×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

foto mądrości

2 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Światłomierz czyli mierzymy błysk

Światłomierz w studio to taka rzecz, która kiedyś była niezbędna, a dzisiaj kurzy mi się gdzieś w szufladzie. W erze slajdów nie wyobrażałem sobie życia bez niego. Dzisiaj uważam go za zbędny.
Wiem, już widzę całą masę oburzonych głosów ludzi, którzy nadal wszystko mierzą. Tylko po co?

To nie jest takie bezsensowne pytanie, jak niektórym może się wydawać. I zaraz to wytłumaczę i to w paru zdaniach.
Robiąc RAWa, bo nie wyobrażam sobie pracy na jpgu, zdajemy się na interpretację pliku przez program graficzny. A ta potrafi być różna w zależności od programu. Jako przykład mam tu prześwietlone zdjęcie bez żadnej korekty, wywołane w Aperture 3.2.1 i Photoshopie CS4 ( Camera Raw 5.7.0.213 ).

Jak widać, każde zdjęcie ma inne obszary zaznaczone jako prześwietlone. Może nie są to wielkie różnice, ale są! Co nam więc da jeśli światłomierz poda nam wartość przesłony na tle jako 7.1? To jest 7.1 według Aperture czy PS?
Lightroom będzie dawało taki sam wynik, jak PS, ale DPP Canona, czy Nikon Capture mogą, pokazać coś jeszcze zupełnie innego.

Aperture
Photoshop CS4

Dla mnie wiarygodne jest to, co pokazuje mi program, w którym będę obrabiał zdjęcie. Dlatego zawsze pracuję z aparatem podpiętym do komputera i w Aperture oceniam, mierzę i sprawdzam jak wygląda zdjęcie. Na podstawie tego co widzę, podejmuję decyzję o zmianie mocy lamp lub przesłony w aparacie. 
Inna sprawa, że pracując kiedyś dużo ze światłomierzem nauczyłem się, jak światło się zachowuje. To fakt, dzięki temu jest mi łatwiej interpretować to, co widzę na ekranie komputera, ale i tak nawet bez tej wiedzy, widząc zdjęcie, mogę szybko ocenić, czy lepiej wygląda coś jaśniejszego czy ciemniejszego. 
Trzeba też pamiętać, że światłomierz światła błyskowego pokazuje prawidłowe naświetlenie dla szarej karty Kodaka. Biele będą więc niedoświetlone, a czernie prześwietlone. Jeżeli chcę uzyskać czyste biele na poziomie niewiele niższym, niż całkowite prześwietlenie to trzeba mieć duże doświadczenie, by wiedzieć, jak zachowa się konkretny biały materiał. Inną korektę musimy zastosować przy materiale matowym, a inną przy błyszczącym. 
A najłatwiej po prostu zobaczyć to na ekranie komputera :) 
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Canon, foto mądrości, Nikon, Photoshop, porady, sprzęt
komentarz

31 października 2011

| przez Artur Nyk

Domowe studio cz.5 czyli podsumowanie

Zacząłem od sprzętu za 100 zł rodem ze sklepu budowlanego, a skończyłem jak zawsze, czyli opowiadając o zabawkach za grube tysiące. Na pocieszenie powiem Wam, że o tym naprawdę drogim sprzęcie jeszcze nie zdążyłem napisać, ale wszystko jeszcze przede mną :)

Jak widzicie, można więc pracować na sprzęcie za parę groszy, ale i za tysiące. Co najważniejsze:

Wydanie dużych pieniędzy na sprzęt nie gwarantuje dobrych zdjęć!

Zawsze to fotograf, jego wiedza, talent, doświadczenie, a czasem nawet przypadek decydują, jaki osiągnie efekt. Kupno dobrego sprzętu TYLKO pomaga w osiągnięciu efektu. To „tylko” to dla niektórych będzie bardzo ważne, inni poradzą sobie, świecąc halogenem budowlanym i też zrobią dobre zdjęcie.
Podzielę się z Wami moim przemyśleniem, do którego doszedłem po kilkunastu latach pracy w studio. Cały czas dążyłem do technicznej perfekcji, co samo w sobie nie jest niczym złym, ale w tej pogoni za pracą na coraz lepszym sprzętem zapomniałem o eksperymentowaniu. Mając standardowy sprzęt, będziemy uzyskiwać standardowe efekty. Złapałem się na tym gdy zobaczyłem jakiś czas temu bardzo fajne zdjęcia oświetlone jakimś totalnym badziewiem… Co z tego, że balans bieli był rozchwiany, jeśli klimat zdjęcia był ciekawy? Ja muszę mieć światła gwarantujące pełną powtarzalność, bo żyję z fotografii.
Ale jeśli ktoś używa sprzętu okazjonalnie i na własny użytek, może spokojnie zadowolić się czym znacznie tańszym. Na początek :)
Celem moich poprzednich postów było przedstawienie głównie dwóch, według mnie, najbardziej sensownych systemów, które pozwolą na stopniowe przejście od malutkiego domowego studyjka do studia pozwalającego na zarobkowe fotografowanie.

Cały czas namawiam Was, by najpierw zastanowić się w jaką stronę będziecie rozwijać swoje fotografowanie i pod tym kątem wybierać system, w jaki wejdziecie.  Bo nie ma przecież sensu kupować czegoś na rok, a potem zaczynać od początku. Tanio zawsze wychodzi drogo :)

Jako audiofil znam dobrze takie stwierdzenie: Na kolumny trzeba wydać tyle samo co na cały wzmacniacz +cd. I podobnie jest ze sprzętem oświetleniowym, jeżeli kupujecie dobrą lampę, to kupcie dobry softboks. Zaryzykowałbym nawet inne stwierdzenie: dobry softboks z tanią lampą da lepszy efekt, niż dobra lampa i słaby softboks.
Z softboksami jest jedna dobra rzecz. Nie ma problemu, bym Wafera Bowensa założył na lampę Elinchromu, wystarczy wymienić adapter. Można więc w miarę łatwo kupić dowolny softboks dobrej firmy i dostosować do najtańszej chińskiej lampy z mocowaniem Bowensa.

Piszę o softboksach, bo najczęściej pytacie o miękkie źródła światła. To najprostszy sposób na dobre oświetlenie portretowe. Ale zawsze można też poradzić sobie inaczej. Bliźniaczki są oświetlone bardzo miękko, a użyłem zwykłej standardowej czaszy i światła odbitego od ściany.
No i dochodzimy do bardzo ważnego aspektu domowego studia.  Mianowicie koloru ścian. W pomieszczeniu, gdzie chcecie robić zdjęcia, macie do wyboru trzy kolory ścian: biały, szary i czarny. Każdy inny kolor, w tym kolor podłogi, wpłynie na kolor na zdjęciu. Nie każdy z tego powodu przemaluje mieszkanie, co więc zrobić? Zasłonić! Jeżeli macie np. żółtą ścianę, zasłońcie ją ekranem, styropianem, zasłoną, czymkolwiek, byle miało to neutralny kolor. Tak samo z podłogą, a nawet Wami samymi. Bo jeżeli będziecie np. ubrani w czerwoną koszulę i robiąc zbliżenie twarzy staniecie blisko modela, to koszula będzie po prostu ekranem rzucającym czerwony zafarb na twarz modela.
Warto więc zasłonić w domu wszystko co kolorowe, aby uzyskać czyste kolory na zdjęciu :) Wiem, że to brzmi trochę dziwnie, ale niestety taka jest prawda. Z drugiej strony, kolor otoczenia może powodować też ciekawy efekt. Robiąc zdjęcia w plenerze, właśnie z czymś takim mamy do czynienia. Światło słoneczne odbija się od wszystkiego naokoło i pada na modela. Dzięki temu kolor nie jest klinicznie czysty, na włosach pojawiają się błękitne bliki nieba, skóra odbija ciepłe kolory jesiennych liści itd. Takiego światła nigdy nie uzyskacie w studio, bo ilość składników kolorystycznych wpływających na ostateczny efekt jest ogromna. Można jednak częściowo chociaż symulować w studio tego typu światło. Wystarczy zamiast bezpośrednio na modela, poświecić choćby na regał z książkami. Światło od niego odbite będzie kompletnie inne, niż to bezpośrednio z softboksu. I kto wie, może będzie fajne.
Odbijajcie więc, od czego się da albo świećcie bezpośrednio. Po prostu eksperymentujcie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Bowens, Elinchrom, foto mądrości, porady, sprzęt
komentarz

12 października 2011

| przez Artur Nyk

Czas wszystko zmienia

Te górnolotne stwierdzenie chcę odnieść do bardzo banalnej niby kwestii, czyli jak sami podchodzimy do obróbki naszych własnych zdjęć.
Przeglądałem dzisiaj bibliotekę w poszukiwaniu zdjęć dla klienta i przy okazji zacząłem się zastanawiać, jak dzisiaj obrobiłbym niektóre zdjęcia. Bo to, że będę inaczej na nie patrzył, jest pewne.
Czynników, które wpływają na nasz sposób myślenia o tym jak fotografia powinna wyglądać,  jest bardzo wiele. Od aktualnego stanu humoru, wpływu innych zdjęć, które ostatnio widzieliśmy po estetykę, do której chcemy dążyć i naszą wiedzę.
Postanowiłem szybko sprawdzić, jak dzisiaj wywołam zdjęcie, które kiedyś już obrobiłem i byłem zadowolony z efektu. Akurat trafiłem na zdjęcie, które pamiętam, że podobało mi się kolorystycznie.
Nie porównując nic, zacząłem ustawiać wszystko od zera. Dopiero, gdy skończyłem, porównałem oba zdjęcia. Najważniejszą różnicą jest podejście do koloru. Kiedyś podobało mi się ciepła tonacja, dzisiaj wybrałem czystsze biele.
Nowsza wersja Aperture znacznie lepiej radzi sobie też z czerwieniami, nie są płaskie i mają znacznie więcej szczegółów. Fotę robiłem Canonem 20D.

W zasadzie każde stare zdjęcie w tej chwili wywołałbym dzisiaj inaczej. I to jest najlepszy powód, by trzymać zawsze pliki RAW . Ciekawy jestem, jak wywołam to zdjęcie za rok czy dwa?

Ten przykład celowo wybrałem taki, bo tu nie ma zbyt wielu możliwości wywołania w sposób „normalny”. Oczywiście, pomijam stosowanie super filtrów zmieniających obraz kompletnie. Ale już obrabiając np. portret, można znaleźć dzisiaj zupełnie inną estetykę zdjęcia.
Może więc w Waszych archiwach jest sporo niepozornych zdjęć, które po nowej obróbce uznacie za bardzo dobre :)

Tak wywołałem w 2006  roku
A tak dzisiaj
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Canon, foto mądrości
komentarz

11 października 2011

| przez Artur Nyk

Backup sprzętu

Wczoraj w komentarzach Igi poruszył ważną sprawę, oprócz backupu danych przydaje się backup sprzętu. To trochę trudniejsza sprawa, bo kupno dysku to nie jest astronomiczny wydatek, ale drugie body, czy obiektyw to już trochę gorzej.

Właściwie każdy sprzęt może się zepsuć, a najgorszy moment to awaria w trakcie ważnej sesji. Ja stosuję zasadę ograniczenia ryzyka. Jak to wygląda?
Jeżeli jadę na bardzo ważną sesję, gdzie będę potrzebował czterech lamp to oczywiście wezmę jeszcze z dwie zapasowe. Tak samo z optyką, nawet, jeśli mam już pewność, że będę pracował na konkretnym obiektywie, to wezmę też inne z podobną ogniskową. Tak na wszelki wypadek. I jeszcze jeden zupełnie inny, bo czasem nawet najlepszy pomysł nie sprawdza się w praktyce.

Podobnie robię z osprzętem, statywami, softami, czaszami itd. Jeżeli tylko mogę zabrać ze sobą więcej to robię to. Zawsze jednak w końcu dotrzemy do granic naszych możliwości sprzętowych i do wykorzystania całego naszego sprzętu. Co wtedy pozostaje? Telefon do przyjaciela :)

Dochodzimy tu do rozwiązania, które nie jest łatwo skopiować i wprowadzić w życie. A przynajmniej nie w parę dni. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że znacznie korzystniejsza jest dla wszystkich współpraca, niż konkurencja.
Bo co mogę zyskać, jeśli w krytycznym momencie nie pożyczę obiektywu „konkurencyjnemu” fotografowi? Nic! Nie dostanę jego zlecenia, którego on nie będzie mógł zrobić. Nie zbuduję przewagi nad nim. Natomiast, jeżeli pożyczę mu wtedy obiektyw, to sam będę mógł liczyć na jego pomoc w przyszłości. To jest tak prosta zasada, że aż wielu jej nigdy nie zrozumie…

Aby móc się wymieniać sprzętem, potrzebna jest jeszcze kompatybilność. Dlatego razem ze znajomymi staramy się kupować sprzęt tych samych firm. Dzielimy się nawzajem doświadczeniami, co jak działa i nawzajem przekonujemy się do konkretnych marek. Dzięki temu praktycznie wszyscy znajomi fotograficy mają Canony. Kiedyś wszyscy pracowaliśmy na Bowensach, teraz po kolei przechodzimy na Elinchrom.

Wiem, że moja rada jest naiwnie prosta, ale postarajcie się dogadać w kilka osób, które się w miarę lubią i ufają sobie, by współpracować i pożyczać sobie nawzajem sprzęt, czy nawet wspólnie realizować pewne tematy.
To w końcu stara polska zasada:  Kupą Mości Panowie :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Elinchrom, foto mądrości, porady, sprzęt
komentarz

10 października 2011

| przez Artur Nyk

Raz, dwa, trzy – psujesz się ty!

Nie jestem wielkim hazardzistą. A już zupełnie nie jestem skłonny do ryzyka, jeśli chodzi o bezpieczeństwo moich zdjęć. Pisałem już kiedyś, w jaki sposób dbam o backup moich bibliotek Aperture.

No i właśnie okazało się, że moja ostrożność przyniosła efekty. Padł mi bowiem dysk z kopią mojej głównej biblioteki Aperture. Na szczęście była to tylko kopia i do tego trochę nadprogramowa, bo trzecia. Normalnie mam dwie kopie, z tego jedna zawsze jest w innym miejscu, niż biblioteka. Ta trzecia była zrobiona całkiem dodatkowo, bo akurat miałem wolne miejsce. 
Teoretycznie więc nic się strasznego nie stało. Muszę tylko wysłać dysk do serwisu, bo jest na gwarancji i pewnie bez problemu dostanę nowy. Ale… Jeszcze parę miesięcy temu na tym dysku trzymałem właśnie główną bibliotekę… Kolejnym problemem jest to, że nie był to jakiś tani dysk, a Western Digital z najwyższej półki. Tylko teoretycznie brałem pod uwagę, że może paść taki dysk. To, że stało się inaczej, potraktujcie jako przestrogę!
To kto dzisiaj kupuje dysk, by zrobić kopię zdjęć?
PS. Jak mówi Tomek: Ludzie dzielą się na tych sprzed backupu i tych po backupie :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, sprzęt
komentarz

27 września 2011

| przez Artur Nyk

Obrobiępotem czyli jak zapchać dyski

Mam znajomego, który zaraz po sesji kasuje wszystkie zdjęcia, z których nie jest zadowolony. Zawsze uważałem takie zachowanie za ekstremalne. Przecież to, co w tej chwili mnie nie satysfakcjonuje, za jakiś czas może się spodobać. Wiele razy miałem już sytuacje, gdy zaglądając do sesji po długim czasie odkrywałem jedno czy dwa zdjęcia wcześniej uznane za prawie odpady, a teraz nagle zaczynały mi się podobać. Można powiedzieć, że były to foty wyprzedające swoją epokę :)))
A na poważnie, to bardzo często zaraz po sesji podchodzimy do wyników naszej pracy bardzo subiektywnie. Dlatego staram się nigdy nie wybierać zdjęć od razu po ich zrobieniu, gdy w głowie mam jeszcze świeże wspomnienia z tego, jak wyglądała sesja, przemieszane z wcześniejszymi wyobrażeniami, jak powinna wyglądać.

Nie kasuję też zdjęć nieudanych, bo często przydają się jakieś małe ich fragmenty do montażu głównego zdjęcia. W końcu nadchodzi jednak moment, gdy foty są obrobione i nic już nie uzasadnia trzymania na dysku zdjęć typu Przydadząsiędomontażu, a jednak zawsze mam opory przed kasowaniem. A może jeszcze się przydadzą do czegoś? A może szkoda kasować? A może…

Tytułowa kategoria Obrobiępotem to zdjęcia, które są prawie dobre. Czyli, ani nie są dostatecznie dobre, by się nimi chwalić, ani dostatecznie złe, by je szybko skasować. Oczywiście zawsze brak czasu, by się nimi zająć, bo są ważniejsze rzeczy, ale też szkoda całkiem o nich zapominać, bo jakiś potencjał w nich jest. Jestem w stanie wymyślić wiele zastosowań dla takich zdjęć, byle tylko ich nie kasować. I zwykle mam rację, bo raz na jakiś czas muszę sięgnąć po takie zdjęcie, by np. pokazać klientowi, jak można zrealizować dany temat.

Mam też całe połacie dysków zapchane zdjęciami Toteżjestfajne. Są to głównie fotografie ludzi, gdy w trakcie sesji zrobiłem sporo dobrego materiału, a potrzebne było tylko kilka ujęć. Mam więc masę podobnych klatek, które nie są tak dobre, jak wybrane zdjęcie, ale szkoda je kasować. A może za dwadzieścia lat ta osoba zdobędzie wielką sławę i wtedy zrobię na nich wielką fortunę :)

W ten prosty sposób mam już 1,5 TB zdjęć i cały czas ich ilość rośnie :) Aby jakoś zapanować nad tą ilością zdjęć, podzieliłem je na trzy biblioteki w Aperture i dzięki temu te wszystkie mniej „potrzebne” zdjęcia mam w dodatkowych bibliotekach, do których zaglądam tylko wtedy, gdy potrzebuję. Co jakiś czas biorę się za kasowanie, ale idzie mi to bardzo trudno… Przecież szkoda :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości
komentarz

22 września 2011

| przez Artur Nyk

Reset mózgu czyli przemyślenia o fotografii

Z wykształcenia jestem nawet elektronikiem ale mimo to w bardzo głupi sposób potrafiłem zepsuć swój amplituner. W efekcie musiał on powędrować do innego elektronika, który przez dłuuuugi czas naprawiał go. Nic w tym dziwnego zresztą, skoro jeden scalak płynął do nas ze Stanów statkiem, odwiedzając po drodze pół świata.
W końcu wczoraj mogłem znowu posłuchać dźwięku przez duże DŹ :) Mam absolutnego fioła na punkcie dźwięku i mogę godzinami słuchać ulubionych płyt, delektując się brzmieniem instrumentów na równi z samą muzyką.
Przez czas, gdy mój Arcam był w naprawie, musiałem się zadowolić małą wieżyczką Panasonica. Jak na takie maleństwo to dobry sprzęt, ale z niecierpliwością czekałem na powrót Arcama.

Przez pół godziny podłączałem wszystkie kabelki (używam czterech końcówek mocy do bi-ampingu, a cała reszta amplitunera jest nieużywana, kino domowe dawno mi się znudziło) (o fotografii będzie za chwilę…) i wreszcie usłyszałem pierwsze dźwięki.
No!!!! wreszcie!!! Co za dźwięk!!

Chociaż w sumie…. czy aż tak to się różni od małej wieżyczki???? Hmm…

A jednak… O, tu słychać różnicę, o i tu jest tak ładnie, no i tu też….

Dokładnie w takiej kolejności pojawiały się moje odczucia na temat dźwięku. Od zachwytu, który pojawił się, nim jeszcze dotarło do mnie, co słyszę, po lekkie rozczarowanie i w końcu powolną satysfakcję.
Skąd się to wzięło? Już tłumaczę (tak, o fotografii będzie za chwilę…).
Przez kilka ostatnich miesięcy mój mózg musiał wysłuchiwać dźwięków dalekich od ideału. Malutka wieżyczka, choć bardzo się starała, nie mogła zapewnić wysokiej jakości. Procesor  odpowiedzialny za słuch w moim mózgu zaczął się korygować dźwięk tak, abym słyszał możliwie najlepiej. Trochę podciągnął dźwięk, trochę wmówił mi, że taki, jaki jest, bardzo mi się podoba. Wyłączył też odbiór pewnych wrażeń. W efekcie przyzwyczaiłem się do tego, co słyszę i zaczęło mi się to podobać. Prawie nawet uznałem, że to maleństwo świetnie gra.

Gdy włączyłem mój właściwy sprzęt, po pierwszej euforii, nie zauważyłem różnicy. Mózg nadal był w trybie skorygowanego dźwięku i obcinał większość informacji, która do mnie docierała. To tak, jakbym zamiast RAWu dostał mały JPG (to jeszcze nie jest ta właściwa część o fotografii). Dopiero po jakimś czasie mózg zorientował się, że teraz już może wyłączyć korekty i znów przestawić się na tryb pełnych wrażeń.  Niestety, pod tym względem mózg pracuje bardzo powoli i parę dni musi upłynąć, nim zacznę w pełni doceniać dźwięk. W pewnym sensie muszę na nowo uczyć się słuchać, zwracać uwagę na brzmienie, relacje między instrumentami, scenę, przestrzeń, dynamikę, barwę itd. Im więcej będę się starał, tym więcej będę słyszał.
Po paru dniach znowu odkryję bogactwo dźwięku.

wszystko może być inspiracją do nowego myślenia 

Wczoraj doszedłem do wniosku, że tak samo może być z fotografią (no i jest o fotografii). Oglądając fotografie w jednym stylu, jaki lubimy, zaczynamy się przyzwyczajać się do niej i mózg zapamiętuje, że tak właśnie wygląda najlepsza możliwa fotografia. Jeżeli jest to rzeczywiście fotografia wysokich lotów, to nie ma nawet w tym nic złego, ale jeśli oglądamy tylko amatorskie produkcje to już gorzej.

Jednak nawet, jeśli będziemy oglądać samego Vogue, to i tak możemy ulec jakiemuś ograniczeniu percepcji. Ich fotografie krążą wokół pewnego kanonu (uwielbiam go) i w końcu przyzwyczaimy się do niego i uznamy za jedyny słuszny.
Chyba warto co jakiś czas zrobić sobie całkowity reset mózgu i zobaczyć coś całkiem innego, nawet, jeśli kompletnie się to nam nie podoba. Dlatego lubię chodzić do galerii sztuk nowoczesnych, nawet, jeśli potem nabijam się z tego, co tam zobaczę.

PS. Działanie muzyki na fotografię już kiedyś opisałem  TU :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, foto mądrości
komentarz

14 września 2011

| przez Artur Nyk

7 prostych zasad, o których zapominamy

To będzie opowieść z cyklu „ucz się na moich błędach” :) Myślałem o tym od jakiegoś czasu i układałem sobie w głowie, o czym muszę napisać. Na ostatniej sesji złamałem właśnie taką zasadę i o mało nie zrobiłem sobie z tego powodu problemu…

Opiszę 7 zasad dotyczących bardzo banalnych zachowań w trakcie sesji. Ich złamanie w 9 przypadkach na 10 nie spowoduje żadnych problemów. Ale gdyby….

1. Zasada Najważniejsza. Walizkę z aparatem trzeba ZAWSZE i w każdych warunkach zamykać na zamki. To musi być nawyk. Nawet, jak na chwilę tylko wyjmujecie obiektyw, to trzeba ją zamknąć.
Zawsze jest możliwość, że ktoś ją przeniesie w trakcie sesji w inne miejsce, a jeśli nie będzie zamknięta to cała zawartość może wylądować na ziemi…

2. Druga Zasada Najważniejsza. Po sesji trzeba zrobić kopię materiału i to natychmiast. Nie kończę dnia zdjęciowego, jeśli nie mam zapisanych zdjęć na co najmniej dwóch nośnikach. Jak mówi znajomy, ludzie dzielą się na tych przed back up’em i tych po back up’ie.

3. Zasada Zapamiętania. Zawsze robimy zdjęcie, jak mamy ustawione lampy. Przyda się, jeżeli będziemy chcieli coś dorobić lub powtórzyć. Tę zasadę najczęściej łamię, więc teraz już wszystkim asystentom przypominam, by fotografowali plan.

4. Zasada Najbanalniejsza. Zawsze dokręcamy wszystkie śruby w statywach i lampach, solidnie obciążamy statywy, mocujemy kable itd. Jeżeli postawimy coś „tylko na chwilę”, to na pewno za chwilę się przewróci.

5. Zasada Zachowania Czasu. Przed ważną sesją czyścimy matrycę aparatu. Wydatek zwróci się natychmiast, bo nie będziecie musieli czyścić tysiąca plamek z każdego zdjęcia. (wiem, są tacy, którzy lecą do serwisu gdy pojawi się choć jeden pyłek, ja do nich nie należę).

6. Ostra Zasada. Zawsze sprawdzamy, czy mamy ostrość na gotowym zdjęciu, nim skończymy zdjęcia. Raz tego nie zrobiłem i o mało nie straciłem jednego z moich najbardziej ulubionych zdjęć. Na szczęście mogłem na drugi dzień je powtórzyć…

7. Zasada Trzymania Się Z Daleka Od Fryzjera. Fryzjerzy na sesjach uwielbiają używać dużych ilości lakieru do włosów, nie patrząc, że obok jest aparat. Lakier, który osiądzie na szkle obiektywu, spowoduje utratę ostrości i zmiękczenie obrazu. No i trudno będzie go potem usunąć.

Wierzcie mi, że trzymanie się tych kilku prostych zasad ułatwi Wam życie na sesji :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sesja, sprzęt
komentarz

12 września 2011

| przez Artur Nyk

Dlaczego dobry fotograf robi dobre zdjęcia, a słaby robi słabe?

Wydaje się Wam, że pytanie jest bez sensu, a odpowiedź oczywista? Udowodnię, że jest inaczej.

Wyobraźcie sobie dowolną wysokobudżetową sesję mody. Świetne modelki, wizażystki, fryzjerzy, stylistki, scenografowie, asystenci fotografa i asystenci asystentów, masa najlepszego sprzętu i do tego pyszny catering. Wszyscy wiedzą, co mają robić, pracują szybko i sprawnie. Fotograf przychodzi na gotowy plan, gdzie wszystko już czeka, wypija espresso, naciska przycisk migawki i wraca do domu, a po dwóch dniach kolejna ekipa dostarcza mu gotową, obrobioną super fotografię.

Jasne, to spore uproszczenie, ale nie odbiega tak bardzo od rzeczywistości. Fotograf ma pomysł na sesję (choć często dostaje gotowy pomysł z agencji), ustala budżet, dobiera sprawdzoną ekipę, świetnych modeli i realizuje sesję. Styliści znajdują stroje i dbają, by dobrze się prezentowały na sesji, wizażyści robią swoją robotę, modele dają z siebie wszystko. Fotograf ustawia światło (o ile nie ma od tego kolejnych ludzi…) i robi zdjęcie. Proste? Bardzo proste, gdy mamy do dyspozycji wyjątkową scenografię i zjawiskową modelkę, ubraną w kreację pochodzącą od najlepszych projektantów. W takiej sytuacji nawet przeciętny fotograf zrobi zdjęcia, które są co najmniej dobre. Dobry fotograf wyciągnie z tego jeszcze więcej.

A teraz wyobraźcie sobie fotografa, który nie ma w swoim portfolio jeszcze nic godnego uwagi. Dobra modelka nie będzie zainteresowana sesją u niego. Tak samo wizażystka, fryzjer, stylistka itd. Będzie mu też ciężko znaleźć dobre wnętrza na sesję. Będzie miał tylko dwa wyjścia, albo kupić współpracę dobrej ekipy, na co najczęściej nie będzie go stać, albo zaprosić do współpracy osoby bez doświadczenia lub co gorsza bez talentu. Efektem będą więc przeciętne zdjęcia, które nie zapewnią mu lepszych modelek na następną sesję. Nawet dobry fotograf w takiej sytuacji nie zrobi zdjęcia fashion, którym będzie mógł się chwalić.

Chyba już znacie odpowiedź na moje pytanie. Dobry fotograf robi dobre zdjęcia nie dlatego, że jest dobry, ale dlatego, że potrafi przekonać innych, że jest dobry.
Gdy to mu się uda, dostaje to, co potrzebne jest do stworzenia dobrej fotografii.

To prosta prawda. Niestety nie ma prostego sposobu na przekonanie innych o własnej genialności. Oczywiście najłatwiej to zrobić, gdy ma się dobre zdjęcia. Aby je zrobić, trzeba mieć tylko dobrą modelkę, wizażystkę, stylistkę, fryzjera……

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

10 sierpnia 2011

| przez Artur Nyk

Plotki i rozważania

Przeżyłem dzisiaj mały nalot mediów. Nagle rozdzwoniły się telefony z poważnych gazet typu Fakt czy Życie Na Gorąco i wszyscy chcieli kupić zdjęcia pewniej dziewczyny, która jest nową dziewczyną pewnego znanego gościa :)
Nie byłem na to przygotowany. Czy mogę sprzedać takie zdjęcia gazetom, zwłaszcza, że sesja była komercyjna? Czy mogę zrobić to bez zgody dziewczyny? Nie miałem wcześniej do czynienia z takimi sytuacjami i musiałem się trochę zastanowić.

Klient, dla którego robiłem tamte zdjęcia, chyba nie miałby pretensji, może nawet byłby zadowolony. Licencja, której mu udzieliłem, już wygasła i z tego punktu widzenia nie byłoby problemu z publikacją. Ale z drugiej strony, na zdjęciu były jego produkty, do których to ja nie miałem praw. Oczywiście, gdybym poszedł do sklepu, kupił je wszystkie, zakrył logo producenta i unikalne cechy, to mogę takie zdjęcia publikować. Tu jednak to klient wybrał wszystkie produkty i zestawił je w konkretną aranżację. Powinienem mieć więc jego zgodę, tak uważam.

Podobnie ma się sprawa z dziewczyną. Mam z nią umowę na udział w reklamie konkretnej marki. Nie mogę więc bez jej zgody publikować zdjęć nawet, a może przede wszystkim, gdy chodzi o jej własny wizerunek.

Ostatecznie nie zdecydowałem się sprzedać zdjęć. W ten sposób straciłem kolejną szansę, by publikować w ogólnopolskiej prasie :)

PS. Ceny, jakie oferują gazety, za publikację zdjęć są raczej niskie. W tym przypadku byłoby to 100-200 zł. Inne fotografie kupują czasem nawet za 10-20 zł. Nic dziwnego, że z fotografii prasowej coraz trudniej wyżyć.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz
← 1 … 9 10 11 12 13 … 18 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close