×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

foto mądrości

30 września 2013

| przez Artur Nyk

Sztuka podejmowania decyzji czyli o pomyłkę na sesji nietrudno

Wytwórnia filmowa 20th Century Fox. Tysiące najlepszych specjalistów, góra pieniędzy i doświadczenie dziesiątek lat produkcji. Trwa produkcja nowej części Gwiezdnych Wojen – Mroczne Widmo. Dekoracje zbudowane i na plan wchodzi Liam Neeson. I wszystko bierze w łeb bo facet jest o głowę wyższy niż zakładano. Dekoracje są po prostu za niskie. Ktoś dostaje po głowie, ale wytwórnia wyciąga z kieszeni kolejny milion dolarów i przebudowuje dekoracje.
Jeżeli takie sytuacje zdarzają się przy tak ogromnych i świetnie zorganizowanych produkcjach, to co dopiero może przydarzyć się na sesji zdjęciowej, której budżet wynosi tyle, co wydatki plastykowe łyżeczki do kawy, przy kręceniu Gwiezdnych Wojen?

Wiele razy zdarzyła mi się sytuacja, gdy pomimo, że byłem przygotowany do sesji, a wszystkie ujęcia dobrze przemyślałem, trzeba podjąć szybką decyzję bo coś nie jest tak jak miało być. Nie ważne czy to modelka jest za niska, sukienka nie pasuje, słońce nie świeci jak powinno czy na budynku pojawiła się reklama, której wczoraj jeszcze nie było. Wszyscy patrzą na fotografa i zadają pytanie : to co robimy?

To jedna z bardziej stresujących sytuacji na sesji. Zamiast skupić się i spokojnie pomyśleć muszę podejmować szybkie decyzje. Presja czasu i całej ekipy robi swoje. Wydaje się, że podjęcie szybkiej decyzji jest konieczne i niezbędne. Trzeba przecież zdążyć ze zrobieniem wszystkich zdjęć.
Generalnie tak jest. Ale to nie zawsze jest najlepsze wyjście.

Jeżeli zdjęcia wyjdą dobrze chwalony będzie fotograf, modelka, stylistka, wizażystka, fryzjer, retuszer i nawet zimna pizza na sesji. Ale jeśli efekt będzie średni, to nikt nie powie : fotograf zrobił świetną fotę tylko, modelka źle stanęła, sukienka źle się ułożyła, a makijaż źle wygląda w tym świetle. Powiedzą po prostu, że fotograf źle to sfotografował.

Jeżeli więc nie jesteście czegoś pewni : kadru, światła, stylizacji, makijażu, to nie pozwólcie sobie na działanie pod presją czasu. Macie wtedy małą szansę, że nie do końca przemyślane rozwiązanie się sprawdzi. Sam wiele razy podejmowałem na sesjach decyzję, których nie byłem do końca pewny i w 99% kończyło się to nie tak jak sobie wyobrażałem. Niedawno po kolejnej takiej sytuacji, przemyślałem to sobie czego efektem jest ten post.

Na drugi raz będę już wiedział, że lepiej jest zrobić jedno bardzo dobre zdjęcie, niż pięć zaplanowanych ale przeciętnych :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, sesja
1 Komentarz

5 września 2013

| przez Artur Nyk

Kupuję nowy obiektyw

Dla fotografa kupno nowego obiektywu to jak dla kobiety kupienie jednorazowo dziesięciu par butów. I  to z torebkami do kompletu. Ja od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem zamiany mojego  Canona 24-105/4 L IS na coś lepszego. Pytanie tylko na co? 24-105 to prawdziwy wół roboczy, uniwersalne szkło, którym da się zrobić prawie wszystko. A mimo to, choć to bardzo dobry sprzęt, jakoś od początku mi nie podchodził. Próbowałem już dawno temu fotografować topowym wtedy 24-70/2,8 L, ale też specjalnie się nim nie zachwyciłem. Doczekałem się w końcu jego nowej wersji czyli 24-70/2,8 L II, jednak cena mnie trochę zmroziła. Nie mam nic przeciwko wydawania pieniędzy na narzędzie do zarabiania, jednak stosunek jakości do tego co obiektyw mi oferuje i jak to może wpłynąć na wzrost moich zarobków ( czyli rzecz bardzo subiektywna ), nie był korzystny. Nie potrzebuję po prostu jasnego zoomu, ale obiektywu o bardzo dobrej ostrości, nawet jeśli będzie to kosztem jasności. No i stabilizacja też by się przydała. Jak już kiedyś pisałem, nie lubię pracować tylko po to by kupić następne narzędzie do pracy :)

Kolejny obiektyw, który się wypuścił Canon to 24-70/4 L IS, czyli ciemniejsza wersja, za to ze stabilizacją i w znacznie lepszej cenie. Od razu spodobał mi się ten obiektyw. Chciałem od razu go kupować, ale nie był jeszcze w sprzedaży. Czekałem, czekałem, aż …zapomniałem :) Naprawdę godne podziwu :)

Potem gdy znowu zabrałem się za myślenie o wymianie szkła, zastanawiałem się jeszcze czy raczej nie kupić jakiejś stałki, ale ogniskowa, która najbardziej mnie interesowała czyli 35 mm, też nie miała dobrego kandydata na mój nowy obiektyw. Canon do dzisiaj nie wypuścił 35/1,4 L II.

Ciągle się więc wahałem co zrobić, a mój wół roboczy w tym czasie trzaskał kolejne foty i nikt z klientów nie narzekał na jakość.

A dzisiaj trafiłem na stronę, która bardzo szybko pomogła mi podjąć decyzję. Nie wiem już komu muszę podziękować za link, który znalazłem na stronie Samopomoc fotograficzna na FB.
Zobaczcie koniecznie stronę The Digital Picture. Jestem zachwycony w jak prosty sposób można zrobić porównanie dwóch obiektywów. To jest dokładnie to czego mi zawsze brakowało. Ostrość, winietowanie, dystorsja. Wszystko widzę i mogę bez problemu porównać jak będzie się zachowywał obraz na przesłonie, na której najczęściej pracuję. Rewelacja. Pisałem już ostatnio, że testy z milionem tabelek, wykresów i mądrych opisów są dla mnie tak przydatne jak sprawozdania sejmowe. Ja chcę po prostu zobaczyć na własne oczy różnicę między dwoma obiektywami w porównywalnych warunkach.

Gdy więc zobaczyłem na ile nowy 24-70/4 L IS oferuje ostrzejszy obraz od mojego szkła, to podjąłem bardzo szybką decyzję na tak. Jak możecie sami sobie sprawdzić wersja f2,8 jest oczywiście jeszcze lepsza, ale tu przyrost jakości nie jest już tak duży. Różnica w cenie natomiast jest duża. Dzisiejsze ceny to 4900 zł za „4” i 8200 zł za „2,8” i na dodatek droższy obiektyw nie ma stabilizacji. No i nie mam nad czym się zastanawiać. Dotychczas prawie nigdy nie fotografowałem na moim obiektywie na przesłonie 4, to i w jaśniejszym bym nie wykorzystał jego możliwości. Najczęściej używam f8 lub f11
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto pamiętać. Obiektyw o jasności f4 może nie pozwolić na wykorzystanie pełnych możliwości autofokusa w aparacie. W mojej jedynce, z tego co pamiętam ileś tam czujników pracuje krzyżowo tylko gdy obiektyw ma jasność f2,8 lub większą. Ale dotąd mi to nie przeszkadzało, a aparat świetnie sobie radził z ustawianiem ostrości.

Dla mnie, do moich specyficznych zastosowań wolę ciemniejszy obiektyw, dla kogoś innego ważne będą zupełnie inne kwestie. Najważniejsze, że dzięki testom na  The Digital Picture, każdy w łatwy sposób może sobie sprawdzić obiektywy według swoich potrzeb. Ja przeanalizowałem wszystkie moje obiektywy, posprawdzałem który jest lepszy przy ogniskowych, które mi się dublują i teraz jestem mądrzejszy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, sprzęt, test
8 komentarzy

14 sierpnia 2013

| przez Artur Nyk

Poza kadrem czyli książka dla fotografa

Nie czytam zbyt często książek o fotografii bo zwykle w połowie się już nudzę. Najczęściej dlatego, że autor piszę o sprawach zbyt banalnych, albo przeciwnie, zbyt skomplikowanych bym to zrozumiał.

Przy okazji takie małe wtrącenie.
Ostatnio chciałem porównać testy paru kompaktów Canona bo wreszcie muszę coś małego kupić. Zajrzałem na optyczne.pl, serwis bardzo szacowny w końcu. Gdy czytając test Canona G15  doszedłem do działu Optyka, wymiękłem. Ja chciałem tylko dowiedzieć się, czy jak zrobię zdjęcie to będzie ostre i z RAWa da się ładnie wyciągnąć kolor i szczegół, a dowiedziałem się, że różnice między składowymi pionowymi i poziomymi dowodzą symetryczności filtra dolnoprzepustowego przy przebiegu funkcji MTF ze średnią wartością 975 LWPH, która objawiają się niską zdolnością rozdzielczą. Czy jakoś tak. Na szczęście na końcu zawsze można zobaczyć przykłady zdjęć i w ten sposób coś zrozumieć. Bo po przeczytaniu samych opisów, okazało się, że wszystkie moje obiektywy składają się głównie z samych wad :)

Wracając do książek, dostałem niedawno „Poza kadrem”,  Davida duChemina. W pierwszej chwili myślałem, że to kolejna książka opisująca jak zrobić ładne zdjęcie na wakacjach, przyznaję, to wina okładki. Gdy jednak zajrzałem do środka i przeczytałem pierwsze zdanie na jakie trafiłem, zrozumiałem, że to coś zupełnie innego : „Czy Luke Skywalker poradziłby sobie gdyby nie Obi-Wan Kenobi i Yoda?” Tak zaczyna się rozdział mówiący o potrzebie posiadania mentora.

„Poza kadrem” to książka nie tyle o fotografowaniu, ale o byciu fotografem. Autor wprawdzie w dużej mierze kieruje ją do ludzi, którzy chcą przejść dopiero na zawodowstwo, ale ci, którzy już żyją z fotografii, znajdą tam mnóstwo cennych rad. Ja czytałem ją prawie z wypiekami na twarzy, bo nagle okazało się, że problemy i wątpliwości, z którymi się zmagam od lat, nie są tylko moją domeną. Dokładnie takie same problemy mają profesjonalni fotografowie na całym świecie. W sumie przyjąłem to z ulgą :)

Książka jest małym kompendium wiedzy na temat wyboru odpowiedniej dla siebie drogi, prowadzenia własnego marketingu, zarządzania finansami i umiejętności stawiania wszystkiego na jedną kartę czyli dążenia do realizacji swoich pasji. Polecam ją Wam bardzo, bo sam dużo wyniosłem z tej lektury.
Spotkałem się wprawdzie z opinią kumpla, że książka jest nudna i składa się z banalnych ogólników ale nie słuchajcie go. Michał jest młodszy ode mnie, więc nie może mieć racji, a poza tym przeczytał tylko pół książki :)

PS. W kwestii kupna małego aparatu to zapamiętałem z książki taką radę : jeśli wpadłeś na pomysł, że ten nowy obiektyw jest ci niezbędny, poczekaj jeszcze miesiąc nim go kupisz, a wtedy pewnie okaże się, że możesz spokojnie bez niego żyć :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, porady, test
komentarz

18 lipca 2013

| przez Artur Nyk

Eliminacja

Pracuję teraz nad dwoma nowymi tematami, z których zwłaszcza jeden jest dla mnie bardzo istotny i jemu poświęcam większość czasu. Ta praca to po prostu wymyślanie fotografii. Nim ją zrobię, najpierw muszę jej obraz stworzyć w swojej głowie.
Od bardzo dawna robię to zawsze w ten sam sposób. Siedzę, piję kawę, słucham głośno którejś z płyt Yello i przeglądam Wallpaper. Sposób jest sprawdzony i zawsze działa. Nie wiem dokładnie jak to działa, ale działa. Mam teorię, że wszystkie te elementy razem wprowadzają mnie w stan, który nazywam pograniczem koncentracji i medytacji. Jak by to dziwnie nie brzmiało, tak właśnie to wygląda.

Warunkiem koniecznym jest jednak odcięcie się od wszystkich bodźców zewnętrznych. I z tym właśnie mam często problem. Nawet jak siedzę sam, ciągle ktoś dzwoni z bardzo ważnymi sprawami. Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że jeśli nie zacznę wyłączać w ciągu dnia telefonu oraz maila, to nigdy nie będę miał dostatecznie dużo czasu na pracę nad najważniejszymi zleceniami.
Ile to już razy tak miałem, że zamiast zajmować się tym co ważne, robiłem coś mało istotnego, bo ktoś właśnie mnie złapał i przekonał, że musi to coś mieć na już ( a potem przez kolejny tydzień nie podejmował decyzji ).

Na dodatek ten cholerny internet. Pewnie dobrze to znacie: w pracy podstępny Facebook i inne Strony z Najważniejszymi Wiadomościami, kradną Wam czas. Gdyby tak można było się odciąć od internetu, nie pisać mail, nie czytać newsów… Miałbym tyle dodatkowego czasu. Mógłbym np. poświęcić go na chodzenie na pocztę z listami do wysyłki  :)
Ale tak na serio, powoli, bo powoli, ale udaje mi się eliminować przeglądanie stron czy oglądanie coraz to większej ilości „inspiracji” na FB. Jeżeli zamiast robić zdjęcia, będziemy tylko się ciągle inspirować, to skończymy jako niesamowicie zainspirowany fotograf… bez zdjęć :)
Zacząłem więc ćwiczyć na siłowni, takiej umysłowej. A ćwiczenie jest tylko jedno, choć wymaga wiele wysiłku. Polega na naciskaniu przycisku Zamknij :)

Postanowiłem też dzisiaj, że wprowadzę sobie nową zasadę. Jeżeli będę nad czymś pracował i potrzebował spokoju i skupienia, po prostu będę wyłączał telefon. Nikt się nie dodzwoni do mnie wprawdzie, ale za to będę mógł wreszcie spokojnie skupić się na tym co ważne. Bardzo cenię sobie funkcję Nie przeszkadzać w moim ajfonie. Dzięki niej, poza kilkoma ważnymi osobami, nikt nie jest w stanie dodzwonić się do mnie od 23:00 do 9:00 . Teraz po prostu rozszerzę te godziny w miarę potrzeby. Jeżeli więc nie będę odbierał Waszych telefonów, wybaczcie, ale oznacza to, że pracuję. Albo po staremu, zwyczajnie dalej śpię :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

25 czerwca 2013

| przez Artur Nyk

Stres przed sesją

Z sesją fotograficzną jest trochę jak z samochodem. Człowiek najbardziej się cieszy gdy go kupuje i gdy go wreszcie sprzeda. I dokładnie tak samo jest z sesją. Najpierw euforia gdy dostajemy wymarzone zlecenie, a zaraz potem zaczyna się już stres, który trwa aż do oddania gotowych zdjęć.

Pracuję już dokładnie 21 lat w zawodzie i nadal jest tak samo jak na początku. Nie ważne ile razy robiłem już podobne zdjęcia, zawsze mam jakiś mały stres z tego powodu. Gdy czeka mnie sesja gdzie będą modele, styliści, fryzjerzy, albo co gorsza klient, to już na kilka dni do przodu zastanawiam się co i jak mam zrobić by wszystko dobrze wyszło. Co z tego, że robię takie same zdjęcia siedemnasty raz? Przecież może coś nie wyjść. Ale to jest najmniejszy problem. Najważniejsze jest to czy mogę coś zrobić lepiej. Może udoskonalić światło, a może inaczej popracować z modelką, albo zmienić sposób obróbki? Taką mam naturę, że nie potrafię poprzestać na tym co dobre i co podoba się klientowi. To jeszcze musi podobać się mnie :)

W środę mam sesję, na której bardzo mi zależy by dobrze wyszła, bo temat jest z tych najciekawszych jakie tylko mogą być. Siedzę więc od kilku dni i myślę, myślę, myślę, analizuję, oglądam zdjęcia, wyobrażam sobie, znowu myślę i układam to wszystko w głowie. A i tak wiem, że na sesji będę musiał improwizować, bo nie wszystko co sobie wymyślę, musi się sprawdzić. Wiem, że będzie cała masa nieprzewidzianych problemów, które wyjdą dopiero na zdjęciach i właśnie dlatego staram się je przewidzieć :)

Podobno są fotografowie, którzy nie odczuwają stresu przed zdjęciami. Dla mnie oznacza to, że traktują swoją pracę jak taśmową, bezmyślną robotę. Gdy dojdę kiedyś do takiego etapu, to będzie to znak by zająć się czymś ciekawszym, np. malowaniem płotów.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, sesja
1 Komentarz

27 maja 2013

| przez Artur Nyk

Na warsztatach fotograficznych byłem

Zwykle sam prowadzę warsztaty, ale tym razem to ja pojawiłem się jako uczestnik. Decyzję podjąłem impulsywnie, tak jak decydujemy się czasem na dodatkowy batonik przy samej kasie.
Tym, co skusiło mnie do szybkiego wysłania przelewu, było słowo „motoshoot” w tytule warsztatów.
Na dodatek cena była bardzo niska, a program wyjątkowo bogaty. Trochę obawiając się, co to tak naprawdę będzie, pojechałem do Warszawy.

W studiu Sensi imprezę organizował XXLstock, jak nie trudno zgadnąć, firma tworząca bank zdjęć ( mnie też się kiedyś wydało, że to prosta sprawa… ).
Zaczęliśmy od wykładu Piotra Frankowskiego na temat sposobów fotografowania samochodów. To jeden z punktów programu, który mnie interesował, od wielu lat czytałem artykuły Piotra i byłem bardzo ciekawy, co opowie. Opowiadał interesująco i wiele z jego rad wziąłem sobie do serca. Niestety opowieści ilustrował zdjęciami i tu miałem wrażenie, że jestem w ukrytej kamerze i ktoś zaraz wyskoczy i krzyknie : żartowałem :) Pierwsze zdjęcie było ekstra, ale każde następne było antytezą tego, o czym opowiadał. Gdy mówił o wyborze ciekawego tła, pokazywał samochód na tle kiepskiego muru z przypadkową reklamą. Gdy omawiał kompozycję, samochód był przypadkowo poucinany. Siedziałem, słuchałem i nie wiedziałem co mam o tym myśleć, bo to, co słyszałem, było bardzo ciekawe, a to co widziałem… Nie pojmuję tego :)

Przez dwanaście godzin działo się bardzo dużo. Wykład o prawie autorskim, fotografowanie kilku modelek w różnych stylizacjach przy Lancii Ypsylon, pokaz specjalnych kosmetyków do szybkiego przygotowania samochodu na sesję, fotografowanie Leicami i coś, co początkowo traktowałem jako miły dodatek, a co stało się najciekawszym punktem programu – wykład połączony z ćwiczeniami prowadzony przez Miguela Gaudencio, Portugalczyka, urodzonego w Mozambiku i żyjącego teraz w Szczecinie. 
Miguel opowiadał o swoim sposobie pracy, przygotowaniach do sesji i mocno podkreślał, jak ważne jest precyzyjne wytłumaczenie modelce, czego od niej oczekujemy na sesji. Zaproponował nam, byśmy spróbowali zupełnie innego sposobu pracy ze światłem. Zamiast korzystać z błysku, mieliśmy zrobić serię zdjęć tylko na świetle zastanym, na dużych czułościach i małych przesłonach. Prawdę mówiąc, już dawno obiecywałem sobie, że zrobię taką studyjną sesję, ale jakoś nie mogłem się za to zabrać. Mam wbite w głowę przekonanie, że pracować można tylko na najniższych czułościach, co zmusza w studio do pracy na błysku. Raz już wprawdzie zrobiłem nawet komercyjną sesję wykorzystując czułości 1000 – 1600 ISO, ale nawet wtedy błyskałem.

Miguel przekonywał, że pracując na świetle zastanym mamy wielką przewagę, gdyż odpadają nam dwa problemy związane nierozłącznie ze światłem błyskowym.
Po pierwsze – nie jesteśmy skazani na oczekiwanie na naładowanie lamp. Nawet przy najszybszych lampach, możemy fotografować maksymalnie tak szybko, jak szybko ładować się będą lampy. Przy dużych mocach może to oznaczać np. 2-3 sekundowe przerwy. Przyznam, że czasem to mnie denerwuje, bo zdarzają się modelki tak dobrze pracujące, że nawet dwie sekundy przerwy wydają się koszmarnie długim oczekiwaniem. To zaburza rytm pracy i często tracę naturalność najlepszego gestu czy miny, gdy muszę poczekać jeszcze chwilę na gotowość lampy.
Po drugie, ustawianie światła błyskowego bardzo często wymaga dużej precyzji. Gdy modelka przesunie twarz lub przejdzie mały krok do tyłu, światło może się bardzo zmienić na niekorzyść. W ten sposób straciłem wiele fajnych ujęć, bo nie dało się już ich potem dokładnie tak samo powtórzyć. Tem argument przekonuje mnie więc bardzo i na pewno będę teraz dużo więcej używał światła zastanego, naturalnego lub sztucznego.

A to jedno ze zdjęć, które zrobiłem w trakcie warsztatów. Oczywiście, że na błysku dałoby się zrobić podobne zdjęcie, ale… to jest jakieś lepsze w tym przypadku. Chyba będę musiał przetestować ta same kadry na błysku i w zastanym świetle. A swoją drogą to uwielbiam ten obiektyw 50/1,4 :)

„Prawdziwe” zdjęcie, bez obróbki :)


Źródłem światła była bardzo duża octa ( nie pamiętam dokładnie, ale jakoś w granicach 150-200 cm ).

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady, warsztaty
komentarz

Asystent fotografa czyli praca dla desperatów

Opublikowane w asystent fotografa, foto mądrości, porady |

28 kwietnia 2013

| przez Artur Nyk | 13 komentarzy

Kilka razy pisałem już o roli asystentów fotografa, ale dzisiaj chciałbym spojrzeć na to trochę z innej perspektywy. Pomówmy o tym jak zostać asystentem.
W ciągu dwudziestu lat mojej pracy odbyłem mnóstwo rozmów z osobami, które chciały zostać moim asystentem. W sumie przewinęło się grubo ponad pięćdziesiąt osób, ale tylko kilka zostało mi w pamięci. Byli to ci ludzie, którzy na poważnie podchodzili do swojej pracy i dobrze wiedzieli czego chcą. Cała reszta traciła po prostu czas, głównie swój własny.

Wybór fotografa to podstawa…

…bo jak się uczyć to od najlepszych. Nie ma sensu iść do byle kogo, skoro można poszukać fotografa, który robi to co nas najbardziej interesuje. Nie można wychodzić z założenia, że dobry fotograf nie będzie chciał z nami rozmawiać. Oczywiście, że ci najlepsi mogą mieć długą kolejkę chętnych, ale nie jest to powód by rezygnować. Zawsze bowiem jest szansa, że pojawimy się w dobrym momencie, gdy akurat fotograf będzie miał potrzebę zwiększenia ekipy, albo też stali asystenci zachorują, wyjadą na wakacje lub po prostu odejdą na swoje. Jak już kiedyś pisałem, trzeba czasem mieć szczęście :) Nie bez znaczenia jest też…

…poziom desperacji kandydata.

Moi najlepsi asystenci zostali nimi nie dlatego, że to ja chciałem z nimi pracować, ale dlatego, że to oni chcieli pracować ze mną. Jeśli napiszecie do jakiegoś fotografa z propozycją asystowania i nie dostaniecie odpowiedzi, to jeszcze nie oznacza, że nie jest on zainteresowany. Wysoce prawdopodobne jest, że nie miał czasu odpowiedzieć na mail. Mnie bardzo często się zdarza, że odkładam taki mail na bok by odpowiedzieć później w wolnej chwili, a ponieważ taka nie nadchodzi, zapominam o nim. Tak na marginesie, ostatnio przez tydzień nie sprawdzałem maili na laptopie i gdy go w końcu włączyłem, zobaczyłem info : 1029 nieprzeczytanych mail i to już z odfiltrowanym spamem :) Jeżeli więc nie dostaniecie odpowiedzi, napiszcie po tygodniu lub dwóch kolejnego maila. W końcu dostaniecie odpowiedz i może fotograf zaprosi na….

…pierwszą rozmowę.

To zdecydowanie jeden z najtrudniejszych etapów kariery asystenta. Krótka rozmowa może zdecydować o być albo nie być. Jedni fotografowie będą chcieli zobaczyć portfolio, inni spytają o znajomość sprzętu albo o powód wyboru właśnie tego fotografa. Warto się do takiej rozmowy przygotować i dowiedzieć się jak najwięcej na temat swojego przyszłego bossa. Nie ma nic bardziej denerwującego, niż gdy przychodzi do mnie taki delikwent na rozmowę i pyta jaką fotografią się zajmuję…
Dobrze jest powiedzieć, które zdjęcia fotografa najbardziej przypadły nam do gustu, przyznać się szczerze co już umiemy, a czego chcemy się nauczyć. Jeżeli będziemy mieli trochę szczęścia fotograf obieca, że będzie o nas pamiętał przy najbliższych sesjach.
Tu ważna sprawa. Trzeba założyć, że fotograf jednak nie będzie pamiętał :) Ja od pewnego czasu stosuję zasadę, że daję szansę wielu ludziom, ale sprawdzam kto jest rzeczywiście zdesperowany. Jeśli ktoś bardzo chce ze mną pracować, to będzie się przypominał, aż zabiorę go na sesję.
Wtedy okaże się, czy wie ….

…. na czym polega praca asystenta

Aby zostać asystentem najpierw trzeba wiedzieć po co się nim zostaje. Sporo ludzi ma nikłą wiedzę jak wygląda praca przy sesjach i wyobraża sobie, że asystent zajmuje się fotografowaniem. Tymczasem asystent robi wszystko poza fotografowaniem. Trzeba być przygotowanym, że na początku będziecie zajmować się tak kreatywnymi zajęciami, jak noszenie walizek ze sprzętem, myciem podłogi i oczywiście robieniem kawy. Z czasem zostaniecie dopuszczeni do bardziej odpowiedzialnych zadań jak zwiększenie mocy lampy, by wreszcie na koniec osiągnąć poziom Nieba Asystentów. To poziom, na którym fotograf powie : postaw mi tam jakieś światło do portretu, a Wy zrobicie to w trzy minuty, przypilnujecie wizażystkę i popijając kawę rzucicie w jego stronę uwagę : chyba nie chcesz tego robić tym obiektywem?
Niestety w Niebie nie da się za długo przebywać, bo robi się nudno i człowiek musi zejść na ziemię by…

…rozpocząć karierę fotografa.

Na początek warto znaleźć sobie asystenta, przecież nie będziecie sami nosić walizek ? :)

Follow on Bloglovin

24 marca 2013

| przez Artur Nyk

Fotografia za bułkę cz.2

Widzę, że temat banków interesuje wiele osób, więc kontynuuję temat.
Najpierw pochwalę się. Właśnie podwoiłem moje dochody ze sprzedaży zdjęć w Fotolii, czyli tak naprawdę to moje kolejne zdjęcie sprzedało się dzisiaj w nocy i dzięki temu mam na koncie już oszałamiająca kwotę 1,20 zł :)

W sumie przyjęli na razie aż 26 zdjęć, a kolejne czekają w kolejce na akceptację. Jeżeli chcecie zobaczyć, jakie zdjęcia się spodobały, to możecie zajrzeć bezpośrednio na moje konto .

Pewnie jednak bardziej Was zainteresuje, jakie zdjęcia odrzucono. Niektóre z decyzji Fotolii o nieprzyjęciu zdjęć, są dla mnie sporym zdziwieniem, bo bardzo podobne zdjęcia zostały zatwierdzone.
Zobaczcie zresztą sami, jakich zdjęć nie chcieli :

Jak tylko mam teraz wolną chwilę, to opisuję kolejne zdjęcia. Powiem Wam jednak, że myślałem, iż szybciej to pójdzie :)
Z wolnym czasem też ostatnio bardzo marnie, ciągnę dużą sesję łazienkową i meblową. Każda z nich jest sporym wyzwaniem, bo stosuję nowe techniki i pomysły. Ale jak zwykle będę mógł to pokazać dopiero za jakiś czas, gdy już wszystko będzie gotowe i opublikowane.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

19 marca 2013

| przez Artur Nyk

Fotografia za bułkę

Co byście powiedzieli gdyby ktoś zaproponował Wam sprzedaż zdjęcia za 60 groszy? Pewnie kazalibyście popukać się temu komuś w głowę, tylko że użylibyście trochę dosadniejszych słów.
Nie dziwię się, za 60 groszy można kupić najwyżej bułkę. Jeszcze do niedawna sam byłbym oburzony taką propozycją.

Tymczasem parę dni temu sprzedałem zdjęcie właśnie za 60 groszy i co może dziwniejsze, bardzo, bardzo się z tego cieszyłem. Pewnie zrobiliście teraz duże oczy ze zdziwienia. 60 groszy i jeszcze się cieszy? Chyba kiepsko mu ostatnio idzie…

A ja cieszę się tej wielkiej transakcji dlatego, że to moje pierwsze zdjęcie sprzedane w banku zdjęć :)
Pisałem w styczniu, że rozpocząłem przygodę z Fotolią i teraz właśnie jest tego pierwszy efekt.
Zdaję sobie sprawę, że to śmieszna kwota. Trzeba jednak brać pod uwagę, że umieściłem na razie w Fotolii około 20 zdjęć i że są to same zdjęcia robione przy okazji lub stare zdjęcia, do których prawa klientów już dawno wygasły.

Dodawanie zdjęć do banku jest zajęciem o wiele bardziej pracochłonnym niż sobie wyobrażałem. Powoli jednak nabieram wprawy jak sobie radzić by dodawać nowe zdjęcia szybko, jak unikać błędów  w opisach, mam więc nadzieję, że z czasem będę to robił coraz sprawniej.

Jeszcze tylko do tych dwudziestu zdjęć dodam około tysiąca innych i już będę miał co miesiąc na obiad w fajnej knajpie :)

Moje pierwsze sprzedane na Fotolii zdjęcie

PS. Tę radosną nowinę miałem przyjemność opisać w moim 600 poście :) Przy okazji wyrażenie „post” i sprzedaż zdjęcia za 60 groszy jakoś dziwnie do siebie pasuje

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

20 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Aperture vs Lightroom czyli test nieobiektywny

Przy okazji jednego z ostatnich postów na temat Aperture, jeden z czytelników o pseudonimie Kashiash, spytał, co zyska przechodząc z Lightrooma na Aperture. Uznałem, że to bardzo dobre pytanie, co najmniej tak samo ważne jak to, czy lepszy jest Canon czy Nikon. Wy oczywiście wiecie, co ja o tym sądzę :)

Aby podejść do tematu solidnie, ściągnąłem trial Lightrooma, by zobaczyć, co się pojawiło nowego w czwartej wersji. Przyznaję się, że nie poświęciłem kilkunastu godzin na dogłębne poznanie wszystkich funkcji i mogę się mylić co do szczegółów.
Aby było łatwo porównać oba programy, stworzyłem katalog z trzydziestoma zdjęciami i wgrałem do każdego z programów. Nie będzie to kompletny test, a raczej skupienie się na istotnych różnicach. Nie miejcie wątpliwości, że wychodzę z założenia o wyższości Ap, gdybym tak nie uważał, to nie używałbym go :) Postarałem się jednak znaleźć też wszystkie pozytywne cechy Lr. Ponieważ nie pracuję na nim, mogłem o czymś nie wiedzieć i przez to pominąć jakąś funkcję.
Interfejs ( albo jak kto woli interface )
Po odpaleniu Lr powitał mnie ten sam nielubiany przeze mnie interfejs. Wiadomo, to kwestia gustu, podobnie jak interfejs Nikona i Canona. Ale zawsze najbardziej bawił mnie dodany na końcu bocznego menu ornament :) 
Dla mnie, przyzwyczajonego od lat do Aperture, sposób prezentacji zdjęć, czy to całych, czy miniaturek, jest po prostu mało elegancki. Jednak najbardziej denerwujące było dla mnie zawsze przełączanie między Library, a Develop. W Aperture mogę wyświetlić miniaturki i na każdej z nich wprowadzać korekty ( np. by wyrównać kolor między nimi ), a tu nie mogę tego zrobić. To bardzo nieprzyjemne ograniczenie.
Brakuję mi też możliwości wyświetlania pełnego ekranu z jednym zdjęciem i panelu do obróbki.
W Lightroomie za to łatwiej włączyć niektóre funkcje np. można zobaczyć, jak wygląda zdjęcie w wersji czarno-białej, naciskając po prostu V. W Aperture trzeba przesunąć suwak lub włączyć w menu odpowiedni preset. Naciskając jeden klawisz, możemy też zobaczyć wszystkie przepalenia na zdjęciu, w Aperture trzeba nacisnąć kombinację trzech. To niby taki mały detal, ale gdy robimy to kilkadziesiąt razy przy obróbce jednego zdjęcia to już robi to różnicę.
Podaję tu oczywiście tylko przykłady, robienie dokładnej analizy guzikologii nie jest moim celem :)

Tak wygląda Aperture w momencie obróbki zdjęcia i wyświetlenia wszystkich możliwych informacji
W Lightroomie natomiast wygląda to tak

Obróbka zdjęć (albo wywoływanie )
Znacznie lepsze niż, w wersji 3, są teraz pędzle. Wreszcie można ich prawie normalnie używać, bo wcześniej były to jakieś dziwolągi. Prawie, bo szybko zauważyłem bardzo dziwną rzecz. Gdy ustawimy jeden pędzel na zmniejszenia saturacji i zdejmiemy kolor ze zdjęcia, a następnie weźmiemy drugi pędzel i ustawimy go na zwiększanie saturacji i przejedziemy po tym samym obszarze zdjęcia co poprzednio to odzyskamy kolor !!!!! Przecież to jest bez sensu. W Aperture, każdy kolejny zastosowany pędzel uwzględnia już efekt działania poprzedniego, a tu nie. 
Dla równowagi Lightroom ma coś, co chciałbym mieć w Aperture. Malując pędzlem maskę, można na niej zastosować działanie kilku ustawień, np. kontrastu i saturacji. W Aperture trzeba każdą maskę malować oddzielnie. A więc remis? Niezupełnie. W Aperture możemy bowiem zrobić maskę z  krzywych albo levelsów. Możemy też ustawić dany parametr na całym zdjęciu, a następnie wygumować pędzlem te obszary, gdzie nie chcemy tego ustawienia. Jest też świetna funkcja rozmywania brzegów maski, tak, jakbyśmy rozmazywali palcem rysunek robiony węglem. Ja bardzo często z tego wszystkiego korzystam. 
Mam zastrzeżenia do zakresu działania niektórych funkcji. Np. kontrastu nie można pociągnąć w zbyt dużym zakresie.. Ale już ekspozycja ma teoretycznie dużo większy zakres niż w Ap. Teoretycznie, bo na suwaku możemy ustawić maksymalnie +5, podczas gdy w Ap +2, jednak w Ap, gdy dojdziemy do maksimum, to możemy wpisać dowolną wartość, aż do +9,99, czyli dwukrotnie większą. Podobnie możemy robić z prawie wszystkimi innymi funkcjami.
W Lr nie da się wyświetlić dwóch wersji tego samego zdjęcia i każdej z nich obrabiać inaczej. Tu zdjęcie prześwietlone jest o 5 działek
W Ap można wyświetlić kilka wersji tego samego zdjęcia i każdą obrabiać zupełnie inaczej. Tu mamy oryginał, prześwietlenie o +5 i o +9,99. Zauważcie też, że +5 w Ap to trochę mniej niż +5 w Lr

Bezsprzecznie zaletą Lr jest wbudowana korekcja obiektywów, podobnie jak w Photoshopie. Tego brakuje mi w Ap.
Natomiast brakuje mi w Lr łatwego resetu poszczególnych sekcji. Może jakoś da się to zrobić, ale mnie nie udało się tego znaleźć.
Zdecydowanie też wolę Ap, jeśli chodzi o sposób wyświetlania informacji o zdjęciu. Panel, który przypomina wyświetlacz aparatu, jest bardzo przejrzysty.

Zarządzanie fotografiami 

No i jakby to powiedzieć…. by nie powiedzieć, że tu Lr nie ma czego szukać? Apple pokazało tu, że wie jak powinno wyglądać zarządzanie dużą biblioteką zdjęć. Nawet jeśli jest to bardzo duża biblioteka. Lr na starcie zaproponowało mi, że doda zdjęcia do biblioteki, ale same zdjęcia pozostaną tam, gdzie są. Dla większości tego typu rozwiązanie wyda się najbardziej naturalne. Ale to nie oznacza, że najlepsze. W Ap tego typu rozwiązanie też jest możliwe i gdy rozpoczynałem moją przygodę z tym programem, też wybrałem tę opcję. Po miesiącu miałem już taki bałagan w zdjęciach, że mogłem zrobić tylko jedno. Wszystko wyrzucić i zacząć jeszcze raz. Taki był efekt, że raz oglądałem zdjęcia przez Ap, raz bezpośrednio z poziomu systemu i tu coś wyrzuciłem, tam coś przeniosłem, a na końcu zrobił się czysty chaos.
Tym razem zrobiłem  to po bożemu, czyli pozwoliłem, by Ap założył swoją własną bibliotekę i tam wrzucił wszystkie pliki. Miałem wprawdzie wrażenie, że wrzucam zdjęcia do czarnej dziury, w której nie mam pojęcia co się dzieje, jednak po jakimś czasie przekonałem się, że to wszystko działa i dzięki temu mam już porządek.
Ap pozwala na tworzenie katalogów, projektów, albumów, inteligentnych albumów i stołów świetlnych. Dzięki temu możemy budować różne struktury katalogów w zależności od naszych potrzeb. Co najważniejsze, jedno zdjęcie może być w wielu albumach, fizycznie będąc tylko w jednej kopii na dysku.  Wyobraźcie sobie, że macie dużą kolekcję zdjęć przyrody i chcecie je podzielić na tematyczne albumy : woda, góry, las. Gdzie w takim razie umieścicie zdjęcie górskiego potoku wypływającego z lasu? Oczywiście wrzucicie to zdjęcie do każdego z tych albumów, choć fizycznie będzie na dysku tylko w jednej kopii.

W Lr też można skopiować zdjęcia do nowego miejsca, ale nie powstanie z tego biblioteka jak Ap. Mimo, że wskazałem mu katalog, gdzie chciałem trzymać zdjęcia, Lr zrobił w nim osobne katalogi i podkatalogi w/g dat stworzenia plików

Lr automatycznie podzielił zdjęcia w/g dat, zamiast stworzyć jeden katalog
Jeden projekt i kilka albumów, które potem stworzyłem

Różnice znajdziemy też w sposobie wyświetlania zaznaczonych zdjęć. Tu każdy program ma swoje wady i zalety. Lr potrafi wyświetlić więcej zdjęć, jednak robi to w dokładnie takiej kolejności, jak są segregowane. Ap wyświetli maksymalnie 12 zdjęć, ale można to zrobić w dowolnej kolejności.

Lr ma jedną ciekawą funkcję, można naciskając klawisz L podświetlić tylko zaznaczone zdjęcia.

Ap natomiast potrafi wyświetlić wszystkie zdjęcia naraz na pełnym ekranie i obrabiać je. Czyli co komu jest potrzebne :)

I na koniec przełączane biblioteki. Nie pamiętam już, kiedy Ap je wprowadził, ale nie wiem, jak mogłem bez nich funkcjonować :). Mam więc kilka różnych bibliotek stałych, stworzonych tematycznie, a także dlatego, że mam za dużo zdjęć, by wszystko ( również to co mało ważne ) trzymać w jednej.
Tworzę też biblioteki doraźnie np. gdy wracam z sesji to mogę z laptopa wyeksportować jeden projekt z właśnie zrobioną sesją jako bibliotekę. Dzięki temu, wszystkie opisy, zaznaczenia, obróbki, które zrobiłem w czasie sesji, przenoszę automatycznie. Wystarczy potem tylko wgrać na główny komputer nową bibliotekę i albo zostawić ją jako osobną, albo złączyć z inną.
Często też, jako kompletną bibliotekę, wysyłam Gosi zdjęcia do obróbki. Dzięki temu widzi, które zdjęcia zaznaczyłem, które wstępnie obrobiłem itd.
Możemy też bibliotekę Ap otworzyć na dowolnym Macu przez iPhoto.

I cała reszta ( w tym jedna super ważna rzecz )

Od przedniej wersji zmieniło się tu w Lightroomie dużo ważnych rzeczy. Przede wszystkim pojawiły się prawie wszystkie funkcje, które do tej pory były tylko w Aperture. Jest więc narzędzie do tworzenia książek i portfolio w pdfie oraz geotagowanie. Są stacki czyli grupowanie zdjęć w stosy, gdzie możemy wyświetlić się tylko jedno zdjęcie leżące na samej „górze”, a w razie potrzeby rozłożyć cały stos i zobaczyć wszystkie zdjęcia.
Celowo też nie wymieniam całej masy rzeczy, które są w obu programach i działają podobnie, jak choćby presety czy sterowanie aparatem. Trzeba przyznać, że oba programy nawzajem zapożyczają od siebie najróżniejsze funkcje. I bardzo dobrze, my użytkownicy tylko na tym korzystamy.

Jest jeszcze jedna ważna różnica, która sprawia, że już tylko z tego powodu warto wybrać Ap.
Jest to Vault czyli kopia zapasowa. Czegoś takiego Lr nie posiada, a ja nie wyobrażam sobie, by nie posiadać aktualizowanych prawie codziennie kopi zapasowych moich bibliotek.
Tu znowu pojawia się temat bibliotek, jakie tworzy Ap. Dzięki temu, że wszystkie zdjęcia, metadane, ustawienia obróbki, struktury katalogów itd. są w jednym miejscu, można bardzo łatwo zrobić kopię.
Działa to w taki sposób: Na początku wybieramy inny dysk i program robi tam kopię całej biblioteki. Gdy potem zaimportujemy do naszej biblioteki następne zdjęcia lub jakieś skasujemy albo obrobimy coś czy dopiszemy nowe słowa kluczowe to system wykryje, że „tu zaszła zmiana” i można zrobić nową kopię. Robimy to przez naciśnięcie jednego przycisku, a wtedy wszystkie kopie automatycznie się zaktualizują. Jeżeli skasowaliśmy zdjęcia, to zostaną one usunięte z kopii i umieszczone w katalogu „usunięte pliki” – to dodatkowe zabezpieczenie przed przypadkowym skasowaniem zdjęć. Zawsze możemy je wtedy odzyskać.
Z kopii możemy odzyskać całą kompletną bibliotekę Ap, podobnie jak z Time Machine możemy odzyskać cały komputer.

Tu widzicie dwie kopie tej samej biblioteki, które są na dyskach podłączonych na stałe i jedną kopię na zewnętrznym dysku, teraz odłączonym

Podsumowanie

Nie wiem czy Was przekonałem do Ap, ale pokazałem najważniejsze różnice. Ja nie mam wątpliwości, że Ap jest dla mnie dużo lepszy. Czekam tylko z niecierpliwością na kolejną wersję. Aktualna jest już dosyć stara, a mimo to i tak świetnie sobie radzi. Gdy pojawi się nowa, wyczekiwana chyba tak samo jak nowy Mac Pro, to zapewne będzie jeszcze ciekawsza.
Nie opisałem tu całej masy funkcji, bo pisałbym pewnie jeszcze przez tydzień. Na koniec wspomnijmy jeszcze o cenie. Lr kosztuje około 480 zł, Ap około 260 zł :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady, Spytaj Artura, test
komentarz
← 1 … 4 5 6 7 8 … 18 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close