłem. Miałem nadal problem z doświetleniem postaci po lewej stronie, ale blendy i Photoshop zrobiły swoje.

A zaraz po sesji poszedłem spać.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, Mamiya, Photoshop, realizacje, sesja, sprzęt
komentarz

28 stycznia 2011

| przez Artur Nyk

Zdjęcia kłamią ?

Przeglądałem dzisiaj parę stron w internecie w poszukiwaniu fajnego zegarka. Znalazłem nawet jeden dosyć ciekawy i w tym momencie zacząłem się zastanawiać, na ile fotografia pokazuje realnie produkt?

Z tego, jak duże są możliwości manipulowania obrazem, zdaję sobie sprawę bardzo dobrze. W końcu sam to robię na co dzień.
Tej „manipulacji” można dokonać na dwa sposoby. Po pierwsze, odpowiednio oświetlić produkt, aby pokazać kształt, formę i kolor jak najbardziej atrakcyjnie. Niczego w ten sposób nie przekłamujemy, a jedynie tworzymy w jakiś sposób sztuczną sytuację, która powoduje, że przedmiot wygląda świetnie. Oczywiście jest szansa, by kiedyś, gdzieś w naturalnych warunkach, przez przypadek można było zobaczyć przedmiot właśnie tak samo. Mała szansa, ale jednak.

Drugi sposób polega na dodatkowej obróbce i przekształceniu obrazu w komputerze. Nie będzie miał może już nic wspólnego z realnym przedmiotem, ale zachwyci nas wyglądem.

Czy jest w tym coś złego? Niekoniecznie. Uważam, że wszystko jest jak najbardziej dopuszczalne, o ile nie oszukuje celowo odbiorcy. Z drugiej strony, odbiorca jest już zwykle przygotowany na rozbieżności w wyglądzie produktu na zdjęciu i w rzeczywistości. Nauczyliśmy się już nie oczekiwać, że zawsze dostaniemy to, co widzimy na zdjęciu. Najlepszym przykładem będzie tu hamburger. Nigdy nie dostaniemy takiego, jaki widzimy na zdjęciu, zamawiając.

Fotografia reklamowa z zasady pokazuje wszystko z jak najlepszej strony. I jest to odpowiedź wyłącznie na nasze zapotrzebowanie. Nikt nie chce oglądać „realnego” zdjęcia. Bo coś takiego tak naprawdę nie istnieje. Już tłumaczę, dlaczego tak twierdzę.

Powód jest prosty. Fotografia jest dwuwymiarowa. Obraz jest nieruchomy. A my przyzwyczajeni jesteśmy do postrzegania trójwymiarowego i oglądając coś, zwykle staramy się spojrzeć z różnych stron i perspektyw. Cały ten obraz dopiero w naszym mózgu tworzy wizerunek przedmiotu.

Ale jeszcze bardziej istotna jest inna kwestia. To jest coś, na co pierwsi wpadli impresjoniści. Zauważyli, że nie ma jednego, prawdziwego wyglądu przedmiotu czy pejzażu. Wszystko zależy od pory dnia, oświetlenia i otoczenia.
Kolor biały jest biały, ale tylko w pewnych ściśle określonych warunkach. Umówiliśmy się, że białe jest mleko. Ale jest takie, gdy oglądamy je w ciągu dnia, gdy świeci słońce. A gdy pada deszcz? A gdy zobaczymy je  o zachodzie słońca? Albo gdy pijemy je w kuchni pomalowanej na zielono? Odpowiecie, że zawsze będzie białe. Bo tak się umówiliśmy, ta mamy zakodowane w głowie. Zróbcie eksperyment  i sfotografujcie szklankę mleka o różnych porach dnia i w różnych miejscach, Zróbcie to oczywiście na tym samym balansie bieli, a potem porównajcie.

Wracając do naszego tematu, „realne” zdjęcie jest tak samo realne, jak to zrobione w dobrym studio. Tylko, że jest zwykle gorzej wyglądające. Oglądając produkt chcemy, by wpisał się w nasze wyobrażenie o nim. Dlatego dobry fotograf reklamowy musi nie tylko „widzieć” obraz, ale i wiedzieć, co ludzie chcą zobaczyć.

Te same perfumy, różne oświetlenie. Fotografując je, musiałem najpierw stworzyć w mojej głowie wyobrażenie, jak powinny wyglądać. Pierwsze zdjęcie jest dodatkowo obrobione. Ale czy można powiedzieć, że to drugie bez obróbki to „realne” zdjęcie?

 

ps. przyjrzałem się dobrze zdjęciu tego zegarka, przeanalizowałem oświetlenie i stwierdziłem, że na żywo nie spodoba mi się :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, sesja
komentarz

23 października 2010

| przez Artur Nyk

Szpieg w studio czyli horror fotografa

Wielu fotografom śni się taki horror. Oto robią zlecenie swojego życia. Cały ich sprzęt już pracuje, doświadczenia zgromadzone przez tyle lat pracy właśnie owocują. Teraz robią najważniejszą rzecz, ustawiają główną lampę w miejscu, które decyduje o sukcesie całej sesji. I nagle widzą jak przez szparę w oknie, ich konkurent obserwuje wszystko. Budzą się wtedy oblani potem, przestraszeni takim scenariuszem.

Przegadałem setki godzin przy piwie, kawie, winie i czym się tylko dało, z wieloma fotografami na temat robienia sesji. Dowiedziałem się o całej masie przydatnych szczegółów, trików, sposobów i metod. Wiele z nich udało mi się potem wprowadzić w życie i dzięki temu niektóre zdjęcia zrobiłem trochę lepiej. Ale dzięki poznaniu tej „tajemnicy”, nigdy w życiu nie udało mi się zrobić zdjęcia takiego jak autor, który mi ją zdradził. Na szczęście fotografia nie jest nauką ścisłą i nie da się stworzyć wzoru na dobrą fotę. Mogę wiedzieć wszystko na temat zrobienia danego zdjęcia (to już dużo na początek), mieć ten sam sprzęt (to oczywiście pomaga), tę samą modelkę (to czasami jest realne), ale i tak zdjęcie będzie inne. Powodów jest wiele, od bardziej oczywistych, jak np. inny kształt studia, inne kolory ścian, inny ekspres do kawy (żartuję), po bardziej ulotne: inny humor modelki, inny kontakt fotograf-modelka, inna muzyka w tle.

Spróbujcie kiedyś dwa razy zrobić to samo zdjęcie. Zawsze będzie inne. Kiedyś na warsztatach obserwowałem taką sytuację. Mieliśmy modelkę, ustawiłem światło, zrobiłem trochę zdjęć, omówiłem sytuację i dalej ludzie już robili własne zdjęcia. Teoretycznie powinny być dosyć podobne, ale nie były. Ktoś zrobił dwa kroki w lewo i światło się zmieniło, ktoś inny zmienił ogniskową albo przesłonę. Drobne detale, konkretne zmiany.

W ubiegłym roku opublikowałem na Fotopolis.pl artykuł z dokładnym opisem, jak zrobiłem bardzo skomplikowaną sesję do kalendarza. Było tam dużo wymyślonych przeze mnie technik, pokazałem specjalnie zbudowany rzutnik do wyświetlania slajdów za pomocą lampy błyskowej. I nic się nie stało. Nikt nie zrobił takiej samej sesji. A jeśli nawet tak się stało to i tak o tym nie wiem i nie miało to żadnego wpływu na moją pracę.

Fotografia to na szczęście złożona kwestia, zależna od tysiąca szczegółów, indywidualnego spojrzenia fotografa, jego umiejętności, modelki, stylisty, fryzjera, wizażysty, nastroju, klimatu na sesji, pory roku, pogody i stopnia rozkręcenia się imprezy w dniu poprzednim.

Jeżeli więc znowu przyjdzie do mnie kumpel fotograf  i spyta, jak zrobiłem to zdjęcie, to w przyjemnością mu wszystko opowiem. Potem i tak zrobi to zdjęcie zupełnie inaczej.

Mogę naszkicować, gdzie stały lampy, dać Wam numer telefonu do Jacqueline i pożyczyć kaganiec, ale i tak nie zrobicie identycznej sesji. Ja sam nie jestem już w stanie tego powtórzyć. Możecie zrobić lepsze albo gorsze zdjęcia, ale nie takie same.  Na szczęście :)

fotografia Artur Nyk
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, realizacje
komentarz

3 października 2010

| przez Artur Nyk

Ze strychu do Londynu

Dzisiaj będę się chwalił, co rzadko mi się zdarza.  Przed godziną dostałem maila z informacją o publikacji mojego edytorialu w wydawanym w Londynie magazynie fashion – MC MAG. Bardzo mnie ta informacja ucieszyła, bo zobaczenie własnych fotografii w zagranicznym magazynie to zawsze świetna sprawa. Tak bardzo się cieszę, że aż będę pisał dzisiaj poważnie. Ale obiecuję, że jutro wrócę do dawnej formy.

Sesję stworzyłem we współpracy z młodym i odjechanym stylistą Grzegorzem Poradą. Grzegorz wpadł na pomysł, by sesję zrobić w jakiejś piwnicy. Ja zaproponowałem własny strych. I tak zostało. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nie napracowaliśmy się nad aranżacją. W zasadzie nie zrobiliśmy nic. Strych po prostu tak wygląda i chwała za to moim sąsiadom, którzy uznali, że te rzeczy będą im jeszcze potrzebne. Moje były jedynie dzieła Lenina, które kupiłem w czasach, gdy kosztowały mniej, niż zwykła gazeta. Przez lata bardzo dobrze się sprawowały w roli podstawek pod kolumny.
Za dobrą atmosferę na sesji i wizaż odpowiadała Zosia Zielińska. Czesała kreatywna Ela Wilska, a pomagał wszechstronnie Maciek Kotylak. Dzielnie marzli, pozując, Jacqueline i Darek Wierzycki.

Bawiliśmy się doskonale, zwłaszcza gdy Darek wystąpił w kasku narciarskim. Ciężko było uspokoić w tym momencie Jacqueline, która śmiała się przeraźliwie, gdy pochylał się nad nią. Mnie podobał się kaganiec, Jacqueline zakładała go Grzegorzowi z dużą wprawą. Ciekawe, skąd ją miała?

Cały numer można zobaczyć tu.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

29 września 2010

| przez Artur Nyk

Jak sterować pszczołą i rybą

Psa można nauczyć wiele rzeczy i wytresować tak, by robił to, co chcemy na zdjęciach. Kota od biedy też można namówić, by pojawił się w kadrze tam, gdzie chcemy. Ale jak namówić do współpracy pszczołę albo rybę? Wbrew pozorom jest to całkiem łatwe. Czasem najlepiej jest nie zdawać sobie sprawy z wielkości problemu. Kiedyś udało mi się rozpocząć pracę z bardzo dużą agencją, bo potrafiłem zrobić zdjęcie ryby.

Dostałem telefon z pytaniem, czy mam zdjęcie złotej rybki? No, nie mam, ale mogę zrobić przecież. Nie,nie, to jest bardzo trudne, dwóch fotografów już próbowało, ale nie udało im się, bo ryby pływają zbyt szybko. No to trudno.

Ale co może być trudnego w zrobieniu zdjęcia złotej rybki? Nie trzeba jej czesać, ani malować, stylistka też się nie przyda i na dodatek ryba nie będzie marudzić, bo nie powie ani słowa. Nie dawało mi to spokoju, więc zadzwoniłem do agencji i zadeklarowałem, że zrobię na drugi dzień to zdjęcie. Powiedzieli, że bardzo się cieszą, ale w głosie było wyraźnie słychać ich wiarę w moje możliwości: jasne, zrobisz zdjęcie, a złota rybka potem spełni jeszcze trzy twoje życzenia…

Zacząłem od wizyty w sklepie zoologicznym. A jaka rybka pana interesuje? Taka do zdjęć, musi być fotogeniczna. Spojrzenie sprzedawcy, wyraziło głębie zainteresowanie moim zdrowiem psychicznym. W koncu, po małym castingu wybraliśmy kandydatkę, która została zapakowana w woreczek i pojechałem do studia. Kumpel wygrzebał mi w piwnicy małe akwarium i byłem już w pełni gotowy do sesji.

Nawet złota rybka musiała jednak zaczekać, aż zrobię to, co miałem zaplanowane na tamten dzień. Nim skończyłem, zrobiła się północ.
Nadal w swojej nieświadomości nie wiedziałem, co może być trudnego w takim zdjęciu. Postawiłem jeden softboks z niebieskim filtrem za akwarium, z góry poświeciłem drugim softem i oświetlenie miałem gotowe. Ryba w tym czasie nie zwracała na mnie uwagi, nawet błyski lamp, gdy ustawiałem moc, nie robiły na niej żadnego wrażenia. Gdzie więc te problemy, o których mówili mi w agencji?

Postawiłem aparat, ustawiłem kadr, co było łatwe, bo ryba ruszała się coraz mniej. Zrobiłem pierwsze zdjęcie, drugie, trzecie i nic się nie działo. A nawet przestawało się dziać cokolwiek, bo ryba najwyraźniej zasypiała. Musiałem co chwile ją budzić, pukając w akwarium. Nie była zadowolona, ale co zrobić. Pewnie zastanawiała się, za jakie grzechy musi pracować po nocy. Zrobiłem trzy szerokie filmy, w sumie 45 klatek. Wszystkie były dobre, agencja była zachwycona, a ryba trafiła w dobre ręce i przez długi czas pozdrawiała mnie przez swojego właściciela.

Nie znam się na rybach, ale przypadkowo wybrana nocna pora zdjęć, spowodowała, że modelka nie miała ochoty na szaleństwa i grzecznie siedziała w jednym miejscu. Znowu miałem szczęście.

Z pszczołami jest jeszcze łatwiej. Zwłaszcza, gdy pomaga nam pszczelarz. Zdjęcie robiliśmy do kalendarza Saint Gobain. Pomysł był ciekawy – znaleźć w naturze motyw, który jest na szkle. Poradziliśmy sobie z rybką (tym razem pożyczoną ze sklepu), potem z gekonem lamparcim). W końcu musieliśmy zabrać się za pszczółki.

Pojechaliśmy do pasieki trochę przerażeni, jak mamy sobie poradzić z tym tematem. A okazało się, że były to najłatwiejsze zdjęcia z całej serii. Dostaliśmy ładny plaster miodu (taki prawdziwy, nie do lampy), wszystko ustawiliśmy i brakowało tylko pszczół.
A ile potrzebujecie? Trzy? Ok, zaraz będą, obiecał pszczelarz. Po czym z łatwością, z jaką ja biorę do ręki kubek z kawą, złapał po kolei pszczoły, zaniósł do domu i …włożył je do zamrażalnika. W pierwszej chwili patrzyliśmy na niego z przerażeniem, ale szybko wyjaśnił nam, że pszczołom nic się nie stanie, jeśli będą w zamrażalniku tylko przez chwilę. W naturalny sposób ulegną hibernacji.

Po paru minutach wyjął i poukładał dokładnie w miejsca, które wskazałem. Po chwili pszczoły zaczęły się budzić z hibernacji i powoli ruszać. To był mój czas na zdjęcia. Po kolejnych paru minutach poleciały sobie, ale zdjęcia już były gotowe.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, porady, realizacje, sesja
komentarz

17 września 2010

| przez Artur Nyk

O ruszaniu czyli wreszcie konkretne porady

Jako, że idzie weekend, a to nie nastraja mnie ochoczo do pracy, postanowiłem trochę poleniuchować i zamiast wymyślać, co bym mógł tu mądrego napisać, postanowiłem wrzucić tu mały poradnik, który leży od dawna na moim biurku. Napisałem to tak prosto, że sam też wreszcie zrozumiałem, jak to jest z ruchem w fotografii.

Fotografia to utrwalanie ruchu. (nie zawsze, ale chciałem mieć mądry początek). Nie jest to jednak takie proste, jak się wydaje. Wyobraźmy sobie kobietę stojącą w kwitnącym sadzie. Słońce świeci jej w twarz, silny wiatr rozwiewa włosy i porusza gałęziami drzew, targa jej sukienkę. Pstryk i mamy zdjęcie. Ale tego wszystkiego nie widać. Gałęzie są nieruchome, parę kosmyków włosów sterczy w różne strony, a sukienka też przybrała jakiś dziwny kształt. Zamiast utrwalenia chwili, mamy na zdjęciu tylko bardzo krótki moment zupełnie nie oddający nastroju.

Z ruchem możemy sobie poradzić na dwa sposoby: albo go „zamrozić”, używając bardzo krótkiego czasu naświetlenia albo wręcz przeciwnie, używając długiego czasu, rozmyć go. Wszystko zależy od tego jaki ruch fotografujemy.
Jak już się pewnie domyślacie, robiąc zdjęcie w sadzie użyliśmy krótkiego czasu i zamroziliśmy wszelki ruch. Jednak efekt nie był interesujący. Dlaczego? Ruch który chcieliśmy utrwalić, był bowiem niewielki. Gałęzie poruszane wiatrem nie są tak widowiskowe, jak przejeżdzający bolid formuły 1.
W naszym przypadku będzie lepiej, jeśli użyjemy dłuższego czasu. Osiągniemy wówczas efekt następujący: kobieta na zdjęciu jest nieruchoma, tak samo pnie drzew, odległy horyzont i trawa. Gałęzie, włosy i sukienka, czyli to wszystko, co się ruszało, będzie rozmyte i jako takie jednoznacznie odbierzemy je jako ” ruszające się”.

A jak długi powinien być ten czas naświetlania?
Mamy tu dwa ograniczenia. Po pierwsze, nawet dorosły człowiek ma problem, by stać całkowicie nieruchomo. No, może strażnikom przed pałacem Buckingham się to udaje :) . Po drugie, my, trzymając aparat, mamy dokładnie taki sam problem, ciągle się ruszamy. Są na to dwa sposoby. Ci, którzy mają aparaty nowej generacji, mogą włączyć stabilizację ruchu. W skrócie działa to tak: jakieś małe żyroskopy poruszają soczewkami obiektywu lub całą matrycą przeciwnie do tego, jak my ruszamy aparatem i w sumie obraz jest nieporuszony. Drugi sposób to umocowanie aparatu na statywie. Ale, że najlepsze są te duże i bardzo ciężkie, jest to sposób dla wytrwałych.

Jeżeli więc zadbamy, by samemu się nie ruszać i poprosimy tą panią, by stała nieruchomo, możemy spróbować fotografować z czasem naświetlania 1/4 do 1 sekundy. Proponuję zrobić kilka zdjęć jedno po drugim, bo na małym ekranie aparatu trudno jest ocenić, czy efekt jest dobry, czyli ostre jest to, co ma być, a poruszone tylko to, co chcemy. Jak będziecie mieli szczęście to któraś klatka będzie dobra.
Znacznie łatwiej będzie nam osiągnąć efekt ruchu fotografując coś, co porusza się szybko, np. samochód. Tutaj wystarczy już znacznie krótszy czas, 1/8 do 1/60 sekundy. I na dodatek, możemy to zrobić na dwa sposoby.

Gdy zależy nam tylko na samym efekcie ruchu ulicznego, wycelowujemy obiektyw w miejsce , które nas interesuje i czekamy na jadący samochód. Gdy pojawia się w kadrze, robimy zdjęcie nie ruszając aparatem. No i mamy krajobraz miejski z dynamiczną plamą samochodu niewiadomej marki. Możemy też zrobić to zupełnie inaczej. Gdy samochód znajdzie się w kadrze, naciskamy spust migawki i jednocześnie ruszamy aparatem nadążając za samochodem, tak by cały czas był on w tym samym miejscu w kadrze. Nie jest to proste i trzeba mieć sporo szczęścia by udało się to za pierwszym razem. Ale jak już się uda, to widzimy na zdjęciu , że przejeżdżał Fiat 500, a w tle mamy tylko kolorowe smugi.

A teraz zastanówmy się, kiedy warto będzie zamrozić ruch. Na przykład wtedy, gdy chcemy zobaczyć, co dzieje się w momencie ruchu. Gdybyśmy chcieli zrobić zdjęcie chłopaka skaczącego do basenu i użyli długiego czasu, podobnie, jak przy zdjęciach samochodów, efekt nie będzie już taki fajny. Dlaczego? Samochód porusza się w jednym kierunku, po linii prostej. Chłopak skacząc, porusza się po łuku. Nie stworzy więc dynamicznych smug. I tu na ratunek idzie nam krótki czas naświetlania. Czas w granicach 1/500 do 1/2000 sekundy potrafi zamrozić skaczącą sylwetkę i na dodatek rozbryzgującą się wodę. Zwłaszcza woda wygląda w takich sytuacjach bardzo atrakcyjnie.

Ponieważ nie znalazłem w tej chwili zdjęcia faceta skaczącego do wody, musicie sobie w głowie zmontować ten skok i wodę na zdjęciu poniżej :) 

Wiemy już, jakich czasów migawki używać i kiedy. Ale co w sytuacji gdy aparat nie ma możliwości ustawiania ręcznego czasów? Musimy wtedy skorzystać z programów tematycznych. Aby aparat używał bardzo krótkich czasów, ustawiamy program najczęściej określony jako SPORT. Gorzej z długimi czasami, bo producenci aparatów, zwykle uznają, że nikt nie chce poruszonych zdjęć. Możemy spróbować programów do zdjęć nocnych, pilnując jednak, by była ustawiona jak najniższa czułość ISO, co powoduje wydłużenie czasu. Jeżeli nie uda nam się przechytrzyć aparatu, można jeszcze spróbować fotografować o zmierzchu. Wtedy aparat musi wydłużyć czas bo jest dosyć ciemno. Pamiętajmy tylko o wyłączeniu lampy błyskowej.

Teraz ogłaszam mini ankietę z nagrodami. Pytanie brzmi, czy ktoś coś z tego zrozumiał :) I czy mam kiedyś jeszcze coś takiego napisać. Jeżeli uważacie, że takie banały każdy już wie od dawna, nagrodą będzie moja deklaracja: już nigdy nie będę się starał pisać mądrze :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, sprzęt, warsztaty
komentarz
← 1 … 7 8 9 10 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close