×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

porady

8 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Wszystko było nie tak

Przeszukując dzisiaj zdjęcia, wpadła mi w oko jedna fotografia z bardzo dziwnej sesji.
Było to kilka lat temu, gdy pracowałem dla Gerlacha. Robiłem dla nich dużą serię zdjęć katalogowych i aranżowanych porcelany i sztućców. W pewnym momencie pojawił się temat sesji zdjęciowej z modelkami do jakiegoś magazynu life style’owego. Nazwy nie podaję nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że nie pamiętam. Pierwszy raz wtedy dowiedziałem się, że taki tytuł istnieje.
W agencji, która obsługiwała Gerlach, powiedziano mi, że tym razem klient zdecydował, że zdjęcia będzie robił jakiś bardzo dobry fotograf z Warszawy.

No trudno, nie mogę przecież robić wszystkiego. Na drugi dzień zadzwonił do mnie Wojtek z Akademii Fotografii z propozycją, bym to ja zrobił tę sesję. Przez godzinę nie mogłem opanować śmiechu na myśl o minie klienta, gdy zobaczy mnie na sesji :)
Okazało się, że magazyn zlecił sesję Akademii Fotografii, a oni zadzwonili do mnie.

Gdy jednak przyjechałem na miejsce z moimi asystentami to mnie nie było do śmiechu. Dowiedziałem się, że między magazynem, a Akademią była jeszcze jedna agencja dziwnego pokroju, której zadaniem była organizacja strony.
Założenia były takie: sesja odbywa się w restauracji Belvedere w Łazienkach, gdzie jest mnóstwo światła i bieli, są dwie modelki z agencji Gudejko, a stroje są lekkie i przewiewne, w klimacie restauracji.
Natomiast realia lekko się różniły… Na miejscu dowiedzieliśmy się, że zdjęcia będą w restauracji, w Łazienkach, niedaleko Belvedere. Taka subtelna różnica. No i zamiast jasnego, rozświetlonego wnętrza, znaleźliśmy się w restauracji całkiem fajnej, ale o wystroju bardzo ciemnym i zupełnie innym klimacie.
Również modelki nie miały nic wspólnego z agencją Gudejko.

Rzeczy, które przygotował stylista, zupełnie nie pasowały do klimatu miejsca. Modelkami też nie byliśmy zachwyceni. Na dodatek dowiedzieliśmy się, że zamiast 8 godzin na sesję, mamy tylko 4.

Gdy już się uspokoiliśmy, zaczęliśmy się  zastanawiać, co robimy w tej sytuacji. Ja byłem za powrotem do domu, bo tego typu potraktowanie nas wszystkich było dla mnie niedopuszczalne.
Sławek na wszelki wypadek zaczął przygotowywać modelki, a my wisieliśmy na telefonach, rozmawiając ze wszystkimi, którzy maczali palce w tej sesji. Po dwóch godzinach Sławek zdążył przygotować dziewczyny, a my postanowiliśmy jednak zrobić zdjęcia, choć dzisiaj już nie pamiętam, co przeważyło o tej decyzji.

Zostały nam dwie godziny, na cztery zdjęcia. Gdy robiliśmy ostatnie zdjęcia, kelnerzy już bardzo nerwowo chodzili na około nas i prosili, byśmy kończyli, bo zaraz przyjdą klienci.
To zdjęcie, które tu pokazuję, było chyba najlepsze ze wszystkich. Po obróbce nawet dobrze wygląda, nie widać, że ściany są zielone, a sukienki różowe…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

7 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Aperture ważniejszy niż aparat

Chyba już zorientowaliście się, że lubię Aperture. Ten program był powodem mojego przejścia na maki, a teraz już nie wyobrażam sobie pracy ze zdjęciami bez Aperture. Początki nie były łatwe, pierwsza wersja, chociaż już miała dużo fajnych bajerów, nie była mistrzem wydajności. Ta poprawiła się mocno w wersji 2,  a Aperture 3 to już rewelacja.

Ale mnie na początku największą trudność sprawiła kompletnie inna filozofia pracy w tego typu programie. Wcześniej miałem na pececie prostą przeglądarkę IrfanView (całkiem fajną zresztą), a wszystkie operacje na RAWach robiłem albo w programach Canona, albo w Photoshopie.
Wszystkie zdjęcia trzymałem w katalogach systemowych, osobno RAWy, osobno tiffy i jpgi. W jednych katalogach miałem duże obrobione zdjęcia, w drugich pomniejszone do wysyłania mailem. Każde zdjęcie było fizycznie obecne na dysku i miałem do niego dostęp z poziomu systemu. Uważałem to za całkiem normalny sposób trzymania zdjęć na kompie. Oczywiście miało to wiele wad, nie było łatwo znaleźć konkretnego zdjęcia, a wiele z nich miałem w kilku miejscach jednocześnie, co zajmowało niepotrzebnie miejsce na dysku. Teraz nie śmiejcie się. To wszystko było w czasach, gdy mój komputer miał dysk 20 GB… Jakoś dawałem sobie radę :)

Gdy przeszedłem na Aperture, wydawało mi się dziwnym pomysłem, by wrzucać wszystkie zdjęcia do biblioteki programu, gdzie nie miałem do nich normalnego dostępu inaczej, jak przez Aperture. Ponieważ jest możliwość, by zamiast importu zdjęć do biblioteki, korzystać z normalnej struktury plików, wybrałem taką opcję. Wytrwałem w ten sposób może z miesiąc. Bałagan, jaki zrobiłem w ten sposób, był ogromny. A wszystko z powodu braku konsekwencji. Bo zamiast korzystać tylko z programu, to raz robiłem coś w Aperture, a raz bezpośrednio z poziomu systemu. Generalnie powstał tak wielki chaos, że nie miałem już innego wyjścia, musiałem zawierzyć idei jednej biblioteki.

Przez pewien czas było to dziwne, ale już po tygodniu zrozumiałem, jak to wszystko działa i z każdym dniem przekonywałem się już coraz bardziej. Nie musiałem już mieć dwóch tych samych zdjęć w dwóch katalogach, jeśli nie mogłem się zdecydować, do jakiej kategorii je zakwalifikować. Nie musiałem też trzymać miniaturek, bo te robiły się dopiero w trakcie eksportu.
To była druga dziwna na początku dla mnie zasada. Zdjęcia zawsze mają w Aperture oryginalne rozmiary i dopiero w momencie, gdy chcemy je wysłać na zewnątrz, decydujemy, jaki mają mieć format i rozmiar. Ta genialna zasada pozwala dowolnie modyfikować wygląd zdjęcia aż do momentu gdy będziemy zadowoleni, a jednocześnie mamy ciągle jeden oryginalny plik. Wszystkie operacje bowiem są robione w sposób nieingerujący w oryginał, czyli w każdym momencie mogę zmienić dowolne ustawienie koloru, ekspozycji, kontrastu, krzywych itd. Mogę też tworzyć dziesiątki wersji tego samego zdjęcia, fizycznie mając na dysku ciągle tylko jeden plik.
Tego typu funkcji usprawniających pracę, są tam dziesiątki. Szkoda, że Apple nie płaci mi za reklamę, bo mógłbym być świetnym ambasadorem Aperture :) Przy okazji to chyba najtańszy program tego typu, w App Store kosztuje 63 euro.

Nieskromnie dodam, że niedługo będę prowadził szkolenie z Aperture w Warszawie :) Uwielbiam opowiadać o nim, gdybym miał przestać fotografować to tylko po to, by szkolić z Aperture :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, porady, warsztaty
komentarz

6 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Po co nam prawa autorskie czyli jak na nich zarabiać ?

Wiedza na temat praw autorskich wśród klientów jest bardzo niewielka. Najczęstszym pytaniem, z jakim się spotykam, jest: Jak to? Płacę za zrobienie zdjęć i nie mogę ich potem wykorzystać?
Klient najczęściej traktuje pracę fotografa, jak usługi hydraulika. Facet przychodzi, dokręca parę rurek, mówi kilka fachowych zdań, a na końcu woda leci bez problemu. Wystarczy więc zapłacić za usługę i po sprawie.
No tak, ale za tę wodę też trzeba potem zapłacić i to tak dużo, jak dużo się jej zużyje. I tak właśnie w uproszczeniu powinny funkcjonować opłaty za prawa autorskie.

To jeszcze raz od początku, czym są prawa autorskie? Najłatwiej  zdefiniować je jako prawo do pobierania opłat za nasz wkład w dzieło w tym przypadku fotografię), który sprawia, że jest ono unikalne. Nie mówię tu celowo, że fotografia ma być genialna, może być wyjątkowo kiepska, ważne, że powstała według naszej wizji.
Ta cecha unikalności sprawia, że klient chce używać zdjęcia w celu przynoszącym mu korzyść. Tą korzyścią może być własna reklama (internet, billboard, gazeta itp.), ale też sprzedaż produktów z tą fotografią (kalendarz, kubek, tapeta itp.).

Aby zrobić zdjęcie, potrzebne jest często wiele składowych: trzeba gdzieś pojechać, poczekać na odpowiednią pogodę, wypożyczyć dodatkowy sprzęt fotograficzny albo innego rodzaju, potrzebny jest wkład innych osób, modelek, fryzjerów, wizażystek, stylistów, scenografów, producentów, asystentów itd.
Cała ta praca składa się na wycenę dnia zdjęciowego czyli każdy musi otrzymać wynagrodzenie za swój czas pracy. Ale nie ma tu jeszcze wynagrodzenia za prawa autorskie.
Oczywiście, możecie zapytać dlaczego klient, który płaca za tą całą ekipę i jej pracę, w wyniku której powstaje zdjęcie, nie może tego zdjęcia wykorzystać?
No dlatego, że tak konstruujemy wycenę zdjęcia. Osobno wyceniamy dzień zdjęciowy, a osobno prawa autorskie. Jasne, że moglibyśmy wszystko wsadzić do jednego worka i podać klientowi cenę za wszystko. Ale to nie jest korzystne dla nikogo, bo nie wiadomo, co tak na prawdę i za ile kupujemy.

Teraz trochę spojrzenia księgowego na sprawę. O ile potocznie mówimy o prawach autorskich, to w rzeczywistości  powinniśmy mówić o licencji na wykorzystanie zdjęcia. Dla klienta kupno praw autorskich z punktu widzenia księgowego to same kłopoty, ponieważ prawo autorskie do danej fotografii jest środkiem trwałym, który należy uwzględniać w bilansach itd. Generalnie księgowi zawsze odradzą szefowi kupno praw autorskich. Inaczej wygląda sprawa kupna licencji. Tę bez problemu wrzuca się w koszty i po kłopocie.
Dla fotografów też ma to duże znaczenie. O ile sprzedacie prawa autorskie to już nigdy nie będziecie mogli liczyć nawet na złotówkę zarobku z tego zdjęcia. Jeśli sprzedacie licencję to po jej wygaśnięciu znowu możecie dysponować fotografią.

Ostatnio pisałem, by ograniczać prawa do zdjęć i pytaliście, co to oznacza. Przy sprzedaży licencji określamy kilka jej parametrów: pole eksploatacji, czas i terytorium. Polem eksploatacji są wszystkie możliwe nośniki i miejsca, gdzie zdjęcie może się ukazać, czyli internet, plakat, folder, kubek, spot telewizyjny i wszystkie inne miejsca, w których można pokazać, wyświetlić, wydrukować fotografię (publiczny pokaz slajdów również ). Czas określa, jak długo klient może korzystać ze zdjęcia (miesiąc, rok, 10 lat ). Terytorium to oczywiście kraje, gdzie zdjęcie może być wykorzystywane.
Czasem jeszcze określa się branżę. Dotyczy to np. zdjęć kupowanych w bankach zdjęć, gdzie możemy spotkać się z fotografiami, których można użyć tylko w określonych branżach, ponieważ licencje na te zdjęcia zostały już kupione na konkretną branżę.

Im precyzyjniej określimy te parametry, tym większą mamy szansę na późniejsze czerpanie korzyści ze sprzedaży zdjęć. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy sprzedajecie licencję na zdjęcie na kalendarz na rok, na terytorium Polski. Klient ma wtedy swój indywidualny kalendarz i wie, że nikt nie będzie miał takiego samego. To oczywiście korzyść dla klienta. Wy natomiast nie możecie sprzedać tego zdjęcia drugi raz w Polsce, ale możecie sprzedać w Czechach.

Zaraz, czy na pewno nie możecie?

Oczywiście, że możecie. Sprzedaliście licencję na kalendarz, czyli nadal możecie sprzedać to zdjęcie innemu klientowi do internetu. Może też sprzedać licencję na to samo zdjęcie na kalendarz innemu klientowi. Czy jest w tym coś złego? Ten pierwszy klient raczej nie będzie zadowolony, że jeszcze ktoś ma kalendarz z tym samym zdjęciem.
Dochodzimy tu do kolejnego aspektu praw autorskich. Otóż licencję możemy wystawić na wyłączność lub nie. Jeżeli więc klient chce mieć niepowtarzalny kalendarz, kupuje licencję na wyłączność. Jeśli nie zależy mu na tym, kupuje licencję niewyłączną, a my możemy sprzedać zdjęcie po raz drugi.

Operując tymi wszystkimi parametrami, możemy w łatwy sposób tak ustawić sobie sprzedaż zdjęcia, aby nawet przy niskiej cenie była ona dla nas korzystna. Wystarczy z klientem, który ma mały budżet, dogadać się, że zapłaci za wykonanie zdjęcia i za licencję niewyłączną na np. kalendarz, ale my będziemy mogli to zdjęcie sprzedawać dalej. Dla niektórych klientów nie będzie to miało znaczenia, że ktoś jeszcze użyje tego samego zdjęcia.

Z drugiej strony świetnym argumentem na podniesienie ceny jest przekonanie klienta, by wykupił wyłączną licencję, co zagwarantuje mu niepowtarzalność fotografii.
Mam nadzieję, że teraz już rozumiecie, dlaczego można w banku zdjęć kupić fotografię za parę złotych :)

Dla nas, fotografów, najważniejsze jest, by raz zrobione zdjęcia co jakiś czas przynosiły zarobek. To sprzedaż licencji powinna być głównym źródłem przychodu. Życzmy sobie wszyscy, by w naszym kraju z czasem do tego doszło :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

3 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Jak robić kalkulacje

Kalkulacja niby prosta sprawa. Ktoś pyta, ile kosztuje zdjęcie, a Wy musicie podać konkretną cenę. Cały problem polega na tym, by wiedzieć lepiej, niż klient, co tak naprawdę jest mu potrzebne. Często spotykam się z takim rodzajem pytania: to zajmie panu jakieś 3-4 godziny, to ile będzie kosztowała sesja?
Gdy słyszę coś takiego, to już wiem, że nic z tego nie będzie. Skoro klient wie już, ile zajmie mi czasu sesja, to znaczy, że spodziewa się stawki godzinowej porównywalnej np. z murarzem albo co najwyżej mechanikiem samochodowym.
Gdy tłumaczę, że 3-4 godziny to mogą równie dobrze potrwać przygotowania modelek do sesji, to zostaję uznany za naciągacza albo też klient przekonuje mnie, że wizaż nie jest potrzebny taki dokładny, a stylistka to już zupełnie nie wiadomo po co, przecież modelki mogą przynieść jakieś ciuchy.
Tak czy inaczej wiem, że dla takiego typu klientów każda moja kalkulacja będzie za droga, bo spodziewają się, że godzina sesji to koszt 50 zł. No i trzecia godzina gratis :)

Ale na szczęście są też inni, poważniejsi klienci. Oni też nie zawsze wszystko wiedzą na temat przebiegu sesji, ale w przeciwieństwie do tych pierwszych, rozumieją, że za pewne rzeczy trzeba zapłacić. Trzeba jednak przekonać ich do tego i pokazać dokładnie, za co płacą.
Wyobraźcie sobie, że jako klient dostajecie wycenę sesji na zasadzie: to będzie 5000 zł. Nawet, jak będziecie na to przygotowani, to i tak będziecie chcieli wiedzieć, skąd ta kwota albo też zdziwi Was, dlaczego za parę godzin pracy fotograf ma dostać tyle kasy.
Znacznie lepiej będzie wyglądała taka wycena :

1. Dzień zdjęciowy fotografa 1000 zł
2. Asystent 200 zł
3. Wizaż 300 zł
4. Fryzjer 400 zł
5. Modelka dzień zdjęciowy 400 zł
6. Catering 150 zł
7. Scenografia 300 zł
8. Obróbka graficzna 350 zł
9. Prawa autorskie fotograf 1500 zł/1 rok
10. Prawa autorskie modelka 400 zł/1 rok
razem 5000 netto.

Mamy tą samą kwotę, ale tym razem klient widzi, jak dużo składników wchodzi w wycenę. O ile za pierwszym razem łatwo mu negocjować całą kwotę, to teraz musi negocjować każdy składnik. Nam natomiast daje to możliwość żonglowania poszczególnymi kwotami. Jeżeli uznamy, że któraś składowa cena może być za wysoka, to łatwo ją zmniejszyć i przerzucić na kilka innych składowych.

Dla fotografa korzystniejsze jest też zwykle, by większą część wynagrodzenia stanowiły prawa autorskie, a nie dzień zdjęciowy. Zwłaszcza, jeśli nie sprzedajemy praw na zawsze, bo jeśli za rok czy dwa, klient zdecyduje się dokupić prawa, to możemy otrzymać tym więcej, im większa kwota była ustalona za pierwszym razem.

Prawa autorskie to największe dobro fotografa i to na nich powinien zarabiać najwięcej. Im bardziej ograniczycie prawa w kalkulacji, tym więcej możecie zyskać.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sesja
komentarz

31 maja 2011

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli Canon 5D mk2 kontra 1Ds mk3 czyli grip w cenie samochodu

No i stało się. Właśnie czytacie 300 wpis na moim blogu. Ale ponieważ wszystko, co najważniejsze, podsumowałem już wcześniej, tym razem test jednego zdjęcia, który rozwiąże wiele wątpliwości.

Już dawno planowałem porównać te dwa aparaty, ale muszę przyznać, że trochę się tego testu obawiałem. Bo co, jeśli okaże się, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy aparatem za 8.000 zł i 25.000 zł?
W końcu jednak trawiony ciekawością, zdecydowałem się na ten pojedynek.

Okazją była sesja zegarka, którą ostatnio robiłem. Nie było to zlecenie komercyjne, więc mogłem sobie na taki test pozwolić. Najpierw trochę o samym sposobie fotografowania zegarków. Zegarek, jak każdy widzi, jest mały, błyszczący i ma szybkę. To cechy ewidentnie utrudniające sprawę. Kiedyś sporo fotografowałem zegarków dla marki Timemaster i już wtedy musiałem rozwiązywać całą masę problemów z oświetleniem.

Szybka to pierwsze zmartwienie, odbija się w niej wszystko co świeci. Można oczywiście zastosować filtr polaryzacyjny, ale po pierwsze, nie zawsze wszystkie bliki w ten sposób można zdjąć, po drugie, w ten sposób automatycznie likwidujemy bliki na tarczy, a to nie zawsze jest naszym celem.
Zegarek się błyszczy i najczęściej ma chromowane powierzchnie, które musimy takimi pokazać. I tu pojawia się dodatkowy konflikt, bo ma błyszczeć chrom, a nie może błyszczeć szkło. Część producentów decydowała się kiedyś na przygotowanie specjalnie do zdjęć zegarków bez szybki, co nie zawsze dawało dobry efekt.
No i na koniec, zegarek jest mały, czyli musimy stosować obiektyw makro. A to oznacza małą głębię ostrości. Rozwiązaniem są obiektywy typu shift lub praca na wielkim formacie. Możemy wtedy tak złamać płaszczyznę ostrości, by uzyskać idealną ostrość na całym obszarze. Jest też drugie wyjście, z którego ja skorzystałem tym razem. Po prostu odsunąłem się z aparatem do tyłu. Automatycznie zwiększyło mi to głębię ostrości, choć sam zegarek zmniejszył się w kadrze. Pisałem ostatnio o celowości posiadania aparatów o dużej rozdzielczości. To właśnie jeden z tych przypadków, kiedy duża matryca bardzo się przydaje.

To jeszcze półprodukt, ale już dosyć bliski skończenia

Przy tego typu fotografii bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie przedmiotu do zdjęć. Zegarek bardzo dokładnie wyczyściłem i zamocowałem solidnie na stole. To ważne, by i aparat i zegarek nie miał szansy na nawet najdrobniejsze poruszenie, gdyż może to sporo zmienić w ostrości i oświetleniu.
Zacząłem od ustawienia głównego światła, którym był tu soft 35×90 umieszczony naprzeciw aparatu. (moc około 250 Ws). Jako drugie światło postawiłem lampę z dużą czaszą po lewej stronie (moc około 30 Ws). Odpowiedzialna jest za oświetlenie paska na dole. Teraz nastąpiły długie próby znalezienie optymalnych blików na kopercie. Mając dwie lampy, uznałem, że to w zupełności wystarczy, a do zrobienia blików wykorzystałem małe ekrany z własnych wizytówek.

Gdy uznałem, że w zasadzie wszystko jest już OK, zrobiłem dłuższą przerwę i zastanowiłem się, co mógłbym jeszcze poprawić. Dołożyłem trzecią lampę z dużą, dosyć miękką białą czaszą i obserwowałem, co się dzieje (moc około 30 Ws). Okazało się, że dodatkowa lampa lekko wypełnia cienie na tarczy, co daje dobry efekt.
Na koniec dołożyłem jeszcze jedną lampę, której jedynym zadaniem było zrobienie bliku na krawędzi szybki na dole zegarka (nie ma go na zdjęciu, będzie dołożony w postprodukcji).
Aby nie poruszyć nawet minimalnie aparatu w trakcie wyzwalania migawki, zdjęcia wyzwalałem bezpośrednio z Aperture, do którego podpięty był Canon.

Gdy wreszcie skończyłem definitywnie to zdjęcie, nadszedł czas na zrobienie go Canonem 5D mk2.  Ponieważ jest mniejszy i nie miał gripa, nie uzyskałem dokładnie tego samego kadru, mocując go na statywie.

Zrobiłem zdjęcie, wyświetliłem na ekranie razem ze zdjęciem z 1Ds mk3 i…. Nie zauważyłem różnicy….
To znaczy w pierwszej chwili nawet je widziałem  ale były to tylko moje pobożne życzenia. Oglądałem oczywiście w pełnym powiększeniu, sprawdzałem, jak plik reaguje na kontrast, ekspozycję, odzyskiwanie szczegółów w bielach. I nic. Nie znalazłem nic, co byłoby jakąś zdecydowaną różnicą. Jedyną rzeczą, którą się różniły, był balans bieli. Zdjęcie z „piątki” było zbyt chłodne. Ale przy RAWie to żadna różnica.

Zdjęcia wyświetlone w Aperture, po lewej 5D mk2, po prawej 1Ds mk3

Ten test jeszcze niczego nie dowodzi tak naprawdę, mamy tu specyficzną scenę, prawie monochromatyczną. Postaram się niedługo znowu zrobić porównanie obu aparatów, tym razem przy świetle dziennym i z nastawieniem na kolor.

Czy więc rzeczywiście nie warto dopłacić do „jedynki” kwoty 17.000 zł za wbudowany grip? I tak i nie. 1Ds mk3 nie miał żadnej konkurencji, gdy pojawił się na rynku i nadal jej nie miał, gdy go kupiłem. Wtedy nie miałem innego wyboru. Czy dzisiaj zdecydowałbym się na 5D mk2 w zamian? Co dostajemy za te 17.000 zł? Na pewno zdecydowanie lepszy autofokus, zdecydowanie lepszą ergonomię, możliwość pracy na dwóch kartach, sporo osprzętu w standarcie, większe możliwości personalizacji, lepszy wizjer, brak możliwości kręcenia filmów i gorszy wyświetlacz, a gratis zdecydowanie lepszą minę klienta, gdy pyta o cenę naszego aparatu :)

Raczej nie zamieniłbym się na „piątkę” bo 1Ds mk3 to najlepszy aparat, jaki miałem w życiu. Gdy robi się 100 klatek tygodniowo, nie zwraca się uwagi na wiele drobiazgów. Gdy robi się ich tysiące, to mały drobiazg może wyprowadzić z równowagi :)

Wycinek zdjęcia z Canona 1Ds mk3 (kliknij, by zobaczyć w pełnym rozmiarze)

Wycinek zdjęcia z Canona 5D mk2 (kliknij, by zobaczyć w pełnym rozmiarze)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, backstage, Canon, foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, sesja, sprzęt, test
komentarz

25 maja 2011

| przez Artur Nyk

Nikon lepszy od Canona

To brzmi jak prowokacja, zwłaszcza na moim blogu, gdzie wiele razy dowiodłem, że Canon jest lepszy… Bo TAK! :)
Nie mniej dzisiaj muszę przyznać, że Nikon zrobił coś bardzo fajnego i bardzo potrzebnego. Firma stworzyła stronę poświęconą prawu autorskiemu w fotografii fotoprawo.pl Przyznają się, nie przeczytałem wszystkiego, co już tam jest, a jedynie trochę przejrzałem materiały i artykuły. Już to, co jest, wygląda dobrze i mam nadzieję, że poziom będzie utrzymany.

Tego typu inicjatywa jest bardzo potrzebna, bo wiedza wśród fotografujących na temat swoich praw jest ciągle dosyć słaba. I nie jest istotne, że robi to Nikon, który w ten sposób znalazł świetny sposób na własną reklamę. Istotne jest, że ktoś to robi.
A Canon? No niestety, cytując klasyka: Brak akcji jest.
Przydałyby się jeszcze działania uświadamiające klientów w tej dziedzinie. To już jest bardzo nudne, gdy słyszę: No jak to? Przecież zapłaciłem za zrobienie zdjęcia, no to jest moje. A teraz mam płacić za jakieś prawa?….

Polecam bardzo, by wczytać się we wszystko, co można tam znaleźć i poznać własne prawa. Gwarantuję Wam, że nic tak nie cieszy, jak wystawienie kolejnej faktury na prawa autorskie do tego samego zdjęcia.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, Nikon, porady
komentarz

25 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak zarobić na zdjęciach – cz.4 czyli Odbijam się od muru

Nie mogłem się ostatnio zabrać za wrzucenie pierwszych zdjęć do iStocka. Chyba podświadomie czułem, że nie będzie to łatwe…

Na pierwszy ogień poszło zdjęcie damskiej dłoni. Myślałem, że będzie to w miarę proste i nie będę musiał się wykazywać zgodą modela.
Zgodnie z ich sugestią wysłałem jpg o maksymalnej jakości, wyszło ok 12 MB. Trochę to mimo wszystko potrwało, ale fakt, mój internet nie jest zbyt szybki.  Wreszcie fota załadowała się i dostałem komunikat: Przesyłanie pliku – krok 3 z 3. To miło, choć nie wiem, kiedy zrobiłem dwa pierwsze kroki.

No dobrze, najpierw muszę wymyślić tytuł zdjęcia: Płatki róży w kobiecej dłoni. Uwielbiam wymyślać tytuły zdjęć…. Teraz opis. No co mogę tu jeszcze na ten temat napisać? Różowe płatki róży w kobiecej dłoni.
Teraz jestem już mądrzejszy, bo pisząc dzisiaj tego posta zajrzałem, co inni piszą w opisach i czasem jest to po prostu zaproszenie do obejrzenia jakiejś kolekcji zdjęć.

Następnie seria pytań: Zezwól na odbitki? Tak. Zezwól na wszystkie opcje licencji rozszerzonej? Tak. To generalnie szansa na sprzedanie drożej.

Teraz muszę jeszcze wybrać kategorię. A już zdążyłem się znudzić i na myśl, że tą drogę będę przechodził za każdym razem, trochę przechodzi mi ochota na sprzedaż zdjęć w ten sposób. Może jakbym poszedł z nimi na targ, byłoby dla mnie lepiej :)
Wybrałem kategorię pierwszą – Health And Beauty. Kategoria druga – Isolated Objects. Na trzecia kategorię już nie miałem pomysłu. Wiem już, że będę musiał się tych kategorii nauczyć na pamięć, by wrzucać do dobrych.

Słowa kluczowe, to jest dopiero pole do inwencji twórczej. Nie wystarczy wpisać tylko to, co widać na zdjęciu. Trzeba wymyślić, co to zdjęcie może ilustrować. Wpisałem takie słowa: damska dłoń, damska ręka, delicacy, delikatność, femininity, kobiecość, ladies hand, nails, neat hand, paznokcie, płatki róży, rose petals, różane płatki, różowe płatki, well-groomed nai, woman’s hand, womanhood, zadbana dłoń, zadbane paznokcie
Nie wiedziałem do końca, czy system sam przetłumaczy, czy lepiej wpisać również po angielsku. Mój angielski jest tak dobry, jak polskie drogi, poprosiłem więc o pomoc wujka Gugla.

Nacisnąłem Dodaj i … pokazały się wykrzykniki oznaczające błędy i niejasności. System pyta się mnie : „damska dłoń” czy miałem na myśli „damask”? Ok już wiem, że po polsku to my se nie pogadamy za bardzo. Właściwie do wszystkich słów kluczowych ma jakieś zapytania i nic nie rozumie. Większość słów wyleciało. Dobra, resztę wyjaśniłem. Ale co teraz mam nacisnąć??? Nie ma żadnego Dalej. W akcie desperacji znalazłem podobne zdjęcie w systemie i przepisałem trochę słów kluczowych :
Human Hand, Flower, Single Flower, Holding, Rose, Hands Cupped, Flower Head, Petal, Gift, Fingernail, Palm.

No i kolejne pytania: Human hand – English British czy U.S. ???
A może trzeba nacisnąć Kontynuuj? Działa… Nie!!! Proszę wybrać przynajmniej jedną kategorię. No przecież wybrałem wcześniej… OK, jeszcze raz…

YES, YES, YES poszło.

Komunikat : Twój przesył powiódł się i zostanie teraz poddany inspekcji pod względem jakości i kwestii prawa autorskiego. W momencie zatwierdzenia przez administratora, zostaniesz powiadomiony poprzez e-mail. Dziękujemy bardzo.
Prześlij kolejny.

O nie. na dzisiaj wystarczy tej drogi przez mękę. Pewnie za drugim razem będzie łatwiej, a setne zdjęcie wrzucę jednocześnie oglądając film i rozmawiając przez telefon. Ale najpierw zainstaluję plug-in do Aperture, który pewnie w jakiś sposób zautomatyzuje proces wysyłania. Do Lightrooma  i innych programów pewnie też takie są.

Idę na kawę, zmęczyłem się

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Jak to zrobiłem, porady
komentarz

23 maja 2011

| przez Artur Nyk

Nie fikaj mi brachu

Dzisiaj będzie o tym, co lubię najbardziej, czyli o klientach, którzy nie płacą. Miałem ich już całą masę. Byli tacy, którzy nie płacili, bo popadli w międzyczasie w kłopoty finansowe i tych jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale wielu było takich, którzy celowo nie płacili, bo uznali, że taka mała firma, jak ja, nic im nie zrobi.

Mój rekord w czekaniu na pieniądze wyniósł 10 miesięcy, jednak tamta firma miała rzeczywiste problemy i nawet chciała mi zaproponować jakieś wyjście z sytuacji: To może weźmie pan tego Żuka wazoników? Propozycja całego samochodu wazonów bardzo mnie rozbawiła, gdybym się na to zdecydował, pewnie do dzisiaj bym je sprzedawał :) A było to ponad 10 lat temu…

Miałem też klienta, który działał bardzo systematycznie i celowo. Najpierw zlecał nam sporo małych rzeczy i od razu płacił gotówką. Gdy nabraliśmy do niego zaufania, zlecił nam dużo rzeczy jednocześnie i przestał płacić.
Gdy spotkałem go kiedyś przez przypadek wysiadającego z nowego samochodu, na moje pytanie jak to jest, że nie ma kasy dla nas, a kupuje nowy samochód, odparł z rozbrajającą szczerością: Przecież muszę czymś jeździć…

Ostatnio zaniemówiłem, gdy klient, który zlecił mi sesję portretową i po miesiącu oczekiwania na przelew (i wielu rozmowach z księgową w tym czasie) odpisał mi: No Brachu ale umawialiśmy się, że popracujemy jeszcze nad zdjęciami, a ty działasz jak błyskawica i już fakturę wystawiasz. Myślałem, że rozmawiam z prezesem poważnej firmy, a tu słyszę, że odzywa się do mnie w ten sposób.
Nie uważam siebie za najlepszego fotografa na ziemi i jeżeli klient jest niezadowolony ze zdjęć to zawsze jestem gotów do rozmów i poprawienia sesji. Jednak w tym przypadku nie miałem przez 40 dni sygnału, że coś jest nie tak. Ostatecznym dowodem, że klient jest zadowolony, było umieszczenie przez niego na stronie mojej fotografii. Czy trzeba coś więcej?

Takie są skutki, gdy nie podpisuje się umowy z klientem. Czasem tego nie robię, bo zlecenie jest małe, a klient wygląda wiarygodnie. No i potem się to lenistwo mści.
Generalnie mam taką zasadę: nowy klient, to zawsze umowa i zaliczka. Jeżeli nie chce podpisać umowy i wpłacić zaliczki to znaczy, że potem nie będzie też chciał zapłacić całości. Proste.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady
komentarz

17 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak to zrobiłem czyli jak wywołać wypadek

Ostatnio przeglądając zdjęcia, wpadło mi w oko jedno stare zdjęcie. Robiłem wtedy w różnych plenerach sesję dla firmy produkującej tkaniny. Same tkaniny nie były łatwe w fotografowaniu, bo w większości były to grube materiały obiciowe.
Jedno ze zdjęć wyobraziłem sobie na wielkiej łące, którą zapamiętałem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. W rzeczywistości okazało się, że nie jest to łąka, a pole z młodym zbożem. Wyszedł na jaw brak biologii w mojej szkole…

Pole miało jedną wielką zaletę, było na lekko wznoszącej się równinie, dzięki czemu było go więcej w kadrze. Naszą modelkę Bożenę, ubraliśmy w suknię z tkaniny i postawiliśmy na środku pola. Aby uzyskać małą głębię ostrości, założyłem do mojej mamiya najdłuższy obiektyw jaki miałem czyli 210 mm. Musiałem  stanąć więc dosyć daleko od Bożeny, cała ekipa też stała koło mnie.

A teraz wyobraźcie sobie, że jedziecie samochodem z przeciwnej strony. Wzdłuż pola rosły drzewa i gęste krzaki, była jednak jedna przerwa, tak około 20 m. Z samochodu jadącego z naprzeciwka, widać było nagle półnagą dziewczynę stojącą samotnie w zbożu… Nic dziwnego, że wszystkie samochody ostro hamowały i bardzo powoli przejeżdżały obok. Nas zauważali dopiero na końcu :)

Zdjęcie jest oryginałem, czyli skanem ze slajdu bez żadnej obróbki. To coś, co wygląda jak kurz na matrycy, to muchy, które obsiadły tkaninę i są poza głębią ostrości. Dzisiaj wiele rzeczy bym poprawił na tym zdjęciu, nim zobaczyłby to klient. Wtedy szedłem na prezentację z podświetlarką i lupą do oglądania :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz

6 maja 2011

| przez Artur Nyk

Pora na kolejną kawę

Angelikę poznałem, wynajmując moje studio, gdy pozowała do sesji. Na drugi dzień przyszedł mi do głowy pomysł, by zrobić z nią zdjęcia będące kontynuacją mojego projektu  Kawa. 
Dzisiaj sesja doszła do skutku i kawa wręcz lała się strumieniami :) Zdjęcia robiliśmy w klubie Gliwice Piast, gdzie Angelika trenuje. Pomagała nam również Ania, która miała bardzo niewdzięczną rolę  przegrywającej. Trzeba jednak przyznać, że przegrywała, jak nasza reprezentacja piłkarska, w znakomitym stylu.

Przerwa na kawę? Nie tym razem, gdy kawa była głównym tematem

Dopinamy ostatnie szczegóły przed rozpoczęciem zdjęć

Jeszcze tylko Zojka poprawi make up

i Angelika może znowu pokonać Anię

A gdzie w tym wszystkim miejsce na kawę? Już niedługo zobaczycie obrobione zdjęcia i wszystko będzie jasne.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, sesja
komentarz
← 1 … 14 15 16 17 18 … 20 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close