×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

Apple

15 października 2011

| przez Artur Nyk

Agencje wspominają Steva…

Z tego, jak wielki wpływ na nasze życie miał i nadal ma Steve Jobs, nie wszyscy zdają sobie sprawę.  Wiele osób pewnie nigdy tego nawet nie zauważy. Natomiast środowisko grafików i agencji reklamowych to już inna sprawa. Tu nawet, jeśli chłopaki nie pracują na Makach (dziewczynki też :)), to zdają sobie sprawę z wpływu Apple i Steve’a na rozwój sprzętu i oprogramowania.

Nie dziwi mnie więc, że wiele agencji postanowiło oddać mu hołd. Nie chcę tu rozstrzygać, na ile było spowodowane to potrzebą serca, a na ile marketingiem….
Prace, które powstały, docierają chyba do każdego fana Apple… Często jest to  genialnie proste wykorzystanie infografiki znanej z Maków. Zestawienie wszystkich prac możecie zobaczyć na tym 
blogu.

Te zrobiły wrażenie na mnie.

Advertising Agency: DDB, Cairo, Egypt
Creative / Art work : Muhammad Salah

Advertising Agency: Leo Burnett Colombia
Copywriter: Marvin Leiva
Art Director: Jorge Valencia
Advertising Agency: San José, Costa Rica
Creative Director: David Carvajal
Art Director / Copywriter: David Carvajal

Advertising Agency: ACTIF Advertising Agency, Costa Rica
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple
komentarz

6 października 2011

| przez Artur Nyk

Steve Jobs…

To była pierwsza informacja, jaką usłyszałem dzisiaj. Zaskoczyłeś nas Jobs…. Niestety.

O Apple usłyszałem po raz pierwszy w latach 80-tych na lekcjach informatyki od naszego nauczyciela, który miał takie same nazwisko, jak współtwórca marki, czyli Woźniak. Po kilku latach, gdy zaczynałem pracę, znowu natknąłem się ma Maki w agencjach reklamowych. Zdążyłem już wtedy zapomnieć wszystko, co nauczyłem się w szkole i komputery znowu były dla mnie czarną magią, skok technologiczny na początku lat 90-tych był olbrzymi. Ale mimo tego na Makach potrafiłem zrobić proste operacje, kierując się tylko intuicją.
Do kupna pierwszego własnego Maka przekonał mnie Aperture. Śledziłem ten program od pierwszych zapowiedzi i automatycznie zacząłem czytać o komputerach. Pamiętam do dziś, jak z fascynacją oglądałem stronę Apple i odkrywałem, jak dobrze może być zaprojektowany interface i jak ładnie może to wyglądać. Teraz jestem wielkim fanem lub, jak mówią ludzie, którzy nie lubią tej marki, wyznawcą Apple. Nie wiem, ile osób przekonałem do używania urządzeń z jabłkiem? Sporo. Nigdy nie musiałem ich specjalnie przekonywać, po prostu pokazywałem, jak działa Mak, Aperture, iPhone.

Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że Apple jest lepsze. Nie zależy mi na tym. Wystarczy, że mnie i wielu innym osobom Steve bardzo ułatwił życie i za to bardzo mu dziękuję.
Czytam na forach wypowiedzi wielu osób i czuję to, co one. Smutek, jakby odszedł ktoś bliski..
Od dzisiaj nazwa iPhone 4S jest tłumaczona jako For Steve.

Jedna z najnowszych funkcji systemu Apple to iCloud. Ma ruszyć oficjalnie za kilka dni. Steve chciał chyba sam wszystkiego dopilnować z góry… Powodzenia Steve…

Zobaczcie jeszcze ten film, warto.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple
komentarz

7 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Aperture ważniejszy niż aparat

Chyba już zorientowaliście się, że lubię Aperture. Ten program był powodem mojego przejścia na maki, a teraz już nie wyobrażam sobie pracy ze zdjęciami bez Aperture. Początki nie były łatwe, pierwsza wersja, chociaż już miała dużo fajnych bajerów, nie była mistrzem wydajności. Ta poprawiła się mocno w wersji 2,  a Aperture 3 to już rewelacja.

Ale mnie na początku największą trudność sprawiła kompletnie inna filozofia pracy w tego typu programie. Wcześniej miałem na pececie prostą przeglądarkę IrfanView (całkiem fajną zresztą), a wszystkie operacje na RAWach robiłem albo w programach Canona, albo w Photoshopie.
Wszystkie zdjęcia trzymałem w katalogach systemowych, osobno RAWy, osobno tiffy i jpgi. W jednych katalogach miałem duże obrobione zdjęcia, w drugich pomniejszone do wysyłania mailem. Każde zdjęcie było fizycznie obecne na dysku i miałem do niego dostęp z poziomu systemu. Uważałem to za całkiem normalny sposób trzymania zdjęć na kompie. Oczywiście miało to wiele wad, nie było łatwo znaleźć konkretnego zdjęcia, a wiele z nich miałem w kilku miejscach jednocześnie, co zajmowało niepotrzebnie miejsce na dysku. Teraz nie śmiejcie się. To wszystko było w czasach, gdy mój komputer miał dysk 20 GB… Jakoś dawałem sobie radę :)

Gdy przeszedłem na Aperture, wydawało mi się dziwnym pomysłem, by wrzucać wszystkie zdjęcia do biblioteki programu, gdzie nie miałem do nich normalnego dostępu inaczej, jak przez Aperture. Ponieważ jest możliwość, by zamiast importu zdjęć do biblioteki, korzystać z normalnej struktury plików, wybrałem taką opcję. Wytrwałem w ten sposób może z miesiąc. Bałagan, jaki zrobiłem w ten sposób, był ogromny. A wszystko z powodu braku konsekwencji. Bo zamiast korzystać tylko z programu, to raz robiłem coś w Aperture, a raz bezpośrednio z poziomu systemu. Generalnie powstał tak wielki chaos, że nie miałem już innego wyjścia, musiałem zawierzyć idei jednej biblioteki.

Przez pewien czas było to dziwne, ale już po tygodniu zrozumiałem, jak to wszystko działa i z każdym dniem przekonywałem się już coraz bardziej. Nie musiałem już mieć dwóch tych samych zdjęć w dwóch katalogach, jeśli nie mogłem się zdecydować, do jakiej kategorii je zakwalifikować. Nie musiałem też trzymać miniaturek, bo te robiły się dopiero w trakcie eksportu.
To była druga dziwna na początku dla mnie zasada. Zdjęcia zawsze mają w Aperture oryginalne rozmiary i dopiero w momencie, gdy chcemy je wysłać na zewnątrz, decydujemy, jaki mają mieć format i rozmiar. Ta genialna zasada pozwala dowolnie modyfikować wygląd zdjęcia aż do momentu gdy będziemy zadowoleni, a jednocześnie mamy ciągle jeden oryginalny plik. Wszystkie operacje bowiem są robione w sposób nieingerujący w oryginał, czyli w każdym momencie mogę zmienić dowolne ustawienie koloru, ekspozycji, kontrastu, krzywych itd. Mogę też tworzyć dziesiątki wersji tego samego zdjęcia, fizycznie mając na dysku ciągle tylko jeden plik.
Tego typu funkcji usprawniających pracę, są tam dziesiątki. Szkoda, że Apple nie płaci mi za reklamę, bo mógłbym być świetnym ambasadorem Aperture :) Przy okazji to chyba najtańszy program tego typu, w App Store kosztuje 63 euro.

Nieskromnie dodam, że niedługo będę prowadził szkolenie z Aperture w Warszawie :) Uwielbiam opowiadać o nim, gdybym miał przestać fotografować to tylko po to, by szkolić z Aperture :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, porady, warsztaty
komentarz

23 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Wiosenny portret

Są Święta, nie można się przemęczać. Zamiast wymyślać kolejny temat na dzisiejszy wpis, postanowiłem się sfotografować w pięknych okolicznościach przyrody w towarzystwie dwóch urządzeń, bez których mój blog by nie istniał. Jak widzicie na zdjęciu, w jednej ręce trzymam mojego macbooka, a w drugiej ajfona. I wszystko to na tle iTrawnika, gdzie rosną iStokrotki.

Wiem, potrzebuję zdecydowanie iOdpoczynku :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, do kawy
komentarz

22 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Na słońcu

Dzisiaj po raz pierwszy piszę posta na świeżym powietrzu. Od dawno mi się marzyło takie mobilne wykorzystanie laptopa, przecież do tego są podobno stworzone.
O, jak cudownie usiąść na słońcu z laptopem na kolanach, wygrzewać się, cieszyć się zielenią, śpiewem ptaków.

Gdyby tak jeszcze było coś widać na tym cudownie nowoczesnym błyszczącym ekranie!!! Od początku byłem przeciwny takim wynalazkom. Rozumiem, że zdjęcia wyglądają na takim ekranie na bardziej nasycone i kontrastowe. Ale to wszystko pod warunkiem, że w pomieszczeniu gdzie siedzimy, nie jest zbyt jasno. Wprawdzie Apple mówi, że jasność matrycy jest „wystarczająca”. No tak, wystarczy bardzo chcieć to coś się tam zobaczy…
Ale dlaczego w profesjonalnym komputerze nie mogę mieć do wyboru, czy chcę matową, czy błyszczącą matrycę? W MBP 15″ Apple pod wpływem narzekań ludzi dał taką możliwość wyboru, a w 13″ już nie.
A ja nie chcę 15″ laptopa, mniejszy jest dla mnie idealny. Wygląda więc na to, że jestem skazany na siedzenie w studiu lub w cieniu.
A może da się zmatowić ekran bardzo drobnym papierem ściernym? :)

Tyle widziałem w trakcie pisania. Najlepiej widoczny jest kurz :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, do kawy
komentarz

19 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Dwie sety czyli ciągle nie tak dużo

Tak Moi Drodzy, to już dwusetny dzień, jak przedzieracie się przez moje posty. Z niezmiernym zdziwieniem obserwuję, że zamiast zmniejszającej się liczby odwiedzin, jest wręcz odwrotnie. Bardzo mnie to cieszy i wciąż dyscyplinuje do codziennego pisania. Nie powiem, czasem ma ochotę zrobić sobie wolne albo przynajmniej wykpić się dwoma zdaniami.
Ale gdy już zaczynam pisać to zwykle nie mogę poprzestać na byle czym :)

Dzisiaj mam do Was wszystkich pytanie i to nie jedno. Nawet do końca nie wiem, co stało się, że tak wciągnąłem się w pisanie. Moja polonistka byłaby pewnie ze mnie dumna.  Proszę, napiszcie mi w komentarzach, co sprawia, że codziennie albo raz na kilka dni czytacie moje posty. I bardzo chętnie dowiedziałbym się, co chcielibyście przeczytać na moim blogu :)

Mam w głowie cały arsenał pomysłów. Od prastarych historii z mojego życia, przez luźne przemyślenia o najróżniejszych, najważniejszych na świecie sprawach typu, jaki telefon jest najlepszy i dlaczego jest to iPhone, aż po testy sprzętu, którego używam i opisy, jak zrobiłem konkretne zdjęcie.
Wystarczy poprosić i już będziecie zasypani tekstami na dany temat :)

Mój następny cel to oczywiście trzy sety, a potem, kto wie… Może nawet podejmę wyzwanie z Chuckiem Norrisem o to, kto szybciej zapisze cały Internet. Dwa razy.

Choć sam nie wiem, w jaką stronę pójdzie mój Codziennik, to jedną rzecz mogę obiecać na 100 %. Na pewno nie spoważnieję. To nie wchodzi w grę. Nadal też nie będzie żadnych reklam. Oczywiście poza tekstami niesponsorowanymi na temat Canona i Apple. Obie te firmy pewnie nigdy mi nie zapłacą ani grosza za ewangelizację na ich rzecz, skoro i tak to robię za darmo :)

Bardzo mnie jednak cieszy gdy ktoś nie zgadza ze mną i przekonuje mnie, że jednak nie mam racji. To tylko zachęca mnie do zwiększonego wysiłku i wymyślenia kolejnych argumentów. No bo przecież mam rację, prawda? A może nie? Czytam uważnie każdy komentarz i zawsze staram się wsłuchać się w argumentację, która nie zgadza się z moimi tezami.
Najważniejsze jest zawsze dla mnie, byście komentowali i zostawiali swoje opinie. Chcę wiedzieć, co myślicie i co chcielibyście u mnie przeczytać. Ostatnio ktoś mi przysłał maila z pytaniem, dlaczego używam tego sprzętu, a nie innego, skoro on uważa, że jest lepszy. Odpisałem grzecznie, że nie ma racji. Przecież wiem, co jest dobre. Dobry sprzęt, to ten, który ja lubię. Jeżeli więc szukacie obiektywnych opinii, to czekam na pytania :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, Canon, foto mądrości
komentarz

17 lutego 2011

| przez Artur Nyk

RAW czyli coś jest nie tak

Gdy kupiłem moją pierwszą cyfrę, a był to Canon 10D, z przerażeniem zobaczyłem, że nie zapisuje plików tiff. No jak to? Przecież miał to być model półprofesjonalny, nie ma tiffów? Są tylko zwykłe jpgi i jakiś dziwny RAW….
Wczytałem się w instrukcję i po chwili z wielką nieufnością rozpocząłem próby z tym dziwnym formatem. Po kilku dniach wiedziałem już, że RAW to największy wynalazek od czasu kolorowej fotografii.

Zgadza się, kupując pierwszą cyfrową lustrzankę, nie wiedziałem na ten temat prawie nic. Miałem styczność z compactami o zawrotnej rozdzielczości 4 Mpix, które pozwalały na karcie zapisać dwa tiffy, bo więcej się nie mieściło. Zresztą i tak po zrobieniu tych zdjęć, padały baterie.
W tamtym czasie wpadł mi do ręki Canon D30 ( nie mylić z późniejszym 30D ), pierwsza chyba lustrzanka Canona o rozdzielczości 3 Mpix !!! Ale to była pierwsza cyfra, która pracowała, jak prawdziwy aparat. Byłem nim tak zachwycony, że postanowiłem rozpocząć cyfrową przygodę.

Ale wróćmy do RAWu. Pierwsze oprogramowanie Canona pozwalało na podstawowe operacje: korekcja ekspozycji, kontrastu, nasycenia koloru, jasności i balansu bieli. Niby nie dużo, jednak wtedy wydawało mi się, że to niesamowite możliwości. Potem było już tylko coraz lepiej. Każdy kolejny model przynosił dużą poprawę jakości obrazu, a razem z nim pojawiało się coraz lepsze oprogramowanie. Canon wypuścił DPP (Digital Photo Professional), czyli profesjonalny edytor RAWów. Wtedy odkryłem, że RAW kryje jeszcze większe możliwości. Photoshop rozwijał Camera Raw, ale prawdziwy przełom nastąpił, gdy Apple wypuścił pierwszą wersję Aperture. Gdy zobaczyłem demonstrację możliwości (tak skromne, jak na dzisiejsze warunki), to byłem w siódmym niebie. To, jak wiele można było zrobić z jednym plikiem i jak łatwo i szybko, było dla mnie prawdziwym szokiem. Potem Adobe zrobił wersję beta swojego Lightrooma, dziwnie przypominającego Aperture :) Adobe wpadł wtedy na genialny pomysł. Pozwolił na bezpłatne używanie bety przez kilka ładnych miesięcy, a potem na kupno stabilnej wersji z dużą zniżką. Manewr godny wytrawnego dealera, który rozdaje najpierw darmowe próbki, a potem, gdy klient wpadnie w nałóg, każe płacić :)
Równolegle rozwijały się na poboczu Capture One i Bibble. Oczywiście Nikon też miał swoje programy, ale w przeciwieństwie do Canona, dawał tylko wersje demo, co nie przysporzyło mu zwolenników.

Tak w wielkim skrócie przebiegał rozwój oprogramowania wywołujących RAWy. Z czasem uzmysłowiłem sobie, jak wielką zaletą RAWu jest sposób jego zapisu. Gdy robimy jpg, procesor aparatu przetwarza obraz z matrycy według zapisanych w pamięci procedur, a następnie kompresuje i zapisuje na karcie. Gdy robimy RAW, na karcie zapisujemy pełny zrzut danych z matrycy. Procesor nie poprawia nic.
Dopiero w procesie wywołania pliku możemy zdecydować, jak zdjęcie ma wyglądać. Całkiem podobnie, jak kiedyś wywołując zdjęcia analogowe. Wtedy wybierając chemię i papier mogliśmy wpływać na jakość zdjęcia. Gdy pojawiał się nowy, lepszy papier, mogliśmy osiągnąć lepszy efekt.
I dokładnie tak samo jest z RAWem. Nowa wersja oprogramowania może pozwolić na wyciągniecie z pliku nowych informacji, zmniejszenia szumów albo poprawienia koloru.
Różnice mogą być naprawdę duże. Widzę to na przykładzie moich starych zdjęć, gdy okazuje się, że dzisiaj potrafię tę samą fotografię wywołać znacznie lepiej, niż kiedyś. A to oznacza, że za kilka lat może będę mógł wyciągnąć z plików informację, których dzisiaj nie mogę. To genialna właściwość RAWów.

Gdy rozmawiam z ludźmi na warsztatach, okazuje się, że mało kto pracuje na RAWach. A bo zajmują dużo miejsca, a bo wyglądają gorzej, a bo są problemy z odczytaniem w Windowsie itd. Zgadza się, że robienie jpgów wydaje się łatwiejsze. Pliki są małe i od razu wyglądają dobrze.
Gdy byłem kiedyś na krótkim wyjeździe i jako jedyny miałem lustrzankę, to było mi trochę wstyd pokazywać na wyświetlaczu aparatu moje zdjęcia. Po prostu wyglądały znacznie gorzej, niż te z malutkich compactów. Co z tego, że moje fotografie po wywołaniu będą znacznie lepiej wyglądały, skoro ich zdjęcia od razu były dobre. Po co spędzać czas na siedzeniu przy komputerze?

Tak na prawdę są tylko dwa rozwiązania. Albo jesteś profesjonalistą i wtedy robisz RAW albo amatorem i wtedy jpg ci wystarczy. No chyba, że jesteś profesjonalistą, który lubi ryzyko i robisz jpgi, które będą dobre albo nie. Albo jesteś amatorem, który myśli poważnie i wtedy robi RAWy. Albo jesteś leniwym amatorem, któremu nie chce się myśleć w trakcie fotografowania i robisz RAWy, a potem dopiero przy wywołaniu korygujesz błędy. Albo jesteś leniwym profesjonalistą… patrz wyżej.

To właśnie bardzo duża tolerancja na błędy naświetlenia, czy ustawienia balansu bieli, jest kolejnym argumentem na rzecz RAWu. Można pozwolić sobie na spore błędy, a potem wszystko poprawić. Idealna sprawa.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. Każdy program do wywoływania RAWów robi to inaczej. Dlatego wybór odpowiedniego programu jest bardzo ważny. Czasem może mieć większe znaczenie, niż sam aparat. Warto sprawdzić kilka programów i zobaczyć, co będzie wam najlepiej pasować. Możliwa jest też sytuacja, że w zależności od rodzaju oświetlenia, raz lepszy będzie jeden program, a innym razem drugi.
Bez względu na wszystko, zawsze jednak zachowajcie RAWy zdjęć, na których wam zależy. Może za 10 lat z kompletnie ciemnego zdjęcia wyciągniecie wszystkie szczegóły?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, Canon, Photoshop
komentarz

16 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Wreszcie nowa zabawka

Dzisiaj dotarł do mnie wreszcie kurier z malutką paczuszką jabłek, a właściwie tylko z jednym małym jabłkiem. Dwa dni temu pisałem o swoich wątpliwościach co do iPada, nigdy ich jednak nie miałem w stosunku do iPhona.
Mój poprzedni telefon przeżył dużo, zaliczył wiele lotów z bardzo twardym lądowaniem i ciągle dobrze się trzymał. Jednak niecierpliwie czekałem na nowy ze względu na jego znacznie lepszy aparat z funkcją HDR. Możecie w najbliższym czasie liczyć, że znowu pojawi się na blogu całe mnóstwo zdjęć z iPhona, a może nawet i filmów. Jak zwykle nowy aparat zawsze mobilizuje do większej aktywności fotograficznej :)

Ponieważ musiałem wymienić kartę sim, odwiedziłem sklep operatora i przy okazji wdałem się w rozmowę ze sprzedawcą. Pan był bardzo miły, chętny do wyjaśnień i pomocy. Długo mnie przekonywał, że iPhone jest w sumie całkiem dobry, tylko wielką wadą jest brak możliwości założenia innego systemu, a zwłaszcza Androida. To trochę tak, jakby ktoś mnie przekonywał, że kombi to fajny samochód, szkoda tylko, że ma duży bagażnik.
Gdybym kupował telefon ze względu na wygląd, aparat, pojemność baterii, to pewnie obejrzałbym wiele modeli i kupił jakiś lepszy od iPhona. Tylko, że ja kupiłem go pomimo tego jak wygląda, a głównie dla systemu. To właśnie system sprawia, że korzystanie jest przyjemne i łatwe.

Zresztą, każdy wybiera to co lubi, o gustach się nie dyskutuje. Nawet disco polo ma swoich fanów.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple
komentarz

13 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Na co komu iPad?

Przeczytałem właśnie u M@kowca ciekawy artykuł o iPadzie. Jak absolutny wielbiciel wszystkiego z nadgryzionym jabłkiem, niestety muszę przyznać mu rację. Mimo, że długo myślałem nad tym, do czego mógłby mi przydać się tablet, to nie znalazłem żadnego rozsądnego powodu, by go posiadać.
A w tym myśleniu aktywnie pomagali mi inni wielbiciele Apple.

Miałem już iPada kilka razy w ręce, urządzenie jest piękne, zdjęcia ogląda się świetnie, nawigacja po ekranie też mi bardzo pasuje. Ale co by tu z nim zrobić? Laptopa mi nie zastąpi z dwóch powodów. Po pierwsze 10 calowy ekran jest za mały, by używać tablet jako komputer do podglądu na sesji. Po drugie, co jeszcze bardziej istotne, nie mogę odpalić na nim Aperture. I tu mógłbym skończyć roztrząsanie powodów do posiadania iPada.

Zastanawiałem się, czy tablet to nie świetne urządzenie do prezentacji swojego portfolio. No, teoretycznie, nadawałby się. Tylko, że laptop jest w tym równie dobry. A nawet lepszy, bo pomijając już większy ekran, nie muszę cały czas go trzymać w ręce w trakcie pokazu slajdów.
iPad jest stworzony do mobilnego korzystania z internetu. Ale jeżeli mam go nosić ze sobą, by raz na jakiś czas sprawdzić maile w trakcie chodzenie  po mieście, to znacznie lepiej do tego celu nadaje się iPhone.
Można też na nim czytać książki. Ale w domu wolę tradycyjne, drukowane, a w podróży znowu wystarcza mi iPhone, mały ekran nie przeszkadza mi wcale.
Oglądanie filmów? Oczywiście, że na iPhonie nie będzie to tak komfortowe, ale da się. A w podróży, czy na wakacjach, laptop będzie bardzo dobry.

Oczywiście iPad kosztuje dwa razy mniej niż mój MacBook Pro 13″. Gdybym nie potrzebował mocnego komputera do pracy na sesjach, to iPad byłby pewnie idealnym wyborem jako domowy i mobilny komputer. A tak muszę niestety przyznać, że ten piękny tablet jest dla mnie bezużyteczny…
Sam nie wierzę, że to piszę. Muszę jeszcze raz się zastanowić, może znajdę jakiś mądry powód, by go kupić?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple
komentarz

5 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Mity i kity

Trafiłem dzisiaj na test iPad kontra Galaxy Tab, zacząłem czytać, ale potem znacznie bardziej zainteresowały mnie komentarze. Zastanawiam się, czy w innych krajach trwa podobna walka fanów i zaciekłych przeciwników Apple? Czy to może tylko nasza polska specyfika?

Od kilku lat pracuję na makach, znam je od lat kilkunastu, mogę więc śmiało na ich temat się wypowiadać. Nigdy natomiast nie miałem do czynienia z Windows 7 czy Vistą.  Nie mogę w związku z tym ogłosić wszem i wobec, że OS X jest lepszy od Windows 7. Szczerze mówiąc, w ogóle mnie to nie interesuje. Jeżeli Windows 7 jest lepszy to gratuluję wszystkim użytkownikom, jednak nadal nie ma to dla mnie znaczenia, bo go nie używam i nie mam takiego zamiaru.

Czytając komentarze tego testu, po raz kolejny stwierdziłem, że Polacy uwielbiają dowodzić innym swojej racji i to za wszelką cenę. Najlepsze jest jednak to, że wcale nie trzeba znać argumentów przeciwnika, by dowodzić swojej racji. Wystarczy wiara we własne przekonania, by napisać : Sony/Samsung/HTC/cokolwiek rządzi i wolę go niż to badziewie z jabłkiem ( choć prawdziwy troll napisałby „japkiem”).
Fani Apple, choć zwykle rzadziej biorący udział w tych wojenkach, też czasem dadzą się ponieść emocjom i dla równowagi mieszają z błotem windziarzy. I wszyscy się nakręcają.

Nie wiem, ile osób zdaje sobie sprawę, jak mało wiarygodne mogą być komentarze w przypadku takich testów. Artykuły typu „A kontra B” czytamy w dużej mierze gdy jesteśmy zainteresowani kupnem jakiegoś sprzętu i albo szukamy konkretnych informacji, albo potwierdzenia dla już dokonanego wyboru.
Zaryzykowałbym nawet, że głównie to potwierdzenia szukamy, bo na coś już mamy ochotę i tylko ktoś musi nam powiedzieć: Tak, masz rację, to jest najlepszy wybór.
Czytamy więc komentarze, wyszukując głownie te, które nam odpowiadają. Przeciwne pomijamy lub lekceważymy (oni się nie znają…).
Ten bardzo prosty mechanizm wykorzystują producenci i agencje reklamowe, zatrudniając ludzi, którzy zajmują się tylko wypisywaniem pochlebnych komentarzy. Czasem są bardzo proste: „Mam A od miesiąca i jest rewelacyjny”, czasem korzystają z innych mechanizmów : „Ten B jest fajny, miałem go, ale jak zamieniłem na A, to jestem teraz bardziej zadowolony”.

Sam znam ludzi, którzy w ten sposób pracują. Oczywiście, żadna agencja się do tego oficjalnie nie przyzna. Sądzę, że niestety ten rodzaj oddziaływania na potencjalnego klienta będzie się rozwijał i może kiedyś dojdziemy do momentu, że komentarze będą wystawiać tylko pracownicy zwalczających się firm :)

Ja, podejmując jakieś decyzje zakupowe, opieram się wyłącznie na opiniach znajomych i własnych doświadczeniach. Albo na zaufaniu do marki. Wiem, że jak kupię kolejnego Canona to nie będę musiał siedzieć tydzień na instrukcją obsługi. Wiem, że gdy Apple wypuści nowy system, to będę z niego zadowolony.

Każdy z nas zapytany, czy ulega reklamie, powie oczywiście, że nie. Niestety, nie jest to takie proste.
Też zawsze myślałem, że znając mechanizmy, jakie nią rządzą, nie dam się sterować.
A przecież przed chwilą napisałem o zaufaniu do Apple i Canona. Stałem się wyznawcą filozofii, które te firmy stworzyły i tak długo, jak jej nie zmienię, będę wiernym użytkownikiem ich sprzętu. Cóż, uległem jednak i wpadłem w ich sieć. I jest mi z tym dobrze :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, Canon, sprzęt, test
komentarz
← 1 2 3 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close