×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

warsztaty

5 maja 2011

| przez Artur Nyk

Co to jest sztuka?

Już od dawna ten temat chodzi za mną, ale dopiero dzisiaj znalazłem natchnienie, by poszukać odpowiedzi na to pytanie.
Na początku przypomnę, jestem fotografem reklamowym, czyli robiącym wszystko pod dyktando moich klientów. Wszystko, co robię, robię dla pieniędzy i kropka. Oczywiście nie oznacza to, że nie sprawia mi to przyjemności albo, że robię to byle jak. Wręcz odwrotnie, zawsze staram się ze wszystkich sił, by moja fotografia była jak najlepsza, analizuję, zastanawiam się, podchodzę do każdego tematu bardzo poważnie.
Ale czy to, co robię, ma jakikolwiek związek ze sztuką? Wrócę do tego pytanie na końcu.


A z czym się kojarzy sztuka? Z galeriami, muzeami, wystawami. Upraszczając, jeśli coś jest wystawione w galerii i podpisane, to jest to sztuka. A mnie takie podejście się nie podoba. Albo inaczej, nie podoba mi się czasem to, co jest wystawiane w galerii, jako sztuka. W ubiegłym roku w trakcie krótkiego pobytu w Londynie, wpadłem do Tate Modern, miejsca, które bardzo lubię. Były tam dzieła fajne i mniej fajne, były też rzeczy kuriozalne. Moim ulubieńcem stała się rzeźba/instalacja/cholerawieco, która była niczym innym, jak kijkiem częściowo okręconym kolorowym sznurkiem i postawionym pod ścianą. Zobaczyłem to i aż mnie wbiło w podłogę. To musi być Sztuka przekonać ludzi, że patyk ze sznurkiem jest dziełem artystycznym!
Jasne, może ktoś zapytać, dlaczego obraz Van Gogha ma być lepszy od patyka? Przecież za życia Vincenta, też nikt nawet nie chciał spojrzeć na jego bohomazy! Czy ma być lepszy, bo autor spędził więcej czasu na jego stworzenie? Albo dlatego, że teraz jego obrazy kosztują miliony?
A może za rok patyk też będzie wystawiony na aukcji za milion? Bo kilku krytyków sztuki opowie nam o głębokich przemyśleniach artysty nad sensem cierpienia, które oplata naszą egzystencję (lub dowolną inną wersję „co autor chciał przez to powiedzieć”). Wiecie, że nie przepadam za krytykami sztuki...

Nie chcę oczywiście nikomu zakazać obwiązywania patyków, ani ustawiania wypchanych zwierząt jedno na drugim (to też moja ulubiona instalacja). Nie przeszkadzają mi nawet landszafty sprzedawane na ulicach turystycznych miast. Niech każdy ma prawo sam zdecydować, co dla niego jest sztuką.
Dla mnie np. sztuką są samochody Lamborghini, czy wazony Alvaro Alto.

Nie zgadzam się jednak, gdy wmawia mi się, że abym zrozumiał sztukę, muszę najpierw przestudiować życiorys artysty, poznać jego wypowiedzi i na koniec przeczytać długi elaborat na temat konkretnego dzieła. A wtedy doznam olśnienia i zrozumiem sztukę.

Znalazłem ostatnio fotografie pewnego artysty fotografa. Pan nazywa się Saul Robbins i mówi o sobie, że jest Artystą.  Na jego stronie jest sesja foteli. Wygląda to trochę, jak zbiór przypadkowo zrobionych zdjęć, ani nie przykuwających uwagi swoją kompozycją i światłem, ani też tematem. Gdybym chciał sprzedać niepotrzebny fotel na allegro to zrobiłbym podobne zdjęcie. Chociaż nie, zrobiłbym to lepiej.
Mogę spokojnie przyjąć zakład, że gdybym umieścił te zdjęcia na moim blogu i napisał : „Zobaczcie, to moja nowa sesja foteli, fajne, co nie?”, to nikt by nawet tego nie skomentował.

I nagle, jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki, fotografie stają się Sztuką. Bo nie są to już zwykłe foty, ale fotografie foteli psychoterapeutów widzianych oczami pacjentów. Przeczytałem opis. Teraz, gdy już wiem, wszystko wygląda inaczej. Teraz mogę przeżywać prawdziwy kontakt ze Sztuką.
Zawsze mnie interesowała sytuacja, czy gdyby pokazać takie dzieło artysty w prestiżowej galerii, jako prace anonimowego fotografa, to czy znalazłyby uznanie? Raczej nie, bo dzisiaj sztuką jest produkt+artysta w komplecie, nie da się ich rozdzielić. Twórca swoją interpretacją i działaniem nadaje rzeczy zwykłej znaczenie niezwykłe.
Tylko, że mnie takie podejście do sprawy nie pasuje. Nie muszę wiedzieć, jak załamuje się światło w atmosferze, by zachwycić się zachodem słońca. Chcę cieszyć się dziełem artysty, nie wiedząc nic o nim.

Dzisiaj wszystko można sprzedać, nawet pusty fotel, wystarczy dobry marketing. A może nie ma racji, mylę się, nie mam odpowiedniej wiedzy…itd. Może tak jest, nie oznacza to jednak, że mam z zachwytem patrzeć na patyki i fotele.
Do mnie taka sztuka nie dociera… ale ja zawsze byłem trochę dziwny. W końcu zająłem się reklamą :)

Saul Robbins, Upper West Side, 2008  (1740836) 

A teraz wracając do pytania, czy reklama może być sztuką? Oczywiście, że tak. Zrobienie 30-sekundowego spotu, który ma wpłynąć na ludzi to jest dopiero sztuka. A czy ja sam robię sztukę? Robię fotografię reklamową, ze swoimi zadaniami, przemyśleniami itd. po prostu reklamę. Całkiem podobnie, jak Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej. On też malował tam wielki billboard na zlecenie klienta.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sesja, warsztaty
komentarz

4 maja 2011

| przez Artur Nyk

Codziennik na Fotofestiwalu

Z taką pewną nieśmiałością i jednocześnie z wielką radością zapraszam Was na Fotofestiwal w Łodzi, gdzie poprowadzę warsztaty „Fotoblog czyli jak prezentować swoje zdjęcia w internecie”.
Zostałem tam zaproszony przez portal Świat Obrazu, który kiedyś już uhonorował mój blog. Nie będę udawał, to zaproszenie wprawiło mnie w bardzo dobry nastrój. Ale już chwilę później dotarło do mnie, że nie jest to takie łatwe zadanie. Tworzyć blog to jedno, a opowiedzieć innym, jak się to powinno robić to już inny problem.

Jedno jest pewne, przygotowując się do warsztatów sam będę musiał przemyśleć wiele zagadnień, które do tej pory rozumiałem tylko intuicyjnie. Teraz to już poważna sprawa, nie ma mowy o improwizacji :)
Mam tylko nadzieję, że na warsztaty przyjdą ludzie, którzy nigdy nie czytali mojego bloga i dzięki temu wezmą mnie za poważnego i doświadczonego blogera :)

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co powiem na temat np. jaki aparat jest dobry dla blogera i dlaczego jest to ajfon, to zapraszam w sobotę 7 maja i 14 maja  o 13:00 do Fabryki Sztuki, Tymienieckiego 3. Liczę, że przyjdziecie i zadacie mi dużo trudnych pytań :)

warsztaty
komentarz

24 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli tani kontra drogi

Dzisiejszy test będzie wyjątkowo nieobiektywny, choć dotyczący obiektywów.
Na ostatnich warsztatach studyjnych spytano się mnie, jaka tak naprawdę jest różnica między tanim i drogim obiektywem. No przecież to jasne, droższy jest lepszy. Ale o ile? I czy każdy dostrzeże tę różnicę?

No to przekonajmy się sami, powiedziałem i wyciągnąłem do porównania mojego  Canona EF 70-200/4 L IS z Canonem EF-S 55-250/4-5,6 IS.
Ponieważ przed chwilą zajmowaliśmy się problemem oświetlania szkła, na stole mieliśmy szklankę wody, którą torturowaliśmy na różne sposoby. Może to mało efektowny obraz, jednak pozwala na sprawdzenie kilku rzeczy. Duży kontrast światła powinien pokazać nam, jak się zachowują szkła w obu obiektywach.
Czy warto zapłacić 3000 zł więcej? Bo właśnie taka jest różnica w cenie obiektywów. A w obrazie?

No właśnie, czy widzicie na pierwszy rzut oka jakąś różnicę?

Jeszcze kilka znaczących wyjaśnień. Do tego małego testu użyłem Canona 550D z dwóch powodów. Po pierwsze, bo to bardzo popularny aparat i często to jego właściciele mają wątpliwości, czy warto zapłacić za szkło więcej, niż za samo body. Po drugie, bo jeden z obiektywów ma w nazwie literkę S czyli nadaje się tylko do niepełnoklatkowych aparatów i nie mógłbym założyć go do mojego body.
Robiliśmy oczywiście pliki RAW, które porównywaliśmy w Aperture.

Na pierwszy rzut oka widać, że 70 mm w droższym obiektywie jest dłuższą ogniskową, niż te same 70 mm w tańszym. Szklanka jest po prostu minimalnie większa przy użyciu mojego zooma. Program wyświetla w obu przypadkach, że ogniskowa to 70 mm, a jednak różnicę widać. Z tym problemem spotkałem się wiele razy przy różnych obiektywach. Np. 100 mm w makro 100/2,8 jest wyraźnie dłuższe niż 105 mm w 24-105/4 L IS. Cóż, tak ich uroda i nie ma czym się przejmować.
Widać też różnicę w kontraście. Obraz z tańszego zooma jest bardziej kontrastowy. A to niedobrze, bo oznacza, że obiektyw przenosi mniej informacji  i kompresuje obraz.
Aby zobaczyć dokładnie, w czym problem, włączyłem opcje zaznaczenia prześwietlonych (czerwony) i niedoświetlonych (niebieski) fragmentów obrazu.

Tani obiektyw nie widzi wielu szczegółów w cieniach, które droższy brat jeszcze rozróżnia. Aby pokazać to jeszcze lepiej, dołożyłem na ekspozycji +2 działki.

Teraz dokładnie widać, ile informacji można wyciągnąć z droższego obiektywu. Przy jasnych partiach ten problem natomiast w ogóle nie występuje.

A jak ze szczegółem w obrazie? Tu w obu obiektywach już ciężko się dopatrzyć różnic.

Mógłbym pewnie pozamieniać podpisy pod zdjęciami i nikt by się nie zorientował. Oba obiektywy w tym momencie dają praktycznie identyczny obraz.

Jaki z tego możemy wyciągnąć wniosek? Właściciele obu obiektywów mają powód do zadowolenia.
Nie mogę stwierdzić, że nie ma sensu kupowania szkła z serii L, ani nie mogę powiedzieć, że tanie obiektywy są do niczego. Szczerze mówiąc, jestem sam mile zdziwiony jakością taniego zooma. Oczekiwałem znacznie większych różnic, a tymczasem okazało się, że jest to świetny obiektyw dla … amatorów. Dochodzimy tu do kwestii różnicy ceny i tego, co za to dostajemy. Tani obiektyw ma plastikowy bagnet. Dostatecznie dobry, gdy zmieniamy go raz na parę dni. Jednak w mojej pracy, gdy czasem po kilka razy dziennie muszę przełożyć obiektyw, metalowy bagnet jest koniecznością. Dalej, cała obudowa serii L jest metalowa i  pyłoszczelna, a mnie często zdarza się robić zdjęcia w trudnych warunkach, gdzie kurz i pył wiruje w powietrzu. Bardziej zaawansowany jest system stabilizacji. Dostajemy też znacznie lepszą osłonę przeciwsłoneczną. Lepsze są warstwy przeciwodblaskowe, a autofokus szybszy.
Po prostu, gdy wykorzystujemy sprzęt codziennie i w najróżniejszych warunkach, suma tych wszystkich różnic jest znacząca.
Jednak, gdy zamierzamy robić zdjęcia hobbystycznie, tańszy obiektyw jest całkowicie wystarczający.

To zła wiadomość dla wszystkich, którzy szukają powodu, by wytłumaczyć, dlaczego ich zdjęcia nie są dostatecznie dobre.
Jeżeli więc macie dylemat, czy wydać 850 zł na 55-250 czy 3850 zł na 70-200, a nie zamierzacie używać go zawodowo, moja rada jest prosta.
Kupcie ten tańszy, a za 3000 zł jedźcie na super wakacje w piękne miejsce, gdzie dwa tygodnie będziecie mogli poświęcić na doskonalenie swoich fotograficznych umiejętności.
Jak wrócicie, nikt nie będzie Wam mówił, jaki masz fajny obiektyw, tylko jakie fajne robisz zdjęcia :)

PS.
Oczywiście mój mały test nie porusza wszystkich aspektów. Przetestowałem tylko jedną ogniskową i tylko w jednych warunkach. Na pewno można by rozpatrywać wiele różnych drobiazgów. Tylko po co, skoro te istotne już widać.  Dla mnie bardziej istotne jest, jak wygląda zdjęcie w całości, a nie rozłożone na czynniki pierwsze :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Canon, porady, sprzęt, test, warsztaty
komentarz

9 stycznia 2011

| przez Artur Nyk

Konkurencja

Znalazłem dzisiaj bardzo fajny blog o tematyce reklamowej autorstwa Pauliny Niżankowskiej: http://blogreklamowy.com/
Właściwie, zamiast brać się za pisanie dzisiaj, to przeglądałem kolejne zestawienia fajnych reklam. Wsiąkłem tam na dosyć długo i było warto. Dla każdego, kogo tematyka reklam pasjonuje, to świetny adres.

Dlatego z czystym sumieniem polecam Wam ten blog. A jeżeli też znacie jakieś wyjątkowo fajne miejsce w sieci to podzielcie się ze mną, a ja opiszę te, które najbardziej mi się podobają.
Nie będę przecież traktował innych blogów, jak konkurencję. Zawsze byłem zdania, że współpraca daje większe możliwości.

PS. Prowadziłem dzisiaj kolejną edycję warsztatów fotograficznych dla początkujących. Tak długo i dogłębnie tłumaczyłem zależności ogniskowa-przesłona-czas-głębia ostrości-czułość, aż wszyscy dobrze to zrozumieli. Nawet ja :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, warsztaty
komentarz

12 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Nauczanie początkowe

I znowu dzisiaj bylem profesorem. Tym razem w fotograficznym przedszkolu, czyli prowadziłem warsztaty fotograficzne dla początkujących.

W związku z tym musiałem jak zawsze tłumaczyć sprawy, które są dla mnie tak proste, że nie zastanawiam się normalnie nad nimi. I jak zawsze wtedy, okazuje się, że nie jest tak łatwo tłumaczyć rzeczy niby proste. Niby proste, bo dopiero, gdy tłumaczę zależności: przesłona- głębia ostrości-czas-czułość-ogniskowa-jasność obiektywu-wielkość matrycy-idlaczegojestjakjest, to sam orientuję się, że nie jest to takie łatwe :) Zwłaszcza do wytłumaczenia :)

Ale gdy po moich wskazówkach ludziom wychodzą zdjęcia, to zaczynam rozumieć nauczycieli, którzy czują satysfakcję z pierwszego dobrze odrobionego zadania ucznia :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

6 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Idealne rozwiązanie

Dzisiaj na warsztatach trochę spieraliśmy się z Patrykiem na temat oprogramowania do wywoływania RAWów. Ja oczywiście prezentowałem jedynie słuszny pogląd o absolutnej wyższości Aperture. Patryk wolał Capture One połączony z Adobe Camera RAW.  Ktoś z uczestników słabo przebąkiwał coś o Lightroom’ie. Każdy z nas z dużym zapałem przekonywał do swojego sposobu wywoływania zdjęć i był gotów w obronie swojego zdania prawie oddać …no, może nie życie ale ulubiony obiektyw.

A Wam powiem, kto z nas miał rację.

Otóż, rację mieliśmy oboje! Najlepszy program do obróbki zdjęć to program, który dobrze się zna i sprawienie obsługuje. Kiedy ja decydowałem się na wybór oprogramowania, na rynku była tylko pierwsza wersja Aperture, a Lightroom dopiero był zapowiadany. Specjalnie dla Aperture zmieniłem komputery na maki. Teraz nie żałuję, ale początki nie były takie łatwe. Kompletna zmiana sposobu myślenia o zarządzaniu zdjęciami wywołała u mnie rewolucję. A rewolucja zawsze domaga się ofiar. Ja złożyłem ofiarę z czasu, jaki musiałem poświęcić, by wszystko zrozumieć i przyzwyczaić się.
Nie pomagała mi w tym czasie świadomość, że Lightroom właśnie wszedł na rynek i miał więcej możliwości wywoływania plików.
Teraz, gdy Aperture ma już trzecią wersję, która jest bliska mojemu ideałowi, nie wyobrażam sobie zmiany mojego podstawowego programu na inny. Nawet, gdyby okazało się, że nowa wersja  Lightroom zdecydowanie okazała się lepsza, nie wybrałbym go z jednej tylko przyczyny.
Nie mam czasu (ani ochoty), by od nowa uczyć się obsługi, skrótów klawiaturowych i innej filozofii.

Jeśli jeszcze przed Wami jest wybór, w czym pracować, to ściągnijcie sobie triale Aperture (tylko na Maki), Lightroom, Capture One i popracujcie, pooglądajcie sobie i zobaczcie, co Wam pasuje najbardziej, a potem zapomnijcie o całej reszcie programów.
Zapomnijcie o oprogramowaniu Canona, które jest tak kiepskie, jak dobre są same Canony. Zapomnijcie o Brigde’u, który jest anachronizmem ( nie pojmuję, po co Adobe robi Bridge, skoro ma Lightroom’a ).
Nikonowcy mogą przyjrzeć się ich firmowemu oprogramowaniu, które zrobiło na mnie dobre wrażenie (w przeciwieństwie do aparatów :))

Dla mnie cenne było zobaczyć, jak pracują inni, bo zawsze można coś podpatrzyć i czegoś się nauczyć. I o to w końcu chodzi :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, Canon, Nikon, Photoshop, porady, warsztaty
komentarz

4 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Weekend z parą młodą

Jutro dla mnie (bo piszę dzisiaj), a dla Was dzisiaj (bo będziecie czytać jutro), od rana (ustalmy precyzyjnie – chodzi o sobotę) robimy warsztaty ślubne (dla fotografów).

Po tym bardzo skomplikowanym zdaniu postaram się pisać prościej. Jako Fotografia Pro robimy warsztaty z fotografii ślubnej. Prowadzić je będzie Patryk Wolański, a ja jedynie zajmę się małym fragmentem, czyli oświetleniem w studio.
Sam jestem ciekawy, co Patryk będzie opowiadał, bo facet ma duże doświadczenie w tej dziedzinie. Będę słuchał, ale na tym poprzestanę. To nie dla mnie, za dużo stresu :) Może pamiętacie, jak ostatnio byłem na ślubie Dominiki? Do dzisiaj, jak sobie pomyślę, co by się stało, gdybym nie zachował zimnej krwi w decydującym momencie ślubu, to przechodzą mnie ciarki.

Nie spotkałem się jeszcze z tym u nas, ale np. w Kanadzie fotograf ślubny musi podpisać umowę, że jeśli nie uda mu się zrobić zdjęć we wszystkich najważniejszych momentach to płaci karę. I to taką, że niewielu się decyduje na zostanie fotografem ślubnym :)

Myślę, że gdyby u nas zaczął obowiązywać podobny zwyczaj to też nagle wielu fotografów pomyślałoby o szybkim przekwalifikowaniu się na wodzireja. Biznes ten sam, a praca mniej stresująca :)

Dekoracja ślubna: Uwaga głębokie wykopy
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

7 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Jak to jest być profesorem

Jestem dzisiaj trochę zmęczony po warsztatach, które prowadziłem. Cały dzień pracowaliśmy w studio nad zgłębieniem tajemnic fotografii fashion i portretu. 
Studiowałem kiedyś historię i miałem zajęcia z pedagogiki.Pamiętam, jak długo przekonywałem moją profesorkę, że nigdy w życiu nie będę przecież nikogo uczył. Przecież zajmuję się fotografia. Ponieważ byłem bardzo przekonywujący, dostałem zaliczenie, a do książki z pedagogiki nigdy nie zajrzałem. A potem, nawet nie wiem kiedy, poprowadziłem pierwszy kurs, potem kolejne zajęcia i tak już zostało.
Zawsze traktowałem to jak spotkanie z pasjonatami podobnymi do mnie, by porozmawiać i wspólnie fotografować. Tyle, że to ja zawsze musiałem odpowiadać na wszystkie pytania. Kiedyś na zajęciach z podstaw fotografii, gdy opowiadałem o kwestiach związanych z przesłoną, jedna z pań przerwała mi i zadała pytanie: „przepraszam, a co to jest ta przesłona?”. Musiałem przewartościować moje pojęcie o tym, czym są podstawy fotografii.
Dzisiaj na szczęście obyło się bez tak trudnych pytań, a wszyscy dobrze się bawili. Nie mieli zresztą innego wyjścia, skoro mogli fotografować jedną z moich ulubionych modelek, Martynę Siwek. Dziewczyna była niezmordowana i na 10-cio centymetrowych szpilkach pozowała przez kilka godzin. Tylko chwilami rzucała mi spojrzenie mówiące: „masz szczęście, że cię lubię bo inaczej…”. Przynajmniej dostanie od wszystkich dużo zdjęć. Ale na następne warsztaty pewnie będę musiał poszukać innej modelki, która nie będzie przeczuwać, co ją czeka :)
Na koniec oczywiście były pamiątkowe zdjęcia, troszkę tylko reżyserowane.

zdjęcia : Gosia Kłosowska

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja, warsztaty
komentarz

5 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Kupuję sukienkę

Właściwie to kupiłem dzisiaj nawet dwie. I do tego rajstopy. Ale nie martwcie się, nie zmieniłem upodobań. Po prostu potrzebowałem kilku rzeczy na jutrzejsze warsztaty. Tatiana, stylistka z która pracuję, nie mogła niestety osobiście przygotować mi ciuchów, więc zrobiłem to sam, wspomagany przez nią telefonicznie. Przeszedłem kilkanaście sklepów w naszym cudownym centrum handlowym, szukając ubrań, które sobie wymyśliłem. Już w drugim sklepie miałem dosyć, ale nie poddałem się i systematycznie przeglądałem jedną sukienkę po drugiej. W końcu znalazłem to, co chciałem. Kupowałem w trzech sklepach i za każdym razem ekspedientka dziwnie się do mnie uśmiechała. Albo to takie niespotykane, że facet kupuje sukienkę, albo wybrałem wybitnie niemodną.

Mimo że wizyta w centrum handlowym wywołuje u mnie reakcję alergiczną, to często się tam pojawiam, by znaleźć ciuchy albo akcesoria do zdjęć. W cywilizowanych miastach działa instytucja showroomów. W Katowicach zapytanie się w sklepie o możliwość wypożyczenia rzeczy do zdjęć, budzi zdziwienie. Parę razy udało mi się to zrobić, ale zwykle jest to na tyle skomplikowane, że wolę po prostu kupić. Nie sądźcie jednak, że mam tak ogromne budżety sesji, by móc kupować, na co mi przyjdzie ochota. Zakupy zawsze rozpoczynam niewinnym pytaniem: „Ewentualnie mogę to oddać jak nie będzie pasować?”. I jakoś nigdy nie pasuje :)

W przyszłym tygodniu pojawię się w każdym z tych sklepów, by stwierdzić, że niestety jestem zmuszony oddać sukienkę. Może panie znowu będą się do mnie uśmiechać :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

27 października 2010

| przez Artur Nyk

Czy na wykładzie można się czegoś nauczyć?

Dzisiaj razem Z Grzegorzem Klatką poprowadziliśmy wykład o różnicach i cechach wspólnych fotografii reklamowej i reportażowej. Pokazaliśmy trochę zdjęć, poopowiadaliśmy o nich, odpowiedzieliśmy na pytania słuchaczy i potem poszliśmy w gronie znajomych na piwo. Ale nie o tym chciałem dzisiaj napisać.

Zastanawiałem się  nad wykładami i prezentacjami fotografów, w których brałem kiedyś udział. Czy dały mi coś i czy coś w nich wyniosłem. Przecież inaczej nie byłoby sensu na takie imprezy chodzić, zdjęcia mogę sobie obejrzeć na stronie fotografa, a ze znajomymi wolę spotkać się w knajpie.

Byłem na wykładzie Ryszarda Horowitza parę lat temu. Zapamiętałem go podwójnie. Po pierwsze, poczułem się wyróżniony przez Horowitza i zaproszony do pierwszego rzędu. Gdybym w tym miejscu zakończył wyjaśnienia, mógłbym zostawić Was w przeświadczeniu o mojej bliskiej znajomości z Ryśkiem. Niestety, było trochę inaczej. Po prostu, jak zwykle spóźniłem się i gdy wszedłem na salę, wszystkie miejsca były już zajęte. Miałem nadzieję, że moje spóźnienie nie zostanie zauważone i jednocześnie rozpaczliwie rozglądałem się za jakimkolwiek wolnym miejscem. I wtedy sam Mistrz wskazał mi wolne miejsce w pierwszym rzędzie :)
Po drugie zapamiętałem podejście Horowitza do swojej pracy. Ktoś z publiczności zadał długie i skomplikowane pytanie, zawierające mnóstwo mądrych słów. W połowie tego pytania już się zgubiłem, o co chodziło. Pytający mówił coś o aspektach, filozofii, wartości, głębi i sztuce. Horowitz popatrzył na niego i odpowiedział jednym zdaniem: Proszę pana, to są tylko fotografie….
Z miejsca polubiłem go jeszcze bardziej.
Pamiętam, że na wykładzie była mowa o technice zrobienia wielu zdjęć, parę rzeczy nawet zapadło mi w pamięć. Ale najbardziej zapamiętałem właśnie tamtą wypowiedź: To są tylko fotografie.
Nie dorabiam do moich zdjęć żadnej filozofii, to tylko reklama. To tylko coś, co sprawia mi przyjemność. Tylko coś, co jest moim sposobem na życie.

I świetną sprawą jest przekonać się, że ktoś, kogo podziwiamy, ma podobne podejście do fotografii.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, warsztaty
komentarz
← 1 2 3 4 5 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close