×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

porady

5 maja 2011

| przez Artur Nyk

Co to jest sztuka?

Już od dawna ten temat chodzi za mną, ale dopiero dzisiaj znalazłem natchnienie, by poszukać odpowiedzi na to pytanie.
Na początku przypomnę, jestem fotografem reklamowym, czyli robiącym wszystko pod dyktando moich klientów. Wszystko, co robię, robię dla pieniędzy i kropka. Oczywiście nie oznacza to, że nie sprawia mi to przyjemności albo, że robię to byle jak. Wręcz odwrotnie, zawsze staram się ze wszystkich sił, by moja fotografia była jak najlepsza, analizuję, zastanawiam się, podchodzę do każdego tematu bardzo poważnie.
Ale czy to, co robię, ma jakikolwiek związek ze sztuką? Wrócę do tego pytanie na końcu.


A z czym się kojarzy sztuka? Z galeriami, muzeami, wystawami. Upraszczając, jeśli coś jest wystawione w galerii i podpisane, to jest to sztuka. A mnie takie podejście się nie podoba. Albo inaczej, nie podoba mi się czasem to, co jest wystawiane w galerii, jako sztuka. W ubiegłym roku w trakcie krótkiego pobytu w Londynie, wpadłem do Tate Modern, miejsca, które bardzo lubię. Były tam dzieła fajne i mniej fajne, były też rzeczy kuriozalne. Moim ulubieńcem stała się rzeźba/instalacja/cholerawieco, która była niczym innym, jak kijkiem częściowo okręconym kolorowym sznurkiem i postawionym pod ścianą. Zobaczyłem to i aż mnie wbiło w podłogę. To musi być Sztuka przekonać ludzi, że patyk ze sznurkiem jest dziełem artystycznym!
Jasne, może ktoś zapytać, dlaczego obraz Van Gogha ma być lepszy od patyka? Przecież za życia Vincenta, też nikt nawet nie chciał spojrzeć na jego bohomazy! Czy ma być lepszy, bo autor spędził więcej czasu na jego stworzenie? Albo dlatego, że teraz jego obrazy kosztują miliony?
A może za rok patyk też będzie wystawiony na aukcji za milion? Bo kilku krytyków sztuki opowie nam o głębokich przemyśleniach artysty nad sensem cierpienia, które oplata naszą egzystencję (lub dowolną inną wersję „co autor chciał przez to powiedzieć”). Wiecie, że nie przepadam za krytykami sztuki...

Nie chcę oczywiście nikomu zakazać obwiązywania patyków, ani ustawiania wypchanych zwierząt jedno na drugim (to też moja ulubiona instalacja). Nie przeszkadzają mi nawet landszafty sprzedawane na ulicach turystycznych miast. Niech każdy ma prawo sam zdecydować, co dla niego jest sztuką.
Dla mnie np. sztuką są samochody Lamborghini, czy wazony Alvaro Alto.

Nie zgadzam się jednak, gdy wmawia mi się, że abym zrozumiał sztukę, muszę najpierw przestudiować życiorys artysty, poznać jego wypowiedzi i na koniec przeczytać długi elaborat na temat konkretnego dzieła. A wtedy doznam olśnienia i zrozumiem sztukę.

Znalazłem ostatnio fotografie pewnego artysty fotografa. Pan nazywa się Saul Robbins i mówi o sobie, że jest Artystą.  Na jego stronie jest sesja foteli. Wygląda to trochę, jak zbiór przypadkowo zrobionych zdjęć, ani nie przykuwających uwagi swoją kompozycją i światłem, ani też tematem. Gdybym chciał sprzedać niepotrzebny fotel na allegro to zrobiłbym podobne zdjęcie. Chociaż nie, zrobiłbym to lepiej.
Mogę spokojnie przyjąć zakład, że gdybym umieścił te zdjęcia na moim blogu i napisał : „Zobaczcie, to moja nowa sesja foteli, fajne, co nie?”, to nikt by nawet tego nie skomentował.

I nagle, jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki, fotografie stają się Sztuką. Bo nie są to już zwykłe foty, ale fotografie foteli psychoterapeutów widzianych oczami pacjentów. Przeczytałem opis. Teraz, gdy już wiem, wszystko wygląda inaczej. Teraz mogę przeżywać prawdziwy kontakt ze Sztuką.
Zawsze mnie interesowała sytuacja, czy gdyby pokazać takie dzieło artysty w prestiżowej galerii, jako prace anonimowego fotografa, to czy znalazłyby uznanie? Raczej nie, bo dzisiaj sztuką jest produkt+artysta w komplecie, nie da się ich rozdzielić. Twórca swoją interpretacją i działaniem nadaje rzeczy zwykłej znaczenie niezwykłe.
Tylko, że mnie takie podejście do sprawy nie pasuje. Nie muszę wiedzieć, jak załamuje się światło w atmosferze, by zachwycić się zachodem słońca. Chcę cieszyć się dziełem artysty, nie wiedząc nic o nim.

Dzisiaj wszystko można sprzedać, nawet pusty fotel, wystarczy dobry marketing. A może nie ma racji, mylę się, nie mam odpowiedniej wiedzy…itd. Może tak jest, nie oznacza to jednak, że mam z zachwytem patrzeć na patyki i fotele.
Do mnie taka sztuka nie dociera… ale ja zawsze byłem trochę dziwny. W końcu zająłem się reklamą :)

Saul Robbins, Upper West Side, 2008  (1740836) 

A teraz wracając do pytania, czy reklama może być sztuką? Oczywiście, że tak. Zrobienie 30-sekundowego spotu, który ma wpłynąć na ludzi to jest dopiero sztuka. A czy ja sam robię sztukę? Robię fotografię reklamową, ze swoimi zadaniami, przemyśleniami itd. po prostu reklamę. Całkiem podobnie, jak Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej. On też malował tam wielki billboard na zlecenie klienta.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sesja, warsztaty
komentarz

1 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak znaleźć plener do zdjęć

Szukając pleneru na zdjęcia, całkiem przez przypadek znalazłem dzisiaj ciekawą stronę pleneri.com. Serwis pozwala na znalezienie fajnego miejsca na sesję zdjęciową, a do tego zawiera wiele praktycznych wskazówek i informacji o danym miejscu, no i oczywiście zdjęcia.
Jest to fajna inicjatywa kilku osób, która, mam nadzieję, będzie dalej rozwijana. Baza jest otwarta na wszystkich, którzy chcą umieścić tam swój ulubiony plener, więc wszystko zależy od fotografów i ich chęci podzielenie się swoim miejscami. Ja sam postaram się wrzucić tam coś od siebie.

Teraz trochę krytyki. Niestety, strona chodzi bardzo wolno, ale może po prostu dzisiaj z okazji Święta Pracy, pracuje na pół gwizdka :) Szkoda też, że nie można zobaczyć, jak fotografowie wykorzystują konkretną lokację. Sam wiele razy łapałem się na tym, że robiąc dokumentację zdjęciową przed sesją, wyobrażałem sobie: tu stanie dziewczyna. A potem okazywało się, że jest za nisko, za wysoko, za ciasno.

Generalnie trzymam kciuki za Pleneri, oby strona się rozrastała :) A jeżeli znacie inne podobne strony, to piszcie w komentarzach.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sesja
komentarz

27 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Jak zarobić na zdjęciach – cz.3 czyli Jestem Godzien

Tak właśnie uznał iStock, mam dostateczne umiejętności, by zostać ich współpracownikiem i doznać zaszczytu możliwości sprzedaży zdjęć przez ich system. Od razu poczułem się profesjonalnym fotografem. Teraz wolno mi wrzucić im 18 fotografii w ciągu 168 godzin!
No, nie wiem czy jestem aż tak profesjonalny, by znaleźć u siebie 18 fotografii. Tak czy inaczej, moja wielka kariera rozpoczyna się…

Widziałem dzisiaj bardzo fajny samochód, BMW 5 kombi, chyba zacznę się zastanawiać nad kolorem, silnikiem i wyposażeniem. W końcu niedługo będę bardzo bogaty:) A może powinienem myśleć o jeszcze lepszym samochodzie? Ferrari chyba ma już salon w Polsce, RR zresztą też :)

Teraz czeka mnie przedzieranie się przez kolejne opcje, czy zdjęcia mają być na wyłączność, czy licencja ma być rozszerzona itd. Do tego opis słowami kluczowymi, które, jak nazwa wskazuje, są właśnie kluczowe dla właściwego znalezienia zdjęcia przez klienta.
Na pewno na początek nie zdecyduję się na wyłączność dla iStocka, ograniczenia są tu ogromne, a zyski niezbyt imponujące. Na pewno te wszystkie działania będą miały dla mnie pozytywne efekty w postaci dobrego opisu zdjęć, co przyda mi się w mojej własnej bazie w Aperture oraz wreszcie zacznę pilnować na poważnie umów z modelami….
Zobaczymy, ile zdjęć zostanie zaakceptowanych tym razem. Może jednak trochę się wstrzymam na razie z zamówieniem nowego samochodu….

A te trzy fotografie zostały zaakceptowane we wstępnym procesie. Tyle, że akurat tych nie zamierzam umieścić w banku :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, porady
komentarz

19 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Najlepszy aparat…

… to taki, który mamy akurat przy sobie. To stara prawda. Przeczytałem właśnie, że w popularnym serwisie Flickr, już za chwilę najwięcej zdjęć będzie prawdopodobnie zrobionych iPhone’m 4. Teraz jeszcze królem  aparatów jest Nikon D90, ale tendencja dla iPhone’a 4  jest zdecydowanie rosnąca.

Nie ma w tym nic dziwnego, sam używam go teraz jako aparatu, który całkowicie wystarcza mi do dokumentacji miejsc przed sesją. Gdybym na taką dokumentację pojechał z normalnym aparatem, musiałbym potem przerzucić zdjęcia do kompa i potem wysłać dopiero do agencji. Gdy robię zdjęcia telefonem, od razu wysyłam mailem do agencji, a przy realizacji właściwej sesji mam foty przy sobie i w każdej chwili mogę pokazać klientowi, o jakie miejsce i  kadr mi chodzi.
Właśnie wczoraj w ten sposób korzystałem z mojego telefonu na sesji i wygoda jest bardzo duża :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Nikon, porady, sesja
komentarz

9 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Coś z niczego czyli Ferrari

Ponieważ wczoraj była piękna kobieta, to dzisiaj będzie piękny samochód. To zdjęcie też było robione do kalendarza, ale już całkiem innego. Musiałem sfotografować kilka samochodów, które potem były wyświetlane na ciałach modelek za pomocą specjalnie zrobionej przystawki, zasilanej światłem błyskowym. Jeżeli chcecie o tym poczytać, to kiedyś dokładnie to opisałem.

Dzisiaj skupmy się na czerwonym Ferrari. Przez dobrą znajomą dotarłem do Adriano, który miał taki samochód  w Częstochowie. Przemiły Włoch mieszkający od dawna w Polsce obiecał mi, że będę miał do dyspozycji dużą halę, gdzie będę mógł zrobić zdjęcie. Oczywiście, finał tego był taki, jak się spodziewałem. Duża hala okazała się mały warsztatem, gdzie maksymalnie mieściły się dwa samochody. Pojęcie wielkości przestrzeni fotograficy rozumieją jednak inaczej…

Pojechaliśmy więc na otwartą przestrzeń, na szczęście pogoda była bardzo dobra, a ja i tak nie miałem innego wyjścia. Jadąc za Ferrari przez miasto, mogłem obserwować reakcje kierowców innych samochodów. Na światłach Adriano stanął obok Golfa 2 tdi, możecie się domyślić, co było dalej. Adriano ruszył powoli, a Golf pomknął w kłębach czarnego dymu. Fajnie jest wyprzedzić Ferrari :)

 


Plac, na który przyjechaliśmy, okazał się całkiem spory, niestety, otaczały go drzewa. Wiedziałem, że nie uda mi się uniknąć odbicia ich w karoserii. Ustawiliśmy samochód prostopadle do światła i to było wszystko, co mogłem zrobić. Sfotografowałem go z kilku stron, co potrwało około 30 minut i musiałem na tym materiale poprzestać, bo Adriano powoli zaczął się nudzić. Raczej nikomu normalnemu nie przychodzi do głowy, by jedno zdjęcie robić dłużej niż minutę…
Zresztą w tych warunkach wiele więcej bym nie uzyskał, wiedziałem już, że cała nadzieja w postprodukcji :)

 

Imponująco to nie wygląda…

Tak się też stało. Na potrzeby kalendarza musiałem mieć samochód na czarnym tle, otoczenie nie miało więc znaczenia. Znacznie gorzej było z karoserią. Trzeba było mozolnie czyścić ją z wielu odbić drzew, ale też i asfaltu. Lakier był w nienagannym stanie i odbijał wszystko, jak lustro. Gdy znalazłem małą plamę i poprosiłem Patryka, by to wyczyścił, Adriano najpierw sprawdził naszą szmatkę, czy jest dostatecznie miękka i czysta :)

W ten sposób miałem zdjęcie super samochodu na czarnym tle. Średnio nadawało się to do portfolio. Postanowiłem zrobić mały montaż. Znalazłem fajne burzowe niebo i zmontowałem, zachowując oryginalny asfalt. Byłem całkiem zadowolony nawet z efektu.

I pomyśleć, że kiedyś byłem zadowolony z tego zdjęcia…

Ale czas biegnie do przodu i to, co kiedyś wydawało się fajne, po paru latach już nie zawsze tak wygląda. Niedawno namówiłem Gosię, by trochę to poprawiła. Pomieszała w kontrastach, porozjaśniała i było już lepiej, ale ciągle nie aż tak, jak bym chciał. Męczyła się, kombinowała i w końcu stwierdziła, że łatwiej to zrobić od początku. Największym problemem dla mnie było stworzenie trójwymiarowości samochodu. Wtedy do kalendarza potrzebowałem właśnie takiego bocznego ujęcia, ale teraz wolałbym mieć inną bryłę. Pogrzebaliśmy w archiwum i znaleźliśmy trochę lepszą klatkę. Gosia zrobiła czary mary w Aperture i czerwień uzyskała właściwy odcień, potem jeszcze PS i przysłała mi pierwszą wersję. Byłem zachwycony. Wprawdzie potem jeszcze przez kilka dni szlifowaliśmy szczegóły, ale wreszcie można było takie zdjęcie wrzucić do portfolio. Oczywiście za parę miesięcy wymyślę pewnie, co jeszcze można tu poprawić :) Na pewno coś znajdę, tylko muszę jeszcze więcej nauczyć się o świetle…
A jeżeli macie uwagi i pomysły, co można by tu poprawić to piszcie. Gosia się ucieszy :)))

Wracając z Częstochowy, miałem jeszcze jedno spotkanie z super samochodem. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, by coś zjeść. Siedzieliśmy na tarasie, gdy podjechał samochód, którego jeszcze nigdy nie widziałem. W pierwsze chwili miałem pewne skojarzenia. Kierowcy tirów przy sąsiednim stoliku pomyśleli podobnie: „To chyba jakiś koreańczyk”, stwierdził jeden z nich. Ale po chwili już zrozumiałem, że myliliśmy się. Przy dystrybutorze stał olbrzymi Maybach.

Z samochodu wysiadła para w wieku przedwczesnoemerytalnym, wyglądający tak, jak mogłem sobie wyobrazić posiadaczy Maybacha. Pokrywała ich duża warstwa złota, zwłaszcza pani była ozłocona do granic możliwości. Ale jak kto lubi :)
Nie nadaję się na reportera, który podejdzie do każdego i zrobi mu fotę z bliska. Nie zrobiłem zdjęcia samochodu, a bardzo tego żałuję bo nikt mi nie wierzy, co zobaczyłem w środku.

Podszedłem bliżej, oczywiście przypadkiem, byłem ciekawy, jak wygląda wnętrze Maybacha. Orientujecie się może, że tego typu samochody najczęściej kupują ludzie, których stać na prywatnego szofera. Główny nacisk kładziony jest na tylne miejsca, bardzo komfortowe, z olbrzymią ilością miejsca. Jest tam bardzo duża przestrzeń. I ta przestrzeń była w tym przypadku dobrze wykorzystana.
Cały teł samochodu był zawalony reklamówkami, paczkami, zwiniętymi dywanami i cała masą wrzuconych luzem rzeczy.
Bez wątpienia była to najbardziej komfortowa na świecie bagażówka :)

ps. testowałem dzisiaj, ile linków do własnego bloga mogę umieścić  w jednym wpisie. Żaden się nie powtarza. Chciałem sprawdzić, czy dałoby się z każdego słowa zrobić sensowny link? Poddałem się :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Jak to zrobiłem, porady, realizacje, sesja
backstage, ferrari, samochód, sesja | komentarz

9 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Jak to zrobiłem czyli dziewczyna na weekend

Niby wiosna, a jakoś zimno, więc postanowiłem choć w myślach powrócić do gorętszych klimatów.
To zlecenie było miłe. Był to mój pierwszy 12-stronicowy kalendarz z aktami.  Zgodnie z zasadą: „Szybko, tanio, dobrze – wybierz dwa”, postanowiłem, że spieszyć się nie będę i zaplanowałem sesje na cały tydzień.

Nasz dzień pracy wyglądał następująco: skoro świt o 9:00 śniadanie, potem kaawaa w ogrodzie, bez pośpiechu. Ten przywilej nie dotyczył dziewczyn, Maja już musiała brać się za malowanie Magdy.
Po kawie, ustawiałem światła z Patrykiem i zabierałem się za lekturę jakiejś książki, przy kawie oczywiście. Tak nam zwykle schodziło do obiadu. Czasem zdążyliśmy zrobić próbę światła i pozy. Spokojnie jedliśmy obiad (potem kaawaa…) i robiliśmy pierwsze zdjęcie. Maja robiła kilka zmian w makijażu i robiliśmy drugie zdjęcie. W samą porę, bo był już czas na kolację.
Tak powinna wyglądać każda sesja.

Kontynuuj →

akt, dobre zdjęcia, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

30 marca 2011

| przez Artur Nyk

Jak zarobić na zdjęciach

Witamy u Wielkiego Brata! Od dzisiaj będziecie mogli prawie na żywo zobaczyć, ile zarabiam na fotografii. Będę Wam co jakiś czas relacjonował, jak idzie sprzedaż moich zdjęć i jaką fortunę na nich zarabiam.

A wszystko dlatego, gdyż zdecydowałem się na wrzucenie moich fot do banku zdjęć iStockphoto. Nigdy nie próbowałem jeszcze pracować z dużym zagranicznym bankiem zdjęć i nie do końca mogę przewidzieć, jak się to skończy.

A teraz od początku. Aby sprzedawać foty, trzeba mieć konto. Ja mam tam konto od 2007 roku, gdy musiałem kupić dla klienta parę zdjęć z kilkunastu miejsc w Europie. Myślałem, że po czterech latach już mnie nie będą pamiętać, a jednak moje dane ciągle tam były.
Mając konto, mogłem przejść do następnego etapu, a mianowicie krótkiego egzaminu ze znajomości zasad udostępniania zdjęć do sprzedaży. Aby poznać je wszystkie, trzeba najpierw przeczytać długi, naszpikowany dużą ilością wiedzy tekst, o którym już pisałem.
Test zdałem :) I zaczynają się schody…
Musiałem przeczytać i podpisać dłuuugą umowę. Umowę oczywiście stworzoną przez dobrze opłacanych prawników. Bardzo się starałem ją dokładnie przeczytać i zrozumieć. Starałem się, a to nie oznacza, że zrozumiałem wszystkie punkty. W końcu zrobiłem to, co większość ludzi. Uznałem, że skoro inni ją podpisali, to i ja mogę…

Teraz poproszono mnie o wysłanie trzech przykładowych plików. Wysłałem i czekam na zatwierdzenie ich pod kątem jakości. Gdy tylko je zatwierdzą i przejdę do następnego etapu, będę o tym pisał.

Starałem się też zrozumieć sposoby ustalania wynagrodzenia. To też nie jest takie proste. Zależy przede wszystkim, czy podpiszę umowę na wyłączność, czy też nie. Jeśli zdecyduję się, to nie będę mógł sprzedać nikomu takiego zdjęcia inaczej, niż przez bank. A to oznacza, że jeśli zaprzyjaźniona agencja będzie chciała  kupić coś to będę musiał ją odesłać do banku, który na dodatek weźmie sobie większość wynagrodzenia.
Oczywiście plusem takiego rozwiązania jest wyższa prowizja od sprzedaży. Ale tu mocno się rozczarowałem. Kiedyś normalne banki oferowały 50% prowizji od sprzedaży. A iStock proponuje do 45%.
Znacie oczywiście określenie „do”. Przecena do 70% najczęściej oznacza, że większość rzeczy będzie przeceniona o 20 %, a tylko jedna absolutnie beznadziejna będzie miała 70% zniżki.
Tak samo jest i tutaj. Na początek bank oferuje 25%, która zwiększa się wraz z obrotem. Aby uzyskać owe 45% trzeba sprzedać 1.200.000 (słownie : milion dwieście tysięcy) zdjęć w najmniejszym rozmiarze albo 24.000 zdjęć w największym pod warunkiem, że będą one w kolekcji głównej.
Jak myślicie, na ile jest to realne? Dodam, że są to ilości rocznej sprzedaży…

Jeżeli nie podpiszę umowy na wyłączność, będę dostawał tylko 15% prowizji. Mimo wszystko chyba na taką się zdecyduję na początek.
Przede mną jest jeszcze cała masa innych warunków, umów, obostrzeń i innych problemów, które będę musiał poznać.

Wiem, że są w Polsce fotograficy, którzy żyją wyłącznie ze sprzedaży w bankach zdjęć, ale jest ich bardzo, bardzo mało. Znacznie więcej jest tych, którzy traktują to jako dodatkowe źródło dochodów.
Ja liczę na malutkie źródełko, może raczej na kapiący kran. Mam kilkadziesiąt tysięcy zdjęć, które leżą bezczynnie na dyskach. Jakaś część z nich będzie się nadawała do sprzedaży w banku.
Zobaczymy więc, na ile butelek wina rocznie to starczy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady
komentarz

29 marca 2011

| przez Artur Nyk

Historia jednego zdjęcia – a nawet dwóch

Pewnego razu dostałem zlecenie na kilka zdjęć ilustrujących cztery pory roku. Fotografie miały posłużyć do reklamy producenta cegły klinkierowej CRH Klinkier. Agencja dała mi dokładny brief, o jakie zdjęcia chodzi. Z wiosną i latem nie było problemu, jakieś kwiaty zrobiłem w studio, coś wiosennego miałem.
Do jesieni i zimy potrzebowałem liście i śnieg. Przynajmniej z jednym nie było problemu. Był środek zimy…
Wybrałem się do parku, by sprawdzić, co mogę znaleźć. Właśnie spadł świeży śnieg, światło było bardzo dobre. Tylko liści jakoś nie widziałem. Miałem nadzieję, że coś może jeszcze zostało na drzewach. Niestety, z gałęzi zwisały tylko nędzne, wysuszone resztki liści. Nie pozostało mi nic innego, jak zabawić się w archeologa i przekopać park w poszukiwaniu jesiennych liści.
Wyobraźcie sobie, jak patrzyli na mnie ludzie, gdy kucałem w krzakach, grzebiąc patykiem pod śniegiem…






A tam znajdowałem głównie na w pół zgnitą masę liściopodobną. Czasem jednak miałem trochę szczęścia i co jakiś czas udawało mi się znaleźć jakiś liść w dobrym stanie. Po paru godzinach miałem już ich dostatecznie dużo. Oczywiście na razie nie nadawały się jeszcze do zdjęć, musiałem je zabrać do studia, umyć, odpowiednio namoczyć i dopiero wtedy wyglądały, jakby dopiero co spadły z drzewa.
Ułożyłem je na szybie, podświetliłem od spodu i wreszcie mogłem zabrać się za fotografowanie.
Ale nim wróciłem do studia, musiałem jeszcze znaleźć jakiś zmrożony liść. Szukałem czegoś oszronionego ale zrobiło się cieplej i mogłem o czymś takim tylko pomarzyć.
W końcu znalazłem liść częściowo przysypany śniegiem. Pasował mi idealnie. Wyjąłem mamiya’e i 
teraz to mnie trochę zmroziło. Miałem tylko 2 ostatnie klatki i ani jednego czystego filmu.
A więc żadnych eksperymentów, różnych wersji, nawet na bracketing miałem za mało filmu. Aby osiągnąć zamierzony kadr, musiałem założyć pierścień pośredni, pozwalający mi podejść dostatecznie blisko. Głębia ostrości zrobiła się niebezpiecznie mała, a nie mogłem mocno przymknąć obiektywu, powoli zapadał zmrok.
Zrobiłem co mogłem. Czyli kadr, jaki chciałem i prawie taką ostrość, jaką chciałem. Prawie.
W końcu, jak coś nie wyjdzie, to artysta zawsze może powiedzieć: Tak miało być!
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz

27 marca 2011

| przez Artur Nyk

Canon 1200/5,6

Wczoraj wspomniałem o tym wyjątkowym obiektywie, ale wiem, że część osób uznała to za żart. A jednak  taki obiektyw istnieje realnie. Kosztuje zaledwie około 400.000 – 450.000 zł :) Pamiętam, jak znalazłem go w jakimś sklepie internetowym, gdzie przeczytałem o promocji ratalnej: Już od „45.000 zł miesięcznie”. Prawie dałem się skusić….

Niestety, nigdy nie miałem go w ręce, ale znalazłem w sieci opinię fotografa, który go używał. Polecam lekturę tekstu, który pomoże Wam zdecydować czy chcielibyście posiadać taki obiektyw :)

„Jestem użytkownikiem tego obiektywu od dwóch tygodni. Od tego czasu zdążyłem uszkodzić cztery autobusy miejskie, wykoleić dwa tramwaje (po co podjeżdżały tak blisko), zarysować czternaście samochodów. Potrąconych rowerzystów i przechodniów nie licze. Niestety nie zdążyłem się jeszcze ubezpieczyć, ale ponieważ kupiłem go w promocji na allegro oszczędziłem 45tys zł i będę miał z czego wypłacić tym ludziom odszkodowanie. 
Mimo tej drobnej wady obiektyw sprawuje się bardzo przyzwoicie. Nie winietuje, ostrzy jak trzeba, żadne mydło jak piszecie, normalnie żyleta. Wczoraj z centrum Gdańska fotografowałem zwierzęta w puszczy Kampinowskiej. Dzisiaj z sąsiedniej dzielnicy strzelałem do kumpla w Alpach Szwajcarskich bo wysłał mi maila, że właśnie sie wybiera i tez wyszedł pięknie ostry, na fotkach widać nawet jak mocno ma zużyte klocki hamulcowe w swoich tarczówkach i że brakuje mu troche płynu w układzie hydraulicznym. Zaraz wyśle mu fotki żeby to sprawdził. Nie wiem czy nie zauważył też, że ma wewnętrzne pęknięcie w sztycy pod siodłem. Lepiej go ostrzegę. Tak więc do samej pracy obiektywu nie mam żadnych zastrzeżeń. 
Poza drobnymi niedogodnościami, do pracy z obiektywem również nic bym nie miał. W czterech chłopa dajemy rade swobodnie nim manewrować. Co prawda trochę zachodzi na zakrętach, ale z tego co wiem z autobusami przegubowymi dzieje się dokładnie to samo, czyli wszystko jest w normie. 
Aha, w zestawie Canon powinien dorzucać krótkofalówki do porozumiewania się operatorów tego obiektywu i osoby stojącej za aparatem. Brak możliwości komunikacji werbalnej trochę komplikuje sprawne fotografowanie a w szczególności szybkie kadrowanie. Trzeba pisać scenariusze zanim wyruszy się na polowanie. 
Idealny obiektyw dla paparazzich, którzy niekoniecznie chcą się wyróżniać w tłumie między zwykłymi foto-amatorami, a to wszystko dzięki nie wzbudzającej żadnych podejrzeń konstrukcji oraz standardowemu kolorowi towarzyszącemu klasycznej fotografii od wieków. 
Wykonanie obiektywu też nie powinno budzić żadnych zastrzeżen. Jak pisałem wyżej, … miałem małe przejścia podczas biegania z tym obiektywem po mieście, ale pomimo kilku otarć na samej obudowie nie pojawiła się ani jedna rysa. Mało odporne jest tylko szkło. Kiedy mój sprzęt upadł na ziemię, ułamki rozbitych kafli chodnikowych trochę zarysowały zewnętrzną powłokę szkła. Na szczęscie Canon był przygotowany na taką ewentualność i wyposażył ten wspaniały obiektyw w szkło wielopowłokowe, tak więc nie szczególnie się tym martwię, jak się zetrze do końca ta powłoka, to następną będę miał zupełnie nową. 
Inną zaletą tego wspaniałego obiektywu jest to, że można go używać nie tylko w fotografii. Z zawodu jestem zegarmistrzem. Używam go zatem również w swojej profesji jako świetne szkło powiększające (oraz z racji, że trochę kuleję jako kuli rehabilitacyjnej – ale tylko po założeniu dekielków – inaczej bałbym się że go zniszczę). Moje klientki często mylą go z rurą do tańczenia, ale to akurat mi nie przeszkadza. 

Cena jest bardzo przystępna bo można wyłapać fajną promocję i bardzo dużo zaoszczędzić, naprawdę polecam wszystkim foto-amatorom i nie tylko ten obiektyw. Warto odłożyć trochę zaskórniaków żeby cieszyć się takim cudem. 
Prawie same plusy :-)”


autor DarekG


Dodam jeszcze, że na świecie istnieje tylko kilka, może teraz już kilkanaście egzemplarzy tego szkła. Robiony jest tylko na zamówienie, a większość jest w posiadaniu redakcji gazet. I raczej nie są to ambitne tytuły :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, porady, sprzęt
komentarz

25 marca 2011

| przez Artur Nyk

Harówka pod wodą

To  były jedne z najbardziej wykańczających sesji, jakie zrobiłem. I na dodatek nikt mi za nie nie zapłacił. Sam jeszcze musiałem zapłacić za wynajem basenu :)
Wszystko zaczęło się, od przyjazdu z Australii mojej dobrej znajoma
ej, Oli Mrochen. Znamy się już bardzo długo i chociaż oboje fotografujemy, jeszcze nigdy nie zrobiliśmy wspólnej sesji. A od dawna chodziły mi po głowie zdjęcia podwodne i przyjazd Oli trzeba było wykorzystać. 
Do zrobienia wymarzonych fotografii brakowało mi podwodnej obudowy na aparat i umiejętności nurkowania z butlą. No dobra, w ogóle nie umiałem nurkować. Natomiast Ola nurkuje od dawna i to na głębokości, które mnie przyprawiają o dreszcze. Od lat też fotografuje pod wodą. No i przywiozła ze sobą obudowę. 
Nie musiałem jej długo namawiać. Od razu przeszliśmy do konkretów i zaczęliśmy planować.

Znaleźliśmy basen z idealnie czystą wodą o głębokości 3 m. Opracowaliśmy metodę oświetlenia błyskiem i po kilku dniach zrobiliśmy pierwsze testy. Wyglądało obiecująco. Musiałem jeszcze nauczyć się nurkować. W sumie poszło łatwo, to, czego musiałem się nauczyć, zajęło mi 15 minut, na potrzeby sesji musiało wystarczyć.

Największy problem był z wyzwalaniem lamp. Błysk spod wody nie docierał na górę. Wymyśliliśmy, by na powierzchni wody pływały małe lampy błyskowe z fotocelami. W pewnym sensie to działało. Czyli raz działało, a raz nie. Innym problemem była komunikacja z modelami. Rozmowa na migi słabo działała, pisanie na tablicy zajmowało za dużo czasu. W końcu, po wielu straconych godzinach, rozwiązaliśmy oba problemy naraz.

Aparat mieliśmy tylko jeden i przekazywanie go sobie co chwilę nie miało większego sensu. Ola miała w tym większe doświadczenie, ja miałem problem, by coś zobaczyć przez wizjer. Spróbujcie robić zdjęcia w masce do nurkowania z aparatem w obudowie, gdzie od wizjera dzielą Was kilometry, a zrozumiecie, o czym mówię. A, że na dodatek był to Nikon…

Opracowaliśmy więc technikę perfekcyjną. Ola siedziała na dnie basenu z aparatem, a ja pływałem jak korek na powierzchni wody, trzymając lampę podpiętą do aparatu i dbałem, by zawsze wystawała ponad wodę, co pozwalało nam wyzwalać moje lampy studyjne. Mogłem też bez problemu widzieć, co modelka robiła pod wodą, a następnie, gdy wypłynęła, mówić jej, co ma dalej robić i jak pozować.

 Wszystko brzmi prosto, ale wcale tak nie było. Modelom też nie zazdrościłem. Chyba trochę zimno im było:)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, Nikon, porady, realizacje, sesja, sprzęt
komentarz
← 1 … 15 16 17 18 19 20 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close