×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

15 października 2010

| przez Artur Nyk

Fotograf u fryzjera czyli robię reklamę

Do fryzjera mam daleko, każdy to wie, a na dodatek, jak się już umówię to i tak potem zapominam. Czasem jednak nadchodzi taki moment, że już trzeba iść za wszelką cenę :)
Jak zawsze dałem się ciąć Monice z Natural Cut (tak, to jest reklama, jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, są tego warci). Przedtem jednak zawsze jest najprzyjemniejsza część: masaż głowy po umyciu…. Dla tego momentu warto tam iść :) Wyobraźcie sobie, jak kobiece delikatne dłonie masują waszą głowę, a ta przyjemność trwa i trwa. Są też męskie dłonie, ale mam nadzieję, że są zarezerwowane dla pań.

Potem dają ci dobrą kawę. Szkoda, że nie wino, jak widziałem w Londynie (jeździ się po świecie, co nie !?!), przez szybkę, znaczy się widziałem… A potem, Monia jak zwykle, pyta się: to co dzisiaj robimy, a ja jak zawsze odpowiadam precyzyjnie, wskazując na włosy: zrób z tym coś!

Od tego momentu mam jakieś 20-30 minut na picie kawy  (trzeba trochę nią manewrować, by włosy nie wpadły), wysyłanie maili (z ajfonu oczywiście) i rozmowę o pogodzie.
Na koniec ciepły kompresik na twarz i do domu. Za miesiąc znowu pomyślę, że trzeba by iść, po kolejnych dwóch tygodniach stwierdzę, że koniecznie trzeba. Aż w końcu zobaczę się w lustrze i natychmiast tam pobiegnę do Moniki z błagalnym krzykiem: Zrób z tym coś !!!

To jedna z propozycji fryzury na następny sezon. Mimo wyjątkowej atrakcyjności nie skorzystałem.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

14 października 2010

| przez Artur Nyk

Klient ma zawsze rację

Im szybciej to zrozumiemy, tym szybciej zostaniemy szczęśliwym fotografem. Albo grafikiem, albo doradcą podatkowym.

Klienci dzielą się w większości na tych, co przyznają się, że nie znają się na robieniu zdjęć i zostawiają fotografowi trochę swobody oraz na tych, którzy nie znają się na robieniu zdjęć, ale dają dużo dobrych rad, jak zrobić to zdjęcie. Z tymi pierwszymi pracuję bardzo chętnie i wspólnie dochodzimy do tego, jak powinna wyglądać fotografia. Z tymi drugimi też pracuję i na dodatek już dawno się nauczyłem, że nie jest moją misją edukować ich. A tym bardziej spierać się. Jeżeli klient twierdzi, że zdjęcie będzie lepsze, gdy modelce założymy białe kozaczki, to robię takie zdjęcie, a potem robię jeszcze po swojemu. I w większości przypadków klient po czasie stwierdza, że kozaczki nie były dobrym pomysłem, a ja nie muszę powtarzać zdjęć, bo mam już to bez kozaczków.

Oczywiście zdarzają  się też sytuacje, gdy to ja nie mam racji. Ale akurat dziwnym trafem nie mogę sobie ich przypomnieć :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

13 października 2010

| przez Artur Nyk

Fotki z wakacji czyli dlaczego jeżdżę bez aparatu

To chyba wydaje się naturalne, że jadąc na wakacje nie można zapomnieć aparatu. W końcu wszyscy chcą mieć pamiątkę i możliwość pochwalenia się przed znajomymi, gdzie byli. No chyba, że jest się zawodowym fotografem, wtedy zabranie ze sobą aparatu może być przekleństwem.

Ja do niedawna zawsze zabierałem ze sobą sprzęt i to kompletny. Potem targałem to wszystko na plecach, musiałem pilnować, by go nie zgubić (co nie zawsze się udawało…) i zamiast cieszyć się wakacjami, cały czas pracowałem. Tak, pracowałem. To, co niektórzy nazywają „pstrykaniem”, my fotograficy traktujemy jako pracę. Przecież nie mogę zrobić zdjęcia ot tak sobie, byle jak.
Muszę pomyśleć jakim obiektywem to zrobię, na jakiej ogniskowej, jaka ma być przesłona, czy czas jest dobry. A światło? Może poczekam, aż ta chmura przejdzie? I cofnę się jeszcze trochę do tyłu. Zaraz, a może wejdę na ten murek? Czy ten facet musi tam stać? Za chwilę chyba pójdzie sobie. Nie, chyba jednak zmienię obiektyw. Będzie lepiej, jak tę gałąź utnę w kadrze? O! Zrobiłem. To może jeszcze inną wersję? Zejdę z tego murku i wrócę do tamtego obiektywu. Znowu chmura! To może jeszcze…. Chwila, a gdzie moi znajomi? Dlaczego wszyscy już poszli???

Jak to wygląda i jak bardzo jest to bez sensu, uświadomiłem sobie po wycieczce do rezerwatu Scandola, na Korsyce. Popłynęliśmy tam szybką łodzią, a na miejscu opływaliśmy każdą skałę ze wszystkich stron tak, by wszyscy mogli dokładnie się im przyjrzeć. Wszyscy za wyjątkiem mnie. Bo ja nic nie widziałem, tylko robiłem cały czas zdjęcia. Nie odrywałem praktycznie oka od wizjera. Byłem przecież w pięknym miejscu i chciałem jak najwięcej zrobić. Po powrocie dotarło do mnie, że nic nie pamiętam z tej wycieczki.  Ale nie ma problemu! Przecież mam zdjęcia to i mogę sobie teraz obejrzeć jak tam było….

Od tamtego czasu na wakacje zabieram ajfona, który traktuję jak notatnik i rejestruję w nim miejsca, ludzi, wydarzenia. Nie przejmuję się zbytnio kadrem, a na inne parametry nie mam wpływu. Zajmuje mi to tylko moment i nie przejmuję się niczym. W końcu to wakacje :)))

A jak wyglądały skały Scandoli możecie zobaczyć sami, tak, jak ja widziałem:)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

12 października 2010

| przez Artur Nyk

Gadżety za śmieci czy niezbędny sprzęt dla fotografa

Dzisiaj nadal pozostanę w sferze sprzętowej, ale ani razu nie padnie nazwa Canon, Nikon lub coś podobnego. Parafrazując reklamę, którą teraz ciągle słyszę w radiu, po co ciągle miałbym mówić o Canonie i Nikonie skoro Canon i Nikon dzisiaj nie wystąpi w moim tekście :)

No dobrze, zajmijmy się poważnymi sprawami. Skoro więc nie będzie o Canonie i Nikonie, to opowiem o rzeczach, bez których wiele sesji nie byłoby możliwych.

Miejsce pierwsze zajmuje bezsprzecznie klamerka. Bez klamerki nie ma sesji modowej. Nic tak pięknie nie dopasowuje ciuchów do figury modelki i nic innego nie jest w stanie zmniejszyć sukienki o dwa rozmiary.
Klamerki dzielimy na te malutkie i metalowe, kupowane w sklepach biurowych oraz duże plastikowe ze sklepów budowlanych. Kupienie kompletu klamerek za 19,90 jest przepustką do posiadania profesjonalnego sprzętu, jaki występuje w renomowanych studiach fotograficznych.

Następną niezwykle ważną rzeczą jest taśma klejąca. Jej zastosowanie jest równie szerokie, jak klamerek. Wśród profesjonalistów pojawiają się ostatnio nawet głosy, że taśma klejąca detronizuje klamerki, ponieważ używa się jej i w fashion (np. do podnoszenia piersi ale i czyszczenia ubrań z paprochów) i w fotografii produktowej (np. do tworzenia zaawansowanych konstrukcji utrzymujących produkty tam, gdzie się nam zamarzy).
Taśmy dzielimy na jedno- i dwustronne oraz na łatwo odklejające się i te, po których potem miesiącami nie można zmyć kleju ze statywów.

Produktem podobnym jest bobik. Bobik (nazwa własna autorstwa Seby) jest to coś w rodzaju plasteliny, ale niebrudzącej i o dobrych właściwościach klejących. Na bobik można przykleić wszystko do wszystkiego, a potem użyć go ponownie. Znakomicie nadaje się na mikrokonstrukcje do podtrzymywania małych przedmiotów np. przy układaniu kompozycji z żywności. Należy pamiętać jednak, gdzie się go wkłada, gdyż nie jest smaczny.
Bobik dzielimy na niebieski klasyczny (Blue Tag) i biały nowoczesny (UHU).

I wreszcie jest cała grupa przedmiotów z serii Przydamisię. Przydamisię w odróżnieniu od powyżej opisanych akcesoriów, są indywidualnie kolekcjonowane przez fotografów i zależą od specyfiki ich pracy. Ja w swoich zbiorach mam: drewnie kostki pomalowane na czarno (do podpierania małych przedmiotów), lusterka (jako małe ekrany doświetlające), strzykawki (do wstrzykiwania), kulki (jeszcze nie wiem do czego się przydadzą), słomki (dla modelek by mogły się napić po zrobieniu makijażu), sznurki i druciki (do wiązania), kostki marmuru (do obciążania), ścinki polaru (do wypychania) itd.
Zbieranie Przydamisię należy rozpocząć możliwie wcześnie i nie przejmować się zdaniem innych. Tylko my sami wiemy, do czego mogą się przydać.
Przydamisię dzielimy na mające realne zastosowanie i na bezużyteczne, ale Tojestfajneinapewnojeszczesię przyda.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości
komentarz

11 października 2010

| przez Artur Nyk

Test Nieobiektywny czyli Canon kontra Nikon

Dzisiaj będę porównywał dwa konkurencyjne aparaty z najwyższej półki. Chcę opisać tylko to, co je różni. Jeżeli jeszcze macie wątpliwości to powiem jasno, wygra Canon.

Mnóstwo  ludzi pyta się mnie, jaki aparat powinni kupić. A to jest błąd, bo nie potrafię być obiektywny. Od dwudziestu lat pracuję na Canonie i nie wyobrażam sobie, bym mógł zamienić go na nic innego, a zwłaszcza Nikona. I wcale nie uważam, by Nikony były złymi aparatami. Uważam, że są okropne dla każdego, kto przyzwyczai się do Canona.

Ale po kolei. Na co dzień pracuję na Canonie 1Ds MkIII. Znam ten aparat od podszewki. Wiem już, kiedy działa znakomicie, a kiedy zawodzi. Niedawno postanowiliśmy się z Sebą zamienić aparatami i w ten sposób zrobiłem dwie sesje jego Nikonem D3x.
Moje pierwsze wrażenie było dobre, D3x jest solidny i ciężki. Drugie wrażenie nie było już takie dobre, bo postanowiłem włączyć aparat. Włączyć jeszcze umiałem, ale zmiana każdego innego ustawienia rozpoczęła moją nieustającą irytację. W Canonie jest mniej przycisków i są w jasny sposób uporządkowane. W Nikonie przyciski są w różnych miejscach i kształtach i znalezienie czegokolwiek trwa lata. Nigdy też nie lubiłem sposobu, w jaki wyświetlane są informacje na displeju. Dla mnie są po prostu nieczytelne. Całkiem kretyński jest też licznik, a raczej dwa liczniki. Jeden pokazuje liczbę zdjęć zrobionych, a drugi, ile jeszcze można zrobić na karcie. Niby fajnie, ale idąc dalej tym tropem, równie dobrze można by jeszcze pokazać, ile zdjęć aparat zrobił od początku roku. Może ktoś byłby tym zainteresowany, ale na pewno nie ja. Ten licznik naraził mi się bardzo, bo nagle w połowie sesji zamiast około dwustu zrobionych zdjęć, pokazał mi ZERO zrobionych zdjęć. Taka informacja w momencie gdy byliśmy już w kolejnej lokalizacji i ciężko by było powtórzyć zdjęcia, spowodowało zatrzymanie mojego serca na parę sekund. Na szczęście był to tylko wybryk licznika, bo zdjęcia na karcie były. Nie wiem co się stało, Seba też nie wiedział.

Ergonomia.
Wcześniej miałem Canona 5D i każda dłuższa sesja powodowała ból ręki. Teraz wiem, że powodem był brak gripu.  Jedynka, chociaż dwa razy cięższa, leży w ręce genialnie. Zamiast paska na szyję, mam założony krótki pasek na nadgarstek. Mogę cały dzień trzymać tak aparat i ręka jakoś wytrzymuje. Nikon pod tym względem jest w miarę OK, ale moja ręka wyraźnie nie jest do niego stworzona. Nie jest tak wygodnie.

Wizjer
Długo kombinowałem, jak by tu przyczepić się do Nikona, ale niestety nie mogę. W obu aparatach wizjery są świetne.

Wyświetlacz
Nikon ma znakomity, można bez trudu sprawdzić ostrość na zdjęciu. Canona wyświetlacz pomińmy, bo wstyd, by we flagowym modelu był wyświetlacz, na którym trzeba się domyślać, czy zdjęcie jest ostre. Mogę jedynie napisać na obronę Canona, że jest to znacznie starsza konstrukcja niż D3x i gdy pokazał się na rynku to wyprzedzał Nikona o lata świetlne. Przyznam niestety, że chciałbym mieć w Canonie taki wyświetlacz.

Autofokus
Mam wrażenie, że projektanci Canona i Nikona nigdy nie wyszli z laboratorium, a do sprawdzania sprzętu służyły im tylko tablice testowe. Czy nigdy nikt z nich nie próbował zrobić pionowego portretu? Chyba nie, bo wtedy zobaczyliby, że te pięćdziesiąt punktów ustawiania ostrości jest w złym miejscu. Mnie zawsze wychodzi, że najbardziej skrajny punkt mam na wysokości szyi, a chcę go mieć na oczach! Dlaczego te punkty nie mogą być na całości kadru, a są tylko w centrum kadru? Miałem nadzieję, że może w Nikonie będzie lepiej ale nie jest.

Bateria.
W Canonie 5D bateria była dosyć słaba, zwłaszcza, gdy aparat podłączony był do komputera. Musiałem mieć ich kilka by w miarę normalnie funkcjonować. Gdy zobaczyłem ile kosztuje bateria do 1Ds, to załamałem się. Niepotrzebnie. Nigdy jeszcze nie zbliżyłem się na sesji nawet do połowy rozładowania baterii. Normalne jest dla mnie zrobienie 1000 zdjęć i aparat dalej może zrobić następną sesję. W Nikonie było gorzej. Powiedzmy, drastycznie gorzej. Dostałem dwie baterie i pierwsza skończyła się po 50 zdjęciach!!! Druga po dwustu, pokazywała już tylko 50% naładowania. Najchętniej powiedziałbym, że to kolejna zła strona Nikona, ale raczej muszę przyznać, że coś było nie tak z bateriami, bo nie wierzę, by tak to normalnie wyglądało.

Jakość zdjęć
Pierwsza sesja była w plenerze i wnętrzach, zawsze z studyjnymi lampami. Nie zauważyłem, by  było gorzej albo lepiej niż na Canonie. Druga sesja była w studio. Tym razem mogłem już zrobić w tych samych warunkach i porównać. Nie znalazłem różnic. Dosyć powszechne są opinie o zupełnie odmiennym sposobie odwzorowania kolorów w obu markach. Zapewne jest to możliwe, gdyż każda firma ma swoje własne algorytmy. Ma to znaczenie zwłaszcza, gdy pracujemy na plikach jpg albo gdy wywołujemy zdjęcia w firmowym oprogramowaniu. Ja używam Aperture, robię wyłącznie RAWy i nie znalazłem różnic.

Ogólne
Nie rozumiem, dlaczego w Nikonie musi być wszystko na odwrót. Nawet zoomem kręcimy w drugą stronę. W Canonie pewnym problemem jest kółko na tylnej ściance. Można sobie przez przypadek przestawić parametry. Zdarzyło mi się to kilka razy. Ale Canon przynajmniej ma to kółko i dzięki niemu szybko można przestawiać parametry albo przeglądać zdjęcia. W Nikonie są w tym miejscu tylko przyciski i nie ma to nic wspólnego z wygodą. Choćby z tego powodu nie wybrałbym Nikona.

Podsumowanie.
I Canon i Nikon są genialnymi maszynami do zdjęć. Ale Nikon i ja pasujemy do siebie jak kibol z bejsbolem do tancerki operowej.
Jeżeli jesteście sympatykami Canona to oczywistym dla Was jest uznanie jego wyższości. Zwolennicy Nikona też będą stać na straży swoich przekonań. I bardzo dobrze. Ja zawsze się cieszę, kiedy Nikon wypuszcza nowy fajny aparat, bo wiem, że to zmusi Canona do zrobienia jeszcze lepszego.
Ale zawsze mówię, by zamiast zmieniać aparat na lepszy, lepiej po prostu nauczyć się robić dobre zdjęcia.

Bibliografia albo Aparatografia:

Aby mieć poziom odniesienia mojej krytyki, oto aparaty, na których do tej pory pracowałem lub je nawet posiadałem:

Canon  EOS 650
Canon EOS 100
Canon EOS 5
Canon EOS D30
Canon EOS 10D
Canon EOS 20D
Canon EOS 40D
Canon EOS 5D
Canon EOS 1Ds Mk III

Nikon D80
Nikon D200
Nikon D300
Nikon D3x

oczywiście Nikona nigdy nie miałem :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Canon, Nikon, sprzęt, test
komentarz

7 października 2010

| przez Artur Nyk

Będziemy się kłócić czyli reklama kontra reportaż

Siedzieliśmy dzisiaj z Grzegorzem Klatką nad wyborem zdjęć do naszego wspólnego wykładu w Muzeum Śląskim. Gdy dostałem propozycję przygotowania wykładu o fotografii reklamowej w muzeum, moje wrodzone lenistwo skłoniło mnie do znalezienia rozwiązania, które pozwoli mi na zrzucenie części pracy na kogoś innego. Zaproponowałem więc, by pokazać temat z punktu widzenia fotografa reklamowego w opozycji do fotografa dokumentalnego. Nie ma możliwości, żebyśmy się nie spierali o sposób, w jaki fotografujemy. Różnice są we wszystkim. Ja noszę aparat w solidnej walizce, wypełnionej gąbką, gdzie każdy obiektyw ma swoje miejsce, a Grzegorz swój wrzuca do płóciennej torby, w której aparat obija się o klucz francuski i jakąś butelkę. Ja pokazuję rzeczywistość i prawdę w sposób korzystny, a Grześ w sposób drastycznie realny. Ja znajduję modeli na castingach, a on na ulicy. I na dodatek nigdy nie ma ze sobą na sesji wizażystki ani fryzjera!!!

Zresztą, fotografia dokumentalna czy reportażowa jest prosta i łatwa do zrobienie. Nie to, co reklamowa. Ta jest trudna i skomplikowana. Dlatego udowodnię, że zdjęcia reklamowe są lepsze.

No dobrze, żartuję. Ale niestety, jest wielu ludzi, którzy mogliby wygłosić taką lub podobną deklarację całkiem poważnie.
Nie można być dobrym we wszystkich rodzajach fotografii, jednak spróbowanie zrobienia czegoś zupełnie innego jest dobrym sposobem na złamanie rutyny. Poproszono mnie kiedyś, bym zrobił parę zdjęć w szpitalu geriatrycznym, któremu groziło obcięcie funduszy i  zamknięcie. Pojechałem tam na dwie godziny i musiałem przełamać się, by podejść blisko ludzi, którzy wcale mi nie pozowali. Szpital to z reguły mało miłe miejsce, a moim zadaniem było pokazanie, że panuje tam świetna atmosfera. Generalnie zadanie w sam raz dla fotografa reklamowego.
Okazało się, że nie było tak źle. Nawet zaczęło mi się podobać.

To zdjęcie pojawiło się na ogólnopolskiej wystawie Amnesty International „Prawa człowieka w obiektywie”. No i jak tu nie twierdzić, że to jest proste? Dwie godziny pracy i mam fotę na prestiżowej wystawie.

A to zdjęcia reklamujące nasz wykład. Chyba to oczywista oczywistość, która baletnica jest moja, a która Grzegorza?
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

6 października 2010

| przez Artur Nyk

Cisza na planie czyli lista moich wpadek

Oto jak wyglądała moja najnowsza wtopa.

Wynajmowałem dzisiaj studio ekipie z Warszawy, która kręciła reklamówkę wyborczą. Wynajem studia to dla mnie nie pierwszyzna ale do tej pory zawsze robiono zdjęcia, a nie film. Niby mała różnica. Tu używa się światła i tu używa się światła. Film ma za to jeden drobny, dodatkowy element. Dźwięk. A dźwięk to nie tylko to, co mówi bohater filmu, ale i rozmowy, upuszczone łyżeczki i dzwoniące komórki. Powinienem o tym wiedzieć, przecież kiedyś nawet wybierałem się na inżynierię dźwięku ( …gdyby nie ta fizyka…. ). A jednak nie pomyślałem, że skoro będą nagrywać to w całym studio musi być cisza absolutna. No i dzisiaj całe studio było sparaliżowane. Gosia nie mogła obrabiać zdjęć, bo słychać było klikanie myszki. Wszystkie telefony wyłączone. W kibelku wodę spuszczałem pooowoooluuutkuuu.
I nie zapomnę miny Daniela, gdy, będąc na drugim końcu studia, za zakrętem korytarza, w kuchni za ledwo uchylonymi drzwiami, wyciągając słomkę z szeleszczącego, celofanowego woreczka, usłyszał ryk : CIIIIISZAAAA!!!! Swoją drogą, nie wiem, po co Danielowi była słomka, skoro zawsze pije tylko wodę?

Innym razem pojechaliśmy na zdjęcia do Gliwic. W sumie blisko. Wyciągamy z samochodu statywy, lampy, blendy, czasze, softboksy, komputer, różne drobiazgi. Ale czegoś mi tu brakuje… Patryk, wziąłeś walizkę z aparatem? …..???? Myślałem , że Tomek spakował. Tomek, włożyłeś walizkę do samochodu? Ja? Myślałem, że ty wkładałeś…. Nie było wyjścia, musiałem przyznać się klientce, że zapomniałem aparatu. Pojechałem do studia, a chłopaki przez półtorej godziny zabawiali klientkę rozmową.

Jak działa światłomierz, dzisiaj już wiem. Ale kiedy kupiłem lampy studyjne i pierwszy światłomierz Elfo (wyglądał i ważył jak mała cegła ), nie miałem pojęcia, jak go używać. Moje pierwsze filmy były kompletnie prześwietlone. Nie wiedziałem, o co chodzi i poszedłem sprawdzić go do mojego kumpla. Szymon przetestował go w porównaniu do swojego wypasionego Gossena i stwierdził, że wszystko jest OK. Powiedziałem, że w takim razie nie wiem o co chodzi, podziękowałem i wyszedłem. Ale dobrze wiedziałem, o co chodzi. Ja, mierząc światło, przykładałem światłomierz do obiektywu, kierując kopułkę pomiarową w stronę fotografowanego motywu. A Szymon robił odwrotnie. Przyłożył światłomierz do motywu i skierował w stronę aparatu. No skąd mogłem wiedzieć, że tak się to robi???

Jedno z moich pierwszych komercyjnych zleceń to zdjęcia klasowe w szkole. Byłem bardzo przejęty i od kilku dni przygotowywałem się do tych zdjęć. Wreszcie zdjęcia zaczęły się. Zrobiłem pierwsze zdjęcie zbiorowe, potem drugie, przyszła trzecia klasa. Zerknąłem na wyświetlacz aparatu, by sprawdzić, ile zostało filmu i zamarłem. Na wyświetlaczu było wielkie ZERO. Zapomniałem o włożeniu filmu. Zachowałem zimną krew i powiedziałem do dyżurnej, która przyprowadzała klasy: Zróbmy jeszcze raz te dwie pierwsze klasy,  bo światło jest teraz znacznie lepsze. Następnie odwróciłem się  i założyłem film tak, by nikt nie widział.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

5 października 2010

| przez Artur Nyk

Katalogowanie drzew w lesie czyli co zrobić gdy nie wiesz co fotografować

Gdy kupiłem swoją pierwszą lustrzankę, a było to dawno temu, bardzo chciałem robić zdjęcia. Nie wiedziałem tylko za bardzo, jakie to mają być zdjęcia. Razem z moim przyjacielem Adamem chodziliśmy na „plenery”. I najczęściej był to park. W końcu gdzie jak gdzie, ale w parku musi być ładnie. A jak jest ładnie to trzeba tam robić zdjęcia. Włóczyliśmy się więc tam i z powrotem po półdzikim Parku Kościuszki i robiliśmy zdjęcia drzewom. Było jedno drzewo na zdjęciu, dwa drzewa, dużo drzew, mało drzew, drzewo z bliska, drzewa z daleka. Mam zdjęcia drzew latem, jesienią i zimą. Ogólnie mówiąc, robiliśmy zdjęcia kompletnie bez sensu. Na wiosnę już zmądrzeliśmy i przestaliśmy robić zdjęcia. Zresztą wszystkie drzewa i tak mieliśmy już skatalogowane.

Chyba ważniejsze wtedy było samo fotografowanie, a nie uzyskanie dobrych fotografii. Gdy patrzę, jak wielu ludzi pstryka zdjęcia (nie znoszę tego określenia ale tu znakomicie pasuje) to jestem pewien, że są na tym właśnie etapie.  Dlatego często zmieniają aparaty i siedzą godzinami, porównując parametry obiektywów. I opowiadają, że gdyby mieli tamten konkretny aparat, to dopiero wtedy by pokazali co potrafią. Przypomniało mi się to wszystko w ten  weekend gdy przyglądałem się Maćkowi Stobierskiemu, jak opowiadał na warsztatach o fotografowaniu drzew. To właśnie Maciek miał najprostszy ze wszystkich aparat. Był to nie najnowszy już Sony R1 (mówiłem już, że Sony mi nie pasuje?). To nawet nie jest lustrzanka, ale nie miało to znaczenia, gdy oglądaliśmy świetne foty Maćka. Kolejny raz przekonałem się, że fotografie powstają w głowie, a aparat to tylko narzędzie. Nikt już potem nie narzekał, że brak mu jakiegoś obiektywu :)

Gdyby wszystkie drzewa miały swoje numery, byłoby łatwiej je katalogować
To jedno z najbardziej zaawansowanych i przemyślanych zdjęć z dawnych lat. Możecie więc wyobrazić sobie,  jak wyglądały te nieprzemyślane..
Zastosowałem tu multiekspozycję, czyli dwa razy naświetliłem tę samą klatkę. A w sumie to dwa i pół raza, bo jak widać, przesów filmu był mało precyzyjny.

Jeżeli chcecie zobaczyć zdjęcia Maćka to są tu : http://fotografiapro.pl/wykladowca_6.htm

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

4 października 2010

| przez Artur Nyk

Ile trwa dzień pracy fotografa?

3 godziny? 6 godzin?  A może tylko godzinę? Przecież zrobienie zdjęcia trwa tylko chwilę. Taki jest zwykle stan wiedzy ludzi, którzy nigdy nie mieli z profesjonalną fotografią nic do czynienia.

Mój dzisiejszy dzień pracy trwał od 9:00, gdy wyjechałem na sesję, do 23:00, gdy dotarłem do domu. Słaby jestem z matematyki i nawet nie mam ochoty liczyć, ile to jest godzin. A do zrobienia miałem tylko 6 zdjęć. To prawda, że nie jestem gościem, który pracuje bardzo szybko. Ale też nie obijałem się.  Nie licząc godzinnego dojazdu, cały czas pracowałem. Czy kadr jest dobry? Może trochę w lewo? Nie, wracamy w prawo. A gdyby tak niżej? O, teraz lepiej. I jeszcze trochę obrócimy… No, może być. Światło wyżej. Sprawdzam. Za dużo, zmniejszam. Sprawdzam. Wypełnienie za małe, dodaję. Sprawdzam. Główna lampa niżej. Sprawdzam. Bardziej w lewo. Sprawdzam. Ostrość. Sprawdzam. Jednak wyżej. Sprawdzam. Sprawdzam. Sprawdzam… W międzyczasie układamy elementy stylizacji. Może to albo to. A może lepiej tak. Albo… Czy to ma błyszczeć? A może bardziej matowe?
Nim zrobię pierwsze zdjęcie, mam już zapchane karty w aparacie. Jedno zdjęcie jest jeszcze łatwo zrobić, ale gdy robi się serię, trudności szybko rosną, bo trzeba przewidzieć wszystkie możliwe problemy, jakie mogą wystąpić.

Oczywiście, im dłużej trwa sesja, tym szybciej robi się kolejne zdjęcia. O ile przy pierwszym zdjęciu kwestia ustawienia kieliszka milimetr w prawo lub lewo, może być rozważana przez godzinę to przy każdym kolejnym zdjęciu szybciej ustalamy takie drobiazgi. Przy ostatnim zdjęciu, pierwsze ustawienie akcesoriów na planie od razu wszystkich zachwyca. Najlepsze jest to, że te ostatnie zdjęcia wcale nie są gorsze, niż te pierwsze….

Nie ma to jak wolny zawód. Wolno mi pracować cały czas..

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, sesja
komentarz

3 października 2010

| przez Artur Nyk

Ze strychu do Londynu

Dzisiaj będę się chwalił, co rzadko mi się zdarza.  Przed godziną dostałem maila z informacją o publikacji mojego edytorialu w wydawanym w Londynie magazynie fashion – MC MAG. Bardzo mnie ta informacja ucieszyła, bo zobaczenie własnych fotografii w zagranicznym magazynie to zawsze świetna sprawa. Tak bardzo się cieszę, że aż będę pisał dzisiaj poważnie. Ale obiecuję, że jutro wrócę do dawnej formy.

Sesję stworzyłem we współpracy z młodym i odjechanym stylistą Grzegorzem Poradą. Grzegorz wpadł na pomysł, by sesję zrobić w jakiejś piwnicy. Ja zaproponowałem własny strych. I tak zostało. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nie napracowaliśmy się nad aranżacją. W zasadzie nie zrobiliśmy nic. Strych po prostu tak wygląda i chwała za to moim sąsiadom, którzy uznali, że te rzeczy będą im jeszcze potrzebne. Moje były jedynie dzieła Lenina, które kupiłem w czasach, gdy kosztowały mniej, niż zwykła gazeta. Przez lata bardzo dobrze się sprawowały w roli podstawek pod kolumny.
Za dobrą atmosferę na sesji i wizaż odpowiadała Zosia Zielińska. Czesała kreatywna Ela Wilska, a pomagał wszechstronnie Maciek Kotylak. Dzielnie marzli, pozując, Jacqueline i Darek Wierzycki.

Bawiliśmy się doskonale, zwłaszcza gdy Darek wystąpił w kasku narciarskim. Ciężko było uspokoić w tym momencie Jacqueline, która śmiała się przeraźliwie, gdy pochylał się nad nią. Mnie podobał się kaganiec, Jacqueline zakładała go Grzegorzowi z dużą wprawą. Ciekawe, skąd ją miała?

Cały numer można zobaczyć tu.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close