×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

sprzęt

26 sierpnia 2013

| przez Artur Nyk

Nissan w ciemnym lesie czyli jak fotografować samochód

Aby zrobić ciekawe zdjęcie samochodu wystarczy spełnić trzy warunki :

1. Znaleźć fajny samochód
2. Znaleźć fajny plener
3. Fajnie oświetlić samochód

Prawda jakie to proste? No dobrze, o ile dwa pierwsze warunki można jeszcze w miarę łatwo spełnić, to trzeci decyduje prawie o wszystkim i wcale nie jest taki prosty do spełnienia.
W czwartek robiłem sesję do swojego portfolio z czarnym Nissanem Juke. Chciałem poćwiczyć techniki oświetlenia czarnych samochodów, bo to zdecydowanie najtrudniejszy kolor. Rozejrzałem się wśród samochodów znajomych i wybór padł na Juke’a. Ten samochód spełniał wszystkie moje wymagania, Ania bez problemu go pożyczyła, był czarny, miał kilka ciekawych detali i jednocześnie brak wyraźnych przetłoczeń biegnących przez cały samochód. Dlaczego to było takie ważne? Właśnie dla podniesienia stopnia trudności tych zdjęć. Np. BMW serii 3 ma piękne, ostre przetłoczenie biegnące przez cały bok. Wystarczy zrobić na nim blik i już mamy dobrze podkreśloną sylwetkę. Natomiast w Juke’u bok jest praktycznie gładki i światło nie ma się na czym załamać.

Następnym etapem było znalezienie pleneru. Wiedziałem, że sesja musi się odbyć nocą z kilku powodów, o których napiszę później. Szukałem więc miejsc ciekawych, ale też bezpiecznych. Gdy skreśliłem już wszystkie miejsca jakie przyszły mi do głowy, bo zawsze coś było nie tak, to przypomniałem sobie o parku znajdującym się kilkaset metrów od mojego domu. Spełniał wszystkie wymagania poza jednym. Musiałbym złamać zakaz wjazdu, wprawdzie tylko kilka metrów, ale zawsze. Jak widać na zdjęciu poniżej, oczywiście nie zrobiłem tam tej sesji, tylko pojechałem w Bory Tucholskie :)

Do pomocy przy sesji zaprosiłem Pawła Pszczołę i Adama Jędrysika. Adam przyjechał z zamiarem nakręcenia filmu, ale jak zobaczył miejsce, które wybrałem na sesję to zwątpił. Było tak  ciemno, że ledwie widzieliśmy samych siebie.
Moim zestawem oświetleniowym był przenośny generator Elinchrom Ranger z jedną głowicą, czasza standardowa i strip 90 x 35 cm, blenda 2 x 2 m oraz najważniejszy element czyli Ludzki Statyw Oświetleniowy.

Zaparkowałem samochód pomiędzy drzewami, ustawiłem kadr i ostrość, na długim czasie zrobiłem zdjęcie  i zarejestrowałem tyle zastanego światła ile się dało. Potem to samo zrobiłem z włączonymi światłami samochodu na wszelki wypadek gdyby okazało się, że jest to potrzebne.
Teraz zostało nam już tylko zrobić to co najważniejsze czyli znaleźć sposób na takie oświetlenie sylwetki samochodu by wyglądała atrakcyjnie. Tu rozpoczyna się najistotniejsza część pracy fotografa. Ja na początek oglądam sobie w necie zdjęć samochodu, który mam fotografować. Gdy zacznę robić zdjęcia samochodom, które dopiero wchodzą na rynek, nie będę miał tej możliwości, ale teraz dlaczego nie miałbym skorzystać z doświadczeń innych fotografów. Oglądam fotografi i analizuję pod jakim kątem samochód wygląda najlepiej i jak układają się bliki na karoserii. Na tej podstawie buduję swoją wizję zdjęcia i tego jak chcę przedstawić samochód. Możliwości kreowania wizerunku są bowiem praktycznie nieograniczone, a raczej są ograniczone tylko wyobraźnią. Ten sam samochód można sfotografować na milion sposobów, zmieniając światło, optykę i lokalizację. I ta mnogość możliwości stwarza największy problem :)

Tym razem nie miałem tak bardzo konkretnej wizji jak ostatnio fotografując Ferrari. Chciałem się skupić na sprawdzeniu samych możliwości świecenia na różne sposoby. Ogólny plan przewidywał zrobienia zdjęcia gdzie samochód narysowany tylko blikami światła wyłania się z ciemności lasu.
Na początek świeciliśmy standardową czaszą, same szczegóły Juke”a, najlepiej sprawdzało się to zwłaszcza na detalach przodu i kołach.


Następny etap to narysowanie linii maski i dachu. Tu przydała się blenda, od której odbijaliśmy światło. Pracę znakomicie ułatwiało wykorzystanie Ludzkich Statywów Oświetleniowych z opcją sterowania głosem :) A tak na serio to czasem nawet lekkie przesunięcie lampy powodowało kompletną zmianę efektu. Nie ma w takich sytuacjach lepszego rozwiązania niż obserwowanie przez obiektyw i „sterowanie” lampą : w lewo, w lewo, jeszcze, jeszcze, niżej, wyżej  i w jeszcze w lewo, no już, już prawie… aaaaa z powrotem, zepsuło się :)

Następną opcją było świecenie softem. W tym przypadku strip dał ciekawszy efekt niż ostre światło czaszy i pozwolił na narysowanie kilku naprawdę ładnych blików.

Na końcu malowaliśmy światłem. Dlatego właśnie zależało mi na całkowitej ciemności by można było bez żadnych problemów stosować tą technikę. Chciałem zacząć od malowania blików ostrą czaszą, ale Paweł zaproponował by użyć stripa i to okazało się bardzo dobrym wyborem. Już przy pierwszym zdjęciu efekt był bardzo obiecujący. W głowicy Rangera montowany jest pilot o mocy całych 50W, który automatycznie wyłączał się po 15 sekundach. Tak jest rozwiązana kwestia oszczędności baterii. Próbowaliśmy świecić więc w dwóch wersjach: na czasie 20s z piętnastosekundowym naświetleniem lampą lub na 30s z dwoma przelotami lampy.
Oto jedna z klatek. Nie wszystkie bliki są idealne, ale w ramach jednego naświetlenia zyskujemy prawie gotową fotografię. W porównaniu do naświetlania każdego detalu osobno, to olbrzymia różnica.

ISO 100    f11    t 30s   50 mm

Teraz pozostała mi już tylko praca koncepcyjna czyli poskładanie poszczególnych klatek w jedną całość. Obawiam się, że będzie tych klatek dużo…. Na szczęście moja rola ograniczy się tylko do wyboru klatek, a resztą zajmie się Gosia :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Elinchrom, Jak to zrobiłem, plenery, porady, samochody, sesja, sprzęt
komentarz

14 sierpnia 2013

| przez Artur Nyk

Poza kadrem czyli książka dla fotografa

Nie czytam zbyt często książek o fotografii bo zwykle w połowie się już nudzę. Najczęściej dlatego, że autor piszę o sprawach zbyt banalnych, albo przeciwnie, zbyt skomplikowanych bym to zrozumiał.

Przy okazji takie małe wtrącenie.
Ostatnio chciałem porównać testy paru kompaktów Canona bo wreszcie muszę coś małego kupić. Zajrzałem na optyczne.pl, serwis bardzo szacowny w końcu. Gdy czytając test Canona G15  doszedłem do działu Optyka, wymiękłem. Ja chciałem tylko dowiedzieć się, czy jak zrobię zdjęcie to będzie ostre i z RAWa da się ładnie wyciągnąć kolor i szczegół, a dowiedziałem się, że różnice między składowymi pionowymi i poziomymi dowodzą symetryczności filtra dolnoprzepustowego przy przebiegu funkcji MTF ze średnią wartością 975 LWPH, która objawiają się niską zdolnością rozdzielczą. Czy jakoś tak. Na szczęście na końcu zawsze można zobaczyć przykłady zdjęć i w ten sposób coś zrozumieć. Bo po przeczytaniu samych opisów, okazało się, że wszystkie moje obiektywy składają się głównie z samych wad :)

Wracając do książek, dostałem niedawno „Poza kadrem”,  Davida duChemina. W pierwszej chwili myślałem, że to kolejna książka opisująca jak zrobić ładne zdjęcie na wakacjach, przyznaję, to wina okładki. Gdy jednak zajrzałem do środka i przeczytałem pierwsze zdanie na jakie trafiłem, zrozumiałem, że to coś zupełnie innego : „Czy Luke Skywalker poradziłby sobie gdyby nie Obi-Wan Kenobi i Yoda?” Tak zaczyna się rozdział mówiący o potrzebie posiadania mentora.

„Poza kadrem” to książka nie tyle o fotografowaniu, ale o byciu fotografem. Autor wprawdzie w dużej mierze kieruje ją do ludzi, którzy chcą przejść dopiero na zawodowstwo, ale ci, którzy już żyją z fotografii, znajdą tam mnóstwo cennych rad. Ja czytałem ją prawie z wypiekami na twarzy, bo nagle okazało się, że problemy i wątpliwości, z którymi się zmagam od lat, nie są tylko moją domeną. Dokładnie takie same problemy mają profesjonalni fotografowie na całym świecie. W sumie przyjąłem to z ulgą :)

Książka jest małym kompendium wiedzy na temat wyboru odpowiedniej dla siebie drogi, prowadzenia własnego marketingu, zarządzania finansami i umiejętności stawiania wszystkiego na jedną kartę czyli dążenia do realizacji swoich pasji. Polecam ją Wam bardzo, bo sam dużo wyniosłem z tej lektury.
Spotkałem się wprawdzie z opinią kumpla, że książka jest nudna i składa się z banalnych ogólników ale nie słuchajcie go. Michał jest młodszy ode mnie, więc nie może mieć racji, a poza tym przeczytał tylko pół książki :)

PS. W kwestii kupna małego aparatu to zapamiętałem z książki taką radę : jeśli wpadłeś na pomysł, że ten nowy obiektyw jest ci niezbędny, poczekaj jeszcze miesiąc nim go kupisz, a wtedy pewnie okaże się, że możesz spokojnie bez niego żyć :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, test
komentarz

12 sierpnia 2013

| przez Artur Nyk

Czarny, błyszczący, okrągły czyli koszmar fotografa

Po czeskich wakacjach wracam znowu do pisania, z mocnym postanowieniem by robić to często ( albo przynajmniej częściej ). Dużo się ostatnio działo, mam więc sporo do nadrobienia :)

Wróćmy do ostatniego dnia sprzed moich wakacji. Właściwie, to miałem wtedy już od dwóch dni leżeć  na trawie pod jakimś czeskim zamkiem i delektować się chłodnym czeskim dobrem narodowym. Pojawiło się jednak zlecenie, dla którego postanowiłem opóźnić mój wyjazd. Mój dobry znajomy pracuje od jakiegoś czasu dla polskiego designera, Roberta Majkuta, fotografując wnętrza przez niego zaprojektowane. Kiedyś ja również zrobiłem dla niego jedną sesję wyjątkowego biurka pokrytego czarnym lakierem fortepianowym. Było robione na zamówienie dla bodajże pani prezes TVN. Taki mebel to koszmar fotografa, nie dość, że czarny, odbijający wszystko jak lustro, pełny zaokrągleń, to jeszcze z blatem wyłożonym matową skórą. Pomimo to, poszło mi wtedy bardzo dobrze i wszyscy byli zadowoleni.
Kumpel zaproponował mi byśmy zrobili tą sesję wspólnie. Temat mi pasował, a poza tym nie pracowałem jeszcze w Studiu Tęcza gdzie mieliśmy mieć do dyspozycji dużo fajnych zabawek dla fotografa, w tym aparat Phase One z przystawką P65+

Obiekt znów był czarny, błyszczący, okrągły i wielki. Ale tym razem było znacznie trudniej. Robert Majkut zaprojektował bowiem fortepian Whaletone kojarzący się z wielorybem, orką czy rekinem. Skojarzenia są tu zależne od kąta pod jakim patrzymy na niego.
Wyobraźcie sobie po prostu wielkie czarne jajo, odbijające wszystko co znajdzie się w okolicy, które musicie sfotografować, a poczujecie w czym jest problem. Z tego powodu mieliśmy właśnie fotografować w Tęczy, w Studio 1, które ma cykloramę z zadaszeniem, podobno jedyną taką w Polsce.   Niestety, fortepian okazał się o kilka centymetrów za szeroki by wjechać do studia. Dostaliśmy więc do dyspozycji Studio 6, gdzie była normalna cyklorama, za to miejsca było pod dostatkiem.

Studio bardzo komfortowe, ze świetną obsługą, dobrą kawą i co tego upalnego dnia było najważniejsze, klimatyzacją :) Dwóch fajnych chłopaków Konrad i Marek, którzy niejedną sesję już widzieli, byli odpowiedzialni za sprzęt i bardzo chętni do pomocy. W zasadzie nie musiałbym sam nic robić. Ale oczywiście moja natura nie pozwala by stać i wydawać polecenia. Muszę sam wszystko dotknąć, pomacać i pokręcić. Dopiero gdy czuję sprzęt, wiem czego mogę wymagać od asystenta.
Ponieważ pierwszy raz pracowałem na Broncolorze, musiałem osobiście ponosić sobie generatory, zakładać czasze i nauczyć się obsługi. Sprzęt naprawdę fajny, ale pewien problem sprawiło mi wyczucie tego jak świecą czasze. A była to kluczowa sprawa, gdyż całe oświetlenie zbudowane było na  świetle odbitym od ścian. Od tego bowiem jaki mogliśmy zrobić blik na ścianie, zależało to jak ułoży się światło na fortepianie.  Przy okazji wyszedł jeden problem, którego nie przewidziałem. Spodziewałem się, że powierzchnia cykloramy będzie gładka, a niestety nie była. W wielu miejscach była wyraźna faktura spowodowane wielokrotnym malowaniem i łataniem dziur. Gdy zaświeciliśmy w takim miejscu światłem bocznym, faktura była bardzo wyraźna i dokładnie tak odbijała się w fortepianie. Wyglądało to jakby lakier był nierówny i spękany.

W kilku ujęciach wykorzystaliśmy też wielkiego butterfly’a używając go jako mobilną ścianę. I tu też nie spodziewałem się, że tkanina będzie składała się z trzech części. Trzeba było tak manipulować nim, by miejsce łączenia tkanin nie odbijało się w newralgicznym miejscu, np. na środku logo.

Pierwsze ujęcie jak zawsze pochłonęło najwięcej czasu i kawy. Kolejne poszły już dużo szybciej, co wcale nie oznacza, że szybko. Każde przestawienie Whaletone’a wymagało pracy całej ekipy. Fortepian miał wprawdzie koła, ale przy wadze około 500 kg ( ! ) posiadał bezwładność godną wieloryba. W praktyce przejechanie nawet jednego metra wyglądało tak, że połowa ludzi go pchała, a druga połowa hamowała :) Potem za każdym razem wędrowaliśmy po całym studio z aparatem i podpiętym do niego Makiem Pro, by za chwilę stwierdzić, że jednak obrócimy fortepian o parę stopni, co skutkowało przesunięciem aparatu i kompa o parę metrów.

Mieliśmy cztery głowice do dwóch generatorów Broncolor, ale przez większość czasu używaliśmy tylko dwóch lub trzech. W zasadzie praca przypominała fotografowanie samochodu. Tylko, że w samochodach zawsze jest jakaś krawędź, przetłoczenie, które można wykorzystać by pokazać kształt, a tu praktycznie nie było nic, same zaokrąglenia. Nie mówię, że było beznadziejnie, zawsze mogło być gorzej, wystarczyłoby zrobić Whaletone’a w wersji chromowanej :) Ale nawet czarny sprawiał dużo kłopotów.

Teraz obrabiamy jeszcze zdjęcia. Dzięki temu przyglądam się dokładnie plikom z P65+ i niedługo będę  mógł więcej powiedzieć na temat jakości tej przystawki. Wątpliwości jednak nie ma, to świetny sprzęt, ale… o tym kiedy indziej :)

Tak wyglądają moje zdjęcia na stronie Roberta Majkuta
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, sesja, sprzęt
komentarz

27 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Natłok zdarzeń

Wszystko działo się ostatnio jak zwykle nie tak jak sobie zaplanowałem. Miałem już (prawie) gotowy tekst nowego postu (w głowie), ale nim zdążyłem go napisać pojawił się nowy temat, a potem jeszcze nowszy i w ten sposób nic nie napisałem…

Teraz więc w wielkim skrócie.

1. Nocna w Planetarium sesja dla zaprzyjaźnionej kapeli Teleport Magic.
Planetarium to miejsce magiczne, gdzie czas jakby się zatrzymał. Od razu przypomniałem sobie szkolną wycieczkę i czeskie cukierki do ssania jakie wtedy kupiłem na straganie obok. Tym razem zamiast w roli widza, wystąpiłem jako reżyser. Choć mieliśmy do zrobienia tyko jedno jedyne zdjęcie, sesja trwała ponad cztery godziny, a my powtarzaliśmy raz za raz ujęcie aż do uzyskania najlepszego efektu. Za to wykorzystaliśmy wszystkie możliwe efekty świetlne jakie były.

2. Książkę dostałem.
„Poza kadrem” autorstwa Davida duChemina. Ja jestem zachwycony tą lekturą i szczerze ją polecam. Facet pisze o marketingu dla fotografów i sam jest fotografem, który stosuje to wszystko. Na razie przeczytałem połowę i wiem już wiele z tego co facet opisuje, to jest to rewelacyjne  zebranie tematu w jednej pozycji. Przeczytajcie koniecznie :)

3. Sklerozę mam.
Pojechałem do Jastrzębia sfotografować restauracje i zapomniałem statywu do aparatu :) A tu bez niego ani rusz. Wstyd przed klientem jak nic, na szczęście klient wyrozumiały i zaprzyjaźniony już. Na szczęście też pojechała ze mną Monia co ma dużo znajomych. Wystarczył jeden telefon i po chwili miałem statyw. Silk Pro – Coś Tam. W stosunku do mojego Manfrotto 075 był lekki jak piórko. Już dawno myślałem, że trzeba kupić sobie coś dużo lżejszego, bo nie zawsze potrzebuję taką kobyłę jak 075. No i przekonałem się, że lekki statyw daje radę. Może nie kupię czegoś  aż tak lekkiego, ale poszukiwania czas zacząć.
Acha, jeszcze dostałem tak super stek na obiad, taki z wątróbką i zapiekanymi ziemniaczkami. I jadalnym kwiatkiem :)

4. Wtorek z celebrytą.
Szybka sesja z Mariuszem Czerkawskim do reklamy takiego czegoś. Jak reklamy wyjdą to sami zobaczycie o co chodzi :) Sesja krótka bo to Celebryta. Ale też dlatego, że Mariusz już nie jedną sesję zrobił i chłop po prostu wie jak się zachować przed obiektywem. Nie wiele o nim wiedziałem wcześniej, a już na pewno nie wiedziałem czego oczekiwać po jego zachowaniu. Okazał się bardzo miłym facetem, wymagającym ale też otwartym na sugestie. Półtorej godziny i po wszystkim, nawet nie było kiedy kawy wypić :)

5. Modern Line w plenerze.
Byłem w Czechach, w Kędzierzynie Koźlu i w miejscowości, o której Google nic nie wie, choć spotkałem w pobliżu googlowski samochód robiący zdjęcia Street View. Byłem dzięki temu w kilku niezłych domach i na jednym dachu.

6. W niedzielę działam w Warszawie razem z kumplem w Studio Tęcza. Będzie tak czekało na nas coś wielkiego, czarnego i błyszczącego.
Ale o tym w następnym odcinku :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, reklama, sesja, sprzęt
komentarz

12 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Czarno to widzę czyli Canon padł

To taki koszmar fotografa. Sesja, ludzie na planie, akcja, wszystko idzie dobrze i nagle zdjęcia wychodzą czarne. Po prostu czarne. Jak smoła.
Najpierw myślałem, że lampa mi nie wyzwalała, wszystko sprawdziłem, potem zrobiłem to jeszcze raz i jeszcze raz. Jak bym nie próbował robić zdjęć, efekt był zawsze taki sam. Aparat padł. Nie miałem nawet czasu zastanawiać się co się stało, tylko wsiadłem w samochód i pojechałem do domu po drugie body by skończyć sesję.
Do tej pory nie brałem nigdy poważnie pod uwagę możliwości awarii mojego aparatu. Choć przecież bardzo naiwne to jest podejście, bo zepsuć się może wszystko. A jednak do tej pory nigdy żaden  Canon się nie zepsuł ani mnie, ani moim znajomym. Obiektyw 24-105/4 L IS się psuje, to każdy wie. W moim i u wszystkich moich znajomych padł moduł stabilizacji i przysłony. Ale aparat?

Dopiero na drugi dzień miałem czas by spokojnie się przyjrzeć aparatowi. Na spokojnie jeszcze raz wszystko sprawdziłem. Zdjęcia nadal pokazywały tylko najczarniejszą czerń. Wniosek był jeden – migawka. Ustawiłem czas B, zdjąłem obiektyw, nacisnąłem migawkę i zamiast widoku matrycy, nadal mogłem podziwiać lamelki migawki….

Już sobie zacząłem wyobrażać ile kosztuje migawka do mojej „jedynki” i mój humor wcale się nie poprawiał. Zadzwoniłem do serwisu Canona, wytłumaczyłem co się stało i czekałem na wyrok : koszt migawki wyniesie milion złotych.
Tymczasem miły pan dopytał mnie o jaki aparat dokładnie chodzi. 1 Ds mk3 ? W tym aparacie producent daje gwarancje na przebieg migawki do 300.000 klatek. Jeżeli aparat ma nie większy przebieg niż tyle, to naprawimy za darmo.
Powiem, że tego się nie spodziewałem. Gwarancja na 300.000 klatek i to bez limitu czasu? Nawet koszty przesyłki pokrywa Canon.
Jeszcze tego samego dnia kurier odebrał aparat, na drugi dzień rano dostałem potwierdzenie przyjęcia do serwisu, a po 3 godzinach jakiś Japończyk czytał maila, że Arturowi Nykowi potrzebna jest nowa migawka. Mam nadzieję, że teraz leci już w samolocie :)
W jakim ja kraju żyję? W normalnym? :)

Do ideału brakuje mi tylko zastępczego aparatu na czas naprawy. I pudełeczka sushi w formie przeprosin z Japonii.

ps. Dla równowagi, na drugi dzień padł telewizor rodziców, zaraz po gwarancji.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, sesja, sprzęt
komentarz

5 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Ferrari California

Pamiętam dokładnie dzień gdy po raz pierwszy spotkałem na Katowickich drogach Ferrari. Było to ciepłe niedzielne przedpołudnie gdy na ulicach nie było prawie żadnego ruchu. Czerwona 430 pojawiła się nie wiadomo skąd za mną. Stanęliśmy razem na światłach przed wjazdem do tunelu pod rondem. Wyłączyłem radio, otworzyłem wszystkie okna w samochodzie i gdy zapaliło się zielone spokojnie ruszyłem. W tunel byliśmy tylko my i oszałamiający dźwięk silnika Ferrari. Słuchałem tego jak najpiękniejszej muzyki.

Następnego dnia miałem identyczny samochód fotografować w Częstochowie i nawet przez chwilę podejrzewałem, że to ten sam ale nie miałem racji. Nigdy więcej już nie spotkałem czerwonej 430 na katowickich numerach.

Z podobnymi emocjami przyjechałem do serwisu Ferrari by sfotografować srebrną Californię. Poprzednie dwa dni spędziłem na przygotowaniach do sesji. Przejrzałem setki zdjęć szukając odpowiedniego kąta, pod którym samochód wygląda najlepiej i miałem już głowie plan jak chcę go oświetlić. Zdjęcie miało być w półmroku, a kształt samochodu narysowany tylko kilkoma blikami.
Ponieważ pomieszczenie serwisu było całe białe, przywieźliśmy cały arsenał czarnych tkanin do wysłaniania.
Serwis idealnie przygotował już Californię do zdjęć i gdy po sprawdzeniu kilku ustawieniach samochodu ( ten dźwięk przegazowania po odpaleniu silnika…. ) zostało mi więc tylko ustawienie światła.

Najważniejsze było znalezienie bazowego światła. Zrobienie detali jest już znacznie prostsze. Mając już doświadczenia z innych sesji tego typu oświetliliśmy też samochód pod wszystkimi możliwymi kątami, jakie przyszły mi do głowy, tak na wszelki wypadek. Czasem brakuje jakiegoś jednego małego bliku, a czasem w postprodukcji okazuje się, że zaplanowane światło w jednej części nie współgra z drugą i wtedy przydaje się teoretycznie niepotrzebna klatka.
Wykorzystałem głównie ostre, standardowe czasze Elinchrom i jedynie grill i wnętrze oświetlone jest stripem. Dodatkowo kilka małych detali oświetliłem zwykłą jarzeniówką o niby białym świetle.
Aby być pewnym, że ostrość i ogniskowa nie zmieni się ani o ułamek milimetra, zakleiłem dokładnie cały obiektyw taśmą klejącą. Nie udało mi się znaleźć na tyle odejścia by założyć stałkę 50mm i musiałem zadowolić się 45mm w moim średnio ulubionym 24-105/4 L IS

Moja bazowa klatka

Gdy ja skończyłem, do akcji weszła Gosia. I już po czterech dniach i przegadanych kilku godzinach o wyższości mniejszego bliku nad większym i odwrotnie, mogłem wysłać do Ferrari gotowe zdjęcie :)
Reklama z tym zdjęciem ukaże się lada dzień i czekam na to z niecierpliwością.

A tym czasem… odbyłem dzisiaj z Gosią kolejną dyskusję nad wyborem oświetlenia zderzaka w czarnym FF. Gosia pracuje :)

Ministerstwo Głupich Kroków poleca kroki w moim wykonaniu

klient : Ferrari Katowice
fotografie : Artur Nyk
postprodukcja : Gosia Kłosowska
backstage : Michał Krawczyński

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, Elinchrom, Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

10 kwietnia 2013

| przez Artur Nyk

Domowe studio…. śmieciowe

Nie, nie zrezygnowałem z prowadzenia blogu.:) Nie zarobiłem też w ciągu ostatnich dwóch tygodni wielkiej fortuny w banku zdjęć i nie wyjechałem w związku z tym do ciepłych krajów :) I wcale się też nie obijam, choć może się tak wydawać.
Cała prawda na temat mojej nieobecności na blogu zawiera się w jednym słowie : upcykling.

Oprócz bowiem dwóch dużych tematów, które zajmują mój czas zawodowy, zajmuję się razem z grupą znajomych zapaleńców organizowaniem całkiem sporej imprezy czyli 1 Salonu ART.UPCYKLING.PL 

Czym jest upcykling dowiedziałem się jesienią ubiegłego roku gdy pojawiły się pierwsze pomysły na zorganizowanie takiej imprezy. Jeżeli ktoś jeszcze nie ma pojęcia co to za dziwactwo, nie ma wielkiego powodu do wstydu. Termin jest ciągle mało znany, czasem nawet dla osób, które się nim zajmują :) Jeżeli przerobiliście kiedyś puszkę po konserwie na miskę na wodę dla psa, to można powiedzieć, że zajmowaliście się upcyklingiem. Tak na chłopski rozum tłumacząc, jest to po prostu przerabianie odpadków i śmieci na rzeczy wartościowe. Pisałem już kiedyś o upcyklingu na moim blogu o Kulokaktusach, nawet nie wiedząc, że piszę o upcyklingu.

Lada dzień na stronie Salonu będziemy ogłaszać dokładny program imprezy. Większość wydarzeń będzie miała miejsce w Rondzie Sztuki, który jest naszym głównym partnerem. Odbędą się tam na przykład bezpłatne warsztaty, które między innymi i ja poprowadzę.

Pamiętam, że dużym zainteresowaniem cieszył się kiedyś mój cykl artykułów na temat domowego studia. Wtedy zacząłem go od opisu jak zbudować takie studio mając budżet około 100 zł. Teraz pokażę co można zrobić z budżetem  w wysokości 0 zł czyli innymi słowy jak zrobić sprzęt oświetleniowy ze śmieci :)
Może zabrzmi to dziwnie, ale takim sprzętem można oświetlić różnie dobrze co profesjonalnym sprzętem. Będę to zresztą na warsztatach udowadniał pokazując jak wygląda to samo zdjęcie zrobione z użyciem profesjonalnego i śmieciowego sprzętu.
Jeszcze w tym tygodniu powinny ruszyć zapisy na warsztaty i wszystkich bardzo serdecznie zapraszam.

Będzie też jedna fajna impreza, gdzie warto będzie mieć przy sobie aparat. Ale o tym napiszę w odpowiednim czasie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt, sztuka
komentarz

11 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Abstrakcja czyli kalendarz grupy Węglokoks

Lubię zwykłe, niepozorne przedmioty. Mogą być przemysłowe albo codziennego użytku. Wystarczy tylko popatrzeć na nie trochę inaczej i wtedy zmieniają się nie do poznania. Wystarczy podejść bliżej i użyć małej głębi ostrości. I wtedy to co zwykłe nagle nieoczekiwanie wygląda jak coś zupełnie innego. A gdy dodać do tego kolor przemiana jest całkowita.
Każdy widzi coś innego, ale najczęściej nie to co w rzeczywistości jest na zdjęciu. Zawsze bardzo lubiłem tworzyć abstrakcje ze zwykłych przedmiotów więc propozycję zrobienia tego typy zdjęć dla Węglokoksu przyjąłem z dużym entuzjazmem.
Kilka najbardziej ulubionych chcę Wam tu pokazać. Ciekawy jestem z czym się Wam kojarzą?

Aby osiągnąć taki efekt w większości przypadków użyłem kolorowych filtrów założonych na lampy, które prawie zawsze były ustawione tak, by świecić w kierunku obiektywu. Następnie selektywnie wzmocniłem niektóre kolory w Aperture, a inne wręcz zmieniłem.
Tu możecie zobaczyć co było zrobione oświetleniem, a co obróbką w Aperture.

W tym przypadku kolor pochodził wyłącznie z obróbki i rodzaju zastosowanego światła. Zależało mi na oświetleniu wnętrza tego wielkiego cylindra do oczyszczania węgla. Było tylko jedno miejsce gdzie można było zamocować lampę. Było ono jednak tak mało bezpieczne dla sprzętu i tak wąskie, że nie zdecydowałem się  zamontować tam nawet mojej najmniejszej lampy błyskowej. Zamiast tego użyłem przemysłowy reflektor halogenowy o mocy 500W, który kosztował mnie całe 35 zł. Nie musiałem się już przejmować, że coś mu się stanie bo strata byłaby niewielka :) Przy okazji uzyskałem światło o innej (cieplejszej ) barwie niż światło zastane. Wyciągniecie kolorów w Aperture było już dziecinnie proste :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, porady, realizacje, sprzęt
komentarz

23 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Jak to kalendarz robiłem

Wszystko zaczęło się od pomysłu agencji, by na dziesięciolecie Kompani Węglowej sfotografować jej rówieśników, czyli dzieci urodzone w tym samym czasie, gdy powstawała firma. Wiedzieliśmy tylko, że takich dzieci jest kilkaset. Pracę zaczęliśmy od wytypowania czterech kopalni, z których każda reprezentowała jeden region. W każdej z nich mieliśmy zrobić trzy zdjęcia w ciągu jednego dnia. Aby jednak zdecydować, jaki plan wybierzemy na jakiej kopalni, musieliśmy je wszystkie dokładnie obejrzeć.
Choć mieszkam na Śląsku od urodzenia, nigdy tak naprawdę nie byłem jeszcze na kopalni. We wszystkich innych rodzajach zakładów przemysłowych tak, ale nigdy na kopalni. Teraz za to miałem pełny przegląd, jak co wygląda, gdzie jest najfajniejsze nadszybie, gdzie maszyna wyciągowa, a gdzie szatnia łańcuszkowa. Wszędzie robiłem dokumentację planów, oczywiście ajfonem :) Nie chciało mi się po prostu nosić dużego aparatu, ajfon całkowicie tu wystarczył.

Równocześnie „zleciliśmy”, by kopalnie znalazły naszych dziesięciolatków i zorganizowały casting. Całe szczęście, że to były kopalnie. Tu wszystko działa jak wojsku :) Dyrektor dzwoni i zaraz wszystko jest ustalone i zorganizowane, rodzice powiadomieni, a na dzieci czekają soki i słodycze.

Na castingach mogłem przekonać się, jak będzie się współpracowało z dziećmi. Ku mojej wielkiej uldze, okazało się, że wcale nie jest tak źle. Dzieciaki były chętne do pozowania i pracowaliśmy bardzo szybko i sprawnie. Te pierwsze zdjęcia miały za zadanie sprawdzić, jak radzą sobie przed obiektywem. Kazałem więc robić im śmieszne miny, skakać i krzyczeć. Szybko okazało się, kto się nadaje do zdjęć i ma do tego talent. Baliśmy się na początku, czy znajdziemy dostatecznie dużo dobrych modeli, a w rzeczywistości mieliśmy problem, kogo odrzucić, bo tych fajnych dzieci było więcej, niż potrzebowaliśmy.

Moje wysiłki, by wzbudzić entuzjazm, nie do wszystkich zawsze trafiały…

Gdy przyszedł wreszcie pierwszy dzień zdjęciowy, wszystko mieliśmy przygotowane. Nawet dobrą pogodę, która wtedy była nam niezbędna.
Do pierwszego zdjęcia musieliśmy zdemontować kawałek płotu.  Normalnie uznałbym, że każdy klient nas wyśmieje, ale nie na kopalni. Ekipa fachowców już na nas czekała i nie było problemu, gdy stwierdziłem, że musimy zdemontować jeszcze więcej płotu. Dzięki temu miałem potrzebne odejście.

Zdawało mi się, że przemyślałem wszytko, ale o jednej rzeczy zapomniałem. O wietrze. W chwilę po tym, jak zaczęliśmy zdjęcia, zerwał się nagle duży wiatr. Zadbałem, by zabezpieczyć sprzęt ( nie do końca skutecznie jak się potem okazało ), nie mogłem jednak zrobić nic, by zabezpieczyć fontannę. Byliśmy więc co chwilę moczeni świeżą bryzą :) Musiałem przez to zmienić pomysł na zdjęcie. W zamyśle, dzieci miały biegać po murku naokoło fontanny. Murek zrobił się niestety mokry i śliski, baliśmy się, że dzieci wpadną nam do wody. Zamiast tego kazałem im skakać z murku.

Dzieci mają mnie dość

Następne zdjęcie robiliśmy z całą górniczą orkiestrą na tle budynków. Ledwie się rozstawiliśmy, wiatr przygnał ciężkie chmury i zaczęło kropić. Musieliśmy przenieść się do wnętrza cechowni.  Musiałem szybko wymyślić, jak oświetlić dużą grupę ludzi w wielkim pomieszczeniu.

Jeszcze nie pada, ale już jest ciemno

Postawiłem największy mój soft 200×140 nad aparatem, a wszystkie pozostałe lampy poszły na boki, gdzie świeciły prosto na boczne ściany. Dzięki temu uzyskałem miękkie odbite światło, które rozlewało się na dużej przestrzeni. W sumie miałem tam do dyspozycji 5300 Ws światła odbitego od ścian i 1000 Ws z softu nad głową. Jako ostatnią lampę, postawiłem 500 Ws za orkiestrą i skierowałem prosto w aparat. Poza tym jednym softem wszystkie lampy miały ostre czasze, by dać jak najwięcej światła.

Dzięki koszulce Moc była ze mną

I proszę pamiętać,że na zdjęciu mamy ładnie brzmieć

No to ja się już wyspałem, a wy?
Tylko nie upuść!

I co tam wyszło?

Tu robimy inną wersję zdjęcia, ale Wy zwróćcie uwagę na lampy

Następne zdjęcia poszły już planowo i bez niepodziewanych problemów. Mieliśmy rozpisany godzinowo rozkład jazdy i dzięki temu nikt niepotrzebnie nie czekał, Dzieci przyjeżdżały na konkretną godzinę, miały robiony makijaż ( a co! ), no dobrze, były przygotowywane przez wizażystkę, żeby nie świeciły się im twarze. Ja w tym czasie z moimi ludźmi ustawiałem światło, robiliśmy foty i szliśmy na następny plan. Przynajmniej teraz, po skończonej robocie, tak to prosto wygląda :)

Największym naszym zmartwieniem było zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa. Kopalnia to nie plac zabaw w końcu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jakiekolwiek ryzyko, więc kilka pomysłów na zdjęcia trzeba było niestety odrzucić, bo miejsca były zbyt niebezpieczne. Z tego powodu nie zrobiliśmy żadnego ujęcia pod ziemią.

Inny problem, który zawsze pojawia się w zdjęciach, gdzie pozuje kilka osób naraz, to zrobienie klatki, na której wszyscy wychodzą dobrze. Poradziliśmy sobie z tym w najłatwiejszy sposób. Tam, gdzie było trzeba, fotografowaliśmy każde z dzieci osobno, by potem zmontować je na jednym zdjęciu. Jednak tylko w kilku przypadkach trzeba było tak zrobić, gdy wspólne zdjęcie nie wychodziło lub wszyscy wyszli dobrze za wyjątkiem jednej osoby.

tu zafundowaliśmy sobie montaż 
Panowie! My tu zdjęcia robimy, a wy bez makijażu?

Panowie oglądaliście Top Model, to wiecie jak macie pozować

Jak każe nam jeszcze raz powtarzać ujęcie to wciepniemy go do windy  
Czy ja dobrze wyszedłem?
Zojka czesze małego naukowca
Strasznie tu fajnie :)

Zdjęcia Anna Burek i jedno ja :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sprzęt
komentarz

6 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Kawa z Makiem

Pracowaliśmy z Tomkiem Szabelką dzisiaj nad jego konkursową fryzurą, tuż przed wyjazdem do Japonii. Nie oznacza to, że pomagałem Tomkowi czesać :) Po prostu była to próba generalna makijażu, stroju, koloru włosów i oczywiście przyszłej fotografii.
Ponieważ Tomek musi bezpośrednio w Japonii w czasie konkursu zrobić cięcie i kolor, to dzisiaj mogliśmy tylko zrobić pewną symulację tego co będzie. Ja więc fotografowałem, a Gosia symulowała.

A skoro jest sesja to i musi być na niej kawa.
Są ludzie i sam takich znam, którzy dostają dreszczy na myśl by postawić kubek z kawą koło komputera. Są też tacy, którzy nie widzą w tym nic niezwykłego. I są ludzie jak Tomek, którzy po prostu mają szczęście :)
Udało mu się dzisiaj rozlać kawę dokładnie po środku trójkąta stworzonego z dwóch Maków i mojego aparatu, który leżał obok.
Nie ma co! Chłopak ma szczęście więc i pewnie w Japonii ( znowu ) wygra :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, do kawy, sprzęt
komentarz
← 1 … 3 4 5 6 7 … 18 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close