×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

5 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Kupuję sukienkę

Właściwie to kupiłem dzisiaj nawet dwie. I do tego rajstopy. Ale nie martwcie się, nie zmieniłem upodobań. Po prostu potrzebowałem kilku rzeczy na jutrzejsze warsztaty. Tatiana, stylistka z która pracuję, nie mogła niestety osobiście przygotować mi ciuchów, więc zrobiłem to sam, wspomagany przez nią telefonicznie. Przeszedłem kilkanaście sklepów w naszym cudownym centrum handlowym, szukając ubrań, które sobie wymyśliłem. Już w drugim sklepie miałem dosyć, ale nie poddałem się i systematycznie przeglądałem jedną sukienkę po drugiej. W końcu znalazłem to, co chciałem. Kupowałem w trzech sklepach i za każdym razem ekspedientka dziwnie się do mnie uśmiechała. Albo to takie niespotykane, że facet kupuje sukienkę, albo wybrałem wybitnie niemodną.

Mimo że wizyta w centrum handlowym wywołuje u mnie reakcję alergiczną, to często się tam pojawiam, by znaleźć ciuchy albo akcesoria do zdjęć. W cywilizowanych miastach działa instytucja showroomów. W Katowicach zapytanie się w sklepie o możliwość wypożyczenia rzeczy do zdjęć, budzi zdziwienie. Parę razy udało mi się to zrobić, ale zwykle jest to na tyle skomplikowane, że wolę po prostu kupić. Nie sądźcie jednak, że mam tak ogromne budżety sesji, by móc kupować, na co mi przyjdzie ochota. Zakupy zawsze rozpoczynam niewinnym pytaniem: „Ewentualnie mogę to oddać jak nie będzie pasować?”. I jakoś nigdy nie pasuje :)

W przyszłym tygodniu pojawię się w każdym z tych sklepów, by stwierdzić, że niestety jestem zmuszony oddać sukienkę. Może panie znowu będą się do mnie uśmiechać :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

5 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli o statywach

Moje pierwsze w życiu statywy były produkcji NRD i prezentowały technikę na poziomie Trabanta, czyli były bardzo dobre, o ile się ich nie używało. Następne kupiłem razem z lampami Elfo. Były bardzo stabilne, co nie było znowu jakimś wielkim wyczynem, skoro każdy ważył ponad 10 kg. Kółka się zacinały albo urywały, pod ciężarem lamp statyw opadał i trochę rdzewiał. W tej chwili taki statyw jest białym krukiem, bo szybko Elfo przestało je produkować i zastąpiło je lepszymi aluminiowymi.
Potem poznałem statywy, które sprawiły, że  moje życie stało się lepsze. A raczej lżejsze. Teraz cztery statywy były lżejsze, niż jeden stary. Mówię oczywiście o Manfrotto, włoskiej firmie, która ma moje ogromne zaufanie.

No właściwie to ostatnio trochę to zaufanie jest nadszarpnięte, bo statyw do aparatu się zepsuł. Poszła mi zębatka w kolumnie, korbka przestała się kręcić i nie mogłem podnieść aparatu. Nie rozumiem, dlaczego tak szybko się to zepsuło, w końcu używam tego statywu dopiero 17 lat! Ale wiadomo, włoska tandeta :)
No, oczywiście żartuję. Statyw jest niezniszczalny, pracował na mrozie, w piasku, w wodzie, upadał mi nieskończoną ilość razy i nic mu się nie stało. Zębatkę, która wyrobiła się po 17 latach, mogę mu wybaczyć.
Mam też sporo statywów do lamp, są odrobinę młodsze, ale tak samo niezawodne. W jednym z nich kiedyś rozwaliło mi się plastikowe pokrętło blokujące, poszedłem do serwisu i okazało się, że to znana wada. Dali mi gratis nowe zrobione już z metalu i zapomniałem o problemie.

Nie doceniałem jednak tych statywów do czasu, gdy nie wpadły mi do ręki inne. Myślałem, że wszystkie firmy robią sprzęt tego typu na podobnym poziomie. Kupiłem kiedyś zestaw lamp Bowensa, gdzie w komplecie były statywy. Wyglądały bardzo poważnie i solidnie. Ale gdy założyłem na nie cięższą lampę, ta zaczęła powoli opadać. Podniosłem i dokręciłem. Po chwili lampa powoli opadła. Podniosłem i dokręciłem jeszcze mocniej. Lampa opadła. Zmieniłem statyw.
Czy poza Manfrotto są jeszcze inne solidne statywy? Oczywiście, że są. Czy je testowałem? Nie. Ja przekonałem się do Manfrotto i nie mam potrzeby sprawdzać innych. Jeżeli więc kolejna osoba spyta się mnie, co kupić to powiem, że tylko włoszczyznę. A gdy spyta się, gdzie ma kupić, to powiem, że tam, gdzie będzie najtaniej :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, test
komentarz

4 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Ekipa – Spółka z ogromną odpowiedzialnością

Jak byłem w pierwszej klasie podstawówki, pamiętam, że uczyłem się na pamięć wierszyka opowiadającego, jak to wszystkie zawody są nawzajem potrzebne. Było coś o piekarzu, który jak nie zrobi chleba to murarz nie będzie miał co jeść, a wtedy nie zbuduje szkoły dla dzieci i tak dalej w tym stylu.
Podobnie jest w z fotografią. Fotograf jest najważniejszy (posłodziłem sobie :)), ale bez stylisty, wizażysty, fryzjera, asystenta, producenta, kierownika planu, dyżurnego planu, scouta i pana Złota Rączka, czasem się nie da.

Kiedyś pracowałem wyłącznie sam. Nie był mi nikt potrzebny, kto pęta się po studio. Sam wiedziałem, co robię i miałem nad tym pełną kontrolę. Nie musiałem nikomu nic tłumaczyć i doskonale się rozumiałem sam ze sobą. W którymś momencie pojawił się pierwszy asystent, potem kolejny i już za chwilę nie umiałem się bez nich obyć. Potem już mi poszło szybko i bez wizażysty i fryzjera nawet nie przyszło mi do głowy, by coś zrobić. No chyba, że było to zdjęcie kranu.

Teraz pracuję już z dużą ekipą. I nie dlatego, by się móc obijać całą sesję, ale by ją szybko i sprawnie zrobić. Trochę przypomina to zarządzanie skomplikowanym projektem. Wszystko polega na odpowiednim podziale zadań i odpowiedzialności. Jeżeli wszystko będzie dobrze przygotowane to mechanizm zadziała bezbłędnie. Fotograf ma do zrobienia zdjęcie i nic więcej nie powinno go obchodzić. Ma ustawić światło albo powiedzieć asystentom, jakie ma być i ma wiedzieć, jakie zdjęcie trzeba zrobić. Nie musi go obchodzić, czy stylista ma odpowiednie rozmiary ubrań, czy wizaż będzie robiony przed czy po fryzurze, czy modelka dostała swoją kawę, a ktoś się zrobił właśnie głodny.
To zadanie producenta, kierownika planu, czy dyżurnego planu w zależności od stopnia rozpasania sesji. Bo czasem ilość wałęsających się ludzi jest zdecydowanie za duża.

Robiłem kiedyś dużą sesję dla CU Aviva. Produkcja nie była łatwa, bo musieliśmy zrobić w środku zimy parę biegnącą brzegiem morza. Mieliśmy więc kilka ton piasku rozsypanego w dużej hali i mnóstwo ludzi do pracy. Byli asystenci, dyżurni, asystenci asystentów, kierownicy, producenci, kucharze, oświetleniowcy, operator photoshopa, operator aparatu, fryzjerzy, styliści, wizażyści. Nawet znalazło się miejsce w tej ekipie dla mnie, czyli fotografa. Choć ja akurat miałem tam najmniej do roboty. Powiedziałem tylko, gdzie ma stanąć światło, jaki ma mieć charakter, pokazałem gdzie ma stanąć aparat, wybrałem sobie obiektyw i tyle. Chciałem przynajmniej z nudów poprawić kilka detali na piasku ale mi nie pozwolili. To poszedłem na obiad do naszego gastrobusa i czekałem, aż będę mógł zacząć fotografować. W końcu operator ustawił mi ostrość, modele weszli na plan, powiedziałem im co mają robić, ktoś krzyczał „akcja!”, a ja naciskałem migawkę. Potem dopchałem się do monitora, zobaczyłem, że jest w porządku i mogłem już iść do domu.

Nie twierdzą, że źle mi się pracowało ale wolę trochę bardziej się zaangażować w sesję. Nie zawsze też jest potrzebna wielka ekipa. Czasem  lepiej się pracuje w 3-4 osoby, a fotografowi nic się nie stanie, jak sam zrobi kawę modelce :)

Dajcie mi coś do roboty!

 Analiza piasku

Takie zaplecze to chciałbym mieć na każdej sesji

Kilka ton piasku, a nic nie widać

 Tu postaw nogę i będzie naturalnie
O i jak ładnie wyszło, idziemy do domu, bo zimno!

Wszystkie zdjęcia Patryk Pohl

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, sesja
komentarz

3 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Ludzie są jak kurczaki

To nie moje hasło, tylko Seby, mojego dobrego znajomego. Usłyszałem to pierwszy raz, gdy omawiałem z Sebą mechanizm mojej strony, której zbudowaniem zajmowała się jego firma. Tłumaczył mi, że wszystkie mechanizmy trzeba sprowadzić do poziomu, z którym poradzi sobie ktoś o inteligencji niewiele przekraczającej poziom kurczaka. Na początku miałem wątpliwości, czy aby nie przesadza, ale gdy zacząłem przypominać sobie różne fakty, przyznałem mu rację.

Mam przez przypadek tytuł: Technik elektronik o specjalności elektroniczne maszyny i systemy cyfrowe. Tymi maszynami w czasach, gdy robiłem maturę, były komputery Odra i pecety z procesorami 8086, czyli czasy prawie prehistorii komputerowej. Potem jednak miałem długą przerwę w kontaktach z kompami, aż do Pentium III. Mogę więc uznać, że moje wykształcenie nie ma żadnego wpływu na umiejętności korzystania z mediów elektronicznych i nie różnię się tu od innych osób z nich korzystających. Tyle teorii, teraz praktyka.

Na mojej poprzedniej stronie, bardzo zresztą prostej graficznie, po załadowaniu pokazywał się na całą szerokość,  pasek zdjęć. Ostatnie zwykle było wyświetlone tylko częściowo, bo było przycięte ramką strony. Wystarczyło najechać na zdjęcia by pasek przesunął się i pokazał kolejne zdjęcia. Ten, wydawało mi się prosty zabieg, był dla części osób za trudny. Dostawałem informację, że ludzie nie umieli obejrzeć zdjęć. Musiałem przerobić stronę tak, by zdjęcia przesuwały się samodzielnie.

Pisze do mnie modelka na Maxmodels z jakąś sprawą. Odpowiadam, że ok, możemy na ten temat porozmawiać, ale mam prośbę, by pisała bezpośrednio na mój mail i podaję go jeszcze raz. Ona odpowiada, że jasne, nie ma problemu i opisuje sprawę. Ale nadal robi to na Maxmodels. Czy przeczytanie jednego zdania ze zrozumieniem jest takie trudne?

Umieszczamy na FB informację o warsztatach foto z LINKIEM na stronę i informacją, że wszystkie szczegóły na temat programu, terminu i ceny tam są. A parę osób i tak pisze z pytaniem, po ile te warsztaty.

Proszę dziewczynę, by przysłała swoje portfolio i dostaję kilka zdjęć. Jedno ma 8 MB i bardzo dużą rozdzielczość, a inne są wielkości znaczka pocztowego i powtarzają się trzy razy te same foty.

Innym razem dajemy ogłoszenie w necie, że poszukujemy modelki o konkretnym typie urody i prosimy o przesłanie portfolio. Połowa zgłoszeń to mail o treści : „Zgłaszam się” lub ” Ja też”.

Dzwoni oburzony klient i krzyczy, że zdjęcia które mu wysłałem są za małe i do niczego się nie nadają. Tak mu grafik powiedział. Odpowiadam, że zgadzam się z nim, gdyż wysłałem mu na razie wglądówki, z których miał przecież dopiero coś wybrać do obróbki.

Takich historyjek mógłbym sobie jeszcze wiele przypomnieć. A i tak ciągle wierzę w inteligencję ludzkości :)

Kurczakowi można by pewnie wmówić, że to też kurczak, tylko taki większy
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

31 października 2010

| przez Artur Nyk

Ta cholerna zmiana czasu

Chciałbym wiedzieć, kto wpadł na tak kretyński pomysł, by zabrać nam godzinę światła dziennego właśnie teraz, gdy jest go coraz mniej.
Wiem, słyszałem tłumaczenia o oszczędności prądu, które niby z tego powodu się dokonują, gdy przechodzimy na czas letni. Po to wymyślono tę zmianę czasu z „normalnego” zimowego na letni. No i bardzo dobrze, ale po co mamy wracać do czasu zimowego?  Może ja się nie znam na fizyce (na pewno się nie znam), ale czy to by coś zmieniło i komuś przeszkadzało, gdybyśmy zostali na stałe przy czasie letnim? Nawet już sama nazwa „czas letni” brzmi lepiej niż „zimowy”.

Czy znajdzie się ktoś, kto jest zadowolony z wcześnie zapadającego zmroku? Czy ludzie nie byliby szczęśliwsi wracając z pracy, gdy jeszcze świeci słońce? Czy przy tych kilku miliardach lat historii Ziemi, jedna godzina zmieni cokolwiek?
Dla mnie by zmieniła. Jestem gotów nawet wystąpić z postulatem, by zmienić czas o trzy godziny, ale w drugą stronę. Zimą zmrok zapadałby o 19 zamiast o 16.
Wyobraźcie sobie, jak byłoby wspaniale. Rano i tak nic fajnego się nie dzieje, idziemy do pracy albo do szkoły i można spokojnie zrobić to po ciemku. Za to wieczorem moglibyśmy się dłużej cieszyć słońcem. Pomyślcie o argumentach ekonomicznych. Wyciągi w górach pracowałyby dłużej i nie trzeba by wcześnie wstawać, by zacząć jeździć od wschodu słońca. No i moglibyśmy dłużej fotografować przy dziennym świetle.

Czy podoba się Wam ta wizja? Może jeszcze załapię się na listopadowe wybory z moim autorskim programem zmiany czasu? Mógłbym najpierw zostać radnym, potem założyć Partię Zmiany Czasu Na Lepszy, dostać się do sejmu, zostać premierem i wtedy bez względu na to, co powie Unia, wprowadzić polską strefę czasu zimowego. Będziecie na mnie głosować?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

30 października 2010

| przez Artur Nyk

Gotowanie precyzyjne

Po sesji z nagimi kobietami człowiek robi się głodny. Zaprosiłem więc dzisiaj do studia osobę, dla której gotowanie jest sensem życia. Ania jest autorką jednego z najpopularniejszych blogów o gotowaniu i pieczeniu, www.namiotle.widmo.biz , a to oznacza, że musi na prawdę umieć dobrze gotować. Mając tak znakomitego szefa kuchni, mogłem sobie wybrać dowolną potrawę świata. Zastanawiałem się nad czymś egzotycznym, np. coś z tradycyjnej kuchni  Pigmejów, kusiły mnie argentyńskie steki, nie do pogardzenia byłaby też rolada, kluski i modro kapusta. Zdecydowałem się w końcu na risotto.Trudno powiedzieć, jaki wpływ miał na to telefon od kumpla, że potrzebuje pilnie zdjęcia risotto. Tak długo mnie przekonywał o zaletach tej potrawy, aż zdecydowałem – na obiad będzie risotto!

Ania zabrała się do przygotowania potrawy, a ja do zapewnienia sobie oprawy wizualnej godnej jej dzieła. Wiadomo, że je się oczami. Musiałem więc zadbać o dobre światło, które już na pierwszy rzut oka sprawi, że nie będę się mógł oprzeć pokusie zjedzenia obiadu. Nie ma przecież w tym nic dziwnego, jedni dbają o wystrój stołu, ja dbam o światło. Trochę myślałem, jaki klimat sobie stworzyć: romantyczna kolacja, wiosenny poranek? Stanęło na przedpołudniowym słońcu. Uznałem, że to najlepiej będzie pasować do włoskiego dania.
Gdy ja ustawiałem światło, Ania kończyła przygotowania. Jako perfekcjonistka, chciała, by każde ziarenko ryżu leżało dokładnie tam, gdzie sobie je wyobrażała. Czułem coraz większy głód ale na dobre rzeczy warto poczekać.
W końcu ja skończyłem swoją robotę, a Ania swoją. Popatrzyłem krytycznym okiem…Tak, wszystko wyglądało znakomicie! Mogłem zabierać się do jedzenia. Usiadłem przy stole i zatopiłem widelec w doskonałej konsystencji risotto. Co za zapach, co za smak! Co za precyzja w ułożeniu ziarenek ryżu!
Muszę koniecznie częściej zapraszać Anię do studia.

Aha, w ostatniej chwili przypomniałem sobie o zdjęciu dla kumpla, niech chociaż popatrzy, jak to wyglądało.

To jeszcze półprodukt, ale przygotowania idą pełną parą.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

30 października 2010

| przez Artur Nyk

Nic nie mogę

Miałem dzisiaj pierwszy dzień sesji do kalendarza Auto Distribution. To już piąty mój kalendarz dla tej firmy i wcale przez to nie jest łatwiej. A nawet trudniej, bo wszyscy porównują zdjęcia z poprzednimi.
Co będzie tematem w tym roku? Może to będzie zaskakujące, ale kobiety:) A w jakim otoczeniu? Nie mogę powiedzieć. A czy mogę pokazać jakieś zdjęcia z dzisiejszej sesji? Nie mogę jeszcze. To może choć zdjęcia z backstage’u? Też nie mogę, bo ich nie zrobiłem. Nie mogę również powiedzieć, kiedy będzie można zobaczyć kalendarz, bo nie mam pojęcia, kiedy skończymy zdjęcia.  To co w takim razie mogę?

Kontynuuj →

akt, dobre zdjęcia, realizacje, sesja
komentarz

28 października 2010

| przez Artur Nyk

Po co nam Facebook?

Nigdy nie byłem fanem serwisów społecznościowych. Kiedy znajomi męczyli mnie, kiedy wreszcie założę konto na naszej klasie, zawsze odpowiadałem, że nigdy. I dotrzymałem słowa. Potem jednak dałem się przekonać do FB. Nie było to łatwe. Lubię intuicyjne programy i strony. Jak większość facetów, nie lubię czytać wyjaśnień, czy instrukcji obsługi. A nim zrozumiałem, o co chodzi w FB, minęło trochę czasu. Do dzisiaj zresztą jest tam kilka rzeczy, których nie rozumiem.
Doceniłem natomiast, jak łatwo można użyć FB, jako kolejnego portfolio i narzędzia promocyjno-marketingowego. Ta łatwość dzielenia się wiadomościami i promowaniem swojej osoby powoduje, że mam z tego powodu dużo dobrej zabawy.

Mam trochę już znajomych na FB, właściwie zawsze przyjmuję zaproszenia, za wyjątkiem tych typu „sklep super modny, od majtek po grabie”. Potem mam wielką przyjemność w obserwowaniu wpisów ludzi. Do moich ulubionych należą: idę właśnie na siłownię, zjadłam kolację i idę spać, miłego dnia. Zastanawiałem się kiedyś, czy nie zrobić prowokacji i nie zacząć wypisywać na FB, co właśnie robię w pewnych konkretnych momentach. Mógłbym zacząć od wpisu: „Gdzie są moje skarpetki?” Potem byłoby : „Zakładam nową rolkę papieru toaletowego”. Gdy przykułbym już uwagę słuchaczy, pisałbym konkrety : „Bekam po obiedzie” i „Piszę do was na FB”.  Na koniec dnia zakończyłbym : „Zdejmuję skarpetki i drapię się po plecach”.
Z obawy, że jednak zawsze znalazłby się ktoś, kto nie zrozumie żartu i zacznie na poważnie komentować i „lubić”, dałem sobie spokój.

Cóż, jest kilka rzeczy których nie da się uniknąć: śmierci, podatków i głupich wpisów na FB.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

27 października 2010

| przez Artur Nyk

Samochód dla fotografa

Kupowanie samochodu to dla jednych udręka, dla innych najważniejsze wydarzenie roku. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Nim kupiłem obecny samochód, odwiedziłem większość salonów, przejechałem się wieloma samochodami, czasem tylko pod pretekstem, że może akurat samochód będzie się nadawał. Lub, że przypadkiem będzie mnie na niego stać.
No i przede wszystkim obejrzałem bagażnik pod każdym możliwym kątem. Bo niestety dla fotografa bagażnik jest ważniejszy od silnika. Wiem, że brzmi to jak największa profanacja, ale co zrobić. Nawet V6 nie pomoże, gdy trzeba przewieźć tło 2,7m. Jakie więc cechy są najbardziej pożądane według mnie?

Bagażnik, oprócz ogromnej pojemności, musi mieć płaską podłogę i niski próg załadunku. Niski próg  przydaje się przy ładowaniu kamieni do aranżacji, a płaska podłoga, gdy chcesz przewieźć szkło. A fotograf zawsze musi gdzieś przewieźć jakieś szkło.
Musi być dużo uchwytów na kubki z kawą, bo wracając w nocy przez całą Polskę nie da się jechać bez kawy. Przydają się też duże kieszenie w drzwiach. Tak, by zmieściły się tam śmieci z całego tygodnia.
Musi mieć też pojemność na dwie modelki z wizażem i fryzjerem. Modelki mają długie nogi, a to wymaga naprawdę dużego samochodu.
Bardzo fajnie jest, jeśli kolor jest niebrudzący się. Przecież pracując, nie będziecie mieli czasu go myć.
Nie wypada też, by samochód był za fajny, zwłaszcza jeśli jest lepszy, niż klienta. To może spowodować jego zazdrość i nie pozwoli nam zarobić, skoro już jesteśmy tacy bogaci. Nie może też być zbyt kiepski, bo skoro nie potrafimy zarobić na lepszy to znaczy, że nic nie umiemy.
Jednocześnie samochód nie może rzucać się za bardzo w oczy. Umożliwi to parkowanie we wszystkich podejrzanych miejscach bez utraty szyb czy nawet całego samochodu.
Przydaje się też duża ładowność, tak, by móc przewieźć kilkaset kilo kamienia z kamieniołomów. Nie wspomniałem przecież o nich wcześniej bez powodu. Woziłem je parę razy.
Do tego powinien być niezawodny, bo jadąc na sesję nie możemy dać plamy i utknąć w szczerym polu.
I najważniejsze, musi być nas na niego stać.
A najlepszy jest oczywiście ten samochód, który już mamy. I zawsze możemy sobie pochodzić po salonach, by z miną znawcy pooglądać i przejechać się czymś fajnym.

Oto właśnie przykład prawie idealnego samochodu dla fotografa. Ma tylko kilka drobnych wad, jak: za mały bagażnik, za mało miejsca dla modelek, za małą ładowność, zbyt rzuca się w oczy, jest lepszy niż samochody klientów, nie da się przewieźć nim tła. Ale jeżeli już przymkniemy oko na te drobiazgi, to jakoś damy radę nim jeździć. Zresztą, zawsze można zmienić zawód, by móc jeździć takim samochodem.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

27 października 2010

| przez Artur Nyk

Czy na wykładzie można się czegoś nauczyć?

Dzisiaj razem Z Grzegorzem Klatką poprowadziliśmy wykład o różnicach i cechach wspólnych fotografii reklamowej i reportażowej. Pokazaliśmy trochę zdjęć, poopowiadaliśmy o nich, odpowiedzieliśmy na pytania słuchaczy i potem poszliśmy w gronie znajomych na piwo. Ale nie o tym chciałem dzisiaj napisać.

Zastanawiałem się  nad wykładami i prezentacjami fotografów, w których brałem kiedyś udział. Czy dały mi coś i czy coś w nich wyniosłem. Przecież inaczej nie byłoby sensu na takie imprezy chodzić, zdjęcia mogę sobie obejrzeć na stronie fotografa, a ze znajomymi wolę spotkać się w knajpie.

Byłem na wykładzie Ryszarda Horowitza parę lat temu. Zapamiętałem go podwójnie. Po pierwsze, poczułem się wyróżniony przez Horowitza i zaproszony do pierwszego rzędu. Gdybym w tym miejscu zakończył wyjaśnienia, mógłbym zostawić Was w przeświadczeniu o mojej bliskiej znajomości z Ryśkiem. Niestety, było trochę inaczej. Po prostu, jak zwykle spóźniłem się i gdy wszedłem na salę, wszystkie miejsca były już zajęte. Miałem nadzieję, że moje spóźnienie nie zostanie zauważone i jednocześnie rozpaczliwie rozglądałem się za jakimkolwiek wolnym miejscem. I wtedy sam Mistrz wskazał mi wolne miejsce w pierwszym rzędzie :)
Po drugie zapamiętałem podejście Horowitza do swojej pracy. Ktoś z publiczności zadał długie i skomplikowane pytanie, zawierające mnóstwo mądrych słów. W połowie tego pytania już się zgubiłem, o co chodziło. Pytający mówił coś o aspektach, filozofii, wartości, głębi i sztuce. Horowitz popatrzył na niego i odpowiedział jednym zdaniem: Proszę pana, to są tylko fotografie….
Z miejsca polubiłem go jeszcze bardziej.
Pamiętam, że na wykładzie była mowa o technice zrobienia wielu zdjęć, parę rzeczy nawet zapadło mi w pamięć. Ale najbardziej zapamiętałem właśnie tamtą wypowiedź: To są tylko fotografie.
Nie dorabiam do moich zdjęć żadnej filozofii, to tylko reklama. To tylko coś, co sprawia mi przyjemność. Tylko coś, co jest moim sposobem na życie.

I świetną sprawą jest przekonać się, że ktoś, kogo podziwiamy, ma podobne podejście do fotografii.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, warsztaty
komentarz

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close