×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

backstage

5 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Ferrari California

Pamiętam dokładnie dzień gdy po raz pierwszy spotkałem na Katowickich drogach Ferrari. Było to ciepłe niedzielne przedpołudnie gdy na ulicach nie było prawie żadnego ruchu. Czerwona 430 pojawiła się nie wiadomo skąd za mną. Stanęliśmy razem na światłach przed wjazdem do tunelu pod rondem. Wyłączyłem radio, otworzyłem wszystkie okna w samochodzie i gdy zapaliło się zielone spokojnie ruszyłem. W tunel byliśmy tylko my i oszałamiający dźwięk silnika Ferrari. Słuchałem tego jak najpiękniejszej muzyki.

Następnego dnia miałem identyczny samochód fotografować w Częstochowie i nawet przez chwilę podejrzewałem, że to ten sam ale nie miałem racji. Nigdy więcej już nie spotkałem czerwonej 430 na katowickich numerach.

Z podobnymi emocjami przyjechałem do serwisu Ferrari by sfotografować srebrną Californię. Poprzednie dwa dni spędziłem na przygotowaniach do sesji. Przejrzałem setki zdjęć szukając odpowiedniego kąta, pod którym samochód wygląda najlepiej i miałem już głowie plan jak chcę go oświetlić. Zdjęcie miało być w półmroku, a kształt samochodu narysowany tylko kilkoma blikami.
Ponieważ pomieszczenie serwisu było całe białe, przywieźliśmy cały arsenał czarnych tkanin do wysłaniania.
Serwis idealnie przygotował już Californię do zdjęć i gdy po sprawdzeniu kilku ustawieniach samochodu ( ten dźwięk przegazowania po odpaleniu silnika…. ) zostało mi więc tylko ustawienie światła.

Najważniejsze było znalezienie bazowego światła. Zrobienie detali jest już znacznie prostsze. Mając już doświadczenia z innych sesji tego typu oświetliliśmy też samochód pod wszystkimi możliwymi kątami, jakie przyszły mi do głowy, tak na wszelki wypadek. Czasem brakuje jakiegoś jednego małego bliku, a czasem w postprodukcji okazuje się, że zaplanowane światło w jednej części nie współgra z drugą i wtedy przydaje się teoretycznie niepotrzebna klatka.
Wykorzystałem głównie ostre, standardowe czasze Elinchrom i jedynie grill i wnętrze oświetlone jest stripem. Dodatkowo kilka małych detali oświetliłem zwykłą jarzeniówką o niby białym świetle.
Aby być pewnym, że ostrość i ogniskowa nie zmieni się ani o ułamek milimetra, zakleiłem dokładnie cały obiektyw taśmą klejącą. Nie udało mi się znaleźć na tyle odejścia by założyć stałkę 50mm i musiałem zadowolić się 45mm w moim średnio ulubionym 24-105/4 L IS

Moja bazowa klatka

Gdy ja skończyłem, do akcji weszła Gosia. I już po czterech dniach i przegadanych kilku godzinach o wyższości mniejszego bliku nad większym i odwrotnie, mogłem wysłać do Ferrari gotowe zdjęcie :)
Reklama z tym zdjęciem ukaże się lada dzień i czekam na to z niecierpliwością.

A tym czasem… odbyłem dzisiaj z Gosią kolejną dyskusję nad wyborem oświetlenia zderzaka w czarnym FF. Gosia pracuje :)

Ministerstwo Głupich Kroków poleca kroki w moim wykonaniu

klient : Ferrari Katowice
fotografie : Artur Nyk
postprodukcja : Gosia Kłosowska
backstage : Michał Krawczyński

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, Elinchrom, Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

26 czerwca 2013

| przez Artur Nyk

Melduje wykonanie zadania

Tyle myślenia było, zastanawiania się i już po sesji. I jak to często bywa, gdy przyszło do realnego działania, okazało się, że nie było to takie trudne jak się wydawało.
Do zrobienia miałem tylko jedno zdjęcie samochodu. Fajnego samochodu :) Wszystko miałem już przemyślane, wystarczyło tylko zrealizować pomysł. Zdjęcie robiłem w serwisie, a nie w studio, musiałem więc na wszelki wypadek zabrać więcej sprzętu niż potrzebowałem. Tym razem nie potrzebnie, wolę jednak wozić ze sobą zbędne rzeczy niż w połowie sesji martwić się, że nie mam czegoś co akurat by się przydało.

Podobnie mam ze zrobionymi klatkami. Wolę zrobić ich więcej, w różnymi wariantami naświetlenia, niż potem stresować się brakiem potrzebnej wersji. Skutkiem ubocznym jest oczywiście nadmierna ilość materiału po sesji.  Np. po dzisiejszych zdjęciach mam około 200 klatek… Wybór tych właściwych nie jest prosty, zwłaszcza gdy poszczególne klatki niewiele różnią się od siebie.
Fotografia musi być gotowa na poniedziałek, bo idzie do druku, dzięki temu będę mógł wyjątkowo szybko Wam ją pokazać.

Jutro fotografuję następny samochód, czego znowu nie mogę się doczekać.
A na razie, tylko jedno zdjęcie zrobione po skończonej sesji. Ta szafka była idealnym stoliczkiem pod komputer :) Jak się przyjrzycie, zobaczycie, że obiektyw jest cały oklejony taśmą klejącą. Zrobiłem tak by mieć pewność, że ostrość na wszystkich klatkach będzie identycznie ustawiona.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, samochody, sesja
komentarz

2 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Alfa na pocieszenie czyli o kalendarzu, którego nie zrobiłem

Od połowy września żyłem kalendarzem, który miałem zrobić. Temat był dla mnie arcyciekawy. Kalendarz z samochodami i kobietami. Na dodatek chodziło o samochody przez duże S. Wprawdzie zamawiającym  nie był przedstawiciel na Polskę, a tylko dealer, ale wiedziałem, że mam szansę zrobić coś naprawdę fajnego.

Wymyśliłem sobie koncepcję w stylu „no limit”, wszystko co tylko uważałem za fajne i możliwe do zrobienia. A ograniczeń było mnóstwo. Przede wszystkim czas, pogoda była coraz gorsza i nieprzewidywalna, a ja zakładałem pracę w plenerze. Malutkim też ograniczeniem były koszty…. Potrzebowałem dużą ekipę, świetne modelki, stylizację, konkretną architekturę, płytę lotniska i… konia.
Ale szybko znalazłem rozwiązanie. Mam jednak dużą siłę przekonywania, więc przekonałem wszystkich, że warto to zrobić po kosztach :) Opowiedziałem o swojej koncepcji i wszyscy się zapalili do tego projektu.
Klienta uświadomiłem, że temat jest dla mnie tak interesujący, że chcę zrobić coś zdecydowanie lepszego niż pozwala na to ich budżet. Sądziłem, że to sprawi, że nasza współpraca będzie jeszcze lepsza. I tu się myliłem…. I to bardzo.

Na początku było jak zawsze. Pierwsze rozmowy, umawianie się na spotkanie, czekanie na spotkanie. Takie tam normalne rzeczy. Na tym upłynęły pierwsze trzy tygodnie. Potem rozpoczął się właściwy proces decyzyjny czyli czekanie, aż odpowiedni dyrektor znajdzie czas by pomyśleć o kalendarzu. Tak minęły kolejne dwa tygodnie. Wreszcie dostałem telefon, że wszystko się bardzo podoba i kiedy będą gotowe zdjęcia? Standard… najpierw długie tygodnie na podjęcie decyzji, a potem zdziwienie, że jeszcze nic nie jest gotowe.

Ruszyłem więc z przygotowaniami pełną parą, wiedząc, że każdy dzień jest na wagę złota, bo pogoda jest coraz gorsza. Kwestię podpisania umowy zrzuciłem na drugi plan, bo przecież miałem mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. I to był kolejny błąd.

Wreszcie gdy doszło do ustalenia treści umowy i ostatecznego budżetu, zderzyłem się ze ścianą po raz pierwszy.
Miła pani, z która korespondowałem przesłała mi mail od dyrektora jaki otrzymała w mojej sprawie. Dowiedziałem się z niego, że koszty są oczywiście dużo za duże… Dyrektor zresztą od razu znalazł rozwiązanie jak je obniżyć. Zaproponował ( w zasadzie nakazał ) by zamiast trzech modelek były tylko dwie, co przecież spowoduje oszczędności nie tylko na samych modelkach, ale też na wizażu, fryzjerze i stylizacji.  Nieważne, że te dwie dziewczyny będą musiały wykonać też pracę tej trzeciej, wizażystka będzie musiała zrobić tyle samo makijaży, fryzjer fryzur, a stylistka stylizacji.
Fotografowi zaproponował by zszedł z tonu czyli bym obniżył swoje wysokie wynagrodzenie. Zamiast płacić za wynajem lokalizacji, mogliśmy przecież wykorzystać ładne darmowe miejsca. Najbardziej natomiast spodobało mi się jego podejście do kateringu.  Był wielce zdziwiony, że w budżecie znalazła się taka pozycja. Całe 800 zł na trzy dni od rana do nocy i dziewięć osób każdego dnia. Jego zdziwienie  nie miało granic : „przecież modelki żywią się tylko światłem, a reszcie ekipy polecam McDonalds’a”.

Ten jeden mail spowodował u mnie chęć rzucenia całym projektem w cholerę. Pogadałem z wszystkimi  ludźmi z ekipy i ustaliliśmy, że za daleko już zaszliśmy by teraz rezygnować. Każdemu zależało by zrobić ten kalendarz i to na pewno nie ze względów finansowych. Postanowiliśmy więc zacisnąć zęby i zgodzić się na zmniejszenie budżetu.

W międzyczasie spadł pierwszy śnieg co sprawiło, że nagle stałem się ekspertem od prognoz pogody. Sprawdzałem je po kilka razy dziennie i analizowałem na ile można im wierzyć. Udało mi się znaleźć wreszcie dzień, gdzie dobra pogoda miała być na milion procent i ustaliliśmy pierwszy dzień zdjęciowy na sobotę 3 listopada. Podpisanie umowy jak zwykle się przeciągało, ale miła pani zapewniła mnie, że w piątek 2 listopada na pewno ją podpiszemy i dostanę zaliczkę.
Ja w piątek od rana miałem złe przeczucia… W zasadzie to wiedziałem co może pójść nie tak. I nie myliłem się.
Miła pani zadzwoniła i z zakłopotaniem w głosie poinformowała mnie o decyzji dyrektora. Stwierdził on, że skoro płaci tak dużą kwotę za zdjęcia, to chce nie licencji na kalendarz, ale przekazania pełnych praw autorskich. I to było drugie zderzenie ze ścianą. Tylko, że tym razem już nie było o zbierać.

Nawet gdybym chciał ( a nie chciałem ) nie mógłbym przekazać pełnych praw do zdjęć bo wymagałoby to zmiany umowy z modelkami, niektórymi lokalizacjami i projektantami mody, od których pożyczaliśmy ciuchy. Przede wszystkim jednak nie moglem już dalej iść na ustępstwa. Miałem szczerze dosyć. Wytłumaczyłem jeszcze dlaczego nie mogę się zgodzić, zaproponowałem by zapisać w umowie, że ja nigdzie też tych zdjęć nie sprzedam i na tym sprawa się skończyła.
W poniedziałek dostałem jeszcze od miłej pani mail z podziękowaniem za współpracę i przeprosinami za zamieszanie.

I jeszcze jedno. Ten olbrzymi budżet na jakim w końcu stanęło to 12.600 zł netto. Dwie modelki, dojazd, hotele, wynajęcie płyty lotniska i innych lokacji, wynajęcie i dowóz konia, katering, stylistka, wizaż, fryzjer, asystenci, obróbka zdjęć, no i fotograf.

Nie chcę pisać o jaką firmę chodzi, bo to nie ma już takiego znaczenia. Miła pani starała się wszystko załatwić jak najlepiej, nie dogadałem się z dyrektorem. Nawet nie ma znaczenia, że on nie miał pojęcia o produkcji sesji zdjęciowej, może nawet nie był w stanie ocenić o jakim poziomie trudności rozmawialiśmy.
Ważne jest to, że ja chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze :) Mam nauczkę, że nie ma sensu dawać komuś coś za darmo bo tego i tak nie doceni.

Został mi więc gotowy projekt na kalendarz i wielki niedosyt zdjęć samochodów. Projekt może w przyszłym roku uda mi się zrealizować dla innego klienta. A niedosyt sobie zrekompensowałem nowym zdjęciem Alfy 8C Competizione.

Właściwie to nie nie zrobiłem nowego zdjęcia, a jedynie Gosia obrobiła w akcie naszego protestu już istniejące. Tak nastawiliśmy się na zdjęcia samochodów, a tu nic. Przypomnieliśmy więc sobie o jednej Alfie, która czekała od dawna na pomysł jak ją obrobić. Samochód fotografowałem parę lat temu w zupełnie innym celu i teraz trzeba było znaleźć sposób na wstawienie jej w inne tło.
Gosia wpadła na pomysł by wykorzystać do tego celu zdjęcie hali na lotnisku gdzie ostatnio robiłem sesję. Potem poszło już szybko. Gosia przygotowała dwie wstępne wersje. Na jednej samochód stał, na drugiej jechał. Zdecydowaliśmy się na tą drugą. Efekt jest taki :

A tak wyglądał materiał wyjściowy:

Trochę zrobiło się nam lepiej. Ale przydałoby się więcej samochodów :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

29 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Kolej-na robota

W pociągu siedzę koło maszynisty, nocami chodzę po torach, a dnie spędzam na dworcu. I mam papier na darmowy przejazdy. Podoba mi się.
Nie, nie zmieniłem zawodu. Po prostu robię kolejowy kalendarz :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, sesja
komentarz

23 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Jak to kalendarz robiłem

Wszystko zaczęło się od pomysłu agencji, by na dziesięciolecie Kompani Węglowej sfotografować jej rówieśników, czyli dzieci urodzone w tym samym czasie, gdy powstawała firma. Wiedzieliśmy tylko, że takich dzieci jest kilkaset. Pracę zaczęliśmy od wytypowania czterech kopalni, z których każda reprezentowała jeden region. W każdej z nich mieliśmy zrobić trzy zdjęcia w ciągu jednego dnia. Aby jednak zdecydować, jaki plan wybierzemy na jakiej kopalni, musieliśmy je wszystkie dokładnie obejrzeć.
Choć mieszkam na Śląsku od urodzenia, nigdy tak naprawdę nie byłem jeszcze na kopalni. We wszystkich innych rodzajach zakładów przemysłowych tak, ale nigdy na kopalni. Teraz za to miałem pełny przegląd, jak co wygląda, gdzie jest najfajniejsze nadszybie, gdzie maszyna wyciągowa, a gdzie szatnia łańcuszkowa. Wszędzie robiłem dokumentację planów, oczywiście ajfonem :) Nie chciało mi się po prostu nosić dużego aparatu, ajfon całkowicie tu wystarczył.

Równocześnie „zleciliśmy”, by kopalnie znalazły naszych dziesięciolatków i zorganizowały casting. Całe szczęście, że to były kopalnie. Tu wszystko działa jak wojsku :) Dyrektor dzwoni i zaraz wszystko jest ustalone i zorganizowane, rodzice powiadomieni, a na dzieci czekają soki i słodycze.

Na castingach mogłem przekonać się, jak będzie się współpracowało z dziećmi. Ku mojej wielkiej uldze, okazało się, że wcale nie jest tak źle. Dzieciaki były chętne do pozowania i pracowaliśmy bardzo szybko i sprawnie. Te pierwsze zdjęcia miały za zadanie sprawdzić, jak radzą sobie przed obiektywem. Kazałem więc robić im śmieszne miny, skakać i krzyczeć. Szybko okazało się, kto się nadaje do zdjęć i ma do tego talent. Baliśmy się na początku, czy znajdziemy dostatecznie dużo dobrych modeli, a w rzeczywistości mieliśmy problem, kogo odrzucić, bo tych fajnych dzieci było więcej, niż potrzebowaliśmy.

Moje wysiłki, by wzbudzić entuzjazm, nie do wszystkich zawsze trafiały…

Gdy przyszedł wreszcie pierwszy dzień zdjęciowy, wszystko mieliśmy przygotowane. Nawet dobrą pogodę, która wtedy była nam niezbędna.
Do pierwszego zdjęcia musieliśmy zdemontować kawałek płotu.  Normalnie uznałbym, że każdy klient nas wyśmieje, ale nie na kopalni. Ekipa fachowców już na nas czekała i nie było problemu, gdy stwierdziłem, że musimy zdemontować jeszcze więcej płotu. Dzięki temu miałem potrzebne odejście.

Zdawało mi się, że przemyślałem wszytko, ale o jednej rzeczy zapomniałem. O wietrze. W chwilę po tym, jak zaczęliśmy zdjęcia, zerwał się nagle duży wiatr. Zadbałem, by zabezpieczyć sprzęt ( nie do końca skutecznie jak się potem okazało ), nie mogłem jednak zrobić nic, by zabezpieczyć fontannę. Byliśmy więc co chwilę moczeni świeżą bryzą :) Musiałem przez to zmienić pomysł na zdjęcie. W zamyśle, dzieci miały biegać po murku naokoło fontanny. Murek zrobił się niestety mokry i śliski, baliśmy się, że dzieci wpadną nam do wody. Zamiast tego kazałem im skakać z murku.

Dzieci mają mnie dość

Następne zdjęcie robiliśmy z całą górniczą orkiestrą na tle budynków. Ledwie się rozstawiliśmy, wiatr przygnał ciężkie chmury i zaczęło kropić. Musieliśmy przenieść się do wnętrza cechowni.  Musiałem szybko wymyślić, jak oświetlić dużą grupę ludzi w wielkim pomieszczeniu.

Jeszcze nie pada, ale już jest ciemno

Postawiłem największy mój soft 200×140 nad aparatem, a wszystkie pozostałe lampy poszły na boki, gdzie świeciły prosto na boczne ściany. Dzięki temu uzyskałem miękkie odbite światło, które rozlewało się na dużej przestrzeni. W sumie miałem tam do dyspozycji 5300 Ws światła odbitego od ścian i 1000 Ws z softu nad głową. Jako ostatnią lampę, postawiłem 500 Ws za orkiestrą i skierowałem prosto w aparat. Poza tym jednym softem wszystkie lampy miały ostre czasze, by dać jak najwięcej światła.

Dzięki koszulce Moc była ze mną

I proszę pamiętać,że na zdjęciu mamy ładnie brzmieć

No to ja się już wyspałem, a wy?
Tylko nie upuść!

I co tam wyszło?

Tu robimy inną wersję zdjęcia, ale Wy zwróćcie uwagę na lampy

Następne zdjęcia poszły już planowo i bez niepodziewanych problemów. Mieliśmy rozpisany godzinowo rozkład jazdy i dzięki temu nikt niepotrzebnie nie czekał, Dzieci przyjeżdżały na konkretną godzinę, miały robiony makijaż ( a co! ), no dobrze, były przygotowywane przez wizażystkę, żeby nie świeciły się im twarze. Ja w tym czasie z moimi ludźmi ustawiałem światło, robiliśmy foty i szliśmy na następny plan. Przynajmniej teraz, po skończonej robocie, tak to prosto wygląda :)

Największym naszym zmartwieniem było zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa. Kopalnia to nie plac zabaw w końcu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jakiekolwiek ryzyko, więc kilka pomysłów na zdjęcia trzeba było niestety odrzucić, bo miejsca były zbyt niebezpieczne. Z tego powodu nie zrobiliśmy żadnego ujęcia pod ziemią.

Inny problem, który zawsze pojawia się w zdjęciach, gdzie pozuje kilka osób naraz, to zrobienie klatki, na której wszyscy wychodzą dobrze. Poradziliśmy sobie z tym w najłatwiejszy sposób. Tam, gdzie było trzeba, fotografowaliśmy każde z dzieci osobno, by potem zmontować je na jednym zdjęciu. Jednak tylko w kilku przypadkach trzeba było tak zrobić, gdy wspólne zdjęcie nie wychodziło lub wszyscy wyszli dobrze za wyjątkiem jednej osoby.

tu zafundowaliśmy sobie montaż 
Panowie! My tu zdjęcia robimy, a wy bez makijażu?

Panowie oglądaliście Top Model, to wiecie jak macie pozować

Jak każe nam jeszcze raz powtarzać ujęcie to wciepniemy go do windy  
Czy ja dobrze wyszedłem?
Zojka czesze małego naukowca
Strasznie tu fajnie :)

Zdjęcia Anna Burek i jedno ja :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sprzęt
komentarz

10 października 2012

| przez Artur Nyk

Samolot na własność

Wiele już razy robiłem zdjęcia na lotnisku w Pyrzowicach, ale wczoraj po raz pierwszy mogłem zajrzeć do nowego hangaru, gdzie przeprowadza się przeglądy i modernizacje samolotów. Miałem do wyłącznej dyspozycji Boeinga 737, wprawdzie tylko na parę godzin, ale i to sprawiło, że gdy weszliśmy do hangaru, to na początku biegałem naokoło samolotu i nie mogłem się zdecydować, gdzie zacząć robić zdjęcia :)

Tak naprawdę to miałem do zrobienia tylko jedno zdjęcie do kalendarza, ale nie mogłem sobie odmówić, by przy okazji nie zrobić czegoś jeszcze.

Wczoraj tym zdjęciem zakończyłem pracę przy dwóch kalendarzach, które robiłem równocześnie, może więc teraz będę miał trochę więcej czasu, by pisać tutaj…
No chyba, że….  Ale zobaczymy, decyzje właśnie zapadają :)

Octa 175cm wydaje się tutaj taka malutka…

Piloci nie mają zbyt dużo miejsca, ale na ekspres do kawy znalazło się miejsce. I to rozumiem :) 

Woleliśmy nie sprawdzać co by było gdyby lampa przewróciła się na samolot. Obawiam się, że moje OC mogłoby nie pokryć strat :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, plenery, sesja
komentarz

6 października 2012

| przez Artur Nyk

Do Gdyni na lekko

Dawno nad morzem nie byłem. Dawno też nie jechałem tam pociągiem. A już zupełnie nie pamiętam kiedy ostatnio jechałem tam na zdjęcia.
W ubiegły czwartek ledwo skończyłem całodzienną sesję na kopalni, która obfitowała w mrożące mi krew w żyłach chwile ( o tym napiszę następnym razem… ), wsiedliśmy w nocny pociąg do Gdyni.
Rano po komfortowej podróży ( oczywiście nie było szans na kuszetki ), prosto z dworca zawieziono nas do portu na zdjęcia.

Ponieważ wiedziałem, że będę musiał chodzić po dziwnych miejscach, zabrałem minimum sprzętu. Canona 5Dm2 bo jest znacznie lżejszy od mojej Jedynki i dwa obiektywy. Całość spakowałem w s sprawdzony w bojach plecak Cobra. Skoro w Tunezji nikt go nie chciał ukraść, to miałem nadzieję, że w nocnym pociągu też nie zwróci na siebie uwagę złodziei.
A co tam fotografowałem? To proste. Węgiel :)

Jak było możecie zobaczyć na zdjęciach, które zrobiła Marta.

BHP górą nawet nad morzem. Dar Młodzieży przed obiektywem.

Kontynuuj →

backstage, Canon, plenery, podróże, sesja, sprzęt
komentarz

Tajemnicza Panna Młoda czyli jak to było z tym światłem

Opublikowane w backstage, Elinchrom, foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, sprzęt, Spytaj Artura |

31 lipca 2012

| przez Artur Nyk | Komentarz

Moja zagadka okazała się dosyć trudna i nikomu nie udało się niestety zgadnąć, jakie było światło na sesji sukien ślubnych.
Cieszę się, że tyle osób zadało sobie sporo wysiłku i analizowało światło. Dosyć blisko był Sebastian już na samym początku :) Potem jednak wszyscy poszli w trochę innym kierunku.

No to teraz po kolei. Główne światło to lampa 1200 Ws z czaszą Varistar, błyskająca pełną mocą. To taka dosyć dziwna czasza przeznaczona specjalnie do parasolki Varistar, czyli czegoś pośredniego między normalną parasolką, a softboksem. Czasza pasował mi idealnie, bo ma kąt świecenia 90 stopni.
Lampa z tą czaszą stała około 1,5 metra od białej ściany i świeciła lekko do góry, tak, że światło odbijało się w większości od ściany i częściowo od sufitu. Dzięki tak szeroko święcącej czaszy uzyskałem bardzo dużą powierzchnię miękkiego światła. Coś w rodzaju softu o wymiarach 5 x 4 m, ale z nie świecącym całkiem równomiernie, a z zanikającym na brzegach światłem.

Ta lampa robiła w zasadzie całe światło. Jako drugą lampę użyłem softboksu Rotalux Octa 175 cm, miał on jedynie zadanie wypełnienia cieni i był ustawiony około 3 działki mniej, niż główna lampa.

Jako ostatnią, trzecią lampę, użyłem stripa 50×130 cm, który miał za zadanie doświetlanie wnęki. Był ustawiony za prawą ścianką, równolegle do niej. On również miał moc ustawioną na dosyć niskim poziomie. Tu jednak trochę eksperymentowałem z mocą. Dlatego na pierwszych zdjęciach wnęka jest mocniej rozświetlona, a potem, gdy uznałem, że jest tam za jasno, zmniejszyłem moc.

Jako dodatkowe elementy oświetlenia użyłem kilka płyt ze styropianu o wymiarach 100x 200 cm. Dwie z nich są przedłużeniem ścian scenografii, aby jeszcze bardziej zmiękczały i odbijały światło, a trzecia, której na zdjęciach nie widać, stoi po prawej stronie i odbija światło w kierunku modelki. To chyba właśnie ją widać w oczach modelki :)

Octa ustawiona była lekko powyżej głowy modelki, foto Marta

Strip, który oświetla wnękę, foto Marta

 

Całość oświetlenia. Nie widać ekranu ze styropianu, który stoi zaraz za kadrem po prawej stronie pod kątem około 60 stopni w stosunku do ściany.
Czasza Varistar, foto Elinchrom

Tu zaznaczyłem jeszcze raz wszystkie elementy oświetlenia :

 

Jeżeli będziecie mieli pytania, to zadawajcie, postaram się na wszystkie odpowiedzieć. Jeśli fotozagadka się Wam spodobała, to za jakiś czas znowu coś takiego zrobię :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej

30 czerwca 2012

| przez Artur Nyk

Jasność widzę, jasność !!!

Przez ostatnie dni zamilkłem na blogu, a wszystko przez suknie ślubne, które pojawiły się w moim studio w ogromnej ilości. Razem z sukniami przylecieli Włosi, więc przez kilka dni mogłem uczyć się włoskiego. Moja nauka ograniczyła się do słowa „sposa” czyli panna młoda, okazało się bowiem, że wszystkie inna ważne słowa jak pizza, lavazza, pasta i birra, potrzebne do komunikacji to już znam.

Włosi byli zachwyceni urodą i bezpośredniością polskich dziewczyn, no ale co w tym dziwnego? Ja się z nimi zgadzam :) Pozowały mi dwie dziewczyny, Kamila Gawęda i Karolina Morawiec. Z Karoliną pracowałem już wcześniej wielokrotnie i byłem spokojny o efekt, natomiast Kamila, z która robiłem sesję pierwszy raz, zachwyciła wszystkich swoim uśmiechem. Miała niebywała umiejętność zmiany swojej miny w ułamku sekundy, od neutralnego wyrazu twarzy do uśmiechu jak gdyby od godziny przeżywała najradośniejsze chwile swego życia i znów do całkowicie neutralnej miny.

Białe sukienki, białe rekwizyty, białe dekoracje. Wszystko było białe. A oświetlenie białego  na białym to niezbyt łatwe zadanie. Wpatrywałem się więc w odcienie bieli na zdjęciach przez długie godziny, sprawdzając czy nadal są w tych bielach szczegóły. Jeszcze trochę i widziałbym tylko białe plamy przed oczami :)

Drugiego dnia sesji wszystko było podporządkowane jednej sprawie : musieliśmy skończyć zdjęcia przed rozpoczęciem meczu Włochy-Niemcy. Udało się, choć ostatniej chwili szukaliśmy jeszcze w centrum Katowic miejsca w jakiejś knajpie przed telewizorem. Fajnie było oglądać taki mecz w towarzystwie Włochów. Gdy padały bramki czułem się jakby to Polska wygrywała :)

Sprawdzamy, które buty lepiej pasują
Fryzjer też musi pracować czasem na wysokościach

Te zdjęcia robiła Marta, jak się przyjrzycie, to znajdziecie ją na niektórych zdjęciach :)

Moje parametry naświetlania

Co ja robię? 

Co ja paczę?

Upgrade modelki
Sprawdzam makijaż…
Sprawdzam fryzurę…

Coś sprawdzam…
razem z moją ekipą : Gosia, Michał, Michał, Magda i ja
Zojka sprawdza welon

Michał filmuje, a ja sprawdzam

Zauważyliście, że napis Star Wars można w lustrze przeczytać jako : Rats z RAW ?

Efekt końcowy, ale jeszcze nie ostateczny

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, sesja
komentarz

21 czerwca 2012

| przez Artur Nyk

Do zdjęć trzeba mieć szczęście :)

W ubiegły piątek robiłem kolejną sesję dla Orlenu. Musieliśmy uzupełnić kilka tematów z różnych działów. Ponieważ do jednego zdjęcia potrzebowałem dobrą pogodę, z wielką obawą patrzyłem na niebo, było po prostu zachmurzone. Ale ajfon mówił mi, że pogoda będzie dobra i wyjdzie słońce. Uwierzyłem mu na słowo i przygotowywaliśmy plan. Patrzyłem cały czas na niebo, a tu ciągle chmury i chmury…
 W końcu wszystko było gotowe poza słońcem. I wtedy nie wiadomo jak zrobiło się ładnie, zaświeciło słońce. Rzuciłem się do fotografowania i ledwo skończyłem znowu wielka chmura zasłoniła słońce. I jak tu nie stwierdzić, że aby zrobić dobre zdjęcie trzeba mieć po prostu szczęście? :)

Kolejny plan był w biurze. Jak zwykle na ustawienie lamp było mało miejsca, ale na szczęście ponieważ był to parter, postawiłem generator za oknem i w ten sposób zafundowałem sobie własne promienie słońca wpadające do biura. I znowu miałem szczęście, bo gdyby biuro było na przykład na drugim piętrze miałbym duże problemy.

Ostatni plan zdjęciowy był na hali produkcyjnej gdzie rozlewane są oleje. I znowu szczęście mi dopisało. Ponieważ trzeba było poczekać na przezbrojenie linii, Kamila zabrała nas na obiad. I to prawdziwy, żadne tam typowe sesyjne jedzenie czyli pizza :)

PS. Na tej sesji swój chrzest bojowy przeszła osłona przeciwsłoneczna na komputer z Lastolite. Kupiłem ją już dosyć dawno, ale ciągle nie było okazji jej użyć w warunkach bojowych. W dwóch słowach powiem tak : to działa. Rozkłada się łatwo, na tej samej zasadzie co blendy. Bez problemu wejdzie tam nawet laptop 17″, moja trzynastka miała tam mnóstwo miejsca. Materiał  nie przepuszcza absolutnie żadnego światła, a mała klapka umożliwia zajrzenie do środka przy całkowitym wyciemnieniu. Można też zdjąć całą ściankę przednią, albo zrobić szparę by mieć dostęp do klawiatury.

Zdjęcia z backstage’u : Anna Burek

Spokojnie, ja tu nic dzisiaj nie oleje :)

Czy to klatka na króliki? – spytał ktoś
W tej klatce najlepiej czuje się laptop
Każde miejsce jest dobre na wypicie kawy

Zawsze marzyłem o spokojnej pracy w biurze 

Mieliśmy inny pogląd co do tego zdjęcia…
Byłem tu przyparty do muru… Kiedy wymyślą wyświetlacze ruchome tak jak w aparatach? 
Po dobrym obiedzie będzie dobre zdjęcie

Life View jest idealne do precyzyjnego kadrowania

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Elinchrom, sesja, sprzęt
komentarz
← 1 2 3 4 5 6 … 8 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close