×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

Canon

8 lipca 2011

| przez Artur Nyk

Sesja na tilcie

Wczoraj robiliśmy sesję nowej jesiennej kolekcji Patrola. Pogodę trafiła nam się idealnie – 30 stopni i zero chmur. Ja byłem zachwycony, modele trochę mniej, pozując w swetrach, czapkach i rękawiczkach.

Do zdjęć użyłem obiektywu canona 45/2,8 shift/tilt. To już stara konstrukcja i jako jedyna z wszystkich canonowskich TS’ów nie ma oznaczenia L. Trochę to widać, zwłaszcza aberacje chromatyczne są dosyć spore. Natomiast plastyka obrazu i możliwość jego manipulacji są znakomite.
Możliwości shiftowania nie użyłem, ale zmniejszenie głębi ostrości przez tiltowanie w kilku sytuacjach się sprawdziło.
Dawno już nie używałem ręcznego ustawienia ostrości co w połączeniu z tiltowaniem sprawiało trochę problemów. Musiałem dbać o ustawienie ostrości dosłownie „na oko” i pilnować, by szerokość ostrości pokryło się miejscem, gdzie byli modele. Przy złamaniu osi obiektywu, czyli właśnie stiltowaniu, nie mamy do czynienia z płaszczyzną ostrości, która rozciąga się do przodu i do tyłu, ale otrzymujemy sferę ostrości, która ma jest ograniczona nie tylko z przodu i tyłu, ale też po bokach.

Właściwie efekt tilt jest tym, czego kiedyś konstruktorzy aparatów właśnie chcieli uniknąć. Po to budowano wielkoformatowe aparaty z możliwością łamania płaszczyzn ostrości, by fotograf mógł zrobić ostre zdjęcie w sytuacji, gdy normalny aparat nie daje takich możliwości. A potem oczywiście ktoś użył tej funkcji zupełnie odwrotnie :)

Wzorcowy przykład efektu tilt

 Przygotowanie planu do opcji jesień-zima, czyli eliminacja chwastów
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Canon, sesja, sprzęt
komentarz

28 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Aparaty psują się na potęgę

Szczerze mówiąc, sądziłem, że aparaty dobrej klasy są dosyć niezawodne. Oczywiście, że raz na jakiś czas coś może się zepsuć nawet w najlepszym sprzęcie, ale jest to raczej ewenement. Teraz zostałem wyprowadzony z błędu. „Jedynka” mojego znajomego zaczęła  mieć jakiś problem z migawką. To się zdarza, migawka to część prawie eksploatacyjna, coś jak klocki hamulcowe w samochodzie. Jak dużo jeździsz to co jakiś czas trzeba wymienić.
Ponieważ jechałem do Warszawy, zabrałem aparat do serwisu. I tu przeżyłem mały szok. Sądziłem, że gdy zjawię się tam z aparatem, przyjmie mnie miły pan, lekko znudzony oczekiwaniem na klienta.

Tymczasem musiałem stać w kilkuosobowej kolejce, a sprzęt przyjmowało do serwisu trzech panów. Kolejka utrzymywała się cały czas, łatwo więc wyobraziłem sobie, że dziennie pojawia się tam kilkaset osób….
Ludzie przynosili aparaty, obiektywy, lampy, czyli wszystko się psuje teraz i to masowo. Mnie przez około 20 lat używania sprzętu tylko raz zepsuła się przesłona w obiektywie, a u mnie raczej sprzęt nie leży na półce. Miałem więc prawo sądzić, że ciężko zepsuć sprzęt, a tu jednak okazało się inaczej :)

ps. przesłona zepsuła mi się w Canonie 24-105/4 L IS. Tak samo zresztą, jak trzem moim znajomym. Jeśli więc macie taki obiektyw, to albo już byliście w serwisie albo dopiero będziecie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, sprzęt
komentarz

1 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Idealne połączenie

To jedno z moich najbardziej ulubionych zdjęć i jednocześnie jedno z pierwszych zrobionych na Canonie 1 Ds mk3. Wczoraj pisałem o nim dużo, dzisiaj dla równowagi pozwolę się Wam nacieszyć samym obrazem. A to, co na nim jest, to klasyczne piękno. Jaguar też jest piękny :)
A dlaczego wspominam o Canonie? Trochę się bałem, jak sobie poradzi w tak trudnych warunkach oświetleniowych. Efekt bardzo mnie zachwycił, piękne przejścia tonalne, kolor i brak problemów w cieniach. 
Ale kto by się tu przyglądał  cieniom :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, dobre zdjęcia, sprzęt
komentarz

31 maja 2011

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli Canon 5D mk2 kontra 1Ds mk3 czyli grip w cenie samochodu

No i stało się. Właśnie czytacie 300 wpis na moim blogu. Ale ponieważ wszystko, co najważniejsze, podsumowałem już wcześniej, tym razem test jednego zdjęcia, który rozwiąże wiele wątpliwości.

Już dawno planowałem porównać te dwa aparaty, ale muszę przyznać, że trochę się tego testu obawiałem. Bo co, jeśli okaże się, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy aparatem za 8.000 zł i 25.000 zł?
W końcu jednak trawiony ciekawością, zdecydowałem się na ten pojedynek.

Okazją była sesja zegarka, którą ostatnio robiłem. Nie było to zlecenie komercyjne, więc mogłem sobie na taki test pozwolić. Najpierw trochę o samym sposobie fotografowania zegarków. Zegarek, jak każdy widzi, jest mały, błyszczący i ma szybkę. To cechy ewidentnie utrudniające sprawę. Kiedyś sporo fotografowałem zegarków dla marki Timemaster i już wtedy musiałem rozwiązywać całą masę problemów z oświetleniem.

Szybka to pierwsze zmartwienie, odbija się w niej wszystko co świeci. Można oczywiście zastosować filtr polaryzacyjny, ale po pierwsze, nie zawsze wszystkie bliki w ten sposób można zdjąć, po drugie, w ten sposób automatycznie likwidujemy bliki na tarczy, a to nie zawsze jest naszym celem.
Zegarek się błyszczy i najczęściej ma chromowane powierzchnie, które musimy takimi pokazać. I tu pojawia się dodatkowy konflikt, bo ma błyszczeć chrom, a nie może błyszczeć szkło. Część producentów decydowała się kiedyś na przygotowanie specjalnie do zdjęć zegarków bez szybki, co nie zawsze dawało dobry efekt.
No i na koniec, zegarek jest mały, czyli musimy stosować obiektyw makro. A to oznacza małą głębię ostrości. Rozwiązaniem są obiektywy typu shift lub praca na wielkim formacie. Możemy wtedy tak złamać płaszczyznę ostrości, by uzyskać idealną ostrość na całym obszarze. Jest też drugie wyjście, z którego ja skorzystałem tym razem. Po prostu odsunąłem się z aparatem do tyłu. Automatycznie zwiększyło mi to głębię ostrości, choć sam zegarek zmniejszył się w kadrze. Pisałem ostatnio o celowości posiadania aparatów o dużej rozdzielczości. To właśnie jeden z tych przypadków, kiedy duża matryca bardzo się przydaje.

To jeszcze półprodukt, ale już dosyć bliski skończenia

Przy tego typu fotografii bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie przedmiotu do zdjęć. Zegarek bardzo dokładnie wyczyściłem i zamocowałem solidnie na stole. To ważne, by i aparat i zegarek nie miał szansy na nawet najdrobniejsze poruszenie, gdyż może to sporo zmienić w ostrości i oświetleniu.
Zacząłem od ustawienia głównego światła, którym był tu soft 35×90 umieszczony naprzeciw aparatu. (moc około 250 Ws). Jako drugie światło postawiłem lampę z dużą czaszą po lewej stronie (moc około 30 Ws). Odpowiedzialna jest za oświetlenie paska na dole. Teraz nastąpiły długie próby znalezienie optymalnych blików na kopercie. Mając dwie lampy, uznałem, że to w zupełności wystarczy, a do zrobienia blików wykorzystałem małe ekrany z własnych wizytówek.

Gdy uznałem, że w zasadzie wszystko jest już OK, zrobiłem dłuższą przerwę i zastanowiłem się, co mógłbym jeszcze poprawić. Dołożyłem trzecią lampę z dużą, dosyć miękką białą czaszą i obserwowałem, co się dzieje (moc około 30 Ws). Okazało się, że dodatkowa lampa lekko wypełnia cienie na tarczy, co daje dobry efekt.
Na koniec dołożyłem jeszcze jedną lampę, której jedynym zadaniem było zrobienie bliku na krawędzi szybki na dole zegarka (nie ma go na zdjęciu, będzie dołożony w postprodukcji).
Aby nie poruszyć nawet minimalnie aparatu w trakcie wyzwalania migawki, zdjęcia wyzwalałem bezpośrednio z Aperture, do którego podpięty był Canon.

Gdy wreszcie skończyłem definitywnie to zdjęcie, nadszedł czas na zrobienie go Canonem 5D mk2.  Ponieważ jest mniejszy i nie miał gripa, nie uzyskałem dokładnie tego samego kadru, mocując go na statywie.

Zrobiłem zdjęcie, wyświetliłem na ekranie razem ze zdjęciem z 1Ds mk3 i…. Nie zauważyłem różnicy….
To znaczy w pierwszej chwili nawet je widziałem  ale były to tylko moje pobożne życzenia. Oglądałem oczywiście w pełnym powiększeniu, sprawdzałem, jak plik reaguje na kontrast, ekspozycję, odzyskiwanie szczegółów w bielach. I nic. Nie znalazłem nic, co byłoby jakąś zdecydowaną różnicą. Jedyną rzeczą, którą się różniły, był balans bieli. Zdjęcie z „piątki” było zbyt chłodne. Ale przy RAWie to żadna różnica.

Zdjęcia wyświetlone w Aperture, po lewej 5D mk2, po prawej 1Ds mk3

Ten test jeszcze niczego nie dowodzi tak naprawdę, mamy tu specyficzną scenę, prawie monochromatyczną. Postaram się niedługo znowu zrobić porównanie obu aparatów, tym razem przy świetle dziennym i z nastawieniem na kolor.

Czy więc rzeczywiście nie warto dopłacić do „jedynki” kwoty 17.000 zł za wbudowany grip? I tak i nie. 1Ds mk3 nie miał żadnej konkurencji, gdy pojawił się na rynku i nadal jej nie miał, gdy go kupiłem. Wtedy nie miałem innego wyboru. Czy dzisiaj zdecydowałbym się na 5D mk2 w zamian? Co dostajemy za te 17.000 zł? Na pewno zdecydowanie lepszy autofokus, zdecydowanie lepszą ergonomię, możliwość pracy na dwóch kartach, sporo osprzętu w standarcie, większe możliwości personalizacji, lepszy wizjer, brak możliwości kręcenia filmów i gorszy wyświetlacz, a gratis zdecydowanie lepszą minę klienta, gdy pyta o cenę naszego aparatu :)

Raczej nie zamieniłbym się na „piątkę” bo 1Ds mk3 to najlepszy aparat, jaki miałem w życiu. Gdy robi się 100 klatek tygodniowo, nie zwraca się uwagi na wiele drobiazgów. Gdy robi się ich tysiące, to mały drobiazg może wyprowadzić z równowagi :)

Wycinek zdjęcia z Canona 1Ds mk3 (kliknij, by zobaczyć w pełnym rozmiarze)

Wycinek zdjęcia z Canona 5D mk2 (kliknij, by zobaczyć w pełnym rozmiarze)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, backstage, Canon, foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, sesja, sprzęt, test
komentarz

27 maja 2011

| przez Artur Nyk

Hasselblad sześciostrzałowy

Pewnie część z Was już czytała o nowym Hasselu. Najnowsza przystawka to już nie jakieś marne 60 czy 80 Mpx ale okrągłe 200 Mpx rozdzielczości. Moje oczy też zrobiły się okrągłe, gdy to zobaczyłem. Od razu rozmarzyłem się, co mógłbym zrobić z takim aparatem… Ale już po chwili ochłonąłem i  doszło do mnie, ile musi ważyć taki plik.

fot. Hasselblad

Po co więc robić aparaty o tak astronomicznie wielkich matrycach? Gdy miałem Canona 5D, to plik 12,8 Mpx wydawał mi się znakomity pod kątem ostrości obrazu, koloru i szczegółu. Gdy przesiadłem się na 1Ds mk3, to 21 Mpx zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. W tamtym momencie był to na pewno najlepszy mały obrazek, który na dodatek mógł nawiązać walkę ze średnim formatem. Teraz po kilku latach od jego premiery Jedynka nie robi już takiego wrażenia swoimi parametrami. Największą konkurencję robi mu 5D mk2, który ma matrycę o tej samej rozdzielczości. (Sam byłem zawsze ciekawy jakie są różnice w tym aparatach i już bardzo niedługo zrobię mały test porównawczy obu aparatów).

Wracając do średniego formatu, gdy zacząłem oglądać zdjęcia z przystawek 40 czy 65 Mpx to niestety różnica jest widoczna. Mój Canon tu nie ma szans.  Rożnica jest spora, a nawet bardzo duża. Pewnie większość z Was zapyta, ale po co taka duża rozdzielczość, jeśli zdjęcie potem w druku ma format A4? Otóż wszystko zależy od tego, co fotografujemy, dla kogo i za ile. I pytanie pomocnicze: i jak bardzo jesteśmy leniwi?

Już odpowiadam. Jeżeli fotografujemy szafkę lakierowaną na wysoki połysk, to przy wydruku A4 różnica w zdjęciu o rozdzielczości 20 Mpx i 40 Mpx pewnie będzie trudna do wychwycenia. Lakierowana powierzchnia nie ma praktycznie faktury, więc więcej pikseli nie przekaże więcej informacji. Ale jeśli fotografujemy zamszowe rękawiczki to dwukrotnie większa rozdzielczość pozwoli na zapisanie większej ilości informacji o fakturze zamszu. I dobry druk jest w stanie tę fakturę pokazać.

Ma też znaczenie, dla kogo fotografujemy. Miałem kiedyś długą rozmowę z potencjalnym klientem, który ostatecznie był zawiedziony, bo przyznałem się, że pracuję na Canonie i nie mam średniego formatu (przy okazji pytał się też o lampy i znowu go zawiodłem, że nie mam Profoto). A tak na serio, to agencje reklamowe czasem muszą zmagać się z problemem zmiany koncepcji obrazu już po sesji. Gdy nagle się okazuje, że do reklamy idzie nie całe zdjęcie, a tylko jego fragment, muszą mieć zapas rozdzielczości. Gdy w grę wchodzi poważna sesja, dobrze jest mieć rezerwę jakości.

No i zależy, za ile pracujemy. Jeśli nasze zdjęcie kosztuje 100 zł, to raczej będzie kiepsko zarobić na taką przystawkę, chyba, że szybko sprzedamy 1280 takich zdjęć (tak, zgadza się, przystawka 200MS kosztuje 128.000 zł i to netto). Ale wystarczy robić zdjęcia po 5000 euro i wtedy mamy zdecydowanie inne podejście do kwestii sprzętowych :)

A dlaczego pytałem o poziom lenistwa? Bo duża matryca to najlepsze wytłumaczenie dla robienia zdjęć w sposób „upraszczający” sprawę. Czyli zamiast precyzyjnie ustawiać kadr, robimy tak na oko, z dużym zapasem, bo „potem się wykroi kadr”. Znam to z autopsji, gdy mam jakiś drobiazg do zrobienia w studio, to robię szerszy kadr gwarantujący pełną ostrość i po sprawie :)

No dobrze, ale po co nam 200 Mpx? To już chyba mała przesada, nawet dla mnie. Na dodatek nie jest to jednak takie prawdziwe 200 Mpx. Przystawka, 200MS, tak na prawdę ma rozdzielczość 50 Mpx i „tylko” tyle będą miały pliki, gdy będziemy fotografować ludzi i wszystko inne, co się rusza. Gdy chcemy większej rozdzielczości, musimy sobie znaleźć coś bardzo nieruchomego, gdyż aparat będzie musiał zrobić 6 strzałów. Za każdym razem ultra-hiper precyzyjne siłowniki będą przesuwały matrycę o 1 albo i 0,5 piksela i w jakiś super skomplikowany sposób procesor poskłada to wszystko do kupy. Nawet nie chcę wiedzieć, jak to się dzieje. Ważne, że nie można nawet oddychać w trakcie fotografowania, by nic się nie poruszyło. Hassel ma też tryb czterostrzałowy, który pewnie będzie najczęściej wykorzystywany. Wtedy powstanie tylko plik 50 Mpx, ale za to o znakomitej ostrości i rozpiętości tonalnej.

Oczywiście, jest jeszcze cała masa innych problemów z takim aparatem, nie tylko praca na bezdechu. Aby zrobić zdjęcie za pomocą czterech strzałów, musimy też mieć absolutnie powtarzalne lampy. Za każdym razem błysk musi mieć dokładnie ten sam kolor i moc. A to oznacza, że nie zadowolimy się byle czym. Polecam np. generator Broncolor z głowicą za jedyne ok 47.000 zł :)
Do kompletu przyda się jeszcze stacja graficzna, ale to już jest tanie. 12-rdzeniowy MacPro kupicie za 25.000 zł. No ale warto by dołożyć mu trochę pamięci. Tak z 8 kości 8GB, to już tak mała kwota, że szkoda o tym nawet wspominać. Ale na pewno pamięć się przyda, bo RAW potrafi mieć nawet 1,2 GB (słownie jeden przecinek dwa giga bajta ).

A wszystko po to, by robiąc zdjęcie, można było policzyć każdą cząsteczkę kurzu, która osiądzie na naszym fotografowanym przedmiocie.

Polecam, byście sami sobie zobaczyli, jak wyglądają zdjęcia z tego aparatu i poczytali o nim więcej.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, sesja
komentarz

25 maja 2011

| przez Artur Nyk

Nikon lepszy od Canona

To brzmi jak prowokacja, zwłaszcza na moim blogu, gdzie wiele razy dowiodłem, że Canon jest lepszy… Bo TAK! :)
Nie mniej dzisiaj muszę przyznać, że Nikon zrobił coś bardzo fajnego i bardzo potrzebnego. Firma stworzyła stronę poświęconą prawu autorskiemu w fotografii fotoprawo.pl Przyznają się, nie przeczytałem wszystkiego, co już tam jest, a jedynie trochę przejrzałem materiały i artykuły. Już to, co jest, wygląda dobrze i mam nadzieję, że poziom będzie utrzymany.

Tego typu inicjatywa jest bardzo potrzebna, bo wiedza wśród fotografujących na temat swoich praw jest ciągle dosyć słaba. I nie jest istotne, że robi to Nikon, który w ten sposób znalazł świetny sposób na własną reklamę. Istotne jest, że ktoś to robi.
A Canon? No niestety, cytując klasyka: Brak akcji jest.
Przydałyby się jeszcze działania uświadamiające klientów w tej dziedzinie. To już jest bardzo nudne, gdy słyszę: No jak to? Przecież zapłaciłem za zrobienie zdjęcia, no to jest moje. A teraz mam płacić za jakieś prawa?….

Polecam bardzo, by wczytać się we wszystko, co można tam znaleźć i poznać własne prawa. Gwarantuję Wam, że nic tak nie cieszy, jak wystawienie kolejnej faktury na prawa autorskie do tego samego zdjęcia.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, Nikon, porady
komentarz

19 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Nowy Canon nadchodzi

Sam nie wiem, czy się cieszyć, czy smucić… Jako fan Canona powinienem być zachwycony już z samych zapowiedzi nowych zabawek. Wiem, że jak tylko nowy model pojawi się na rynku, zacznę zauważać różne niedociągnięcia i niedogodności mojego aparatu. Pogorszy się ostrość obrazu, kolory będą jakieś takie słabe, uchwyt zrobi się trochę niewygodny… (o ile w nowym aparacie będzie inny uchwyt).

Jednym słowem, zacznę szukać pretekstu do kupienia nowego Canona. Wiem, że tak będzie, bo dokładnie tak było ostatnio. Gdy tylko zacząłem realnie myśleć o zmianie aparatu, to od razu moi klienci zaczęli się dopytywać, czy plik z mojego starego aparatu będzie dostatecznie dobry do ich potrzeb.

Teraz jednak jestem tak zadowolony z jakości obrazu, że następnym etapem dla mnie jest jakość, jaką oferują średnie formaty. Mówię o przystawkach, jakie pojawiły się w ostatnich kilku latach o rozdzielczościach 40- 60 Mp i 16 bitach na kolor.
A jeżeli taką jakość będzie mógł zaoferować nowy Canon 1Ds mk4 ? Na Canonrumors możemy przeczytać o coraz większej ilości przecieków na ten temat. Wszystko wskazuje na to, że matryca ok. 40 Mp jest bardzo realna. Jeżeli zrobią taką matrycę to i 16 bitów na kolor też jest możliwe.
Producenci średnich formatów zawsze chwalili się, że ich aparaty są lepsze ze względu na obiektywy, które przenoszą większe rozdzielczości. A robią to dlatego, bo mają fizycznie większe wymiary. To chyba oczywiste, że większe szkło pozwala na przeniesienie lepszego obrazu. Ale czy aby na pewno tak jest? Czy rzeczywiście obiektywy średnioformatowe mają większe szkła? Wyciągnąłem z szafki jedyny obiektyw z Mamiya’i jaki mi pozostał, Sekor 150/3,5 N i porównałem go z Canonem 70-210/4 L IS.
Ponieważ Sekor jest krótszy, postawiłem go na pudełku, aby tylne soczewki były na tym samym poziomie, zobaczcie sami, jak to wygląda :

Canon jest oczywiście po lewej stronie. Widzicie jakieś różnice w wielkości soczewek?

Analogicznie można by stwierdzić, że z soczewki wielkości główki od szpilki nigdy nie da się uzyskać dobrego obrazu. A przecież właśnie patrzycie na zdjęcie zrobione ajfonem (mocno zmniejszone już).
Jeżeli macie wiedzę na temat fizycznych właściwości soczewek to piszcie w komentarzach. Może jest jakieś uzasadnienie dla średniego formatu, coś, co sprawi, że mały obrazek nigdy nie dogoni większego brata? A może nie ma…
Czekają nas ciekawe czasy, jeśli Canon dogoni średni format…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Mamiya, sprzęt
komentarz

27 marca 2011

| przez Artur Nyk

Canon 1200/5,6

Wczoraj wspomniałem o tym wyjątkowym obiektywie, ale wiem, że część osób uznała to za żart. A jednak  taki obiektyw istnieje realnie. Kosztuje zaledwie około 400.000 – 450.000 zł :) Pamiętam, jak znalazłem go w jakimś sklepie internetowym, gdzie przeczytałem o promocji ratalnej: Już od „45.000 zł miesięcznie”. Prawie dałem się skusić….

Niestety, nigdy nie miałem go w ręce, ale znalazłem w sieci opinię fotografa, który go używał. Polecam lekturę tekstu, który pomoże Wam zdecydować czy chcielibyście posiadać taki obiektyw :)

„Jestem użytkownikiem tego obiektywu od dwóch tygodni. Od tego czasu zdążyłem uszkodzić cztery autobusy miejskie, wykoleić dwa tramwaje (po co podjeżdżały tak blisko), zarysować czternaście samochodów. Potrąconych rowerzystów i przechodniów nie licze. Niestety nie zdążyłem się jeszcze ubezpieczyć, ale ponieważ kupiłem go w promocji na allegro oszczędziłem 45tys zł i będę miał z czego wypłacić tym ludziom odszkodowanie. 
Mimo tej drobnej wady obiektyw sprawuje się bardzo przyzwoicie. Nie winietuje, ostrzy jak trzeba, żadne mydło jak piszecie, normalnie żyleta. Wczoraj z centrum Gdańska fotografowałem zwierzęta w puszczy Kampinowskiej. Dzisiaj z sąsiedniej dzielnicy strzelałem do kumpla w Alpach Szwajcarskich bo wysłał mi maila, że właśnie sie wybiera i tez wyszedł pięknie ostry, na fotkach widać nawet jak mocno ma zużyte klocki hamulcowe w swoich tarczówkach i że brakuje mu troche płynu w układzie hydraulicznym. Zaraz wyśle mu fotki żeby to sprawdził. Nie wiem czy nie zauważył też, że ma wewnętrzne pęknięcie w sztycy pod siodłem. Lepiej go ostrzegę. Tak więc do samej pracy obiektywu nie mam żadnych zastrzeżeń. 
Poza drobnymi niedogodnościami, do pracy z obiektywem również nic bym nie miał. W czterech chłopa dajemy rade swobodnie nim manewrować. Co prawda trochę zachodzi na zakrętach, ale z tego co wiem z autobusami przegubowymi dzieje się dokładnie to samo, czyli wszystko jest w normie. 
Aha, w zestawie Canon powinien dorzucać krótkofalówki do porozumiewania się operatorów tego obiektywu i osoby stojącej za aparatem. Brak możliwości komunikacji werbalnej trochę komplikuje sprawne fotografowanie a w szczególności szybkie kadrowanie. Trzeba pisać scenariusze zanim wyruszy się na polowanie. 
Idealny obiektyw dla paparazzich, którzy niekoniecznie chcą się wyróżniać w tłumie między zwykłymi foto-amatorami, a to wszystko dzięki nie wzbudzającej żadnych podejrzeń konstrukcji oraz standardowemu kolorowi towarzyszącemu klasycznej fotografii od wieków. 
Wykonanie obiektywu też nie powinno budzić żadnych zastrzeżen. Jak pisałem wyżej, … miałem małe przejścia podczas biegania z tym obiektywem po mieście, ale pomimo kilku otarć na samej obudowie nie pojawiła się ani jedna rysa. Mało odporne jest tylko szkło. Kiedy mój sprzęt upadł na ziemię, ułamki rozbitych kafli chodnikowych trochę zarysowały zewnętrzną powłokę szkła. Na szczęscie Canon był przygotowany na taką ewentualność i wyposażył ten wspaniały obiektyw w szkło wielopowłokowe, tak więc nie szczególnie się tym martwię, jak się zetrze do końca ta powłoka, to następną będę miał zupełnie nową. 
Inną zaletą tego wspaniałego obiektywu jest to, że można go używać nie tylko w fotografii. Z zawodu jestem zegarmistrzem. Używam go zatem również w swojej profesji jako świetne szkło powiększające (oraz z racji, że trochę kuleję jako kuli rehabilitacyjnej – ale tylko po założeniu dekielków – inaczej bałbym się że go zniszczę). Moje klientki często mylą go z rurą do tańczenia, ale to akurat mi nie przeszkadza. 

Cena jest bardzo przystępna bo można wyłapać fajną promocję i bardzo dużo zaoszczędzić, naprawdę polecam wszystkim foto-amatorom i nie tylko ten obiektyw. Warto odłożyć trochę zaskórniaków żeby cieszyć się takim cudem. 
Prawie same plusy :-)”


autor DarekG


Dodam jeszcze, że na świecie istnieje tylko kilka, może teraz już kilkanaście egzemplarzy tego szkła. Robiony jest tylko na zamówienie, a większość jest w posiadaniu redakcji gazet. I raczej nie są to ambitne tytuły :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, porady, sprzęt
komentarz

24 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli tani kontra drogi

Dzisiejszy test będzie wyjątkowo nieobiektywny, choć dotyczący obiektywów.
Na ostatnich warsztatach studyjnych spytano się mnie, jaka tak naprawdę jest różnica między tanim i drogim obiektywem. No przecież to jasne, droższy jest lepszy. Ale o ile? I czy każdy dostrzeże tę różnicę?

No to przekonajmy się sami, powiedziałem i wyciągnąłem do porównania mojego  Canona EF 70-200/4 L IS z Canonem EF-S 55-250/4-5,6 IS.
Ponieważ przed chwilą zajmowaliśmy się problemem oświetlania szkła, na stole mieliśmy szklankę wody, którą torturowaliśmy na różne sposoby. Może to mało efektowny obraz, jednak pozwala na sprawdzenie kilku rzeczy. Duży kontrast światła powinien pokazać nam, jak się zachowują szkła w obu obiektywach.
Czy warto zapłacić 3000 zł więcej? Bo właśnie taka jest różnica w cenie obiektywów. A w obrazie?

No właśnie, czy widzicie na pierwszy rzut oka jakąś różnicę?

Jeszcze kilka znaczących wyjaśnień. Do tego małego testu użyłem Canona 550D z dwóch powodów. Po pierwsze, bo to bardzo popularny aparat i często to jego właściciele mają wątpliwości, czy warto zapłacić za szkło więcej, niż za samo body. Po drugie, bo jeden z obiektywów ma w nazwie literkę S czyli nadaje się tylko do niepełnoklatkowych aparatów i nie mógłbym założyć go do mojego body.
Robiliśmy oczywiście pliki RAW, które porównywaliśmy w Aperture.

Na pierwszy rzut oka widać, że 70 mm w droższym obiektywie jest dłuższą ogniskową, niż te same 70 mm w tańszym. Szklanka jest po prostu minimalnie większa przy użyciu mojego zooma. Program wyświetla w obu przypadkach, że ogniskowa to 70 mm, a jednak różnicę widać. Z tym problemem spotkałem się wiele razy przy różnych obiektywach. Np. 100 mm w makro 100/2,8 jest wyraźnie dłuższe niż 105 mm w 24-105/4 L IS. Cóż, tak ich uroda i nie ma czym się przejmować.
Widać też różnicę w kontraście. Obraz z tańszego zooma jest bardziej kontrastowy. A to niedobrze, bo oznacza, że obiektyw przenosi mniej informacji  i kompresuje obraz.
Aby zobaczyć dokładnie, w czym problem, włączyłem opcje zaznaczenia prześwietlonych (czerwony) i niedoświetlonych (niebieski) fragmentów obrazu.

Tani obiektyw nie widzi wielu szczegółów w cieniach, które droższy brat jeszcze rozróżnia. Aby pokazać to jeszcze lepiej, dołożyłem na ekspozycji +2 działki.

Teraz dokładnie widać, ile informacji można wyciągnąć z droższego obiektywu. Przy jasnych partiach ten problem natomiast w ogóle nie występuje.

A jak ze szczegółem w obrazie? Tu w obu obiektywach już ciężko się dopatrzyć różnic.

Mógłbym pewnie pozamieniać podpisy pod zdjęciami i nikt by się nie zorientował. Oba obiektywy w tym momencie dają praktycznie identyczny obraz.

Jaki z tego możemy wyciągnąć wniosek? Właściciele obu obiektywów mają powód do zadowolenia.
Nie mogę stwierdzić, że nie ma sensu kupowania szkła z serii L, ani nie mogę powiedzieć, że tanie obiektywy są do niczego. Szczerze mówiąc, jestem sam mile zdziwiony jakością taniego zooma. Oczekiwałem znacznie większych różnic, a tymczasem okazało się, że jest to świetny obiektyw dla … amatorów. Dochodzimy tu do kwestii różnicy ceny i tego, co za to dostajemy. Tani obiektyw ma plastikowy bagnet. Dostatecznie dobry, gdy zmieniamy go raz na parę dni. Jednak w mojej pracy, gdy czasem po kilka razy dziennie muszę przełożyć obiektyw, metalowy bagnet jest koniecznością. Dalej, cała obudowa serii L jest metalowa i  pyłoszczelna, a mnie często zdarza się robić zdjęcia w trudnych warunkach, gdzie kurz i pył wiruje w powietrzu. Bardziej zaawansowany jest system stabilizacji. Dostajemy też znacznie lepszą osłonę przeciwsłoneczną. Lepsze są warstwy przeciwodblaskowe, a autofokus szybszy.
Po prostu, gdy wykorzystujemy sprzęt codziennie i w najróżniejszych warunkach, suma tych wszystkich różnic jest znacząca.
Jednak, gdy zamierzamy robić zdjęcia hobbystycznie, tańszy obiektyw jest całkowicie wystarczający.

To zła wiadomość dla wszystkich, którzy szukają powodu, by wytłumaczyć, dlaczego ich zdjęcia nie są dostatecznie dobre.
Jeżeli więc macie dylemat, czy wydać 850 zł na 55-250 czy 3850 zł na 70-200, a nie zamierzacie używać go zawodowo, moja rada jest prosta.
Kupcie ten tańszy, a za 3000 zł jedźcie na super wakacje w piękne miejsce, gdzie dwa tygodnie będziecie mogli poświęcić na doskonalenie swoich fotograficznych umiejętności.
Jak wrócicie, nikt nie będzie Wam mówił, jaki masz fajny obiektyw, tylko jakie fajne robisz zdjęcia :)

PS.
Oczywiście mój mały test nie porusza wszystkich aspektów. Przetestowałem tylko jedną ogniskową i tylko w jednych warunkach. Na pewno można by rozpatrywać wiele różnych drobiazgów. Tylko po co, skoro te istotne już widać.  Dla mnie bardziej istotne jest, jak wygląda zdjęcie w całości, a nie rozłożone na czynniki pierwsze :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Canon, porady, sprzęt, test, warsztaty
komentarz

22 lutego 2011

| przez Artur Nyk

Poważna sesja czyli test iPhona

Mój maraton sesyjny wreszcie dotarł do końca. Nie mam nic przeciwko dużej ilości sesji, ale gdy jest to dzień w dzień to szybko ma się dość.
Dzisiaj robiliśmy zdjęcia w laboratorium rafinerii Orlenu w Trzebinii. Problemy w takich sytuacjach zawsze są takie same. Pomieszczenia zbyt małe, by zmieścić tam oświetlenie, modeli i jeszcze mnie, a urządzenia zbyt automatyczne, by ludzie mogli coś sensownego przy nich robić. 
Pokazano nam np. coś wielkości szafy grającej jednocześnie o wartości dobrego domu, a jedyne, co było widać przez małe okienko, to mały płomień. I co ma przy takiej maszynie robić człowiek, który jest tematem zdjęcia? Ma dobrze wyglądać. Proste :)
Gosia dzisiaj nie zabrała swojego Canona, bo postanowiła robić zdjęcia z backstage’u sesji na moim iPhonie. Ostatnio byłem zachwycony funkcją HDR, a dzisiaj pokażę Wam trochę, jak to działa. I kiedy nie działa.
Oto pierwsze zdjęcie, najpierw oryginalny plik. Typowa trudna sytuacja, gdy robimy zdjęcie pod światło. Czerń na pierwszym planie kontra prześwietlone okno. No i efekt nietrudny do przewidzenia, jest kiepsko.

A teraz z włączony HDR, pojawiły się szczegóły w cieniach, ale przede wszystkim widzimy dobrze obraz za oknem. Czary…. Ale zwróćcie uwagę na mój aparat, jest dziwnie rozdwojony.

Zobaczmy dalej, co się dzieje. Na tej klatce Gosia zarejestrowała błysk lamp. Przy okazji widać, jak aparat zapisuje obraz. Elektroniczna migawka działa całkiem podobnie do mechanicznej.

No i efekt HDR. Znowu jakimś cudem aparat wyciągnął szczegóły z kompletnie prześwietlonego fragmentu. Jakim cudem? I znowu zobaczycie miejscami rozdwojony obraz.

I ostatni przykład. Mocno poruszone zdjęcie na tle prześwietlonego okna. Nawet z RAWu byłoby ciężko coś wyciągnąć.

I HDR. Tym razem widać wyraźnie, że przesunięcie spowodowane jest podwójnym naświetlaniem. Chociaż iPhone nie daje po sobie poznać, to aby uzyskać dobre zdjęcie o dużej rozpiętości tonalnej, robi nie jedno, a dwa zdjęcia i składa je ze sobą. No niby nic dziwnego, w końcu na tym polaga HDR. Aja myślałem, że robi coś w rodzaju RAWa i z tego sobie montuje.

Jak człowiek się nie zna to musi sam sprawdzić, co jak działa :)

Generalnie jestem zachwycony, jak można z pomocą HDR zrobić świetne zdjęcie. Teraz już wiem, że trzeba nieruchomo trzymać aparat, by nie uzyskać rozdwojenia obrazu. Na szczęście iPhone może zapisać plik oryginalny i HDR i gdy coś pójdzie nie tak, to mamy zawsze normalne zdjęcie.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Canon, sesja, sprzęt, test
komentarz
← 1 … 3 4 5 6 7 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close