×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

2 października 2010

| przez Artur Nyk

Jak było na VII Międzynarodowym Festiwalu Fotografii W Rybniku

Było fajnie. Jak zwykle przyjechałem w ostatniej chwili, bo trochę czasu trwał powrót z gór. Zdążyłem wprost na rozpoczęcie prezentacji Szymona Brodziaka, faceta, którego akty podobają mi się najbardziej ze wszystkich polskich fotografów. Na początku trochę mu nie szło i gubił się w pokazywanych zdjęciach. Ale ja też bym się pogubił, gdybym dostał komputer z Windowsem. Szymon opanował w końcu kompa i dalej poprowadził ciekawy wykład. Najważniejsze wnioski można zawrzeć w kilku zdaniach. Jak chcesz robić fajne zdjęcia to musisz być konsekwentny i robić z całym przekonaniem to co uważasz, że jest dobre. I być wytrwałym. I mieć szczęście do ludzi, z którymi pracujesz. Fajny koleś z tego Szymona i ma rację.

Następny był Andrzej Dragan. Niespecjalnie lubię jego estetykę i zacięcie do fotografowania zmutowanych kotków w formalinie, ale muszę przyznać, że facet jest dobry w tym, co robi. Nie sądzę, bym chciał zrobić coś choć trochę podobnego do jego prac ale gdybym nie wysłuchał jego wykładu, nie wpadłbym na pomysł, by jednego człowieka składać w PS z trzech różnych modeli. No i znowu czegoś się nauczyłem.

Na końcu był Wacław Wantuch. Szczerze mówiąc to nudzą mnie jego zdjęcia. Kilka jest fajnych, ale w podobnych klimatach widziałem lepsze.

Jutro kolejny dzień Festiwalu, będzie m.in Tomek Sikora, kolejne z wielkich nazwisk polskiej fotografii, które mnie nie wzrusza. Chętnie bym jednak pojechał tam, gdyby mógł. Ale nie mogę.

Festiwal z roku na rok rozrasta się i zdecydowanie idzie w dobrym kierunku. Organizatorzy wyciągają wnioski, a że zależało im na wysokim poziomie prezentacji, to tym razem już mnie nie zaprosili. A przecież nie było aż tak źle w ubiegłym roku. Na sali oprócz mnie został przecież jeszcze facet obsługujący rzutnik i ta pani, która zapomniała okularów. Nie przeszkadzało to jej, bo gdy wyłączyli prąd, ciągle jeszcze mogłem jej opowiedzieć, co było na moich zdjęciach.
Oczywiście żartuję sobie. Było mnóstwo ludzi i tak mocno się denerwowałem na początku, że głos mi drżał. Na szczęście w tym samym momencie mikrofon zaczął przerywać i nikt tego nie zauważył. Pierwszy raz występowałem przed tak dużą publicznością i wiem już, że nie jest to takie proste. Dlatego dzisiaj doskonale rozumiałem małe wpadki Szymona i Andrzeja.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze ciekawiej, ja słyszałem , że ma być Patrick Demarchelie :) Jutro idę już zająć miejsce w kolejce, by siedzieć w pierwszym rzędzie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

1 października 2010

| przez Artur Nyk

Warsztaty na Rycerzowej

Dotarłem dzisiaj na Rycerzową, gdzie robimy warsztaty z fotografii pejzażowej. Prowadzi je dzisiaj Maciek Stobierski, a ja tym razem jestem w roli widza. Fajnie czasem spojrzeć z boku na pracę podobną do własnej.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
warsztaty
komentarz

29 września 2010

| przez Artur Nyk

Jak sterować pszczołą i rybą

Psa można nauczyć wiele rzeczy i wytresować tak, by robił to, co chcemy na zdjęciach. Kota od biedy też można namówić, by pojawił się w kadrze tam, gdzie chcemy. Ale jak namówić do współpracy pszczołę albo rybę? Wbrew pozorom jest to całkiem łatwe. Czasem najlepiej jest nie zdawać sobie sprawy z wielkości problemu. Kiedyś udało mi się rozpocząć pracę z bardzo dużą agencją, bo potrafiłem zrobić zdjęcie ryby.

Dostałem telefon z pytaniem, czy mam zdjęcie złotej rybki? No, nie mam, ale mogę zrobić przecież. Nie,nie, to jest bardzo trudne, dwóch fotografów już próbowało, ale nie udało im się, bo ryby pływają zbyt szybko. No to trudno.

Ale co może być trudnego w zrobieniu zdjęcia złotej rybki? Nie trzeba jej czesać, ani malować, stylistka też się nie przyda i na dodatek ryba nie będzie marudzić, bo nie powie ani słowa. Nie dawało mi to spokoju, więc zadzwoniłem do agencji i zadeklarowałem, że zrobię na drugi dzień to zdjęcie. Powiedzieli, że bardzo się cieszą, ale w głosie było wyraźnie słychać ich wiarę w moje możliwości: jasne, zrobisz zdjęcie, a złota rybka potem spełni jeszcze trzy twoje życzenia…

Zacząłem od wizyty w sklepie zoologicznym. A jaka rybka pana interesuje? Taka do zdjęć, musi być fotogeniczna. Spojrzenie sprzedawcy, wyraziło głębie zainteresowanie moim zdrowiem psychicznym. W koncu, po małym castingu wybraliśmy kandydatkę, która została zapakowana w woreczek i pojechałem do studia. Kumpel wygrzebał mi w piwnicy małe akwarium i byłem już w pełni gotowy do sesji.

Nawet złota rybka musiała jednak zaczekać, aż zrobię to, co miałem zaplanowane na tamten dzień. Nim skończyłem, zrobiła się północ.
Nadal w swojej nieświadomości nie wiedziałem, co może być trudnego w takim zdjęciu. Postawiłem jeden softboks z niebieskim filtrem za akwarium, z góry poświeciłem drugim softem i oświetlenie miałem gotowe. Ryba w tym czasie nie zwracała na mnie uwagi, nawet błyski lamp, gdy ustawiałem moc, nie robiły na niej żadnego wrażenia. Gdzie więc te problemy, o których mówili mi w agencji?

Postawiłem aparat, ustawiłem kadr, co było łatwe, bo ryba ruszała się coraz mniej. Zrobiłem pierwsze zdjęcie, drugie, trzecie i nic się nie działo. A nawet przestawało się dziać cokolwiek, bo ryba najwyraźniej zasypiała. Musiałem co chwile ją budzić, pukając w akwarium. Nie była zadowolona, ale co zrobić. Pewnie zastanawiała się, za jakie grzechy musi pracować po nocy. Zrobiłem trzy szerokie filmy, w sumie 45 klatek. Wszystkie były dobre, agencja była zachwycona, a ryba trafiła w dobre ręce i przez długi czas pozdrawiała mnie przez swojego właściciela.

Nie znam się na rybach, ale przypadkowo wybrana nocna pora zdjęć, spowodowała, że modelka nie miała ochoty na szaleństwa i grzecznie siedziała w jednym miejscu. Znowu miałem szczęście.

Z pszczołami jest jeszcze łatwiej. Zwłaszcza, gdy pomaga nam pszczelarz. Zdjęcie robiliśmy do kalendarza Saint Gobain. Pomysł był ciekawy – znaleźć w naturze motyw, który jest na szkle. Poradziliśmy sobie z rybką (tym razem pożyczoną ze sklepu), potem z gekonem lamparcim). W końcu musieliśmy zabrać się za pszczółki.

Pojechaliśmy do pasieki trochę przerażeni, jak mamy sobie poradzić z tym tematem. A okazało się, że były to najłatwiejsze zdjęcia z całej serii. Dostaliśmy ładny plaster miodu (taki prawdziwy, nie do lampy), wszystko ustawiliśmy i brakowało tylko pszczół.
A ile potrzebujecie? Trzy? Ok, zaraz będą, obiecał pszczelarz. Po czym z łatwością, z jaką ja biorę do ręki kubek z kawą, złapał po kolei pszczoły, zaniósł do domu i …włożył je do zamrażalnika. W pierwszej chwili patrzyliśmy na niego z przerażeniem, ale szybko wyjaśnił nam, że pszczołom nic się nie stanie, jeśli będą w zamrażalniku tylko przez chwilę. W naturalny sposób ulegną hibernacji.

Po paru minutach wyjął i poukładał dokładnie w miejsca, które wskazałem. Po chwili pszczoły zaczęły się budzić z hibernacji i powoli ruszać. To był mój czas na zdjęcia. Po kolejnych paru minutach poleciały sobie, ale zdjęcia już były gotowe.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, porady, realizacje, sesja
komentarz

28 września 2010

| przez Artur Nyk

Po co fotografowi McDonald’s

Nie przeczę, kiedyś wierzyłem, że jedzenie w McDonaldzie jest zdrowe i dobre. Dzisiaj uważam, że niektóre rzeczy są tylko dobre. Bez względu na wszystko ta prozdrowotna restauracja będzie dla Ciebie bardzo ważna, jeżeli jesteś zawodowym fotografem. Są co najmniej dwa powody:

Pierwszy.  Jeżeli zajmujesz się zawodowo fotografią to oznacza, że Twój dzień pracy jest długi i nieprzewidywalny. Na dodatek często jeździsz w teren i trafiasz w najdziwniejsze miejsca, ciągle się spiesząc. Zakładam również, że musisz też czasem coś zjeść, bo to, że musisz się napić, nie ulega wątpliwości. W końcu kawa jest niezbędna w tym zawodzie. (wszyscy moi asystenci, pracę w studio zaczynają od nauki obsługi ekspresu do kawy). Nie ma więc takiej możliwości, by kiedyś w końcu w akcie desperacji nie zajechać po zdjęciach lub w trakcie nich do Mc. Ja robię tak, bo chociaż lubię poznawać nowe smaki, to zwykle boję się zaryzykować hamburgera w przydrożnym barze i z utęsknieniem wypatruję dużego M na drodze.

Drugi. Jeżeli zajmujesz się zawodowo fotografią to oznacza, że czasem dostajesz zlecenia, przy których trzeba się trochę wysilić i rozwiązać jakiś problem.
Kiedy dostałem zadanie sfotografowania butelki piwa zanurzonej w lodzie, problemów było kilka. Potrzebowałem dużo idealnie przezroczystego lodu. Lód nie lubi wysokich temperatur,  co było pechowe, bo akurat było lato. Ja nie lubię niskich temperatur, co przetestowałem wielokrotnie. Nie miałem ochoty pracować w chłodni. Musiałem zastosować metodę stratną. Czyli stracić dużo lodu, nim zrobię zdjęcie. Potrzebowałem całej masy idealnie przezroczystych kostek lodu. Dokładnie takich, jakie dostaję w drinkach i zimnych napojach w knajpach. Jak się już domyślacie, pojechałem do Mc. Wystarczyły mi  dwie minuty tłumaczenia menadżerowi, o co mi chodzi by usłyszeć: Wystarczą dwa worki po 100 litrów? Wystarczyły. Zdjęcie zrobiłem i jeszcze połowa lodu została. Aha, dostałem go gratis! I jak tu nie lubić Mc?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, realizacje, sesja
komentarz

26 września 2010

| przez Artur Nyk

O czułości czyli za co kocham cyfre i inne rozmyślania bez sensu

Uwielbiam dyskusję na temat szumów lustrzanek i innych aparatów cyfrowych. Nigdy nie rozumiałem, jak można spędzać całe godziny fotografując tablice testowe, a następnie analizując zdjęcia pod kątem kształtu ziarna. Jasne, że jest to ważna sprawa, jak sobie dany aparat radzi w kiepskich warunkach oświetleniowych. Sam dzisiaj przez godzinę sprawdzałem obiektyw, nad którym się zastanawiam. Czytałem i czytałem, przeglądałem tabelki, porównywałem parametry. I co? I nic mi to nie dało. Nie byłem mądrzejszy, niż przed lekturą. Dowiedziałem się, że mój obiektyw ma rozdzielczość na środku kadru 40 lpmm, a ten, który mnie interesuje, ma 42 lpmm.  Jeden ma winietowanie na poziomie 10%, a drugi 12%. Co mogę się na podstawie tych danych dowiedzieć? Oczywiście, że patrząc na cyferki można mniej więcej ustalić, czy obiektyw jest dobrej klasy, czy też koszmarnie kiepski. Ale, czy teraz wiem, jak obiektyw rysuje, jak rozkłada się głębia ostrości i czy rozmycie będzie mi się podobało? Oczywiście, że nie. Do czasu, gdy nie zrobię nim serii zdjęć w różnych warunkach, nie będę mógł powiedzieć, czy to jest to, o co mi chodziło.

Tak samo jest z szumami. Na tablicy testowej szumy mogą wyglądać okropnie. Ale na zdjęciu może się okazać, że zupełnie nas to już nie razi. Co gorsze, może też być odwrotnie. Rzeczywiste warunki są o wiele bardziej skomplikowane od laboratoryjnych. Inaczej będzie się zachowywał ten sam aparat w zależności od charakteru światła, jego ilości i samego motywu, który fotografujemy. Wielkie znaczenie ma też to, co potem chcemy zrobić ze zdjęciem. Jakoś nie widzę wśród znajomych, by robili odbitki 50×70 cm. Zdecydowana większość zdjęć nigdy nie pojawi się na żadnym wydruku, ani na odbitce i będzie oglądana tylko na monitorze. A to oznacza, że nigdy nie zobaczymy żadnego szumu, ani ziarna, o ile nie będziemy go specjalnie szukać.

Wszystko to jest jednak mało ważne w porównaniu do wielkiej zalety, jaką daje nam możliwość zmiany czułości. Uważam, że jest to jedna z najważniejszych zalet cyfry.  Każdy, kto kiedyś pracował na analogowym aparacie i zna dylematy, jakiej czułości film założyć, doceni możliwość ustawiania ISO, jak tylko mu się podoba. Jeżeli więc muszę ustawić wysoką czułość, by móc zrobić zdjęcie, którego inaczej by mi się nie udało zrobić to się nie zastanawiam.

W ten sposób udało mi się przejść od jednego tematu do drugiego, niekoniecznie zachowując ogólny sens wypowiedzi i zapominając, co tak naprawdę miałem napisać…
A chcę przypomnieć, że szumy dzisiejszych aparatów są nieporównywalne do ziarna starych filmów. Mam skany jednego z pierwszych moich zdjęć robionych lustrzanką. Była to Praktica MTL 5B i wydawała mi się wtedy super zaawansowanym  i precyzyjnym aparatem. Film to prawdopodobnie rosyjski negatyw o czułości 65 ASA. Jeżeli więc ktoś uważa, że jego aparat ma za duże szumy, niech przyjrzy się temu zdjęciu, które kiedyś uznawałem za całkiem przyzwoite jakościowo.

Problem kurzu na matrycy, jak widać, wtedy też istniał, tylko trochę inny miał rodowód.
A to jest zdjęcie zrobione Canonem 5D, przy czułości 1600 ISO.  Bardzo się cieszę, że wymyślono cyfry i zmnienne czułości.
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, sprzęt
komentarz

Przegląd portfolio czyli o krytykach, których nie zawsze trzeba słuchać

Opublikowane w akt, foto mądrości, Spytaj Artura |

24 września 2010

| przez Artur Nyk | Komentarz

Mam swoje zdanie na temat : „kto wielkim artystą jest”.  A mówiąc konkretnie, mam gdzieś to, co wmawia mi opinia publiczna, autorytety i znawcy. Nie mam kompleksów, gdy okazuje się, że nie znam kogoś, kogo znać się powinno. Zawsze jednak chętnie poznaję prace nowych fotografów, grafików, designerów. Każdemu daję równe szanse i każdy  może być uznany za artystę genialnego lub beznadziejnego. Ale jest to tylko moje zdanie i tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia dla samego artysty.
Mam też swoją teorię, że stopień uznania dzieła przez krytyków, jest zależny wprost od nazwiska twórcy. Nie wierzę też, by znawcy posiedli jedyną i niezaprzeczalną wiedzę o tym, co jest dobre, a co kiepskie.
Na czym opieram swoją teorię? Na własnych doświadczeniach, wszystko to, może się więc okazać jedną wielką bzdurą. Nawet chciałbym, aby tak się stało. Czytaj więcej →

aktfotografieportfoliosesja

22 września 2010

| przez Artur Nyk

Przychodzi baba do serwisu…

Oto całkowicie prawdziwa historia. Poszedłem dzisiaj do serwisu foto, by wyczyścić po raz kolejny moją samoczyszczącą się matrycę. Prawie siłą wcisnęła się przede mną kobieta z aparatem Sony (tak, jeszcze raz przyznaję, nie darzę serii Alfa sympatią). Okazało się, że jej aparat wydaje dźwięki podobne do dźwięku przeciągnięcia patykiem po drewnianym płocie. Serwisant od razu wytłumaczył pani, że jest to efekt uszkodzenia mechanizmu przeniesienia napędu w obiektywie. A był to obiektyw plastikowy, kitowy, czyli kijowy. Pani wielce się przeraziła, bo musiała codziennie robić nim zdjęcia do sklepu internetowego i działający aparat był jej niezwykle potrzebny. Gdy po długiej rozmowie dotarło do niej, że wystarczy zostawić w serwisie tylko obiektyw, odetchnęła z ulgą. I stwierdziła:

To trudno, zostawię tu obiektyw i na razie będę robić zdjęcia bez obiektywu….

Było mi bardzo ciężko opanować śmiech, ale w końcu nie każdy musi się znać na fotografii. Przypomniała mi się jeszcze jedna historyjka w podobnym klimacie. Dawno temu pracowałem w sklepie rtv-foto, przyszedł kiedyś pan z aparatem i poprosił mnie o małą przysługę :
– Czy mógłby mi pan przełożyć film w aparacie na drugą stronę?
– ??????????
– W sklepie powiedzieli mi, że to film odwracalny, a na tej stronie już zrobiłem zdjęcia.

Moja mina musiała być w tym momencie bezcenna :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt
komentarz

20 września 2010

| przez Artur Nyk

Historyczne odkrycie w lodówce

To odkrycie zaczęło się bardzo trywialnie. Po kilku latach podjąłem decyzję: trzeba rozmrozić wreszcie lodówkę. W szufladzie na dole od dawna leżał jakiś mały pakunek w czarnym worku. Jakoś nigdy nie zastanawiałem się, co w nim jest. Czasem rodzice przechowują coś w mojej lodówce, gdy brakuje im już miejsca we własnej. Sądziłem, że to właśnie jedna z tych rzeczy. Dzisiaj dotarło do mnie, że nigdy nie zastanowiłem się, dlaczego ten pakunek leży tam od tak dawna…

Zajrzałem do środka. Tak rozpocząłem sentymentalną podróż w głąb czasu. W środku był cały przekrój filmów, jakich kiedyś używałem. Parę wąskich, szerokie negatywy i diapozytywy, a nawet klisze 4×5 cala. Nie mam pojęcia, ile lat tam leżały, myślę, że około pięciu. Oczywiście wszystkie są już od dawna przeterminowane. Dawno już nie widziałem filmów, a kiedyś był to chleb codzienny. Przypomniało mi się, które z nich najbardziej lubiłem. Znalazłem tu negatyw Kodaka, Portra 160VC czyli vivid color i 160NC, natural color, dwa filmy do portretów o zwiększonym i naturalnym kolorze. Zwłaszcza 160 VC był bardzo fajny, używałem go do wszystkiego, nie tylko do portertów. Jest tu też Ektachrom 160T czyli tungsten, negatyw zbalansowany do światła sztucznego. Kiedyś właśnie w ten sposób rozwiązywano problem balansu bieli.

Było też pudełko z naświetlonymi filmami. Od razu przypomniała mi się ich historia. Są to ostatnie zrobione przeze mnie slajdy. Robiłem wtedy sesję dla Barlinka, ale wyjątkowo było to w studio telewizyjnym, gdzie korzystaliśmy z oświetlenia halogenowego. Właśnie wtedy kupiłem Canona 5D i nie do końca w agencji byli przekonani, jaka będzie jakość tych zdjęć. Poproszono mnie dodatkowo o zrobienie kilku klatek na filmie. No i zrobiłem, ale byłem już tak przestawiony na pracę na cyfrze, że zapomniałem o innej temperaturze światła. Nie założyłem filtra konwersyjnego i zdjęcia byłyby przeżółcone. Nie było nawet sensu wywoływać filmów. Na wszelki wypadek jednak ich nie wyrzuciłem. Ciekawe, co teraz by z nich wyszło po kilku latach leżakowania w lodówce?

No i pudełka z największym formatem, z jakiego korzystałem, czyli 4×5 cala. Taki diapozytyw robił wrażenie na klientach. Koszty natomiast robiły wrażenie na mnie. To i skomplikowana procedura robienia zdjęcia, sprawiały, że rzadko korzystałem z mojego Cambo. Dzisiaj jedna nawet prosta sesja to często kilkaset klatek. Kiedyś trochę inaczej się pracowało. Na pudełku jest cena: 145 zł, czyli jedna klisza kosztowała 14,50 zł. Do tego trzeba jeszcze doliczyć wywołanie, chyba 10 zł. Jedna klatka kosztowała prawie 25 zł !!! Robiąc najprostszy bracketing, trzeba pomnożyć to razy trzy. A wcześniej jeszcze robiłem polaroida, który też był drogi. Fajne to były czasy :) Velvia to był znakomity film, najdroższy, ale warty każdej złotówki. Piękne nasycenie koloru, świetna ostrość i ekstremalnie małe ziarno. I czułość 50 ISO. Potem zrobili jeszcze wersję 100 ISO, ale nie była już aż taka rewelacyjna.

A na koniec prawdziwa perełka, diazpozytyw czarno-biały, Agfa Scala 200x. Chyba niewiele osób miało okazję pracować na nim. Bo ja nie. Kupiłem kiedyś jeden w Q-labie w Warszawie (Q-laby to były laboratoria, którym Kodak nadawał znak najwyższej jakości procesów wywoływania filmów), był tak drogi, że ciągle żałowałem go i czekałem na jakąś ciekawszą sesję. Film był drogi, ale w cenie była już wliczona usługa wywołania w oryginalnym procesie Agfy. Oczywiście, trzeba go było wysłać do jakiegoś konkretnego laboratorium, które robiło proces raz na jakiś czas. Oznaczało to, że od momentu zrobienia zdjęć do momentu zobaczenia ich mogło upłynąć nawet dwa tygodnie. Zabawne dzisiaj, prawda? Podobno film był rewelacyjny.

Zawinąłem filmy z powrotem do worka i włożyłem do lodówki. Przecież nie wyrzucę takich dobrych filmów :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, Mamiya, sprzęt
komentarz

19 września 2010

| przez Artur Nyk

Dlaczego nie nadaję się na fotografa ślubnego

Doszedłem już do siebie po wczorajszej imprezie, co nie było aż takie proste…
Nie pamiętam, na ilu już ślubach robiłem zdjęcia, tak na około 30-40. A jednak ciągle czuję się w roli fotografa ślubnego jak amator. Po pierwsze, zawsze robię to dla moich znajomych, po drugie, mam sprzęt trochę inny, niż zawodowi fotograficy ślubni (zdarzyło mi się już robić zdjęcia w kościele na 24 shift tylko dlatego, że nie miałem normalnego szerokiego kąta). Moją pierwszą od lat lampę Canona kupiłem dopiero w tym roku, nigdy wcześniej nie była mi potrzebna. I właśnie tę lampę miałem wczoraj ochotę wrzucić pod nadjeżdżający pociąg, gdyby jakiś akurat przejeżdżał w okolicy ołtarza.
Ale zacznijmy od początku. Jestem przyzwyczajony do lamp studyjnych,  mogę sobie na nie założyć dużego softa albo czaszę, która zaświeci dokładnie, jak zechcę. Pracują tylko w trybie manualnym i bardzo dobrze, bo wiem, czego mogę się po nich  spodziewać. Takie małe coś, co daje płaskie światło na wprost, nigdy nie było mi potrzebne. I dalej bym tak twierdził, gdybym nie trafił na genialną książkę Joe McNally, „Z pamiętnika lampy błyskowej”. Zwykle nie oglądam takich książek, bo najczęściej są nudne, ta jednak zainteresowała mnie fajnym zdjęciem na okładce. Przeglądałem stronę za stroną i nie mogłem uwierzyć, że te zdjęcia są oświetlone małymi lampami. Zobaczyłem tam światło, jakiego ostatnio szukałem, nie do zrobienia na lampach studyjnych. Natychmiast więc kupiłem najmocniejszego Canona 580 (jakoś tak się chyba nazywa) i byłem zachwycony nią do wczoraj. Bo wczoraj przestałem jej ufać.
Ceremonia przebiegała spokojnie, zrobiłem trochę zdjęć jeszcze w domu, udało mi się dojechać do kościoła przed młodą parą, nawet udało mi się sfotografować ich jeszcze w samochodzie, wkładając aparat przez szyberdach. W kościele zaczęły się już typowe fotograficzne problemy, których nie cierpię. Jak zwykle jest tam ciemno, a używając lampy, mamy najgorszy efekt ze wszystkich. Pani młoda w białej sukni na pierwszym planie jest prześwietlona, a ludzie siedzący z tyłu giną w mroku. Staram się więc nie używać lampy, czasem na 1600 ISO da się coś już zrobić. Czasem trzeba jeszcze pomóc sobie lampą błyskową. Ale od razu mamy problem z balansem bieli, bo zawsze, gdy kościół jest ciemny, to na dodatek jest pomalowany na żółto i dostajemy na zdjęciu kolor niewiadomojaki. Bardzo się cieszę, że nie jestem fotografem ślubnym i nie mam na co dzień takich problemów.
Zrobiłem trochę zdjęć na świetle zastanym, trochę dodałem błysku. Młoda para siedziała spokojnie i mogłem użyć dosyć długiego czasu, na granicy poruszenia. Wszystko szło dobrze do momentu najważniejszego, czyli do przysięgi. Jest to chwila niezwykła również dlatego, że tylko ksiądz i fotograf jest dostatecznie blisko młodej pary, by widzieć każdy szczegół. Cała reszta gości ogląda to potem dopiero na zdjęciach. Presja na fotografa jest w tym momencie największa, tu nie ma szans, by coś powtórzyć. Na dodatek ksiądz ma swoją robotę  i nie przejmuje się, czy fotograf ma szanse na dobre zdjęcie. Nie można też pozwolić sobie na poruszone zdjęcia. Gdy jest zbyt ciemno, nie ma wtedy rady, trzeba błyskać.
Zaczyna się przysięga, robię pierwsze zdjęcie i zamiast robić dalej, najpierw oglądam, co mi wyszło. Niech żyje moja nieufność! Gdybym robił zdjęcia wtedy dalej, dzisiaj bym nie był w dobrym nastroju. Fotografia była kompletnie prześwietlona, z trudem mogłem rozpoznać kontury postaci. Zaczęło robić mi się gorąco. Zrobiłem drugie zdjęcie, mając nadzieję, że to tylko jakiś przypadkowy błąd. Ale nie, kolejne zdjęcie jest znowu śnieżnobiałe. Szybko sprawdzam połączenie lampy, wszystkie ustawienia. Niby jest OK ale trzecie zdjęcie znowu białe. Nie mam więcej czasu, bo przysięga już w trakcie, wyłączam lampę, czułość na maksa, przesłona w dół i robię zdjęcia. Mam kilka klatek, to jeszcze raz podejmuję próbę użycia lampy, automatyka nie działa, to robimy na manualu. Muszę zejść z mocą, pytanie tylko ile? No dobrze, niech będzie 1/64. Naciskam spust, jest dobrze, tylko lekkie prześwietlenie, da się poprawić na RAWie, robię dalej.
Nie pamiętam wiele z tamtych paru minut potem. Ważne, że zrobiłem materiał. Dopiero, gdy usiadłem po chwili, dotarł do mnie stres. Nie zazdroszczę fotografom ślubnych takich sytuacji.

Jesteśmy już w domu weselnym. Dlaczego znowu ściany są żółte? I na nowo pojawiają się te same problemy, co w kościele. Ciemno – no to błysk – fatalnie –  to długi czas – też źle. Trzeba mieszać, nie ma wyjścia. Lampa błyskowa zamrozi sylwetki, światło zastane naświetli tło i wprowadzi element ruchu. Ja lubię ten efekt, bo wnosi dynamikę ale część ludzi skomentuje takie zdjęcia jako „jakieś takie poruszone” I tu też nie zazdroszczę fotografom, którzy muszą sobie poradzić z takim problemem. Jutro z radością wrócę do mojego studia o białych ścianach i z normalnymi lampami :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, sesja
komentarz

17 września 2010

| przez Artur Nyk

O ruszaniu czyli wreszcie konkretne porady

Jako, że idzie weekend, a to nie nastraja mnie ochoczo do pracy, postanowiłem trochę poleniuchować i zamiast wymyślać, co bym mógł tu mądrego napisać, postanowiłem wrzucić tu mały poradnik, który leży od dawna na moim biurku. Napisałem to tak prosto, że sam też wreszcie zrozumiałem, jak to jest z ruchem w fotografii.

Fotografia to utrwalanie ruchu. (nie zawsze, ale chciałem mieć mądry początek). Nie jest to jednak takie proste, jak się wydaje. Wyobraźmy sobie kobietę stojącą w kwitnącym sadzie. Słońce świeci jej w twarz, silny wiatr rozwiewa włosy i porusza gałęziami drzew, targa jej sukienkę. Pstryk i mamy zdjęcie. Ale tego wszystkiego nie widać. Gałęzie są nieruchome, parę kosmyków włosów sterczy w różne strony, a sukienka też przybrała jakiś dziwny kształt. Zamiast utrwalenia chwili, mamy na zdjęciu tylko bardzo krótki moment zupełnie nie oddający nastroju.

Z ruchem możemy sobie poradzić na dwa sposoby: albo go „zamrozić”, używając bardzo krótkiego czasu naświetlenia albo wręcz przeciwnie, używając długiego czasu, rozmyć go. Wszystko zależy od tego jaki ruch fotografujemy.
Jak już się pewnie domyślacie, robiąc zdjęcie w sadzie użyliśmy krótkiego czasu i zamroziliśmy wszelki ruch. Jednak efekt nie był interesujący. Dlaczego? Ruch który chcieliśmy utrwalić, był bowiem niewielki. Gałęzie poruszane wiatrem nie są tak widowiskowe, jak przejeżdzający bolid formuły 1.
W naszym przypadku będzie lepiej, jeśli użyjemy dłuższego czasu. Osiągniemy wówczas efekt następujący: kobieta na zdjęciu jest nieruchoma, tak samo pnie drzew, odległy horyzont i trawa. Gałęzie, włosy i sukienka, czyli to wszystko, co się ruszało, będzie rozmyte i jako takie jednoznacznie odbierzemy je jako ” ruszające się”.

A jak długi powinien być ten czas naświetlania?
Mamy tu dwa ograniczenia. Po pierwsze, nawet dorosły człowiek ma problem, by stać całkowicie nieruchomo. No, może strażnikom przed pałacem Buckingham się to udaje :) . Po drugie, my, trzymając aparat, mamy dokładnie taki sam problem, ciągle się ruszamy. Są na to dwa sposoby. Ci, którzy mają aparaty nowej generacji, mogą włączyć stabilizację ruchu. W skrócie działa to tak: jakieś małe żyroskopy poruszają soczewkami obiektywu lub całą matrycą przeciwnie do tego, jak my ruszamy aparatem i w sumie obraz jest nieporuszony. Drugi sposób to umocowanie aparatu na statywie. Ale, że najlepsze są te duże i bardzo ciężkie, jest to sposób dla wytrwałych.

Jeżeli więc zadbamy, by samemu się nie ruszać i poprosimy tą panią, by stała nieruchomo, możemy spróbować fotografować z czasem naświetlania 1/4 do 1 sekundy. Proponuję zrobić kilka zdjęć jedno po drugim, bo na małym ekranie aparatu trudno jest ocenić, czy efekt jest dobry, czyli ostre jest to, co ma być, a poruszone tylko to, co chcemy. Jak będziecie mieli szczęście to któraś klatka będzie dobra.
Znacznie łatwiej będzie nam osiągnąć efekt ruchu fotografując coś, co porusza się szybko, np. samochód. Tutaj wystarczy już znacznie krótszy czas, 1/8 do 1/60 sekundy. I na dodatek, możemy to zrobić na dwa sposoby.

Gdy zależy nam tylko na samym efekcie ruchu ulicznego, wycelowujemy obiektyw w miejsce , które nas interesuje i czekamy na jadący samochód. Gdy pojawia się w kadrze, robimy zdjęcie nie ruszając aparatem. No i mamy krajobraz miejski z dynamiczną plamą samochodu niewiadomej marki. Możemy też zrobić to zupełnie inaczej. Gdy samochód znajdzie się w kadrze, naciskamy spust migawki i jednocześnie ruszamy aparatem nadążając za samochodem, tak by cały czas był on w tym samym miejscu w kadrze. Nie jest to proste i trzeba mieć sporo szczęścia by udało się to za pierwszym razem. Ale jak już się uda, to widzimy na zdjęciu , że przejeżdżał Fiat 500, a w tle mamy tylko kolorowe smugi.

A teraz zastanówmy się, kiedy warto będzie zamrozić ruch. Na przykład wtedy, gdy chcemy zobaczyć, co dzieje się w momencie ruchu. Gdybyśmy chcieli zrobić zdjęcie chłopaka skaczącego do basenu i użyli długiego czasu, podobnie, jak przy zdjęciach samochodów, efekt nie będzie już taki fajny. Dlaczego? Samochód porusza się w jednym kierunku, po linii prostej. Chłopak skacząc, porusza się po łuku. Nie stworzy więc dynamicznych smug. I tu na ratunek idzie nam krótki czas naświetlania. Czas w granicach 1/500 do 1/2000 sekundy potrafi zamrozić skaczącą sylwetkę i na dodatek rozbryzgującą się wodę. Zwłaszcza woda wygląda w takich sytuacjach bardzo atrakcyjnie.

Ponieważ nie znalazłem w tej chwili zdjęcia faceta skaczącego do wody, musicie sobie w głowie zmontować ten skok i wodę na zdjęciu poniżej :) 

Wiemy już, jakich czasów migawki używać i kiedy. Ale co w sytuacji gdy aparat nie ma możliwości ustawiania ręcznego czasów? Musimy wtedy skorzystać z programów tematycznych. Aby aparat używał bardzo krótkich czasów, ustawiamy program najczęściej określony jako SPORT. Gorzej z długimi czasami, bo producenci aparatów, zwykle uznają, że nikt nie chce poruszonych zdjęć. Możemy spróbować programów do zdjęć nocnych, pilnując jednak, by była ustawiona jak najniższa czułość ISO, co powoduje wydłużenie czasu. Jeżeli nie uda nam się przechytrzyć aparatu, można jeszcze spróbować fotografować o zmierzchu. Wtedy aparat musi wydłużyć czas bo jest dosyć ciemno. Pamiętajmy tylko o wyłączeniu lampy błyskowej.

Teraz ogłaszam mini ankietę z nagrodami. Pytanie brzmi, czy ktoś coś z tego zrozumiał :) I czy mam kiedyś jeszcze coś takiego napisać. Jeżeli uważacie, że takie banały każdy już wie od dawna, nagrodą będzie moja deklaracja: już nigdy nie będę się starał pisać mądrze :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, sprzęt, warsztaty
komentarz

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close