×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

Aperture

7 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Okno na świat czyli moja nowa kariera

Dzisiaj wszystko się zmieniło. Wreszcie otworzyły się przede mną nowe horyzonty. Zrealizowałem coś co od dawna chodziło mi po głowie, coś co udało mi się zrobić mimo wielu przeciwieństw losu, niezdecydowania, odkładania na później, poważnych wątpliwości i lenistwa.
Oto co zrobiłem : umieściłem pierwsze fotografie w dużym banku zdjęć :)))) To naprawdę wielkie wydarzenie :)

Tak, w sumie to wstyd, że zrobiłem to dopiero teraz. Tysiące zdjęć, lepszych czy gorszych, ale jednak doskonale nadających się do sprzedaży, zalega całkowicie bezproduktywnie na moich dyskach. W ciągu roku sprzedaję zawsze trochę gotowych zdjęć i doskonale sobie zdaję sprawę, że to dobry dodatkowy zastrzyk pieniędzy. Nic tak w końcu nie cieszy jak wystawienie faktury ( najlepiej po raz kolejny ) za gotowe już zdjęcie.

Od ładnych pary lat myślałem o tym by wrzucić moje fotografie do jakiegoś banku. Ba, nawet sam taki z kumplem założyłem kiedyś. Funkcjonowaliśmy przez rok czy dwa i przez ten czas poznałem całe mnóstwo problemów jakie się z tym wiążą. Od zagadnień prawnych, przez techniczną ocenę jakości zdjęć, opis ( opis to największe utrapienie ), po przede wszystkim zdobycie materiału do banku.
Razem z Szymonem pomyśleliśmy, że skoro każdy z nas ma mnóstwo zdjęć i znamy wielu innych fotografów, którzy też mają mnóstwo zdjęć, to zdobycie fotografii nie będzie trudne.
Myliliśmy się i to bardzo. Namówienie innych fotografów by przygotowali nam swoje zdjęcia, okazało się syzyfową pracą. Wymaganie od nich, by na dodatek je dobrze opisali, było już ponad nasze siły. Dostawaliśmy więc czasem materiał zupełnie nieprzebrany, bez opisów, albo zdjęcia z ramką, napisem „Jola” i w rozdzielczości 1000×700 px.
W sumie zarobiliśmy tyle, ile włożyliśmy w ten interes, więc nie było tak źle, a przy okazji sporo się nauczyłem i poznałem trochę fajnych ludzi.

Od tego czasu myślałem, by wrzucić zdjęcia do jakiegoś dużego banku. Moje wątpliwości, budził jedynie kwestia,czy jest sens wystawiać zdjęcia po 1$ i czerpać z tego parę centów zysku, skoro to samo zdjęcie czasem udaje się sprzedać za kilkaset złotych. Otóż słowo „czasem” wydaje się być tu kluczowe :) Mimo bardzo niskiej kwoty jaką mogę otrzymać za sprzedane zdjęcie w banku, zysk ma szansę być znacznie większy. Taką mam nadzieję :)

Nie była to moja pierwsza próba. Jakiś czas temu opisywałem już na blogu moją przygodę z iStockiem.  Już prawie wtedy przeszedłem kwalifikacje, ale było to tak skomplikowane, że sobie odpuściłem przed samą metą.

Tym razem trafiłem do banku Fotolia i to całkowicie przez przypadek. Dopiero później przypomniałem sobie, że czytałem sporo dobrych opinii o nim. Postanowiłem raz jeszcze podejść do tematu i sprawdzić jak bardzo upierdliwy system przyjmowania zdjęć tu mają.
Konta założyłem w trzy sekundy, szybko przeczytałem informacje na temat wrzucanych zdjęć i już po chwili byłem gotowy by umieścić pierwsze fotografie. Spodobała mi się spora przejrzystość informacji i bardzo uproszczone w stosunku do iStocku zasady.

System w miarę szybko pobrał moje zdjęcia, ale potem musiałem w każdym zdjęciu uszeregować słowa kluczowe w/g ważności, zakwalifikować do kategorii reprezentatywnej i konceptualnej ( brzmi groźnie, ale ławo można się w tym odnaleźć ), zaznaczyć czy decydujemy się na przyznanie Fotolii wyłączności na sprzedaż zdjęć i udostępnienie na licencji rozszerzonej. I teraz już możemy czekać na kasę. No prawie, bo zdjęcia dopiero muszą być zatwierdzone do sprzedaży. Właśnie dzisiaj po 7 dniach oczekiwania moje pierwsze dwa zdjęcia zostały zatwierdzone :)
W prawdzie na razie zatwierdzili dwa zdjęcia z trzydziestu jakie już wrzuciłem, ale może teraz pójdzie już szybciej.

Po zastanowieniu zdecydowałem się dać zdjęcia na wyłączność dla Fotolii. Nie łudzę się, że w najbliższym czasie, zabiorę się za kolejny bank. Zaletą wyłączności są oczywiście wyższe prowizje. Szczerze mówiąc to niezbyt dokładnie zainteresowałem się na jakim poziomie są prowizje. Zobaczyłem tylko, że można samemu określać cenę zdjęcia w pewnych narzuconych przez Fotolię granicach, gdy już osiągnie się trochę wyższy poziom sprzedaży.
Gdy poczytam o tym dokładnie, to zreferuję Wam. A teraz cieszę się moim pierwszymi zatwierdzonymi  zdjęciami. Teraz jeszcze tylko trzeba opisać i wrzucić parę tysięcy zdjęć :)

Jak widzicie moje okna na świat są zamknięte i zakratowane. Mam nadzieję, że to nie jest proroctwo :))))

PS. W metadanych wyświetlanych przez Aperture zrobiłem sobie nową pozycję : Fotolia. Będę sobie tam zapisywał status jaki mają zdjęć w Fotolii.

PS 2. Jeżeli chcecie poczytać o moich przygodach z iStockiem to znajdziecie je tutaj :

  • Jak zarobić na zdjęciach
  • Czekam
  • Jak zarobić na zdjęciach – cz.3 czyli Jestem Godzien
  • Jak zarobić na zdjęciach – cz.2
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady
komentarz

6 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Występy gościnne czyli warsztaty Aperture w Bydgoszczy

O moim wielkim afekcie do Aperture wie już chyba każdy kto tu zagląda. To mój program nr 1, który jest mi absolutnie niezbędny do życia. Najpierw nieświadomie, potem już z pełną premedytacją zaraziłem kilka osób by używali tego programu. Michał nawet specjalnie z tego powodu przeszedł na Maki ( ach, kiedy ja wreszcie zacznę dostawać prowizję od Apple za każdego nawróconego na OS X  :))) ).

W bibliotekach Aperture trzymam wszystkie moje zdjęcia utrzymując porządek w kilkudziesięciu tysiącach fotografii, archiwizuje ich kopie ( a mam dwie lokalne i jedną dodatkową trzymaną w Bardzo Tajnym Miejscu ). Obrabiam w całości zdjęcia i to niedestrukcyjnie ( no dobrze – Gosia obrabia ), pozostawiając Photoshopowi tylko montaże i kilka bardzo zaawansowanych przekształceń. Robię portfolia w pdf’ach,  szybkie strony dla klientów do wystawienia zdjęć w internecie. Opisuję zdjęcia na potrzeby banków zdjęć ( właśnie zacząłem przygodę z Fotolią, więc niedługo to opiszę ). No i oczywiście gdy robię zdjęcia mam zawsze podpięty do aparatu komputer z Aperture, dzięki czemu widzę jak wygląda fotografia w programie, w którym potem będzie obrabiana. A to ogromna zaleta, bo nie ma ryzyka, że inny program inaczej zdekoduje RAWa.

W ubiegłym roku Kasia z Farbiarni w Bydgoszczy zaproponowała mi bym poprowadził warsztaty Aperture u niej na miejscu. Ja zgodziłem się z ochotą, bo lubię podróżować i poznawać nowe miejsca. Bydgoszcz zresztą dobrze kojarzy mi się z ciekawą sesją mebli, którą robiłem tak kilka lat temu, tylko, że wtedy nic nie zdążyłem zobaczyć bo cały czas spędziliśmy w studio :)

Samo miejsce, które jest jednocześnie i galerią i studiem fotograficznym, wygląda bardzo ciekawie. Mam nadzieję, że będą to fajne warsztaty, tak jak i poprzednich pięć edycji :)
Bardzo serdecznie zapraszam 20 kwietnia do Bydgoszczy, albo też 2 marca jak zawsze do Chorzowa.

 A jeżeli macie pytania dotyczące Aperture, to piszcie. Na ile będę mógł, to zawsze pomogę opisując problem na blogu.

Szybki podgląd, wiele wersji kolorystycznych bez zajmowania miejsca na dysku

Pędzle – jedno z najlepszych narzędzi w Aperture

Praca na pełnym ekranie

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Photoshop, warsztaty
komentarz

9 lipca 2012

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli MacBook Pro Retina czyli gruby kontra chudy

Dawno już nie robiłem porządnego testu i postanowiłem to dzisiaj nadrobić. A okazja jest wyjątkowa, bo na moje biurko zawitał najnowszy MacBook Pro Retina. Nie ma w sieci jeszcze zbyt wielu testów, a zwłaszcza zrobionych pod kątem wykorzystania go w fotografii. Nie znajdziecie więc tu żadnych benchmarków i wykresów, a tylko mój prywatny test tego, co dla mnie, jako fotografa, najważniejsze.

1. Dlaczego Retina

Gosia, która obrabia moje zdjęcia, pracuje w studio na Mac Pro 1.1, który swoje lata już ma albo w domu na MacBooku Pro sprzed ery unibody. Ten ostatni domagał się już wymiany od jakiegoś czasu i  czekaliśmy od kilku miesięcy na zapowiadaną nowość. Bez względu, co by Apple pokazał, miał to być najnowszy i silny komp, tak, aby mógł sprawnie pracować przez kolejne 3-4 lata.
Po premierze byłem zachwycony Retiną i niską wagą nowego Maka. Gorzej było z ceną. 10.200 zł za podstawowy model, wyglądało na cenę z kosmosu. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy jednak nie kupić modelu z poprzedniej generacji, albo „zwykłego” MBP. Niestety, przeceny starszych modeli tym razem nie były zbyt atrakcyjne, a zwykły MBP wcale nie był tańszy. Nominalnie w zasadzie jest tańszy. Podstawowy model kosztuje 8500 zł. Gdy jednak dołożymy do niego kolejne 4 GB pamięci RAM i dysk SSD, to cena robi się wyższa, niż Retiny.
Wybór był więc jeden. Szybko jednak pojawił się kolejny dylemat. Skoro nie można dołożyć RAMu później, bo kości są wlutowane na stałe, to trzeba było podjąć decyzję: 8 czy 16 GB? Mój Mac Pro ma 8 GB i radzi sobie dobrze, MBP 13″, z którym jeżdżę na sesje, na 4GB i też daje radę. Komputer był kupowany głównie z myślą o Aperture, a on lubi bardzo dużo pamięci, szybko więc zapadła decyzja o wyborze 16GB. To podniosło cenę do 11.100 zł, co tym bardziej jest ceną kosmiczną, jak za dwa kilo aluminium :)
Mimo takiej ceny musieliśmy się zapisać na komputer w Cortlandzie i czekać na dostawę. Na szczęście ktoś zrezygnował z rezerwacji i załapaliśmy się na pierwszą dostawę :)
Skoro komputer leży już na stole, czas sprawdzić, co tak naprawdę dostaliśmy za tę kosmiczną cenę.

2. Pudełkologia

Wiele razy widziałem w sieci filmiki z rozpakowania nowego maka, czy ajfona i szczerze mówiąc, nie mogłem się oprzeć, by nie zarejestrować tych „magicznych” chwil, gdy otwieramy pudełko pierwszy raz :)))
A pudełko, jak to zawsze u Apple, jest piękne. Pudełko przypomina to znane z ipada, układ sprzętu w środku również.
To jednak tylko pudełko, więc idźmy dalej do tego, co ważniejsze. Czy nowy MBP Retina to kolejne drogie lusterko?

Maksymalny minimalizm formy 
Komputer jeszcze cały w folii

Zasilacz i oczywiście czarna, specjalna makowa ściereczka do ekranu :)
I wreszcie to, co najważniejsze 

3. Ekranologia

Pierwsze wrażenie po wyjęciu komputera robi jego grubość, a właściwie, chciałoby się powiedzieć, „cieńkość”. Mój starszy MBP 13″ wygląda przy nim jak grubas.
Apple obiecywało, że nowy ekran odbija mniej światła, niż dotychczasowe. Pracuję na mojej 13″ już półtora roku i zdążyłem się przyzwyczaić, że czasem widzę samego siebie na obrabianym zdjęciu. Nie jest to komfortowa sytuacja i miałem wielką nadzieję, że Apple wróci do matowych ekranów. Chyba jednak nie zanosi się na to i musimy się cieszyć nowymi warstwami przeciwodblaskowymi. Trzeba jednak przyznać, że od pierwszej chwili widać znaczną poprawę.

Gdzie jest włącznik? Mój palec zawisł w powietrzu za zdumieniem. Jest, ale tym razem na klawiaturze, zamiast klawisza wysunięcia płyty 
Pierwsze spojrzenie na ekran i widać już różnicę. Napisy są niezwykle ostre

Jak duża jest to poprawa, widać wyraźnie, gdy obok postawimy starszy komputer.  To, co widzicie na zdjęciu to ja stojący na tle okna. Na dole widać jeszcze oparcie białego krzesełka stojącego przed komputerami.

Zapowiada się nieźle, jeszcze aktualizacja, szybka sesja fotograficzna i przyjrzymy się ekranowi na poważnie.

Nowy komp, a już tyle programów wymaga aktualizacji
Gruby kontra chudy
Już w starym modelu ekran był cienki, teraz jest ultra cienki, to jaki będzie kolejny?
Po zamknięciu różnica w grubości jest jeszcze mocniej widoczna 

4. Retina – o co tu chodzi

Przyznam, że sam byłem trochę zagubiony w tym temacie na początku. Skoro mamy rozdzielczość 2880 x 1800 px to jak będą wyświetlane zdjęcia w internecie, a jak w Photoshopie?
Po pierwsze, sprawdziłem, jak wyglądają zdjęcia wyświetlane w Safari. Zrobiłem serię zdjęć ekranu, porównując Retinę z moim MBP 13″. Ponieważ ekrany mają różną wielkość, aby być pewnym, że porównuję dokładnie to samo, wyświetliłem zdjęcie z mojej strony, która nie ma mechanizmu skalowania i na każdym monitorze wyświetla dokładnie tyle samo pikseli.
Najpierw sfotografowałem zdjęcie na ekranie MBP 13″. Komputer stoi tyłem do okna ( innego niż na poprzednich zdjęciach ), a po swojej lewej stronie jest biała ściana w odległości około 0,5 metra.
Widać wyraźny odblask po lewej stronie.

Teraz nałożyłem na aparat i komputer czarną tkaninę, dzięki czemu wyglądałem jak dziewiętnastowieczny fotograf. Mogłem jednak zrobić zdjęcie bez odblasków.

Teraz czas na Retinę. Znowu pierwsze zdjęcie jest z odblaskiem ściany.
A drugie już bez odbić. Widzicie różnicę? Jest bardzo mała. Warstwy przeciwodblaskowe robią dobrą robotę.
Teraz przyjrzyjmy się dokładnie samym różnicom w tym, co widzimy. No więc, jakby to powiedzieć, tych różnic nie widać! Patrząc nawet z bardzo bliska, ciężko jest zobaczyć jakąś różnicę. Rozczarowanie? W pierwszej chwili tak, przecież tu nie powinno być różnicy. Zdjęcie na stronie ma swoją rozdzielczość i Retina nic tu nie pomoże. 
Natomiast, gdy przyjrzymy się w powiększeniu, różnice widać gołym okiem. Następny obrazek to zrzut ekranu z Aperture, gdzie wyświetliłem dwa z powyższych zdjęć w 100%. Teraz widać dokładnie różnice w budowie zwykłego ekranu i Retiny.
Kliknijcie to zdjęcie, aby zobaczyć w dużym rozmiarze
Kolejny test, jaki zrobiłem, to wyświetlenie zdjęcia w Finderze w 100%. Najpierw na MBP 13″ zobaczyłem taki fragment fotografii :

Na Retinie wygląda to tak :

Nie jest to oczywiście porównanie pokazujące dokładną różnicę, gdyż MBP 13″ ma natywną rozdzielczość 1280 x 800 px. Nawet jednak, gdyby był to MBP 15″ ze swoimi 1440 x 900 px to i tak przy 100% zobaczymy tylko część twarzy.
No dobrze, ale co z Photoshopem? Czy tam też przy 100% powiększenia będziemy widzieć podobnie? Jak wtedy obrabiać szczegóły zdjęcia?
Otóż, nie ma problemu. Photoshop wyświetla jeden piksel zdjęcia czterema pikselami ekranu. Dzięki temu nadal widzimy przy 100%, fotografię powiększoną w sposób, w jaki jesteśmy do tego przyzwyczajeni. W pierwszej chwili wydawało mi się, że dzięki temu obraz jest gorzej wyświetlany. Gdy jednak porównałem go z tym na matowym monitorze Apple 20″, różnice są ledwo dostrzegalne. Obraz na Retinie jest oczywiście ostrzejszy, ale w sposób, który bardziej przypomina rozpikselowanie obrazu. Jednak, aby to zobaczyć, trzeba bardzo dokładnie się przyglądać :)

Retina ma jedną wielką zaletę. Wyświetlając zdjęcie w całości, możemy je zobaczyć w sposób mocno zbliżony do tego, co uzyskamy w druku ( zakładając, że będzie to A4 ), możemy więc ocenić, ile szczegółów będzie widocznych. Dla mnie to wielka zaleta.

Na następnym obrazku widać porównanie wyświetlenia 100% powiększenia w Finderze i Photoshopie.

Kliknijcie to zdjęcie aby zobaczyć w dużym rozmiarze

Adobe, wypuszczając Photoshop w wersji na Retinę, trochę dał ciała. Zobaczcie, w jaki sposób wyświetlany jest interface, litery są wyraźnie nieostre.

 5. Robi się gorąco

Po premierze podniosło się wiele głosów, że zastosowanie Retiny spowoduje problemy z przegrzewaniem się komputerów. Apple raczej nie słynie z chłodnych laptopów. Pamiętam mojego białego MacBooka, którego ciężko czasem było trzymać na kolanach, za to zimą doskonale ogrzewał pokój. MBP 13″ unibody już takich problemów nie ma. A jak będzie z najnowszym Makiem?
Na początek postanowiłem pooglądać teledyski na You Tube, a przy okazji sprawdzić, jak sobie radzą głośniki. Głośniki dają radę, zwłaszcza w porównaniu do grubasa MBP 13″, ale dla audiofila nie będzie to nic specjalnego.
Oglądałem więc przez około 40 minut teledyski i obserwowałem wskazania temperatury. Aktualnie mamy upały, więc w moim pokoju temperatura wynosiła 27 stopni, komputer stał na drewnianym stole.
Wyniki widzicie na zdjęciu poniżej.
Nie ma tragedii. Komputer nie parzy, gorąca była część pod ekranem, natomiast okolice touchpada, gdzie normalnie trzymamy ręce, były chłodne.

6. Wydajność czyli wreszcie konkrety
To, co mnie najbardziej interesowało, to wydajność w Aperture. Jest on znacznie bardziej wymagający, niż Photoshop, więc jeśli tu będzie dobrze, to tym bardziej w Photoshopie. Najprostszy powtarzalny test to eksport RAWów do TIFFa. W tym celu stworzyłem nową bibliotekę Aperture, gdzie znajdowało się 100 plików, którym dałem kilka morderczych modyfikacji. RAWy pochodziły z Canona 1Ds mk3, całość ważyła 2,1 GB. Eksport robiłem na ten sam dysk, na którym była biblioteka. Końcowy efekt to TIFFy 8 bitów, ważące w sumie 6,3 GB.
Aby wyniki były jak najbardziej porównywalne, każdy komputer najpierw wyłączyłem, pozwoliłem się schłodzić, następnie po włączeniu uruchamiałem tylko Aperture, wszystko inne było wyłączone. 
Pierwszy zrzut ekranu robiłem przed testem, aby zarejestrować temperatury początkowe ( za podawane wyniki odpowiedzialny jest iStat Pro ).
Na pierwszy ogień poszedł Mac Pro 1.1 Konstrukcja już nie najnowsza, ale bardzo sprawnie działająca na co dzień.  Niedawno wymieniłem dysk systemowy na OCZ Agility 3 120 GB, a to znacznie przyśpieszyło komputer. Sądziłem więc, że wynik będzie dobry.

Całość operacji trwała dokładnie 13 minut i 45 sekund. Dużo to czy mało? Okaże się za chwilę. Temperatury wzrosły niezbyt mocno, ale ten komp ma przecież porządne chłodzenie.

Teraz MBP 13″. Tu wynik był łatwy do przewidzenia, komp jest wyraźnie słabszy i ma do dyspozycji tylko dwa rdzenie, a Aperture robi użytek ze wszystkich dostępnych rdzeni.

I rzeczywiście, wynik to 25 minut i 1 sekunda. Myślałem, że będzie lepiej…
No i teraz najważniejsze : MBP 15″ Retina :)

Już od pierwszego eksportowanego zdjęcia było widać wielką różnicę. Wynik to ……….. 5 minut i 42 sekundy !!! Mac Pro został zmiażdżony przez chudzielca…..
W trakcie pracy spojrzałem na obciążenie procesora i opadła mi szczęka. Zobaczyłem wyraźnie, że pracuje 8 rdzeni! Przecież ten komp ma tylko 4 rdzenie! Spojrzenie na temperaturę karty graficznej wyjaśniło sprawę. Dodatkowe 4 rdzenie muszą być symulowane przez kartę. Ani MBP 13″ ani tym bardziej stary Mac Pro tego nie robią.
To ja mam 8 rdzeni?

Na koniec chciałem zobaczyć, czy da się łatwo zabić ten komputer. Miałem 100 TIFFów, to postanowiłem je otworzyć jednocześnie w Photoshopie. Cała operacja trwała około 10 sekund :) Zamknięcie Photoshopa z tymi plikami – 2 sekundy :)
Udało mi się za to zużyć RAM :) Zostało go tylko 21 MB. Przy okazji zobaczyłem, że  program korzysta tylko z 4 rdzeni.

To nie błąd wyświetlania, to 100 otwartych zdjęć

7. Podsumowanie czyli czy warto

Choć nadal twierdzę, że cena jest kosmiczna, to maszyna na pewno jest świetna. Duży plus za znakomity ekran, umożliwiający profesjonalną pracę ze zdjęciami. Wydajność też jest znakomita.
Czy więc warto? Na to pytanie musicie sami sobie odpowiedzieć. Ja jestem zachwycony :)

Follow on Bloglovin

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, Photoshop, sprzęt, test
2 komentarze

14 czerwca 2012

| przez Artur Nyk

Aperture dla każdego czyli zmiana w bibliotece

W poniedziałek siedziałem od 19:00 przyklejony do monitora i z wypiekami śledziłem relację z konferencji Apple. O nowych komputerach nie będę pisał bo tym zajęły się wszystkie możliwe serwisy  piszące o makach. Powiem tylko, że nowy MacBook Pro Retina jest boski, nie podoba mi się w nim tylko jedna rzecz – cena. Ale zajmijmy się ważniejszymi rzeczami czyli zmianami w Aperture. O tym nikt ze znanych mi portali nie napisał nic istotnego.

Co więc takiego się zmieniło? Najważniejszą ze zmianą jest unifikacja bibliotek  Aperture i iPhoto. Od teraz można otwierać bibliotekę Aperture w iPhoto i odwrotnie. W pierwszej chwili pomyślałem, że nie jest mi to do niczego potrzebne i ogólnie nie jest to nic istotnego.  Jednak gdy się na tym chwilę zastanowiłem olśniło mnie :)
Aperture nie jest powszechnie używanym programem, część ludzi woli na makach używać Lightrooma ( czego nigdy nie rozumiałem zresztą :) ) i przez to nie mogłem wysłać im RAWów wywołanych w Aperture by dalej poprowadzili obróbkę, tylko musiałem wysyłać tiffy.
Teraz będę mógł wyeksportować małą bibliotekę i każdy kto mam maka, otworzy ją w iPhoto i zobaczy to co ja :) Genialne :)
Będę też mógł na każdym maku otworzyć i edytować moje zdjęcia z przenośnego dysku, bo każdy mak ma iPhoto. Apple zrobił bardzo mądry ruch, który może się przełożyć na zwiększenie popularności Aperture. Od teraz możesz najpierw używać ( i przyzwyczajać się ) do iPhoto, a gdy będziesz potrzebował coś więcej, płynnie przejdziesz na Aperture, nie musząc się uczyć wszystkiego od początku. Bardzo sprytne :)

Na fali entuzjazmu postanowiłem sprawdzić jak to działa w rzeczywistości i otworzyłem w iPhoto bibliotekę Aperture. A raczej usiłowałem…. Okazało się bowiem, że nic z tego… Trzeba mieć iPhoto minimum 9.3, a ja mam wersję 9.0 … Nie jest tak różowo jak myślałem. Mój MacBook Pro ma około półtora roku, a wersja iPhoto jest już za stara. Na obecna chwilę, liczba ludzi, którzy mają działające w tym wypadku iPhoto, ogranicza się do właścicieli bardzo nowych komputerów lub tych, którzy zechcieli zrobić płatny upgrade iPhoto ( w tej chwili kosztuje w App Store 12 euro ). Z czasem na pewno będzie się to zmieniać i coraz więcej ludzi będzie mieć nowe wersje, ale to musi potrwać.
Tak czy inaczej jest to wielka rzecz, która da pewnie efekty w przyszłości.

Nowy interface Aperture

Apple wprowadził też nowy wygląd interface’u, pozbawiając go wszelkich kolorów. W pierwszej chwili nie byłem tym zachwycony, miałem wrażenie, ze program „zszarzał”. Teraz już się przyzwyczaiłem i nawet uważam, że niektóre ikony stały się łatwiejsze do identyfikacji. Pojawił się też na wierzchu na przykład nowy przycisk ” Revert to oryginal”, który pozwala na skasowanie wszystkich ustawień. Wcześniej trzeba było wchodzić wgłąb menu.

Istotną zmianą jest rozbudowanie balansu bieli, gdzie można teraz wybrać ustawienie neutralnych szarości lub dobrego odcienia skóry. Nie miałem jeszcze czasu by na poważnie to przetestować, ale wydaje mi się, że działa to bardzo dobrze. Wprowadzono też możliwość używania pędzli w balansie bieli, czyli coś co ostatnio dostał Lightroom.
Bardzo też uproszczone jest korzystanie z narzędzia Highlights&Shadows, które teraz ma tylko trzy suwaki ( odzyskiwanie świateł, cieni i kontrast ) i działa znacznie lepiej. Drobnych niby zmian, ale jednak wpływających na szybkość i efektywność działania programu jest zresztą dużo więcej.

Apple mocno promuje teraz Aperture przy okazji reklamowania nowego MacBooka Pro, a to dobra wiadomość, bo oznacza, że firma będzie dalej rozwijała program i może znowu postawi na profesjonalistów. Kto wie, może nawet doczekamy się dużego monitora z matową matrycą ? Skoro już chwalą się. że wyświetlacz nowego MBP odbija mniej odblasków :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, sprzęt
komentarz

11 czerwca 2012

| przez Artur Nyk

Kuba Błaszczykowski? A to nie znam…

Tak mniej więcej musiała wyglądać moja rozmowa na temat zlecenia jakie dostałem w 2007 roku z agencji Infinity. I to określa też dokładnie mój stopień zainteresowania piłką nożną czego nie ukrywam.
Ostatnimi tygodniami moja irytacja związana z wszechobecną tematyką Euro, ciągle wzrastała. Gdy myślałem, że już dłużej tego wszystkiego nie wytrzymam, impreza się zaczęła, a ja wylądowałem w pubie gdzie wspólnie z innymi kibicowałem naszym… Miesiąc temu sam bym w to nie uwierzył :)

W sumie te całe mistrzostwa to nawet fajne są. Zresztą zawsze mogę znaleźć usprawiedliwienie… w końcu skoro Canon jest sponsorem, to jako zdeklarowany canonier muszę to oglądać :)

Wracając do roku 2007, na prawdę nie miałem wtedy pojęcia kto to Błaszczykowski, na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że Kuba nie był jeszcze wtedy gwiazdą pierwszej wielkości. Od pierwszego spotkania w Krakowie natomiast zobaczyłem, że to bardzo miły i skromny facet.
Mieliśmy zrobić serię zdjęć reklamujących turniej piłki nożnej dla dzieci organizowany przez Tymbark.
Największym problemem była pora, kiedy musieliśmy zrobić zdjęcia, przełom lutego i marca. Drugi problem był jednoznacznie związany z tym pierwszym.  W sesji miały wziąć udział dzieci, dziewczynki i chłopy w wielu 10-11 lat. O ile mogliśmy jeszcze brać pod uwagę sesję z samym Kubą na otwartym stadionie nawet przy niskiej temperaturze, to nie chcieliśmy ryzykować, że dziesiątka dzieciaków się rozchoruje.

Pozostawał więc tylko kryty stadion, znaleźliśmy taki pod Krakowem i pojechałem na rozpoznanie. Nie byłem zachwycony tym co zobaczyłem na miejscu. Sztuczna trawa i balon rozpięty nad boiskiem. Nie było jednak innego wyjścia, trzeba było to zrobić w takich warunkach i już.
Razem z agencją wytłumaczyliśmy klientowi dokładnie co możemy w takich warunkach osiągnąć. Przynajmniej mnie wydawało się, że wytłumaczyliśmy, że możliwe są tylko trzy wyjścia : 1. zostawiamy tło tak jak jest i nie ukrywamy, że zdjęcia są robione na krytym boisku, 2. ściemniamy tło do czerni, 3 . rozjaśniamy do bieli. Montażu tła nie braliśmy pod uwagę.

Obróbka z czasów dawnych :)

Na  sesję musiałem zorganizować to co zwykle, wizaż, stylizacje ( ciuchy, piłki, ochraniacze itd – wszystko bez widocznych logosów ), catering, transport i… opiekunkę do dzieci. Teraz wiem, że zamiast opiekunki powinienem zatrudnić pięciu ochroniarzy z dużym doświadczeniem. To co potrafi zrobić zorganizowana grupa dziesięciolatków, która na dodatek chce zaimponować Błaszczykowskiemu, będę długo pamiętać…

Na szczęście gdy już wszystkie dzieciaki pokazały Kubie, jak potrafią kopać piłkę i nie tylko, udało nam się wspólnymi siłami zapanować nad grupą i rozpocząć zdjęcia.
Trochę się bałem jak piłkarz poradzi sobie z pozowaniem, ale od pierwszego zdjęcia już wiedziałem, że   nie będzie żadnych problemów. Co więcej, okazało się, że potrafi też przykuć uwagę dzieci i sprawić, by ( w miarę ) słuchały jego poleceń co mają robić z piłką. Nie na darmo jest teraz kapitanem naszej drużyny :)

Sceny z wszystkimi dziećmi naraz były dla mnie trudne też ze względu na oświetlenie. Miałem tam chyba 10-12 lamp, ( połowa 500Ws, połowa 1000-1500Ws ), ale przy takiej przestrzeni, to ciągle nie było zbyt dużo. W zdjęciach, które przeznaczone były by tło poszło do czerni, używałem bardziej ostrego światła, tam gdzie tło miało być białe, raczej softboksów.
Szybko też odkryłem nie fajną cechę sztucznej trawy, po prostu błyszczała się mocno przy kontrze.

Pomijając te detale, sama sesja była bardzo fajna i dobrze ją wspominam. Trochę gorzej było już po sesji gdy klient zorientował się nagle, że na zdjęciach nie ma : a. trybun stadionu, b. publiczności….
Agencja miała ciężkie rozmowy z nimi i tłumaczenia, że przecież zostały zatwierdzone storyboardy, ma których nie ma tego wszystkiego.
Zrzut ekranu pożyczyłem sobie ze strony agencji Infinity

W 2007 roku nie używałem jeszcze Aperture i obróbka tego materiału niezbyt mi się dzisiaj podoba. Teraz na pewno zrobiłbym to inaczej, dlatego wolę pokazywać surowy materiał, bez obróbki :)

Dobry humor nie odstępował Kuby

 

Kuba razem z bratem

 

PS. Jakoś chyba dam radę z tym całym Euro, nawet z przyjemnością obejrzałem mecz Włochy – Hiszpania :) Ale największe emocje będą w poniedziałek o 19:00 Rozpoczyna się wtedy konferencja WWDC, czekam z niecierpliwością czy pokażą w końcu nowe Maki Pro :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, backstage, Canon, Jak to zrobiłem, sesja
backstage, lampy błyskowe, sesja | komentarz

28 maja 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura czyli biblioteki Aperture

Igi pytał się mnie już jakiś czas temu o synchronizację bibliotek w Aperture. Co jak co, ale o tym programie to lubię opowiadać :)
Zacznę od początku. Zdjęcia w Aperture można przechowywać albo w bibliotece programu, albo w aktualnym układzie katalogów. 



Dla zdecydowanej większości nowych użytkowników programu, pozostawienie zdjęć w ich dotychczasowych lokalizacjach wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Ja też oczywiście właśnie tak na początku zrobiłem. Myśl, że mógłbym wrzucić swoje bezcenne fotografie do jakiejś tajemniczej biblioteki, wydawała się zbyt szalona. Nie miałem jeszcze zaufania do Aperture i byłem przyzwyczajony by mieć dostęp do zdjęć z poziomu systemu. 
Wrzuciłem więc wszystkie zdjęcia do Aperture, ale fizycznie zostawiłem w katalogach gdzie były do tej pory. Aperture po pierwszym uruchomieniu zawsze tworzy swoją bibliotekę gdzie są wszystkie możliwe informacje o zdjęciu, ustawienia, miniaturki, podglądy (jpgi o rozmiarach, które sami ustalamy).


Na początku wszystko działało całkiem dobrze. Potem jednak coraz pojawiało się coraz więcej problemów. Zdjęcia znikały mi w Aperture i zostawały same podglądy. Oczywiście nie było to winą złego działania programu, a tylko i wyłącznie moją… 

Takie strzałki zobaczymy gdy zdjęcie przechowywane będzie poza biblioteką Aperture



A takie gdy przeniesiemy zdjęcie z oryginalnej lokalizacji lub skasujemy

Stare przyzwyczajenia brały bowiem nade mną górę i zamiast wszystkie operacje robić za pomocą Aperture, to część z nich robiłem innymi sposobami. Raz coś skasowałem, coś przerzuciłem do innego katalogu i gdy potem chciałem znaleźć coś w Aperture, dostałem informację, że program nie może znaleźć pliku.


I teraz pierwsza ważna informacja. Jeżeli zdecydujecie, że nie chcecie trzymać zdjęć w bibliotece Aperture, nawet nie myślcie by zajrzeć do katalogów gdzie są te zdjęcia. Grzebanie tam to najprostsza droga do wpakowania się w kłopoty.


Jeżeli więc ten sposób organizowania sobie przechowywania zdjęć, jest pełny problemów, to dlaczego Apple tak to zrobił? Otóż powód jest bardzo ważny, a zalety tego rozwiązania są spore. Wyobraźmy sobie, że pracujemy na laptopie gdzie mamy ograniczoną pojemność dysku więc wszystkie zdjęcia trzymamy na dyskach zewnętrznych.
Możemy wtedy zrobić sobie bibliotekę Aperture na laptopie, gdzie będą wszystkie informacje i podglądy zdjęć, a same zdjęcia zostawimy tam gdzie są czyli na dyskach zewnętrznych. Dzięki temu na laptopie biblioteka zajmie nam stosunkowo mało miejsca. Najważniejsze w tym rozwiązaniu, jest to, iż nie mając fizycznie zdjęć na dysku, nadal mamy w pełni funkcjonalną bazę zdjęć, z wszystkimi pokazami slajdów, książkami itd. Możemy więc spokojnie iść do klienta i pokazać wszystkie  10.000 RAW-ów mimo, że nie ma ich fizycznie na laptopie ( nie będziemy jedynie mogli obrabiać zdjęć ). A po powrocie do domu podłączyć dysk do komputera i znowu mieć możliwość obróbki plików. 


Jednak są i wady takiego rozwiązania. Nie będziemy bowiem mogli skorzystać z doskonałego mechanizmu archiwizacji zdjęć czyli Vault. Aby go wykorzystać musimy trzymać pliki w bibliotece Aperture. Nie będziemy mogli wtedy obejrzeć zdjęć bez pomocy tego programu ( teoretycznie jest to możliwe, ale trzeba by mieć olbrzymią desperację by przekopać się przez tysiące katalogów). 
Tak naprawdę to ograniczenie, to nie jest żaden problem, a jedynie trzeba przestawić sobie w głowie, że to tak samo naturalny sposób, jak oglądanie zdjęć w Finderze.


Zalety zdecydowanie tu przeważają. Po pierwsze nie zrobimy sobie bałaganu, przenosząc zdjęcie z jednego katalogu do drugiego, nie mówiąc już o skasowaniu czegoś. Po drugie będziemy mogli skorzystać z dobrodziejstw Vaulta.

Tu widać, że mam dwie kopie głównej biblioteki. Na jednym dysku zostało mi jeszcze 400GB  wolnego miejsca( 200 GB zajmuje Time Machine ), na drugim już tylko 56 MB. Czas powyrzucać niepotrzebne zdjęcia :) Obie kopie robione są automatycznie.



Jest to funkcja, która pozwala stworzyć kopię zapasową całej biblioteki zdjęć, razem z wszystkimi ustawieniami, a w razie potrzeby odzyskać z niej dokładnie taką samą bibliotekę jaką utraciliśmy. Co najważniejsze, możemy w każdej chwili zrobić update tej kopii.  Vault, dopisze nam wtedy najnowsze zdjęcia, zmiany w opisach czy ustawienia RAW-ów, a usunie skasowane przez nas zdjęcia. Nie wrzuci ich jednak do kosza, a jedynie przeniesie do katalogu Usunięte. W razie czego zawsze możemy odzyskać zdjęcia skasowane przypadkowo.


Kolejną i równie ważną zaletą trzymania zdjęć w bibliotekach ( tu właśnie leży sedno sprawy : bibliotekach, a nie bibliotece! ) jest możliwość podzielenia swoich zasobów na różne części. Jeśli macie 5.000 zdjęć na komputerze, to nie jest to żaden problem. Ale jeśli macie ich 70.000 ( jak ja ), to znacznie bardziej komfortowo jest podzielić je na różne biblioteki. Ja zorganizowałem to w ten sposób : mam bibliotekę główną, gdzie mam najważniejsze zdjęcia i na której pracuję ( około 30.000 zdjęć – około 1TB ), bibliotekę mniej główną, bibliotekę Pewniesięnieprzydaaletotakiefajnezeszkodawyrzucić i kilka pomniejszych tematycznych ( prywatne, pejzarze, itd ). Dzięki takiemu rozwiązaniu nie muszę pracować na jednej gigantycznej bibliotece, natomiast przełączanie z jednej biblioteki do drugiej jest bardzo szybkie.





Bardzo często też wykorzystuję funkcję eksportu zdjęć po sesji jako biblioteki. Robię tak najczęściej gdy na sesji zrzucam zdjęcia na laptop, w trakcie zdjęć, zaznaczam zdjęcia, robię wstępne ustawienia kolorów, wybieram do dalszej obróbki. Gdy potem chcę taki materiał przerzucić na drugi komputer, to zamiast eksportu samych zdjęć, eksportuję katalog ( czyli Project w/g nomenklatury Aperture ) jako nową bibliotekę. 



Mogę potem na drugim komputerze pracować na takiej małej bibliotece albo zaimportować ją do innej biblioteki. 
Łączenie bibliotek czy inaczej ich synchronizacja, jest oczywiście inteligentna. Program sprawdza, czy mamy tak samo nazwane projekty i jakie są w nich zdjęcia. Jeżeli zobaczy, że importujemy bibliotekę gdzie jest projekt PRAWIE identyczny z tym już istniejącym ( czyli może być więcej zdjęć albo inaczej są ustawione i oznaczone RAWy ) to spyta się nas, który z projektów ma uznać za ważniejszy.



Zadawajcie kolejne pytania w sekcji Spytaj Artura, a ja będę starał się na nie odpowiedzieć :) Zainteresowanych poznaniem Aperture zapraszam na warsztaty 30 czerwca. Więcej informacji na stronie www.fotografiapro.pl

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, porady, Spytaj Artura, warsztaty
komentarz

24 maja 2012

| przez Artur Nyk

Co kobiety robią za kierownicą (a nie powinny!)

Dzisiaj kolejna nowość, no prawie nowość, bo zdjęcie robiłem w listopadzie. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale na początku listopada było aż tak ciepło by jeździć kabrioletem.
To kolejne zdjęcie z serii Co Kobiety Robią za kierownicą ( a nie powinny ). Nie raz widziałem jak przebierają się w trakcie jazdy…

Polowałem na takie światło dosyć długo. Cały problem polega by słońce było bardzo nisko. Wtedy jednak zwykle coś je zasłania, budynki, drzewa itd. Ale najgorszym zagrożeniem są chmury. W zasadzie można powiedzieć, że chmury są wyjątkowo złośliwe. Cały dzień mamy piękne słońce i bezchmurne niebo, planujemy więc wieczorną sesję, ściągamy wszystkich ludzi i porsche, przygotowujemy się i gdy tylko słońce jest już dostatecznie nisko by zacząć zdjęcia, wtedy jak z pod ziemi pojawiają się chmury…. Dosłownie z pod ziemi, bo jeszcze chwilę temu ich nie było.
Wiele razy przeżyłem taką sytuację i tym razem też było dokładnie tak samo. Na szczęście dla nas chmury były wyjątkowo rachityczne i zamiast całkowicie zasłonić słońce, tylko rozproszyły światło.

Byłem mocno zły na całą sytuację, bo oczyma wyobraźni cały czas widziałem ostre światło, zachodzącego słońca. Tymczasem miałem światło dużo bardziej miękkie. Gdy już na spokojnie przyjrzałem się temu na drugi dzień, stwierdziłem, że w sumie podoba mi się ten efekt :)

 

Takie światło miało jeszcze jedną zaletę, nie było potrzeby używać żadnej blendy do rozbicia cieni. Jedynym narzędziem oprócz aparatu i obiektywu 50/1,4 był Aperture, w którym wyciągnęliśmy z Gosią kolor i Photoshop do nadania prędkości :)
Fotografując mocno prześwietlałem zdjęcia aby uzyskać „świetlistość”. Potem jednak stwierdziłem, że trochę przesadziłem i ściemniliśmy trochę zdjęcie. Błogosławiony niech będzie, kto wymyślił RAWy :)
Oryginalny plik wyglądał tak:

Przy okazji słowo na temat koloru.
Kolor nie ma tu nic wspólnego z rzeczywistością, częściowo to efekt mojego lenistwa. W aparacie mam ustawiony balans bieli na 5200 K i prawie nigdy nie zmieniam go, bo dopiero w Aperture ustawiam odpowiedni kolor.  Tak jest mi po prostu wygodniej.
Gotowe zdjęcie też nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi kolorami. Po prostu taki kolor nam się podobał :)

Modelka : Alina Malcher
Stylizacja : Tatiana Szczęch
Wizaż i fryzury : Zojka Zielińska
Postprodukcja : Gosia Kłosowska

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Jak to zrobiłem, Photoshop, realizacje, sesja
komentarz

14 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Magik od obróbki potrzebny

Zawsze mam problem z określeniem, jak nazywa się ktoś, kto zajmuje się obróbką zdjęć. Grafik? Operator? Fotoszopowiec? Obrabiacz? Nie będę nawet wymyślał, jak w takim razie określić kobietę, która zajmuje się obróbką……

Tak czy inaczej właśnie takiej osoby szukam, bo ostatnio zwiększyły się moje potrzeby i nawet iGosia już  się nie wyrabia ze wszystkim.
Moje wymagania są bardzo sprecyzowane, a dokładnej występują w dwóch opcjach:

Opcja Pierwsza. Potrzebuję osobę z biegłą znajomością Photoshopa. Biegła znajomość PS to dla mnie z jednej strony umiejętność zrobienia skomplikowanego montażu, ale też obrobienia stu prostych zdjęć  z zachowaniem tej samej jakości.

Opcja Druga. Potrzebuję osobę z podstawową znajomością Photoshopa i chęcią dalszej, najlepiej intensywnej nauki. Podstawowa znajomość to dla mnie przynajmniej umiejętność sprawnego wycięcia dowolnego przedmiotu.

W każdej opcji mam dalsze wymagania :

Wymóg Pierwszy. Znajomość Aperture lub przynajmniej chęć opanowania tego programu. Warunek niezbędny, bo jest to podstawowy program, w którym pracujemy. Co za tym idzie, pracujemy na Makach i koniec.

Wymóg Drugi. Potrzebuję osobę, która będzie w stanie osobiście pojawiać się w studio w Chorzowie. Tym samym odpada dla mnie praca zdalna z drugiego końca Polski.

Wszystkie pozostałe szczegóły opiszę w mailu lub opowiem osobiście. Osoby zainteresowane współpracą proszę o kontakt mailowy artur(at)arturnyk.pl

PS. Tak mnie korciło, by dać tytuł : ” W związku z dynamicznym rozwojem, poszukujemy….” :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Photoshop
komentarz

7 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Słoneczny Patrol czyli co z tego wyszło

Niedawno mogliście zobaczyć w jakich warunkach powstawała sesja letniej kolekcji Patrola. Pogoda i temperatura były bardzo zbliżone do tego, co mamy dzisiaj za oknem. Wyobraźcie więc sobie, że w takich warunkach zakładacie t-shirt i krótkie spodenki… Nie, w środku wcale nie było cieplej, niż na zewnątrz. Było nawet zimniej :) 
Złudne jest również światło. Nigdzie nie wykorzystaliśmy ani grama światła słonecznego, bo po prostu go nie było. Dzień był bardzo pochmurny i nie było szans, by cokolwiek zrobić przy świetle zastanym.
Wprawdzie nad klatką schodową był wielki świetlik i przy wcześniejszej wizji lokalnej miałem nadzieję na wykorzystanie go to na sesji szybko musiałem się pozbyć złudzeń. Musiał wystarczyć błysk. 
Wymagało to trochę innego myślenia o kadrze. Nie mogłem pokazać żadnego okna, bo byłoby widać, że to nie z niego pada światło. Ustawiałem więc „wirtualne okno” poza kadrem i jednocześnie doświetlałem pozostałe pomieszczenia, które były widoczne na zdjęciach, tak jak np. pokoje za perkusistą. Zostawiłem tylko celowo ciemne jedno z okien na fotografii ze schodami. W rzeczywistości jest to wewnętrzne okno i przy naturalnym świetle również jest zawsze ciemne.
Nie użyłem też ani jednego softboksa, ostatnio jakoś przestały mi pasować :) Zamiast tego odbijałem światło od blend czy ścian. 
Na koniec obróbka w Aperture wzmocniła jeszcze ciepły charakter zdjęć, ale było to już tylko doszlifowanie materiału, bez montaży i istotnych zmian :)

Ekipa:

koncept & produkcja                           Happy Monday
fotografie                                         Artur Nyk
stylizacja                                          Tatiana Szczęch
wizaż & fryzury                                  Zojka Zielińska, Natalia Polek
modele :                                           Sonia i Klaudia Żogała, Jacek Grzywa, Wojtek Kałużny
Asystent fotografa                               Paweł Pszczoła
backstage                                          Anna Burek
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, dobre zdjęcia, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

21 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Spytaj Artura Nyka

Dawno, dawno temu czytałem, a raczej głównie oglądałem gazetę Amateur Photographer gdzie były często naprawdę fajne zdjęcia. Kilka z nich utkwiło mi w pamięci do dzisiaj, zwłaszcza akt Patricka Demarchelier.
Zapamiętałem też dział : Spytaj Mike Maloney’a. Na zdjęciu Mike trzymał wielką Mamiya’e, która była wtedy moim marzeniem. Każdy mógł napisać do niego z pytaniem lub przesłać swoje zdjęcie do krytyki. Zawsze czytałem ten dział z wielkim zainteresowaniem bo było to dla mnie dobre źródło wiedzy.

Wczoraj pomyślałem, że też mogę założyć na swoim blogu taki dział : Spytaj Artura. Będziecie mogli tam zadawać pytania, a ja raz na tydzień wybiorę najciekawsze i postaram się na nie odpowiedzieć. Może też być tak, że wybiorę te na które będę znał odpowiedź :)

Możecie pytać o wszystko co dotyczy fotografii, a głównie Canona, Elinchroma, Aperture itd. Pytania mogą też dotyczyć umów, organizacji sesji, albo nawet jakiś bzdur :)

Pytania zostawiajcie w komentarzach działu Spytaj Artura. Byłoby fajnie gdyby były dosyć konkretne… Bo dostaję też pytania na zasadzie : Chcę kupić sprzęt do studia i nie wiem co mam kupić To co mam kupić? Troszkę bardziej konkretnie proszę :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, Canon, Elinchrom, Mamiya, porady
komentarz
← 1 2 3 4 5 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close