×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

sesja

7 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Jak to jest być profesorem

Jestem dzisiaj trochę zmęczony po warsztatach, które prowadziłem. Cały dzień pracowaliśmy w studio nad zgłębieniem tajemnic fotografii fashion i portretu. 
Studiowałem kiedyś historię i miałem zajęcia z pedagogiki.Pamiętam, jak długo przekonywałem moją profesorkę, że nigdy w życiu nie będę przecież nikogo uczył. Przecież zajmuję się fotografia. Ponieważ byłem bardzo przekonywujący, dostałem zaliczenie, a do książki z pedagogiki nigdy nie zajrzałem. A potem, nawet nie wiem kiedy, poprowadziłem pierwszy kurs, potem kolejne zajęcia i tak już zostało.
Zawsze traktowałem to jak spotkanie z pasjonatami podobnymi do mnie, by porozmawiać i wspólnie fotografować. Tyle, że to ja zawsze musiałem odpowiadać na wszystkie pytania. Kiedyś na zajęciach z podstaw fotografii, gdy opowiadałem o kwestiach związanych z przesłoną, jedna z pań przerwała mi i zadała pytanie: „przepraszam, a co to jest ta przesłona?”. Musiałem przewartościować moje pojęcie o tym, czym są podstawy fotografii.
Dzisiaj na szczęście obyło się bez tak trudnych pytań, a wszyscy dobrze się bawili. Nie mieli zresztą innego wyjścia, skoro mogli fotografować jedną z moich ulubionych modelek, Martynę Siwek. Dziewczyna była niezmordowana i na 10-cio centymetrowych szpilkach pozowała przez kilka godzin. Tylko chwilami rzucała mi spojrzenie mówiące: „masz szczęście, że cię lubię bo inaczej…”. Przynajmniej dostanie od wszystkich dużo zdjęć. Ale na następne warsztaty pewnie będę musiał poszukać innej modelki, która nie będzie przeczuwać, co ją czeka :)
Na koniec oczywiście były pamiątkowe zdjęcia, troszkę tylko reżyserowane.

zdjęcia : Gosia Kłosowska

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja, warsztaty
komentarz

4 listopada 2010

| przez Artur Nyk

Ekipa – Spółka z ogromną odpowiedzialnością

Jak byłem w pierwszej klasie podstawówki, pamiętam, że uczyłem się na pamięć wierszyka opowiadającego, jak to wszystkie zawody są nawzajem potrzebne. Było coś o piekarzu, który jak nie zrobi chleba to murarz nie będzie miał co jeść, a wtedy nie zbuduje szkoły dla dzieci i tak dalej w tym stylu.
Podobnie jest w z fotografią. Fotograf jest najważniejszy (posłodziłem sobie :)), ale bez stylisty, wizażysty, fryzjera, asystenta, producenta, kierownika planu, dyżurnego planu, scouta i pana Złota Rączka, czasem się nie da.

Kiedyś pracowałem wyłącznie sam. Nie był mi nikt potrzebny, kto pęta się po studio. Sam wiedziałem, co robię i miałem nad tym pełną kontrolę. Nie musiałem nikomu nic tłumaczyć i doskonale się rozumiałem sam ze sobą. W którymś momencie pojawił się pierwszy asystent, potem kolejny i już za chwilę nie umiałem się bez nich obyć. Potem już mi poszło szybko i bez wizażysty i fryzjera nawet nie przyszło mi do głowy, by coś zrobić. No chyba, że było to zdjęcie kranu.

Teraz pracuję już z dużą ekipą. I nie dlatego, by się móc obijać całą sesję, ale by ją szybko i sprawnie zrobić. Trochę przypomina to zarządzanie skomplikowanym projektem. Wszystko polega na odpowiednim podziale zadań i odpowiedzialności. Jeżeli wszystko będzie dobrze przygotowane to mechanizm zadziała bezbłędnie. Fotograf ma do zrobienia zdjęcie i nic więcej nie powinno go obchodzić. Ma ustawić światło albo powiedzieć asystentom, jakie ma być i ma wiedzieć, jakie zdjęcie trzeba zrobić. Nie musi go obchodzić, czy stylista ma odpowiednie rozmiary ubrań, czy wizaż będzie robiony przed czy po fryzurze, czy modelka dostała swoją kawę, a ktoś się zrobił właśnie głodny.
To zadanie producenta, kierownika planu, czy dyżurnego planu w zależności od stopnia rozpasania sesji. Bo czasem ilość wałęsających się ludzi jest zdecydowanie za duża.

Robiłem kiedyś dużą sesję dla CU Aviva. Produkcja nie była łatwa, bo musieliśmy zrobić w środku zimy parę biegnącą brzegiem morza. Mieliśmy więc kilka ton piasku rozsypanego w dużej hali i mnóstwo ludzi do pracy. Byli asystenci, dyżurni, asystenci asystentów, kierownicy, producenci, kucharze, oświetleniowcy, operator photoshopa, operator aparatu, fryzjerzy, styliści, wizażyści. Nawet znalazło się miejsce w tej ekipie dla mnie, czyli fotografa. Choć ja akurat miałem tam najmniej do roboty. Powiedziałem tylko, gdzie ma stanąć światło, jaki ma mieć charakter, pokazałem gdzie ma stanąć aparat, wybrałem sobie obiektyw i tyle. Chciałem przynajmniej z nudów poprawić kilka detali na piasku ale mi nie pozwolili. To poszedłem na obiad do naszego gastrobusa i czekałem, aż będę mógł zacząć fotografować. W końcu operator ustawił mi ostrość, modele weszli na plan, powiedziałem im co mają robić, ktoś krzyczał „akcja!”, a ja naciskałem migawkę. Potem dopchałem się do monitora, zobaczyłem, że jest w porządku i mogłem już iść do domu.

Nie twierdzą, że źle mi się pracowało ale wolę trochę bardziej się zaangażować w sesję. Nie zawsze też jest potrzebna wielka ekipa. Czasem  lepiej się pracuje w 3-4 osoby, a fotografowi nic się nie stanie, jak sam zrobi kawę modelce :)

Dajcie mi coś do roboty!

 Analiza piasku

Takie zaplecze to chciałbym mieć na każdej sesji

Kilka ton piasku, a nic nie widać

 Tu postaw nogę i będzie naturalnie
O i jak ładnie wyszło, idziemy do domu, bo zimno!

Wszystkie zdjęcia Patryk Pohl

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, sesja
komentarz

30 października 2010

| przez Artur Nyk

Gotowanie precyzyjne

Po sesji z nagimi kobietami człowiek robi się głodny. Zaprosiłem więc dzisiaj do studia osobę, dla której gotowanie jest sensem życia. Ania jest autorką jednego z najpopularniejszych blogów o gotowaniu i pieczeniu, www.namiotle.widmo.biz , a to oznacza, że musi na prawdę umieć dobrze gotować. Mając tak znakomitego szefa kuchni, mogłem sobie wybrać dowolną potrawę świata. Zastanawiałem się nad czymś egzotycznym, np. coś z tradycyjnej kuchni  Pigmejów, kusiły mnie argentyńskie steki, nie do pogardzenia byłaby też rolada, kluski i modro kapusta. Zdecydowałem się w końcu na risotto.Trudno powiedzieć, jaki wpływ miał na to telefon od kumpla, że potrzebuje pilnie zdjęcia risotto. Tak długo mnie przekonywał o zaletach tej potrawy, aż zdecydowałem – na obiad będzie risotto!

Ania zabrała się do przygotowania potrawy, a ja do zapewnienia sobie oprawy wizualnej godnej jej dzieła. Wiadomo, że je się oczami. Musiałem więc zadbać o dobre światło, które już na pierwszy rzut oka sprawi, że nie będę się mógł oprzeć pokusie zjedzenia obiadu. Nie ma przecież w tym nic dziwnego, jedni dbają o wystrój stołu, ja dbam o światło. Trochę myślałem, jaki klimat sobie stworzyć: romantyczna kolacja, wiosenny poranek? Stanęło na przedpołudniowym słońcu. Uznałem, że to najlepiej będzie pasować do włoskiego dania.
Gdy ja ustawiałem światło, Ania kończyła przygotowania. Jako perfekcjonistka, chciała, by każde ziarenko ryżu leżało dokładnie tam, gdzie sobie je wyobrażała. Czułem coraz większy głód ale na dobre rzeczy warto poczekać.
W końcu ja skończyłem swoją robotę, a Ania swoją. Popatrzyłem krytycznym okiem…Tak, wszystko wyglądało znakomicie! Mogłem zabierać się do jedzenia. Usiadłem przy stole i zatopiłem widelec w doskonałej konsystencji risotto. Co za zapach, co za smak! Co za precyzja w ułożeniu ziarenek ryżu!
Muszę koniecznie częściej zapraszać Anię do studia.

Aha, w ostatniej chwili przypomniałem sobie o zdjęciu dla kumpla, niech chociaż popatrzy, jak to wyglądało.

To jeszcze półprodukt, ale przygotowania idą pełną parą.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

30 października 2010

| przez Artur Nyk

Nic nie mogę

Miałem dzisiaj pierwszy dzień sesji do kalendarza Auto Distribution. To już piąty mój kalendarz dla tej firmy i wcale przez to nie jest łatwiej. A nawet trudniej, bo wszyscy porównują zdjęcia z poprzednimi.
Co będzie tematem w tym roku? Może to będzie zaskakujące, ale kobiety:) A w jakim otoczeniu? Nie mogę powiedzieć. A czy mogę pokazać jakieś zdjęcia z dzisiejszej sesji? Nie mogę jeszcze. To może choć zdjęcia z backstage’u? Też nie mogę, bo ich nie zrobiłem. Nie mogę również powiedzieć, kiedy będzie można zobaczyć kalendarz, bo nie mam pojęcia, kiedy skończymy zdjęcia.  To co w takim razie mogę?

Kontynuuj →

akt, dobre zdjęcia, realizacje, sesja
komentarz

23 października 2010

| przez Artur Nyk

Mistrzowska sesja

Jako, że w ten tydzień zrobiłem sobie wolne tak, jak zapowiedziałem, to wolno mi było pracować, ile chciałem. Dzisiaj  cały wieczór robiłem sesję dla naszego mistrza fryzur, a nawet dwóch, czyli obu Tomków. Dostałem zadanie zbudowania surowego światła, które miało współgrać ze stylistyką ubrań i fryzur. Bardzo, bardzo chciałem być ambitny i użyć co najmniej dwóch lamp, ale nic z tego. I tak najlepszy efekt był przy jednej lampie.
Jednaj, ale jakiej fajnej. Pożyczyłem od kumpla i testowałem dzisiaj beauty dish Elinchromu.  Kawałek tej czaszy widać na zdjęciu, a jest to tylko malutki kawałek, bo cały garnek ma średnicę 70 cm. Prawdziwy olbrzym, który potrafi zalać ostrym i równym światłem bardzo dużą powierzchnię. To, co mi się w niej podoba, to wymienne deflektory o różnych właściwościach, od złotego, srebrnego, po biały i przezroczysty. Ja jednak zdecydowałem się nie użyć żadnego, aby maksymalnie wyostrzyć światło. Dziwny natomiast jest cień, wygląda, jakby były dwa źródła światła.
Będę medytował na ten temat i może zgłębię tę tajemnicę :) Jak się wyśpię.

Na zdjęciu Tomek Szabelka i fryzura stworzona ręką Tomka Stycznia. Tę rękę nawet widać.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

19 października 2010

| przez Artur Nyk

Mój jeden procent udziału w sukcesie

Wczoraj w nocy dowiedziałem się, że Tomek Szabelka zdobył pierwsze miejsce w Polsce w konkursie fryzur Trend Vision. Teraz jedzie w listopadzie na finał Europy do Paryża. 
A ja miałem w tym swój malutki udziałek, bo zrobiłem zdjęcie, na podstawie którego praca Tomka dostała się do finału. Była to jedna z najszybszych sesji w moim wykonaniu. 
Potrzebowaliśmy czarnego tła w miarę błyszczącego. Miałem trochę czarnych błyszczących tkanin, ale nikomu nie chciało się prasować i uznaliśmy, że blat biurka będzie znakomity. Skoro zorganizowałem już tło to zabrałem się za oświetlenie. Na początek poskładałem supersoft Bowensa, taką nakładkę na dużą białą czaszę, połączenie technologii kosmicznej i techniki godnej króla Ćwieczka. Z jednej strony stosują kevlar, z drugiej strony śrub mocujących wstydziłaby się chińska manufaktura. Ale ważne, że fajnie świeci. Tym razem wybrałem konfigurację dającą trochę ostrzejsze światło.
Ponieważ jestem leniem, uznałem, że może jedna lampa wystarczy. Wystarczyła. Zrobiliśmy więc zdjęcie i poszliśmy do domu. Nawet proponowałem Tomkowi, że może zrobimy jeszcze coś, jakieś inne warianty, inne światło. Nie jestem w końcu przyzwyczajony, by tak szybko pracować. Tomek jednak stwierdził, że już ma to, co chciał. No to przecież nie będę się z facetem kłócił, że chcę siedzieć po nocy i błyskać lampami. 
Pierwsza fota tamtego dnia

 Ostatnie poprawki. Na zdjęciu widzicie profesjonalny grzebień. Dla mnie wygląda tak samo, jak ten z kiosku za 2 zł. Podobnie pewnie patrzą ludzie na nasze aparaty i zastanawiają się, czym się różnią od ich własnych.

Ta duża plama u góry to supersoft. A pod nią Tomek Szabelka i asystent Maciek Kotylak
A to gotowe zdjęcie, jakie poszło na konkurs. 
No koniec pogratuluję jeszcze Tomkowi Styczniowi, który razem z Moniką (o której pisałem ostatnio) zdobyli trzecie miejsce na Trend Vision, a należą do zespołu Tomka Szabelki. Podwójne zwycięstwo :)
Chłopaki, przywieziecie mi z Paryża taką malutką, plastikową wieżę Eiffla? Postawię sobie na monitorze :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

17 października 2010

| przez Artur Nyk

Ile kosztuje zdjęcie?

Uwielbiam takie pytanie. Dzwoni klient, nie podaje żadnych konkretów i chce wiedzieć, ile będzie musiał zapłacić. A skąd ja mam to wiedzieć? Czasem, jeśli pytanie jest zadane w wyjątkowo kretyński sposób, to odpowiadam, że między 1000, a 10.000 zł. Głupie pytanie, głupia odpowiedź.

Jasne, że nie każdy musi być uświadomiony w kwestii praw autorskich. Nie każdy musi być zorientowany, jak duża musi być ekipa, by powstało zdjęcia. Ale przynajmniej powinni wiedzieć, jakie zdjęcie by chcieli i do czego jest im potrzebne.
Pytam się więc grzecznie, jak sobie to zdjęcie wyobrażają i gdzie chcą go używać. Najczęściej słyszę, że ma być fajne i chcą używać wszędzie. Super, teraz to już wszystko wiem. Próbuję dalej. A do kogo kierują tę reklamę? No, do młodych i dynamicznych i do rodzin. A, i jeszcze do emerytów.
Zmieniam taktykę. A ilu modeli chcieliby na sesji? Dziewczynę i faceta, a może jednak dwie dziewczyny albo dwóch facetów. OK, rozumiem, policzę różne wersje.
Wizaż jest jeszcze dla klienta oczywisty. Fryzjer? Po co, czy wizażystka nie może uczesać modeli? Jasne, że może. Stylista? A do czego będzie nam potrzebny? Choćby po to, by modele byli w coś ubrani. A to nie mogę przynieść ubrań ze sobą? Jasne, że mogą.
Wiem już, że nie warto nawet zadawać kolejnych pytań. Kierownik produkcji, asystent, postprodukcja to wszystko nie będzie potrzebne. Nie będzie, bo już wiem, że nie zrobię tego zlecenia.  Jakąkolwiek cenę podam i tak będzie za wysoka. Nie ma się czym przejmować. Mamy kapitalizm i każdy może pracować za tyle, za ile chce, każdy ma prawo zapłacić tyle, ile chce.
Wycena fotografii jest sprawą abstrakcyjną. Z jednej strony oczywiście są koszty utrzymania studia, koszty sprzętu, ekipy, pola eksploatacji zdjęcia, czas pracy fotografa. Z drugiej strony honorarium fotografa wyceniane jest w zależności od jego popularności. Po prostu prawa rynku.
Andrzej Koniakowski opowiadał mi, jak kiedyś było. Zakład pracy zwracał się do SPAFu o zrobienie zdjęć. Ci delegowali fotografa, wyceniali zdjęcia, a raczej narzucali cenę, bo o negocjacji nie było mowy. A następnie, zatwierdzali gotowe zdjęcia i klient nie miał już nic do gadania, musiał płacić. To były złote czasy…

Parę miesięcy temu postanowiłem pierwszy i ostatni raz wystartować w publicznym przetargu. Miały to być zdjęcia w kilku lokalizacjach, wszystko w plenerze, więc zależne od pogody, do przejechania było około 2000 km. Obliczyliśmy, że zajmie to około 7 dni i to przy założeniu, że cały czas będzie pogoda,  a na to nie można nigdy liczyć.
Oferta, która wygrała, była na poziomie 15% naszej ceny. Cóż, cena czyni cuda.

Zawsze znajdzie się ktoś tańszy. Nie można się tym przejmować. Trzeba robić swoje.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, przetarg, sesja
komentarz

6 października 2010

| przez Artur Nyk

Cisza na planie czyli lista moich wpadek

Oto jak wyglądała moja najnowsza wtopa.

Wynajmowałem dzisiaj studio ekipie z Warszawy, która kręciła reklamówkę wyborczą. Wynajem studia to dla mnie nie pierwszyzna ale do tej pory zawsze robiono zdjęcia, a nie film. Niby mała różnica. Tu używa się światła i tu używa się światła. Film ma za to jeden drobny, dodatkowy element. Dźwięk. A dźwięk to nie tylko to, co mówi bohater filmu, ale i rozmowy, upuszczone łyżeczki i dzwoniące komórki. Powinienem o tym wiedzieć, przecież kiedyś nawet wybierałem się na inżynierię dźwięku ( …gdyby nie ta fizyka…. ). A jednak nie pomyślałem, że skoro będą nagrywać to w całym studio musi być cisza absolutna. No i dzisiaj całe studio było sparaliżowane. Gosia nie mogła obrabiać zdjęć, bo słychać było klikanie myszki. Wszystkie telefony wyłączone. W kibelku wodę spuszczałem pooowoooluuutkuuu.
I nie zapomnę miny Daniela, gdy, będąc na drugim końcu studia, za zakrętem korytarza, w kuchni za ledwo uchylonymi drzwiami, wyciągając słomkę z szeleszczącego, celofanowego woreczka, usłyszał ryk : CIIIIISZAAAA!!!! Swoją drogą, nie wiem, po co Danielowi była słomka, skoro zawsze pije tylko wodę?

Innym razem pojechaliśmy na zdjęcia do Gliwic. W sumie blisko. Wyciągamy z samochodu statywy, lampy, blendy, czasze, softboksy, komputer, różne drobiazgi. Ale czegoś mi tu brakuje… Patryk, wziąłeś walizkę z aparatem? …..???? Myślałem , że Tomek spakował. Tomek, włożyłeś walizkę do samochodu? Ja? Myślałem, że ty wkładałeś…. Nie było wyjścia, musiałem przyznać się klientce, że zapomniałem aparatu. Pojechałem do studia, a chłopaki przez półtorej godziny zabawiali klientkę rozmową.

Jak działa światłomierz, dzisiaj już wiem. Ale kiedy kupiłem lampy studyjne i pierwszy światłomierz Elfo (wyglądał i ważył jak mała cegła ), nie miałem pojęcia, jak go używać. Moje pierwsze filmy były kompletnie prześwietlone. Nie wiedziałem, o co chodzi i poszedłem sprawdzić go do mojego kumpla. Szymon przetestował go w porównaniu do swojego wypasionego Gossena i stwierdził, że wszystko jest OK. Powiedziałem, że w takim razie nie wiem o co chodzi, podziękowałem i wyszedłem. Ale dobrze wiedziałem, o co chodzi. Ja, mierząc światło, przykładałem światłomierz do obiektywu, kierując kopułkę pomiarową w stronę fotografowanego motywu. A Szymon robił odwrotnie. Przyłożył światłomierz do motywu i skierował w stronę aparatu. No skąd mogłem wiedzieć, że tak się to robi???

Jedno z moich pierwszych komercyjnych zleceń to zdjęcia klasowe w szkole. Byłem bardzo przejęty i od kilku dni przygotowywałem się do tych zdjęć. Wreszcie zdjęcia zaczęły się. Zrobiłem pierwsze zdjęcie zbiorowe, potem drugie, przyszła trzecia klasa. Zerknąłem na wyświetlacz aparatu, by sprawdzić, ile zostało filmu i zamarłem. Na wyświetlaczu było wielkie ZERO. Zapomniałem o włożeniu filmu. Zachowałem zimną krew i powiedziałem do dyżurnej, która przyprowadzała klasy: Zróbmy jeszcze raz te dwie pierwsze klasy,  bo światło jest teraz znacznie lepsze. Następnie odwróciłem się  i założyłem film tak, by nikt nie widział.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sesja
komentarz

4 października 2010

| przez Artur Nyk

Ile trwa dzień pracy fotografa?

3 godziny? 6 godzin?  A może tylko godzinę? Przecież zrobienie zdjęcia trwa tylko chwilę. Taki jest zwykle stan wiedzy ludzi, którzy nigdy nie mieli z profesjonalną fotografią nic do czynienia.

Mój dzisiejszy dzień pracy trwał od 9:00, gdy wyjechałem na sesję, do 23:00, gdy dotarłem do domu. Słaby jestem z matematyki i nawet nie mam ochoty liczyć, ile to jest godzin. A do zrobienia miałem tylko 6 zdjęć. To prawda, że nie jestem gościem, który pracuje bardzo szybko. Ale też nie obijałem się.  Nie licząc godzinnego dojazdu, cały czas pracowałem. Czy kadr jest dobry? Może trochę w lewo? Nie, wracamy w prawo. A gdyby tak niżej? O, teraz lepiej. I jeszcze trochę obrócimy… No, może być. Światło wyżej. Sprawdzam. Za dużo, zmniejszam. Sprawdzam. Wypełnienie za małe, dodaję. Sprawdzam. Główna lampa niżej. Sprawdzam. Bardziej w lewo. Sprawdzam. Ostrość. Sprawdzam. Jednak wyżej. Sprawdzam. Sprawdzam. Sprawdzam… W międzyczasie układamy elementy stylizacji. Może to albo to. A może lepiej tak. Albo… Czy to ma błyszczeć? A może bardziej matowe?
Nim zrobię pierwsze zdjęcie, mam już zapchane karty w aparacie. Jedno zdjęcie jest jeszcze łatwo zrobić, ale gdy robi się serię, trudności szybko rosną, bo trzeba przewidzieć wszystkie możliwe problemy, jakie mogą wystąpić.

Oczywiście, im dłużej trwa sesja, tym szybciej robi się kolejne zdjęcia. O ile przy pierwszym zdjęciu kwestia ustawienia kieliszka milimetr w prawo lub lewo, może być rozważana przez godzinę to przy każdym kolejnym zdjęciu szybciej ustalamy takie drobiazgi. Przy ostatnim zdjęciu, pierwsze ustawienie akcesoriów na planie od razu wszystkich zachwyca. Najlepsze jest to, że te ostatnie zdjęcia wcale nie są gorsze, niż te pierwsze….

Nie ma to jak wolny zawód. Wolno mi pracować cały czas..

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, sesja
komentarz

3 października 2010

| przez Artur Nyk

Ze strychu do Londynu

Dzisiaj będę się chwalił, co rzadko mi się zdarza.  Przed godziną dostałem maila z informacją o publikacji mojego edytorialu w wydawanym w Londynie magazynie fashion – MC MAG. Bardzo mnie ta informacja ucieszyła, bo zobaczenie własnych fotografii w zagranicznym magazynie to zawsze świetna sprawa. Tak bardzo się cieszę, że aż będę pisał dzisiaj poważnie. Ale obiecuję, że jutro wrócę do dawnej formy.

Sesję stworzyłem we współpracy z młodym i odjechanym stylistą Grzegorzem Poradą. Grzegorz wpadł na pomysł, by sesję zrobić w jakiejś piwnicy. Ja zaproponowałem własny strych. I tak zostało. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nie napracowaliśmy się nad aranżacją. W zasadzie nie zrobiliśmy nic. Strych po prostu tak wygląda i chwała za to moim sąsiadom, którzy uznali, że te rzeczy będą im jeszcze potrzebne. Moje były jedynie dzieła Lenina, które kupiłem w czasach, gdy kosztowały mniej, niż zwykła gazeta. Przez lata bardzo dobrze się sprawowały w roli podstawek pod kolumny.
Za dobrą atmosferę na sesji i wizaż odpowiadała Zosia Zielińska. Czesała kreatywna Ela Wilska, a pomagał wszechstronnie Maciek Kotylak. Dzielnie marzli, pozując, Jacqueline i Darek Wierzycki.

Bawiliśmy się doskonale, zwłaszcza gdy Darek wystąpił w kasku narciarskim. Ciężko było uspokoić w tym momencie Jacqueline, która śmiała się przeraźliwie, gdy pochylał się nad nią. Mnie podobał się kaganiec, Jacqueline zakładała go Grzegorzowi z dużą wprawą. Ciekawe, skąd ją miała?

Cały numer można zobaczyć tu.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz
← 1 … 16 17 18 19 20 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close