×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

do kawy

14 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Przychodzi baba do fotografa…

Są kawały o lekarzach, prawnikach, policjantach  i babie u lekarza, ale czy są o fotografach? Nigdy takich nie słyszałem i postanowiłem trochę poszukać i sprawdzić to. Kilka fajnych znalazłem, część  jest hermetyczna, inne są zrozumiałe dla wszystkich. Najważniejsze, że jednak są :)
Oto co znalazłem z pomocą Pana Gógla, największy zbiór był już gotowy na stronie www.ziolek.pl, a kilka jeszcze gdzieś w różnych miejscach. 


Fotograf – specjalista od aktu pije z modelką herbatę i prowadzi rozmowę. Nagle rozlega się dzwonek u drzwi. Fotograf zrywa się na równe nogi i szepce:
– Szybko, niech się pani rozbiera! To na pewno moja żona.


Po defiladzie młody fotograf zagaduje starszego: Widział pan? Zrobiłem 560 zdjęć, coś się z tego wykorzysta i wstawi do internetu. A pan ile zrobił?
– Zrobiłem 3 zdjęcia.
– Tylko trzy? czemu tak mało?
– Bo umiem robić zdjęcia.



Ogłoszenie w gazecie:
„Sprzedam tanio i szybko kompletny zestaw sprzętu fotograficznego: numer telefonu 555 123… Jeśli słuchawkę podniesie mężczyzna, należy powiedzieć pomyłka”.


– Co przedstawia ta fotografia, wschód czy zachód słońca? – pyta męża na wystawie pani Mądralowa.
– Zachód, oczywiście! – odpowiada pan Mądrala.
– Skąd ta pewność?
– Znam tego fotografa: nigdy nie wstaje przed dziesiątą rano…


Rozmawia dwóch maniaków fotografii
– byłem wczoraj na imprezie, poznałem fajną dziewczynę…
– no i co dalej?
– no poimprezowaliśmy trochę, potem poszliśmy do mnie…
– no no….
– usiadła na łóżku, zaczęła się powoli rozbierać…
– ymmmm
– więc wziąłem ten średni format co ostatnio kupiłem i robię foty, potem…
– NO CO TY MASZ NOWY APARAT!? Z JAKIM OBIEKTYWEM?



– Ale błyska z nieba!
– Będzie burza… albo aktualizują zdjęcia na Google Earth.



Na drugi dzień po sesji modelka zaprosiła fotografa na obiad. Przed obiadem fotograf zaprezentował zdjęcia, modelka ogląda i mówi:
– Musi pan mieć bardzo dobry aparat.
Fotograf nie zareagował. Po obiedzie kobieta pyta czy smakowało, fotograf odpowiada:
– tak bardzo, musi pani mieć bardzo dobre garnki.



Dwaj mali chłopcy wpadają do sklepu:
– Szybko! Nasz tata wszedł na gniazdo os!
– Chcecie kupić maść?
– Nie! Film do aparatu.



Maksyma fotografującego niedźwiedzie: „Nie musisz być szybszy od niedźwiedzia, wystarczy, ze będziesz szybszy od swojego asystenta”.


Wchodzi matematyk do sklepu fotograficznego
– Poproszę film do aparatu
– 100/36?
– 2,777777…



Do urzędu komunikacji przychodzi blondynka przerejestrować samochód. Urzędnik udziela informacji i prosi o zdjęcie tablic. Po kilku godzinach, zadowolona blondynka przybiega z fotografią tablic…


Na grupę japońskich turystów jadących autokarem napadli nieznani sprawcy. Policja dysponuje 300 zdjęciami napastników.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

7 grudnia 2010

| przez Artur Nyk

Tłumacz

Mam taki jeden ulubiony sklep w internecie, gdzie zawsze mogę liczyć na jakiś fajny tekst. Sklep jest zagraniczny i teksty są pewnie tłumaczone automatycznie. Dzisiaj rozglądając się za małym aparatem, znalazłem taki :

 S90 marki Canon jest niewielki i posiada wspaniałą moc optyczną.
PowerShot marki Canon zawiera obiektyw szerokokątny z przysłoną f/2, co pozwoli na wspaniałą penetrację światła im tym samym bogaty obraz.
Jego duża przysłona pozwala na skorzystanie z podwójnego systemu przeciw hałasowi. S90 umożliwi wykonanie wyraźnych zdjęć bogatych w szczegóły.

Byłoby mi pewnie trudno samemu ułożyć coś równie bezsensownego tekstu :) A teraz wyobraźcie sobie, co potrafią napisać na temat jakiegoś bardziej zaawansowanego sprzętu. Kiedyś tak mnie to rozbawiło, że napisałem do nich z propozycją pomocy w tłumaczeniu opisów aparatów. Oczywiście nigdy nie dostałem odpowiedzi.
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, do kawy
komentarz

30 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Wykład czyli zawsze na ostatnią chwilę

Wszyscy moi znajomi wiedzą, że zawsze się spóźniam. Niektórzy nawet umawiając się ze mną, podają mi specjalnie wcześniejszą godzinę, wiedząc, że gdy się spóźnię to będę na czas.

Dosyć podobnie mam z wszelkimi przygotowaniami. Zawsze robię to na ostatnią chwilę. Po co uczyć się do matury? Mam jeszcze trzy dni. Dlaczego mam już sprzątać? Goście przychodzą dopiero za godzinę. Po co składać dziś PIT, skoro czas jest do jutra? Zły przykład, tak wszyscy robią.

Generalnie jednak takimi kategoriami myślę. Jutro (wtorek 30.11) mam wykład w Muzeum Śląskim o fotografii reklamowej. W czwartek postanowiłem: w sobotę przygotuję się do niego! W sobotę stwierdziłem: eee, może raczej w niedzielę. W niedzielę pomyślałem: już późno, zrobię to w poniedziałek. Mamy właśnie poniedziałek. Jak już domyśliliście się, dzisiaj też nic nie zrobiłem. Ale mam usprawiedliwienie, miałem dużo pracy, no i jeszcze w końcu został mi wtorek rano :)
Moje postanowienie na dzisiaj brzmi: od rana pracuję!!! Naprawdę!

Będzie to wyglądało mniej więcej tak:
9:00 – fajnie, mam dużo czasu
9:30 – nawet bardzo dużo czasu
10:00 – to może kawa
10:30 – zobaczmy, jakie materiały już mam
11:00 – o jakie fajne foty sobie kiedyś zapisałem, hmm zainspirowało mnie to do nowej sesji..
11:30 – i potem jeszcze mógłbym zrobić takie ujęcie… o kurde, miałem przygotować się do wykładu
12:00 – dobra, opowiem o Horowitz’u, Demarchelie i tym, no, jak on się nazywa???
12:30 – fajne ma te foty, O! tych nie znałem. Aha , mam się przygotować
13:00 – no dobra robi się późno, to teraz konkretnie
13:30 – głodny jestem…
14:00 – zaraz, jak by poukładać te zdjęcia?
14:30 – kawa dobrze mi zrobi, będę szybciej pracował!
15:00 – jaki był dokładnie temat wykładu??????
15:30 – a te foty to Avedon czy Newton? Może lepiej ich nie pokażę…
16:00 – już 16????!!!!, muszę lecieć, po drodze coś wymyślę……..

No to do zobaczenia w muzeum :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

29 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Muszę iść do wojska

Wszystko zaczęło się od wizyty u lekarza. Niejako mimochodem lekarka spytała mnie, czy byłem w wojsku. Nie, nie byłem. O, to muszę panu wypisać skierowanie na komisję. Ale po co? Poza tym mam kategorię A3, po co mam iść na jakąś komisję? O, to tam, pan wszystko wyjaśni na pewno, ale musi pan iść.

No i nie wiem jak to się stało ale wylądowałem razem z innymi rekrutami w koszarach. Jedynym pocieszeniem w tej fatalnej sytuacji było to, że spotkałem tam Tomka. Szybko też zauważyliśmy dziwną rzecz. Wszyscy nowi rekruci byli fotografami!
Zakwaterowali nas w jakimś kiepskim baraku z dykty, ale wyglądało na to, że jesteśmy tu jedynie przejściowo. Nie rozumiałem też innej kwestii. Ciągle nie pojawił się żaden oficer, nikt nie mówił nam też, co z nami chcą zrobić. Zresztą, nie miało to dla mnie większego znaczenia. Perspektywa spędzenia kolejnych dwóch lat w wojsku, w obojętnie jakim charakterze,  napawała mnie przerażeniem. Dwa lata kompletnie stracone!
Odciągnąłem Tomka na bok. Stary, musimy coś zrobić, przecież nie będziemy tu siedzieć dwa lata! No ale co zrobimy, uciekniemy?
Wcale tej ewentualności nie wykluczałem. Nie mogłem sobie darować, że w tak głupi sposób przyznałem się przed lekarką, że nie byłem jeszcze w wojsku. Jak mogłem tak dać się namówić, by iść dobrowolnie na komisję? Muszę coś zrobić, muszę stąd uciekać!

Pojawili się jacyś żołnierze, byli wyluzowani i spytali się, czy nie zagramy z nimi w kosza? Coś mi tu nie pasowało. Nie potraktowali nas jak koty!
Tomek poszedł zagrać i spróbować coś nich wyciągnąć. Może wiedzą, o co tu chodzi? W sumie nawet sporo się dowiedział. Nie mogli nam nic konkretnego powiedzieć, ale słyszeli, że wojsko ściągnęło nas, by na drodze konkursu wyłonić z nas najlepszego fotografa. Nie wiedzieli tylko po co armii fotograf? Było nas 504, spora liczba. To musiało być coś poważnego. Tym bardziej nie podobało mi się to…

Długo dochodziłem do siebie, nie wiedziałem o co chodzi. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie z wielką ulgą – to był tylko sen!!!! Rany, jaki realistyczny!
Jak dobrze, że nie muszę spędzić dwóch lat w armii. Jak dobrze, że to tylko śniło mi się dzisiaj w nocy, po wieczorze bułgarskim. Że to był tylko sen. Powered by Primator.

Może nie powinienem już więcej tego pić :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

27 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Po co nam zima?

Zawsze byłem wielkim przeciwnikiem zimy od czasu, gdy ojciec zabrał mnie kiedyś na sanki. Było pięknie, mnóstwo śniegu, na pewno było fajnie, ale najbardziej zapamiętałem, jak bardzo było zimno. Od tego czasu zawsze miałem nadzieję, że doczekam się czasów, gdy zimy będą nielegalne.

Gdy trochę już urosłem i zapomniałem, jaka zima jest zła, wymyśliłem razem z moim przyjacielem Adamem, że zimowa szkoła przetrwania to jest to, o czym zawsze marzyliśmy. Pojechaliśmy w Beskidy na tydzień zajęć prowadzonych przez Piotra Van Der Coghena, który wtedy rozkręcał dopiero swoją szkołę. Przez pierwsze dni było fajnie, biegaliśmy po lasach, uczyliśmy się korzystać ze sprzętu wspinaczkowego, chodzenia w karplach, a nocami słuchaliśmy długich opowieści Piotra o górach i ratownikach.
Aż któregoś dnia Piotr zapowiedział nam, że idziemy nocować w namiocie na Babią Górę.
To taki żart prawda?  Nie, jutro idziemy – stwierdził Piotr.

Obładowani sprzętem czuliśmy się prawie jak zdobywcy Himalajów. Nie wiedziałem tylko, że bycie zdobywcą to taka trudna praca. Wyszliśmy z Markowych Szczawin, najpierw na szlaku Akademickim było łatwo i przyjemnie. Ale gdy w pewnym momencie odbiliśmy, by wspinać się na przełaj, już tak łatwo nie było. Na zmianę torowaliśmy sobie drogę w śniegu do pasa. Karple niby nam pomagały nie zapadać się w śniegu, ale wyobraźcie sobie chodzenie z czymś, co przypomina XIX-wieczne rakiety tenisowe, przywiązanym do nóg. Potem, gdy mogliśmy już je zdjąć, wcale nie było lepiej, bo zamiast kopnego śniegu był lód. Mieliśmy raki ze sobą. Równie nowoczesne co karple. Do dzisiaj pamiętam ich paski, które za nic na świecie nie dawały się zapiąć na tym mrozie.

Gdy w końcu po wielu godzinach znaleźliśmy się na szczycie, było okropnie zimo, wiał bardzo silny wiatr, padał śnieg, a do domu było daleko. Mieliśmy dwa namioty na sześć osób, szybko okazało się, że jeden nieśliśmy zupełnie niepotrzebnie. Stawianie tego drugiego wyglądało tak: Stawiamy – wieje wiatr – namiot leży – stawiamy – wieje wiatr – namiot leży – stawiamy…

W końcu Piotr zdecydował, że przenosimy się trochę niżej, gdzie tak nie będzie wiać. Zostawiliśmy plecaki, zeszliśmy niżej, gdzie udało nam się postawić namiot. Idziemy po plecaki, wracamy i znowu to samo, namiot leży. Stawiamy go po raz kolejny, tym razem robiąc dodatkowe odciągi ze wszystkich czekanów. Wchodzimy po kolei do środka. Jest ciasno, ale robimy herbatę i czujemy się jak w pięciogwiazdkowym hotelu.
Rano jakby ciaśniej się zrobiło. To między namiotem, a tropikiem nawiało metr śniegu i w ten sposób natura sama zrobiła nam igloo. Wyjście na mróz rano było wyczynem na miarę zdobycia Arktyki.

Gdy wracaliśmy, było mi tak zimno, że po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: NIGDY WIĘCEJ NIE PÓJDĘ ZIMĄ W GÓRY!!! Powtarzałem to sobie tak długo, aż zeszliśmy niżej, zaświeciło słońce i stwierdziłem, że w sumie jest fajnie :)

W schronisku dowiedzieliśmy się, że w nocy na szczycie było minus 33 stopnie…. Ja odmroziłem sobie duży palec u nogi (trochę z własnej winy…). Zimę znienawidziłem od nowa i zacząłem znowu czekać na zmianę klimatu.
Ale mimo wszystko tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, były zdjęcia, które rano tam zrobiłem. Założyłem wtedy pierwszy raz w życiu slajd wywoływany w procesie E-6. Nie był to żaden Kodak, ani Fuji, tylko bardzo markowy film Quelle :)  Jednak na mnie kolory, jakie zobaczyłem po wywołaniu, zrobiły piorunujące wrażenie. Więc to tak wyglądają kolory???? Niesamowite!!! Do tej pory używałem tylko slajdów ORWO, których kolory były po prostu orwoskie. Jeżeli nic Wam ta nazwa nie mówi, to bardzo dobrze, nic nie straciliście.

Zima już zawsze będzie kojarzyć mi się z tamtymi slajdami, a w pamięci mam tamten KOLOR.
Po co nam więc zima? Nie wiem. Ale skoro już jest, to trzeba ją fotografować.

Piotr szykuje sprzęt na naszą wyprawę
Marta szykuje kurtkę

Wyruszamy w kolorach ORWO
Jeżeli ORWO nie zażółcało czasem to tylko dlatego, że akurat wtedy zaniebieszczało
I niestety, chwilowo nie zobaczycie zdjęć ze sławnego filmu Quelle do czasu, gdy znajdę płytę z oprogramowaniem do mojego skanera…… 
Czy komuś pożyczałem???
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

25 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Przypomniałem sobie o czym zapomniałem

Po dwóch dniach intensywnej pracy, dzisiaj zrobiłem sobie dosyć luźny program dnia. Przesiedziałem w miłej atmosferze parę godzin w Muzeum Śląskim, gdzie uzgadnialiśmy szczegóły mojego wykładu w przyszłym tygodniu. Potem spotkanie ze znajomymi w pubie (gdzie nadal wszyscy palą) i parę telefonów. Ogólnie miło i leniwie spędziłem ten dzień.

A teraz zabierając się za pisanie dzisiejszego odcinka, nagle zacząłem sobie przypominać, co miałem zrobić.
Zapomniałem, że umówiłem się z Danielem na spotkanie. Chyba nie będę już dzwonił z przeprosinami po północy, bo jutro musiałbym przepraszać za ten telefon z przeprosinami.
Zapomniałem znaleźć Tomkowi sprzęt do nagłośnienia nowego salonu (już wiecie, że to moje hobby).
Zapomniałem przeanalizować umowę, którą dostałem.
Zapomniałem zrobić przelewy.
Zapomniałem o wizycie u księgowych.
Zapomniałem rano wrzucić na FB zwyczajowy link z bloga (dzięki Andrzeju za przypomnienie :))
Zapomniałem telefonu u rodziców, gdy wpadłem do nich na chwilę.
Zapomniałem o kilku telefonach, które miałem zrobić.
Zapomniałem o czymś tam jeszcze ( już nie pamiętam o czym…)

Ale za to jaki miałem spokojny i miły dzień :)))))) Może jutro też o czymś zapomnę ?

do kawy
komentarz

22 listopada 2010

| przez Artur Nyk

O inspiracji czyli gromadzeniu

Pisałem już kiedyś, jak wymyślam zdjęcia, pijąc kawę i słuchając Yello. Mam też jeszcze jeden sposób na wspomaganie procesów wymyślowych :) Jest prosty, tani i efektywny, trzeba tylko na niego wpaść.
Ja niestety sam na to nie wpadłem, a podpowiedział mi to mój agent Adrian. Kazał mi gromadzić po prostu wszystkie fajne zdjęcia, jakie znajdę. I to jest cały przepis.

Adrian przysłał mi dużą kolekcję zdjęć o najróżniejszych tematach, ja od tego czasu konsekwentnie ją powiększam (dzisiaj dodałem 7 zdjęć). Po prostu przy każdej okazji, gdy przeglądam internet i widzę jakieś zdjęcie, które w jakiś sposób przyciąga moją uwagę to je zapisuję (niestraszne mi też strony flashowe, bo maki mają wbudowany mechanizm zapisywania fragmentu ekranu).
Potem dzielę je tylko na kilka podstawowych kategorii i baza pomysłów gotowa. Nie gromadzę tylko zdjęć profesjonalnych, czasem można coś ciekawego znaleźć też na zdjęciach totalnie amatorskich.
Mając taką bazę, sięgam do niej, gdy szukam inspiracji, zastanawiam się, jak inni fotografowali dany temat albo by pokazać komuś, o jaki efekt mi chodzi.

A jak mają się do tego prawa autorskie? Każdy może wejść na moją stronę i zapisać sobie jakieś zdjęcie na swoim komputerze, może je nawet opublikować na swojej stronie pod warunkiem podania, że to ja jestem jego autorem. Może nawet napisać, jak bardzo jest to fatalne zdjęcie. I wszystko będzie zgodnie z prawem. Nie może jedynie użyć tego zdjęcia do do celów reklamowych, jako ilustracji itp. Tak kiedyś zrobiła jedna z sieci sklepów obuwniczych, ale co z tego wynikło, to już temat na inną historię :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, do kawy, porady
komentarz

19 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Kręcimy reklamę czyli jak powinna wyglądać śmieszna reklama proszku do prania

Wczorajszy wpis na temat haseł reklamowych wzbudził trochę emocji. Udowodnimy więc sobie, że stworzenie reklamy jest przecież banalnie proste i każdy może to zrobić. Nawet ja.

Po pierwsze wybierzmy temat, jakiś popularny, np. proszek do prania. To chyba najbardziej nudny temat  reklam. Nie ma nic bardziej zajmującego, gdy pani w ciuchach odprasowanych do granic możliwości, na wysokim obcasie, wyjmuje z pralki wyprasowaną białą koszulę i zachwyconym głosem opowiada o arktycznej bieli kołnierzyka. No i obowiązkowo słowa nie mogą być zsynchronizowane z ruchem ust, bo przecież reklama jest niemiecka.

Zróbmy to po swojemu.

Scena pierwsza – Facet wraca z pracy, idzie ulicą w białej koszuli. Nagle, przejeżdżający samochód ochlapuje go wodą z kałuży (brudną oczywiście). Facet stara się odskoczyć na bok, choć i tak już jest mokry. Tu wpada na młodą kobietę, która akurat poprawia szminką usta. Ona robi mu wielką czerwoną kreskę na koszuli (jak szminka to musi być przecież czerwona). Odruchowo znowu odskakuje i plecami uderza w drzewo. Z drzewa spada na niego ptasie gniazdo z jajami, które oczywiście rozbijają się na nim. Z wrażenia facet potyka się i upada na  trawę, kończąc kolekcjonowanie plam.
A skoro mamy już wszystkie potrzebne plamy, idziemy dalej.

Scena druga – Wściekły i kompletnie brudny facet wchodzi do domu. Zrzuca z siebie całe ubranie i tylko w bokserkach idzie z nim do łazienki. Tam wrzuca wszystko do pralki (prawdziwy facet przecież nie zna się na praniu i nawet nie pomyśli o sortowaniu kolorów). Rozgląda się teraz za proszkiem, w końcu go znajduje, ale nie wie ile i gdzie ma go nasypać. Po chwili namysłu wrzuca całe opakowanie razem z kartonikiem do środka pralki. Włącza pralkę i wychodzi.
To było rozwinięcie akcji, a teraz czas na finał.

Scena trzecia – Kobieta wraca do domu i widzi swojego faceta, który siedzi tylko w bokserkach na sofie, z piwem w ręku i ogląda mecz, zapominając o całym świecie. Nie zauważył, że piana wydobywająca się z pralki wypełniła już większą część mieszkania i przybywa jej coraz więcej z każdą chwilą.
Ale właśnie mają strzelać decydującego karnego. Kobieta zaczyna krzyczeć na niego i biegnie w jego kierunku wściekła, że doprowadził mieszkanie do tego stanu. Już ma mu przeszkodzić w obejrzeniu decydującego momentu meczu, ale ślizga się, upada, a  piana wygłusza jej krzyki. Pada decydująca bramka z karnego.

Na ekranie ukazuje się finalna plansza reklamy z obowiązkowym opakowaniem i hasłem: ” Proszek, który zapewni ci spokój”
Na koniec jeszcze dwusekundowa scena, jak razem tarzają się w pianie i śmieją się.

Głupie? Raczej tak :) Skuteczne? Pewnie nie. Ale ja wolałbym, by reklamy proszków wyglądały właśnie tak. Wtedy kupiłbym taki proszek. Gdybym miał pralkę :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, reklama
komentarz

18 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Dobre hasło to podstawa

Uśmiałem się dzisiaj nieźle, gdy zobaczyłem wielki billboard koło mojego studia. Był na nim jakiś kandydat na prezydenta Chorzowa, nazwiska nawet nie zapamiętałem, bo całą swoją uwagę skupiłem na próbie zrozumienia hasła wyborczego. Przeczytałem je ze trzy razy, ale nie byłem mądrzejszy, niż na początku. Przyzwyczaiłem się, że kandydaci obiecują, co zrobią albo co im się nie podoba. Nie zdziwiłby mnie więc napis typu: „Dom z ogródkiem dla każdego” albo „Zlikwiduję Straż Miejską”. Ale tu napis nic nie obiecywał, ani niczemu się nie sprzeciwiał.
Brzmiał po prostu tak: ” Mikołajki, Święta, Nowy Rok z nowym prezydentem”

Że co??????!!!!!!?????? Chyba jestem za mało inteligentny, by zrozumieć, co miało to znaczyć. Mam wrażenie, że copywriter wymyślił to hasło o 3 rano, w trakcie imprezy, gdy nagle przypomniało mu się, że miał wczoraj wysłać copy do zatwierdzenia.
Druga wersja, jak to powstało, równie prawdopodobna, jest taka, że osoba odpowiedzialna za kampanię stwierdziła tak: „Tego, co jest napisane i tak nikt nie czyta, to napiszcie cokolwiek, byle szybko wydrukować plakaty”.

Tak się to kończy, gdy za reklamę biorą się amatorzy.
A może przesłaniem tego hasła było: „Jak mnie wybierzecie to robię dla was trzy imprezy, w Mikołajki, Święta i Nowy Rok”?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

11 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Krótko, szybko i nie na temat

Tak już musi być, że raz jest górka, a raz dołek. Wczoraj pisałem długo i było dużo zdjęć, więc dla równowagi dzisiaj będzie odwrotnie, czyli będzie krótko i tylko dwa zdjęcia.
Byłem dwa aparaty cyfrowe temu, (okres jednego aparatu to od 1,5 do 2,5 roku – łatwiej mi określić czas po modelu Canona, jaki wtedy miałem, niż podać konkretną datę) na biennale sztuki w Wenecji.
W wejściu do głównego pawilonu wisiał piękny kryształowy żyrandol. Oświetlony jeszcze częściowo słońcem, na tle ciemnej czeluści wnętrza. Prezentował się doskonale.

I dopiero, gdy podszedłem bliżej, zrozumiałem, skąd bierze się jego wewnętrzne piękno. Nic nie jest tym, czym się wydaje.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz
← 1 … 10 11 12 13 14 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close