×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

16 kwietnia 2013

| przez Artur Nyk

Garaż w Leeds czyli pstryczek elektryczek

Dawno, dawno temu czyli w czasach gdy bardziej bałem się egzaminu na studiach niż listu z ZUS’u, mój znajomy grał w kapeli Garaż w Leeds. Wielkiej kariery raczej nie zrobili, ale może ktoś o nich słyszał.

Do czwartku Leeds kojarzył mi się wyłącznie z tą kapelą. Teraz będzie dobrze kojarzył mi się z czasem tam spędzonym u znajomych Marty.
Choć byliśmy tam tylko na weekend, udało mi się wyłączyć kompletnie i odciąć od rzeczywistości. Mam taką umiejętność, której wiele osób mi zazdrości, że umiem natychmiast się przełączyć z poziomu Praca na Wakacje. Gdy wsiadam do samolotu i wyłączam telefon, to zapominam o terminach, mailach, niedokończonych sprawach itd. Podobnie działa to też w druga stronę. Wracam i od razu zaczynam dzwonić, piszę maile i nie odrywam się od komputera.
Gdy w sobotę wieczorem wszyscy już narzekali na poniedziałkowy powrót do pracy, ja nawet o tym nie myślałem :)

Gdyby tak jeszcze umieć się wyłączyć w ciągu dnia i nie myśleć o pracy, o zdjęciach jeszcze niezrobionych i nieobrobionych. Takiego wyłącznika ewidentnie mi brakuje. Nic tylko wyjeżdżać co weekend :)

A skoro wróciłem już i jestem ustawiony w pozycji Praca, nie pozostaje mi nic innego jak robić nowe zdjęcia. Jestem już mocno znużony zajmowaniem się prowadzeniem dwóch projektów, gdzie od dłuższego czasu tylko nadzoruję obróbkę. Mam wielką ochotę fotografować :)

Płyn do wycieraczek się skończył ? :)))

do kawy, podróże
komentarz

10 kwietnia 2013

| przez Artur Nyk

Domowe studio…. śmieciowe

Nie, nie zrezygnowałem z prowadzenia blogu.:) Nie zarobiłem też w ciągu ostatnich dwóch tygodni wielkiej fortuny w banku zdjęć i nie wyjechałem w związku z tym do ciepłych krajów :) I wcale się też nie obijam, choć może się tak wydawać.
Cała prawda na temat mojej nieobecności na blogu zawiera się w jednym słowie : upcykling.

Oprócz bowiem dwóch dużych tematów, które zajmują mój czas zawodowy, zajmuję się razem z grupą znajomych zapaleńców organizowaniem całkiem sporej imprezy czyli 1 Salonu ART.UPCYKLING.PL 

Czym jest upcykling dowiedziałem się jesienią ubiegłego roku gdy pojawiły się pierwsze pomysły na zorganizowanie takiej imprezy. Jeżeli ktoś jeszcze nie ma pojęcia co to za dziwactwo, nie ma wielkiego powodu do wstydu. Termin jest ciągle mało znany, czasem nawet dla osób, które się nim zajmują :) Jeżeli przerobiliście kiedyś puszkę po konserwie na miskę na wodę dla psa, to można powiedzieć, że zajmowaliście się upcyklingiem. Tak na chłopski rozum tłumacząc, jest to po prostu przerabianie odpadków i śmieci na rzeczy wartościowe. Pisałem już kiedyś o upcyklingu na moim blogu o Kulokaktusach, nawet nie wiedząc, że piszę o upcyklingu.

Lada dzień na stronie Salonu będziemy ogłaszać dokładny program imprezy. Większość wydarzeń będzie miała miejsce w Rondzie Sztuki, który jest naszym głównym partnerem. Odbędą się tam na przykład bezpłatne warsztaty, które między innymi i ja poprowadzę.

Pamiętam, że dużym zainteresowaniem cieszył się kiedyś mój cykl artykułów na temat domowego studia. Wtedy zacząłem go od opisu jak zbudować takie studio mając budżet około 100 zł. Teraz pokażę co można zrobić z budżetem  w wysokości 0 zł czyli innymi słowy jak zrobić sprzęt oświetleniowy ze śmieci :)
Może zabrzmi to dziwnie, ale takim sprzętem można oświetlić różnie dobrze co profesjonalnym sprzętem. Będę to zresztą na warsztatach udowadniał pokazując jak wygląda to samo zdjęcie zrobione z użyciem profesjonalnego i śmieciowego sprzętu.
Jeszcze w tym tygodniu powinny ruszyć zapisy na warsztaty i wszystkich bardzo serdecznie zapraszam.

Będzie też jedna fajna impreza, gdzie warto będzie mieć przy sobie aparat. Ale o tym napiszę w odpowiednim czasie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt, sztuka
komentarz

24 marca 2013

| przez Artur Nyk

Fotografia za bułkę cz.2

Widzę, że temat banków interesuje wiele osób, więc kontynuuję temat.
Najpierw pochwalę się. Właśnie podwoiłem moje dochody ze sprzedaży zdjęć w Fotolii, czyli tak naprawdę to moje kolejne zdjęcie sprzedało się dzisiaj w nocy i dzięki temu mam na koncie już oszałamiająca kwotę 1,20 zł :)

W sumie przyjęli na razie aż 26 zdjęć, a kolejne czekają w kolejce na akceptację. Jeżeli chcecie zobaczyć, jakie zdjęcia się spodobały, to możecie zajrzeć bezpośrednio na moje konto .

Pewnie jednak bardziej Was zainteresuje, jakie zdjęcia odrzucono. Niektóre z decyzji Fotolii o nieprzyjęciu zdjęć, są dla mnie sporym zdziwieniem, bo bardzo podobne zdjęcia zostały zatwierdzone.
Zobaczcie zresztą sami, jakich zdjęć nie chcieli :

Jak tylko mam teraz wolną chwilę, to opisuję kolejne zdjęcia. Powiem Wam jednak, że myślałem, iż szybciej to pójdzie :)
Z wolnym czasem też ostatnio bardzo marnie, ciągnę dużą sesję łazienkową i meblową. Każda z nich jest sporym wyzwaniem, bo stosuję nowe techniki i pomysły. Ale jak zwykle będę mógł to pokazać dopiero za jakiś czas, gdy już wszystko będzie gotowe i opublikowane.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

19 marca 2013

| przez Artur Nyk

Fotografia za bułkę

Co byście powiedzieli gdyby ktoś zaproponował Wam sprzedaż zdjęcia za 60 groszy? Pewnie kazalibyście popukać się temu komuś w głowę, tylko że użylibyście trochę dosadniejszych słów.
Nie dziwię się, za 60 groszy można kupić najwyżej bułkę. Jeszcze do niedawna sam byłbym oburzony taką propozycją.

Tymczasem parę dni temu sprzedałem zdjęcie właśnie za 60 groszy i co może dziwniejsze, bardzo, bardzo się z tego cieszyłem. Pewnie zrobiliście teraz duże oczy ze zdziwienia. 60 groszy i jeszcze się cieszy? Chyba kiepsko mu ostatnio idzie…

A ja cieszę się tej wielkiej transakcji dlatego, że to moje pierwsze zdjęcie sprzedane w banku zdjęć :)
Pisałem w styczniu, że rozpocząłem przygodę z Fotolią i teraz właśnie jest tego pierwszy efekt.
Zdaję sobie sprawę, że to śmieszna kwota. Trzeba jednak brać pod uwagę, że umieściłem na razie w Fotolii około 20 zdjęć i że są to same zdjęcia robione przy okazji lub stare zdjęcia, do których prawa klientów już dawno wygasły.

Dodawanie zdjęć do banku jest zajęciem o wiele bardziej pracochłonnym niż sobie wyobrażałem. Powoli jednak nabieram wprawy jak sobie radzić by dodawać nowe zdjęcia szybko, jak unikać błędów  w opisach, mam więc nadzieję, że z czasem będę to robił coraz sprawniej.

Jeszcze tylko do tych dwudziestu zdjęć dodam około tysiąca innych i już będę miał co miesiąc na obiad w fajnej knajpie :)

Moje pierwsze sprzedane na Fotolii zdjęcie

PS. Tę radosną nowinę miałem przyjemność opisać w moim 600 poście :) Przy okazji wyrażenie „post” i sprzedaż zdjęcia za 60 groszy jakoś dziwnie do siebie pasuje

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

7 marca 2013

| przez Artur Nyk

Trabant limuzyna

Katowice – Kraków – Katowice – Kraków… Tak wygląda od kilku dni moja codzienność.  Regularnie co 12 godzin przemierzam ją tam i z powrotem jeżdżąc na zdjęcia do Armatury. Dokładnie 10 lat temu, w marcu 2003 roku, robiłem moje pierwsze zdjęcia kranów i uczyłem się jak najlepiej je fotografować.

Teraz też uczę się nowego tematu i wypróbowuje nową dla mnie technologię. I choć chciałbym już pokazać pierwsze efekty, to muszę czekać, aż wyjdzie nowy katalog.
I choć bieżące tematy pochłonęły mnie całkowicie to cały czas myślę i przygotowuję sesje samochodów :) Nie mogę się już tego doczekać i tylko zastanawiam się od, którego zacząć : białego, czarnego, perłowego czy zielonego :)
Na pewno za to nie miałbym ochoty fotografować niebieskiego. Zobaczyłem go kilka dni temu na ulicy i zacząłem się zastanawiać co musiałbym zrobić/zjeść/wypić by zamówić sobie takie piękne BMW w tak okropnym niebieskim matowym kolorze… I jeszcze te czarne felgi. Wygląda po prostu jak Trabant.
Ale z drugiej strony gdyby wszystkie samochody miały matowe lakiery, jak łatwo by się je fotografowało :)
PS. W czwartek wyjątkowo zostanę na Śląsku, bo zostałem zatrudniony przez znajomego jako oświetleniowiec przy sesji jednego muzyka 
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
samochody, sesja
komentarz

27 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Dzień z życia kota

Ostatnie dni nie mam nawet czasem kiedy się napić kawy i z zazdrością patrzę na to jak Sesja spędza swój dzień. Aby  Wam to dokładnie uzmysłowić, opiszę jak wygląda jej typowy dzień.

Sesja w swoim ulubionym koszyku

7:00 – Porządny kot śpi o takiej godzinie
8:00 – Może warto wstać? Nie warto,  śpię dalej
9:00 – Warto wstać bo pojawiło się śniadanie
9:30 – Spacerek? Chcę wyjść na dwór
9:31 – Nie, za zimno, chcę do domu
9:35 – Jednak chcę na dwór
10:00 – Wracam do domu, ciekawe czy w misce jest coś nowego
10:30 – Pora na drzemkę pod kominkiem
11:00 – Teraz drzemka na parapecie
12:00 – Nie, jednak przy kominku lepiej się śpi
13:00 – Bardzo dobrze się śpi przy kominku
14:00 – Coś bym zjadła
14:20 – Myjemy łapki i idziemy spać
15:00 – Kto odpowiada za dokładanie drewna do kominka? Zimno mi, idę na kaloryfer
16:00 – Po zastanowieniu, okazuje się, że w koszu przy kominku lepiej się śpi
17:00 – Za gorąco, trzeba się ochłodzić na podłodze
17:15 – Zmarzłam, wracam do kosza
18:00 – Czas na podwieczorek
18:15 – Po posiłku drzemka
19:00 – Drzemka na parapecie
20:00 – Chyba wyjdę na dwór
20:01 – Albo nie
20:02 – A może wyjdę
20:03 – Nie, za zimo
20:04 – Ale jednak chcę wyjść
20:05 – Co za wychowanie, żeby biednego kota tak popychać i wyrzucać za drzwi, ja chcę do środka
20:06 – Albo pójdę na spacer
20:30 – Głodna jestem, chcę już do domu
20:32 – Nie, tego nie będę jadła!
20:33 – Niech mnie ktoś pogłaszcze…
21:00 – Ja też chcę siedzieć na sofie
22:00 – Ej, ja tu śpię, a wy ciągle się wiercicie na sofie
23:00 – Idę do mojego koszyka, tylko dołóżcie do kominka
24:00 – Może jednak zjem tamto?
01:00 – O kartonik! Ciekawe co jest w środku?
01:15 – Tu jest ta piłeczka :)
01:30 – Ja chcę na dwór!
02:00 – Nie to nie! Idę spać
03:00 – Miałam rację, na sofie lepiej się śpi
04:00 – Wyspałam się! Może trochę pobiegam?
04:30 – Kłębek wełny? Zobaczymy co jest w środku…
05:00 – Ciekawe czy uda mi się tam wejść?
05:05 – Chyba nikt się nie pogniewa, że to spadło?
05:06 – O! Już ktoś wstał! Czyżby śniadanie?
05:07 – Nie ma śniadania? To o co tyle krzyku? No dobra, idę spać
06:00 – Spanie jest dobre :)

No i co? Kto chce być kotem?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

20 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Aperture vs Lightroom czyli test nieobiektywny

Przy okazji jednego z ostatnich postów na temat Aperture, jeden z czytelników o pseudonimie Kashiash, spytał, co zyska przechodząc z Lightrooma na Aperture. Uznałem, że to bardzo dobre pytanie, co najmniej tak samo ważne jak to, czy lepszy jest Canon czy Nikon. Wy oczywiście wiecie, co ja o tym sądzę :)

Aby podejść do tematu solidnie, ściągnąłem trial Lightrooma, by zobaczyć, co się pojawiło nowego w czwartej wersji. Przyznaję się, że nie poświęciłem kilkunastu godzin na dogłębne poznanie wszystkich funkcji i mogę się mylić co do szczegółów.
Aby było łatwo porównać oba programy, stworzyłem katalog z trzydziestoma zdjęciami i wgrałem do każdego z programów. Nie będzie to kompletny test, a raczej skupienie się na istotnych różnicach. Nie miejcie wątpliwości, że wychodzę z założenia o wyższości Ap, gdybym tak nie uważał, to nie używałbym go :) Postarałem się jednak znaleźć też wszystkie pozytywne cechy Lr. Ponieważ nie pracuję na nim, mogłem o czymś nie wiedzieć i przez to pominąć jakąś funkcję.
Interfejs ( albo jak kto woli interface )
Po odpaleniu Lr powitał mnie ten sam nielubiany przeze mnie interfejs. Wiadomo, to kwestia gustu, podobnie jak interfejs Nikona i Canona. Ale zawsze najbardziej bawił mnie dodany na końcu bocznego menu ornament :) 
Dla mnie, przyzwyczajonego od lat do Aperture, sposób prezentacji zdjęć, czy to całych, czy miniaturek, jest po prostu mało elegancki. Jednak najbardziej denerwujące było dla mnie zawsze przełączanie między Library, a Develop. W Aperture mogę wyświetlić miniaturki i na każdej z nich wprowadzać korekty ( np. by wyrównać kolor między nimi ), a tu nie mogę tego zrobić. To bardzo nieprzyjemne ograniczenie.
Brakuję mi też możliwości wyświetlania pełnego ekranu z jednym zdjęciem i panelu do obróbki.
W Lightroomie za to łatwiej włączyć niektóre funkcje np. można zobaczyć, jak wygląda zdjęcie w wersji czarno-białej, naciskając po prostu V. W Aperture trzeba przesunąć suwak lub włączyć w menu odpowiedni preset. Naciskając jeden klawisz, możemy też zobaczyć wszystkie przepalenia na zdjęciu, w Aperture trzeba nacisnąć kombinację trzech. To niby taki mały detal, ale gdy robimy to kilkadziesiąt razy przy obróbce jednego zdjęcia to już robi to różnicę.
Podaję tu oczywiście tylko przykłady, robienie dokładnej analizy guzikologii nie jest moim celem :)

Tak wygląda Aperture w momencie obróbki zdjęcia i wyświetlenia wszystkich możliwych informacji
W Lightroomie natomiast wygląda to tak

Obróbka zdjęć (albo wywoływanie )
Znacznie lepsze niż, w wersji 3, są teraz pędzle. Wreszcie można ich prawie normalnie używać, bo wcześniej były to jakieś dziwolągi. Prawie, bo szybko zauważyłem bardzo dziwną rzecz. Gdy ustawimy jeden pędzel na zmniejszenia saturacji i zdejmiemy kolor ze zdjęcia, a następnie weźmiemy drugi pędzel i ustawimy go na zwiększanie saturacji i przejedziemy po tym samym obszarze zdjęcia co poprzednio to odzyskamy kolor !!!!! Przecież to jest bez sensu. W Aperture, każdy kolejny zastosowany pędzel uwzględnia już efekt działania poprzedniego, a tu nie. 
Dla równowagi Lightroom ma coś, co chciałbym mieć w Aperture. Malując pędzlem maskę, można na niej zastosować działanie kilku ustawień, np. kontrastu i saturacji. W Aperture trzeba każdą maskę malować oddzielnie. A więc remis? Niezupełnie. W Aperture możemy bowiem zrobić maskę z  krzywych albo levelsów. Możemy też ustawić dany parametr na całym zdjęciu, a następnie wygumować pędzlem te obszary, gdzie nie chcemy tego ustawienia. Jest też świetna funkcja rozmywania brzegów maski, tak, jakbyśmy rozmazywali palcem rysunek robiony węglem. Ja bardzo często z tego wszystkiego korzystam. 
Mam zastrzeżenia do zakresu działania niektórych funkcji. Np. kontrastu nie można pociągnąć w zbyt dużym zakresie.. Ale już ekspozycja ma teoretycznie dużo większy zakres niż w Ap. Teoretycznie, bo na suwaku możemy ustawić maksymalnie +5, podczas gdy w Ap +2, jednak w Ap, gdy dojdziemy do maksimum, to możemy wpisać dowolną wartość, aż do +9,99, czyli dwukrotnie większą. Podobnie możemy robić z prawie wszystkimi innymi funkcjami.
W Lr nie da się wyświetlić dwóch wersji tego samego zdjęcia i każdej z nich obrabiać inaczej. Tu zdjęcie prześwietlone jest o 5 działek
W Ap można wyświetlić kilka wersji tego samego zdjęcia i każdą obrabiać zupełnie inaczej. Tu mamy oryginał, prześwietlenie o +5 i o +9,99. Zauważcie też, że +5 w Ap to trochę mniej niż +5 w Lr

Bezsprzecznie zaletą Lr jest wbudowana korekcja obiektywów, podobnie jak w Photoshopie. Tego brakuje mi w Ap.
Natomiast brakuje mi w Lr łatwego resetu poszczególnych sekcji. Może jakoś da się to zrobić, ale mnie nie udało się tego znaleźć.
Zdecydowanie też wolę Ap, jeśli chodzi o sposób wyświetlania informacji o zdjęciu. Panel, który przypomina wyświetlacz aparatu, jest bardzo przejrzysty.

Zarządzanie fotografiami 

No i jakby to powiedzieć…. by nie powiedzieć, że tu Lr nie ma czego szukać? Apple pokazało tu, że wie jak powinno wyglądać zarządzanie dużą biblioteką zdjęć. Nawet jeśli jest to bardzo duża biblioteka. Lr na starcie zaproponowało mi, że doda zdjęcia do biblioteki, ale same zdjęcia pozostaną tam, gdzie są. Dla większości tego typu rozwiązanie wyda się najbardziej naturalne. Ale to nie oznacza, że najlepsze. W Ap tego typu rozwiązanie też jest możliwe i gdy rozpoczynałem moją przygodę z tym programem, też wybrałem tę opcję. Po miesiącu miałem już taki bałagan w zdjęciach, że mogłem zrobić tylko jedno. Wszystko wyrzucić i zacząć jeszcze raz. Taki był efekt, że raz oglądałem zdjęcia przez Ap, raz bezpośrednio z poziomu systemu i tu coś wyrzuciłem, tam coś przeniosłem, a na końcu zrobił się czysty chaos.
Tym razem zrobiłem  to po bożemu, czyli pozwoliłem, by Ap założył swoją własną bibliotekę i tam wrzucił wszystkie pliki. Miałem wprawdzie wrażenie, że wrzucam zdjęcia do czarnej dziury, w której nie mam pojęcia co się dzieje, jednak po jakimś czasie przekonałem się, że to wszystko działa i dzięki temu mam już porządek.
Ap pozwala na tworzenie katalogów, projektów, albumów, inteligentnych albumów i stołów świetlnych. Dzięki temu możemy budować różne struktury katalogów w zależności od naszych potrzeb. Co najważniejsze, jedno zdjęcie może być w wielu albumach, fizycznie będąc tylko w jednej kopii na dysku.  Wyobraźcie sobie, że macie dużą kolekcję zdjęć przyrody i chcecie je podzielić na tematyczne albumy : woda, góry, las. Gdzie w takim razie umieścicie zdjęcie górskiego potoku wypływającego z lasu? Oczywiście wrzucicie to zdjęcie do każdego z tych albumów, choć fizycznie będzie na dysku tylko w jednej kopii.

W Lr też można skopiować zdjęcia do nowego miejsca, ale nie powstanie z tego biblioteka jak Ap. Mimo, że wskazałem mu katalog, gdzie chciałem trzymać zdjęcia, Lr zrobił w nim osobne katalogi i podkatalogi w/g dat stworzenia plików

Lr automatycznie podzielił zdjęcia w/g dat, zamiast stworzyć jeden katalog
Jeden projekt i kilka albumów, które potem stworzyłem

Różnice znajdziemy też w sposobie wyświetlania zaznaczonych zdjęć. Tu każdy program ma swoje wady i zalety. Lr potrafi wyświetlić więcej zdjęć, jednak robi to w dokładnie takiej kolejności, jak są segregowane. Ap wyświetli maksymalnie 12 zdjęć, ale można to zrobić w dowolnej kolejności.

Lr ma jedną ciekawą funkcję, można naciskając klawisz L podświetlić tylko zaznaczone zdjęcia.

Ap natomiast potrafi wyświetlić wszystkie zdjęcia naraz na pełnym ekranie i obrabiać je. Czyli co komu jest potrzebne :)

I na koniec przełączane biblioteki. Nie pamiętam już, kiedy Ap je wprowadził, ale nie wiem, jak mogłem bez nich funkcjonować :). Mam więc kilka różnych bibliotek stałych, stworzonych tematycznie, a także dlatego, że mam za dużo zdjęć, by wszystko ( również to co mało ważne ) trzymać w jednej.
Tworzę też biblioteki doraźnie np. gdy wracam z sesji to mogę z laptopa wyeksportować jeden projekt z właśnie zrobioną sesją jako bibliotekę. Dzięki temu, wszystkie opisy, zaznaczenia, obróbki, które zrobiłem w czasie sesji, przenoszę automatycznie. Wystarczy potem tylko wgrać na główny komputer nową bibliotekę i albo zostawić ją jako osobną, albo złączyć z inną.
Często też, jako kompletną bibliotekę, wysyłam Gosi zdjęcia do obróbki. Dzięki temu widzi, które zdjęcia zaznaczyłem, które wstępnie obrobiłem itd.
Możemy też bibliotekę Ap otworzyć na dowolnym Macu przez iPhoto.

I cała reszta ( w tym jedna super ważna rzecz )

Od przedniej wersji zmieniło się tu w Lightroomie dużo ważnych rzeczy. Przede wszystkim pojawiły się prawie wszystkie funkcje, które do tej pory były tylko w Aperture. Jest więc narzędzie do tworzenia książek i portfolio w pdfie oraz geotagowanie. Są stacki czyli grupowanie zdjęć w stosy, gdzie możemy wyświetlić się tylko jedno zdjęcie leżące na samej „górze”, a w razie potrzeby rozłożyć cały stos i zobaczyć wszystkie zdjęcia.
Celowo też nie wymieniam całej masy rzeczy, które są w obu programach i działają podobnie, jak choćby presety czy sterowanie aparatem. Trzeba przyznać, że oba programy nawzajem zapożyczają od siebie najróżniejsze funkcje. I bardzo dobrze, my użytkownicy tylko na tym korzystamy.

Jest jeszcze jedna ważna różnica, która sprawia, że już tylko z tego powodu warto wybrać Ap.
Jest to Vault czyli kopia zapasowa. Czegoś takiego Lr nie posiada, a ja nie wyobrażam sobie, by nie posiadać aktualizowanych prawie codziennie kopi zapasowych moich bibliotek.
Tu znowu pojawia się temat bibliotek, jakie tworzy Ap. Dzięki temu, że wszystkie zdjęcia, metadane, ustawienia obróbki, struktury katalogów itd. są w jednym miejscu, można bardzo łatwo zrobić kopię.
Działa to w taki sposób: Na początku wybieramy inny dysk i program robi tam kopię całej biblioteki. Gdy potem zaimportujemy do naszej biblioteki następne zdjęcia lub jakieś skasujemy albo obrobimy coś czy dopiszemy nowe słowa kluczowe to system wykryje, że „tu zaszła zmiana” i można zrobić nową kopię. Robimy to przez naciśnięcie jednego przycisku, a wtedy wszystkie kopie automatycznie się zaktualizują. Jeżeli skasowaliśmy zdjęcia, to zostaną one usunięte z kopii i umieszczone w katalogu „usunięte pliki” – to dodatkowe zabezpieczenie przed przypadkowym skasowaniem zdjęć. Zawsze możemy je wtedy odzyskać.
Z kopii możemy odzyskać całą kompletną bibliotekę Ap, podobnie jak z Time Machine możemy odzyskać cały komputer.

Tu widzicie dwie kopie tej samej biblioteki, które są na dyskach podłączonych na stałe i jedną kopię na zewnętrznym dysku, teraz odłączonym

Podsumowanie

Nie wiem czy Was przekonałem do Ap, ale pokazałem najważniejsze różnice. Ja nie mam wątpliwości, że Ap jest dla mnie dużo lepszy. Czekam tylko z niecierpliwością na kolejną wersję. Aktualna jest już dosyć stara, a mimo to i tak świetnie sobie radzi. Gdy pojawi się nowa, wyczekiwana chyba tak samo jak nowy Mac Pro, to zapewne będzie jeszcze ciekawsza.
Nie opisałem tu całej masy funkcji, bo pisałbym pewnie jeszcze przez tydzień. Na koniec wspomnijmy jeszcze o cenie. Lr kosztuje około 480 zł, Ap około 260 zł :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady, Spytaj Artura, test
komentarz

7 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Okno na świat czyli moja nowa kariera

Dzisiaj wszystko się zmieniło. Wreszcie otworzyły się przede mną nowe horyzonty. Zrealizowałem coś co od dawna chodziło mi po głowie, coś co udało mi się zrobić mimo wielu przeciwieństw losu, niezdecydowania, odkładania na później, poważnych wątpliwości i lenistwa.
Oto co zrobiłem : umieściłem pierwsze fotografie w dużym banku zdjęć :)))) To naprawdę wielkie wydarzenie :)

Tak, w sumie to wstyd, że zrobiłem to dopiero teraz. Tysiące zdjęć, lepszych czy gorszych, ale jednak doskonale nadających się do sprzedaży, zalega całkowicie bezproduktywnie na moich dyskach. W ciągu roku sprzedaję zawsze trochę gotowych zdjęć i doskonale sobie zdaję sprawę, że to dobry dodatkowy zastrzyk pieniędzy. Nic tak w końcu nie cieszy jak wystawienie faktury ( najlepiej po raz kolejny ) za gotowe już zdjęcie.

Od ładnych pary lat myślałem o tym by wrzucić moje fotografie do jakiegoś banku. Ba, nawet sam taki z kumplem założyłem kiedyś. Funkcjonowaliśmy przez rok czy dwa i przez ten czas poznałem całe mnóstwo problemów jakie się z tym wiążą. Od zagadnień prawnych, przez techniczną ocenę jakości zdjęć, opis ( opis to największe utrapienie ), po przede wszystkim zdobycie materiału do banku.
Razem z Szymonem pomyśleliśmy, że skoro każdy z nas ma mnóstwo zdjęć i znamy wielu innych fotografów, którzy też mają mnóstwo zdjęć, to zdobycie fotografii nie będzie trudne.
Myliliśmy się i to bardzo. Namówienie innych fotografów by przygotowali nam swoje zdjęcia, okazało się syzyfową pracą. Wymaganie od nich, by na dodatek je dobrze opisali, było już ponad nasze siły. Dostawaliśmy więc czasem materiał zupełnie nieprzebrany, bez opisów, albo zdjęcia z ramką, napisem „Jola” i w rozdzielczości 1000×700 px.
W sumie zarobiliśmy tyle, ile włożyliśmy w ten interes, więc nie było tak źle, a przy okazji sporo się nauczyłem i poznałem trochę fajnych ludzi.

Od tego czasu myślałem, by wrzucić zdjęcia do jakiegoś dużego banku. Moje wątpliwości, budził jedynie kwestia,czy jest sens wystawiać zdjęcia po 1$ i czerpać z tego parę centów zysku, skoro to samo zdjęcie czasem udaje się sprzedać za kilkaset złotych. Otóż słowo „czasem” wydaje się być tu kluczowe :) Mimo bardzo niskiej kwoty jaką mogę otrzymać za sprzedane zdjęcie w banku, zysk ma szansę być znacznie większy. Taką mam nadzieję :)

Nie była to moja pierwsza próba. Jakiś czas temu opisywałem już na blogu moją przygodę z iStockiem.  Już prawie wtedy przeszedłem kwalifikacje, ale było to tak skomplikowane, że sobie odpuściłem przed samą metą.

Tym razem trafiłem do banku Fotolia i to całkowicie przez przypadek. Dopiero później przypomniałem sobie, że czytałem sporo dobrych opinii o nim. Postanowiłem raz jeszcze podejść do tematu i sprawdzić jak bardzo upierdliwy system przyjmowania zdjęć tu mają.
Konta założyłem w trzy sekundy, szybko przeczytałem informacje na temat wrzucanych zdjęć i już po chwili byłem gotowy by umieścić pierwsze fotografie. Spodobała mi się spora przejrzystość informacji i bardzo uproszczone w stosunku do iStocku zasady.

System w miarę szybko pobrał moje zdjęcia, ale potem musiałem w każdym zdjęciu uszeregować słowa kluczowe w/g ważności, zakwalifikować do kategorii reprezentatywnej i konceptualnej ( brzmi groźnie, ale ławo można się w tym odnaleźć ), zaznaczyć czy decydujemy się na przyznanie Fotolii wyłączności na sprzedaż zdjęć i udostępnienie na licencji rozszerzonej. I teraz już możemy czekać na kasę. No prawie, bo zdjęcia dopiero muszą być zatwierdzone do sprzedaży. Właśnie dzisiaj po 7 dniach oczekiwania moje pierwsze dwa zdjęcia zostały zatwierdzone :)
W prawdzie na razie zatwierdzili dwa zdjęcia z trzydziestu jakie już wrzuciłem, ale może teraz pójdzie już szybciej.

Po zastanowieniu zdecydowałem się dać zdjęcia na wyłączność dla Fotolii. Nie łudzę się, że w najbliższym czasie, zabiorę się za kolejny bank. Zaletą wyłączności są oczywiście wyższe prowizje. Szczerze mówiąc to niezbyt dokładnie zainteresowałem się na jakim poziomie są prowizje. Zobaczyłem tylko, że można samemu określać cenę zdjęcia w pewnych narzuconych przez Fotolię granicach, gdy już osiągnie się trochę wyższy poziom sprzedaży.
Gdy poczytam o tym dokładnie, to zreferuję Wam. A teraz cieszę się moim pierwszymi zatwierdzonymi  zdjęciami. Teraz jeszcze tylko trzeba opisać i wrzucić parę tysięcy zdjęć :)

Jak widzicie moje okna na świat są zamknięte i zakratowane. Mam nadzieję, że to nie jest proroctwo :))))

PS. W metadanych wyświetlanych przez Aperture zrobiłem sobie nową pozycję : Fotolia. Będę sobie tam zapisywał status jaki mają zdjęć w Fotolii.

PS 2. Jeżeli chcecie poczytać o moich przygodach z iStockiem to znajdziecie je tutaj :

  • Jak zarobić na zdjęciach
  • Czekam
  • Jak zarobić na zdjęciach – cz.3 czyli Jestem Godzien
  • Jak zarobić na zdjęciach – cz.2
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady
komentarz

6 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Występy gościnne czyli warsztaty Aperture w Bydgoszczy

O moim wielkim afekcie do Aperture wie już chyba każdy kto tu zagląda. To mój program nr 1, który jest mi absolutnie niezbędny do życia. Najpierw nieświadomie, potem już z pełną premedytacją zaraziłem kilka osób by używali tego programu. Michał nawet specjalnie z tego powodu przeszedł na Maki ( ach, kiedy ja wreszcie zacznę dostawać prowizję od Apple za każdego nawróconego na OS X  :))) ).

W bibliotekach Aperture trzymam wszystkie moje zdjęcia utrzymując porządek w kilkudziesięciu tysiącach fotografii, archiwizuje ich kopie ( a mam dwie lokalne i jedną dodatkową trzymaną w Bardzo Tajnym Miejscu ). Obrabiam w całości zdjęcia i to niedestrukcyjnie ( no dobrze – Gosia obrabia ), pozostawiając Photoshopowi tylko montaże i kilka bardzo zaawansowanych przekształceń. Robię portfolia w pdf’ach,  szybkie strony dla klientów do wystawienia zdjęć w internecie. Opisuję zdjęcia na potrzeby banków zdjęć ( właśnie zacząłem przygodę z Fotolią, więc niedługo to opiszę ). No i oczywiście gdy robię zdjęcia mam zawsze podpięty do aparatu komputer z Aperture, dzięki czemu widzę jak wygląda fotografia w programie, w którym potem będzie obrabiana. A to ogromna zaleta, bo nie ma ryzyka, że inny program inaczej zdekoduje RAWa.

W ubiegłym roku Kasia z Farbiarni w Bydgoszczy zaproponowała mi bym poprowadził warsztaty Aperture u niej na miejscu. Ja zgodziłem się z ochotą, bo lubię podróżować i poznawać nowe miejsca. Bydgoszcz zresztą dobrze kojarzy mi się z ciekawą sesją mebli, którą robiłem tak kilka lat temu, tylko, że wtedy nic nie zdążyłem zobaczyć bo cały czas spędziliśmy w studio :)

Samo miejsce, które jest jednocześnie i galerią i studiem fotograficznym, wygląda bardzo ciekawie. Mam nadzieję, że będą to fajne warsztaty, tak jak i poprzednich pięć edycji :)
Bardzo serdecznie zapraszam 20 kwietnia do Bydgoszczy, albo też 2 marca jak zawsze do Chorzowa.

 A jeżeli macie pytania dotyczące Aperture, to piszcie. Na ile będę mógł, to zawsze pomogę opisując problem na blogu.

Szybki podgląd, wiele wersji kolorystycznych bez zajmowania miejsca na dysku

Pędzle – jedno z najlepszych narzędzi w Aperture

Praca na pełnym ekranie

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Photoshop, warsztaty
komentarz

27 stycznia 2013

| przez Artur Nyk

Jaki to samochód? czyli pierwsza reklama

Obiecałem, że zabiorę się za fotografowanie samochodów i dzisiaj mogę przedstawić pierwszy efekt tego postanowienia. Nie będę też udawał, że ta reklama powstała od czasu tamtego postu. Sesję zdjęciową robiłem jeszcze przed świętami, a potem musiało minąć to całe świąteczne lenistwo nim zabraliśmy się za realizację reklamy :)
Ale od początku. Koncepcję tej reklamy stworzył Przemek Chmurawa z agencji Mediatec. Przemek tak jak i ja fascynuje się samochodami, choć w trochę inny sposób. Podczas gdy ja zachwycam się wyglądem, jego bardziej interesuje technika. Nasza rozmowa wyglądała więc mniej więcej w ten sposób : …z tym dieslem 163 KM robi 8,5 sekundy do setki! I trzy razy pod rząd zdobył mistrzostwo świata w wyścigach samochodów turystycznych! BMW nie miało tam nic do gadania! – mówi Przemek. I ma naprawdę ładne wnętrze, sam byłem zdziwiony – dodaję ja. 
Kilka dni później spotkaliśmy się jeszcze raz by pogadać o koncepcji reklamy i w trakcie rozmowy Przemek nagle wpadł na pomysł. Zrobimy tak : w pierwszej odsłonie reklamy pokażemy samo wnętrze  z zasłoniętym logo, ale napiszemy na temat osiągów. W drugiej pokażemy jaki to samochód.  
Daliśmy sobie jeszcze 2 dni by to przemyśleć i gdy po tym czasie nadal koncepcja podobała się nam, zabraliśmy się do pracy.
samochód

Zdjęcie zrobiliśmy w salonie MM Cars, gdzie było nam najbliżej i najłatwiej. Samochód nie był jeszcze zarejestrowany i musielibyśmy transportować go na lawecie do studia. Znacznie prościej było sfotografować go w salonie. Zrobiono nam miejsce do zdjęć w serwisie i tam mogliśmy spokojnie pracować. 

Pierwszy problem pojawił się bardzo szybko. Mój statyw okazał się po prostu za duży by włożyć go do środka samochodu. Po wielu próbach udało się w końcu znaleźć na to sposób. Jedna noga wprawdzie wystawała na zewnątrz, ale aparat znalazł się wreszcie tam gdzie miał być, a lakier i tapicerka nadal była w idealnym stanie :) Następne problemy były już znacznie łatwiejsze do rozwiązania. Musieliśmy tylko metodą prób i błędów, znaleźć optymalne położenie foteli, kierownicy i dźwigni biegów. Ze światłem poszło już szybko. Jako główne światło ustawiłem wysoko przed maską beauty dish z nałożonym jeszcze dyfuzorem z tkaniny. Lampa oświetla górę deski rozdzielczej, kierownicę, fotele i bok drzwi. Oprócz tego po obu bokach, ale tak bym nie widział ich w obiektywie, stanęły dwa softboksy – stripy, ten po lewej jest odpowiedzialny za blik na kierownicy i na srebrnych elementach deski rozdzielczej. Aby zarejestrować światło zegarów i ekranu nawigacji, wydłużyłem czas naświetlania do 0,6 sekundy.
Zrobiłem jeszcze kilka różnych naświetleń na wszelki wypadek i to wszystko. Gosia mogła pastwić się już nad obróbką, a my szukaliśmy odpowiedniego widoku za oknem.  Ponieważ nic z moich zdjęć nie pasowało, agencja znalazła w banku zdjęć, fotografię ulicy z Hong Kongu :) Miniaturkę samochodu wzięliśmy już prosto od producenta.

Dalej pozostała już typowo agencyjna robota nad projektem i tekstami. Założenie było by reklama zajmowała pół strony i była na kolejnych po sobie kartkach gazety lub ewentualnie zajęła całą stronę, wymagając jednak od czytelnika obrócenie gazety.
Cały czas unikałem jak ognia podania nazwy samochodu, liczyłem, że zastanowicie się chwilę jaki to może być samochód :) A teraz już dalej nie przedłużając, jest to : Chevrolet Cruze :) 
Reklama jest skierowana do bardzo konkretnej grupy ludzi, którzy rozglądając się za nowym samochodem, nie biorą w ogóle pod uwagę Chevroleta gdyż widzą w nim następcę Daewoo. Sądzą, że to kiepsko wykonany i o przeciętnych osiągach samochód, którego jedyną zaletą jest niska cena. Reklama ma złamać te stereotypy i zachęcić do zainteresowania się Chevroletem. Myślicie, że to zadziała?

Kliknij aby powiększyć

PS. Prawda, że ma ładne wnętrze? A takim dieslem też bym chętnie pojeździł.
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, foto mądrości, Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close