×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

26 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Znamy szczęśliwca, który zrobi 80 zdjęć na koszt UE cz.2

Niektórzy z Was pewnie pamiętają mój post z lipca na temat przetargu na zdjęcia dla gminy Siewierz. 
Dwa dni temu dostałem w komentarzach odpowiedź od pana Marcina Musiała, właściciela firmy, która wygrała ten przetarg. Dzięki temu mogę Wam przedstawić stanowisko firmy, którą tak skrytykowałem.
Oto ta odpowiedź:



Witam serdecznie nazywam się Marcin Musiałek jestem właścicielem P.U.H Rekoj & Joker.
Dwa słowa od siebie Siewierz jest mega dziwną mieściną tutaj absolutnie nic się nie utrzyma jak ktoś nei urodzil się tutaj nie ma szans na jakie kolwiek dzialania.
Ceny w studio jeśli ktoś potrzebuje śmiało podam napiszcie co dokładnie interesuje.
Do „przetargu” jak powiem że była jeszcze jedna oferta droższa od mojej o 20pln uwierzycie ???
Legitka u mnie ksztuje 25pln konkurencja robi po 15-20. Zdjęcia w jednym z przedszkoli /notabene chodził tam mój syn/ robiłem po 10 i 15pln konkurencja po 5pln jak tu ziałać. Wiedziałem doskonale że oferta została wysłana również do konkurencji a co za tym idzie cena za usługę będzie mocno zaniżona – chciałem to zrobić aby mieć jakieś relacje z Urzędem tm bardziej że zakupiłem platormę do zdjęć lotniczch a to już ciut inna perspektywa.Czasami trzeba stracić aby zyskać i tak właśnie jest w tym przypadku.
Co do jakości zdjęć są poprawne nie wyrywają z butów bo nie było budżetu /wymagania kosmiczne jednak szybko zostały zweryfikowane/ niebawem będzie można je obejrzeć w publikacjach które zostaną wydane.
Reasumując:
Przyjąłem to zlecenia w myśl zasady aby zyskać trzeba stracić. Gdybym nie ja to wziął to „konkurencja” po równie śmiesznych pieniądzach.
Najłatwiej jest siedzieć za klawiaturą i czytać o przetargach za naście tysięcy złotych podkreślam czytać.
Pozdrawiam



Ucieszyłem się z tej odpowiedzi, bo chciałem wiedzieć, skąd biorą się takie oferty na rynku.
Pan Marcin pisze, że Siewierz to dziwne miasto, ale pewnie nie różni się niczym od setek innych miast podobnej wielkości. Dla fotografa praca w takim miasteczku na pewno wiąże się z wieloma ograniczeniami. Przede wszystkim nie ma tam  zapewne wielu klientów z dużymi budżetami na fotografie. Konkurencja, o której pisze pan Marcin, też nie ułatwia życia. Ale czy proporcjonalnie do ilości potencjalnych klientów, w Siewierzu jest większa konkurencja, niż w moich Katowicach lub w Warszawie? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. 
Argument, że jeśli ja tego nie zrobię, świadomie na tym tracąc, zrobi to ktoś z moich konkurentów, nie jest dla mnie dobrym argumentem. 
Załóżmy, że pan Marcin rzeczywiście pozna się dzięki temu z Urzędem Gminy. Czy po zrobieniu tego zlecenia po cenach poniżej kosztów, uda się następnym razem pracować po normalnych stawkach? Moje dwudziestoletnie doświadczenie w pracy jest jednoznaczne. NIE. Klient, który raz dostał coś po niskich cenach, nie kupi w przyszłości tego samego znacznie drożej. Wiele razy sam dawałem się nabrać na pracę z nowym klientem na zasadzie: Pierwszy raz musi pan dać nam dobry rabat, bo chcemy z panem podjąć stałą współpracę. W końcu nauczyłem się odpowiadać w taki sposób: Oczywiście, bardzo chętnie podejmę stałą współpracę i jestem gotów udzielić bardzo korzystnych rabatów, jak tylko rzeczywiście współpraca okaże się stała, natomiast pierwsze zlecenie zróbmy po normalnych stawkach. No i zawsze wtedy kończy się współpraca. W końcu liczba fotografów, którzy dadzą rabat na początku jest ogromna i ciągle na rynku pojawiają się nowi. Działając w ten sposób, wiele firm jest w stanie przez długi czas dostawać zdjęcia po bardzo niskich cenach.

Z urzędami jest jeszcze inna sprawa. Większość zleceń i tak musi mieć rozpisane procedury przetargowe lub zapytanie ofertowe. A w 99% zapewne robi się je podobnie, jak przetargi na zakup spinaczy biurowych. Ważna jest tylko cena….


Zgadzam się, że pracując w małym mieście, znacznie trudniej jest znaleźć dobrych klientów. Jednak sam znam kilku fotografów, pracujących w niedużych miastach, a mimo to mających klientów z całej Polski. W dzisiejszych czasach i możliwościach kontaktowania się przez internet nie jest to trudne. Ja też mam paru klientów, których nie widziałem nigdy na oczy, z którymi kontaktuję się wyłącznie przez internet. 
Do tego jest jedynie potrzebna prosta strona z paroma dobrymi zdjęciami. Dawno już zrozumiałem, że zamiast pracować przy bardzo nieopłacalnych zleceniach, o wiele bardziej opłaca się robić zdjęcia do własnego portfolio, dzięki którym znajduję potem dobrych klientów. To po prostu działa.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, przetarg
komentarz

24 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Kupuję damską nogę

To, co uwielbiam w moim zawodzie, to abstrakcyjne sytuacje, które inaczej by się nie zdarzyły…
Trochę przy okazji, mój stały klient poprosił mnie, bym zrobił zdjęcia na potrzeby złożenia wniosku patentowego. Razem z zespołem inżynierów wymyślił bowiem jakąś kosmiczną skarpetkę naszpikowaną nowymi technologiami i musiałem zrobić serię zdjęć, ilustrujących jej działanie. Wiem, gdy piszę  „działanie skarpetki” to brzmi to trochę dziwnie, ale nie mogę oczywiście ujawnić teraz szczegółów technologii :)

Potrzebowałem do tego tylko jedną rzecz: damską nogę. W sumie nie jest to nic bardzo trudnego do zdobycia.  W Polsce żyje chyba z 20 milionów kobiet i każda z nich ma dwie nogi nawet. Ja jednak potrzebowałem nogę, która nie będzie się ruszać i która będzie do dyspozycji o każdej porze. Innymi słowy, potrzebowałem nogę manekina.

Idąc dzisiaj na obiad, wybrałem się do sklepu, gdzie mają same pupy, szyje, ręce, biusty, no i nogi. Wybrałem sobie jedną, która mi się spodobała, pan wsadził ją do przezroczystej reklamówki i wyszedłem na ulicę.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że ludzie patrzą na mnie z lekkim rozbawieniem… No tak, wyobraziłem sobie, jak wyglądam i zacząłem żałować, że nie mogę zrobić zdjęcia samemu sobie :)
Poczułem się, jak w filmie Bareji  :)

Po drodze najpierw wszedłem do jakiegoś sklepu, gdzie płacąc, musiałem mieć obie ręce wolne. Położyłem więc nogę na ladzie, co wzbudziło spory śmiech ekspedientki. Proszę, jak łatwo wywołać uśmiech, zacząłem lubić tę nogę…
Gdy wszedłem do knajpy, powitał mnie komentarz: Ale noga!!!

Podjąłem decyzję… od jutra będę wszędzie chodził z moją nową nogą. Będąc posiadaczem dobrej nogi, znacznie łatwiej mogę  nawiązywać znajomości :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

22 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Stare reklamy 2 czyli tym razem moje zdjęcia

Ponieważ wczoraj wspomniałem o moich zdjęciach, a jeszcze na blogu ich prawie nie pokazywałem to jest to dobra okazja, by to zrobić.
Zdjęcia do kalendarza Saint Gobain, producenta szkła, powstawały według podobnego pomysłu, co reklamy Ligne Roset. Musieliśmy pokazać analogie między szkłem, a naturą. Zadanie było ułatwione o tyle, że samo szkło było inspirowane w większości  motywami występującymi w naturze. Trzeba było „tylko” to pokazać.
„Tylko” nie oznacza, że było to łatwe. Ograniczeń było kilka. Trochę inaczej myśli się o zdjęciach reklamowych, jak wczoraj opisywane, a trochę inaczej o zdjęciach do kalendarza. We wczorajszych zdjęciach ważne było, aby pokazać dobrze sam mebel. Nie musieli też myśleć o ułożeniu zdjęć w określonym porządku.

My robiliśmy 12 fotografii, które miały funkcjonować jako całość. Ważna więc była kolorystyka poszczególnych zdjęć, aby nie przeważał żaden kolor. Samo pokazanie szkła nie było tak ważne, jak stworzenie fotografii, która jest atrakcyjna wizualnie i jest obrazem, na który można patrzyć bez znudzenia przez cały miesiąc. Myślę, że to jedno z ważniejszych warunków dobrego zdjęcia na kalendarz.

Wyszukanie dokładnych analogii zajęło nam dużo czasu, zdjęcia trwały prawie miesiąc. Nie było łatwo np. znaleźć ananas z dokładnie kwadratową łuską. Tylko jedno zdjęcie wygrzebałem z archiwum, falę dziobową byłoby trudno zrobić w studio :) Dwie inne fotografie zrobiłem jeszcze poza studiem, plaster miodu z pszczołami i bluszcz. Ten ostatni znalazłem w parku, nawet konar drzewa leżał już na miejscu :)
Wszystkie zdjęcia były robione jeszcze na aparacie Mamiya i filmach Fuji Velvia 50, jednego z najlepiej odwzorowujących kolory filmu na świecie.
Jak radziłem sobie z pszczołami, możecie przeczytać TU.

Z końcowego efektu byłem zadowolony, z 3 miejsca na Vidicalu również :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, Mamiya, realizacje
komentarz

21 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Stare reklamy czyli to co dobre nigdy się nie starzeje

W świecie reklamy jeśli ma coś 8 lat to może być już prahistorią. A jednak pewne kreacje mogą pozostać świeże mimo upływu lat. Chcę Wam dzisiaj pokazać coś, co mnie od paru już lat ciągle inspiruje.
Mówię o reklamach mebli Ligne Roset z 2003 roku przygotowanych przez paryski oddział agencji Grey.
Są dla mnie wyjątkowo interesujące, ponieważ fotografia jest tu kluczowym elementem.
Współpraca dyrektora kreatywnego (Pierre Berville) i fotografa (Christian Kettiger) musiała być  bardzo bliska od samego początku.

Pomysł polegający na znalezieniu analogii jest stary jak świat, tak się składa, że  rok wcześniej ja sam robiłem kalendarz dla Saint Gobain z identyczną w założeniu kreacją, by po jednej (i akurat też prawej stronie) był umieszczony produkt, a po drugiej stronie znalezienie analogii w naturze. Oczywiście ja też nie byłem pierwszym, który wpadł na taki pomysł.

W przypadku reklam Ligne Roset, mistrzowskie wykonanie polega na znalezieniu analogii na wielu płaszczyznach. Odwzorowane są nie tylko same kształty, ale też kolory, proporcje, faktury i samo oświetlenie.

Ja ciągle zachwycam się wykonaniem tej reklamy. Zrobienie jednej takiej pary zdjęć nie jest łatwe, zrobienie całej serii i utrzymanie równego poziomu, to już mistrzostwo.

Na stronie Kettigera znajdziecie jeszcze więcej reklam z tej serii.

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger 

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Agencja Grey, fotograf Christian Kettiger

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia
komentarz

18 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Oddaję pokłon czyli Patrick Demarchelier


fot. Patrick Demarchelier

Wiele razy ludzie pytali mnie, jakich mam ulubionych fotografów. A ja zamiast nich mam tylko ulubione fotografie. Często są to zupełnie anonimowe dla mnie zdjęcia, gdyż bardzo rzadko przywiązuję wagę do nazwisk autorów. Największe znaczenie ma dla mnie sam obraz i nie muszę wiedzieć, jaką autor skończył szkołę, co myśli o sztuce konceptualnej, ani czy chodzi na wybory.
Jest jednak jeden wyjątek. Uwielbiam zdjęcia Patricka Demarchelier. Wszystkie bez wyjątku. Co więcej, jego prace zafascynowały mnie już bardzo dawno, gdzieś w 1993. Zobaczyłem wtedy jedną fotografię, która mocno wpłynęła na estetykę wszystkich moich późniejszych zdjęć, a zwłaszcza aktów.
Było to zdjęcie dziewczyny wiszącej na gałęzi drzewa. Zachowałem je w pamięci przez wiele lat, nawet nie wiedząc, kto jest autorem.
Potem po jakimś czasie odkryłem Demarchelier jako fotografa potrafiącego w niesamowicie precyzyjny sposób operować światłem. Ale dopiero parę lat temu odkryłem, że moje ulubione zdjęcie dziewczyny na gałęzi jest jego pracą…

fot. Patrick Demarchelier

Nietrudno tu znaleźć nawiązania do Newtona, ale mnie o wiele bardziej zawsze pasowały zdjęcia Patricka. Klimat, który oddają jego fotografie, pełen spokoju i harmonii jest dla mnie niezwykły.

fot. Patrick Demarchelier 
fot. Patrick Demarchelier 
fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier 
fot. Patrick Demarchelier 
fot. Patrick Demarchelier 
fot. Patrick Demarchelier

Kolor, to następny powód, dla którego tak cenię tego fotografa. Każdy kolor jest świadomy i znakomicie wyważony. Potrafi sobie świetnie poradzić ze światłem zastanym, jak i w studio.
fot. Patrick Demarchelier 
fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier
Patrick pracował już chyba z wszystkimi największymi magazynami mody. Robił też zdjęcia do kalendarza Pirelli. Dwa razy :) Pierwszy kalendarz z 2005 roku jest monochromatyczny. Pamiętam, że w pierwszej chwili trochę mnie zawiódł, bo był taki „zwyczajny”. Ale z czasem bardzo doceniłem tez zdjęcia. Drugi z 2008 roku, zachwycił mnie od pierwszego zdjęcia.
fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier
fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier

fot. Patrick Demarchelier

Nie wiem, czy podzielicie mój zachwyt, część zdjęć może uznacie za „zwykłe”. Ale ja uważam, że w porównaniu do innych zwykłych zdjęć, te mają w sobie coś, co nie pozwala im się zestarzeć.
Zdjęcia, które tu wybrałem, są dosyć stare, zobaczcie, jak w tej chwili starszy już pan fotografuje…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia
komentarz

17 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Przemogłem się

Dzisiaj doszło do mnie, że niestety, ale nie mogę już dłużej udawać. To się stało i koniec. Nie ma już odwrotu… Trzeba powiedzieć sobie jasno… Idzie zima….
Zrozumiałem to dzisiaj, skrobiąc szyby w samochodzie.

Rozumiem, że są ludzie, którzy biegają już po sklepach i szukają najnowszych modeli nart. A ja czekam i czekam, aż globalne ocieplenie sprawi, że zim już nie będzie…. Nawet dezodorantu zacząłem używać, jak usłyszałem ekologów mówiących, że to przyśpiesza ten proces. A tu ciągle nic.
Trzeba będzie w takim razie wykorzystać to białe paskudztwo spadające z nieba i zrobić jakąś fajną sesję. Mam już od ubiegłego roku jeden fajny pomysł…

Nawet ja przyznam. że czasem zimą jest ładnie. Gdy zobaczyłem te ośnieżone krzaki w Bieszczadach, zabrałem Tomkowi aparat i przemogłem się podwójnie. Raz, bo musiałem zdjąć rękawiczki, dwa, bo Tomek miał Nikona… :)

Nikon, plenery, podróże
komentarz

14 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Asystent

Kiedyś przez wiele lat pracowałem sam  i nawet nie w głowie mi było, by komuś pozwolić podejrzeć, jak robię zdjęcia. Zawsze zdawało mi się, że jeśli ktoś zobaczy, jakie stosuję triki i metody, to zdobędzie wielką tajemnicę, która pozwoli mu na przejęcie klienta. Potem zrozumiałem, że to tak nie działa.

Pierwszych dwóch asystentów wybrałem intuicyjnie, następnych już bardzo świadomie, bo dokładnie wiedziałem już, czym się kierować. Po pierwsze, przyszły asystent musi chcieć nim być. Przez moje studio przewinęło się w ciągu ostatnich 10 lat około 30-40 osób, sporo z nich przychodziło z Technikum Fotograficznego na miesięczne praktyki. Już pierwszego dnia było widać, czy chcą się czegoś nauczyć, czy tylko zaliczyć. Jeśli nie byli zainteresowani tym, co działo się w studio, to od razu proponowałem im, by przyszli tylko po podpis w dzienniku praktyk i nie zawracali mi głowy. Bardzo jestem ciekawy, czy dzisiaj pracują w zawodzie.

Po drugie, asystent musi rozumieć, po co jest asystentem. Fotografia to zawód wymagający nauki w praktyce i ciągle chyba najlepiej zdobywa się tajniki wiedzy w systemie mistrz – uczeń. A to wymaga na początku, by wiedzieć, jaką kawę pije mistrz :)
A na poważnie, asystent, który od pierwszego dnia chce robić zdjęcia, nadaje się tylko wyłącznie na byłego asystenta.
Praca w systemie mistrz-uczeń jest pewną symbiozą polegającą na wzajemnym zaufaniu. Asystent musi mieć zaufanie, że jego praca ma sens i dzięki niej w przyszłości będzie mógł pracować samodzielnie. Mistrz musi zaufać, że pewne sprawy dotyczące sesji, zleceń, klientów nie wyjdą poza studio oraz, że asystent będzie wykonywał swoją pracę jak najlepiej.

Szkolenie asystenta trzeba prowadzić od podstaw i tu już nie żartuję. Robienie kawy, mycie podłogi, sprzątanie po sesji to całkiem normalne zajęcia i to nie tylko na początku. Dzięki temu pozna bardzo dobrze studio i będzie wiedział, gdzie co leży. Musi też dokładnie nauczyć się każdej najmniejszej części naszego sprzętu i naszej terminologii. Jeżeli w trakcie sesji powiem: przyklej to bobikiem i dodaj pół działki na tysiączce, to nie może się zastanawiać, o co mi chodzi. Gdy na sesji jest wiele osób, może powodować to chaos i rolą asystenta jest reagować natychmiast na polecenia fotografa. Co więcej, gdy zdobędzie już doświadczenie, powinien sam przewidywać, co za chwilę będzie potrzebne na planie.

Ale aby asystent mógł dobrze wywiązać się ze swojej roli, musi w pełni rozumieć, co robi fotograf.  I tu pora na spojrzenie z drugiej  strony. Jeżeli fotograf nie będzie tłumaczył, dlaczego wybrał tę, a nie inną lampę i jaki dzięki temu uzyskuje efekt, to asystent nie będzie mógł w trakcie sesji kontrolować, czy światło jest ustawione prawidłowo. Rolą asystenta jest panowanie nad światłem w momencie, gdy fotograf skupiony jest na modelce. W amoku pracy zdarza się bowiem, że fotograf może nie zauważyć, iż modelka przesunęła się np. w bok i precyzyjnie ustawione na początku światło nie jest już takie, jak powinno być. Dlatego bardzo ważne jest, aby asystent wiedział jak najwięcej, wiedza przekazana przez fotografa może tylko zaprocentować na korzyść samego fotografa.

Gdy asystent jest już wyszkolony, można mu dawać do zrobienia  niektóre zlecenia. To doskonały moment na weryfikację jego umiejętności.
Pamiętam, jak kiedyś robiłem zdjęcia butelek piwa dla Browaru Strzelec. Używałem do tego aparatu wielkoformatowego Cambo i filmu w formacie 6×9 cm. Sesja jednej butelki trwała około 5 godzin razem z przygotowaniem samej butelki. Gdy zrobiłem już kilka takich butelek, przy kolejnej sesji dałem to do zrobienia moim dwóm asystentom. Stwierdzili, że dobrze sobie z tym poradzą, w końcu robili to wspólnie ze mną. W rezultacie zrobienie tego zdjęcia trwało nie 5 godzin, a dwa dni. Za każdym razem, gdy mówili mi, że już wszystko jest ustawione, ja znajdowałem masę rzeczy do poprawki.
Na końcu sami stwierdzili, że nie zdawali sobie sprawy, jakie to skomplikowane.

Dla obu stron opłacalne jest, jeśli współpraca jest stała. Na początku zwykle asystent nie dostaje za swoją pracę wynagrodzenia albo wręcz sam musi płacić za możliwość nauki. Gdy jego wiedza jest już spora, wtedy można się umówić na jakąś formę wynagrodzenia, najłatwiej stałą kwotę od sesji. Asystent może też dostać do dyspozycji studio, aby realizować własne sesje.
Wcześniej czy później asystent rozpocznie własną działalność i z tym trzeba się liczyć. Zwykle współpraca trwa do dwóch lat, to czas potrzebny, aby nauczyć się wszystkiego, czego się da od mistrza.

Koniecznie trzeba też jasno ustalić kilka zasad. Oto te, które ja stosuję:

– asystent dba o sprzęt, jak o swój własny
– klienci fotografa są zawsze poza zainteresowaniem asystenta i na odwrót, również po skończeniu współpracy
– fotograf przekazuje całą swoją wiedzę
– fotograf dba, by w publikacjach asystent był zawsze podpisany

No i nie zapominajmy o bardzo ważnej kwestii. Ktoś musi nosić te wszystkie ciężkie walizki za fotografem :)

asystent fotografa, foto mądrości
komentarz

14 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Czas jest najprostszą rzeczą

Dawno temu przeczytałem tę powieść jednego z moich ulubionych autorów SF Clifforda Simaka. Tytuł utkwił mi mocno w pamięci, jako przekorne zaprzeczenie moich problemów z zapanowaniem nad czasem właśnie…
Ostatnio widziałem gdzieś diagram pokazujący, jak wygląda życie fotografa według ludzi nie mających nic wspólnego z tą branżą oraz jak wygląda to w rzeczywistości. W dużym uproszczeniu, ludzie sądzą, że fotograf przez zdecydowaną większość swego czasu fotografuje, a przez resztę podróżuje i imprezuje.
Natomiast w rzeczywistości fotograf tylko bardzo małą część czasu przeznacz na fotografowanie, a resztę spędza na obróbce, spotkaniach z klientami, przygotowywaniu prezentacji, zajmowaniu się obsługą swoich stron w internecie, poznawaniu oprogramowania, udoskonalaniu i konserwacji sprzętu i oczywiście, jak w moim przypadku, blogowaniu :)
Powiem, że pocieszyło mnie to, że nie tylko ja tak mam. Wiele razy rozmawiałem ze znajomymi fotografami, w jaki sposób zapanować nad czasem, by wreszcie móc przeznaczyć zdecydowanie więcej czasu na samo fotografowanie. Po wielu rozmowach, debatach, zastanawianiu się, stwierdziliśmy, że nie mamy najmniejszego nawet pojęcia, jak to zmienić :)
A w zasadzie to parę dobrych pomysłów padło. Zatrudnienie kilku osób, które będą prowadzić biuro, kontaktować się z klientami, organizować od podstaw sesje, zajmować się kompleksowo postprodukcją oraz kogoś, kto będzie zarządzał pracą tych wszystkich ludzi itd. Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie problemu. W ten sposób właśnie pracuje wielu fotografów na Zachodzie, a także kilku w Polsce. Jest tylko jedno „ale”. Aby zatrudnić tyle osób, trzeba pracować przy dużych kampaniach z olbrzymimi budżetami. A aby pracować przy dużych kampaniach, trzeba wykazać się dużym doświadczeniem i rozbudowanym portfolio.  A najpierw trzeba to portfolio zrobić, a na to trzeba mieć czas :)
Oczywiście przesadzam trochę. Jednak problem braku czasu na fotografowanie jest prawdziwy i coś trzeba  z tym zrobić. Ja zacząłem od rezygnacji ze zleceń, które nie przynoszą konkretnego efektu w postaci zarobku lub fajnego zdjęcia. Zamiast tego mam zamiar robić zdjęcia do portfolio. I opanować wreszcie te wszystkie, które już dawno są zrobione i czekają na obróbkę….

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

12 listopada 2011

| przez Artur Nyk

O fotografowaniu samochodów czyli wielka ściema

W fotografii coraz mniej rzeczy jest takimi, jakimi się wydają…
Na przykład fotografie samochodów. Kiedyś, jeśli na zdjęciu samochód był w ruchu to praktycznie na 100% wiadomo było, że fotograf rzeczywiście zrobił to zdjęcie w trakcie jazdy. A dzisiaj w fotografii reklamowej  pewne jest co innego. Pewne jest, że na pewno tak to nie wyglądało w rzeczywistości…

W tym tygodniu robiłem sesję z mojego trochę już zapomnianego cyklu: Kobiety za kierownicą. Nadmiar pracy w ostatnich miesiącach oraz problemy w pogodą, nie pozwoliły mi na wcześniejszą kontynuację. Ale skoro w listopadzie mamy prawie wiosenne słońce, to trzeba było się brać do pracy.
W planie miałem dwa zdjęcia w kabriolecie, jedno w ciągu dnia, drugie w nocy. Założeniem sesji jest pokazanie rzeczy, które kobiety nie powinny robić w trakcie jazdy, a że czasami im się zdarza to już inna sprawa… Ale skoro nie powinny, to nie mogłem od nich wymagać, by robiły to naprawdę. Od początku wiedziałem, że w związku z tym wszystkie zdjęcia trzeba zrobić w nieruchomym samochodzie i potem zdać się na montaże i obróbkę, która sprawi, że widz zostanie oszukany. Czyli, jeśli chodzi o fotografię reklamową, to nic nowego :)

Zdjąć czy nie zdjąć bluzkę… oto jest pytanie…

Cała trudność polega na przewidzeniu wszystkiego w trakcie robienia zdjęć. Trzeba mieć pełną świadomość, jakie elementy na zdjęciu mają być poruszone. To nie jest takie proste. Trzeba najpierw ustalić, w jakiej płaszczyźnie porusza się samochód względem aparatu. Ja przyjąłem, że aparat będzie nieruchomy względem samochodu, co jest najprostszym rozwiązaniem i dlatego najczęściej jest stosowane. W tej sytuacji poruszony musi być tylko pejzaż, przez który samochód jedzie. Tylko, że tu od razu pojawiają się trudności. W przypadku zdjęcia powyżej, trzeba też uwzględnić pejzaż odbijający
się w karoserii. I o ile na drzwiach ruch będzie przebiegał w jednym kierunku, równolegle do linii horyzontu, to na obudowie lusterka już nie. Obudowa jest sferyczna i tam trzeba będzie „zawinąć” odbicie. Z pejzażem za samochodem też nie jest tak prosto. Poruszając go, trzeba uwzględniać odległość od samochodu. Im dalej coś się znajduje, tym mniej będzie poruszone. Przypomnijcie sobie, jak wyglądają drzewa z okna samochodu. Te rosnące przy samej drodze będą dla Was tylko migającą plamą. Te rosnące bardzo daleko, będą przesuwać się powoli. I tak też trzeba zrobić poruszając pejzaż, podzielić na kilka planów i każdy z nich poruszyć inaczej.

Umiejętność prawidłowej obróbki będzie zależała od Waszej umiejętności obserwacji. Polecam zrobienie takiego ćwiczenia: potrzebne będą dwa samochody i trzy osoby oraz dwupasmowa droga albo bardzo duży plac, bądź lotnisko. Usiądźcie w jednym samochodzie, jako pasażer i fotografujcie drugi, jadący równolegle do Was. Zmieniajcie prędkość jazdy, czas fotografowania, a także kąt fotografowania. Potem dokładnie przeanalizujcie, jak zmieniają się efekty, w zależności od prędkości i czasu. Możecie też przy okazji zrobić sobie zdjęcia samego asfaltu, pobocza, czy pejzaży, które będziecie mogli w przyszłości wykorzystać do montaży.

Przyjrzyjcie się też tym oficjalnym zdjęciom Renault. Oba znalazłem na oficjalnej stronie Renault.
Widzicie jakąś różnicę? Jasne, że widzicie :)

fot. Renault 
fot. Renault 

Jeden z samochodów wyparował na drugim zdjęciu. A teraz przyjrzyjcie się jeszcze raz dokładnie. Zobaczycie wtedy, że trochę inaczej przebiegają linie drogi. Moim zdaniem oryginalne jest drugie zdjęcie. Na pierwszym dodano czarny samochód i skorygowano linie, aby dopasować do toru jazdy samochodu. Zapiszcie sobie oba zdjęcia i następnie szybko przełączając między nimi zobaczycie, jak zmieniła się linia drogi.
Przyjrzyjcie się teraz zdjęciu po raz kolejny. Co teraz wydaje się Wam nieprawdziwe? Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Jednak prawdopodobnie postanowiono uatrakcyjnić fotografię przez zwiększenie dynamiki ruchu. O ile można się zastanawiać, czy poszczególne skały są poruszone w sposób autentyczny, choć moim zdaniem można tu znaleźć pewne nieprawidłowości, to na pewno już sam samochód nie ma szans wyjść tak ostry od maski do bagażnika. Aby tak było, fotograf musiałby lecieć helikopterem dokładnie po tej samej krzywiźnie, jak samochód (i przy okazji rozbić się o skały…) Zauważcie, że biała linia na drodze jest ostra przed samochodem, a nieostra na wysokości samochodu, który w tym miejscu jest ostry. Generalnie bez szans, nie da się tak zrobić zdjęcia. Zresztą, po co robić takie zdjęcie w ruchu, jeżdżąc setki razy i rozbijając przy tym kilka helikopterów :) Znacznie łatwiej jest zrobić nieruchomy samochód i zmontować pejzaż.

Możecie też zadać pytanie, czy zdjęcie nie jest wykonane aparatem przymocowanym do samochodu na wysięgniku, a następnie wyretuszowanym ze zdjęcia? Jest to technika dosyć powszechnie stosowana, jednak w tym przypadku wysięgnik musiałby mieć z pięć metrów, a to już nie jest realne.

Na koniec porównajcie ten efekt z moim zdjęciem, które rzeczywiście zostało zrobione w ruchu.
Jechaliśmy z prędkością około 100 km/h. Nie ma tu żadnej ingerencji w zdjęcie poza kolorystyką.

ISO 100, obiektyw 24 mm, F14, 1/80s

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

10 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Najdroższa fotka na świecie?

Ale głupi ci ludzie…chciałoby się powtórzyć za Obeliksem.
Właśnie przeczytałem informację, że ktoś kupił taki landszafcik za 4.338.500 dolarów!!!!

Oczywiście, że jest to fajna fota. Podoba mi się. Ale co sprawia, że ktoś wydaje nią taką fortunę? Jasne, jego pieniądze, nic mi do tego. Ale dlaczego???????!!!!!!!

Jak myślicie, ile podobnych albo lepszych zdjęć można kupić? Jakie mechanizmy sprawiają, że ktoś uznał : Andreas Gursky wielkim artystą jest!
Już dawno stwierdziłem, że jesteśmy mocno manipulowani przez krytyków sztuki. Ja na pewno nie wydam tyle kasy na fotkę w paski :) Co z tego, że nie mam tej kasy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close