×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

sprzęt

14 czerwca 2012

| przez Artur Nyk

Aperture dla każdego czyli zmiana w bibliotece

W poniedziałek siedziałem od 19:00 przyklejony do monitora i z wypiekami śledziłem relację z konferencji Apple. O nowych komputerach nie będę pisał bo tym zajęły się wszystkie możliwe serwisy  piszące o makach. Powiem tylko, że nowy MacBook Pro Retina jest boski, nie podoba mi się w nim tylko jedna rzecz – cena. Ale zajmijmy się ważniejszymi rzeczami czyli zmianami w Aperture. O tym nikt ze znanych mi portali nie napisał nic istotnego.

Co więc takiego się zmieniło? Najważniejszą ze zmianą jest unifikacja bibliotek  Aperture i iPhoto. Od teraz można otwierać bibliotekę Aperture w iPhoto i odwrotnie. W pierwszej chwili pomyślałem, że nie jest mi to do niczego potrzebne i ogólnie nie jest to nic istotnego.  Jednak gdy się na tym chwilę zastanowiłem olśniło mnie :)
Aperture nie jest powszechnie używanym programem, część ludzi woli na makach używać Lightrooma ( czego nigdy nie rozumiałem zresztą :) ) i przez to nie mogłem wysłać im RAWów wywołanych w Aperture by dalej poprowadzili obróbkę, tylko musiałem wysyłać tiffy.
Teraz będę mógł wyeksportować małą bibliotekę i każdy kto mam maka, otworzy ją w iPhoto i zobaczy to co ja :) Genialne :)
Będę też mógł na każdym maku otworzyć i edytować moje zdjęcia z przenośnego dysku, bo każdy mak ma iPhoto. Apple zrobił bardzo mądry ruch, który może się przełożyć na zwiększenie popularności Aperture. Od teraz możesz najpierw używać ( i przyzwyczajać się ) do iPhoto, a gdy będziesz potrzebował coś więcej, płynnie przejdziesz na Aperture, nie musząc się uczyć wszystkiego od początku. Bardzo sprytne :)

Na fali entuzjazmu postanowiłem sprawdzić jak to działa w rzeczywistości i otworzyłem w iPhoto bibliotekę Aperture. A raczej usiłowałem…. Okazało się bowiem, że nic z tego… Trzeba mieć iPhoto minimum 9.3, a ja mam wersję 9.0 … Nie jest tak różowo jak myślałem. Mój MacBook Pro ma około półtora roku, a wersja iPhoto jest już za stara. Na obecna chwilę, liczba ludzi, którzy mają działające w tym wypadku iPhoto, ogranicza się do właścicieli bardzo nowych komputerów lub tych, którzy zechcieli zrobić płatny upgrade iPhoto ( w tej chwili kosztuje w App Store 12 euro ). Z czasem na pewno będzie się to zmieniać i coraz więcej ludzi będzie mieć nowe wersje, ale to musi potrwać.
Tak czy inaczej jest to wielka rzecz, która da pewnie efekty w przyszłości.

Nowy interface Aperture

Apple wprowadził też nowy wygląd interface’u, pozbawiając go wszelkich kolorów. W pierwszej chwili nie byłem tym zachwycony, miałem wrażenie, ze program „zszarzał”. Teraz już się przyzwyczaiłem i nawet uważam, że niektóre ikony stały się łatwiejsze do identyfikacji. Pojawił się też na wierzchu na przykład nowy przycisk ” Revert to oryginal”, który pozwala na skasowanie wszystkich ustawień. Wcześniej trzeba było wchodzić wgłąb menu.

Istotną zmianą jest rozbudowanie balansu bieli, gdzie można teraz wybrać ustawienie neutralnych szarości lub dobrego odcienia skóry. Nie miałem jeszcze czasu by na poważnie to przetestować, ale wydaje mi się, że działa to bardzo dobrze. Wprowadzono też możliwość używania pędzli w balansie bieli, czyli coś co ostatnio dostał Lightroom.
Bardzo też uproszczone jest korzystanie z narzędzia Highlights&Shadows, które teraz ma tylko trzy suwaki ( odzyskiwanie świateł, cieni i kontrast ) i działa znacznie lepiej. Drobnych niby zmian, ale jednak wpływających na szybkość i efektywność działania programu jest zresztą dużo więcej.

Apple mocno promuje teraz Aperture przy okazji reklamowania nowego MacBooka Pro, a to dobra wiadomość, bo oznacza, że firma będzie dalej rozwijała program i może znowu postawi na profesjonalistów. Kto wie, może nawet doczekamy się dużego monitora z matową matrycą ? Skoro już chwalą się. że wyświetlacz nowego MBP odbija mniej odblasków :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, sprzęt
komentarz

11 czerwca 2012

| przez Artur Nyk

Kuba Błaszczykowski? A to nie znam…

Tak mniej więcej musiała wyglądać moja rozmowa na temat zlecenia jakie dostałem w 2007 roku z agencji Infinity. I to określa też dokładnie mój stopień zainteresowania piłką nożną czego nie ukrywam.
Ostatnimi tygodniami moja irytacja związana z wszechobecną tematyką Euro, ciągle wzrastała. Gdy myślałem, że już dłużej tego wszystkiego nie wytrzymam, impreza się zaczęła, a ja wylądowałem w pubie gdzie wspólnie z innymi kibicowałem naszym… Miesiąc temu sam bym w to nie uwierzył :)

W sumie te całe mistrzostwa to nawet fajne są. Zresztą zawsze mogę znaleźć usprawiedliwienie… w końcu skoro Canon jest sponsorem, to jako zdeklarowany canonier muszę to oglądać :)

Wracając do roku 2007, na prawdę nie miałem wtedy pojęcia kto to Błaszczykowski, na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że Kuba nie był jeszcze wtedy gwiazdą pierwszej wielkości. Od pierwszego spotkania w Krakowie natomiast zobaczyłem, że to bardzo miły i skromny facet.
Mieliśmy zrobić serię zdjęć reklamujących turniej piłki nożnej dla dzieci organizowany przez Tymbark.
Największym problemem była pora, kiedy musieliśmy zrobić zdjęcia, przełom lutego i marca. Drugi problem był jednoznacznie związany z tym pierwszym.  W sesji miały wziąć udział dzieci, dziewczynki i chłopy w wielu 10-11 lat. O ile mogliśmy jeszcze brać pod uwagę sesję z samym Kubą na otwartym stadionie nawet przy niskiej temperaturze, to nie chcieliśmy ryzykować, że dziesiątka dzieciaków się rozchoruje.

Pozostawał więc tylko kryty stadion, znaleźliśmy taki pod Krakowem i pojechałem na rozpoznanie. Nie byłem zachwycony tym co zobaczyłem na miejscu. Sztuczna trawa i balon rozpięty nad boiskiem. Nie było jednak innego wyjścia, trzeba było to zrobić w takich warunkach i już.
Razem z agencją wytłumaczyliśmy klientowi dokładnie co możemy w takich warunkach osiągnąć. Przynajmniej mnie wydawało się, że wytłumaczyliśmy, że możliwe są tylko trzy wyjścia : 1. zostawiamy tło tak jak jest i nie ukrywamy, że zdjęcia są robione na krytym boisku, 2. ściemniamy tło do czerni, 3 . rozjaśniamy do bieli. Montażu tła nie braliśmy pod uwagę.

Obróbka z czasów dawnych :)

Na  sesję musiałem zorganizować to co zwykle, wizaż, stylizacje ( ciuchy, piłki, ochraniacze itd – wszystko bez widocznych logosów ), catering, transport i… opiekunkę do dzieci. Teraz wiem, że zamiast opiekunki powinienem zatrudnić pięciu ochroniarzy z dużym doświadczeniem. To co potrafi zrobić zorganizowana grupa dziesięciolatków, która na dodatek chce zaimponować Błaszczykowskiemu, będę długo pamiętać…

Na szczęście gdy już wszystkie dzieciaki pokazały Kubie, jak potrafią kopać piłkę i nie tylko, udało nam się wspólnymi siłami zapanować nad grupą i rozpocząć zdjęcia.
Trochę się bałem jak piłkarz poradzi sobie z pozowaniem, ale od pierwszego zdjęcia już wiedziałem, że   nie będzie żadnych problemów. Co więcej, okazało się, że potrafi też przykuć uwagę dzieci i sprawić, by ( w miarę ) słuchały jego poleceń co mają robić z piłką. Nie na darmo jest teraz kapitanem naszej drużyny :)

Sceny z wszystkimi dziećmi naraz były dla mnie trudne też ze względu na oświetlenie. Miałem tam chyba 10-12 lamp, ( połowa 500Ws, połowa 1000-1500Ws ), ale przy takiej przestrzeni, to ciągle nie było zbyt dużo. W zdjęciach, które przeznaczone były by tło poszło do czerni, używałem bardziej ostrego światła, tam gdzie tło miało być białe, raczej softboksów.
Szybko też odkryłem nie fajną cechę sztucznej trawy, po prostu błyszczała się mocno przy kontrze.

Pomijając te detale, sama sesja była bardzo fajna i dobrze ją wspominam. Trochę gorzej było już po sesji gdy klient zorientował się nagle, że na zdjęciach nie ma : a. trybun stadionu, b. publiczności….
Agencja miała ciężkie rozmowy z nimi i tłumaczenia, że przecież zostały zatwierdzone storyboardy, ma których nie ma tego wszystkiego.
Zrzut ekranu pożyczyłem sobie ze strony agencji Infinity

W 2007 roku nie używałem jeszcze Aperture i obróbka tego materiału niezbyt mi się dzisiaj podoba. Teraz na pewno zrobiłbym to inaczej, dlatego wolę pokazywać surowy materiał, bez obróbki :)

Dobry humor nie odstępował Kuby

 

Kuba razem z bratem

 

PS. Jakoś chyba dam radę z tym całym Euro, nawet z przyjemnością obejrzałem mecz Włochy – Hiszpania :) Ale największe emocje będą w poniedziałek o 19:00 Rozpoczyna się wtedy konferencja WWDC, czekam z niecierpliwością czy pokażą w końcu nowe Maki Pro :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, backstage, Canon, Jak to zrobiłem, sesja
backstage, lampy błyskowe, sesja | komentarz

5 czerwca 2012

| przez Artur Nyk

Fotografia dla leniwych czyli jak uzasadnić kupno iPada

Sam mam iPada, którego używam do prezentacji zdjęć na spotkaniach z klientami, ale musiałem się mocno nagimnastykować by usprawiedliwić jego zakup w sytuacji gdy komputerów raczej mi nie brakuje :)
A oto kumpel podesłał mi film, który udowadnia, że może to być bardzo pomocny sprzęt w zastosowaniach profesjonalnych. Na filmie możecie zobaczyć kompletny system do fotografii na potrzeby  głównie chyba sklepów internetowych, składający się z dosyć specyficznego stołu bezcieniowego ( swoją drogą wygląda jak wielki iPhone ), oraz sterownika w postaci iPada.
Na filmie wszystko wygląda na proste i dobrze działające. Oświetlenie też wydaje się być dobrze dobrane, produkty wyglądają przestrzennie co pokazują inne filmy. Może więc jest to całkiem dobry pomysł na robienie prostych zdjęć?
Co najważniejsze automatycznie robione są dwa zdjęcia, a oprogramowanie samo wycina fotografowany przedmiot. Idealna sprawa dla ludzi, którzy kompletnie nie mają pojęcia o fotografii :)

Moje wątpliwości od razu wzbudziło kwestia dokładności takiej automatycznej obróbki, ale poniższy film pokazuje, że do zastosowań internetowych prawdopodobnie całkowicie to wystarczy.

Ciekawy jestem tylko ile kosztuje ta zabawka? Mam dzisiaj pracowity dzień i mało czasu, ale może komuś będzie się chciało dogrzebać do tej informacji na stronie producenta.

ps. Ciekawe czy oprogramowanie automatycznie filtruje zielony zafarb jaki dają żaluzje :) Jednak trzeba mieć jakąś wiedzę o fotografii :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sprzęt, video
komentarz

13 maja 2012

| przez Artur Nyk

Ile trwa dwugodzinna sesja, ale tak naprawdę

Każdy, kto fotografuje, spotkał się już na pewno z sytuacją, gdy klient dzwoni i mówi: To będą takie szybkie zdjęcia, zajmą panu góra dwie godziny. Oczywiście w ten sposób chce wymóc na fotografie niską cenę za sesję.
Każdy, kto dał się na to nabrać i dał klientowi niską cenę bo rzeczywiście sądził, że to będą tylko dwie godziny, potem żałował…

No to teraz po kolei policzmy, ile rzeczywiście trzeba poświęcić czasu na takie zlecenie. Powiedzmy, że chodzi o zrobienie trzech zdjęć pracownikom w jakimś biurze. Może wyda się to Wam na początku śmieszne, ale będę liczył każdą czynność i każdą minutę :

1. Pierwsza rozmowa z klientem  
Ustalamy cenę, dowiadujemy się, co jest do zrobienia, ustalamy szczegóły. Zwykle są to nie jedna, ale dwie lub trzy rozmowy, bo klient musi z kimś dalej potwierdzać terminy.

Czas – 15 minut

2. Organizacja sesji 
Musimy podzwonić do wizażystki, fryzjera, stylistki, asystenta, w zależności od tego, ile osób potrzebujemy do realizacji sesji. Zwykle każdy najpierw musi sprawdzić, czy ma wolny termin i oddzwania potem lub wysyła maila. Musimy też z nimi ustalić stawki, za jakie będą pracować.

Czas – 20 minut

3. Przygotowanie sprzętu i pakowanie się
W zależności ile będziemy potrzebować sprzętu na sesję, może to zająć mniej lub więcej czasu. Załóżmy, że bierzemy standardowy zestaw 3 lamp, które na co dzień stają w studio. Trzeba więc wszystko poskładać i skompletować, zastanowić się, jakie potrzebujemy softboksy, czasze itd. Trzeba naładować baterie w aparacie, sprawdzić, czy mamy wolne miejsce na kartach pamięci.

Czas – minimum 30 minut

4. Dojazd na sesję 
Nawet jeśli jedziemy do klienta w tym samym mieście to i tak zajmie to trochę czasu. Już samo zapakowanie sprzętu do samochodu przecież trwa. A jeszcze czasem trzeba nadłożyć drogi, by zabrać np. wizażystkę.

Czas – minimum 30 minut

5. Sesja. 
Wreszcie robimy coś konkretnego. Niech będzie, że nie wyskoczyło nic nieplanowanego, ekipa pracowała szybko i sprawnie i rzeczywiście zmieściliśmy się w planowanym czasie :)

Czas – 2 godziny

6. Powrót z sesji
Zwykle wracamy na większym luzie, bo już nie śpieszymy się, więc jedziemy wolniej. Na dodatek zawsze ktoś z ekipy prosi, czy nie możemy go gdzieś podrzucić. A my mamy dobre serce przecież :)

Czas – 40 minut

7. Rozpakowanie sprzętu
Nieważne, czy robimy to natychmiast po sesji, czy za dwa dni, gdy musimy użyć sprzętu w studio. Tak czy inaczej, trzeba rozłożyć softy, czasem coś umyć, poodkładać na miejsce itd.

Czas – 20 minut

8. Zgranie materiału i archiwizacja
Ja dbam, by mieć zawsze co najmniej dwie kopie materiału na wszelki wypadek. Trzeba więc zgrać materiał na komputer, potem zrobić kopię i wszystko opisać.

Czas – 20 minut

9. Wybór zdjęć do obróbki
Dzisiaj bardzo rzadko przywożę z sesji 50 klatek. Najczęściej jest to 200 – 300 ujęć nawet z bardzo szybkiej sesji. Muszę wszystko przejrzeć, sprawdzić ostrość, wybrać najlepsze klatki i wstępnie ustawić kolory. Następnie wysyłamy ten materiał do klienta mailem albo wrzucamy go na serwer.

Czas – 40 minut

10. Właściwa obróbka zdjęć
Możemy zrobić ją sami, wtedy będzie to trwało jeszcze dłużej, ale przyjmijmy, że tak, jak ja, zlecamy to grafikowi. Znowu mamy rozmowę na temat, jak mają wyglądać zdjęcia po obróbce, wysyłamy pliki RAW, sprawdzamy potem gotowe zdjęcia, czasem każemy wprowadzić jakieś poprawki. Potem gotowy materiał znowu archiwizujemy i wysyłamy do klienta. Mówimy więc tu wyłącznie o czynnościach dodatkowych poza samą obróbką. Zakładam też, że jest to stosunkowo prosty materiał, gdzie nie trzeba spędzać dużo czasu nad wymyśleniem właściwej obróbki.

Czas – 1 godzina

11. Wielki finał czyli wystawiamy fakturę
Niby chwila, ale nie taka krótka, jak się może wydawać. Ja do faktury załączam zawsze wydruk ze zdjęciami, które sprzedaję, aby nie było wątpliwości, za co wystawiona jest faktura. Większość klientów honoruje już wysłanie faktury mailem, ale czasami trzeba wysłać ją pocztą lub co gorzej zawieźć osobiście do klienta. Ponieważ mieliśmy zatrudnione do tego inne osoby, musimy uzyskać od nich faktury lub, co się zdarza najczęściej i co zajmuje najwięcej czasu, umowy o dzieło. Na koniec, gdy już wreszcie dostaniemy zapłatę, musimy jeszcze zrobić przelewy tym osobom.

Czas – minimum 1 godzina

Podsumujmy więc ile trwa dwugodzinna sesja  –  7 godzin i 35 minut !!!

Możecie powiedzieć, że w niektórych pozycjach przesadziłem i w rzeczywistości da się to zrobić szybciej. Ale nawet jeśli tak założymy to i tak nie uda się zejść poniżej 6 godzin!
Tak naprawdę chodziło mi tylko, by uzmysłowić Wam, jak dużo czasu poświęcamy na czynności, o których nawet nie myślimy w momencie kalkulowania sobie, za ile opłaca się zrobić nam dwugodzinna sesję….

UAKTUALNIENIE

Komentarze tutaj i w innych miejscach sprawiły, że chcę jeszcze parę rzeczy dopowiedzieć.

Oczywiście, że zaniżam wszystkie szacunki, nie biorę pod uwagę problemów, które mogą się pojawić nieoczekiwanie i zakładam, że wszystkie ustalenia z ekipą i klientem będą przebiegać gładko i szybko.
Nie biorę też pod uwagę czasu na obróbkę, jak już pisałem, a tylko czas potrzebny na omówienie jej z grafikiem.
Pomijam też kwestię wszystkich kosztów, bo nie to jest tematem moich rozważań. Wiadomo, że za pracę wszystkich dodatkowych osób musi zapłacić klient.

I jeszcze jedna ważna kwestia. Zliczając czas, nie biorę pod uwagę, że nie da się tego wszystkiego zrobić jednym ciągiem w jednym dniu. Cały ten proces trzeba rozbić na kilka dni, a to sprawia, że odrywamy się od innych rzeczy, by zrobić coś związanego z tą sesją. A to tak naprawdę powoduje, że zużywamy jeszcze więcej czasu…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sprzęt
komentarz

8 maja 2012

| przez Artur Nyk

Rower dla dam

Mogę się dzisiaj pochwalić ostatnim zdjęciem roweru Merida, jakie zrobiłem dla Zwykłej Agencji. Tym razem jest to damski model Juliet w miejskim krajobrazie. Ten ostatni został przez agencję trochę podrasowany, aby tym bardziej wskazać grupę docelową :) Bo choć niektórym paniom może się to nie podobać, różowy to kobiecy kolor i koniec :) Mnie osobiście też róż podoba się z innego powodu, wnosi do zdjęcia coś nieoczekiwanego. Niebieskie niebo było „zwyczajne”, a różowe… gdybym chciał teraz wysilić się na marketingowy bełkot…. daje obietnicę niezwykłych przeżyć :)))))
Tak czy inaczej, natychmiast przekonałem się do różu, bo po prostu wygląda lepiej.

Formaty gazet wymuszają zawsze jakieś kadrowanie, tak np. wygląda gotowa reklama przygotowana do Newsweeka.

W trakcie tych czterech sesji zdobyłem na pewno nową umiejętność: stawiania rowerów bez podpórek :)
Ponieważ w okolicy ciągle kręciło się sporo osób, miałem niezły ubaw z obserwowania ich reakcji, gdy nagle widzieli stojący na środku chodnika rower, którego nic nie podtrzymywało.

Dopiero z bardzo bliska widać było cieniutkie linki podtrzymujące rower. Myślę, że łatwo się domyślicie, jak był przymocowany.
Nie obyło się też bez zabawnych sytuacji. Zaraz po skończeniu zdjęć, gdy staliśmy obok roweru, ktoś chciał przejść między nami, a rowerem. Facet szedł szybkim, energicznym krokiem, gdy nagle Jacek krzyknął: STOP! Facet na szczęście stanął, jak wmurowany. Nie wiem, może to były żołnierz :) Pokazaliśmy mu linkę, na którą o mało nie wszedł. Pokiwał głową ze zrozumieniem i ruszył w bok. STOP!!! krzyknął znowu Jacek, a żołnierskie pewnie wychowanie natychmiast kazało mu stanąć w miejscu. Pokazaliśmy drugą linkę. Następny krok zrobił bardzo ostrożnie…

Ta sesja była też chrztem bojowym mojego nowego przenośnego generatora Elinchrom. Zdecydowałem się na asymetrycznego Rangera RX Speed AS o mocy 1100 Ws. Pracowałem już na nim wcześniej, więc nie jest to dla mnie całkiem nowa zabawka, jednak dopiero codzienna praca na własnym sprzęcie pozwoli na wyrobienie sobie opinii. Pierwsze spostrzeżenia są pozytywne, a bateria sprawia wrażenie, jakby nigdy nie miała się rozładować.

A na koniec jeszcze jedna rada. Gdy musicie użyć cienkiej linki do mocowania ciężkich przedmiotów, zapomnijcie o żyłkach rybackich. Trudno je zawiązać, bo są śliskie i ciągle się rozwiązują. Użyjcie sznurka malarskiego. Jest bardzo mocną linką splecioną z cienkich żyłek, nie plącze się i bardzo łatwo można zawiązać na nim mocny węzeł. No i jest różowy :))))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Elinchrom, foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, realizacje, reklama, sesja, sprzęt
komentarz

27 marca 2012

| przez Artur Nyk

Jestem kretynem czyli historia się powtarza

Dawno temu opisałem moją historię z Tunezji o tym, jak to zgubiłem na sesji aparat i zorientowałem się po godzinie… Bardzo mnie ta historia wyczuliła na punkcie ciągłego trzymania aparatu na widoku. Od tamtej pory nie było szans, bym choć na chwilę zapomniał o aparacie.

Jak się jednak dzisiaj okazało, pamiętając o aparacie, można bez problemu zapomnieć o czymś innym. Na przykład o komputerze….
Robiłem dzisiaj wieczorem ostatnie zdjęcie z rowerem. Sesję robiliśmy w Rybniku w bardzo fajnym ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem. Wprawdzie jezioro nie było nam potrzebne, ale las nad jego brzegiem już jak najbardziej. Zdjęcia musiały być robione w ciemnościach, więc zaczęliśmy je robić bardzo późno. Nie byliśmy na szczęście skazani na całkowite ciemności, bo rozświetlały je moje lampy. Teren, na którym mieliśmy porozstawiany sprzęt, jednak był duży i zaraz po sesji zadbałem, by wszystko pozbierać, nim zgasimy lampy. W pierwszej kolejności oczywiście spakowałem aparat, a następnie komputer, który odłożyłem w torbie na dobrze oświetlony śmietnik. Dziewczyny zaczęły zbierać drobiazgi, Jacek pakował rower, a ja po kolei składałem lampy. 
Wszyscy byliśmy mocno już przemarznięci i zależało nam, by jak najszybciej znaleźć się w ciepłych samochodach.
W dobrych nastrojach po udanej sesji wracaliśmy do domu, nabijając się z nawigacji, która dawała tylko jeden rodzaj komendy: za 700 metrów, skręć w prawo, za 300 metrów skręć w prawo. Wydawało nam się, że kręcimy się w kółko :)
Gdy wreszcie dotarłem do domu  wysiadłem z samochodu, nagle przypomniałem sobie jedną rzecz… O #&@!* !!!!!  Zostawiłem komputer na śmietniku!!!!!!! Zrobiło mi się nagle całkiem ciepło, choć jeszcze przed chwilą czułem chłodne, nocne powietrze.
No przecież sprawdzałem, czy nic nie zostało!!! A dokładniej to pomyślałem, by sprawdzić….
Na szczęście miałem przy sobie wizytówkę ośrodka i od razu tam zadzwoniłem. Bardzo miła pani, gdy usłyszała co zrobiłem, zadała mi precyzyjne pytania o miejsce, gdzie zostawiłem torbę. Po 10 minutach zadzwoniła, że ochroniarz sprawdził teren i nic nie znalazł…. Dała mi go do telefonu, bym jeszcze raz wytłumaczył, gdzie może leżeć komputer. Czekałem jak na szpilkach na kolejny telefon. 
Na komputerze nie miałem nic, czego nie miałbym skopiowanego na drugim, za wyjątkiem zdjęć kostek brukowych robionych tego dnia oraz sesji roweru. Ponieważ od dawna dbam, by wszystkie dane mieć w co najmniej dwóch kopiach, na sesji mam zawsze podłączony mały dysk LaCie, na którym równolegle zapisywane są zdjęcia. Tyle, że ten dysk również był w torbie z komputerem….
Sprzęt mam ubezpieczony, więc nie nim samym tak się nie przejmowałem, ale wizja powtarzania sesji nie podobała mi się…
Wreszcie telefon zadzwonił i miła pani powiedziała mi, że komputer się znalazł w końcu. Odetchnąłem z ulgą….. Nie widział go ochroniarz na początku, bo torba spadła na ziemię… dokończyła miła pani. Mój uśmiech trochę zastygł. Szybko sobie przekalkulowałem, metr wysokości, komp w ochronnym etui i miękkiej torbie. Spadł na ziemię albo na chodnik. Cóż, najwyżej sprawdzę co warte jest moje ubezpieczenie, a któryś z dwóch dysków powinien przeżyć, więc sesji nie będę musiał powtarzać.
Wszystko okaże się jutro, gdy Jacek wpadnie tam, by odebrać komputer…
Wnioski wyciągnijcie sobie sami. Ja chyba wrócę do zasady, jaką miałem, gdy zacząłem jeździć na pierwsze sesje i cały sprzęt miałem w kartonach, bo toreb jeszcze nie posiadałem. Gdy wychodziłem z domu, liczyłem kartony; Jeden, drugi… piętnasty. Gdy pakowałem się po sesji, robiłem to samo: Jeden, drugi…. Sztuka jest sztuka i musi się zgadzać :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sesja, sprzęt
komentarz

Mniej znaczy więcej

Opublikowane w Elinchrom, Jak to zrobiłem, sesja, sprzęt, Spytaj Artura |

15 marca 2012

| przez Artur Nyk | Komentarz

Każdy, kto otwiera swoje pierwsze studio, marzy o jak największej ilości sprzętu. Przecież wiadomo, że im więcej lamp posiadamy, tym lepiej. Przynajmniej kiedyś tak właśnie myślałem…

W szczytowym momencie używałem na sesji 11 lamp. W większości były to „pięćsetki” plus parę lamp o mocy 1000-2000 Ws. Robiłem wtedy najczęściej zdjęcia dla Cersanitu lub Barlinka, gdzie budowaliśmy w studio łazienki lub całe pokoje. Jedną lampką oświetliłem umywalkę, drugą wannę, trzecią fragment ściany i w ten sposób nawet 11 lamp to czasem było mało. Efekt, który osiągałem nie był zły, ale nie miał też często wiele wspólnego z naturalnym oświetleniem, które chciałem symulować. Duża ilość lamp powodowała też sporo problemów, zwłaszcza z ustawieniem wzajemnych proporcji i z krzyżującymi się cieniami. Na te ostatnie byłem zawsze mocno uczulony, więc walczyłem z nimi zawsze za wszelką cenę.

Im więcej miałem lamp na sesji, tym dłużej trwały zdjęcia, bo dużo czasu zajmowało mi rozpakowanie i ustawienie świateł, a potem ponowne poskładanie wszystkiego. A na dodatek ciągle nie byłem zadowolony ze światła na moich zdjęciach.

Nie pamiętam dokładnie momentu, gdy zacząłem rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, jak myśleć o  świetle, jak się go uczyć. To był raczej ciągły proces codziennego patrzenia na świat, na każdy jego element. Któregoś dnia zrozumiałem chyba, jak zachowuje się światło przechodzące przez szklankę z piwem, innego dnia pojąłem coś na temat cieni, jakie rzuca kobieta siedząca pod drzewem i tak to szło. Im więcej obserwowałem wszystko, co mnie otacza, tym więcej uczyłem się o charakterze światła, jego kolorze i intensywności. Obserwacja otoczenia o każdej możliwej porze, to najlepsza szkoła światła. Można to robić w każdej wolnej chwili, zwracając uwagę na to, jakie światło pada na konkretny przedmiot, jaka może być jego temperatura, od czego może się odbić, jaki ma to wpływ na kolor, jak układają się bliki, jak tworzą cienie itd.

A im więcej obserwowałem, tym bardziej przekonywałem się, że najczęściej najlepszy efekt daje jedno źródło światła. Jedno mamy przecież Słońce, które potrafi świecić na milion sposobów. A to raz rozproszy się na chmurach, raz zaświeci bardzo nisko albo z wysoka, innym razem ostrym światłem wypali wszystkie szczegóły, przejdzie przez gałęzie drzew, albo odbije się od ściany. Jedno źródło, nieskończenie wielka różnorodność.

Zacząłem powoli redukować ilość lamp na sesji. Najpierw do 6-7, potem do 4, a teraz zdarza mi się zrobić sesję z jedną lub dwiema lampami. Najczęściej jednak chyba wykorzystuję 3 lampy, gdzie zwykle jedna najsilniejsza jest głównym światłem, a pozostałe mają za zadanie tylko doświetlanie cieni. Ma to same zalety, mniej sprzętu trzeba wozić ze sobą, krócej trwają sesje (ale wcale nie krótko….), znacznie łatwiej też jest zapanować nad sprzętem.

Prawie tak samo, jest w naturze…prawie, bo w rzeczywistości choć mamy tylko jedno słońce do swoich usług, to wszystko naokoło ma swój udział w tym, jak postrzegany Świat. Drzewa, ściany, ludzie, samochody, a nawet koty odbijają światło, działają  jak ekrany, rozbijają cienie, modyfikują kolor. Podobnie można działać w studio. Jedna mocna lampa plus ekrany i możemy zbudować światło podobne do naturalnego. Z naciskiem na „podobne”, bo zbudować w studio oświetlenie, którego wprawne oko nie będzie mogło odróżnić od naturalnego, jest już trudno. Ograniczenia są natury fizycznej i niektóre z nich są bardzo trudne do przejścia. Jedno z nich jest szczególnie kłopotliwe. Gdy mamy dwa drzewa stojące obok siebie, to gdy są oświetlone naturalnie słońcem, ich cienie są równolegle. Gdy oświetlimy te drzewa lampą, ich cienie będą tworzyły kąt rozwarty. Aby uzyskać równoległe cienie musimy cofnąć lampę aż w okolice….słońca :)

Wracając już do kwestii ilości lamp, w sytuacjach, gdy pracuję z minimalną ilością lamp, w tej chwili moim głównym światłem jest generator Elinchroma RX 2400, a światło wypełniające to „pięćsetki”. Coraz częściej taki właśnie zestaw lamp mi całkowicie wystarcza, zwłaszcza, że staram się jak najwięcej  używać w tej chwili ekranów.

Na tym zdjęciu użyłem tylko jednej lampy stojącej  na prawo od dziewczyn i świecącej na białą ścianę po prawej. Światło odbijające się od niej jest już mocno rozproszone. Na lewo z boku i na wprost stały duże ekrany, które miały za zadanie wypełnić cienie. W ten sposób jedną lampą zrobiłem całe oświetlenie.

Na tym zdjęciu również światło robi jedna lampa stojąca na prawo od aparatu. Jednak tutaj użyłem trzech dodatkowych lamp, aby w pomieszczeniach obok i na dole nie było bardzo ciemno. Gdybym jednak zdecydował się zamknąć wszystkie drzwi i nie było widać piętra poniżej, to jedna lampa całkowicie załatwiłaby sprawę.

Jeżeli więc będziecie inwestować w swój pierwszy sprzęt, polecam najpierw kupić jedną silną lampę i ekrany, potem jeszcze jedną, już słabszą i na początek wystarczy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej

9 marca 2012

| przez Artur Nyk

Rower w ogniu

Wczoraj cały dzień spędziłem w starej parowozowni w Bytomiu. Wprawdzie nie było tam parowozów tylko same lokomotywy spalinowe, ale miejsce jest bardzo klimatyczne. No i były tam dwa rowery.
Razem ze Zwykłą Agencją robiliśmy wczoraj ich fotografie do reklam prasowych.

Pierwszy wylądował na lokomotywie, gdzie musieliśmy umocować go za pomocą misternej konstrukcji ze stalowych drutów, co zajęło nam sporo czasu. Oświetlenie okazało się już znacznie prostszą sprawą. W sumie wykorzystałem tylko trzy lampy, z czego tylko jedna świeciła z przodu, a dwie były w lekkiej kontrze.

Pierwszy raz w życiu chodziłem po lokomotywie i to z rowerem

Za to z drugim rowerem sprawa była już trochę bardziej skomplikowana. Bo w planach mieliśmy użycie ognia. Na ścianie straszyła nas wprawdzie stara tabliczka z napisem ” Niedopałek przyczyną pożaru”, mimo to zafundowaliśmy sobie tam prawdziwe małe ognisko.
Zrobili to jednak bardzo profesjonalnie ludzie z ekipy Spaleni.pl. Dzięki temu wszyscy przeżyliśmy, a parowozownia nadal stoi :)
Trochę się tylko przestraszyłem, gdy lampa, która stała blisko ognia, zaczęła wydawać zupełnie inne, bardzo głośne odgłosy w trakcie błysku. Dym lecący na nią musiał spowodować, że w momencie błysku następowało dodatkowe zapalenie spalin. Wystarczyło jednak przesunąć ją w inne miejsce, dalej od ognia i problem zniknął.

Jak zwykle nie mogę nic konkretnego pokazać, ani opisać do czasu aż ukażą się reklamy :)

Złoty deflektor lekko ociepla zdjęcie, softboks ze zdjętym zewnętrznym dyfuzorem, świeci tu bardziej ostrym światłem
Na miejscu znalazł się nawet profesjonalny stolik na komputer
Spaleni zaczynają swoje popisy, rower stoi oczywiście dzięki drutom :)

 

Współczesny już napis. Na wszelki wypadek małe tłumaczenie : Nie strącać popiołu z papierosów na podłogę :)

 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Elinchrom
komentarz

2 marca 2012

| przez Artur Nyk

Canon 5D Mark III

Ci, którzy od paru miesięcy czekają na nowego Marka Trzeciego, już od paru godzin uśmiechają się szeroko i wszystko pewnie na ten temat zdążyli przeczytać. Dzisiaj bowiem Canon wypuścił wreszcie informację o nowym modelu.
Jak znam życie, w internecie będzie teraz mnóstwo narzekania na zbyt małe zmiany w stosunku do Mark II. Ale będą to raczej w większości ludzie, którzy i tak nie zamierzają kupić tego aparatu, a tylko chcą sobie ponarzekać. No bo co to za nowość, jeśli nowy model mam matrycę większą od przedniego o 1 Mpx !!! Do czasu, gdy Nikon wypuścił D800, też uważałem, że nowy aparat musi mieć znacznie większą matrycę, najlepiej 30-35 Mpx. I dopiero, gdy zacząłem analizować rzeczywiste potrzeby,  zyski i problemy związane z pracą to przyszło otrzeźwienie.

Teraz wiem, że 22 Mpx  to bardzo dobra rozdzielczość wystarczająca w 99% posiadaczom tych aparatów. Nie jest to bowiem sprzęt dedykowany najbardziej wymagającym fotografom reklamowym (choć w naszych warunkach wielu tego typu fotografów będzie z powodzeniem go używać). Mnie bardzo rzadko brakuje większej rozdzielczości, no, może ostatnio coraz częściej, a ważniejsza jest dla mnie wydajność. Nowa 5D jest pod tym względem poprawiona w każdym calu. Mnie najbardziej cieszyłby (gdybym rozważał zakup) wizjer ze 100% kryciem i autofokus przeniesiony z modeli 1D X. Podoba mi się też idea umieszczenia w wizjerze wyświetlacza LCD wyświetlającego siatki ułatwiające kadrowanie. Czegoś takiego mi brakowało od dawna.

Filmowców zachwycą pewnie nowe możliwości kręcenia filmów, nowe funkcje i parametry wyglądają bardzo obiecująco. Przynajmniej dla kogoś, jak ja,  kto nie ma o tym pojęcia :) Ale pewnie tu też jest znaczący postęp.

Sądzę, że Canon z jeszcze jednego powodu nie podniósł rozdzielczości. Poprzedni model był zbyt dużym konkurentem dla 1DS Mark III, a tym razem firma pewnie chce bardziej rozgraniczyć modele.
Zapowiada się więc ciekawa walka Canon 5D Mark III kontra Nikon D800. Teoretycznie, patrząc tylko na parametry, Canon powinien tą walkę przegrać na starcie…. Ale już ostatnio pisałem, że pojawienie się D800 to pierwszy krok do zmiany sposobu myślenia o coraz większych rozdzielczościach.
Wczoraj moja znajoma powiedziała mi, że już nie może się doczekać, gdy zamieni swoje D700 na D800. Zadałem tylko jedno pytanie: czy zdaje sobie sprawę, ile będzie potrzebowała mocy obliczeniowej na obróbkę sesji, gdzie powstanie około 300 zdjęć? To przecież wcale nie tak dużo materiału. Ale skoro po przerobieniu RAWa na  TIFF, jedno zdjęcie waży 108 MB (8 bitów) lub 216 MB (16 bitów) to mnożąc to razy 300…..
Zawsze będzie można w czasie pracy odgrzać pizzę na komputerze, bo procesory rozpalimy wtedy do czerwoności.
Jedyne rozsądne działanie w takiej sytuacji  to zmniejszanie rozdzielczości zdjęcia od razu po wywołaniu RAWa i tak pewnie większość ludzi będzie robić.

Bardzo jestem ciekawy, który z aparatów będzie się lepiej sprzedawał. Ja sam nie kupię żadnego z nich, bo czekam na następcę Canona 1 DS Mark III. I oczekuję jednak większej rozdzielczości :)))
Wiem, w co się pakuję, ale nie mam wyjścia :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, Nikon, sprzęt
komentarz

8 lutego 2012

| przez Artur Nyk

Nowy Nikon D800 czyli po co to komu

Wszyscy ( zainteresowani ) pisali i mówili wczoraj o nowym Nikonie D800. Wprawdzie to aparat z wrogiego obozu, ale ja również z dużym zadowoleniem przyjąłem jego pojawienie się na rynku.
Mnie zainteresowała w zasadzie jedna tylko rzecz, rozdzielczość na poziomie 36 Mpx.

Oprócz wielu zachwytów, natychmiast ludzie zaczęli też narzekać. A po co to komu? A po co taka duża rozdzielczość? A ile teraz pliki będą ważyć? I bardzo dobrze, że tak narzekają, może wreszcie skończy się bezsensowna gonitwa za megapikselami, które nikomu nie są potrzebne. No, prawie nikomu, bo mnie akurat są :)

fot. Nikon

Ja jestem naprawdę zachwycony, że w małym obrazku pojawia się rozdzielczość rodem ze średniego formatu. Przy fotografii reklamowej zawsze fajnie jest mieć większy i większy plik. Gdyby dali mi aparat 100 Mpx to nie pogardziłbym, wreszcie mógłbym spędzić cały weekend na obrabianiu jednego zdjęcia :)
A na poważnie to te 36 Mpx uważam za całkiem zgrabną wielkość do moich zastosowań. I to w znakomitej cenie, która ma być na poziomie 10.500 zł.

Rozmawiałem dzisiaj z moim znajomy, również zawodowym fotografem i doszliśmy do wniosku, że byłby to znakomity aparat dla nas, ale drugi aparat…
Brakuje mi w D800 jednej rzeczy, mniejszego o połowę RAWu. Po co mi milion rozdzielczości jpga, skoro by wykorzystać do końca jakość tego sprzętu i tak trzeba pracować na RAWie. Uznaliśmy więc, że byłby to fajny aparat na większe okazje, ale do robienia prostych zdjęć np.  katalogowych już bez sensu jest użycie tego sprzętu. Już sobie wyobrażam…. 500 klatek z sesji ( pewnie z 50 MB każda ), a potem trzeba to przebrać, obrobić, zarchiwizować… Producenci twardych dysków już zacierają ręce.

Czekam teraz z niecierpliwością na nowego Canona 5mk3, a najbardziej na nowego 1Dsmk4 czy jak go tam nazwą. Walka producentów znowu się rozpoczyna :)
Jest jeszcze jedna duża zaleta wielkich rozdzielczości. Po zmniejszeniu zdjęcia zawsze wyglądają lepiej niż przy 100%. Gdy więc zmniejszymy plik powiedzmy do 12 Mpx, to nawet zdjęcia wykonane na bardzo dużej czułości będą pozbawione części szumów, zwiększy się też ostrość porównując do  fotografii gdybyśmy takie samo zdjęcie zrobili  zrobionej aparatem 12 Mpx.

Nikon, Nikonem, a i tak dla mnie o wiele ważniejszą informacją dnia było pojawienie się obiektywu Canona 24-70/2,8L II

Fot. Canon

Obiektyw ma same nowe, cudowne rozwiązania techniczne, ale co najważniejsze powinien pięknie rysować. Już chyba zajmę kolejkę pod sklepem bo dawno na niego czekałem :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Nikon, sprzęt
komentarz
← 1 … 5 6 7 8 9 … 18 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close