×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

porady

18 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Pospolite ruszenie

Ten tytuł ma dwojakie znaczenie, ale o tym na końcu. Oddaję Wam dzisiaj moje najnowsze zdjęcie pod krytykę. Mówiąc „najnowsze”, mam na myśli ostatnio skończoną obróbkę, bo samo zdjęcie było robione w…… maju :) Jest to kolejna fota z serii: Co Kobiety Potrafią Zrobić Za Kierownicą (A Czego Nie Powinny).  Swoją drogą, muszę wreszcie wymyślić krótszy tytuł tej sesji…

Nie będę nikomu wmawiał, że zrobiłem to zdjęcie rzeczywiście z jadącym samochodem. By zrobić dokładnie takie zdjęcie, musiałbym mieć zamknięty odcinek drogi, by zapewnić całkowite bezpieczeństwo Małej Modelce. A ponieważ budżet sesji raczej na to nie pozwalał, zdjęcie powstało… na parkingu studia. Skoro samochód się nie ruszał, poczułem się jak Kopernik i  musiałem poruszyć Ziemię :)

Razem z Gosią długo pracowaliśmy nad tym, by ruch tła był naturalny. Skorzystałem tutaj z pomocy programu, który polecił mi w komentarzach pod postem o fotografowaniu samochodów, Jarek Czachor. Program Virtual Rig, choć znakomity, jest też niestety horrendalnie drogi, ale można pobrać wersję demo, która pracuje na małych plikach. Nie wykorzystamy raczej nawet tego, z powodu znaków wodnych, jakie pojawią się na finalnym zdjęciu.
Ja natomiast wykorzystałem wersję demo do sprawdzenia, jak powinien wyglądać efekt ruchu i następnie pracując na fragmentach zdjęcia, podobne efekty uzyskiwaliśmy w Photoshopie. A problemów było wiele. Poza ruchem tła, w karoserii odbijało się też wiele rzeczy. Inaczej musiał odbywać się ruch tła na słupku, szybie i drzwiach. Przejrzałem całą masę innych zdjęć, by znaleźć analogiczne efekty zachowania się odbić w takich sytuacjach.
Po długich próbach osiągnęliśmy efekt, który wreszcie mnie zadowolił.

No właśnie. A teraz proszę Was, byście przyjrzeli się temu zdjęciu i zastanowili się, czy jest coś, co tu nie pasuje :)

A teraz wrócę do tytułu. Potrzebuję Pospolitego Ruszenia :) Jak już pewnie wiecie, startuję w konkursie na Blog Roku. Nie dla nagród, ale raczej dla własnej satysfakcji i sprawdzenia, czy to, co tutaj robię, jest dla innych coś warte.
Moim celem jest wejście do finałowej 10tki. Byłem już na 11 miejscu, a potem spadłem na 13, by dzisiaj wylądować na 17 miejscu…
Jest to dla mnie ważne, by poczuć, że po drugiej stronie są ludzie, którzy naprawdę lubią czytać mój blog. Jeżeli więc czytasz regularnie lub nawet co jakiś czas Codziennik to zagłosuj proszę na mój blog w konkursie. Dochód z smsów idzie na finansowanie rehabilitacji osób niepełnosprawnych, więc nie wyrzucicie pieniędzy w błoto :)

Aby zagłosować, wystarczy wysłać sms o treści B00008 na numer 7122 ( znak „0” to zero )

Głosować można tylko do czwartku 19.01 do godziny 12:00


Powtórzę tu za Zuchem, który prowadzi w kategorii Foto, Video, Komiks : „Dobra, nadszedł czas na opłatę abonamentową za zeszły rok :-) spędzacie tu czas, czasami nawet bywa śmiesznie, a teraz jest możliwość zapłacenie dobrowolnego haraczu w wysokości 1,23zł. :-)”




Dziękuję bardzo :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy, Jak to zrobiłem
komentarz

12 stycznia 2012

| przez Artur Nyk

Napisz do siebie czyli na wszelki wypadek

Dwa, czy trzy dni temu był podobno Światowy Dzień Sprzątania Biurka, czy coś w tym stylu. Postanowiłem więc świętować, czyli nic nie robić. Przecież w święto nie wypada pracować. Zresztą, moje biurko dopiero dobija do poziomu 5 cm…. wysokości papierów na nim leżących :)
Niedawno dołączyły do nich stare dokumenty, które miałem w wolnej chwili przejrzeć. Wśród nich rzucił mi się w oczy list polecony, który wysłałem do siebie samego kilka lat temu. Nie zrobiłem tego, bo narzekałem, że nikt do mnie nie pisze. Wręcz przeciwnie, kochane urzędy wysyłają do mnie takie ilości, listów poleconych, że oddając koperty na makulaturę, mam z tego niezły grosz….

Wysłałem ten list do samego siebie, aby zdobyć dowód uznawany bez problemu przez sądy. Usłyszałem o tej najtańszej z możliwych metodzie uzyskania pewnego dowodu od pewnego prawnika. A do czego tak naprawdę się to przydaje?

Zastosowań pewnie jest bardzo dużo, w naszej branży fotograficznej to świetna metoda, by zabezpieczyć swój pomysł na sesję zdjęciową, kampanię, czy kalendarz. Wyobraźcie sobie sytuację gdy idziecie na spotkanie z nowym klientem i przedstawiacie mu swój pomysł, jak zrobić reklamę jego produktów. Klient jest zachwycony, ale przeciąga podjęcie decyzji i podpisanie umowy. I nagle widzicie, że właśnie takie zdjęcia są już w jego materiałach.
Jeżeli na spotkaniu przekazaliście te pomysły słownie lub na piśmie to ciężko będzie udowodnić, że wpadliście na pomysł pierwsi. Jeżeli wysłaliście je mailem, sytuacja wygląda znacznie lepiej, ale nie jestem pewien, czy jest to jednoznaczny dowód i czy nie trzeba będzie powoływać biegłego. Zresztą, nie zawsze jest możliwe wysłanie maila do osoby, z którą rozmawiamy.
Zawsze natomiast możemy wysłać do siebie list polecony z naszym pomysłem. Urzędowa pieczątka z datą to urzędowy dowód :) Gdy list dotrze do nas z powrotem, wkładamy go do szuflady i niech sobie tam spokojnie czeka. W razie potrzeby sąd otwiera list i widzi czarno na białym, kiedy wpadliśmy na nasz pomysł.

Czasem używam tej metody, gdy klient jest niepewny. Na szczęście jeszcze nie musiałem sprawdzać w praktyce, jak mocny jest to dowód. Zawsze jednak lepiej wydać te kilka złotych na list, niż zostać wyrolowanym przez klienta :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

15 grudnia 2011

| przez Artur Nyk

Czego nie rozumieją modelki

Wreszcie po wielu dniach, no dobrze, nie ukrywajmy tego, po wielu miesiącach skończyliśmy obróbkę pierwszego zdjęcia z sesji z Karoliną.  Sesja była w maju, teraz mamy grudzień…..nawet nie będę liczył, ile czasu upłynęło.

Dlaczego tak długo to trwa? Odpowiedź jest prosta. Pierwszeństwo zawsze mają zlecenia płatne, nawet jakby były najbardziej nudne. Sesja do portfolio, choć jest bardzo ważna, bo przekłada się potem na następne zlecenia, to jednak musi ustąpić temu, na co czekają klienci. Oczywiście, mógłbym zlecić obróbkę komuś innemu, ale wtedy nie dostałbym tego, co chciałbym. Próbowałem już pracować przy obróbce przez internet, ale to sprawdza się tylko przy prostych zdjęciach, gdzie w paru słowach mogę określić, co trzeba zrobić.
Przy obróbce zdjęć do portfolio, które mają pokazać mój sposób patrzenia na obraz i moją wizję fotografii, muszę widzieć każdy etap obróbki i mieć na niego wpływ. To zbyt ważny etap kreacji zdjęcia, by zdać się to, co ktoś inny wymyśli. Jasne, czasem może nawet wymyślić coś, na co ja bym nie wpadł, ale to jest jednak ruletka.

Pracując cały czas z jedną osobą, można wypracować jednolitą stylistykę. Z Gosią pracuję już drugi rok i dzięki temu wielu rzeczy nie muszę już nawet tłumaczyć. Ponieważ dobrze zna moje fotografie, wie, co chcę osiągnąć wizualnie. Ja natomiast mam zaufanie, że wszystko będzie zrobione bardzo porządnie. Bardzo polecam Wam właśnie taką stałą współpracę.

A wracając do tematu wpisu. Modelki oczekują, że zaraz po sesji dostaną gotowe obrobione zdjęcia. I wcale im się nie dziwię. Pracując przy takich sesjach bez wynagrodzenia, jedynie za zdjęcia, mają prawo oczekiwać, że dostaną je w miarę szybko.
Z rozmów z modelkami wiem, że fotograf, który nie wysyła im zdjęć po sesji w rozsądnym terminie, bardzo szybko może być skreślony i nikt za chwilę nie będzie chciał z nim pracować. I naprawdę nie dziwię się im.

Karolina wykazała się wielką cierpliwością. Choć mówiłem od początku, że chcę zrobić wszystkie zdjęcia z tej serii, nim weźmiemy się za obróbkę, to sam nie sądziłem, że tyle to potrwa :)
Tym razem udało mi się i Karolina nie wpisała mnie na czarną listę. Chyba :)

Ale Koleżanki i Koledzy Fotograficy, nie idźcie tą drogą :) A jeżeli już nie macie czasu obrobić szybko zdjęć, to od razu mówcie o tym modelkom.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, foto mądrości, porady, sesja
komentarz

9 grudnia 2011

| przez Artur Nyk

Umowa z modelką to nie randka w ciemno

Temat umowy z modelami ciągle wraca w rozmowach i mailach od Was. Planowałem,, by coś na ten temat napisać, ale to co podesłał mi w tym tygodniu znajomy, dało mi impuls by zabrać się za ten temat od razu.

Po pierwsze, zadajmy sobie pytanie w jakich sytuacjach należy podpisać umowę. Podzielmy sobie je na trzy najczęściej spotykane rodzaje sesji:

1. Sesja do portfolio.

Z założenia będą to zdjęcia niekomercyjne, przeznaczone do umieszczenia w portfolio fotografa, modelki wizażystki, fryzjera, stylistki itd. Cała ekipa pracuje wtedy bez wynagrodzenia i jedyny zysk dla wszystkich to fotografia, którą mogą się pochwalić.
Przyznam się, że ja w takich sytuacjach zwykle nie podpisuję żadnej umowy, ponieważ pracuję ze stałą, zaufaną ekipą. Jednak sam zdaję sobie sprawę, że lepiej byłoby mieć choć najprostszą umową potwierdzającą na jakich warunkach pracujemy. Wystarczy np. taki tekst : 
” Zgadzam się na wykorzystanie fotografii powstałych na sesji w dniu… wyłącznie do celów promocyjnych osób biorących udział w sesji i publikacji w ich portfolio w wersji drukowanej i elektronicznej. Wszelkie inne sposoby użycia tych fotografii należy określić osobną umową za zgodą wszystkich osób biorących udział w sesji.”
Można jeszcze dla pewności opisać sesję i wypisać wszystkie osoby pracujące przy niej. Jeśli zdjęcia robione są cyfrą to każde zdjęcie będzie łatwo zidentyfikować, czy było zrobione właśnie w trakcie tej sesji.
Gdy ktoś z ekipy ma możliwość sprzedania zdjęcia, wtedy ustalamy podział pieniędzy ispisujemy już konkretne umowy, o których będzie dalej.

2. Sesja na koszt fotografa.

Może oczywiście być też na koszt wizażystki lub modelki, ale najczęstszym przypadkiem jest, gdy fotograf organizuje sesję na swoje potrzeby lub by uzyskać zdjęcia na sprzedaż. Wtedy fotograf występuje w roli klienta, który decyduje o charakterze całości, a reszta pracuje według jego wskazówek. Jest to jak najbardziej komercyjna sesja, jednak forma wynagrodzenia ekipy może być różna. Przyjmijmy, że fotograf chce zrobić sesję, którą będzie potem mógł wrzucić do banku zdjęć, aby uzyskać (potencjalny, niekoniecznie rzeczywisty) zysk.
Może się umówić z modelką na konkretną kwotę wynagrodzenia lub na pozowanie w zamian za fotografie do portfolio modelki. To oczywiście rzadsza sytuacja, jednak też się zdarza. Potrzebna jest wtedy umowa, która dokładnie opisuje, na co zgadza się modelka i co fotograf może zrobić ze zdjęciem.
Każdy bank zwykle chce, by umowa z modelem była spisana według jego standardów. iStockphoto opisuje swoje wymagania w taki sposób.
A jeśli nie wiecie, co zrobicie ze zdjęciami w przyszłości, ale chcecie mieć pełne prawa do nich, spiszcie chociaż prostą umowę, gdzie model podaje wszystkie swoje dane i zgadza się przekazać swoje prawa do wizerunku w zamian za określone wynagrodzenie.
I tu mała uwaga. Jeżeli w umowie  napiszecie, że model przekazuje prawa na „wszystkie” pola eksploatacji, to tak naprawdę nic to nie znaczy w języku prawniczym. Trzeba je konkretnie określić np.
jako: Utrwalanie, w tym audiowizualne i zwielokrotnianie jakąkolwiek z technik, niezależnie od standardu, systemu i formatu oraz archiwizowanie utworu zawartego na płytach CD-ROM, DVD oraz w pamięci komputera, wprowadzanie do obrotu, najem, dzierżawa, lub użyczanie oryginału utworu, elektroniczne udostępnianie na zamówienie egzemplarzy utworów, utrwalanie i zwielokrotnianie drukiem lub podobną techniką,wykorzystywanie dla celów reklamy, promocji, oznaczenia lub identyfikacji firm,  ich produktów i innych przejawów ich działalności, a także przedmiotów ich własności, utrwalanie i zwielokrotnianie poligraficzne, na płytach CD, DVD, publikowanie w internecie, wykonywanie praw zależnych, udzielanie sublicencji na wyżej wymienionych polach eksploatacji. 
Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dosyć dziwnie, ale przepisałem sobie ten zakres z jakiejś bardzo mądrej umowy :)

3. Sesja komercyjna. To sytuacja, gdy umowa jest bezwzględnie konieczna. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy mam sprzedać zdjęcia klientowi i nie mieć pisemnej i precyzyjnej umowy z modelką.
Umowę, którą ja się posługuję, stworzyła mi kiedyś moja znajoma prawniczka i chociaż jest bardzo prosta to nigdy żaden prawnik z dużej korporacji nie miał do niej zastrzeżeń. Ta prostota jest wręcz jej zaletą, gdyż wszyscy są w stanie dobrze ją zrozumieć. Oto, jak wygląda =:





Umowa o dzieło nr 1                                                          



Spisana dnia…………..w ………. pomiędzy:………………… , zwanym dalej Zamawiającym, a ………                                                                                                              zwanym dalej Wykonawcą.

§1
Przedmiotem niniejszej umowy jest współudział Wykonawcy w sesji zdjęciowej: …………… jako Modela.
Wykonawca oświadcza, że posiada odpowiednie uprawnienia, doświadczenie i kwalifikacje zawodowe, zapewniające wykonanie dzieła w dobrej jakości i w terminie.

§2
Rozpoczęcie wykonania dzieła nastąpi…………, natomiast ukończenie nastąpi dnia……..

§3
1.    Wykonawcy przysługuje wynagrodzenie za dzieło w wysokości  ……….. (słownie: …………  Wynagrodzenie płatne będzie do dnia  …………….
2. Wynagrodzenie powyższe pokrywa wytworzenie dzieła,a także przeniesienie na Zlecającego majątkowych praw autorskich na pola eksploatacji określone w niniejszej umowie.
3.  Z tytułu eksploatacji dzieła i wykonywania praw wynikających z niniejszej umowy Wykonawca nie będzie zgłaszał żadnych dodatkowych pretensji i roszczeń wobec Zamawiającego.
4.  Z uwagi na specyficzny charakter dzieła, Wykonawca rezygnuje z wykonywania swoich autorskich praw osobistych, w szczególności z oznaczenia utworu swoim imieniem i nazwiskiem oraz decydowania o dacie udostępniania utworu publiczności.
5. Zamawiający wypłaci Wykonawcy wynagrodzenie z pkt.1 pomniejszone o zaliczkę podatku dochodowego po przyjęciu wykonanej pracy.

§4
Wykonawca przekazuje wraz z dziełem majątkowe prawa autorskie i wykonawcze do dzieła.
Zamawiający nabywa prawa na następujące pola eksploatacji: …… 
na okres……


§ 5
Strony ustalają, że ewentualne braki i usterki stwierdzone w wykonanej pracy zostaną poprawione bezpłatnie przez Wykonawcę w określonym przez Zamawiającego terminie. 
§6
W przypadku niewykonania dzieła w terminie lub innego nienależytego jej wykonania, Zamawiający ma prawo potrącić z ustalonego w §4 wynagrodzenia Wykonawcy karę umowną w wysokości od 10% do 30% jego wartości. 
Zamawiającemu przysługuje prawo dochodzenia na zasadach ogólnych odszkodowania przewyższającego karę umowną.
§7 
W razie zwłoki w wykonaniu dzieła powyżej 3 dni Zamawiającemu przysługuje prawo odstąpienia od umowy.
Odstąpienie od umowy nie powoduje utraty możliwości dochodzenia przez Zamawiającego odszkodowania i kary umownej.
§8
W sprawach nieuregulowanych niniejszą umową mają zastosowanie przepisy kodeksu cywilnego oraz ustawy o prawach autorskich i pokrewnych.
§9
Ewentualne spory mogące wyniknąć na tle stosowania, wykonania niniejszej umowy będą rozpatrywane przez właściwy rzeczowo sąd w……. ( miejsce zamieszkania fotografa)
§10
Wszelkie zmiany niniejszej umowy wymagają formy pisemnego aneksu pod rygorem nieważności.

§11
Umowę sporządzono w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach po jednym dla każdej ze Stron.


Proszę, bierzcie i kopiujcie ją :) Jest tu wszystko,, co powinno w umowie być, czyli co, jak, po co i za ile. Oczywiście, trzeba wpisać tam pełne dane modelki. 
A teraz poczytajcie umowę, jaką jeden z fotografów dał do podpisu mojej znajomej. I nie chodziło tu o zrobienie sesji, którą robi dla siebie fotograf, by potem ją sprzedawać, ale o komercyjną sesję bielizny.

Uwaga edytowano w dniu 19.01.2012
Na prośbę Fotografa usunąłem tą umowę.

       




Gdy to przeczytałem to zatkało mnie z wrażenia. Nie dość, że u umowie nie ma podstawowych faktów, jak kwota wynagrodzenia, czy termin płatności, to jeszcze fotograf wymaga przekazania wszystkich praw, aby mógł dowolnie sprzedawać te zdjęcia. Teoretycznie nie ma w tym nic złego, jeśli modelka jest tego świadoma. W tym przypadku jednak cały czas była mowa o katalogu bielizny i koniec. Umowę dostała do podpisu na dwa dni przed wyjazdem. Domyślacie się pewnie, że w rezultacie nie podpisała tej umowy. Nie dziwię się…

Follow on Bloglovin

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sesja
komentarz

12 listopada 2011

| przez Artur Nyk

O fotografowaniu samochodów czyli wielka ściema

W fotografii coraz mniej rzeczy jest takimi, jakimi się wydają…
Na przykład fotografie samochodów. Kiedyś, jeśli na zdjęciu samochód był w ruchu to praktycznie na 100% wiadomo było, że fotograf rzeczywiście zrobił to zdjęcie w trakcie jazdy. A dzisiaj w fotografii reklamowej  pewne jest co innego. Pewne jest, że na pewno tak to nie wyglądało w rzeczywistości…

W tym tygodniu robiłem sesję z mojego trochę już zapomnianego cyklu: Kobiety za kierownicą. Nadmiar pracy w ostatnich miesiącach oraz problemy w pogodą, nie pozwoliły mi na wcześniejszą kontynuację. Ale skoro w listopadzie mamy prawie wiosenne słońce, to trzeba było się brać do pracy.
W planie miałem dwa zdjęcia w kabriolecie, jedno w ciągu dnia, drugie w nocy. Założeniem sesji jest pokazanie rzeczy, które kobiety nie powinny robić w trakcie jazdy, a że czasami im się zdarza to już inna sprawa… Ale skoro nie powinny, to nie mogłem od nich wymagać, by robiły to naprawdę. Od początku wiedziałem, że w związku z tym wszystkie zdjęcia trzeba zrobić w nieruchomym samochodzie i potem zdać się na montaże i obróbkę, która sprawi, że widz zostanie oszukany. Czyli, jeśli chodzi o fotografię reklamową, to nic nowego :)

Zdjąć czy nie zdjąć bluzkę… oto jest pytanie…

Cała trudność polega na przewidzeniu wszystkiego w trakcie robienia zdjęć. Trzeba mieć pełną świadomość, jakie elementy na zdjęciu mają być poruszone. To nie jest takie proste. Trzeba najpierw ustalić, w jakiej płaszczyźnie porusza się samochód względem aparatu. Ja przyjąłem, że aparat będzie nieruchomy względem samochodu, co jest najprostszym rozwiązaniem i dlatego najczęściej jest stosowane. W tej sytuacji poruszony musi być tylko pejzaż, przez który samochód jedzie. Tylko, że tu od razu pojawiają się trudności. W przypadku zdjęcia powyżej, trzeba też uwzględnić pejzaż odbijający
się w karoserii. I o ile na drzwiach ruch będzie przebiegał w jednym kierunku, równolegle do linii horyzontu, to na obudowie lusterka już nie. Obudowa jest sferyczna i tam trzeba będzie „zawinąć” odbicie. Z pejzażem za samochodem też nie jest tak prosto. Poruszając go, trzeba uwzględniać odległość od samochodu. Im dalej coś się znajduje, tym mniej będzie poruszone. Przypomnijcie sobie, jak wyglądają drzewa z okna samochodu. Te rosnące przy samej drodze będą dla Was tylko migającą plamą. Te rosnące bardzo daleko, będą przesuwać się powoli. I tak też trzeba zrobić poruszając pejzaż, podzielić na kilka planów i każdy z nich poruszyć inaczej.

Umiejętność prawidłowej obróbki będzie zależała od Waszej umiejętności obserwacji. Polecam zrobienie takiego ćwiczenia: potrzebne będą dwa samochody i trzy osoby oraz dwupasmowa droga albo bardzo duży plac, bądź lotnisko. Usiądźcie w jednym samochodzie, jako pasażer i fotografujcie drugi, jadący równolegle do Was. Zmieniajcie prędkość jazdy, czas fotografowania, a także kąt fotografowania. Potem dokładnie przeanalizujcie, jak zmieniają się efekty, w zależności od prędkości i czasu. Możecie też przy okazji zrobić sobie zdjęcia samego asfaltu, pobocza, czy pejzaży, które będziecie mogli w przyszłości wykorzystać do montaży.

Przyjrzyjcie się też tym oficjalnym zdjęciom Renault. Oba znalazłem na oficjalnej stronie Renault.
Widzicie jakąś różnicę? Jasne, że widzicie :)

fot. Renault 
fot. Renault 

Jeden z samochodów wyparował na drugim zdjęciu. A teraz przyjrzyjcie się jeszcze raz dokładnie. Zobaczycie wtedy, że trochę inaczej przebiegają linie drogi. Moim zdaniem oryginalne jest drugie zdjęcie. Na pierwszym dodano czarny samochód i skorygowano linie, aby dopasować do toru jazdy samochodu. Zapiszcie sobie oba zdjęcia i następnie szybko przełączając między nimi zobaczycie, jak zmieniła się linia drogi.
Przyjrzyjcie się teraz zdjęciu po raz kolejny. Co teraz wydaje się Wam nieprawdziwe? Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Jednak prawdopodobnie postanowiono uatrakcyjnić fotografię przez zwiększenie dynamiki ruchu. O ile można się zastanawiać, czy poszczególne skały są poruszone w sposób autentyczny, choć moim zdaniem można tu znaleźć pewne nieprawidłowości, to na pewno już sam samochód nie ma szans wyjść tak ostry od maski do bagażnika. Aby tak było, fotograf musiałby lecieć helikopterem dokładnie po tej samej krzywiźnie, jak samochód (i przy okazji rozbić się o skały…) Zauważcie, że biała linia na drodze jest ostra przed samochodem, a nieostra na wysokości samochodu, który w tym miejscu jest ostry. Generalnie bez szans, nie da się tak zrobić zdjęcia. Zresztą, po co robić takie zdjęcie w ruchu, jeżdżąc setki razy i rozbijając przy tym kilka helikopterów :) Znacznie łatwiej jest zrobić nieruchomy samochód i zmontować pejzaż.

Możecie też zadać pytanie, czy zdjęcie nie jest wykonane aparatem przymocowanym do samochodu na wysięgniku, a następnie wyretuszowanym ze zdjęcia? Jest to technika dosyć powszechnie stosowana, jednak w tym przypadku wysięgnik musiałby mieć z pięć metrów, a to już nie jest realne.

Na koniec porównajcie ten efekt z moim zdjęciem, które rzeczywiście zostało zrobione w ruchu.
Jechaliśmy z prędkością około 100 km/h. Nie ma tu żadnej ingerencji w zdjęcie poza kolorystyką.

ISO 100, obiektyw 24 mm, F14, 1/80s

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

7 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Co by tu….

Gdybym robił własny ranking najczęściej planowanych wpisów na blogu, to właśnie dzisiejszy tytuł byłby na pierwszym miejscu.
Często zdarza mi się siadać przed klawiaturą i zastanawiać,, o czym dzisiaj napisać. Czasem mam tych tematów aż za dużo, czasem zastanawiam się długo co będzie interesujące dla Was.
Ostatnio moja seria o domowym studio powstała, bo czytelnicy pisali do mnie w tej sprawie. Swoją drogą, to czeka Was jeszcze jeden odcinek o błyskaniu w plenerze, ale nim to napiszę, będę jutro na sesji jeszcze przeprowadzał pewne próby…

Mam więc do Was pytanie, o czym w najbliższym czasie napisać. Piszcie, co Was interesuje, a ja w miarę możliwości i czasu będę pisał o tych sprawach.

Teraz w przygotowaniu jest kilka tematów:
– Test bezprzewodowej karty SD Eye Fi – jak tylko przebiję się przez konfigurację, która nie jest dla normalnych ludzi.
– Wreszcie duży test Elinchroma – sprawdziłem już chyba w każdych warunkach.
– O fotografowaniu aktu – długi i skomplikowany temat, muszę mieć trochę czasu na to.
– Jak wybierać i pracować z asystentem.
– Jak organizować produkcję sesji.

Każdy pomysł jest mile widziany :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Elinchrom, porady, test
komentarz

3 listopada 2011

| przez Artur Nyk

O światło-mierzeniu raz jeszcze

Przyznam się Wam, że właściwie to wczoraj miałem o tym napisać, ale temat potoczył mi się w innym kierunku :)

A chciałem napisać banalnie prostą poradę o tym, jak wykorzystuję ajfona do mierzenia światła. I nie mówię tu o jakiejś nowej aplikacji, choć nie jestem pewien, czy czasem nie ma takiej.
Ajfona używam zawsze do robienia dokumentacji plenerów przed sesją. Niestety, sam telefon nie wyświetla żadnych informacji o czasie i przesłonie. Ale gdy wrzucę zdjęcie do Aperture to widzę już wszystkie dane o fotografii.
Dzięki temu wiem, o jakiej godzinie ile dokładnie było światła w danym miejscu. Znając wartości czasu, przesłony oraz czułości, mogę sobie bez problemu wyliczyć, na jakich parametrach będę mógł robić potem zdjęcia.
Sądzę, że aparaty w większości telefonów zapisują dane o zdjęciu. Wystarczy tylko je odczytać.
Takie proste niby, a trochę trwało, nim na to wpadłem :) Czasem najprostsze rozwiązania są w zasięgu ręki, a nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czasem ktoś musi podpowiedzieć, jak uprościć tak już prostą czynność jak np. zrobienie herbaty z cytryną :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady
komentarz

2 listopada 2011

| przez Artur Nyk

Światłomierz czyli mierzymy błysk

Światłomierz w studio to taka rzecz, która kiedyś była niezbędna, a dzisiaj kurzy mi się gdzieś w szufladzie. W erze slajdów nie wyobrażałem sobie życia bez niego. Dzisiaj uważam go za zbędny.
Wiem, już widzę całą masę oburzonych głosów ludzi, którzy nadal wszystko mierzą. Tylko po co?

To nie jest takie bezsensowne pytanie, jak niektórym może się wydawać. I zaraz to wytłumaczę i to w paru zdaniach.
Robiąc RAWa, bo nie wyobrażam sobie pracy na jpgu, zdajemy się na interpretację pliku przez program graficzny. A ta potrafi być różna w zależności od programu. Jako przykład mam tu prześwietlone zdjęcie bez żadnej korekty, wywołane w Aperture 3.2.1 i Photoshopie CS4 ( Camera Raw 5.7.0.213 ).

Jak widać, każde zdjęcie ma inne obszary zaznaczone jako prześwietlone. Może nie są to wielkie różnice, ale są! Co nam więc da jeśli światłomierz poda nam wartość przesłony na tle jako 7.1? To jest 7.1 według Aperture czy PS?
Lightroom będzie dawało taki sam wynik, jak PS, ale DPP Canona, czy Nikon Capture mogą, pokazać coś jeszcze zupełnie innego.

Aperture
Photoshop CS4

Dla mnie wiarygodne jest to, co pokazuje mi program, w którym będę obrabiał zdjęcie. Dlatego zawsze pracuję z aparatem podpiętym do komputera i w Aperture oceniam, mierzę i sprawdzam jak wygląda zdjęcie. Na podstawie tego co widzę, podejmuję decyzję o zmianie mocy lamp lub przesłony w aparacie. 
Inna sprawa, że pracując kiedyś dużo ze światłomierzem nauczyłem się, jak światło się zachowuje. To fakt, dzięki temu jest mi łatwiej interpretować to, co widzę na ekranie komputera, ale i tak nawet bez tej wiedzy, widząc zdjęcie, mogę szybko ocenić, czy lepiej wygląda coś jaśniejszego czy ciemniejszego. 
Trzeba też pamiętać, że światłomierz światła błyskowego pokazuje prawidłowe naświetlenie dla szarej karty Kodaka. Biele będą więc niedoświetlone, a czernie prześwietlone. Jeżeli chcę uzyskać czyste biele na poziomie niewiele niższym, niż całkowite prześwietlenie to trzeba mieć duże doświadczenie, by wiedzieć, jak zachowa się konkretny biały materiał. Inną korektę musimy zastosować przy materiale matowym, a inną przy błyszczącym. 
A najłatwiej po prostu zobaczyć to na ekranie komputera :) 
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Canon, foto mądrości, Nikon, Photoshop, porady, sprzęt
komentarz

31 października 2011

| przez Artur Nyk

Domowe studio cz.5 czyli podsumowanie

Zacząłem od sprzętu za 100 zł rodem ze sklepu budowlanego, a skończyłem jak zawsze, czyli opowiadając o zabawkach za grube tysiące. Na pocieszenie powiem Wam, że o tym naprawdę drogim sprzęcie jeszcze nie zdążyłem napisać, ale wszystko jeszcze przede mną :)

Jak widzicie, można więc pracować na sprzęcie za parę groszy, ale i za tysiące. Co najważniejsze:

Wydanie dużych pieniędzy na sprzęt nie gwarantuje dobrych zdjęć!

Zawsze to fotograf, jego wiedza, talent, doświadczenie, a czasem nawet przypadek decydują, jaki osiągnie efekt. Kupno dobrego sprzętu TYLKO pomaga w osiągnięciu efektu. To „tylko” to dla niektórych będzie bardzo ważne, inni poradzą sobie, świecąc halogenem budowlanym i też zrobią dobre zdjęcie.
Podzielę się z Wami moim przemyśleniem, do którego doszedłem po kilkunastu latach pracy w studio. Cały czas dążyłem do technicznej perfekcji, co samo w sobie nie jest niczym złym, ale w tej pogoni za pracą na coraz lepszym sprzętem zapomniałem o eksperymentowaniu. Mając standardowy sprzęt, będziemy uzyskiwać standardowe efekty. Złapałem się na tym gdy zobaczyłem jakiś czas temu bardzo fajne zdjęcia oświetlone jakimś totalnym badziewiem… Co z tego, że balans bieli był rozchwiany, jeśli klimat zdjęcia był ciekawy? Ja muszę mieć światła gwarantujące pełną powtarzalność, bo żyję z fotografii.
Ale jeśli ktoś używa sprzętu okazjonalnie i na własny użytek, może spokojnie zadowolić się czym znacznie tańszym. Na początek :)
Celem moich poprzednich postów było przedstawienie głównie dwóch, według mnie, najbardziej sensownych systemów, które pozwolą na stopniowe przejście od malutkiego domowego studyjka do studia pozwalającego na zarobkowe fotografowanie.

Cały czas namawiam Was, by najpierw zastanowić się w jaką stronę będziecie rozwijać swoje fotografowanie i pod tym kątem wybierać system, w jaki wejdziecie.  Bo nie ma przecież sensu kupować czegoś na rok, a potem zaczynać od początku. Tanio zawsze wychodzi drogo :)

Jako audiofil znam dobrze takie stwierdzenie: Na kolumny trzeba wydać tyle samo co na cały wzmacniacz +cd. I podobnie jest ze sprzętem oświetleniowym, jeżeli kupujecie dobrą lampę, to kupcie dobry softboks. Zaryzykowałbym nawet inne stwierdzenie: dobry softboks z tanią lampą da lepszy efekt, niż dobra lampa i słaby softboks.
Z softboksami jest jedna dobra rzecz. Nie ma problemu, bym Wafera Bowensa założył na lampę Elinchromu, wystarczy wymienić adapter. Można więc w miarę łatwo kupić dowolny softboks dobrej firmy i dostosować do najtańszej chińskiej lampy z mocowaniem Bowensa.

Piszę o softboksach, bo najczęściej pytacie o miękkie źródła światła. To najprostszy sposób na dobre oświetlenie portretowe. Ale zawsze można też poradzić sobie inaczej. Bliźniaczki są oświetlone bardzo miękko, a użyłem zwykłej standardowej czaszy i światła odbitego od ściany.
No i dochodzimy do bardzo ważnego aspektu domowego studia.  Mianowicie koloru ścian. W pomieszczeniu, gdzie chcecie robić zdjęcia, macie do wyboru trzy kolory ścian: biały, szary i czarny. Każdy inny kolor, w tym kolor podłogi, wpłynie na kolor na zdjęciu. Nie każdy z tego powodu przemaluje mieszkanie, co więc zrobić? Zasłonić! Jeżeli macie np. żółtą ścianę, zasłońcie ją ekranem, styropianem, zasłoną, czymkolwiek, byle miało to neutralny kolor. Tak samo z podłogą, a nawet Wami samymi. Bo jeżeli będziecie np. ubrani w czerwoną koszulę i robiąc zbliżenie twarzy staniecie blisko modela, to koszula będzie po prostu ekranem rzucającym czerwony zafarb na twarz modela.
Warto więc zasłonić w domu wszystko co kolorowe, aby uzyskać czyste kolory na zdjęciu :) Wiem, że to brzmi trochę dziwnie, ale niestety taka jest prawda. Z drugiej strony, kolor otoczenia może powodować też ciekawy efekt. Robiąc zdjęcia w plenerze, właśnie z czymś takim mamy do czynienia. Światło słoneczne odbija się od wszystkiego naokoło i pada na modela. Dzięki temu kolor nie jest klinicznie czysty, na włosach pojawiają się błękitne bliki nieba, skóra odbija ciepłe kolory jesiennych liści itd. Takiego światła nigdy nie uzyskacie w studio, bo ilość składników kolorystycznych wpływających na ostateczny efekt jest ogromna. Można jednak częściowo chociaż symulować w studio tego typu światło. Wystarczy zamiast bezpośrednio na modela, poświecić choćby na regał z książkami. Światło od niego odbite będzie kompletnie inne, niż to bezpośrednio z softboksu. I kto wie, może będzie fajne.
Odbijajcie więc, od czego się da albo świećcie bezpośrednio. Po prostu eksperymentujcie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Bowens, Elinchrom, foto mądrości, porady, sprzęt
komentarz

28 października 2011

| przez Artur Nyk

Domowe studio profesjonalne czyli Elinchrom cz.4

Co kupimy za 10.000 zł w Elinchromie? Całkiem sporo. Do dyspozycji mamy trzy serie lamp kompaktowych wyraźnie określone przez producenta.

1. Na początek –  D-Lite-it 200 i 400

Mała i super lekka lampa ( 1,5 kg ) wyposażona we wszystko co trzeba, włącznie z odbiornikiem radiowym wyzwalania! Kilku moich znajomych pracuje na nich zawodowo.

2. Zaczynamy być profesjonalistami – BXRi 250 i 500
Nadal lekka lampa ( 2 kg ), trochę lepiej wyposażona, o lepszych parametrach. Również ma wbudowany odbiornik radiowy wyzwalania, który umożliwia dodatkowo sterowanie mocą oraz pilotem. Te lampy były moim pierwszym kontaktem z Elinchromem.

3. Jesteśmy już starymi wyjadaczami – Style RX 300, 600 i 1200

Topowe kompakty o najlepszych z tej trójki parametrach. Nie mają niestety wbudowanych odbiorników radiowych, ale poza tym to prawdziwy koń roboczy.

Na początek sprawdźmy ceny. I tu pojawia się mały problem. Jeszcze miesiąc temu, wszystko wyglądało inaczej, teraz ceny poszły do góry ze względu na kurs franka. Bo mamy do czynienia z firmą szwajcarską. Miejmy nadzieję, że to tylko przejściowy kryzys, taki góra trzyletni :)

D-Lite-it  400                   czas błysku – 1/800s, ładowanie 1,2 s                            1376 zł
BXRi 500                        czas błysku – 1/1558s, ładowanie 1,13 s                        1919 zł

Style RX 600                   czas błysku – 1/2050s, ładowanie 1 s                             2793 zł
Jak widzicie i tak nie wygląda to źle. A które lampy wybrać? Wszystkie lampy mają obudowy z plastyku, co może budzić obawy o wytrzymałość. Po roku pracy wiem już, że nie ma czego się bać, a zaleta niskiej wagi jest nie do przecenienia, gdy wieszamy lampę na boomie. Obawiałem się też na początku dotykowego panelu sterowania. Nie ma to, jak zwykłe pokrętło, którym można błyskawicznie zmienić moc. Jednak szybko musiałem przyznać, że przyciski działają wyjątkowo precyzyjnie i można się do nich przyzwyczaić. Wbudowane wentylatory włączają się dopiero, gdy lampa się mocno rozgrzeje, nie ma więc bezustannego szumu wiatraka, który mnie zwykle przeszkadza. Każda lampa ma też wbudowany uchwyt na parasolkę standardową oraz na systemowe parasolki Elinchroma. Te drugie mocujemy wkładając w otwór biegnący w środku przez całą lampę. W tym samym miejscu mocujemy też genialny wynalazek Elinchroma – dodatkowe deflektory. Do dyspozycji mamy cztery rodzaje: biały transparentny, „mrożony” transparentny, srebrny i złoty. Podobne deflektory znajdziecie w każdym innym systemie, jako część popularnej czaszy beauty dish (kopułka zasłaniająca palnik lampy). Różnica polega na tym, że tam występuje tylko w beauty dish, w Elinchromie można ją założyć do każdej czaszy i do każdego softboksa. 
Zastanówcie się, jakie daje to możliwości? Efekt świecenia każdej czaszy możemy zmodyfikować na kilka sposobów, np. do ostrej czaszy o małym kącie świecenia zakładamy złoty deflektor i mamy już ciepło i wąsko świecącego beauty disha. W softbosie dodajemy biały deflektor i otrzymujemy jeszcze bardziej miękkie światło itd.
Wymienne deflektory to jeden z powodów, dla którego zdecydowałem się przejść na nowy system. Drugi powód to zaawansowane sterowanie, jakiego Bowens jeszcze nie ma i chyba na razie nie będzie miał. 
Na ostatniej sesji musiałem ciągle na zmianę zapalać i gasić piloty. Kiedyś musiałbym podejść do każdej lampy i ręcznie włączyć, a potem wyłączyć. W Elinchromie (za wyjątkiem serii D-Lite-it) mogę sterować pilotami z radiowego wyzwalacza EL Skyport Transmiter Speed. Oprócz tego można regulować moc w czterech grupach lamp. Jak bardzo jest to wygodne, wie każdy, kto pracował z lampą powieszoną wysoko pod samym sufitem. No chyba, że lubicie chodzić ciągle po drabinie…
A to dopiero początek możliwości. W najwyższej serii oraz w generatorach możemy zastosować dołączane do specjalnego gniazda odbiorniki radiowe RX Skyport ( 397 zł ) , które współdziałają z odbiornikiem- nadajnikiem USB Skyport Speed ( 430 zł ). Tanio nie jest ale już się domyślacie, że skoro mamy USB to oznacza to podłączenie do komputera. 
Oprogramowanie jakie dostajemy pozwala nie tylko sterować wszystkimi parametrami lamp ale też zapisywać ustawienia lamp w konkretnym ujęciu, razem z dokładnymi parametrami. Rewelacja.

Jeszcze mało? To nie ma problemu bo dodatkowo możemy korzystać z ajfona lub ipada do sterowania lampami :) Musimy wprawdzie kupić kolejny moduł EL Skyport Wi-FI ( nie znalazłem go w cenniku Milso ) ale gdy mamy dużo lamp to warto zafundować sobie takie ułatwienie. Ja zawsze marzyłem o takim sterowaniu całym sprzętem.
Kolejny plus systemu to bardzo duża ilość czasz i softboksów. Mamy do dyspozycji np . cztery beauty dishe : srebrny i biały o średnicy 44 cm oraz 70 cm. A pamiętajcie, że do kompletu mamy 4 rodzaje deflektorów…. Do tego są jeszcze białe dyfuzory, które można założyć na czaszę przekształcając ją w coś w rodzaju softboksa. 
Same softboksy też dają wiele powodów do zadowolenia. Elinchrom ma ciekawy system rozkładania softów,który jak się chwali, jest najbardziej kopiowanym systemem na świecie. W skrócie softboks składa się podobnie jak parasolka. Gdy kiedyś czytałem o tym miałem nadzieję, że podobnie jak w parasolce, wystarczy nacisnąć jeden przycisk i gotowe. Niestety aż tak prosto nie jest. Musimy każdy z prętów pociągnąć i odblokować by się złożyły. Natomiast rozkładanie jest już znacznie szybsze i prostsze. Plusem jest też bardzo solidny i wygodny futerał softboksu.
A co z minusami? Nie da się ukryć też są. Moje ulubione deflektory zrobione są z plastyku. W trakcie pierwszej sesji gdzie je wykorzystałem, nie pomyślałem iż halogen pilota 250 W, mocno się grzeje. Zdjęcia robiłem wtedy w laboratorium chemicznym Orlenu i dziwny zapach nie zdziwił mnie w pierwszej chwili… Deflektor nie spalił się wprawdzie ale pokrył się czarnym nalotem i nawet chemicy Orlenu nie potrafili tego wyczyścić. W mniejszych lampach, gdzie są kryptonowe piloty 100 W, tego problemu już nie ma.
Drugą wadą odkryjecie gdy będziecie zakładać softboks na lampę. Samo mocowanie akcesoriów jest bardzo fajne, zakładamy lekko przekręcając, a potem obrotem pierścienia blokujemy założoną czaszę. Softboksy możemy obracać wokół swojej osi ale śruba blokująca obrót umieszczona jest w środku. Aby się do niej dostać musimy częściowo zdjąć dyfuzor zewnętrzny, potem wewnętrzny i dopiero możemy dostać się do śruby. W momencie zakładania lub zdejmowania softu, śruba musi być zablokowana, potem zwykle trzeba ją odblokować, jest więc z tym trochę komplikacji. W trakcie zakładania nie ma też za bardzo za co chwycić. Tu Bowens ma przewagę, jeśli chodzi o ergonomię.
Ale na tym kończą się wady systemu. Ja przynajmniej więcej nie znalazłem.
Co więc kupić za nasze 10.000 zł? Oto moja propozycja :
– mamy do wyboru albo dwie lampy RX 600 albo trzy BXRi ( można oczywiście w zestawach, podobnie jak Bowens )
– softboks Deep Octa 100 ( jak świeci piszę TU ) 
– softboks  Octa 135 lub 175
– softboks 35×90 lub 50×130
– czasza Softlite 44 cm ( beauty dish )
– czasza + parasolka
– czasza standard 21 cm
– nadajnik EL Skyport Speed ( i ewentualnie odbiorniki RX )
– statywy Manfrotto ( statywy Elinchrom sprzedawane w zestawach są solidne ale dosyć ciężkie )
Oprócz tego podobnie jak pisałem ostatnio, tłą i mocowanie teł.
Podsumowując, wybór między Bowensem i Elinchromem, nie jest takie proste. Jeśli chcecie powoli i systematycznie rozbudowywać studio, łatwiej będzie zacząć od bardzo tanich zamienników Bowensa. Ale z drugiej strony, jeśli myślicie o poważnych zastosowaniach, można zacząć od prostego zestawu D -Lite. 
Bowens  kusi dużą ilością osprzętu produkowanego przez niezależne firmy, jednak często jakość tych rzeczy nie jest zbyt wysoka. Elinchrom  zaskakuje pozytywnie nowoczesnymi technologiami i dużo większą mobilnością. Do tego wiele akcesoriów jest w niższej cenie niż Bowens.
Ja zdecydowałem już o przejściu na Elinchrom, jednak nie będzie to szybki proces gdyż mam sporo sprzętu Bowensa, który też działa dobrze.  Nie mam też problemu by przez jakiś czas pracować na dwu systemach równocześnie. 
Każdy musi sam zdecydować co będzie mu potrzebne, przejrzeć dokładnie cenniki i wtedy zdecydować w który system wejść.  Trzeba przy tym brać pod uwagę nie tylko nasze aktualne potrzeby i możliwości finansowe ale i też możliwą przyszłość i rozbudowę systemu np. przenośne generatory.
Tak na marginesie, Bowens ma w swojej ofercie 2 generatory sieciowe i 1 bateryjny.  Elinchrom odpowiednio 4 i 5.
W następnej części zajmę się właśnie wyborem i urządzaniem samego pomieszczenia na studio oraz możliwościami rozbudowy :)
Follow on Bloglovin
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Bowens, porady, sprzęt
2 komentarze
← 1 … 10 11 12 13 14 … 20 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close