×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

warsztaty

6 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Występy gościnne czyli warsztaty Aperture w Bydgoszczy

O moim wielkim afekcie do Aperture wie już chyba każdy kto tu zagląda. To mój program nr 1, który jest mi absolutnie niezbędny do życia. Najpierw nieświadomie, potem już z pełną premedytacją zaraziłem kilka osób by używali tego programu. Michał nawet specjalnie z tego powodu przeszedł na Maki ( ach, kiedy ja wreszcie zacznę dostawać prowizję od Apple za każdego nawróconego na OS X  :))) ).

W bibliotekach Aperture trzymam wszystkie moje zdjęcia utrzymując porządek w kilkudziesięciu tysiącach fotografii, archiwizuje ich kopie ( a mam dwie lokalne i jedną dodatkową trzymaną w Bardzo Tajnym Miejscu ). Obrabiam w całości zdjęcia i to niedestrukcyjnie ( no dobrze – Gosia obrabia ), pozostawiając Photoshopowi tylko montaże i kilka bardzo zaawansowanych przekształceń. Robię portfolia w pdf’ach,  szybkie strony dla klientów do wystawienia zdjęć w internecie. Opisuję zdjęcia na potrzeby banków zdjęć ( właśnie zacząłem przygodę z Fotolią, więc niedługo to opiszę ). No i oczywiście gdy robię zdjęcia mam zawsze podpięty do aparatu komputer z Aperture, dzięki czemu widzę jak wygląda fotografia w programie, w którym potem będzie obrabiana. A to ogromna zaleta, bo nie ma ryzyka, że inny program inaczej zdekoduje RAWa.

W ubiegłym roku Kasia z Farbiarni w Bydgoszczy zaproponowała mi bym poprowadził warsztaty Aperture u niej na miejscu. Ja zgodziłem się z ochotą, bo lubię podróżować i poznawać nowe miejsca. Bydgoszcz zresztą dobrze kojarzy mi się z ciekawą sesją mebli, którą robiłem tak kilka lat temu, tylko, że wtedy nic nie zdążyłem zobaczyć bo cały czas spędziliśmy w studio :)

Samo miejsce, które jest jednocześnie i galerią i studiem fotograficznym, wygląda bardzo ciekawie. Mam nadzieję, że będą to fajne warsztaty, tak jak i poprzednich pięć edycji :)
Bardzo serdecznie zapraszam 20 kwietnia do Bydgoszczy, albo też 2 marca jak zawsze do Chorzowa.

 A jeżeli macie pytania dotyczące Aperture, to piszcie. Na ile będę mógł, to zawsze pomogę opisując problem na blogu.

Szybki podgląd, wiele wersji kolorystycznych bez zajmowania miejsca na dysku

Pędzle – jedno z najlepszych narzędzi w Aperture

Praca na pełnym ekranie

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Photoshop, warsztaty
komentarz

29 lipca 2012

| przez Artur Nyk

Druga Panna Młoda

Obiecywałem ostatnio mały konkurs wymagający od Was trochę wiedzy i analizy. I teraz czas na wywiązanie się z tej obietnicy :)
Widzieliście parę dni temu zdjęcia Kamili Gawendy jako Panny Młodej w bardzo oszczędnej stylizacji, dzisiaj możecie już zobaczyć drugą część tej sesji, tym razem stylizowaną bardziej pod gusta Włochów, czyli na bogato :)
Pozowała Karolina Morawiec, bo Włosi uwielbiają blondynki, a tło nawiązuje do klasycyzmu, powiedzmy sobie to wyraźnie : „nawiązuje”. Szefowa firmy była jednak nim zachwycona :)

Konkurs jest prosty, wystarczy opisać, jakie zastosowałem tu oświetlenie. Ile lamp, gdzie stały i jaki był rodzaj modyfikatora na nich zamontowany. Odpowiedzi piszcie w komentarzach. Pierwszą osobę, która poprawnie poda odpowiedź, zaproszę na którąś z moich sesji, będzie można sobie nawet wybrać tematykę.

Przyjrzyjcie więc się zdjęciom i pomyślcie, jak wyglądało światło na tej sesji. Jako podpowiedź, mogę dodać, że pewnie różnice, jakie znajdziecie w oświetleniu głównie tła, wynikają tylko z regulacji mocy lamp. Światło jest tu prawie takie samo, jak na zdjęciach z pierwszego dnia sesji.

Na warsztatach zawsze uczę, by przyglądać się zdjęciom i uczyć się odczytywać, w jaki sposób były one oświetlane. Zapraszam więc teraz do tej łamigłówki :)

Zgodnie z prośbą zbliżenie twarzy 1:1 :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, Jak to zrobiłem, sesja, warsztaty
komentarz

28 maja 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura czyli biblioteki Aperture

Igi pytał się mnie już jakiś czas temu o synchronizację bibliotek w Aperture. Co jak co, ale o tym programie to lubię opowiadać :)
Zacznę od początku. Zdjęcia w Aperture można przechowywać albo w bibliotece programu, albo w aktualnym układzie katalogów. 



Dla zdecydowanej większości nowych użytkowników programu, pozostawienie zdjęć w ich dotychczasowych lokalizacjach wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Ja też oczywiście właśnie tak na początku zrobiłem. Myśl, że mógłbym wrzucić swoje bezcenne fotografie do jakiejś tajemniczej biblioteki, wydawała się zbyt szalona. Nie miałem jeszcze zaufania do Aperture i byłem przyzwyczajony by mieć dostęp do zdjęć z poziomu systemu. 
Wrzuciłem więc wszystkie zdjęcia do Aperture, ale fizycznie zostawiłem w katalogach gdzie były do tej pory. Aperture po pierwszym uruchomieniu zawsze tworzy swoją bibliotekę gdzie są wszystkie możliwe informacje o zdjęciu, ustawienia, miniaturki, podglądy (jpgi o rozmiarach, które sami ustalamy).


Na początku wszystko działało całkiem dobrze. Potem jednak coraz pojawiało się coraz więcej problemów. Zdjęcia znikały mi w Aperture i zostawały same podglądy. Oczywiście nie było to winą złego działania programu, a tylko i wyłącznie moją… 

Takie strzałki zobaczymy gdy zdjęcie przechowywane będzie poza biblioteką Aperture



A takie gdy przeniesiemy zdjęcie z oryginalnej lokalizacji lub skasujemy

Stare przyzwyczajenia brały bowiem nade mną górę i zamiast wszystkie operacje robić za pomocą Aperture, to część z nich robiłem innymi sposobami. Raz coś skasowałem, coś przerzuciłem do innego katalogu i gdy potem chciałem znaleźć coś w Aperture, dostałem informację, że program nie może znaleźć pliku.


I teraz pierwsza ważna informacja. Jeżeli zdecydujecie, że nie chcecie trzymać zdjęć w bibliotece Aperture, nawet nie myślcie by zajrzeć do katalogów gdzie są te zdjęcia. Grzebanie tam to najprostsza droga do wpakowania się w kłopoty.


Jeżeli więc ten sposób organizowania sobie przechowywania zdjęć, jest pełny problemów, to dlaczego Apple tak to zrobił? Otóż powód jest bardzo ważny, a zalety tego rozwiązania są spore. Wyobraźmy sobie, że pracujemy na laptopie gdzie mamy ograniczoną pojemność dysku więc wszystkie zdjęcia trzymamy na dyskach zewnętrznych.
Możemy wtedy zrobić sobie bibliotekę Aperture na laptopie, gdzie będą wszystkie informacje i podglądy zdjęć, a same zdjęcia zostawimy tam gdzie są czyli na dyskach zewnętrznych. Dzięki temu na laptopie biblioteka zajmie nam stosunkowo mało miejsca. Najważniejsze w tym rozwiązaniu, jest to, iż nie mając fizycznie zdjęć na dysku, nadal mamy w pełni funkcjonalną bazę zdjęć, z wszystkimi pokazami slajdów, książkami itd. Możemy więc spokojnie iść do klienta i pokazać wszystkie  10.000 RAW-ów mimo, że nie ma ich fizycznie na laptopie ( nie będziemy jedynie mogli obrabiać zdjęć ). A po powrocie do domu podłączyć dysk do komputera i znowu mieć możliwość obróbki plików. 


Jednak są i wady takiego rozwiązania. Nie będziemy bowiem mogli skorzystać z doskonałego mechanizmu archiwizacji zdjęć czyli Vault. Aby go wykorzystać musimy trzymać pliki w bibliotece Aperture. Nie będziemy mogli wtedy obejrzeć zdjęć bez pomocy tego programu ( teoretycznie jest to możliwe, ale trzeba by mieć olbrzymią desperację by przekopać się przez tysiące katalogów). 
Tak naprawdę to ograniczenie, to nie jest żaden problem, a jedynie trzeba przestawić sobie w głowie, że to tak samo naturalny sposób, jak oglądanie zdjęć w Finderze.


Zalety zdecydowanie tu przeważają. Po pierwsze nie zrobimy sobie bałaganu, przenosząc zdjęcie z jednego katalogu do drugiego, nie mówiąc już o skasowaniu czegoś. Po drugie będziemy mogli skorzystać z dobrodziejstw Vaulta.

Tu widać, że mam dwie kopie głównej biblioteki. Na jednym dysku zostało mi jeszcze 400GB  wolnego miejsca( 200 GB zajmuje Time Machine ), na drugim już tylko 56 MB. Czas powyrzucać niepotrzebne zdjęcia :) Obie kopie robione są automatycznie.



Jest to funkcja, która pozwala stworzyć kopię zapasową całej biblioteki zdjęć, razem z wszystkimi ustawieniami, a w razie potrzeby odzyskać z niej dokładnie taką samą bibliotekę jaką utraciliśmy. Co najważniejsze, możemy w każdej chwili zrobić update tej kopii.  Vault, dopisze nam wtedy najnowsze zdjęcia, zmiany w opisach czy ustawienia RAW-ów, a usunie skasowane przez nas zdjęcia. Nie wrzuci ich jednak do kosza, a jedynie przeniesie do katalogu Usunięte. W razie czego zawsze możemy odzyskać zdjęcia skasowane przypadkowo.


Kolejną i równie ważną zaletą trzymania zdjęć w bibliotekach ( tu właśnie leży sedno sprawy : bibliotekach, a nie bibliotece! ) jest możliwość podzielenia swoich zasobów na różne części. Jeśli macie 5.000 zdjęć na komputerze, to nie jest to żaden problem. Ale jeśli macie ich 70.000 ( jak ja ), to znacznie bardziej komfortowo jest podzielić je na różne biblioteki. Ja zorganizowałem to w ten sposób : mam bibliotekę główną, gdzie mam najważniejsze zdjęcia i na której pracuję ( około 30.000 zdjęć – około 1TB ), bibliotekę mniej główną, bibliotekę Pewniesięnieprzydaaletotakiefajnezeszkodawyrzucić i kilka pomniejszych tematycznych ( prywatne, pejzarze, itd ). Dzięki takiemu rozwiązaniu nie muszę pracować na jednej gigantycznej bibliotece, natomiast przełączanie z jednej biblioteki do drugiej jest bardzo szybkie.





Bardzo często też wykorzystuję funkcję eksportu zdjęć po sesji jako biblioteki. Robię tak najczęściej gdy na sesji zrzucam zdjęcia na laptop, w trakcie zdjęć, zaznaczam zdjęcia, robię wstępne ustawienia kolorów, wybieram do dalszej obróbki. Gdy potem chcę taki materiał przerzucić na drugi komputer, to zamiast eksportu samych zdjęć, eksportuję katalog ( czyli Project w/g nomenklatury Aperture ) jako nową bibliotekę. 



Mogę potem na drugim komputerze pracować na takiej małej bibliotece albo zaimportować ją do innej biblioteki. 
Łączenie bibliotek czy inaczej ich synchronizacja, jest oczywiście inteligentna. Program sprawdza, czy mamy tak samo nazwane projekty i jakie są w nich zdjęcia. Jeżeli zobaczy, że importujemy bibliotekę gdzie jest projekt PRAWIE identyczny z tym już istniejącym ( czyli może być więcej zdjęć albo inaczej są ustawione i oznaczone RAWy ) to spyta się nas, który z projektów ma uznać za ważniejszy.



Zadawajcie kolejne pytania w sekcji Spytaj Artura, a ja będę starał się na nie odpowiedzieć :) Zainteresowanych poznaniem Aperture zapraszam na warsztaty 30 czerwca. Więcej informacji na stronie www.fotografiapro.pl

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, porady, Spytaj Artura, warsztaty
komentarz

6 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura czyli jak zostać fotografem

Dzisiaj odpowiem na pytanie Marty, jaką obrać drogę, by zostać fotografem.
Jak zwykle nie ma tu prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Może najpierw trzeba sobie zadać dodatkowe pytanie – jakim fotografem chcemy zostać?
Pomińmy może od razu opcję otwarcia zakładu, robiącego zdjęcia do paszportu. Pomijając tę wybitnie atrakcyjną karierę, przychodzą mi jeszcze do głowy trzy możliwe wybory. Fotograf ślubny, dokumentalista/reporter i fotograf reklamowy/fashion.

Zacznijmy od fotografa ślubnego. Jeżeli chcecie poszukać szkoły o takim profilu to macie pecha. Nie spotkałem się jeszcze z taką szkołą. Co więc pozostaje? Kurs fotografii ślubnej…. Są organizowane w całym kraju i oczywiście różnią się od siebie poziomem. Przy wyborze trzeba się kierować portfolio wykładowcy i opiniami na forach. Środowisko fotografów ślubnych jest bardzo dobrze zorganizowane i bez trudu znajdziecie odpowiednie forum. Ale od razu uwaga ogólna. Porzućcie wszelką nadzieję, że dwudniowy kurs fotografii pozwoli Wam na zdobycie pełnej wiedzy i rozpoczęcie kariery. Sam prowadzę warsztaty i wiem, ile można w ciągu jednego dnia przekazać informacji.
O wiele lepszym rozwiązaniem jest zacząć samemu się uczyć w praktyce. Uważam, że zawód fotografa to jeden z zawodów najmniej potrzebujących wiedzy teoretycznej.  Znajomość historii fotografii, zasad budowy aparatów i optyki, czy teorii zachowania się światła, pomaga być dobrym fotografem, ale nie jest to wiedza absolutnie niezbędna. W zasadzie wszyscy moi znajomi fotograficy nie mają takiego wykształcenia, czasem je zdobywali, będąc już uznanymi fotografami.

Wracając do kandydata na fotografa ślubnego, najlepszą drogą zdobycia umiejętności jest robienie…. fotografii ślubnych. Na pewno każdy może bez większego problemu znaleźć ślub, na którym będzie mógł robić sobie do woli zdjęcia. Mówię oczywiście na początek o pracy tylko dla siebie, aby zdobyć pierwsze doświadczenia. Zróbcie 1000 zdjęć, w tym 500 wersji tańca panny młodej, a potem spędźcie dwa dni na analizowaniu tego, co wyszło i dlaczego. Potem wybierzcie z tego 10 najlepszych fotografii i idźcie na kolejny ślub. Po dwóch czy trzech następnych będziecie mieli skromne, ale własne portfolio, z którym możecie szukać zleceń wśród znajomych. Ryzykujecie oczywiście, że w razie wpadki przestaną się do Was odzywać, jednak to oni ryzykują więcej, bo mogą nie mieć zdjęć ze ślubu, jeśli nawalicie. O tym też trzeba pamiętać….
Gdy już przejdziecie etap euforii związanej ze zrealizowaniem kilku zleceń i może nawet zarobieniem jakichś pieniędzy, wtedy dopiero rozejrzyjcie się za kursem. Ze świadomością, czego konkretnie chcecie się dowiedzieć, mając podstawowe doświadczenie, wyniesiecie dużo więcej wiedzy.

Możecie też iść na studia w Opavie. Choć ta szkoła nastawiona jest na dokument i portret to przecież jedno i drugie jest istotą fotografii ślubnej.

Opawę kończyło kilku moich znajomych i wszyscy oni dobrze się tam czuli, ponieważ właśnie portretem i dokumentem się zajmowali. Opava jest dosyć tradycyjną szkołą, gdzie najbardziej ceniona jest fotografia czarno-biała, a odbitka najlepiej, by była na matowym papierze. Ale to solidna uczelnia o świetnej atmosferze, no i mieści się w Czechach. A to już samo w sobie może być najlepszą rekomendacją :) Zwłaszcza, jeśli nie będziecie musieli jeździć tam samochodem… :)
Nie martwcie się też brakiem znajomości języka czeskiego. Uczelnia od dawna jest opanowana przez Polaków i nie ma problemów, by się dogadać. W najgorszym przypadku każdy będzie mówił w swoim języku i wszystko każdy zrozumie. Zwłaszcza po drugim piwie :)

Oprócz szkoły przydałoby się też mieć jakiś pomysł na to, jaką fotografię dokumentalną czy portretową chcecie robić. Czasy, gdy dzienniki i magazyny zatrudniały wielu dobrych fotografów, już się skończyły. Etaty są mocno okrojone, a ceny uzyskiwane za materiał zdjęciowy spadają. Chyba, że zrobicie zdjęcia premiera kupującego na bazarze piracką płytę. Za takie fotografie ciągle jeszcze można dostać dobrą cenę :) Bez znalezienia specjalizacji i to takiej, na którą jest zapotrzebowanie, nie będzie lekko.

No i wreszcie to, na czym znam się najlepiej, czyli fotografia reklamowa i fashion. Tu też ciężko o specjalistyczną uczelnię. Najbardziej po linii będzie chyba Akademia Fotografii, oferująca bardzo mocno rozbudowany program i mająca świetną bazę sprzętową. Nie mogę się jednak jednoznacznie wypowiedzieć na jej temat, bo z drugiej strony dochodzą mnie słuchy, że jakość ostatnio zmienia się w ilość….
Dobrym rozwiązaniem jest znalezienie studia lub fotografa specjalizującego się w tym, co chcemy robić i załapanie się na asystenta. Nawet, jeśli przez pierwsze pół roku nie pozwolą Wam dotknąć aparatu, to i tak będziecie mogli zobaczyć, jak naprawdę robi się komercyjne zdjęcia. A najczęściej nie ma to nic wspólnego z tym, czego można nauczyć się w szkole. Im więcej fotografów uda się Wam przekonać, by zrobili Was swoimi asystentami, tym lepiej. Każdy z nich będzie miał zupełnie inny sposób pracy, inaczej będzie podchodził do tematu, na co innego zwracał uwagę. Nie liczcie, że pracując jako asystent, będziecie zarabiać. Może nawet będziecie musieli za to coś płacić. Ale w końcu za uczelnie też się płaci, a właśnie tak trzeba to traktować.

Niezależnie, jakim fotografem chcecie zostać, trzeba po prostu cały czas robić zdjęcia, analizować je, robić zdjęcia, wyciągać wnioski, oglądać zdjęcia najlepszych fotografów, analizować je, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia, robić zdjęcia……….

PS. Czekam znowu do niedzieli na kolejne pytania na dowolny temat. Fotograficzny :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, Spytaj Artura, warsztaty
komentarz

29 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Skrót wiadomości

Jako, że mój Codziennik z powodu nadmiaru pracy, ostatnio przeobraża się w Niecodziennik, muszę teraz nadrobić zaległości i przekazać Wam kilka informacji naraz.

Po moim poście na temat klienta, od którego nie mogę doczekać się zapłaty, na jego stronie na FB pojawiła się cała masa wpisów komentujących całą sprawę. Jestem bardzo mile zaskoczony tą Waszą reakcją :) Dzięki tym wpisom firma skontaktowała się ze mną i teraz mam nadzieję, że sprawa znajdzie dobre zakończenie :) Zobaczymy.

Dostałem też już oficjalne zaproszenie na VII Śląski Maraton Fotograficzny, gdzie wystąpię ze swoją prezentacją. Impreza rozpocznie się o godzinie 10:00 w Teatrze Korez, 25 lutego. Oczywiście jeszcze napiszę o tym dokładniej, gdy będę znał wszystkie szczegóły.

Od paru dni czekam na pytania dotyczące fotografii i wszystkiego co pokrewne. Tak jak obiecałem, raz w tygodniu będę na nie odpowiadał (i dzięki temu nie będę musiał sam wymyślać tematu posta ….). Tak ze względów organizacyjnych, chciałem prosić, by wszystkie tematy wpisywać bezpośrednio na stronie Spytaj Artura (na górze, pod tytułem bloga). Parę pytań pojawiło się dotychczas bezpośrednio w komentarzach postów, a chciałbym, by wszystko było w jednym miejscu.
Jeszcze do wieczora możecie zadawać pytania, a jutro jedno z nich doczeka się odpowiedzi :)

Wczoraj prowadziłem warsztaty z podstaw fotografii studyjnej i postanowiłem trochę wykorzystać uczestników. Narzekałem ostatnio, że nie mam czasu by zrobić zdjęcia na potrzeby własnego bloga, postanowiłem więc, że w ramach zajęć zrobimy przynajmniej jedno zdjęcie.
Na warsztatach były trzy osoby, które nigdy właściwie jeszcze nie miały do czynienia z  oświetleniem studyjnym, choć wcześniej oczywiście sporo już fotografowały. Jestem zdania, że fotografowanie to przede wszystkim umiejętność myślenia, analizowania i kreowania. Ucząc, nie przedstawiam gotowych rozwiązań, tylko zadaję pytania, by ludzie sami dochodzili do wniosków.
Dałem więc im zadanie sfotografowanie czarnego Canona na czarnym stole, gdzie na dodatek wszystko się błyszczy. Chciałem, by nie było widać tła, a aparat miał oświetlone same krawędzie. Uwinęli się z tym w półtorej godziny, wykorzystując dwie lampy, lusterko, plik wizytówek i czarne zastawki.

Fotografia z warsztatów, fot : Karina Krupa Paweł Krówka, Przemek Łagodziński

A taki był punkt wyjścia, to jest pierwsza klatka :)

Ja cały czas przyglądałem się, komentowałem, tłumaczyłem i wskazywałem, na co muszą zwrócić uwagę. Nie usłuchali tylko jednej mojej uwagi, by przed ostatecznym zdjęciem zadbać o dokładne usunięcie kurzu :) Do zdjęcia mógłbym się jeszcze przyczepić, brakuje mi jeszcze oświetlonej tylnej krawędzi przy wyświetlaczu, ale równie dobrze można by jeszcze pracować przy tym zdjęciu kolejnych  kilka godzin, a my musieliśmy zająć się też innymi punktami programu :)

Na koniec jeszcze mała anegdotka. Przemek przyniósł na zajęcia obiektyw Canon MP-E 65 makro. To bardzo specyficzny obiektyw, który pozwala na odwzorowanie fotografowanego przedmiotu w pięciokrotnie większym powiększeniu, natomiast nie ma w ogóle regulacji ostrości. Zamiast kręcić pierścieniem musimy regulować odległość od przedmiotu.
Natychmiast musiałem sprawdzić, jak działa taki wynalazek i zrobiłem zdjęcie fragmentu niebieskiego flakonu perfum. Gdy pokazałem je wszystkim, wyszło na jaw, jak bardzo różni się sposób postrzegania facetów i kobiet.
Nasza męska trójka jednoznacznie stwierdziła, że wygląda to jak woda. A kobieta zobaczyła tam zdjęcie z USG…..

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, warsztaty
komentarz

23 października 2011

| przez Artur Nyk

Domowe studio czyli jak zacząć cz.1

Ostatnio kilka osób pytało mnie, jak zbudować tanie domowe studio. Moja rada jest taka: aby zacząć, wystarczy około 35.000 zł na podstawowy sprzęt. Żartowałem :) Wystarczy 20.000 zł.

No dobrze, teraz już poważnie. Gdy jakiegokolwiek profesjonalistę pyta się, jaki sprzęt warto kupić, to zawsze wymienia on bardzo zaawansowany sprzęt, gdyż każdy inny wydaje mu się całkowicie beznadziejny. Ale amator nie potrzebuje najczęściej takiego, jemu wystarczy coś znacznie, znacznie tańszego.

Zacznijmy od wyjaśnienia, dlaczego sprzęt profesjonalny jest taki drogi.
Najłatwiej będzie to pokazać na przykładzie. Na sesji do magazynu Forum zrobiłem około 4.000 klatek w studio, z tego 1.300 pierwszego dnia. Zaczęliśmy pracę około 9:00, a skończyliśmy po 23:00. Z czystek matematyki wynika, że błyskały co 42 sekundy. W rzeczywistości fotografowałem seriami, kilkanaście klatek co 2-3 sekundy, minuta na przebranie i następne. I tak przez kilkanaście godzin bez żadnych problemów, bez przerw spowodowanych przegrzaniem się lamp. Profesjonalny sprzęt musi wytrzymać znacznie więcej niż amatorski.
Druga sprawa to stabilność. Muszę mieć pewność, że każdy błysk, bez względu, czy lampa pracuje 2 minuty czy 12 godzin, będzie miał dokładnie taką samą moc i kolor. Tamtego dnia powstało około 80 finalnych zdjęć do magazynu i nie mogłem sobie pozwolić, by potem każde z nich miało inną temperaturę barwną. Oczywiście, powiecie, że ustawienie balansu bieli to jeden klik. Zgadza się. Ale wyobraźcie sobie, że pracujemy na zestawie 3 lamp, które oświetlają postać z trzech stron. Robimy 1000 klatek i za każdym razem każda lampa ma odchyłkę w temperaturze błysku o 100 stopni Kelvina. Do tego niech  moc błysków różni się o 1/1 przesłony. I nawet nie muszę obliczać, ile różnych wersji błysku dostaniemy. Będzie ich dokładnie tyle, że zobaczymy różnicę między zdjęciami.
Tylko, że to wszystko nie ma znaczenia gdy robimy zdjęcia teściowej. Albo swojej dziewczynie. Nawet, jeśli zobaczymy różnicę między poszczególnymi klatkami, to nie będzie dla nas problemem posiedzieć nad obróbką aby zniwelować różnicę. Nie będzie zresztą tych zdjęć oglądał grafik w agencji reklamowej, zauważający zmianę balansu bieli o 3 Kelviny :)
Kolejna rzecz to trwałość i ergonomia. Jeżeli softboks się niewygodnie rozkłada to robiąc to dwa razy dziennie będą strasznie klął na niego. Jeśli ktoś robi to dwa razy w miesiącu to przymknie na to oko, skoro zapłacił za niego 10 % ceny profesjonalnego softboksu. Mój najstarszy soft ma 12 lat i jest ciągle w bardzo dobrym stanie, choć przeżył już tysiące składań. Oczywiście, że trochę już pożółkł, ale do delikatnych portretów jest znakomity ze swoim ciepłym światłem.

Zbudujmy więc teraz najtańsze z najtańszych domowe studio portretowe :) Budżet? około 100 zł !!!
W tym celu udamy się do najbliższego sklepu budowlanego, gdzie mają prawie wszystko co nam potrzeba.
Kupujemy zwykły budowlany halogen ze statywem, jak starczy pieniędzy, mogą być dwa. Będziemy potrzebowali minimum 500W. Im więcej, niby tym lepiej, ale musimy pamiętać o rachunku za prąd i o wysokich temperaturach, jakie taka lampa wytwarza. Następnie kupujemy zwykły biały styropian do ocieplania ścian. Wielkość arkuszy musi być dostosowana do wielkości naszego domowego studia, tak, aby można było łatwo nimi operować. Dwa-trzy arkusze powinny nam wystarczyć. Po ostatni potrzebny artykuł musimy iść do sklepu papierniczego, gdzie dostaniemy kalkę techniczną w roli.
Jeżeli nie zmieścimy się w budżecie, to na początek możemy sobie podarować kalkę.

Na koniec, jak tego wszystkiego użyć. Jedne, o czym musicie pamiętać, to ustawienie balansu bieli  w aparacie na 3200 K i oczywiście praca na RAWie. Wtedy poradzicie sobie na pewno z obróbką takich zdjęć.

Mając jedną lampę możemy użyć jej na kilka sposobów np. :
1. Świecimy nią pionowo w górę, odbijając światło od sufitu, a ekranami ze styropianu doświetlamy twarz od dołu.

2. Świecimy ostrym bezpośrednim światłem na twarz, doświetlając ekranami w kontrze.

3. Świecimy na postać światłem odbitym od ekranu. Drugi ekran może doświetlać cienie.

Regulując odległość lamp od ekranów oraz od modela, możemy uzyskać różne efekty miękkości światła.
Jeżeli mamy dodatkowo kalkę, możemy jeszcze bardziej zmiękczać światło, nawet już to odbite. Natomiast przy świetle dziennym, kalka umieszczona na oknie daje nam piękny naturalny softboks.

Może to wszystko wygląda śmiesznie, ale gwarantuję, że uzyskiwane w ten sposób efekty śmieszne nie będą, jeśli popracujecie nad zdjęciem.
Ale jest jedno ale… Pracując w ten sposób, można bardzo łatwo podnieść temperaturę na sesji. Do uzyskania pożaru włącznie. Więc UWAGA!!! NALEŻY BARDZO UWAŻAĆ NA HALOGENY UMIESZCZONE BLISKO ŁATWOPALNYCH MATERIAŁÓW, JAK NP. KALKA. Przeczytajcie dokładnie instrukcje halogenów, gdzie będzie informacja, jak blisko można ustawiać je od innych przedmiotów. Żeby potem nie było, że nie ostrzegałem :)

Jutro napiszę, jak zbudować studia za 1000 zł :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sprzęt, warsztaty
komentarz

27 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Dlaczego zdjęcia wychodzą nieostre?

Od czasu, gdy kupiłem pierwszy zoom, byłem zawsze zawiedziony ostrością zdjęć zrobionych takim obiektywem. Szukałem więc innych obiektywów, starałem się używać większych przesłon albo dbałem, by aparat nawet nie drgnął przy fotografowaniu. Wszystko, by uzyskać ostre zdjęcia.

A dzisiaj się wreszcie dowiedziałem, co zrobić, by zdjęcia były ostre.
Siedzieliśmy z Krzyśkiem Niesporkiem przy porannej kawie na tarasie hotelu, grzejąc się w porannym słońcu. I wtedy zdradził mi, dlaczego zdjęcia czasem wychodzą nieostre. Powiedział: Wiesz, jak robię zdjęcia za darmo, to zawsze wychodzą mi nieostre….

Nigdy nie sądziłem, że rozwiązanie problemu będzie takie proste.

Uzbrojony w nową wiedzę, ruszyłem na warsztaty. Zabraliśmy dzisiaj modelkę na łąkę, gdzie ćwiczyliśmy wszelkie możliwe trudne sytuacje oświetleniowe. Dziewczyna znosiła dzielnie wszystkie nasze wymagania do czasu, gdy „zaatakowała” ją wielka, pięciocentymetrowa jaszczurka. Na szczęście w tym momencie i tak robiliśmy dynamiczne pozy, gdzie modelka miała biegać. A jak wiadomo – jaszczurka doda ci skrzydeł :)

Trawy zawsze były nie tam, gdzie trzeba

W przeciwieństwie do fotografów, którzy byli tam, gdzie trzeba

 Duża blenda, dobra blenda

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

24 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Przystanek Chynów

Jedni moi znajomi są teraz w Grecji, inni pojechali do Turcji, jeszcze inni do Chorwacji, a ja do Chynowa.
Gdzie jest ten znany kurort, powie Wam Wujek Gugl, jeśli bardzo chcielibyście wiedzieć.

No dobrze, nie będę udawał, przyjechałem tu do pracy. Razem z Krzysiem Niesporkiem będziemy prowadzić warsztaty portretu organizowane przez Świat Obrazu. Krzysiek będzie opowiadał i pokazywał, jak robić klasyczny portret, a ja zajmę się podejściem bardzo komercyjnym, czyli portretem w reklamie.

Będziemy pracować tu przez cały weekend i, jak się dzisiaj dowiedziałem, będziemy mieli dodatkową atrakcję, czyli wesele w naszym hotelu. A więc oprócz naszych trzech modelek będą jeszcze dodatkowe :)
Kto wie, może załapiemy się też na tort weselny? W końcu, jak wejdziemy tam w dwudziestu fotografów, to kto nam się oprze ? :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

7 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Aperture ważniejszy niż aparat

Chyba już zorientowaliście się, że lubię Aperture. Ten program był powodem mojego przejścia na maki, a teraz już nie wyobrażam sobie pracy ze zdjęciami bez Aperture. Początki nie były łatwe, pierwsza wersja, chociaż już miała dużo fajnych bajerów, nie była mistrzem wydajności. Ta poprawiła się mocno w wersji 2,  a Aperture 3 to już rewelacja.

Ale mnie na początku największą trudność sprawiła kompletnie inna filozofia pracy w tego typu programie. Wcześniej miałem na pececie prostą przeglądarkę IrfanView (całkiem fajną zresztą), a wszystkie operacje na RAWach robiłem albo w programach Canona, albo w Photoshopie.
Wszystkie zdjęcia trzymałem w katalogach systemowych, osobno RAWy, osobno tiffy i jpgi. W jednych katalogach miałem duże obrobione zdjęcia, w drugich pomniejszone do wysyłania mailem. Każde zdjęcie było fizycznie obecne na dysku i miałem do niego dostęp z poziomu systemu. Uważałem to za całkiem normalny sposób trzymania zdjęć na kompie. Oczywiście miało to wiele wad, nie było łatwo znaleźć konkretnego zdjęcia, a wiele z nich miałem w kilku miejscach jednocześnie, co zajmowało niepotrzebnie miejsce na dysku. Teraz nie śmiejcie się. To wszystko było w czasach, gdy mój komputer miał dysk 20 GB… Jakoś dawałem sobie radę :)

Gdy przeszedłem na Aperture, wydawało mi się dziwnym pomysłem, by wrzucać wszystkie zdjęcia do biblioteki programu, gdzie nie miałem do nich normalnego dostępu inaczej, jak przez Aperture. Ponieważ jest możliwość, by zamiast importu zdjęć do biblioteki, korzystać z normalnej struktury plików, wybrałem taką opcję. Wytrwałem w ten sposób może z miesiąc. Bałagan, jaki zrobiłem w ten sposób, był ogromny. A wszystko z powodu braku konsekwencji. Bo zamiast korzystać tylko z programu, to raz robiłem coś w Aperture, a raz bezpośrednio z poziomu systemu. Generalnie powstał tak wielki chaos, że nie miałem już innego wyjścia, musiałem zawierzyć idei jednej biblioteki.

Przez pewien czas było to dziwne, ale już po tygodniu zrozumiałem, jak to wszystko działa i z każdym dniem przekonywałem się już coraz bardziej. Nie musiałem już mieć dwóch tych samych zdjęć w dwóch katalogach, jeśli nie mogłem się zdecydować, do jakiej kategorii je zakwalifikować. Nie musiałem też trzymać miniaturek, bo te robiły się dopiero w trakcie eksportu.
To była druga dziwna na początku dla mnie zasada. Zdjęcia zawsze mają w Aperture oryginalne rozmiary i dopiero w momencie, gdy chcemy je wysłać na zewnątrz, decydujemy, jaki mają mieć format i rozmiar. Ta genialna zasada pozwala dowolnie modyfikować wygląd zdjęcia aż do momentu gdy będziemy zadowoleni, a jednocześnie mamy ciągle jeden oryginalny plik. Wszystkie operacje bowiem są robione w sposób nieingerujący w oryginał, czyli w każdym momencie mogę zmienić dowolne ustawienie koloru, ekspozycji, kontrastu, krzywych itd. Mogę też tworzyć dziesiątki wersji tego samego zdjęcia, fizycznie mając na dysku ciągle tylko jeden plik.
Tego typu funkcji usprawniających pracę, są tam dziesiątki. Szkoda, że Apple nie płaci mi za reklamę, bo mógłbym być świetnym ambasadorem Aperture :) Przy okazji to chyba najtańszy program tego typu, w App Store kosztuje 63 euro.

Nieskromnie dodam, że niedługo będę prowadził szkolenie z Aperture w Warszawie :) Uwielbiam opowiadać o nim, gdybym miał przestać fotografować to tylko po to, by szkolić z Aperture :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, porady, warsztaty
komentarz

9 maja 2011

| przez Artur Nyk

Krótka relacja z Fotofestiwalu w Łodzi

Ocenę moich dwóch wykładów o fotoblogu i podstawach fotografii studyjnej pozostawię innym, a sam przedstawię Wam trzech fotografów, których prace zrobiły na mnie wrażenie.

Jak już wiecie, moje podejście do sztuki, a w tym przypadku do fotografii artystycznej jest dosyć kontrowersyjne. Nie chcę więc pisać o zdjęciach, które mnie zniechęciły lub koło których przeszedłem obojętnie.
Na festiwalu byłem w sobotę tylko kilka godzin i nie wszystko udało mi się zobaczyć. W najbliższą sobotę mam znowu wykład o fotoblogu, więc w wolnym czasie obejrzą pozostałe wystawy.

Na pewno warto zobaczyć wystawę Young Fashion Photographers Now, która mieści się we wspaniałej starej hali fabrycznej. Jest tam kilka dojrzałych prac, ale przede wszystkim miejsce warto zobaczyć.

Główne wystawy Out of Mind, Out of Life, Out of Space, mieszczą się w Willi Grohmana. Miejsce jest absolutnie cudowne i nawet gdyby w środku wisiały zdjęcia legitymacyjne, to i tak warto by tam iść.
Na szczęści w środku znajdziemy parę bardziej interesujących rzeczy.
Spodobały mi się zdjęcia  Gabora Kasza, oczywiście moja interpretacja było kompletnie inna od zamierzeń autora. Ale ja zawsze najpierw oglądam, a dopiero potem czytam podpisy pod zdjęciami.
Wizualnie dla mnie to fotografie z pogranicza reklamy i fashion, natomiast co autor miał na myśli, możecie przeczytać poniżej…

Kolejne prace, które mnie zainteresowały to portrety autorstwa Kai-Uwe Gundlach. Choć zrobione na ulicy, wyglądają jakby wszystkie osoby na zdjęciach specjalnie pozowały do nich. Prawie monochromatyczne, wychodzące z czerni obrazy chętnie zobaczyłbym w swoim domu.

 I ostatnia seria fotografii była dla mnie zdecydowanie najciekawsza. Niewiele brakowało, a w ogóle bym jej nie obejrzał, gdyż telewizor wyświetlający zdjęcia, na początku był wyłączony.
Na całość składa się 66 fotografii pokojów hotelowych, prawie identycznie urządzonych, w których rozgrywają się najróżniejsze sceny. Od zmęczenia samotnego kapitana linii lotniczych do orgii seksualnych. Wszystkie sytuacje są zrekonstruowane z dbałością o najdrobniejsze szczegóły i oświetleniem godnym najlepszych fotografii reklamowych.
Zobaczcie koniecznie.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, warsztaty
komentarz
← 1 2 3 4 5 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close