×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

12 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Czarno na białym czyli FF

Przyjechałem, popatrzyłem i sfotografowałem. A Gosia obrobiła. To była szybka realizacja w zastanej rzeczywistości.
Dwa tygodnie wcześniej posiedziałem sobie w tym samochodzie i muszę przyznać, że czułem się jakby był uszyty na moją miarę. Oczekiwałem wnętrza pięknego ale nie koniecznie komfortowego. Pamiętam   Alfę 8C, samochód obłędnie piękny, ale w środku niezbyt wygodny, a na dodatek nie umiałem z niego wysiąść. Dopiero gdy pociągnąłem za stalową linkę czyli klamkę, z siłą tak dużą, że bałem się czy jej nie wyrwę, to drzwi otworzyły się. W Ferrari FF nie ma nic z tego klimatu. Czułem tam, że jestem w super sportowym samochodzie, a jednocześnie wnętrze było tak wygodne, że dojechanie nad polskie morze w te standardowe 8-10 godzin, byłoby samą przyjemnością. W końcu do takich długich ( długich, nie zakorkowanych ) tras jest stworzony ten samochód.

Stwierdziłem, że to idealny samochód dla fotografa. W środku jest miejsce dla dwóch modelek i asystenta. Zajrzałem też do bagażnika, walizka z aparatem, druga z generatorem, para statywów, softy i komputer wejdą bez problemu. Wizażystka ze swoim wielkim kufrem musi pojechać innym samochodem :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, samochody
komentarz

12 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Czarno to widzę czyli Canon padł

To taki koszmar fotografa. Sesja, ludzie na planie, akcja, wszystko idzie dobrze i nagle zdjęcia wychodzą czarne. Po prostu czarne. Jak smoła.
Najpierw myślałem, że lampa mi nie wyzwalała, wszystko sprawdziłem, potem zrobiłem to jeszcze raz i jeszcze raz. Jak bym nie próbował robić zdjęć, efekt był zawsze taki sam. Aparat padł. Nie miałem nawet czasu zastanawiać się co się stało, tylko wsiadłem w samochód i pojechałem do domu po drugie body by skończyć sesję.
Do tej pory nie brałem nigdy poważnie pod uwagę możliwości awarii mojego aparatu. Choć przecież bardzo naiwne to jest podejście, bo zepsuć się może wszystko. A jednak do tej pory nigdy żaden  Canon się nie zepsuł ani mnie, ani moim znajomym. Obiektyw 24-105/4 L IS się psuje, to każdy wie. W moim i u wszystkich moich znajomych padł moduł stabilizacji i przysłony. Ale aparat?

Dopiero na drugi dzień miałem czas by spokojnie się przyjrzeć aparatowi. Na spokojnie jeszcze raz wszystko sprawdziłem. Zdjęcia nadal pokazywały tylko najczarniejszą czerń. Wniosek był jeden – migawka. Ustawiłem czas B, zdjąłem obiektyw, nacisnąłem migawkę i zamiast widoku matrycy, nadal mogłem podziwiać lamelki migawki….

Już sobie zacząłem wyobrażać ile kosztuje migawka do mojej „jedynki” i mój humor wcale się nie poprawiał. Zadzwoniłem do serwisu Canona, wytłumaczyłem co się stało i czekałem na wyrok : koszt migawki wyniesie milion złotych.
Tymczasem miły pan dopytał mnie o jaki aparat dokładnie chodzi. 1 Ds mk3 ? W tym aparacie producent daje gwarancje na przebieg migawki do 300.000 klatek. Jeżeli aparat ma nie większy przebieg niż tyle, to naprawimy za darmo.
Powiem, że tego się nie spodziewałem. Gwarancja na 300.000 klatek i to bez limitu czasu? Nawet koszty przesyłki pokrywa Canon.
Jeszcze tego samego dnia kurier odebrał aparat, na drugi dzień rano dostałem potwierdzenie przyjęcia do serwisu, a po 3 godzinach jakiś Japończyk czytał maila, że Arturowi Nykowi potrzebna jest nowa migawka. Mam nadzieję, że teraz leci już w samolocie :)
W jakim ja kraju żyję? W normalnym? :)

Do ideału brakuje mi tylko zastępczego aparatu na czas naprawy. I pudełeczka sushi w formie przeprosin z Japonii.

ps. Dla równowagi, na drugi dzień padł telewizor rodziców, zaraz po gwarancji.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, sesja, sprzęt
komentarz

5 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Ferrari California

Pamiętam dokładnie dzień gdy po raz pierwszy spotkałem na Katowickich drogach Ferrari. Było to ciepłe niedzielne przedpołudnie gdy na ulicach nie było prawie żadnego ruchu. Czerwona 430 pojawiła się nie wiadomo skąd za mną. Stanęliśmy razem na światłach przed wjazdem do tunelu pod rondem. Wyłączyłem radio, otworzyłem wszystkie okna w samochodzie i gdy zapaliło się zielone spokojnie ruszyłem. W tunel byliśmy tylko my i oszałamiający dźwięk silnika Ferrari. Słuchałem tego jak najpiękniejszej muzyki.

Następnego dnia miałem identyczny samochód fotografować w Częstochowie i nawet przez chwilę podejrzewałem, że to ten sam ale nie miałem racji. Nigdy więcej już nie spotkałem czerwonej 430 na katowickich numerach.

Z podobnymi emocjami przyjechałem do serwisu Ferrari by sfotografować srebrną Californię. Poprzednie dwa dni spędziłem na przygotowaniach do sesji. Przejrzałem setki zdjęć szukając odpowiedniego kąta, pod którym samochód wygląda najlepiej i miałem już głowie plan jak chcę go oświetlić. Zdjęcie miało być w półmroku, a kształt samochodu narysowany tylko kilkoma blikami.
Ponieważ pomieszczenie serwisu było całe białe, przywieźliśmy cały arsenał czarnych tkanin do wysłaniania.
Serwis idealnie przygotował już Californię do zdjęć i gdy po sprawdzeniu kilku ustawieniach samochodu ( ten dźwięk przegazowania po odpaleniu silnika…. ) zostało mi więc tylko ustawienie światła.

Najważniejsze było znalezienie bazowego światła. Zrobienie detali jest już znacznie prostsze. Mając już doświadczenia z innych sesji tego typu oświetliliśmy też samochód pod wszystkimi możliwymi kątami, jakie przyszły mi do głowy, tak na wszelki wypadek. Czasem brakuje jakiegoś jednego małego bliku, a czasem w postprodukcji okazuje się, że zaplanowane światło w jednej części nie współgra z drugą i wtedy przydaje się teoretycznie niepotrzebna klatka.
Wykorzystałem głównie ostre, standardowe czasze Elinchrom i jedynie grill i wnętrze oświetlone jest stripem. Dodatkowo kilka małych detali oświetliłem zwykłą jarzeniówką o niby białym świetle.
Aby być pewnym, że ostrość i ogniskowa nie zmieni się ani o ułamek milimetra, zakleiłem dokładnie cały obiektyw taśmą klejącą. Nie udało mi się znaleźć na tyle odejścia by założyć stałkę 50mm i musiałem zadowolić się 45mm w moim średnio ulubionym 24-105/4 L IS

Moja bazowa klatka

Gdy ja skończyłem, do akcji weszła Gosia. I już po czterech dniach i przegadanych kilku godzinach o wyższości mniejszego bliku nad większym i odwrotnie, mogłem wysłać do Ferrari gotowe zdjęcie :)
Reklama z tym zdjęciem ukaże się lada dzień i czekam na to z niecierpliwością.

A tym czasem… odbyłem dzisiaj z Gosią kolejną dyskusję nad wyborem oświetlenia zderzaka w czarnym FF. Gosia pracuje :)

Ministerstwo Głupich Kroków poleca kroki w moim wykonaniu

klient : Ferrari Katowice
fotografie : Artur Nyk
postprodukcja : Gosia Kłosowska
backstage : Michał Krawczyński

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, Elinchrom, Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

26 czerwca 2013

| przez Artur Nyk

Melduje wykonanie zadania

Tyle myślenia było, zastanawiania się i już po sesji. I jak to często bywa, gdy przyszło do realnego działania, okazało się, że nie było to takie trudne jak się wydawało.
Do zrobienia miałem tylko jedno zdjęcie samochodu. Fajnego samochodu :) Wszystko miałem już przemyślane, wystarczyło tylko zrealizować pomysł. Zdjęcie robiłem w serwisie, a nie w studio, musiałem więc na wszelki wypadek zabrać więcej sprzętu niż potrzebowałem. Tym razem nie potrzebnie, wolę jednak wozić ze sobą zbędne rzeczy niż w połowie sesji martwić się, że nie mam czegoś co akurat by się przydało.

Podobnie mam ze zrobionymi klatkami. Wolę zrobić ich więcej, w różnymi wariantami naświetlenia, niż potem stresować się brakiem potrzebnej wersji. Skutkiem ubocznym jest oczywiście nadmierna ilość materiału po sesji.  Np. po dzisiejszych zdjęciach mam około 200 klatek… Wybór tych właściwych nie jest prosty, zwłaszcza gdy poszczególne klatki niewiele różnią się od siebie.
Fotografia musi być gotowa na poniedziałek, bo idzie do druku, dzięki temu będę mógł wyjątkowo szybko Wam ją pokazać.

Jutro fotografuję następny samochód, czego znowu nie mogę się doczekać.
A na razie, tylko jedno zdjęcie zrobione po skończonej sesji. Ta szafka była idealnym stoliczkiem pod komputer :) Jak się przyjrzycie, zobaczycie, że obiektyw jest cały oklejony taśmą klejącą. Zrobiłem tak by mieć pewność, że ostrość na wszystkich klatkach będzie identycznie ustawiona.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, samochody, sesja
komentarz

25 czerwca 2013

| przez Artur Nyk

Stres przed sesją

Z sesją fotograficzną jest trochę jak z samochodem. Człowiek najbardziej się cieszy gdy go kupuje i gdy go wreszcie sprzeda. I dokładnie tak samo jest z sesją. Najpierw euforia gdy dostajemy wymarzone zlecenie, a zaraz potem zaczyna się już stres, który trwa aż do oddania gotowych zdjęć.

Pracuję już dokładnie 21 lat w zawodzie i nadal jest tak samo jak na początku. Nie ważne ile razy robiłem już podobne zdjęcia, zawsze mam jakiś mały stres z tego powodu. Gdy czeka mnie sesja gdzie będą modele, styliści, fryzjerzy, albo co gorsza klient, to już na kilka dni do przodu zastanawiam się co i jak mam zrobić by wszystko dobrze wyszło. Co z tego, że robię takie same zdjęcia siedemnasty raz? Przecież może coś nie wyjść. Ale to jest najmniejszy problem. Najważniejsze jest to czy mogę coś zrobić lepiej. Może udoskonalić światło, a może inaczej popracować z modelką, albo zmienić sposób obróbki? Taką mam naturę, że nie potrafię poprzestać na tym co dobre i co podoba się klientowi. To jeszcze musi podobać się mnie :)

W środę mam sesję, na której bardzo mi zależy by dobrze wyszła, bo temat jest z tych najciekawszych jakie tylko mogą być. Siedzę więc od kilku dni i myślę, myślę, myślę, analizuję, oglądam zdjęcia, wyobrażam sobie, znowu myślę i układam to wszystko w głowie. A i tak wiem, że na sesji będę musiał improwizować, bo nie wszystko co sobie wymyślę, musi się sprawdzić. Wiem, że będzie cała masa nieprzewidzianych problemów, które wyjdą dopiero na zdjęciach i właśnie dlatego staram się je przewidzieć :)

Podobno są fotografowie, którzy nie odczuwają stresu przed zdjęciami. Dla mnie oznacza to, że traktują swoją pracę jak taśmową, bezmyślną robotę. Gdy dojdę kiedyś do takiego etapu, to będzie to znak by zająć się czymś ciekawszym, np. malowaniem płotów.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, sesja
1 Komentarz

17 czerwca 2013

| przez Artur Nyk

Sesja na ruterze

[vc_row][vc_column width=”1/1″ css=”.vc_custom_1453163061640{border-right-width: 50px !important;}”][vc_column_text]Wprawdzie wreszcie możemy zapomnieć o chłodnych dniach, ale są tacy co ciągle marzną. Albo nawet jak jest ciepło, to i tak uwielbiają się wygrzewać.
Sesja ostatnio opanowała mój ruter. Jest jej najlepszym przyjacielem gdy tylko na chwilę zajdzie słońce. Oczywiście spędza też z nim wszystkie noce choć ciężko jest się zwykle zdecydować : głowa czy pupa? Co ma się grzać? Chyba muszę poszukać dla Sesji nowego rutera, takiego duuużego :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej

[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

do kawy
komentarz

15 czerwca 2013

| przez Artur Nyk

Jadę do Bydgoszczy

Podróże są fajne, nawet jeśli nie jedzie się bardzo daleko. Tym razem zostałem zaproszony do Bydgoszczy przez Farbiarnię by opowiedzieć o moim blogowaniu. Dlaczego akurat tam? Dwa lata temu opowiadałem o tym samym na Festiwalu Fotografii w Łodzi i tam właśnie poznałem się z  Kasią Gębarowską, właścicielką Farbiarni.
Pamiętam jak na tamtych warsztatach podkreślałem, jak istotne jest by bloga pisać regularnie…. Nie będę teraz tego komentował :)

Z Bydgoszczy, oprócz kilku miłych wspomnień mam też dwa wspomnienia ściśle motoryzacyjne. Po pierwsze tam dowiedziałem się jak bardzo drogie jest koło dwumasowe. Po drugie dowiedziałem się ile kosztują usługi w warsztatach samochodowych. Wracając z sesji do hotelu, wjechałem w gigantyczną dziurę na drodze i wykrzywiłem sobie felgę. Na szczęście niedaleko był jeszcze czynny warsztat wulkanizacyjny.
Powiedziałem szefowi co mi się stało, na co on krzyknął : Henio, zrób panu tą felgę! Pan Henio podszedł do mojego samochodu uzbrojony w wielki majzel, popatrzył krytycznie na moją felgę, po czym walną w nią kilka razy i powiedział, że gotowe. Felga rzeczywiście wyglądała całkiem dobrze i nawet jakimś cudem opona nadal była cała po tej naprawie. Udałem się do szefa z pytaniem : ile płacę?
Ten zastanowił się chwilę i powiedział : Dwa złote! Co dziwne, wracając do Katowic stwierdziłem, że felga rzeczywiście jest w dobrym stanie.

Jeżeli ktoś będzie chciał się ze mną spotkać i posłuchać na temat pisania bloga, to zapraszam na wtorek, 18 czerwca o godzinie 17:00 

do kawy, samochody, warsztaty
komentarz

2 czerwca 2013

| przez Artur Nyk

Wersja próbna Photoshopa przez 90 lat

Nie spodobało mi się nowe podejście Adobe do sposobu sprzedaży oprogramowania. Choć o sprzedaży tu już chyba nie możemy mówić, a raczej o wypożyczaniu.
W pierwszej chwili nawet pomyślałem, że to dobry pomysł. Zamiast kupować PS za dużą kasę, będzie można płacić mały abonament. Ale już po chwili dotarło do mnie, że to wcale nie jest takie fajne jak mi się wydawało.

Photoshopa kupiłem w wersji CS3 i darmowym upgradem do CS4 ( wcześniej korzystałem z – uwaga : nie śmiać się !!!! z Photoshopa Elements 3 :))))) jakoś mi starczał… ), a było to chyba z trzy lata temu. Zapłaciłem wtedy 1900 zł brutto. Wersję CS5 pominąłem bo nie znalazłem tam dostatecznie dużo udoskonaleń by zrobić upgrade. Dopiero jesienią ubiegłego roku kupiłem upgrade do CS6 za około 800 zł brutto.
Teraz musiałbym zapłacić za aktualizację 12,29 euro miesięcznie czyli około 52 zł brutto. Niby wychodzi to całkiem rozsądnie, 624 zł rocznie. Wychodzi bardzo podobnie co do kosztów jakie ja ponisosłem i jeszcze miałbym za te same pieniądze wersję CS5. Muszę jednak kupić abonament na cały rok i gdy przestanę płacić lub rok minie, zostaję z niczym. Mój CS6 zawsze mogłem sprzedać, bo był mój!

To właśnie budzi moją największą wątpliwość, nie jestem właścicielem tego co „kupuję”. Dotychczas gdy Adobe wypuszczało nową wersję, miałem wybór, mogłem nic nie płacić i używać jak do tej pory, albo zapłacić i cieszyć się najnowszą wersją. Teraz nie ma już takiego wyboru. Przestajesz płacić – przestajesz używać.

Wiem, że wiele osób podniesie argument, że za stosunkowo niską opłatą, będą mieli zawsze najnowszą  wersję programu. Ale skąd przypuszczenie, że będzie to zawsze ta sama opłata?
Do tej pory wystarczyło raz kupić pełną wersję programu, a potem płaciło się za dużo tańsze upgrady. Obecni użytkownicy PS CS3, CS4, CS5, CS6 dostają zniżkę na PS CC. Nowi użytkownicy muszą płacić 24,59 euro zamiast 12,29 euro. Nie mam pojęcia czy w przyszłości dostaną zniżkę za „kontynuację” czy już zawsze będą płacić więcej?

Mówcie co chcecie, mimo pozornych korzyści, nie podoba mi się ta idea. Orwell kłania się nam pięknie. Nie miałbym nic przeciw takiemu rozwiązaniu gdyby Adobe dał nam wybór : albo abonament albo kupno na własność.

Na razie nawet jeszcze nie zdążyłem sprawdzić czy nowy CC jest wart zapłacenia za niego. Podoba mi się nowa funkcja wyostrzania poruszonych zdjęć, ale zobaczymy jak to działa w praktyce. Inne nowe bajery, a zwłaszcza przestrzeń i synchronizacja w chmurze, nie przekonują mnie jeszcze. Przetestuję w wolnej chwili i zobaczę.

A do poruszenia tego niezbyt świeżego już tematu skłonił mnie komunikat, jaki wczoraj zobaczyłem na swoim komputerze po włączeniu PS:

Okno zamknąłem i program działał normalnie, dzisiaj znowu zobaczyłem je ponownie, ale ty,m razem dostałem tylko 30 dni :) Nie mam zielonego pojęcia dlaczego PS nagle uznał, że nie ma numeru seryjnego i jest wersją próbną ?

PS. pisząc tego posta, dostałem komunikat od Googla, że zablokowali podejrzaną próbę logowania na moim koncie. No i rzeczywiście, nie mogłem się teraz logować z Manisy w Turcji, skoro siedzę w domu…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Photoshop
komentarz

27 maja 2013

| przez Artur Nyk

Na warsztatach fotograficznych byłem

Zwykle sam prowadzę warsztaty, ale tym razem to ja pojawiłem się jako uczestnik. Decyzję podjąłem impulsywnie, tak jak decydujemy się czasem na dodatkowy batonik przy samej kasie.
Tym, co skusiło mnie do szybkiego wysłania przelewu, było słowo „motoshoot” w tytule warsztatów.
Na dodatek cena była bardzo niska, a program wyjątkowo bogaty. Trochę obawiając się, co to tak naprawdę będzie, pojechałem do Warszawy.

W studiu Sensi imprezę organizował XXLstock, jak nie trudno zgadnąć, firma tworząca bank zdjęć ( mnie też się kiedyś wydało, że to prosta sprawa… ).
Zaczęliśmy od wykładu Piotra Frankowskiego na temat sposobów fotografowania samochodów. To jeden z punktów programu, który mnie interesował, od wielu lat czytałem artykuły Piotra i byłem bardzo ciekawy, co opowie. Opowiadał interesująco i wiele z jego rad wziąłem sobie do serca. Niestety opowieści ilustrował zdjęciami i tu miałem wrażenie, że jestem w ukrytej kamerze i ktoś zaraz wyskoczy i krzyknie : żartowałem :) Pierwsze zdjęcie było ekstra, ale każde następne było antytezą tego, o czym opowiadał. Gdy mówił o wyborze ciekawego tła, pokazywał samochód na tle kiepskiego muru z przypadkową reklamą. Gdy omawiał kompozycję, samochód był przypadkowo poucinany. Siedziałem, słuchałem i nie wiedziałem co mam o tym myśleć, bo to, co słyszałem, było bardzo ciekawe, a to co widziałem… Nie pojmuję tego :)

Przez dwanaście godzin działo się bardzo dużo. Wykład o prawie autorskim, fotografowanie kilku modelek w różnych stylizacjach przy Lancii Ypsylon, pokaz specjalnych kosmetyków do szybkiego przygotowania samochodu na sesję, fotografowanie Leicami i coś, co początkowo traktowałem jako miły dodatek, a co stało się najciekawszym punktem programu – wykład połączony z ćwiczeniami prowadzony przez Miguela Gaudencio, Portugalczyka, urodzonego w Mozambiku i żyjącego teraz w Szczecinie. 
Miguel opowiadał o swoim sposobie pracy, przygotowaniach do sesji i mocno podkreślał, jak ważne jest precyzyjne wytłumaczenie modelce, czego od niej oczekujemy na sesji. Zaproponował nam, byśmy spróbowali zupełnie innego sposobu pracy ze światłem. Zamiast korzystać z błysku, mieliśmy zrobić serię zdjęć tylko na świetle zastanym, na dużych czułościach i małych przesłonach. Prawdę mówiąc, już dawno obiecywałem sobie, że zrobię taką studyjną sesję, ale jakoś nie mogłem się za to zabrać. Mam wbite w głowę przekonanie, że pracować można tylko na najniższych czułościach, co zmusza w studio do pracy na błysku. Raz już wprawdzie zrobiłem nawet komercyjną sesję wykorzystując czułości 1000 – 1600 ISO, ale nawet wtedy błyskałem.

Miguel przekonywał, że pracując na świetle zastanym mamy wielką przewagę, gdyż odpadają nam dwa problemy związane nierozłącznie ze światłem błyskowym.
Po pierwsze – nie jesteśmy skazani na oczekiwanie na naładowanie lamp. Nawet przy najszybszych lampach, możemy fotografować maksymalnie tak szybko, jak szybko ładować się będą lampy. Przy dużych mocach może to oznaczać np. 2-3 sekundowe przerwy. Przyznam, że czasem to mnie denerwuje, bo zdarzają się modelki tak dobrze pracujące, że nawet dwie sekundy przerwy wydają się koszmarnie długim oczekiwaniem. To zaburza rytm pracy i często tracę naturalność najlepszego gestu czy miny, gdy muszę poczekać jeszcze chwilę na gotowość lampy.
Po drugie, ustawianie światła błyskowego bardzo często wymaga dużej precyzji. Gdy modelka przesunie twarz lub przejdzie mały krok do tyłu, światło może się bardzo zmienić na niekorzyść. W ten sposób straciłem wiele fajnych ujęć, bo nie dało się już ich potem dokładnie tak samo powtórzyć. Tem argument przekonuje mnie więc bardzo i na pewno będę teraz dużo więcej używał światła zastanego, naturalnego lub sztucznego.

A to jedno ze zdjęć, które zrobiłem w trakcie warsztatów. Oczywiście, że na błysku dałoby się zrobić podobne zdjęcie, ale… to jest jakieś lepsze w tym przypadku. Chyba będę musiał przetestować ta same kadry na błysku i w zastanym świetle. A swoją drogą to uwielbiam ten obiektyw 50/1,4 :)

„Prawdziwe” zdjęcie, bez obróbki :)


Źródłem światła była bardzo duża octa ( nie pamiętam dokładnie, ale jakoś w granicach 150-200 cm ).

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, warsztaty
komentarz

Asystent fotografa czyli praca dla desperatów

Opublikowane w asystent fotografa, foto mądrości, porady |

28 kwietnia 2013

| przez Artur Nyk | 13 komentarzy

Kilka razy pisałem już o roli asystentów fotografa, ale dzisiaj chciałbym spojrzeć na to trochę z innej perspektywy. Pomówmy o tym jak zostać asystentem.
W ciągu dwudziestu lat mojej pracy odbyłem mnóstwo rozmów z osobami, które chciały zostać moim asystentem. W sumie przewinęło się grubo ponad pięćdziesiąt osób, ale tylko kilka zostało mi w pamięci. Byli to ci ludzie, którzy na poważnie podchodzili do swojej pracy i dobrze wiedzieli czego chcą. Cała reszta traciła po prostu czas, głównie swój własny.

Wybór fotografa to podstawa…

…bo jak się uczyć to od najlepszych. Nie ma sensu iść do byle kogo, skoro można poszukać fotografa, który robi to co nas najbardziej interesuje. Nie można wychodzić z założenia, że dobry fotograf nie będzie chciał z nami rozmawiać. Oczywiście, że ci najlepsi mogą mieć długą kolejkę chętnych, ale nie jest to powód by rezygnować. Zawsze bowiem jest szansa, że pojawimy się w dobrym momencie, gdy akurat fotograf będzie miał potrzebę zwiększenia ekipy, albo też stali asystenci zachorują, wyjadą na wakacje lub po prostu odejdą na swoje. Jak już kiedyś pisałem, trzeba czasem mieć szczęście :) Nie bez znaczenia jest też…

…poziom desperacji kandydata.

Moi najlepsi asystenci zostali nimi nie dlatego, że to ja chciałem z nimi pracować, ale dlatego, że to oni chcieli pracować ze mną. Jeśli napiszecie do jakiegoś fotografa z propozycją asystowania i nie dostaniecie odpowiedzi, to jeszcze nie oznacza, że nie jest on zainteresowany. Wysoce prawdopodobne jest, że nie miał czasu odpowiedzieć na mail. Mnie bardzo często się zdarza, że odkładam taki mail na bok by odpowiedzieć później w wolnej chwili, a ponieważ taka nie nadchodzi, zapominam o nim. Tak na marginesie, ostatnio przez tydzień nie sprawdzałem maili na laptopie i gdy go w końcu włączyłem, zobaczyłem info : 1029 nieprzeczytanych mail i to już z odfiltrowanym spamem :) Jeżeli więc nie dostaniecie odpowiedzi, napiszcie po tygodniu lub dwóch kolejnego maila. W końcu dostaniecie odpowiedz i może fotograf zaprosi na….

…pierwszą rozmowę.

To zdecydowanie jeden z najtrudniejszych etapów kariery asystenta. Krótka rozmowa może zdecydować o być albo nie być. Jedni fotografowie będą chcieli zobaczyć portfolio, inni spytają o znajomość sprzętu albo o powód wyboru właśnie tego fotografa. Warto się do takiej rozmowy przygotować i dowiedzieć się jak najwięcej na temat swojego przyszłego bossa. Nie ma nic bardziej denerwującego, niż gdy przychodzi do mnie taki delikwent na rozmowę i pyta jaką fotografią się zajmuję…
Dobrze jest powiedzieć, które zdjęcia fotografa najbardziej przypadły nam do gustu, przyznać się szczerze co już umiemy, a czego chcemy się nauczyć. Jeżeli będziemy mieli trochę szczęścia fotograf obieca, że będzie o nas pamiętał przy najbliższych sesjach.
Tu ważna sprawa. Trzeba założyć, że fotograf jednak nie będzie pamiętał :) Ja od pewnego czasu stosuję zasadę, że daję szansę wielu ludziom, ale sprawdzam kto jest rzeczywiście zdesperowany. Jeśli ktoś bardzo chce ze mną pracować, to będzie się przypominał, aż zabiorę go na sesję.
Wtedy okaże się, czy wie ….

…. na czym polega praca asystenta

Aby zostać asystentem najpierw trzeba wiedzieć po co się nim zostaje. Sporo ludzi ma nikłą wiedzę jak wygląda praca przy sesjach i wyobraża sobie, że asystent zajmuje się fotografowaniem. Tymczasem asystent robi wszystko poza fotografowaniem. Trzeba być przygotowanym, że na początku będziecie zajmować się tak kreatywnymi zajęciami, jak noszenie walizek ze sprzętem, myciem podłogi i oczywiście robieniem kawy. Z czasem zostaniecie dopuszczeni do bardziej odpowiedzialnych zadań jak zwiększenie mocy lampy, by wreszcie na koniec osiągnąć poziom Nieba Asystentów. To poziom, na którym fotograf powie : postaw mi tam jakieś światło do portretu, a Wy zrobicie to w trzy minuty, przypilnujecie wizażystkę i popijając kawę rzucicie w jego stronę uwagę : chyba nie chcesz tego robić tym obiektywem?
Niestety w Niebie nie da się za długo przebywać, bo robi się nudno i człowiek musi zejść na ziemię by…

…rozpocząć karierę fotografa.

Na początek warto znaleźć sobie asystenta, przecież nie będziecie sami nosić walizek ? :)

Follow on Bloglovin

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close