×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

do kawy

3 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Jestem za głupi czyli o sztuce nowoczesnej raz jeszcze…

Wracam powoli do normalnego trybu pisania codziennie…. mam nadzieję:) Rozleniwiłem się ostatnio, to fakt, za to spędzałem czas bardzo przyjemnie :)

Jednym z efektów była wizyta w MOCAKu, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Miałem od dawna wielką ochotę zobaczyć to muzeum, głównie z powodów architektonicznych. I rzeczywiście, muzeum zachwyca. Nie ma tu mowy, byśmy mogli mieć kompleksy w porównaniu z innymi muzeami tego typu na świecie. Mimo swojego ogromu, budynek jest bardzo kameralny. Czysta forma architektoniczna pozwala na ekspozycje każdej możliwej formy sztuki.

Kontynuuj →

architektura, foto mądrości, sztuka
komentarz

29 grudnia 2011

| przez Artur Nyk

Cudowny kalendarz

Właśnie dotarł do mnie kalendarz z moimi fotografiami, który pięknie wydało Centrum Usług Drukarskich, czyli CUD. Jest 12-stronicowy i ma  niezwykły format 17×100 cm. Własny kalendarz zawsze cieszy :)
Projekt zrobił Bronek Józefiok, z którym współpracuję od dawna. Jego autorstwa jest też logo Fotografii Pro.
Kalendarz jest oczywiście po to, by wisieć u kogoś na ścianie. Przygotowuję teraz listę moich współpracowników i klientów, którzy go dostaną. Ale uda mi się też wygospodarować 5 egzemplarzy, które będę mógł rozdać moim Czytelnikom. Jeżeli więc macie na niego ochotę, zostawcie komentarz do tego postu. Jeśli więcej osób będzie chciało go mieć, odbędzie się losowanie. Oczywiście w obecności Komisji Pilnującej By Było Jak Trzeba :)

Dziękuję Wszystkim, którzy wyrazili chęć posiadania mojego kalendarza :) Oto oficjalne wyniki głosowania:

Zgodnie z kolejnością komentarzy, są to :

1. Artur
2. Hattu
3. Ttphotography
4. Amsixtyseven
5. Leszek

Zwycięzców proszę o kontakt na mail artur (at )arturnyk.pl Gratuluję :)))
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, realizacje
komentarz

3 grudnia 2011

| przez Artur Nyk

Ruchome zdjęcia

Znalazłem dzisiaj na portalu motoryzacyjnym, ciekawe zdjęcia nowego Citroena DS5. Na zamówienie brytyjskiego przedstawicielstwa Citroena, zrobił je James Lipman.
Niby gif nie jest niczym nowym, a jednak pierwszy raz widzę bardzo konkretne zastosowanie tej techniki na pograniczu filmu i fotografii.
W większości sytuacji podobają mi się uzyskane efekty, ale nie zawsze. O ile spadające krople wyglądają bardzo naturalnie, kręcenie kierownicą jeszcze też jest w porządku, to przechodzień odbijający się w oknie już trochę mnie razi. Dziwnie bardzo wygląda, że podczas gdy on idzie, dwie inne osoby są nieruchome.

W pierwszej chwili stwierdziłem, że to znakomity pomysł, by w ten sposób wzbogacać zdjęcia o elementy ruchu. Jednak, im dłużej przyglądałem się temu, tym bardziej pojawiały się wątpliwości…
Coś mi w tym po prostu nie pasowało. Jest w tym pewna sztuczność. O ile jesteśmy już przyzwyczajeni do nawet najbardziej nierealnej fotografii, nic już też nas nie zadziwi w w filmie, to w tym przypadku podświadomie wiemy, że coś jest nie tak. Jest jakaś subtelna różnica między nieruchomym obrazem w filmie, a nieruchomym obrazem na fotografii. Obraz filmowy nigdy chyba nie jest aż tak stabilny i nieruchomy jak na fotografii. Gdy więc jednocześnie widzimy filmowy ruch i stabilność fotografii, nasz mózg jest zdezorientowany. Trochę też nie podoba mi się, że ruch jest zamknięty w pętli, wiem, że taka jest specyfika formatu gif, jednak gdyby dało się „uruchomić” zdjęcie tylko w momencie naciśnięcia przez oglądającego, to sądzę, że efekt byłby lepszy.

Wydaje mi się jednak, że sama idea takich fotografii jest jak najbardziej ciekawa. Na pewno ten kierunek ma szanse się rozwinąć i pozbyć dzisiejszych niedoskonałości. Sam w sumie może pomyślę o tego typu rozwiązaniach :)

Jeżeli widzieliście gdzieś jeszcze tego typu zdjęcia lub sami je zrobiliście to dajcie znać.

fot. James Lipman

Kontynuuj →

do kawy, samochody
komentarz

24 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Kupuję damską nogę

To, co uwielbiam w moim zawodzie, to abstrakcyjne sytuacje, które inaczej by się nie zdarzyły…
Trochę przy okazji, mój stały klient poprosił mnie, bym zrobił zdjęcia na potrzeby złożenia wniosku patentowego. Razem z zespołem inżynierów wymyślił bowiem jakąś kosmiczną skarpetkę naszpikowaną nowymi technologiami i musiałem zrobić serię zdjęć, ilustrujących jej działanie. Wiem, gdy piszę  „działanie skarpetki” to brzmi to trochę dziwnie, ale nie mogę oczywiście ujawnić teraz szczegółów technologii :)

Potrzebowałem do tego tylko jedną rzecz: damską nogę. W sumie nie jest to nic bardzo trudnego do zdobycia.  W Polsce żyje chyba z 20 milionów kobiet i każda z nich ma dwie nogi nawet. Ja jednak potrzebowałem nogę, która nie będzie się ruszać i która będzie do dyspozycji o każdej porze. Innymi słowy, potrzebowałem nogę manekina.

Idąc dzisiaj na obiad, wybrałem się do sklepu, gdzie mają same pupy, szyje, ręce, biusty, no i nogi. Wybrałem sobie jedną, która mi się spodobała, pan wsadził ją do przezroczystej reklamówki i wyszedłem na ulicę.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że ludzie patrzą na mnie z lekkim rozbawieniem… No tak, wyobraziłem sobie, jak wyglądam i zacząłem żałować, że nie mogę zrobić zdjęcia samemu sobie :)
Poczułem się, jak w filmie Bareji  :)

Po drodze najpierw wszedłem do jakiegoś sklepu, gdzie płacąc, musiałem mieć obie ręce wolne. Położyłem więc nogę na ladzie, co wzbudziło spory śmiech ekspedientki. Proszę, jak łatwo wywołać uśmiech, zacząłem lubić tę nogę…
Gdy wszedłem do knajpy, powitał mnie komentarz: Ale noga!!!

Podjąłem decyzję… od jutra będę wszędzie chodził z moją nową nogą. Będąc posiadaczem dobrej nogi, znacznie łatwiej mogę  nawiązywać znajomości :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

17 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Przemogłem się

Dzisiaj doszło do mnie, że niestety, ale nie mogę już dłużej udawać. To się stało i koniec. Nie ma już odwrotu… Trzeba powiedzieć sobie jasno… Idzie zima….
Zrozumiałem to dzisiaj, skrobiąc szyby w samochodzie.

Rozumiem, że są ludzie, którzy biegają już po sklepach i szukają najnowszych modeli nart. A ja czekam i czekam, aż globalne ocieplenie sprawi, że zim już nie będzie…. Nawet dezodorantu zacząłem używać, jak usłyszałem ekologów mówiących, że to przyśpiesza ten proces. A tu ciągle nic.
Trzeba będzie w takim razie wykorzystać to białe paskudztwo spadające z nieba i zrobić jakąś fajną sesję. Mam już od ubiegłego roku jeden fajny pomysł…

Nawet ja przyznam. że czasem zimą jest ładnie. Gdy zobaczyłem te ośnieżone krzaki w Bieszczadach, zabrałem Tomkowi aparat i przemogłem się podwójnie. Raz, bo musiałem zdjąć rękawiczki, dwa, bo Tomek miał Nikona… :)

Nikon, plenery, podróże
komentarz

10 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Najdroższa fotka na świecie?

Ale głupi ci ludzie…chciałoby się powtórzyć za Obeliksem.
Właśnie przeczytałem informację, że ktoś kupił taki landszafcik za 4.338.500 dolarów!!!!

Oczywiście, że jest to fajna fota. Podoba mi się. Ale co sprawia, że ktoś wydaje nią taką fortunę? Jasne, jego pieniądze, nic mi do tego. Ale dlaczego???????!!!!!!!

Jak myślicie, ile podobnych albo lepszych zdjęć można kupić? Jakie mechanizmy sprawiają, że ktoś uznał : Andreas Gursky wielkim artystą jest!
Już dawno stwierdziłem, że jesteśmy mocno manipulowani przez krytyków sztuki. Ja na pewno nie wydam tyle kasy na fotkę w paski :) Co z tego, że nie mam tej kasy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

9 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Trzeba być pewnym siebie

W życiu fotografa są chwile, gdy trzeba nadrabiać miną, gdy wszystko się sypie naokoło. A klient musi być przekonany o nieomylności fotografa i jego pełnym panowaniu nad sytuacją :)

Ja musiałem sobie poradzić z problemami, którym sam byłem winny, już na mojej pierwsze komercyjnej sesji. No, powiedzmy, że określenie „komercyjna sesja” może być pewnym nadużyciem….

Moja pierwsza praca w charakterze fotografa polegała na robieniu zdjęć klasowych w szkołach. Teoretycznie zostałem zatrudniony w jednym z laboratoriów jako fotograf. W praktyce okazało się, że będę robił zdjęcia, tylko najpierw muszę te zlecenia sam znaleźć…

W latach dziewięćdziesiątych nie było to takie trudne. Umówiłem się na pierwszą „sesję” w dużej szkole średniej. Mój pracodawca wyposażył mnie w know-how i dzięki temu mogłem od razu udawać doświadczonego fotografa :)
Zażyczyłem sobie dwie osoby odpowiedzialne za przyprowadzanie klas, ustawiliśmy dwie ławeczki na szkolnym podwórku w cieniu drzew i zacząłem fotografowanie. Zrobiłem zbiorcze zdjęcie pierwszej klasy. Zrobiłem zdjęcie drugiej klasy. Zrobiłem zdjęcie trzeciej klasy… i postanowiłem zapisać stan licznika. Pracowałem wtedy oczywiście na analogowym Canonie Eos 100.

Patrzyłem na licznik przez przerażająco długie dwie sekundy i oblał mnie zimny pot. Licznik wskazywał… Nic nie wskazywał! W aparacie nie było filmu!!! Musiałem bardzo szybko coś wymyślić…
Spokojnie więc poprosiłem klasę, której przed chwilą zrobiłem zdjęcie, by jeszcze poczekali na miejscach, co akurat przyjęli z ochotą, w końcu lekcja ciągle trwała. Zdjąłem aparat ze statywu, odwróciłem się, szybko założyłem film i zrobiłem zdjęcie jeszcze raz.
Następnie podszedłem do dziewczyn odpowiedzialnych za przyprowadzanie klas i powiedziałem: wiecie co, teraz zrobiło się lepsze światło, zróbmy jeszcze raz te dwie pierwsze klasy to zdjęcia będą lepsze….

Jasne, że były lepsze, zwłaszcza w porównaniu do tych, które nie istniały :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

13 października 2011

| przez Artur Nyk

Wiejski tuning aparatu

Jestem w stanie zainteresować się jakimś aparatem ze względu na jego design. Bardzo sobie cenię wysiłek inżynierów i projektantów, by sprzęt wyglądał dobrze i przy tym był ergonomiczny.
Nie dziwi mnie też, gdy Leica czy Hasselblad robią limitowane serie wykończone tytanem albo platyną. Sprzęt jest wtedy astronomicznie drogi, ale w pełni użyteczny. Jasne jest, że nikt nie będzie zabierał takiego Hasselblada na sesję w kopalni, a co najwyżej wyciągnie go w niedzielę z sejfu, by jeszcze raz go wypolerować.

Gdy więc zobaczyłem „limitowaną” i „ekskluzywną” wersję Sigmy to padłem ze śmiechu.
Aparat wygląda jak Mercedes po wiejskim tuningu, choć stwierdzenie to jest obraźliwe dla Merca. Sigma z jej manią wielkości obiecuje 46 Mpix. Oczywistą oczywistością jest, że to nieprawda. Sigma zresztą przyznaje się, że tak naprawdę SD1 ma rozdzielczość 4800 x 3200 x trzy warstwy. Jeżeli więc zrobicie zdjęcie, zobaczycie realną rozdzielczość 15 Mpix.

Nie mam nic przeciw Sigmie, ale KTO by chciał zapłacić 9999 euro za te okropne drewniane okładziny??? Nawet nie da się z tymi założonymi drewienkami robić wygodnie zdjęć. Nie ma to jak pewny-śliski uchwyt :)
No i ten wygląd…. Widzieliście coś gorszego? Polecam obejrzeć zdjęcia w pełnej rozdzielczości, widać , że to ręczna robota, choć w tym przypadku to nie zaleta.

wszystkie zdjęcia pochodzą STĄD
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, sprzęt
komentarz

9 października 2011

| przez Artur Nyk

Po czesku jeszcze raz…

Winny jestem jeszcze ostatnie spojrzenie na Czechy, jako miejsce pełne abstrakcji i specyficznego humoru. Tam ciągle zdarzały mi się dziwne historie.
Pewnego dnia, przechodząc z kumplem przez rynek w Jicinie, gdzie akurat były rozłożone najróżniejsze stoiska targowe, mój wzrok przyciągnęła duża przyczepa kempingowa z wietnamskim jedzeniem.
Trochę już znudziły mi się knedliki i miałem ochotę na coś innego. Podszedłem bliżej, by przyjrzeć się menu i w tym momencie gwałtowny podmuch wiatru poderwał do góry wielki parasol osłaniający stolik . Byłem najbliżej, więc szybko złapałem go, by nie przewrócił się. Z drugiej strony złapał go jakiś Czech i bardzo szybko coś zaczął mi tłumaczyć. Wietnamczyk, siedząc w swojej przyczepie, również coś po czesku krzyczał do mnie, nie przerywając jednak mieszania makaronu. Trochę to potrwało, nim zrozumiałem, że oni chcieli złożyć parasol, podczas gdy ja próbowałem go cały czas rozłożyć na nowo. Mój kumpel pokładał się ze śmiechu, widząc nasze próby opanowania parasola, a Wietnamczyk, w końcu właściciel parasola, non stop mieszał makaron i tylko wydawał nam polecenia, zamiast samemu nam pomóc…

Jeszcze więcej zabawy mieliśmy z autobusami. Próby zrozumienia rozkładu jazdy autobusów wiszących na przystankach, przekraczały nasze zdolności intelektualne. Co więcej, gdy poprosiliśmy o pomoc Kajetana, który jest przecież Czechem, on też stwierdził, że nie potrafi się w tym rozeznać. Jedyną szansą dla nas było zawsze sprawdzenie rozkładu w internecie. Autobusy zawsze pojawiały się wtedy, gdy według rozkładu nie powinno ich być.

Spotykałem też świetne napisy. Do moich ulubionych należy ten sprzed knajpy w Kutnej Horze :

W środku znalazłem ciekawą instrukcję, wiszącą nad pisuarami: Prosimy nie wrzucać niedopałków do pisuaru, wyciągamy je tymi samymi rękami, którymi przyrządzamy Wam drinki.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

22 września 2011

| przez Artur Nyk

Reset mózgu czyli przemyślenia o fotografii

Z wykształcenia jestem nawet elektronikiem ale mimo to w bardzo głupi sposób potrafiłem zepsuć swój amplituner. W efekcie musiał on powędrować do innego elektronika, który przez dłuuuugi czas naprawiał go. Nic w tym dziwnego zresztą, skoro jeden scalak płynął do nas ze Stanów statkiem, odwiedzając po drodze pół świata.
W końcu wczoraj mogłem znowu posłuchać dźwięku przez duże DŹ :) Mam absolutnego fioła na punkcie dźwięku i mogę godzinami słuchać ulubionych płyt, delektując się brzmieniem instrumentów na równi z samą muzyką.
Przez czas, gdy mój Arcam był w naprawie, musiałem się zadowolić małą wieżyczką Panasonica. Jak na takie maleństwo to dobry sprzęt, ale z niecierpliwością czekałem na powrót Arcama.

Przez pół godziny podłączałem wszystkie kabelki (używam czterech końcówek mocy do bi-ampingu, a cała reszta amplitunera jest nieużywana, kino domowe dawno mi się znudziło) (o fotografii będzie za chwilę…) i wreszcie usłyszałem pierwsze dźwięki.
No!!!! wreszcie!!! Co za dźwięk!!

Chociaż w sumie…. czy aż tak to się różni od małej wieżyczki???? Hmm…

A jednak… O, tu słychać różnicę, o i tu jest tak ładnie, no i tu też….

Dokładnie w takiej kolejności pojawiały się moje odczucia na temat dźwięku. Od zachwytu, który pojawił się, nim jeszcze dotarło do mnie, co słyszę, po lekkie rozczarowanie i w końcu powolną satysfakcję.
Skąd się to wzięło? Już tłumaczę (tak, o fotografii będzie za chwilę…).
Przez kilka ostatnich miesięcy mój mózg musiał wysłuchiwać dźwięków dalekich od ideału. Malutka wieżyczka, choć bardzo się starała, nie mogła zapewnić wysokiej jakości. Procesor  odpowiedzialny za słuch w moim mózgu zaczął się korygować dźwięk tak, abym słyszał możliwie najlepiej. Trochę podciągnął dźwięk, trochę wmówił mi, że taki, jaki jest, bardzo mi się podoba. Wyłączył też odbiór pewnych wrażeń. W efekcie przyzwyczaiłem się do tego, co słyszę i zaczęło mi się to podobać. Prawie nawet uznałem, że to maleństwo świetnie gra.

Gdy włączyłem mój właściwy sprzęt, po pierwszej euforii, nie zauważyłem różnicy. Mózg nadal był w trybie skorygowanego dźwięku i obcinał większość informacji, która do mnie docierała. To tak, jakbym zamiast RAWu dostał mały JPG (to jeszcze nie jest ta właściwa część o fotografii). Dopiero po jakimś czasie mózg zorientował się, że teraz już może wyłączyć korekty i znów przestawić się na tryb pełnych wrażeń.  Niestety, pod tym względem mózg pracuje bardzo powoli i parę dni musi upłynąć, nim zacznę w pełni doceniać dźwięk. W pewnym sensie muszę na nowo uczyć się słuchać, zwracać uwagę na brzmienie, relacje między instrumentami, scenę, przestrzeń, dynamikę, barwę itd. Im więcej będę się starał, tym więcej będę słyszał.
Po paru dniach znowu odkryję bogactwo dźwięku.

wszystko może być inspiracją do nowego myślenia 

Wczoraj doszedłem do wniosku, że tak samo może być z fotografią (no i jest o fotografii). Oglądając fotografie w jednym stylu, jaki lubimy, zaczynamy się przyzwyczajać się do niej i mózg zapamiętuje, że tak właśnie wygląda najlepsza możliwa fotografia. Jeżeli jest to rzeczywiście fotografia wysokich lotów, to nie ma nawet w tym nic złego, ale jeśli oglądamy tylko amatorskie produkcje to już gorzej.

Jednak nawet, jeśli będziemy oglądać samego Vogue, to i tak możemy ulec jakiemuś ograniczeniu percepcji. Ich fotografie krążą wokół pewnego kanonu (uwielbiam go) i w końcu przyzwyczaimy się do niego i uznamy za jedyny słuszny.
Chyba warto co jakiś czas zrobić sobie całkowity reset mózgu i zobaczyć coś całkiem innego, nawet, jeśli kompletnie się to nam nie podoba. Dlatego lubię chodzić do galerii sztuk nowoczesnych, nawet, jeśli potem nabijam się z tego, co tam zobaczę.

PS. Działanie muzyki na fotografię już kiedyś opisałem  TU :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, foto mądrości
komentarz
← 1 … 6 7 8 9 10 … 14 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close