×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

6 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Idealne rozwiązanie

Dzisiaj na warsztatach trochę spieraliśmy się z Patrykiem na temat oprogramowania do wywoływania RAWów. Ja oczywiście prezentowałem jedynie słuszny pogląd o absolutnej wyższości Aperture. Patryk wolał Capture One połączony z Adobe Camera RAW.  Ktoś z uczestników słabo przebąkiwał coś o Lightroom’ie. Każdy z nas z dużym zapałem przekonywał do swojego sposobu wywoływania zdjęć i był gotów w obronie swojego zdania prawie oddać …no, może nie życie ale ulubiony obiektyw.

A Wam powiem, kto z nas miał rację.

Otóż, rację mieliśmy oboje! Najlepszy program do obróbki zdjęć to program, który dobrze się zna i sprawienie obsługuje. Kiedy ja decydowałem się na wybór oprogramowania, na rynku była tylko pierwsza wersja Aperture, a Lightroom dopiero był zapowiadany. Specjalnie dla Aperture zmieniłem komputery na maki. Teraz nie żałuję, ale początki nie były takie łatwe. Kompletna zmiana sposobu myślenia o zarządzaniu zdjęciami wywołała u mnie rewolucję. A rewolucja zawsze domaga się ofiar. Ja złożyłem ofiarę z czasu, jaki musiałem poświęcić, by wszystko zrozumieć i przyzwyczaić się.
Nie pomagała mi w tym czasie świadomość, że Lightroom właśnie wszedł na rynek i miał więcej możliwości wywoływania plików.
Teraz, gdy Aperture ma już trzecią wersję, która jest bliska mojemu ideałowi, nie wyobrażam sobie zmiany mojego podstawowego programu na inny. Nawet, gdyby okazało się, że nowa wersja  Lightroom zdecydowanie okazała się lepsza, nie wybrałbym go z jednej tylko przyczyny.
Nie mam czasu (ani ochoty), by od nowa uczyć się obsługi, skrótów klawiaturowych i innej filozofii.

Jeśli jeszcze przed Wami jest wybór, w czym pracować, to ściągnijcie sobie triale Aperture (tylko na Maki), Lightroom, Capture One i popracujcie, pooglądajcie sobie i zobaczcie, co Wam pasuje najbardziej, a potem zapomnijcie o całej reszcie programów.
Zapomnijcie o oprogramowaniu Canona, które jest tak kiepskie, jak dobre są same Canony. Zapomnijcie o Brigde’u, który jest anachronizmem ( nie pojmuję, po co Adobe robi Bridge, skoro ma Lightroom’a ).
Nikonowcy mogą przyjrzeć się ich firmowemu oprogramowaniu, które zrobiło na mnie dobre wrażenie (w przeciwieństwie do aparatów :))

Dla mnie cenne było zobaczyć, jak pracują inni, bo zawsze można coś podpatrzyć i czegoś się nauczyć. I o to w końcu chodzi :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, Canon, Nikon, Photoshop, porady, warsztaty
komentarz

4 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Weekend z parą młodą

Jutro dla mnie (bo piszę dzisiaj), a dla Was dzisiaj (bo będziecie czytać jutro), od rana (ustalmy precyzyjnie – chodzi o sobotę) robimy warsztaty ślubne (dla fotografów).

Po tym bardzo skomplikowanym zdaniu postaram się pisać prościej. Jako Fotografia Pro robimy warsztaty z fotografii ślubnej. Prowadzić je będzie Patryk Wolański, a ja jedynie zajmę się małym fragmentem, czyli oświetleniem w studio.
Sam jestem ciekawy, co Patryk będzie opowiadał, bo facet ma duże doświadczenie w tej dziedzinie. Będę słuchał, ale na tym poprzestanę. To nie dla mnie, za dużo stresu :) Może pamiętacie, jak ostatnio byłem na ślubie Dominiki? Do dzisiaj, jak sobie pomyślę, co by się stało, gdybym nie zachował zimnej krwi w decydującym momencie ślubu, to przechodzą mnie ciarki.

Nie spotkałem się jeszcze z tym u nas, ale np. w Kanadzie fotograf ślubny musi podpisać umowę, że jeśli nie uda mu się zrobić zdjęć we wszystkich najważniejszych momentach to płaci karę. I to taką, że niewielu się decyduje na zostanie fotografem ślubnym :)

Myślę, że gdyby u nas zaczął obowiązywać podobny zwyczaj to też nagle wielu fotografów pomyślałoby o szybkim przekwalifikowaniu się na wodzireja. Biznes ten sam, a praca mniej stresująca :)

Dekoracja ślubna: Uwaga głębokie wykopy
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

2 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Pogłoski o Canonie

Miałem już 4 cyfrowe Canony i każdy kolejny pracował u mnie coraz dłużej. Moja aktualna „jedynka” zaspokaja moje wszystkie potrzeby. Pewnie dlatego, że jeszcze nie wiem, iż potrzebuję więcej :)

Ale tak na poważnie, nie widzę sensu wymiany aparatu na nowszy o większej matrycy, a tym samym produkujący większe pliki, które szybciej zapchają mi dyski na kompie. Możliwości obiektywów zbliżają się do swoich granic i jeśli teraz rozdzielczość 21 Mpx jeszcze przenoszą, to przy np 32 Mpx może to już nie mieć sensu. Chyba że….

To oczywiście tylko plotki, ale mówi się o całkowitej zmianie filozofii Canona. Możliwe, że nigdy nie będzie 1Ds Mk IV, a nowy Canon dostanie całkowicie nową nazwę.  Co mogłoby sprawić, że Canon nie zrobi kolejnej „jedynki”? Jedynie coś zdecydowanie rewolucyjnego. Np. modułowy aparat mogący konkurować z systemami średnioformatowymi.

Gdy przeczytałem taką sugestię, aż zaniemówiłem. Przypomniałem sobie, że jeszcze wczoraj kumpel zadawał mi pytanie, dlaczego jeszcze nikt nie wpadł na pomysł zrobienia modułu przystawki cyfrowej, którą można by założyć do analogowych aparatów. Przypomniałem sobie, jakie możliwości dawał system Mamiya, gdzie mogłem sobie poskładać aparat z rożnych części, dokładnie do moich potrzeb.

Gdyby rzeczywiście wypuścili system, w którym mamy niezależne body, do tego możemy dołączyć tylną ściankę z matrycą to już podoba mi się ten pomysł. To dawałoby Canonowi możliwość wypuszczenia kilku matryc, o różnych rozdzielczościach i cenach oczywiście.
Ostatnio Canon pokazał matrycę formatu APS-C 120 Mpx !!! Teoretycznie więc do pełnej klatki można by zrobić matrycę ok 200 M px! Pomijając oczywiście, komu na grzyba byłoby to potrzebne?

A co z obiektywami? Podobno odłożenie w czasie premiery dwóch nowych obiektywów 300/2,8 i 400/2,8, jest związane z ulepszeniem szkieł, które produkowane w jakiejś nowej super kosmicznej technologii, będą przenosić znacznie większą rozdzielczość. 32 Mpx? 40 Mpx? Kto wie, może rzeczywiście byłoby to realne i miało sens?

Pewnie zapytacie, a po co mi 40 Mpx? W 50-70 % fotografii, jakie robię, nie miałoby to rzeczywiście sensu. Ale w wielu sytuacjach tak duża rozdzielczość mogłaby sporo pomóc. Już ja bym znalazł zastosowanie :)

No to od jutra zaczynam zbierać na nowy aparat. W końcu mój samochód może zrobić kolejne 100.000 przebiegu :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Mamiya, sprzęt
komentarz

1 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Nowy Pirelli niefajny?

Dzisiaj pojawiły się w sieci pierwsze zdjęcia z nowego kalendarza Pirelli. Powiem tak: Karl Lagerfeld projektantem wielkim jest. Ale fotografem już niekoniecznie.
Pierwsze spojrzenia na te nowe zdjęcia zdecydowanie mnie rozczarowały. Nie zachwyca mnie światło, kompozycja, stylizacja, w sumie nic mnie nie zachwyca. Zaryzykuję, że gdyby nie znane nazwisko fotografującego projektanta i nazwa samej firmy Pirelli, to zdjęcia przeszłyby zupełnie bez echa.
Czy mam rację? Bardzo jestem ciekawy opinii innych.
To już drugi kalendarz z polskimi modelkami, w tegorocznym wydaniu pojawiają się Anja Rubik i Magdalena Frąckowiak. Niestety, jednocześnie jest to kolejna edycja, która rozczarowuje….

Uwielbiam zdjęcia z kalendarzy, które robili Patrick Demarchelier (2005, 2008), Mert Alas & Marcus Piggott (2006), Nick Night (2004), Bruce Weber (1998, 2003), Peter Lindbergh (1996, 2002), Herb Ritts (1994,1999).
Jak widzicie, w tych datach są dziury, kiedy to powstawały kalendarze, na które naprawdę nie miałem ochoty patrzeć. I też autorami były wielkie nazwiska.
Wygląda na to, że w moim prywatnym zestawieniu fajnych kalendarzy powstanie kolejna dziura przy dacie 2011.
Chyba, że kolejne zdjęcia zmienią moją opinię o fotografującym projektancie.

Kalendarz Pirelli 2011, modelka Erin Wasson, fot. Karl Lagerfeld
To jedno zdjęcie jeszcze najbardziej mnie przekonuje
Kalendarz Pirelli 2011, modelka Daria Werbowy, fot. Karl Lagerfeld

Kalendarz Pirelli 2011, modelka Iris Strubegger, fot. Karl Lagerfeld

Kalendarz Pirelli 2011, modelka Elisa-Sednaoui, fot. Karl Lagerfeld

Kalendarz Pirelli 2011, modelka Julianne Moore, fot. Karl Lagerfeld
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

30 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Wykład czyli zawsze na ostatnią chwilę

Wszyscy moi znajomi wiedzą, że zawsze się spóźniam. Niektórzy nawet umawiając się ze mną, podają mi specjalnie wcześniejszą godzinę, wiedząc, że gdy się spóźnię to będę na czas.

Dosyć podobnie mam z wszelkimi przygotowaniami. Zawsze robię to na ostatnią chwilę. Po co uczyć się do matury? Mam jeszcze trzy dni. Dlaczego mam już sprzątać? Goście przychodzą dopiero za godzinę. Po co składać dziś PIT, skoro czas jest do jutra? Zły przykład, tak wszyscy robią.

Generalnie jednak takimi kategoriami myślę. Jutro (wtorek 30.11) mam wykład w Muzeum Śląskim o fotografii reklamowej. W czwartek postanowiłem: w sobotę przygotuję się do niego! W sobotę stwierdziłem: eee, może raczej w niedzielę. W niedzielę pomyślałem: już późno, zrobię to w poniedziałek. Mamy właśnie poniedziałek. Jak już domyśliliście się, dzisiaj też nic nie zrobiłem. Ale mam usprawiedliwienie, miałem dużo pracy, no i jeszcze w końcu został mi wtorek rano :)
Moje postanowienie na dzisiaj brzmi: od rana pracuję!!! Naprawdę!

Będzie to wyglądało mniej więcej tak:
9:00 – fajnie, mam dużo czasu
9:30 – nawet bardzo dużo czasu
10:00 – to może kawa
10:30 – zobaczmy, jakie materiały już mam
11:00 – o jakie fajne foty sobie kiedyś zapisałem, hmm zainspirowało mnie to do nowej sesji..
11:30 – i potem jeszcze mógłbym zrobić takie ujęcie… o kurde, miałem przygotować się do wykładu
12:00 – dobra, opowiem o Horowitz’u, Demarchelie i tym, no, jak on się nazywa???
12:30 – fajne ma te foty, O! tych nie znałem. Aha , mam się przygotować
13:00 – no dobra robi się późno, to teraz konkretnie
13:30 – głodny jestem…
14:00 – zaraz, jak by poukładać te zdjęcia?
14:30 – kawa dobrze mi zrobi, będę szybciej pracował!
15:00 – jaki był dokładnie temat wykładu??????
15:30 – a te foty to Avedon czy Newton? Może lepiej ich nie pokażę…
16:00 – już 16????!!!!, muszę lecieć, po drodze coś wymyślę……..

No to do zobaczenia w muzeum :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

29 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Muszę iść do wojska

Wszystko zaczęło się od wizyty u lekarza. Niejako mimochodem lekarka spytała mnie, czy byłem w wojsku. Nie, nie byłem. O, to muszę panu wypisać skierowanie na komisję. Ale po co? Poza tym mam kategorię A3, po co mam iść na jakąś komisję? O, to tam, pan wszystko wyjaśni na pewno, ale musi pan iść.

No i nie wiem jak to się stało ale wylądowałem razem z innymi rekrutami w koszarach. Jedynym pocieszeniem w tej fatalnej sytuacji było to, że spotkałem tam Tomka. Szybko też zauważyliśmy dziwną rzecz. Wszyscy nowi rekruci byli fotografami!
Zakwaterowali nas w jakimś kiepskim baraku z dykty, ale wyglądało na to, że jesteśmy tu jedynie przejściowo. Nie rozumiałem też innej kwestii. Ciągle nie pojawił się żaden oficer, nikt nie mówił nam też, co z nami chcą zrobić. Zresztą, nie miało to dla mnie większego znaczenia. Perspektywa spędzenia kolejnych dwóch lat w wojsku, w obojętnie jakim charakterze,  napawała mnie przerażeniem. Dwa lata kompletnie stracone!
Odciągnąłem Tomka na bok. Stary, musimy coś zrobić, przecież nie będziemy tu siedzieć dwa lata! No ale co zrobimy, uciekniemy?
Wcale tej ewentualności nie wykluczałem. Nie mogłem sobie darować, że w tak głupi sposób przyznałem się przed lekarką, że nie byłem jeszcze w wojsku. Jak mogłem tak dać się namówić, by iść dobrowolnie na komisję? Muszę coś zrobić, muszę stąd uciekać!

Pojawili się jacyś żołnierze, byli wyluzowani i spytali się, czy nie zagramy z nimi w kosza? Coś mi tu nie pasowało. Nie potraktowali nas jak koty!
Tomek poszedł zagrać i spróbować coś nich wyciągnąć. Może wiedzą, o co tu chodzi? W sumie nawet sporo się dowiedział. Nie mogli nam nic konkretnego powiedzieć, ale słyszeli, że wojsko ściągnęło nas, by na drodze konkursu wyłonić z nas najlepszego fotografa. Nie wiedzieli tylko po co armii fotograf? Było nas 504, spora liczba. To musiało być coś poważnego. Tym bardziej nie podobało mi się to…

Długo dochodziłem do siebie, nie wiedziałem o co chodzi. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie z wielką ulgą – to był tylko sen!!!! Rany, jaki realistyczny!
Jak dobrze, że nie muszę spędzić dwóch lat w armii. Jak dobrze, że to tylko śniło mi się dzisiaj w nocy, po wieczorze bułgarskim. Że to był tylko sen. Powered by Primator.

Może nie powinienem już więcej tego pić :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

27 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Po co nam zima?

Zawsze byłem wielkim przeciwnikiem zimy od czasu, gdy ojciec zabrał mnie kiedyś na sanki. Było pięknie, mnóstwo śniegu, na pewno było fajnie, ale najbardziej zapamiętałem, jak bardzo było zimno. Od tego czasu zawsze miałem nadzieję, że doczekam się czasów, gdy zimy będą nielegalne.

Gdy trochę już urosłem i zapomniałem, jaka zima jest zła, wymyśliłem razem z moim przyjacielem Adamem, że zimowa szkoła przetrwania to jest to, o czym zawsze marzyliśmy. Pojechaliśmy w Beskidy na tydzień zajęć prowadzonych przez Piotra Van Der Coghena, który wtedy rozkręcał dopiero swoją szkołę. Przez pierwsze dni było fajnie, biegaliśmy po lasach, uczyliśmy się korzystać ze sprzętu wspinaczkowego, chodzenia w karplach, a nocami słuchaliśmy długich opowieści Piotra o górach i ratownikach.
Aż któregoś dnia Piotr zapowiedział nam, że idziemy nocować w namiocie na Babią Górę.
To taki żart prawda?  Nie, jutro idziemy – stwierdził Piotr.

Obładowani sprzętem czuliśmy się prawie jak zdobywcy Himalajów. Nie wiedziałem tylko, że bycie zdobywcą to taka trudna praca. Wyszliśmy z Markowych Szczawin, najpierw na szlaku Akademickim było łatwo i przyjemnie. Ale gdy w pewnym momencie odbiliśmy, by wspinać się na przełaj, już tak łatwo nie było. Na zmianę torowaliśmy sobie drogę w śniegu do pasa. Karple niby nam pomagały nie zapadać się w śniegu, ale wyobraźcie sobie chodzenie z czymś, co przypomina XIX-wieczne rakiety tenisowe, przywiązanym do nóg. Potem, gdy mogliśmy już je zdjąć, wcale nie było lepiej, bo zamiast kopnego śniegu był lód. Mieliśmy raki ze sobą. Równie nowoczesne co karple. Do dzisiaj pamiętam ich paski, które za nic na świecie nie dawały się zapiąć na tym mrozie.

Gdy w końcu po wielu godzinach znaleźliśmy się na szczycie, było okropnie zimo, wiał bardzo silny wiatr, padał śnieg, a do domu było daleko. Mieliśmy dwa namioty na sześć osób, szybko okazało się, że jeden nieśliśmy zupełnie niepotrzebnie. Stawianie tego drugiego wyglądało tak: Stawiamy – wieje wiatr – namiot leży – stawiamy – wieje wiatr – namiot leży – stawiamy…

W końcu Piotr zdecydował, że przenosimy się trochę niżej, gdzie tak nie będzie wiać. Zostawiliśmy plecaki, zeszliśmy niżej, gdzie udało nam się postawić namiot. Idziemy po plecaki, wracamy i znowu to samo, namiot leży. Stawiamy go po raz kolejny, tym razem robiąc dodatkowe odciągi ze wszystkich czekanów. Wchodzimy po kolei do środka. Jest ciasno, ale robimy herbatę i czujemy się jak w pięciogwiazdkowym hotelu.
Rano jakby ciaśniej się zrobiło. To między namiotem, a tropikiem nawiało metr śniegu i w ten sposób natura sama zrobiła nam igloo. Wyjście na mróz rano było wyczynem na miarę zdobycia Arktyki.

Gdy wracaliśmy, było mi tak zimno, że po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: NIGDY WIĘCEJ NIE PÓJDĘ ZIMĄ W GÓRY!!! Powtarzałem to sobie tak długo, aż zeszliśmy niżej, zaświeciło słońce i stwierdziłem, że w sumie jest fajnie :)

W schronisku dowiedzieliśmy się, że w nocy na szczycie było minus 33 stopnie…. Ja odmroziłem sobie duży palec u nogi (trochę z własnej winy…). Zimę znienawidziłem od nowa i zacząłem znowu czekać na zmianę klimatu.
Ale mimo wszystko tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, były zdjęcia, które rano tam zrobiłem. Założyłem wtedy pierwszy raz w życiu slajd wywoływany w procesie E-6. Nie był to żaden Kodak, ani Fuji, tylko bardzo markowy film Quelle :)  Jednak na mnie kolory, jakie zobaczyłem po wywołaniu, zrobiły piorunujące wrażenie. Więc to tak wyglądają kolory???? Niesamowite!!! Do tej pory używałem tylko slajdów ORWO, których kolory były po prostu orwoskie. Jeżeli nic Wam ta nazwa nie mówi, to bardzo dobrze, nic nie straciliście.

Zima już zawsze będzie kojarzyć mi się z tamtymi slajdami, a w pamięci mam tamten KOLOR.
Po co nam więc zima? Nie wiem. Ale skoro już jest, to trzeba ją fotografować.

Piotr szykuje sprzęt na naszą wyprawę
Marta szykuje kurtkę

Wyruszamy w kolorach ORWO
Jeżeli ORWO nie zażółcało czasem to tylko dlatego, że akurat wtedy zaniebieszczało
I niestety, chwilowo nie zobaczycie zdjęć ze sławnego filmu Quelle do czasu, gdy znajdę płytę z oprogramowaniem do mojego skanera…… 
Czy komuś pożyczałem???
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

25 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Przypomniałem sobie o czym zapomniałem

Po dwóch dniach intensywnej pracy, dzisiaj zrobiłem sobie dosyć luźny program dnia. Przesiedziałem w miłej atmosferze parę godzin w Muzeum Śląskim, gdzie uzgadnialiśmy szczegóły mojego wykładu w przyszłym tygodniu. Potem spotkanie ze znajomymi w pubie (gdzie nadal wszyscy palą) i parę telefonów. Ogólnie miło i leniwie spędziłem ten dzień.

A teraz zabierając się za pisanie dzisiejszego odcinka, nagle zacząłem sobie przypominać, co miałem zrobić.
Zapomniałem, że umówiłem się z Danielem na spotkanie. Chyba nie będę już dzwonił z przeprosinami po północy, bo jutro musiałbym przepraszać za ten telefon z przeprosinami.
Zapomniałem znaleźć Tomkowi sprzęt do nagłośnienia nowego salonu (już wiecie, że to moje hobby).
Zapomniałem przeanalizować umowę, którą dostałem.
Zapomniałem zrobić przelewy.
Zapomniałem o wizycie u księgowych.
Zapomniałem rano wrzucić na FB zwyczajowy link z bloga (dzięki Andrzeju za przypomnienie :))
Zapomniałem telefonu u rodziców, gdy wpadłem do nich na chwilę.
Zapomniałem o kilku telefonach, które miałem zrobić.
Zapomniałem o czymś tam jeszcze ( już nie pamiętam o czym…)

Ale za to jaki miałem spokojny i miły dzień :)))))) Może jutro też o czymś zapomnę ?

do kawy
komentarz

24 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Gotowanie precyzyjne czyli mam dość

Wczoraj miałem sesję trzynastogodzinną, dzisiaj trwała czternaście godzin, jutro… Jutro nawet nie dotknę aparatu.

Całe szczęście, że lubię to, co robię. Jednak są tego pewne granice i dzisiaj właśnie je przekroczyłem.
Od samego rana razem z Anią dzielnie układaliśmy pieczarki i ogórki. Wiem na pewno, że teraz przez parę dni nie wezmę tego do ust, nawet patrzeć na nie jest mi po dzisiejszym dniu ciężko :)

Ania chyba to przewidziała, bo przyniosła na sesję prawdziwe antidotum – muffiny własnego wypieku. Nie zdążyłem nawet zrobić ich zdjęcia, bo wszyscy rzucili się na nie i już nie było co fotografować.
Przepis możecie znaleźć tu: http://namiotle.widmo.biz/category/muffiny/

Finisz układania puzzli 

Górka ogórka
 Narzędzia zbrodni

Tak wygląda resztka sosu na dnie kubka, obiektyw makro się tam zmieścił :)

Co to? Na pewno jadalne
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

23 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Fotograf na siłowni

Chodziliście kiedyś na siłownię? Ja tak, ale jako fotograf w zasadzie nie muszę. Wystarczy, że jeżdżę na sesję.  Najpierw pakowanie sprzętu, wymaga najmniej wysiłku, ale jest nudne i żmudne. Potem niesiemy wszystko do samochodu. Mam szczęście, studio jest tylko na pierwszym piętrze. Standardowy  sprzęt to pięć kursów po schodach. Następnie pakowanie tego całego badziewia do samochodu, czyli poderwanie ciężaru, utrzymanie, wpakowanie i upchanie. I tak ładnych parę razy. Ile tego będzie w sumie ? Tak około 100 kg, nie jest źle, ale jak wieczorem będziemy wracać to w dziwny sposób ciężar się podwaja :)

Jedziemy samochodem, czyli odpoczynek przed kolejnym etapem. Gdy jesteśmy już na miejscu, zaczyna się walka o podjechanie jak najbliżej miejsca sesji. Jeżeli jest to parter, to jest dobrze, jeśli gdzieś wyżej i jest winda, nadal ok. Ale czasem trzeba zatargać bambetle daleko… Moi asystenci pod wpływem Strongman’a, nazwali kiedyś tę dyscyplinę Spacerem Asystenta. Czyli bierzesz dwie torby z lampami i idziesz bez zatrzymania od samochodu do miejsca sesji. Wydawało mi się, że dobrze się zawsze przy tym bawią :)

Dalej jest znowu trochę lżej, nosisz tylko pojedyncze lampy tam i z powrotem. Czasem jako premię możesz sobie ponosić coś, co znajdzie się na sesji, moje ulubione były parę lat temu szafy trzydrzwiowe. A raczej trzyosobowe, bo to była minimalna ilość osób, by ruszyć je z miejsca.

No i znowu pakowanie, niesienie, podniesienie, wniesienie. Nie byłem nigdy fotografem, który w najlepszym wypadku sam zniży się do niesienia swojego aparatu (a znam takich), ale w takim momencie asystent jest najlepszym przyjacielem fotografa :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sesja
komentarz

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close