×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

Mamiya

17 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak to zrobiłem czyli jak wywołać wypadek

Ostatnio przeglądając zdjęcia, wpadło mi w oko jedno stare zdjęcie. Robiłem wtedy w różnych plenerach sesję dla firmy produkującej tkaniny. Same tkaniny nie były łatwe w fotografowaniu, bo w większości były to grube materiały obiciowe.
Jedno ze zdjęć wyobraziłem sobie na wielkiej łące, którą zapamiętałem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. W rzeczywistości okazało się, że nie jest to łąka, a pole z młodym zbożem. Wyszedł na jaw brak biologii w mojej szkole…

Pole miało jedną wielką zaletę, było na lekko wznoszącej się równinie, dzięki czemu było go więcej w kadrze. Naszą modelkę Bożenę, ubraliśmy w suknię z tkaniny i postawiliśmy na środku pola. Aby uzyskać małą głębię ostrości, założyłem do mojej mamiya najdłuższy obiektyw jaki miałem czyli 210 mm. Musiałem  stanąć więc dosyć daleko od Bożeny, cała ekipa też stała koło mnie.

A teraz wyobraźcie sobie, że jedziecie samochodem z przeciwnej strony. Wzdłuż pola rosły drzewa i gęste krzaki, była jednak jedna przerwa, tak około 20 m. Z samochodu jadącego z naprzeciwka, widać było nagle półnagą dziewczynę stojącą samotnie w zbożu… Nic dziwnego, że wszystkie samochody ostro hamowały i bardzo powoli przejeżdżały obok. Nas zauważali dopiero na końcu :)

Zdjęcie jest oryginałem, czyli skanem ze slajdu bez żadnej obróbki. To coś, co wygląda jak kurz na matrycy, to muchy, które obsiadły tkaninę i są poza głębią ostrości. Dzisiaj wiele rzeczy bym poprawił na tym zdjęciu, nim zobaczyłby to klient. Wtedy szedłem na prezentację z podświetlarką i lupą do oglądania :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz

19 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Nowy Canon nadchodzi

Sam nie wiem, czy się cieszyć, czy smucić… Jako fan Canona powinienem być zachwycony już z samych zapowiedzi nowych zabawek. Wiem, że jak tylko nowy model pojawi się na rynku, zacznę zauważać różne niedociągnięcia i niedogodności mojego aparatu. Pogorszy się ostrość obrazu, kolory będą jakieś takie słabe, uchwyt zrobi się trochę niewygodny… (o ile w nowym aparacie będzie inny uchwyt).

Jednym słowem, zacznę szukać pretekstu do kupienia nowego Canona. Wiem, że tak będzie, bo dokładnie tak było ostatnio. Gdy tylko zacząłem realnie myśleć o zmianie aparatu, to od razu moi klienci zaczęli się dopytywać, czy plik z mojego starego aparatu będzie dostatecznie dobry do ich potrzeb.

Teraz jednak jestem tak zadowolony z jakości obrazu, że następnym etapem dla mnie jest jakość, jaką oferują średnie formaty. Mówię o przystawkach, jakie pojawiły się w ostatnich kilku latach o rozdzielczościach 40- 60 Mp i 16 bitach na kolor.
A jeżeli taką jakość będzie mógł zaoferować nowy Canon 1Ds mk4 ? Na Canonrumors możemy przeczytać o coraz większej ilości przecieków na ten temat. Wszystko wskazuje na to, że matryca ok. 40 Mp jest bardzo realna. Jeżeli zrobią taką matrycę to i 16 bitów na kolor też jest możliwe.
Producenci średnich formatów zawsze chwalili się, że ich aparaty są lepsze ze względu na obiektywy, które przenoszą większe rozdzielczości. A robią to dlatego, bo mają fizycznie większe wymiary. To chyba oczywiste, że większe szkło pozwala na przeniesienie lepszego obrazu. Ale czy aby na pewno tak jest? Czy rzeczywiście obiektywy średnioformatowe mają większe szkła? Wyciągnąłem z szafki jedyny obiektyw z Mamiya’i jaki mi pozostał, Sekor 150/3,5 N i porównałem go z Canonem 70-210/4 L IS.
Ponieważ Sekor jest krótszy, postawiłem go na pudełku, aby tylne soczewki były na tym samym poziomie, zobaczcie sami, jak to wygląda :

Canon jest oczywiście po lewej stronie. Widzicie jakieś różnice w wielkości soczewek?

Analogicznie można by stwierdzić, że z soczewki wielkości główki od szpilki nigdy nie da się uzyskać dobrego obrazu. A przecież właśnie patrzycie na zdjęcie zrobione ajfonem (mocno zmniejszone już).
Jeżeli macie wiedzę na temat fizycznych właściwości soczewek to piszcie w komentarzach. Może jest jakieś uzasadnienie dla średniego formatu, coś, co sprawi, że mały obrazek nigdy nie dogoni większego brata? A może nie ma…
Czekają nas ciekawe czasy, jeśli Canon dogoni średni format…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Mamiya, sprzęt
komentarz

1 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Jest zapytanie o 2000 zdjęć!!!

Ale nie cieszcie się tak, konkurs jest już rozstrzygnięty. Zresztą i tak nie mielibyście szans go wygrać. Ale od początku….

Dwa tygodnie temu znajoma podesłała mi link do zapytania na zdjęcia. Przeczytałem szybko i od razu stwierdziłem, że sprawa jest duża. Śląska Organizacja Turystyczna szuka wykonawcy 2000 fotografii do 6 przewodników krajoznawczych, prezentujących walory turystyczne województwa śląskiego.
2000 zdjęć!!! Wstępny podział mówił, że 30% zdjęć to będą krajobrazy w 4 porach roku, 20% to krajobrazy i atrakcje z wizerunkiem turystów i 50% to budynki, muzea z zewnątrz i wewnątrz.

600 zdjęć trzeba wykonać w 4 porach roku. To już brzmi groźnie, a więc w pewne miejsca pojedziemy kilka razy. Nie wiemy oczywiście, ile realnie lokacji składa się na 2000 zdjęć, ale przyjmijmy założenie, że średnia odległość od jednej lokacji do drugiej to 10 km. Myślę, że biorąc pod uwagę, że trzeba gdzieś pojechać, a potem wrócić, że trzeba czasem pojechać ponownie, bo pogoda się załamała itd, to są to i tak bardzo ostrożne szacunki. Daje nam to więc 20.000 km. Przy średnim spalaniu 7l / 100km i cenie paliwa 5 zł, jest to kwota 7000 zł. To pierwszy koszt.
Czytam dalej. Teraz o parametrach technicznych. Foty zrobione cyfrą muszą mieć minimum 5000 pikseli po dłuższym  boku. Ok, to byłbym w stanie zapewnić. Ale przy 300 dpi ma wyjść z tego format B1. Co??? To jakaś bzdura! Nie ma szans, by plik mógł spełnić te dwa wymagania jednocześnie.

Kolejny wymóg to aparat średnioformatowy. No cóż, no to już nie spełnię wymagań. Idźmy dalej. 20% zdjęć ma być zrobionych obiektywem 17mm. Co????? 17mm do średniego formatu? Nie słyszałem o takim obiektywie! Kolejna bzdura, która potwierdza moje przypuszczenia, że ludzie tworzący warunki tego zapytania nie mają pojęcia, o czym piszą.  Na szczęście po kilku dniach ktoś się zorientował i zmieniono wymóg na 28mm. Przynajmniej taki obiektyw istnieje.

Zdjęcia mogą też być zrobione na slajdach minimum 6 x 4,5 cm (no to już prawie wracam do gry, Ola ciągle ma Mamiya’e), a najlepiej 6 x 9 cm (przypomniałem sobie, w której walizce leży moje Cambo).
Postarajmy się teraz teoretycznie policzyć koszt zrobienia tego zlecenia na slajdach w wersji minimum czyli 6 x 4,5 cm. Nie mam pojęcia, ile teraz kosztuje film i wywołanie, więc posłużę się cenami, jakie pamiętam z czasów, gdy pracowałem na filmach. Średnia cena dobrego slajdu to było 15 zł, wywołanie również 15 zł. Czyli mamy 30 zł za 15 klatek. Nigdy nie robiłem bracketingu mniejszego niż 3 klatki. Czyli mamy 30 zł za 5 zdjęć, co daje nam kwotę 12.000 za całość zlecenia. Obawiam się jednak, że dzisiaj ceny poszły do góry. A skanowanie?

Można oczywiście zrobić to na średnioformatowej cyfrze. Ile jest takich aparatów w Polsce? Nie liczmy najstarszych przystawek 16Mp ( 4048 x 4048 px ), które nie spełniają wymagań klienta. Ja znam dwie osoby, które mają taki sprzęt i obaj są z Warszawy. Obaj też na pewno nawet nie pomyśleliby o takim zleceniu.
Jaki jest koszt takiego sprzętu? W zależności od producenta, trzeba liczyć się z kwotą rzędu od 50.000 zł wzwyż (za aparat i dwa-trzy obiektywy) i nadal są to bardzo ostrożne szacunki. 80.000 – 100.000 zł jest o wiele bardziej realne.

Teraz kolejne czynniki, które komplikują całość. Pierwszy i najważniejszy to pogoda. Jak dużo jest w ciągu roku pogodnych dni, kiedy słońce świeci pięknie, a niebo jest prawie bezchmurne? Raczej mało. A to przecież idealnie warunki do fotografii architektury i pejzażu (również ten wymóg dobrego oświetlenia jest zapisany w zapytaniu). Jeżeli teraz jeszcze weźmiemy pod uwagę, że każdy obiekt wymaga oświetlenia o konkretnej porze, to tylko mamy kolejne problemy.

Wymagane są zdjęcia z turystami. A co z prawami do wizerunku? Może część zdjęć da się zrobić tak, by postacie były daleko i były nierozpoznawalne. Ale trzeba brać pod uwagę, że nie zawsze tak się uda. Trzeba więc podpisywać umowy z ludźmi, a może i czasem zapłacić za prawo do wykorzystania wizerunku. Ja nie zaryzykowałbym procesu o bezprawne wykorzystanie czyjegoś wizerunku.

Wiele obiektów to miejsca, gdzie wcześniej trzeba się umówić, dostać zezwolenie na zdjęcia wewnątrz itd. A to oznacza czas, jaki trzeba na  to poświęcić. No właśnie, czas.
Na wykonanie całości zlecenia klient daje czas do 20 grudnia 2012 r. Zaczynamy po ogłoszeniu wyników, czyli dzisiaj. Jeżeli będziemy pracować codziennie i robić średnio 7 i pół zdjęcia to zdążymy. I to z dojazdem, zaplanowaniem, obróbką, opisem zdjęć itd.
Aha, jeszcze jedno. Klient zastrzega sobie możliwość wyboru konkretnych zdjęć, czyli trzeba zrobić ich więcej… Przeczytajcie uważnie całość dokumentu, a zobaczycie, ile jeszcze innych wymagań ma klient.
Jak myślicie, na ile jest to realne?

Dzisiaj rozstrzygnięto konkurs i ogłoszono zwycięzcę. Ofert było tylko pięć. Najniższa to 12.300 zł. Umarłem ze śmiechu.
Najwyższa to 300.000 zł, kolejna 196.800 zł brutto więc trzeba jeszcze odjąć od tego vat. Czyli koszt jednego zdjęcia to około od 80 do 120 zł netto. Uważam to za bardzo realną cenę. Dlaczego?
Do wykonania tego zlecenia potrzeba 2-4 osób, które nic innego w tym czasie już nie mogą zrobić, a muszą i tak mieć sporo szczęścia do pogody.

Jaka więc oferta wygrała? Trzymajcie się mocno. 41.820 brutto czyli 34.000 netto… 17 złotych polskich za zdjęcie ze średnioformatowego aparatu….
Zwycięzcą jest pan Tomasz Gębuś, fotograf z bardzo dużym doświadczeniem w fotografii krajobrazowej. Nie wątpię, że zdjęcia zrobione będą bardzo dobre. Mówię całkowicie poważnie. Ale wszyscy trzymajmy za niego kciuki, by udało mu się to zrobić. Przed panem Tomkiem wielkie wyzwanie. No i 7,5 foty dziennie do zrobienia. Dzień w dzień.
A potem jeszcze 60 dni oczekiwania na zapłatę po oddaniu całego materiału. Trzeba być bardzo bogatym, by tak pracować.

I na koniec jeszcze jedno. Na czym opierała się Śląska Organizacja Turystyczna, szacując przewidywany koszt zlecenia na 50.000 zł brutto? Otóż zamówiła ona studium wykonalności projektu w firmie NBC Nizielski & Borys Consulting.
Nie wzięli tej kwoty z kosmosu, ale było ona precyzyjnie wyliczona przez specjalistów na pewno najwyższej klasy. Bardzo chciałbym wiedzieć, w jaki sposób panowie z NBC to wyliczyli?
Te moje domysły, jakie przychodzą mi do głowy, chyba nie nadają się do publikacji.
Przemyślcie sobie to, przeczytajcie listę wymaganych obiektów i zastanówcie się, za ile opłacałoby się Wam zrobić takie zlecenie. Jestem ciekawy…

Najlepiej jest wszystko ukryć we mgle, ważne, by było elegancko…

ps. nie odpowiadam za treść komentarzy, jakie mogą się tu teraz pojawić…..

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Mamiya, przetarg, realizacje, sesja, SIWZ
komentarz

29 marca 2011

| przez Artur Nyk

Historia jednego zdjęcia – a nawet dwóch

Pewnego razu dostałem zlecenie na kilka zdjęć ilustrujących cztery pory roku. Fotografie miały posłużyć do reklamy producenta cegły klinkierowej CRH Klinkier. Agencja dała mi dokładny brief, o jakie zdjęcia chodzi. Z wiosną i latem nie było problemu, jakieś kwiaty zrobiłem w studio, coś wiosennego miałem.
Do jesieni i zimy potrzebowałem liście i śnieg. Przynajmniej z jednym nie było problemu. Był środek zimy…
Wybrałem się do parku, by sprawdzić, co mogę znaleźć. Właśnie spadł świeży śnieg, światło było bardzo dobre. Tylko liści jakoś nie widziałem. Miałem nadzieję, że coś może jeszcze zostało na drzewach. Niestety, z gałęzi zwisały tylko nędzne, wysuszone resztki liści. Nie pozostało mi nic innego, jak zabawić się w archeologa i przekopać park w poszukiwaniu jesiennych liści.
Wyobraźcie sobie, jak patrzyli na mnie ludzie, gdy kucałem w krzakach, grzebiąc patykiem pod śniegiem…






A tam znajdowałem głównie na w pół zgnitą masę liściopodobną. Czasem jednak miałem trochę szczęścia i co jakiś czas udawało mi się znaleźć jakiś liść w dobrym stanie. Po paru godzinach miałem już ich dostatecznie dużo. Oczywiście na razie nie nadawały się jeszcze do zdjęć, musiałem je zabrać do studia, umyć, odpowiednio namoczyć i dopiero wtedy wyglądały, jakby dopiero co spadły z drzewa.
Ułożyłem je na szybie, podświetliłem od spodu i wreszcie mogłem zabrać się za fotografowanie.
Ale nim wróciłem do studia, musiałem jeszcze znaleźć jakiś zmrożony liść. Szukałem czegoś oszronionego ale zrobiło się cieplej i mogłem o czymś takim tylko pomarzyć.
W końcu znalazłem liść częściowo przysypany śniegiem. Pasował mi idealnie. Wyjąłem mamiya’e i 
teraz to mnie trochę zmroziło. Miałem tylko 2 ostatnie klatki i ani jednego czystego filmu.
A więc żadnych eksperymentów, różnych wersji, nawet na bracketing miałem za mało filmu. Aby osiągnąć zamierzony kadr, musiałem założyć pierścień pośredni, pozwalający mi podejść dostatecznie blisko. Głębia ostrości zrobiła się niebezpiecznie mała, a nie mogłem mocno przymknąć obiektywu, powoli zapadał zmrok.
Zrobiłem co mogłem. Czyli kadr, jaki chciałem i prawie taką ostrość, jaką chciałem. Prawie.
W końcu, jak coś nie wyjdzie, to artysta zawsze może powiedzieć: Tak miało być!
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz

3 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Jak to zrobiłem czyli Gorączka Sobotniej Sesji

   
Nadal nie najlepiej się czuję, ale postanowiłem opisać sesję, która również powstała w trakcie mojej choroby.
Jesienią 2003 roku dostałem zlecenie na kalendarz Rzecz Śląska, mający pokazać znanych Ślązaków w śląskich plenerach. Między innymi miałem fotografować Myslovitz na tle stacji transformatorowej. 
Jak zwykle długo trwały uzgodnienia terminu sesji dogodnego dla wszystkich oraz załatwianie wszystkich potrzebnych zezwoleń. Chłopaki stwierdzili, że nie chcą, by ubrała ich stylistka i wybieraliśmy ciuchy z tego, co przynieśli.
Zdjęcia robiliśmy w sierpniu albo wrześniu, trafiliśmy na idealną pogodę, może nawet zbyt idealną, bo było prawie czterdzieści stopni. Niby nic wielkiego, patrząc teraz za okno marzy mi się taka temperatura. Ja miałem wrażenie, że moja prywatna temperatura była jeszcze wyższa. Byłem przeziębiony i czułem się okropnie. Rano zastanawiałem się, czy nie odwołać sesji, ale wydawnictwo mnie poganiało i nie było na to szans.
Miałem wymyślone trzy fotografie, z których potem mieliśmy wybrać jedną do kalendarza. Postanowiłem zacząć od tej, która najbardziej mi się podobała, bo nie byłem pewien, czy dam radę zrobić trzy.
Chłopaki mieli stać na słupach wysokiego napięcia. Aby tam w ogóle wejść, musieliśmy wszyscy podpisać oświadczenie o zapoznaniu się z faktem, że możemy zostać usmażeni napięciem 110.000 Volt, które tam było. Co chwilę słyszeliśmy głośne wyładowania i zacząłem się zastanawiać, jaką mam szansę uciec przed rozwścieczonym tłumem fanów Myslovitz, jeśli coś im się stanie.
To, co sobie ładnie naszkicowałem w głowie, okazało się ciężko wykonalne w rzeczywistości. Dla czterech chłopaków znalazłem miejsce w kadrze, ale z piątym było już ciężko. Kiepsko wyglądał po prostu stojąc. Nie mogłem też postawić go po lewej stronie, bo miałby obcięte nogi. Źle też wyglądało, gdy przeszedłem z aparatem bardziej w prawo, bo traciłem perspektywę słupów.
Wpadłem w końcu na pomysł, by Wojtek oparł się o mojego asystenta, który miał symulować, że zaraz za kadrem coś jest. Ten pomysł wyglądał dobrze i zrobiłem kilka filmów na mojej Mamiya’ii
Tak, jak sądziłem, ta fotografia została wybrana, jednak coś mi ciągle nie pasowało. Obraz był za słodki, za kolorowy, a cała grupa trochę ginęła w gąszczu słupów i kabli. 
I wtedy znalazłem rozwiązanie, usunąłem całkowicie ze zdjęcia kolor niebieski. To bardzo mocno wyczyściło obraz. Potem jeszcze zmniejszyłem nasycenie zieleni i zdjęcie było gotowe. 

Drugi mój pomysł nie przekonał mnie, gdy zobaczyłem zespół w kadrze. Zrobiłem kilka fot i wyszliśmy na zewnątrz stacji, by zrealizować ostatni plan zdjęciowy.
Spodobała mi się wysoka trawa, która rosła przed stacją. Nie chciałem, by Artur był na pierwszy planie, ale jednocześnie musiał być centralną postacią. Postawiłem go na krześle i zaczęło to dobrze wyglądać. 
Przeszkadzał mi tylko jeden słup, ale postawiłem, że to dobry pretekst, by na poważnie nauczyć się obróbki w Photoshopie.
Gdy go usunąłem, otrzymałem kompozycję jaką sobie wymyśliłem. Miałem nadal problem z doświetleniem postaci po lewej stronie, ale blendy i Photoshop zrobiły swoje.

A zaraz po sesji poszedłem spać.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, Mamiya, Photoshop, realizacje, sesja, sprzęt
komentarz

2 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Pogłoski o Canonie

Miałem już 4 cyfrowe Canony i każdy kolejny pracował u mnie coraz dłużej. Moja aktualna „jedynka” zaspokaja moje wszystkie potrzeby. Pewnie dlatego, że jeszcze nie wiem, iż potrzebuję więcej :)

Ale tak na poważnie, nie widzę sensu wymiany aparatu na nowszy o większej matrycy, a tym samym produkujący większe pliki, które szybciej zapchają mi dyski na kompie. Możliwości obiektywów zbliżają się do swoich granic i jeśli teraz rozdzielczość 21 Mpx jeszcze przenoszą, to przy np 32 Mpx może to już nie mieć sensu. Chyba że….

To oczywiście tylko plotki, ale mówi się o całkowitej zmianie filozofii Canona. Możliwe, że nigdy nie będzie 1Ds Mk IV, a nowy Canon dostanie całkowicie nową nazwę.  Co mogłoby sprawić, że Canon nie zrobi kolejnej „jedynki”? Jedynie coś zdecydowanie rewolucyjnego. Np. modułowy aparat mogący konkurować z systemami średnioformatowymi.

Gdy przeczytałem taką sugestię, aż zaniemówiłem. Przypomniałem sobie, że jeszcze wczoraj kumpel zadawał mi pytanie, dlaczego jeszcze nikt nie wpadł na pomysł zrobienia modułu przystawki cyfrowej, którą można by założyć do analogowych aparatów. Przypomniałem sobie, jakie możliwości dawał system Mamiya, gdzie mogłem sobie poskładać aparat z rożnych części, dokładnie do moich potrzeb.

Gdyby rzeczywiście wypuścili system, w którym mamy niezależne body, do tego możemy dołączyć tylną ściankę z matrycą to już podoba mi się ten pomysł. To dawałoby Canonowi możliwość wypuszczenia kilku matryc, o różnych rozdzielczościach i cenach oczywiście.
Ostatnio Canon pokazał matrycę formatu APS-C 120 Mpx !!! Teoretycznie więc do pełnej klatki można by zrobić matrycę ok 200 M px! Pomijając oczywiście, komu na grzyba byłoby to potrzebne?

A co z obiektywami? Podobno odłożenie w czasie premiery dwóch nowych obiektywów 300/2,8 i 400/2,8, jest związane z ulepszeniem szkieł, które produkowane w jakiejś nowej super kosmicznej technologii, będą przenosić znacznie większą rozdzielczość. 32 Mpx? 40 Mpx? Kto wie, może rzeczywiście byłoby to realne i miało sens?

Pewnie zapytacie, a po co mi 40 Mpx? W 50-70 % fotografii, jakie robię, nie miałoby to rzeczywiście sensu. Ale w wielu sytuacjach tak duża rozdzielczość mogłaby sporo pomóc. Już ja bym znalazł zastosowanie :)

No to od jutra zaczynam zbierać na nowy aparat. W końcu mój samochód może zrobić kolejne 100.000 przebiegu :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Mamiya, sprzęt
komentarz

20 września 2010

| przez Artur Nyk

Historyczne odkrycie w lodówce

To odkrycie zaczęło się bardzo trywialnie. Po kilku latach podjąłem decyzję: trzeba rozmrozić wreszcie lodówkę. W szufladzie na dole od dawna leżał jakiś mały pakunek w czarnym worku. Jakoś nigdy nie zastanawiałem się, co w nim jest. Czasem rodzice przechowują coś w mojej lodówce, gdy brakuje im już miejsca we własnej. Sądziłem, że to właśnie jedna z tych rzeczy. Dzisiaj dotarło do mnie, że nigdy nie zastanowiłem się, dlaczego ten pakunek leży tam od tak dawna…

Zajrzałem do środka. Tak rozpocząłem sentymentalną podróż w głąb czasu. W środku był cały przekrój filmów, jakich kiedyś używałem. Parę wąskich, szerokie negatywy i diapozytywy, a nawet klisze 4×5 cala. Nie mam pojęcia, ile lat tam leżały, myślę, że około pięciu. Oczywiście wszystkie są już od dawna przeterminowane. Dawno już nie widziałem filmów, a kiedyś był to chleb codzienny. Przypomniało mi się, które z nich najbardziej lubiłem. Znalazłem tu negatyw Kodaka, Portra 160VC czyli vivid color i 160NC, natural color, dwa filmy do portretów o zwiększonym i naturalnym kolorze. Zwłaszcza 160 VC był bardzo fajny, używałem go do wszystkiego, nie tylko do portertów. Jest tu też Ektachrom 160T czyli tungsten, negatyw zbalansowany do światła sztucznego. Kiedyś właśnie w ten sposób rozwiązywano problem balansu bieli.

Było też pudełko z naświetlonymi filmami. Od razu przypomniała mi się ich historia. Są to ostatnie zrobione przeze mnie slajdy. Robiłem wtedy sesję dla Barlinka, ale wyjątkowo było to w studio telewizyjnym, gdzie korzystaliśmy z oświetlenia halogenowego. Właśnie wtedy kupiłem Canona 5D i nie do końca w agencji byli przekonani, jaka będzie jakość tych zdjęć. Poproszono mnie dodatkowo o zrobienie kilku klatek na filmie. No i zrobiłem, ale byłem już tak przestawiony na pracę na cyfrze, że zapomniałem o innej temperaturze światła. Nie założyłem filtra konwersyjnego i zdjęcia byłyby przeżółcone. Nie było nawet sensu wywoływać filmów. Na wszelki wypadek jednak ich nie wyrzuciłem. Ciekawe, co teraz by z nich wyszło po kilku latach leżakowania w lodówce?

No i pudełka z największym formatem, z jakiego korzystałem, czyli 4×5 cala. Taki diapozytyw robił wrażenie na klientach. Koszty natomiast robiły wrażenie na mnie. To i skomplikowana procedura robienia zdjęcia, sprawiały, że rzadko korzystałem z mojego Cambo. Dzisiaj jedna nawet prosta sesja to często kilkaset klatek. Kiedyś trochę inaczej się pracowało. Na pudełku jest cena: 145 zł, czyli jedna klisza kosztowała 14,50 zł. Do tego trzeba jeszcze doliczyć wywołanie, chyba 10 zł. Jedna klatka kosztowała prawie 25 zł !!! Robiąc najprostszy bracketing, trzeba pomnożyć to razy trzy. A wcześniej jeszcze robiłem polaroida, który też był drogi. Fajne to były czasy :) Velvia to był znakomity film, najdroższy, ale warty każdej złotówki. Piękne nasycenie koloru, świetna ostrość i ekstremalnie małe ziarno. I czułość 50 ISO. Potem zrobili jeszcze wersję 100 ISO, ale nie była już aż taka rewelacyjna.

A na koniec prawdziwa perełka, diazpozytyw czarno-biały, Agfa Scala 200x. Chyba niewiele osób miało okazję pracować na nim. Bo ja nie. Kupiłem kiedyś jeden w Q-labie w Warszawie (Q-laby to były laboratoria, którym Kodak nadawał znak najwyższej jakości procesów wywoływania filmów), był tak drogi, że ciągle żałowałem go i czekałem na jakąś ciekawszą sesję. Film był drogi, ale w cenie była już wliczona usługa wywołania w oryginalnym procesie Agfy. Oczywiście, trzeba go było wysłać do jakiegoś konkretnego laboratorium, które robiło proces raz na jakiś czas. Oznaczało to, że od momentu zrobienia zdjęć do momentu zobaczenia ich mogło upłynąć nawet dwa tygodnie. Zabawne dzisiaj, prawda? Podobno film był rewelacyjny.

Zawinąłem filmy z powrotem do worka i włożyłem do lodówki. Przecież nie wyrzucę takich dobrych filmów :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, Mamiya, sprzęt
komentarz

14 września 2010

| przez Artur Nyk

Jak to jest mieć szczęście i nie zgubić aparatu

Pisałem ostatnio o tym , że warto robić przemyślane zdjęcia i bardzo się mądrzyłem na ten temat. A czasem trzeba mieć po prostu szczęście. 
Robiłem w Tunezji dużą sesję dla biura podróży, gdzie fotografowałem hotele i atrakcyjne dla turystów miejsce. Ekipa była spora, ilość pracy jeszcze większa, a różnice kulturowe olbrzymie. Musiałem bardzo szybko nauczyć się miejscowych obyczajów, zwłaszcza, jak prowadzić kulturalne rozmowy na temat planowania zdjęć. Okazało się, że na początku nie byłem zbyt uprzejmy, mówiłem cicho i spokojnie, jak zawsze. Gdy jednak przyjrzałem się, w jaki sposób nasz kierowca rozmawia ze swoim szefem, pojąłem, jak powinienem to robić. Czyli zacząłem krzyczeć. I okazało się, że teraz jestem dostatecznie uprzejmy, by moje argumenty zostały wzięte pod uwagę. 
Był jeszcze drugi równie skuteczny sposób rozmowy. Gdy na lotnisku zatrzymano nas do kontroli bagaży, bo nasze torby ze sprzętem wyglądały podejrzanie, rozmowa z celnikiem wyglądała tak: co to jest? Aparat. Aha, a to? Obiektyw. Aha, a kamery macie? Nie. A to? Polaroid. Aha, a kamery macie? Nie. Aha, a to? To nadal jest aparat. Aha, a to? Obiektyw. Aha, a kamery…
Gdy po raz dziesiąty zeznałem, że aparat jest aparatem, w końcu uwierzyli, że nie mamy nawet jednej malutkiej kamery. I wpakowali cały nasz sprzęt do wielkiego worka na śmieci, zaplombowali i obiecali oddać, jak tylko pokażemy pisemną zgodę na robienie zdjęć. Owo zezwolenie miało czekać na nas na lotnisku. I czekało, tylko, że nie było kolesia, który mógł je nam wydać. Ten miły pan pojawił się w swoim biurze o 9:00 rano. My natomiast przylecieliśmy o 4:00 rano… Piękne są wschody słońca w Tunezji na lotnisku. Szkoda tylko, że nie mogłem zrobić zdjęcia, bo mój aparat był w worku na śmieci.
Dowiedzieliśmy się potem, skąd ta miłość do kamer. Mieliśmy piękne dziewczyny i facetów, sprzęt fotograficzny, to co innego mogliśmy robić, jeśli nie damsko-męski film w gorącym klimacie.
Potem już dogadywaliśmy się coraz lepiej i nawet jak się coś nie udawało, to nie mieliśmy kompleksów. Pewnego ranka nasz przewodnik narzekał, że cały poprzedni wieczór pił w knajpie piwo i na końcu dopiero zorientował się, że było bezalkoholowe. My popatrzyliśmy po sobie i też zrozumieliśmy, dlaczego ten specjalny gatunek piwa wczoraj taki dziwnie słaby był…
Nadeszła w końcu ta chwila, gdy pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem i na ostatnie dwa dni już tylko w cztery osoby pojechaliśmy z miejscowymi kierowcami na dwudniowy objazd po Tunezji. Ja słabo mówię po angielsku, oni słabo mówili po angielsku, dogadywaliśmy się więc znakomicie. Na szczęście słowa „Star Wars” są znane przez wszystkich. Pierwszy punkt programu miał być wizytą w domu Lucka Skywalkera, gdzie kręcono film. Jako, że widziałem Gwiezdne Wojny ze sto razy, było to dla mnie jednocześnie najważniejsze wydarzenie tego dnia. Poczułem się tam prawie jak Han Solo:)
Po sfotografowaniu każdego kamyczka, pojechaliśmy do samego serca Sahary. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w knajpce na mocną, słodką herbatę, gdzie rozmawialiśmy już tylko o wizycie na pustyni. Oczyma wyobraźni widziałem już olbrzymie wydmy z wędrującymi po nich wielbłądami. Uwierzyłem, że miejscowi przewodnicy, wiedząc, że mamy zrobić zdjęcia, które rozsławią ich kraj w Polsce, zawiozą nas w niezwykle piękne miejsca.  Przyjechaliśmy i widok rzeczywiście zaparł nam dech w piersiach. To jest serce Sahary? Tak właśnie wygląda? Po to przyjechaliśmy do Tunezji, by zobaczyć małą górkę z piasku rozjechaną przez samochody? Odbyła się więc rozmowa o znanym już schemacie: To jest to najpiękniejsze miejsce? Tak. Chcemy jechać na prawdziwą pustynię. To tu. I to jest to najpiękniejsze miejsce? Tak. Chcemy jechać na prawdziwą pustynię. To tu….
Rozmowa jak zwykle utknęła w martwym punkcie.  Ponieważ od czasu wizyty u Lucka, trzymałem aparat w ręku, zacząłem fotografować. Najpierw nie było nic ciekawego do robienia, ale mój pomysł, by nasz samochód z modelami przejechał krawędzią wydmy, zaowocował serią fajnych zdjęć. 
Na początek z zakopania się nissana, a potem z całej akcji wyciągania go z piasku. Tu okazało się, że kulturowo jesteśmy bardzo zbliżeni i dywaniki samochodowe jednakowo dobrze działają na śniegu, jak i na piasku. Mimo to, stosunki dyplomatyczne z kierowcami zostały na pewien czas zawieszone. 
Szybko jednak musiałem znowu je nawiązać. Kartę w moim Canonie już zapełniłem, więc sięgnąłem do plecaka. A raczej chciałem sięgnąć, bo plecaka nie było. Przekopaliśmy cały samochód. Dwa razy. W międzyczasie zdążyłem już podsumować straty w myślach : Mamiya, drugi Canon, obiektywy, przenośny dysk, paszport, karty itd…
Zaczęliśmy ustalać, gdzie ostatnio widzieliśmy plecak. W knajpie. Super, kierowca już tam dzwoni, rozmawia dosyć długo. Nie ma, nikt nie znalazł zielonego plecaka. No to pięknie, ciekawe po ile teraz chodzi Mamiya? Rozmawiamy jednak dalej: no to gdzie został plecak? W knajpie. Nie, tam go nie ma. To gdzie został? No w knajpie? Nie tam go nie ma. To gdzie? Aaaaa, w tej knajpie! W tej drugiej! To jedziemy. Przez godzinę podróży zdążyłem kilka razy obliczyć, ile będę musiał wydać na nowy sprzęt. 
Wchodzimy w końcu do baru i na nasz widok barman sięga od razu pod ladę i wyciąga mój plecak….
Jest wszystko! Kocham Tunezję!
Podobno nie miąłem się czego obawiać, bo na północy Tunezji, w przeciwieństwie do wybrzeża, nic nie ma prawa zginąć. Ale mój plecak kupiony dzień przed wyjazdem za 50 zł, nie wyglądał zbyt okazale. Potwierdzenie, że wybór był znakomity, dostałem jakiś czas potem w Warszawie na prestiżowym pokazie mody. Z niedowierzaniem zauważyłem , że fotoreporterzy mają identyczne zielone plecaki.
Piasek i woda, kombinacja idealna
Zderzenie z rzeczywistością – dom Lucka Skywalkera
Serce Sahary w najkorzystniejszym ujęciu
Tu się zakopujemy
Tu się wykopujemy
Ostatnie zdjęcie przed poszukiwaniem plecaka
Jaki koń jest, każdy widzi
Miejscowy Drive In
Miejscowy transport
Moje ulubione zdjęcie z Tunezji
Przenośna stacja benzynowa
Nasi tu byli

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Mamiya, sesja, sprzęt
komentarz

12 września 2010

| przez Artur Nyk

Przechowalnia kotów czyli o ulubionym obiektywie

Wszyscy wiedzą, że lubię bardzo koty i w związku z tym od czasu do czasu ktoś prosi mnie o zaopiekowanie się jakimś kotkiem przez parę dni. W ubiegłym roku była u mnie przez dwa tygodnie czarna kotka. I tyle o zwierzątkach, bo miało być o obiektywie.

Kiedy jeszcze pracowałem na Mamiya’i, moim ulubionym obiektywem do wszelkich zastosowań był 150/3,5.  Szkło portretowe o małej głębi ostrości i świetnym rysunku. Robiłem nim wszystko, od ludzi po zdjęcia makro (oczywiście z pierścieniami pośrednimi). Szukałem długo czegoś podobnego z Canona i po przeczytaniu wielu testów i obejrzeniu całej góry zdjęć, zaryzykowałem 85/1,8. I nie żałuję. Znowu mam obiektyw, którego najchętniej nie zdejmowałbym z aparatu. Oczywiście przed kupnem miałem wątpliwości, czy nie powinienem kupić wersji ze światłem 1,2. Obiektyw jest większy, czyli mógłby robić większe wrażenie na klientach :). Był sporo jaśniejszy, czyli mógłbym fotografować w gorszych warunkach oświetleniowych lub użyć krótszych czasów. Miałaby też mniejszą głębię ostrości. I był 5 RAZY droższy!!!
Rozumiem, że wszystko, co ma napis „professional”, musi więcej kosztować, ale ta różnica w cenie powaliła mnie na kolana.

Teraz już, mając doświadczenie z tym obiektywem, mogę ocenić, czy dobrze zrobiłem.
Klienci ostatnio chyba przestali zwracać uwagę na mój sprzęt, czyli punkt dla mnie.
Od czasu, jak kupiłem ten obiektyw, czyli od ponad roku nie robiłem portretów w ciemnych piwnicach, natomiast używałem go głównie w studio. Czyli drugi punkt dla mnie.
Na przesłonie 1,8 zrobiłem chyba jedno zdjęcie i jednocześnie było to pierwsze zdjęcie zrobione tym obiektywem, gdy sprawdzałem, czy działa. Przesłona przy portretach jest tak mała, że nawet, gdy chcę mieć rozmyte tło, zwykle zamykam ją do 2,5-2,8 albo 4. Gdybym więc miał jaśniejszy obiektyw i tak bym raczej z tego nie skorzystał. Czyli trzeci punkt dla mnie.

Niestety, mam wątpliwości, czy wygrałbym też w kolejnym starciu, gdy porównywałbym rysunek obu szkieł. Z mojego obiektywu jestem bardzo zadowolony, zrobiłem nim m.in. kalendarz z aktami, wydrukowany w formacie 50×70 i efekt jest świetny. Ale może gdybym miał ten drugi obiektyw… Dopóki nie porównam ich w tej samej sytuacji, nie przekonam się. Obawiam się jednak, że te ewentualne różnice będę widział tylko ja, a nie moi klienci (tak sobie wmawiam, by uspokoić sumienie).

Ogólnie wygrywam więc co najmniej 3:1. I pozostaje mi w kieszeni 6500zł różnicy w cenie. A to pozwala, by np. pojechać na dwa tygodnie na Kubę i zrobić całą masę fajnych portretów :)

Szybko poruszający się kot, czyli moje pierwsze zdjęcie nowym obiektywem. 
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, Mamiya, porady, sprzęt
komentarz
← 1 2

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close