×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

porady

27 stycznia 2013

| przez Artur Nyk

Jaki to samochód? czyli pierwsza reklama

Obiecałem, że zabiorę się za fotografowanie samochodów i dzisiaj mogę przedstawić pierwszy efekt tego postanowienia. Nie będę też udawał, że ta reklama powstała od czasu tamtego postu. Sesję zdjęciową robiłem jeszcze przed świętami, a potem musiało minąć to całe świąteczne lenistwo nim zabraliśmy się za realizację reklamy :)
Ale od początku. Koncepcję tej reklamy stworzył Przemek Chmurawa z agencji Mediatec. Przemek tak jak i ja fascynuje się samochodami, choć w trochę inny sposób. Podczas gdy ja zachwycam się wyglądem, jego bardziej interesuje technika. Nasza rozmowa wyglądała więc mniej więcej w ten sposób : …z tym dieslem 163 KM robi 8,5 sekundy do setki! I trzy razy pod rząd zdobył mistrzostwo świata w wyścigach samochodów turystycznych! BMW nie miało tam nic do gadania! – mówi Przemek. I ma naprawdę ładne wnętrze, sam byłem zdziwiony – dodaję ja. 
Kilka dni później spotkaliśmy się jeszcze raz by pogadać o koncepcji reklamy i w trakcie rozmowy Przemek nagle wpadł na pomysł. Zrobimy tak : w pierwszej odsłonie reklamy pokażemy samo wnętrze  z zasłoniętym logo, ale napiszemy na temat osiągów. W drugiej pokażemy jaki to samochód.  
Daliśmy sobie jeszcze 2 dni by to przemyśleć i gdy po tym czasie nadal koncepcja podobała się nam, zabraliśmy się do pracy.
samochód

Zdjęcie zrobiliśmy w salonie MM Cars, gdzie było nam najbliżej i najłatwiej. Samochód nie był jeszcze zarejestrowany i musielibyśmy transportować go na lawecie do studia. Znacznie prościej było sfotografować go w salonie. Zrobiono nam miejsce do zdjęć w serwisie i tam mogliśmy spokojnie pracować. 

Pierwszy problem pojawił się bardzo szybko. Mój statyw okazał się po prostu za duży by włożyć go do środka samochodu. Po wielu próbach udało się w końcu znaleźć na to sposób. Jedna noga wprawdzie wystawała na zewnątrz, ale aparat znalazł się wreszcie tam gdzie miał być, a lakier i tapicerka nadal była w idealnym stanie :) Następne problemy były już znacznie łatwiejsze do rozwiązania. Musieliśmy tylko metodą prób i błędów, znaleźć optymalne położenie foteli, kierownicy i dźwigni biegów. Ze światłem poszło już szybko. Jako główne światło ustawiłem wysoko przed maską beauty dish z nałożonym jeszcze dyfuzorem z tkaniny. Lampa oświetla górę deski rozdzielczej, kierownicę, fotele i bok drzwi. Oprócz tego po obu bokach, ale tak bym nie widział ich w obiektywie, stanęły dwa softboksy – stripy, ten po lewej jest odpowiedzialny za blik na kierownicy i na srebrnych elementach deski rozdzielczej. Aby zarejestrować światło zegarów i ekranu nawigacji, wydłużyłem czas naświetlania do 0,6 sekundy.
Zrobiłem jeszcze kilka różnych naświetleń na wszelki wypadek i to wszystko. Gosia mogła pastwić się już nad obróbką, a my szukaliśmy odpowiedniego widoku za oknem.  Ponieważ nic z moich zdjęć nie pasowało, agencja znalazła w banku zdjęć, fotografię ulicy z Hong Kongu :) Miniaturkę samochodu wzięliśmy już prosto od producenta.

Dalej pozostała już typowo agencyjna robota nad projektem i tekstami. Założenie było by reklama zajmowała pół strony i była na kolejnych po sobie kartkach gazety lub ewentualnie zajęła całą stronę, wymagając jednak od czytelnika obrócenie gazety.
Cały czas unikałem jak ognia podania nazwy samochodu, liczyłem, że zastanowicie się chwilę jaki to może być samochód :) A teraz już dalej nie przedłużając, jest to : Chevrolet Cruze :) 
Reklama jest skierowana do bardzo konkretnej grupy ludzi, którzy rozglądając się za nowym samochodem, nie biorą w ogóle pod uwagę Chevroleta gdyż widzą w nim następcę Daewoo. Sądzą, że to kiepsko wykonany i o przeciętnych osiągach samochód, którego jedyną zaletą jest niska cena. Reklama ma złamać te stereotypy i zachęcić do zainteresowania się Chevroletem. Myślicie, że to zadziała?

Kliknij aby powiększyć

PS. Prawda, że ma ładne wnętrze? A takim dieslem też bym chętnie pojeździł.
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, foto mądrości, Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

5 stycznia 2013

| przez Artur Nyk

Widzę więc jestem… fotografem, czyli za co mi płacą

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego jeden fotograf zarabia dziennie tyle, ile kosztuje dobry samochód, a inny z trudem zarobi w miesiąc na rower z hipermarketu? Czy ten pierwszy lepiej zna się na doborze odpowiedniej przesłony i sprawniej obsługuje lampy? A może dlatego drogo sprzedaje swoje zdjęcia bo ma bardzo drogi aparat i najlepsze obiektywy?
Sądzę, że jest wiele osób, które tak myślą i wszelkie swoje niepowodzenia tłumaczą sobie właśnie brakiem tego absolutnie niezbędnego aparatu.

Muszę niestety rozczarować wszystkich, którzy tak myślą. Dobry fotograf to nie ten, który jest sprawny technicznie i potrafi zrobić bezbłędną fotografie, ale ten, który WIDZI.
Jeszcze kilka lat temu, przed epoką cyfrowych aparatów, wiedza techniczna była na wagę złota. Fotograf biegał ze światłomierzem,  ustawiał lampy tylko dzięki własnemu doświadczeniu, robił kilka rolek filmu i w najlepszym przypadku, mógł zobaczyć finalny efekt po kilku godzinach. Amator nie miał tu szans by się z nim równać. Dzisiaj gdy lustrzanka cyfrowa kosztuje tyle co pół średniej krajowej, każdy może bardzo szybko dojść do dobrych technicznie zdjęć.

Oczywiste jest, że im lepszy sprzęt, tym lepsze będą ( technicznie ) fotografie. Ale najlepsi fotografowie nie dlatego robią świetne zdjęcia bo mają znakomity sprzęt. Mają taki sprzęt dlatego, że robią świetne fotografie i dzięki temu stać ich na niego. Często zresztą nie mają go na własność, a jedynie wynajmują na sesje, ale to już inna historia

Wróćmy do tego co najważniejsze. Fotograf musi widzieć. Umieć zobaczyć fotografię w swojej głowie nim jeszcze powstanie. Umieć zobaczyć najzwyklejszą rzecz jako coś nadzwyczajnego. Albo znaleźć w wyjątkowo pospolitym przedmiocie piękno. Musi wiedzieć co zrobić, by inni spojrzeli tak jak on i zobaczyli te same emocje. Bez względu czy jest to fotograf reklamowy czy dokumentalista, wszystko sprowadza się do tego czy potrafi patrzeć z większą wrażliwością niż inni. Jeżeli potrafi, to sprzęt i technika jest już tylko środkiem do uzyskania celu.

Wiele razy słyszałem od klientów to samo zdanie : na zdjęciu to wygląda znacznie lepiej. Wygląda lepiej nie dlatego, że obrobiłem produkt w PS i poprawiłem jego wygląd. Po prostu umiałem spojrzeć na niego w taki sposób, by pokazać jego najlepsze cechy.
Najlepsi portreciści potrafią zobaczyć w modelu to co jest w nim interesującego i tak pokierować sesją by to właśnie pokazał.

Powstaje pytanie, jak nauczyć się patrzeć? To jednocześnie najłatwiejsze i najtrudniejsze. Wystarczy patrzyć cały czas na wszystko co nas otacza. Na własne śniadanie, szare niebo,  mokre drzewa, czyste samochody,  kolorowe wystawy sklepów, zmęczonych ludzi, zniszczoną książkę, uśmiechniętą dziewczynę, promień słońca ślizgający się po ścianie, na wszystko… To łatwe. Sprawdzać jak te same rzeczy zmieniają się w różnym świetle i otoczeniu, zmieniać perspektywę i kontekst. Poznawać reakcje i emocje ludzi, ich zachowanie, psychikę. Analizować, wyciągać wnioski, eksperymentować i znowu analizować. To już znacznie trudniejsze.

Potem, by zostać znakomitym fotografem trzeba zwykle jeszcze jednego. Szczęścia, by znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

18 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Cruze od środka

Ciągnie mnie ostatnio do samochodów. A dzisiaj zaciągnęło mnie do Chevroleta Cruze’a. Razem z agencją Mediatec przygotowujemy reklamę opartą o zdjęcie wnętrza tego samochodu. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, iż wygląda on tak dobrze. Do tej pory miałem wyobrażenie, że Cruze to samochód raczej budżetowy, bardziej kojarzący się ze starymi Daewoo niż z nowoczesnym samochodem. Gdy dzisiaj wszystko sobie dotknąłem i obejrzałem, stwierdziłem, że to całkiem fajny samochód.

Zdjęcie we wnętrzu samochodu to same problemy, ciągle coś przeszkadza, a to oparcia siedzeń, a to słupek, albo jeszcze coś innego. Producenci czasem radzą sobie przecinając samochód na pół tak aby nic nie zasłaniało kadru. Wtedy zrobienie zdjęcia nie jest wielkim problemem. Ja natomiast nie mogłem sobie na to pozwolić, powiedzmy, że nie miałem dostatecznie dużej piły :)

Jak sobie wtedy poradzić? Po pierwsze zrobiliśmy solidny research i obejrzeliśmy dokładnie wszystkie możliwe zdjęcia wnętrza Cruze’a, jakie tylko mogliśmy znaleźć. To pozwoliło nam na ustalenie dwóch możliwych kadrów jakie nam pasowały. Dzięki temu na planie nie szukaliśmy już po omacku. Inna sprawa, że wsadzenie aparatu na statywie do samochodu, tak aby uzyskać określony kadr to niezła ekwilibrystka :)
Potem zostało już „tylko” ustawienie świateł. Zdecydowałem, że będzie to „słoneczne” światło wpadające przez przednią szybę. Za słońce robiła standardowa ostra czasza ze złotym deflektorem. Aby złagodzić kontrast przez boczne szyby świeciły trzy softy, ustawione po obu stronach. I to w sumie wszystko. Zrobiłem kilka różnych wersji naświetlenia do wyboru i teraz wszystko zależy już od poskładania w PS :)
Będę jeszcze potrzebował ładnego pejzażu, który będzie widać przez okna samochodu, czekam więc na Słońce. Tym razem to prawdziwe :)

Na koniec zrobiłem sobie jeszcze szybko fotę zegarów. Półprzezroczyste obudowy zegarów sprawiają, że na zdjęciu mamy istny chaos kolorów i faktur. Aby to opanować potrzeba by pewnie więcej czasu niż na zdjęcia samego wnętrza. Ale z drugiej strony ma to swój urok :)

Już niedługo ( czyli pewnie w styczniu ) pokaże gotową reklamę. Bardzo jestem ciekaw czy się Wam spodoba? :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

14 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Fryzura na japoński medal

Robi się już to trochę nudne. Jest konkurs fryzjerski. Tomek Szabelka startuje. Robimy sesję. Tomek jedzie i wygrywa. Znowu.  Złoty medal od Tima Hartley’a to jest coś !

Każdemu życzę takiej nudy :))) Tak naprawdę to wielka frajda brać udział w czymś co kończy się sukcesem. No i fajnie jest pracować z najlepszymi :)
Inspiracją Tomka były klasyczne fryzury z lat pięćdziesiątych. Ja więc musiałem też zrobić na zdjęciach klimat tamtych lat. To oznaczało mało rafinowane ostre światło. Jedna ostra czasza i mały strip jako wypełnienie. Prawie nie da się już tego jeszcze uprościć. No i oczywiście zdjęcia musiały być czarno białe. Tylko jedno zrobiliśmy w kolorze, aby pokazać w pełni stylizację modelki. Sukienkę uszyła na specjalne zamówienie, Kamila Gawrońska-Kasperska .

Całą sesję zrobiliśmy już po powrocie Tomka z Japonii gdyż dopiero tam na miejscu mógł dokonać ostatecznego cięcia i koloryzowania. To już drugi występ Tomka w Japonii ( za pierwszym razem zdobył wyróżnienie ) i dzięki temu doskonale wiedział co zrobić by jego praca wyróżniała się na tle innych 1200 ( !!! ) modelek. Sami zrozumiecie jak tego dokonał :)

fot. Trendy
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, Jak to zrobiłem, realizacje
komentarz

11 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Abstrakcja czyli kalendarz grupy Węglokoks

Lubię zwykłe, niepozorne przedmioty. Mogą być przemysłowe albo codziennego użytku. Wystarczy tylko popatrzeć na nie trochę inaczej i wtedy zmieniają się nie do poznania. Wystarczy podejść bliżej i użyć małej głębi ostrości. I wtedy to co zwykłe nagle nieoczekiwanie wygląda jak coś zupełnie innego. A gdy dodać do tego kolor przemiana jest całkowita.
Każdy widzi coś innego, ale najczęściej nie to co w rzeczywistości jest na zdjęciu. Zawsze bardzo lubiłem tworzyć abstrakcje ze zwykłych przedmiotów więc propozycję zrobienia tego typy zdjęć dla Węglokoksu przyjąłem z dużym entuzjazmem.
Kilka najbardziej ulubionych chcę Wam tu pokazać. Ciekawy jestem z czym się Wam kojarzą?

Aby osiągnąć taki efekt w większości przypadków użyłem kolorowych filtrów założonych na lampy, które prawie zawsze były ustawione tak, by świecić w kierunku obiektywu. Następnie selektywnie wzmocniłem niektóre kolory w Aperture, a inne wręcz zmieniłem.
Tu możecie zobaczyć co było zrobione oświetleniem, a co obróbką w Aperture.

W tym przypadku kolor pochodził wyłącznie z obróbki i rodzaju zastosowanego światła. Zależało mi na oświetleniu wnętrza tego wielkiego cylindra do oczyszczania węgla. Było tylko jedno miejsce gdzie można było zamocować lampę. Było ono jednak tak mało bezpieczne dla sprzętu i tak wąskie, że nie zdecydowałem się  zamontować tam nawet mojej najmniejszej lampy błyskowej. Zamiast tego użyłem przemysłowy reflektor halogenowy o mocy 500W, który kosztował mnie całe 35 zł. Nie musiałem się już przejmować, że coś mu się stanie bo strata byłaby niewielka :) Przy okazji uzyskałem światło o innej (cieplejszej ) barwie niż światło zastane. Wyciągniecie kolorów w Aperture było już dziecinnie proste :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, porady, realizacje, sprzęt
komentarz

10 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Odzyskania kasy próba nr 753

Minął już prawie rok od czasu gdy napisałem Tych klientów nie obsługujemy  i od dawna nie liczyłem na szczęśliwe zakończenie mojej historii z niepłacącym klientem. 16 grudnia 2012 miną 2 lata od wystawienia faktury, a tym samym z powodu przedawnienia, możliwości sądowej walki o zapłatę. W zasadzie to już dawno się pogodziłem, że faktura nigdy nie będzie zapłacona.

Wezwania do zapłaty nie przynosiły skutku, maile czy telefony tym bardziej. Po tamtym poście dostałem nawet telefon z informacją, że dostanę zapłatę gdy zdejmę z bloga ten wpis. Odparłem, że zrobię to z przyjemnością gdy tylko dostanę przelew. Zażądano jednak ode mnie bym najpierw zdjął post, a wtedy oni zapłacą. Odpowiedziałem grzecznie, że chyba wątpia w moją inteligencję i na tym sprawa się zakończyła… Nawet prawie już się zdecydowałem by skorzystać z usług jakiejś kancelarii zajmującej się odzyskiwaniem długów w zamian za skromny procent. Szczerze jednak mówiąc ciągle nie miałem czasu by się tym zająć.

Parę miesięcy temu moja znajoma Bogusia powiedziała mi w jaki sposób mogę małym nakładem sił spróbować odzyskać pieniądze. Oczywiście zabierałem się za to i zabierałem, aż w końcu Bogusia zadzwoniła po raz kolejny i spytała czy *#&@$ w końcu wysłałem te pisma? Obiecałem solennie, że zrobię to na milion procent następnego dnia. Tak też zrobiłem.

Wysłałem pismo, w którym zawiadamiałem mojego drogiego dłużnika, że jeśli w przeciągu 14 dni nie zapłaci mi należnej kwoty, zrobię korektę deklaracji VAT. Gdybym zrobił taką korektę oni również by musieli to zrobić. A to w tym przypadku kończy się kontrolą z urzędu skarbowego….
Na wszelki wypadek, w drugim liście poszło jeszcze przed-sądowe wezwanie do zapłaty.

Pisma wysłałem w czwartek priorytetem  i za potwierdzeniem odbioru. W piątek po południu miałem już pieniądze na koncie :))))))

Niech żyje strach przed urzędem skarbowym! Przynajmniej raz :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

2 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Alfa na pocieszenie czyli o kalendarzu, którego nie zrobiłem

Od połowy września żyłem kalendarzem, który miałem zrobić. Temat był dla mnie arcyciekawy. Kalendarz z samochodami i kobietami. Na dodatek chodziło o samochody przez duże S. Wprawdzie zamawiającym  nie był przedstawiciel na Polskę, a tylko dealer, ale wiedziałem, że mam szansę zrobić coś naprawdę fajnego.

Wymyśliłem sobie koncepcję w stylu „no limit”, wszystko co tylko uważałem za fajne i możliwe do zrobienia. A ograniczeń było mnóstwo. Przede wszystkim czas, pogoda była coraz gorsza i nieprzewidywalna, a ja zakładałem pracę w plenerze. Malutkim też ograniczeniem były koszty…. Potrzebowałem dużą ekipę, świetne modelki, stylizację, konkretną architekturę, płytę lotniska i… konia.
Ale szybko znalazłem rozwiązanie. Mam jednak dużą siłę przekonywania, więc przekonałem wszystkich, że warto to zrobić po kosztach :) Opowiedziałem o swojej koncepcji i wszyscy się zapalili do tego projektu.
Klienta uświadomiłem, że temat jest dla mnie tak interesujący, że chcę zrobić coś zdecydowanie lepszego niż pozwala na to ich budżet. Sądziłem, że to sprawi, że nasza współpraca będzie jeszcze lepsza. I tu się myliłem…. I to bardzo.

Na początku było jak zawsze. Pierwsze rozmowy, umawianie się na spotkanie, czekanie na spotkanie. Takie tam normalne rzeczy. Na tym upłynęły pierwsze trzy tygodnie. Potem rozpoczął się właściwy proces decyzyjny czyli czekanie, aż odpowiedni dyrektor znajdzie czas by pomyśleć o kalendarzu. Tak minęły kolejne dwa tygodnie. Wreszcie dostałem telefon, że wszystko się bardzo podoba i kiedy będą gotowe zdjęcia? Standard… najpierw długie tygodnie na podjęcie decyzji, a potem zdziwienie, że jeszcze nic nie jest gotowe.

Ruszyłem więc z przygotowaniami pełną parą, wiedząc, że każdy dzień jest na wagę złota, bo pogoda jest coraz gorsza. Kwestię podpisania umowy zrzuciłem na drugi plan, bo przecież miałem mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. I to był kolejny błąd.

Wreszcie gdy doszło do ustalenia treści umowy i ostatecznego budżetu, zderzyłem się ze ścianą po raz pierwszy.
Miła pani, z która korespondowałem przesłała mi mail od dyrektora jaki otrzymała w mojej sprawie. Dowiedziałem się z niego, że koszty są oczywiście dużo za duże… Dyrektor zresztą od razu znalazł rozwiązanie jak je obniżyć. Zaproponował ( w zasadzie nakazał ) by zamiast trzech modelek były tylko dwie, co przecież spowoduje oszczędności nie tylko na samych modelkach, ale też na wizażu, fryzjerze i stylizacji.  Nieważne, że te dwie dziewczyny będą musiały wykonać też pracę tej trzeciej, wizażystka będzie musiała zrobić tyle samo makijaży, fryzjer fryzur, a stylistka stylizacji.
Fotografowi zaproponował by zszedł z tonu czyli bym obniżył swoje wysokie wynagrodzenie. Zamiast płacić za wynajem lokalizacji, mogliśmy przecież wykorzystać ładne darmowe miejsca. Najbardziej natomiast spodobało mi się jego podejście do kateringu.  Był wielce zdziwiony, że w budżecie znalazła się taka pozycja. Całe 800 zł na trzy dni od rana do nocy i dziewięć osób każdego dnia. Jego zdziwienie  nie miało granic : „przecież modelki żywią się tylko światłem, a reszcie ekipy polecam McDonalds’a”.

Ten jeden mail spowodował u mnie chęć rzucenia całym projektem w cholerę. Pogadałem z wszystkimi  ludźmi z ekipy i ustaliliśmy, że za daleko już zaszliśmy by teraz rezygnować. Każdemu zależało by zrobić ten kalendarz i to na pewno nie ze względów finansowych. Postanowiliśmy więc zacisnąć zęby i zgodzić się na zmniejszenie budżetu.

W międzyczasie spadł pierwszy śnieg co sprawiło, że nagle stałem się ekspertem od prognoz pogody. Sprawdzałem je po kilka razy dziennie i analizowałem na ile można im wierzyć. Udało mi się znaleźć wreszcie dzień, gdzie dobra pogoda miała być na milion procent i ustaliliśmy pierwszy dzień zdjęciowy na sobotę 3 listopada. Podpisanie umowy jak zwykle się przeciągało, ale miła pani zapewniła mnie, że w piątek 2 listopada na pewno ją podpiszemy i dostanę zaliczkę.
Ja w piątek od rana miałem złe przeczucia… W zasadzie to wiedziałem co może pójść nie tak. I nie myliłem się.
Miła pani zadzwoniła i z zakłopotaniem w głosie poinformowała mnie o decyzji dyrektora. Stwierdził on, że skoro płaci tak dużą kwotę za zdjęcia, to chce nie licencji na kalendarz, ale przekazania pełnych praw autorskich. I to było drugie zderzenie ze ścianą. Tylko, że tym razem już nie było o zbierać.

Nawet gdybym chciał ( a nie chciałem ) nie mógłbym przekazać pełnych praw do zdjęć bo wymagałoby to zmiany umowy z modelkami, niektórymi lokalizacjami i projektantami mody, od których pożyczaliśmy ciuchy. Przede wszystkim jednak nie moglem już dalej iść na ustępstwa. Miałem szczerze dosyć. Wytłumaczyłem jeszcze dlaczego nie mogę się zgodzić, zaproponowałem by zapisać w umowie, że ja nigdzie też tych zdjęć nie sprzedam i na tym sprawa się skończyła.
W poniedziałek dostałem jeszcze od miłej pani mail z podziękowaniem za współpracę i przeprosinami za zamieszanie.

I jeszcze jedno. Ten olbrzymi budżet na jakim w końcu stanęło to 12.600 zł netto. Dwie modelki, dojazd, hotele, wynajęcie płyty lotniska i innych lokacji, wynajęcie i dowóz konia, katering, stylistka, wizaż, fryzjer, asystenci, obróbka zdjęć, no i fotograf.

Nie chcę pisać o jaką firmę chodzi, bo to nie ma już takiego znaczenia. Miła pani starała się wszystko załatwić jak najlepiej, nie dogadałem się z dyrektorem. Nawet nie ma znaczenia, że on nie miał pojęcia o produkcji sesji zdjęciowej, może nawet nie był w stanie ocenić o jakim poziomie trudności rozmawialiśmy.
Ważne jest to, że ja chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze :) Mam nauczkę, że nie ma sensu dawać komuś coś za darmo bo tego i tak nie doceni.

Został mi więc gotowy projekt na kalendarz i wielki niedosyt zdjęć samochodów. Projekt może w przyszłym roku uda mi się zrealizować dla innego klienta. A niedosyt sobie zrekompensowałem nowym zdjęciem Alfy 8C Competizione.

Właściwie to nie nie zrobiłem nowego zdjęcia, a jedynie Gosia obrobiła w akcie naszego protestu już istniejące. Tak nastawiliśmy się na zdjęcia samochodów, a tu nic. Przypomnieliśmy więc sobie o jednej Alfie, która czekała od dawna na pomysł jak ją obrobić. Samochód fotografowałem parę lat temu w zupełnie innym celu i teraz trzeba było znaleźć sposób na wstawienie jej w inne tło.
Gosia wpadła na pomysł by wykorzystać do tego celu zdjęcie hali na lotnisku gdzie ostatnio robiłem sesję. Potem poszło już szybko. Gosia przygotowała dwie wstępne wersje. Na jednej samochód stał, na drugiej jechał. Zdecydowaliśmy się na tą drugą. Efekt jest taki :

A tak wyglądał materiał wyjściowy:

Trochę zrobiło się nam lepiej. Ale przydałoby się więcej samochodów :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

27 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Foto – Lukier – Tort

Parę dni temu zrobiłem szybką akcję dla mojej znajomej. Ania prowadzi bardzo popularny blog kulinarny Na Miotle. Parę razy Ania przygotowywała mi aranżacje o zdjęć żywności. Nie przepadam za tego typy zdjęciami, ale gdy dzwonią i proponują bym zrobił serię zdjęć dla Bonduelle to czemu nie :)
Tym razem spotkaliśmy się by zrobić serię zdjęć instruktażowych o lukrowaniu pierników. Nie miałem zielonego pojęcia jakie to skomplikowane i ile wymaga pracy. Jeżeli macie plany na własne pierniki to koniecznie poczytajcie o tym u Ani 

Jeszcze jedno foto-kulinarne wydarzenie dzisiaj miało miejsce. Pojechaliśmy dzisiaj rano razem z Mają i Przemkiem z agencji Mediatec do naszego klienta czyli Armatury Kraków. Okazja była całkiem wyjątkowa. Świętowaliśmy bowiem dokładnie dziesięciolecie współpracy z nimi :)
Aż mi się samemu nie chciało wierzyć gdy niedawno policzyłem sobie lata i wyszło mi, że tak długo pracujemy już dla jednego klienta. 10 lat ! :) Z większością klientów moja współpraca jest długoterminowa, ale jeszcze z żadnym do tej pory nie pracowałem tak długo.
Aby to uczcić wymyśliłem, by pojechać do nich z tortem, a właściwie foto-tortem z fotografią pierwszego zdjęcia jakie dla nich zrobiłem.

Tort niestety lepiej wyglądał niż smakował…

Było to zdjęcie, które zrobiłem według pomysłu Przemka by fotografować krany na tle moich abstrakcyjnych fotografii. Mnie ten pomysł się spodobał i tym sposobem przez lata powstała duża seria zdjęć robionych według tego jednego pomysłu.
A teraz przyszedł czas na nowe pomysły :)

Tymczasem zerknijcie jeszcze na część tego co powstało do tej pory :

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, realizacje
komentarz

23 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Jak to kalendarz robiłem

Wszystko zaczęło się od pomysłu agencji, by na dziesięciolecie Kompani Węglowej sfotografować jej rówieśników, czyli dzieci urodzone w tym samym czasie, gdy powstawała firma. Wiedzieliśmy tylko, że takich dzieci jest kilkaset. Pracę zaczęliśmy od wytypowania czterech kopalni, z których każda reprezentowała jeden region. W każdej z nich mieliśmy zrobić trzy zdjęcia w ciągu jednego dnia. Aby jednak zdecydować, jaki plan wybierzemy na jakiej kopalni, musieliśmy je wszystkie dokładnie obejrzeć.
Choć mieszkam na Śląsku od urodzenia, nigdy tak naprawdę nie byłem jeszcze na kopalni. We wszystkich innych rodzajach zakładów przemysłowych tak, ale nigdy na kopalni. Teraz za to miałem pełny przegląd, jak co wygląda, gdzie jest najfajniejsze nadszybie, gdzie maszyna wyciągowa, a gdzie szatnia łańcuszkowa. Wszędzie robiłem dokumentację planów, oczywiście ajfonem :) Nie chciało mi się po prostu nosić dużego aparatu, ajfon całkowicie tu wystarczył.

Równocześnie „zleciliśmy”, by kopalnie znalazły naszych dziesięciolatków i zorganizowały casting. Całe szczęście, że to były kopalnie. Tu wszystko działa jak wojsku :) Dyrektor dzwoni i zaraz wszystko jest ustalone i zorganizowane, rodzice powiadomieni, a na dzieci czekają soki i słodycze.

Na castingach mogłem przekonać się, jak będzie się współpracowało z dziećmi. Ku mojej wielkiej uldze, okazało się, że wcale nie jest tak źle. Dzieciaki były chętne do pozowania i pracowaliśmy bardzo szybko i sprawnie. Te pierwsze zdjęcia miały za zadanie sprawdzić, jak radzą sobie przed obiektywem. Kazałem więc robić im śmieszne miny, skakać i krzyczeć. Szybko okazało się, kto się nadaje do zdjęć i ma do tego talent. Baliśmy się na początku, czy znajdziemy dostatecznie dużo dobrych modeli, a w rzeczywistości mieliśmy problem, kogo odrzucić, bo tych fajnych dzieci było więcej, niż potrzebowaliśmy.

Moje wysiłki, by wzbudzić entuzjazm, nie do wszystkich zawsze trafiały…

Gdy przyszedł wreszcie pierwszy dzień zdjęciowy, wszystko mieliśmy przygotowane. Nawet dobrą pogodę, która wtedy była nam niezbędna.
Do pierwszego zdjęcia musieliśmy zdemontować kawałek płotu.  Normalnie uznałbym, że każdy klient nas wyśmieje, ale nie na kopalni. Ekipa fachowców już na nas czekała i nie było problemu, gdy stwierdziłem, że musimy zdemontować jeszcze więcej płotu. Dzięki temu miałem potrzebne odejście.

Zdawało mi się, że przemyślałem wszytko, ale o jednej rzeczy zapomniałem. O wietrze. W chwilę po tym, jak zaczęliśmy zdjęcia, zerwał się nagle duży wiatr. Zadbałem, by zabezpieczyć sprzęt ( nie do końca skutecznie jak się potem okazało ), nie mogłem jednak zrobić nic, by zabezpieczyć fontannę. Byliśmy więc co chwilę moczeni świeżą bryzą :) Musiałem przez to zmienić pomysł na zdjęcie. W zamyśle, dzieci miały biegać po murku naokoło fontanny. Murek zrobił się niestety mokry i śliski, baliśmy się, że dzieci wpadną nam do wody. Zamiast tego kazałem im skakać z murku.

Dzieci mają mnie dość

Następne zdjęcie robiliśmy z całą górniczą orkiestrą na tle budynków. Ledwie się rozstawiliśmy, wiatr przygnał ciężkie chmury i zaczęło kropić. Musieliśmy przenieść się do wnętrza cechowni.  Musiałem szybko wymyślić, jak oświetlić dużą grupę ludzi w wielkim pomieszczeniu.

Jeszcze nie pada, ale już jest ciemno

Postawiłem największy mój soft 200×140 nad aparatem, a wszystkie pozostałe lampy poszły na boki, gdzie świeciły prosto na boczne ściany. Dzięki temu uzyskałem miękkie odbite światło, które rozlewało się na dużej przestrzeni. W sumie miałem tam do dyspozycji 5300 Ws światła odbitego od ścian i 1000 Ws z softu nad głową. Jako ostatnią lampę, postawiłem 500 Ws za orkiestrą i skierowałem prosto w aparat. Poza tym jednym softem wszystkie lampy miały ostre czasze, by dać jak najwięcej światła.

Dzięki koszulce Moc była ze mną

I proszę pamiętać,że na zdjęciu mamy ładnie brzmieć

No to ja się już wyspałem, a wy?
Tylko nie upuść!

I co tam wyszło?

Tu robimy inną wersję zdjęcia, ale Wy zwróćcie uwagę na lampy

Następne zdjęcia poszły już planowo i bez niepodziewanych problemów. Mieliśmy rozpisany godzinowo rozkład jazdy i dzięki temu nikt niepotrzebnie nie czekał, Dzieci przyjeżdżały na konkretną godzinę, miały robiony makijaż ( a co! ), no dobrze, były przygotowywane przez wizażystkę, żeby nie świeciły się im twarze. Ja w tym czasie z moimi ludźmi ustawiałem światło, robiliśmy foty i szliśmy na następny plan. Przynajmniej teraz, po skończonej robocie, tak to prosto wygląda :)

Największym naszym zmartwieniem było zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa. Kopalnia to nie plac zabaw w końcu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jakiekolwiek ryzyko, więc kilka pomysłów na zdjęcia trzeba było niestety odrzucić, bo miejsca były zbyt niebezpieczne. Z tego powodu nie zrobiliśmy żadnego ujęcia pod ziemią.

Inny problem, który zawsze pojawia się w zdjęciach, gdzie pozuje kilka osób naraz, to zrobienie klatki, na której wszyscy wychodzą dobrze. Poradziliśmy sobie z tym w najłatwiejszy sposób. Tam, gdzie było trzeba, fotografowaliśmy każde z dzieci osobno, by potem zmontować je na jednym zdjęciu. Jednak tylko w kilku przypadkach trzeba było tak zrobić, gdy wspólne zdjęcie nie wychodziło lub wszyscy wyszli dobrze za wyjątkiem jednej osoby.

tu zafundowaliśmy sobie montaż 
Panowie! My tu zdjęcia robimy, a wy bez makijażu?

Panowie oglądaliście Top Model, to wiecie jak macie pozować

Jak każe nam jeszcze raz powtarzać ujęcie to wciepniemy go do windy  
Czy ja dobrze wyszedłem?
Zojka czesze małego naukowca
Strasznie tu fajnie :)

Zdjęcia Anna Burek i jedno ja :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sprzęt
komentarz

1 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Czy warto ubezpieczać sprzęt czyli realia kontra obietnice

Jeden duży podmuch wiatru i moja nowa głowica do Rangera zmieniła się w metalową puszkę wypełnioną potłuczonym szkłem… Innymi słowy palnik do wymiany.
Jakoś bardzo się nie przejąłem, w końcu sprzęt mam ubezpieczony od wszelkich szkód. Teraz się okaże jak to wszystko działa.

To po kolei.

Szkodę trzeba zgłosić do 4 dni. Zrobiłem to właśnie w czwartym dniu, bo wcześniej po prostu nie miałem kiedy się tym zająć. Zadzwoniłem na infolinię Allianz wieczorem po 20:00 i usłyszałem komunikat, że konsultanci o tej godzinie już nie pracują, ale mogę zostawić moje zgłoszenie i rano ktoś do mnie oddzwoni. Tak też zrobiłem. Na drugi dzień wcześnie rano rzeczywiście do mnie zadzwoniono. Opowiedziałem co się stało i miła pani zapowiedziała, że w ciągu dwóch dni zgłosi się do mnie specjalista od likwidacji szkód by spisać protokół i wycenić szkodę.
Chyba po godzinie, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, pan zadzwonił i spytał czy może przyjść jeszcze tego samego dnia. Na miejscu zrobił sporo zdjęć zadał dużo pytań, co jak i gdzie i co to w ogóle jest, to coś co stłukłem :)

Na drugi dzień dostałem mail z informacją, że aby dokonać wypłaty odszkodowania, brakuje im jeszcze faktury zakupu i wyceny naprawy. Jeśli chodzi o fakturę, to byłem na tyle inteligentny, że domyśliłem się, że muszę ją dosłać. Ale z mailu nie wynikało, czy to ja mam zrobić wycenę naprawy czy zajmie się tym ubezpieczyciel. Napisałem więc mail z tym pytaniem i na drugi dzień dostałem odpowiedz, że to ja muszę dostarczyć ekspertyzę/wycenę.  Gdyby nie urzędniczy język, już dzień wcześniej mógłbym się ty zająć.

Wysłałem lampę do serwisu Milso i szybko dostałem wycenę naprawy. Jedynie 1666 zł brutto.
Allianz przyjął to do wiadomości i poinformował, że wypłatę odszkodowania zrobi na podstawie faktury. Na drugi dzień dostałem od nich SMS z informacją, że przyznano mi odszkodowanie w wysokości 854,47 zł, a więcej informacji znajdę w mailu.
Tak. Tu właśnie zaczynają się schody… Jak ma bowiem się 854,47 do 1666 zł? Już tłumaczę. Po pierwsze,  jestem vatowcem i VAT nie stanowi dla mnie kosztu. Ubezpieczyłem więc sprzęt w kwotach netto. Dzięki temu koszt ubezpieczenia obniżył się dokładnie o 23% czyli podatek VAT.
Po drugie, objawiło się coś co jest zapisane małym druczkiem…. W końcu przypomniałem sobie, że agentka mówiła mi o udziale własnym w odszkodowaniu, ale oczywiście zapomniałem o tym natychmiast. Udział własny to 15% kwoty, jednak nie mniej niż 500 zł. I tyle właśnie musiałem dopłacić z własnej kieszeni do naprawy. Musiałem też dopłacić cały podatek VAT, nie stanowi on kosztu wprawdzie, jednak trzeba zapłacić go z własnych pieniędzy.

Serwis zrobił swoje i wysłał mi fakturę proforma. Rano wysłałem fakturę do Allianzu, a po południu dostałem SMS z informacją, że firma zleciła wypłatę.

No więc warto było ubezpieczać czy nie? Moim zdaniem mimo wszystko warto. Rozważmy plusy i minusy.

+ Największym plusem dla mnie jest poczucie względnego bezpieczeństwa.
+ Szybka obsługa, gdybym nie zwlekał ze zgłoszenie, wysłaniem do serwisu to naprawioną lampę mógłbym dostać może nawet w przeciągu 3-4 dni
+ Nie musiałem zapłacić całej kwoty, a koszt ubezpieczenia był dużo, dużo niższy niż wyplata odszkodowania

– Gdybym naprawiał na własną rękę, wszystko odbyłoby się jeszcze szybciej
– Mimo ubezpieczania musiałem połowę kasy wyłożyć z własnej kieszeni
– W przyszłym roku zapłacę wyższą składkę ubezpieczeniową

Oczywiście gdybym zamiast głowicy uszkodził coś znacznie droższego, np za 10.000 zł netto, to dostałbym 8.500 odszkodowania, a wtedy opłacalność ubezpieczenia wzrasta.

Każdy sam musi ocenić czy ubezpieczenie jest mu konieczne. Ja miałem wiele sytuacji, gdy coś mogło się stać ze sprzętem, a dwóch moich znajomych straciło dużo kasy gdy ukradziono im sprzęt. Musicie  sami się zastanowić czy warto.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sprzęt
komentarz
← 1 … 6 7 8 9 10 … 20 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close