×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

foto mądrości

7 lutego 2013

| przez Artur Nyk

Okno na świat czyli moja nowa kariera

Dzisiaj wszystko się zmieniło. Wreszcie otworzyły się przede mną nowe horyzonty. Zrealizowałem coś co od dawna chodziło mi po głowie, coś co udało mi się zrobić mimo wielu przeciwieństw losu, niezdecydowania, odkładania na później, poważnych wątpliwości i lenistwa.
Oto co zrobiłem : umieściłem pierwsze fotografie w dużym banku zdjęć :)))) To naprawdę wielkie wydarzenie :)

Tak, w sumie to wstyd, że zrobiłem to dopiero teraz. Tysiące zdjęć, lepszych czy gorszych, ale jednak doskonale nadających się do sprzedaży, zalega całkowicie bezproduktywnie na moich dyskach. W ciągu roku sprzedaję zawsze trochę gotowych zdjęć i doskonale sobie zdaję sprawę, że to dobry dodatkowy zastrzyk pieniędzy. Nic tak w końcu nie cieszy jak wystawienie faktury ( najlepiej po raz kolejny ) za gotowe już zdjęcie.

Od ładnych pary lat myślałem o tym by wrzucić moje fotografie do jakiegoś banku. Ba, nawet sam taki z kumplem założyłem kiedyś. Funkcjonowaliśmy przez rok czy dwa i przez ten czas poznałem całe mnóstwo problemów jakie się z tym wiążą. Od zagadnień prawnych, przez techniczną ocenę jakości zdjęć, opis ( opis to największe utrapienie ), po przede wszystkim zdobycie materiału do banku.
Razem z Szymonem pomyśleliśmy, że skoro każdy z nas ma mnóstwo zdjęć i znamy wielu innych fotografów, którzy też mają mnóstwo zdjęć, to zdobycie fotografii nie będzie trudne.
Myliliśmy się i to bardzo. Namówienie innych fotografów by przygotowali nam swoje zdjęcia, okazało się syzyfową pracą. Wymaganie od nich, by na dodatek je dobrze opisali, było już ponad nasze siły. Dostawaliśmy więc czasem materiał zupełnie nieprzebrany, bez opisów, albo zdjęcia z ramką, napisem „Jola” i w rozdzielczości 1000×700 px.
W sumie zarobiliśmy tyle, ile włożyliśmy w ten interes, więc nie było tak źle, a przy okazji sporo się nauczyłem i poznałem trochę fajnych ludzi.

Od tego czasu myślałem, by wrzucić zdjęcia do jakiegoś dużego banku. Moje wątpliwości, budził jedynie kwestia,czy jest sens wystawiać zdjęcia po 1$ i czerpać z tego parę centów zysku, skoro to samo zdjęcie czasem udaje się sprzedać za kilkaset złotych. Otóż słowo „czasem” wydaje się być tu kluczowe :) Mimo bardzo niskiej kwoty jaką mogę otrzymać za sprzedane zdjęcie w banku, zysk ma szansę być znacznie większy. Taką mam nadzieję :)

Nie była to moja pierwsza próba. Jakiś czas temu opisywałem już na blogu moją przygodę z iStockiem.  Już prawie wtedy przeszedłem kwalifikacje, ale było to tak skomplikowane, że sobie odpuściłem przed samą metą.

Tym razem trafiłem do banku Fotolia i to całkowicie przez przypadek. Dopiero później przypomniałem sobie, że czytałem sporo dobrych opinii o nim. Postanowiłem raz jeszcze podejść do tematu i sprawdzić jak bardzo upierdliwy system przyjmowania zdjęć tu mają.
Konta założyłem w trzy sekundy, szybko przeczytałem informacje na temat wrzucanych zdjęć i już po chwili byłem gotowy by umieścić pierwsze fotografie. Spodobała mi się spora przejrzystość informacji i bardzo uproszczone w stosunku do iStocku zasady.

System w miarę szybko pobrał moje zdjęcia, ale potem musiałem w każdym zdjęciu uszeregować słowa kluczowe w/g ważności, zakwalifikować do kategorii reprezentatywnej i konceptualnej ( brzmi groźnie, ale ławo można się w tym odnaleźć ), zaznaczyć czy decydujemy się na przyznanie Fotolii wyłączności na sprzedaż zdjęć i udostępnienie na licencji rozszerzonej. I teraz już możemy czekać na kasę. No prawie, bo zdjęcia dopiero muszą być zatwierdzone do sprzedaży. Właśnie dzisiaj po 7 dniach oczekiwania moje pierwsze dwa zdjęcia zostały zatwierdzone :)
W prawdzie na razie zatwierdzili dwa zdjęcia z trzydziestu jakie już wrzuciłem, ale może teraz pójdzie już szybciej.

Po zastanowieniu zdecydowałem się dać zdjęcia na wyłączność dla Fotolii. Nie łudzę się, że w najbliższym czasie, zabiorę się za kolejny bank. Zaletą wyłączności są oczywiście wyższe prowizje. Szczerze mówiąc to niezbyt dokładnie zainteresowałem się na jakim poziomie są prowizje. Zobaczyłem tylko, że można samemu określać cenę zdjęcia w pewnych narzuconych przez Fotolię granicach, gdy już osiągnie się trochę wyższy poziom sprzedaży.
Gdy poczytam o tym dokładnie, to zreferuję Wam. A teraz cieszę się moim pierwszymi zatwierdzonymi  zdjęciami. Teraz jeszcze tylko trzeba opisać i wrzucić parę tysięcy zdjęć :)

Jak widzicie moje okna na świat są zamknięte i zakratowane. Mam nadzieję, że to nie jest proroctwo :))))

PS. W metadanych wyświetlanych przez Aperture zrobiłem sobie nową pozycję : Fotolia. Będę sobie tam zapisywał status jaki mają zdjęć w Fotolii.

PS 2. Jeżeli chcecie poczytać o moich przygodach z iStockiem to znajdziecie je tutaj :

  • Jak zarobić na zdjęciach
  • Czekam
  • Jak zarobić na zdjęciach – cz.3 czyli Jestem Godzien
  • Jak zarobić na zdjęciach – cz.2
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, foto mądrości, porady
komentarz

27 stycznia 2013

| przez Artur Nyk

Jaki to samochód? czyli pierwsza reklama

Obiecałem, że zabiorę się za fotografowanie samochodów i dzisiaj mogę przedstawić pierwszy efekt tego postanowienia. Nie będę też udawał, że ta reklama powstała od czasu tamtego postu. Sesję zdjęciową robiłem jeszcze przed świętami, a potem musiało minąć to całe świąteczne lenistwo nim zabraliśmy się za realizację reklamy :)
Ale od początku. Koncepcję tej reklamy stworzył Przemek Chmurawa z agencji Mediatec. Przemek tak jak i ja fascynuje się samochodami, choć w trochę inny sposób. Podczas gdy ja zachwycam się wyglądem, jego bardziej interesuje technika. Nasza rozmowa wyglądała więc mniej więcej w ten sposób : …z tym dieslem 163 KM robi 8,5 sekundy do setki! I trzy razy pod rząd zdobył mistrzostwo świata w wyścigach samochodów turystycznych! BMW nie miało tam nic do gadania! – mówi Przemek. I ma naprawdę ładne wnętrze, sam byłem zdziwiony – dodaję ja. 
Kilka dni później spotkaliśmy się jeszcze raz by pogadać o koncepcji reklamy i w trakcie rozmowy Przemek nagle wpadł na pomysł. Zrobimy tak : w pierwszej odsłonie reklamy pokażemy samo wnętrze  z zasłoniętym logo, ale napiszemy na temat osiągów. W drugiej pokażemy jaki to samochód.  
Daliśmy sobie jeszcze 2 dni by to przemyśleć i gdy po tym czasie nadal koncepcja podobała się nam, zabraliśmy się do pracy.
samochód

Zdjęcie zrobiliśmy w salonie MM Cars, gdzie było nam najbliżej i najłatwiej. Samochód nie był jeszcze zarejestrowany i musielibyśmy transportować go na lawecie do studia. Znacznie prościej było sfotografować go w salonie. Zrobiono nam miejsce do zdjęć w serwisie i tam mogliśmy spokojnie pracować. 

Pierwszy problem pojawił się bardzo szybko. Mój statyw okazał się po prostu za duży by włożyć go do środka samochodu. Po wielu próbach udało się w końcu znaleźć na to sposób. Jedna noga wprawdzie wystawała na zewnątrz, ale aparat znalazł się wreszcie tam gdzie miał być, a lakier i tapicerka nadal była w idealnym stanie :) Następne problemy były już znacznie łatwiejsze do rozwiązania. Musieliśmy tylko metodą prób i błędów, znaleźć optymalne położenie foteli, kierownicy i dźwigni biegów. Ze światłem poszło już szybko. Jako główne światło ustawiłem wysoko przed maską beauty dish z nałożonym jeszcze dyfuzorem z tkaniny. Lampa oświetla górę deski rozdzielczej, kierownicę, fotele i bok drzwi. Oprócz tego po obu bokach, ale tak bym nie widział ich w obiektywie, stanęły dwa softboksy – stripy, ten po lewej jest odpowiedzialny za blik na kierownicy i na srebrnych elementach deski rozdzielczej. Aby zarejestrować światło zegarów i ekranu nawigacji, wydłużyłem czas naświetlania do 0,6 sekundy.
Zrobiłem jeszcze kilka różnych naświetleń na wszelki wypadek i to wszystko. Gosia mogła pastwić się już nad obróbką, a my szukaliśmy odpowiedniego widoku za oknem.  Ponieważ nic z moich zdjęć nie pasowało, agencja znalazła w banku zdjęć, fotografię ulicy z Hong Kongu :) Miniaturkę samochodu wzięliśmy już prosto od producenta.

Dalej pozostała już typowo agencyjna robota nad projektem i tekstami. Założenie było by reklama zajmowała pół strony i była na kolejnych po sobie kartkach gazety lub ewentualnie zajęła całą stronę, wymagając jednak od czytelnika obrócenie gazety.
Cały czas unikałem jak ognia podania nazwy samochodu, liczyłem, że zastanowicie się chwilę jaki to może być samochód :) A teraz już dalej nie przedłużając, jest to : Chevrolet Cruze :) 
Reklama jest skierowana do bardzo konkretnej grupy ludzi, którzy rozglądając się za nowym samochodem, nie biorą w ogóle pod uwagę Chevroleta gdyż widzą w nim następcę Daewoo. Sądzą, że to kiepsko wykonany i o przeciętnych osiągach samochód, którego jedyną zaletą jest niska cena. Reklama ma złamać te stereotypy i zachęcić do zainteresowania się Chevroletem. Myślicie, że to zadziała?

Kliknij aby powiększyć

PS. Prawda, że ma ładne wnętrze? A takim dieslem też bym chętnie pojeździł.
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, foto mądrości, Jak to zrobiłem, reklama, samochody, sesja
komentarz

24 stycznia 2013

| przez Artur Nyk

Behance

Oto dalszy ciąg moich poszukiwań portali, na których warto się pojawić. O ile 500px jest rzeczywiście trochę towarzystwem wzajemnej adoracji, to Behance jest czymś zdecydowanie innym. Oglądam ten portal od ładnych kilku dni i ciężko znaleźć tam coś co nie wzbudza mojego zainteresowania. Raczej mam inny problem, bo gdybym chciał obejrzeć wszystko co jest ciekawe, to pewnie przyrósłbym do komputera.

Znaleźć tam można wszystko co łączy się z fotografią, grafiką, CGI i szeroko pojętym designem. Co jest bardzo budujące,  dobre portfolia ma tam bardzo wielu Polaków.
Ja też wrzuciłem tam kilka zdjęć by przetestować jak to wszystko działa. Oczywiście jak prawdziwy mężczyzna, zamiast poczytać sobie instrukcję, jak jest zorganizowany portal, postanowiłem, że sam wszystko opanuję. W ten sposób, projekt jak stworzyłem, może nie ma wiele sensu, za to poznałem już chyba całą filozofię Behance. Teraz prawdopodobnie usunę go i już świadomie będę tworzył nowe projekty.

Dla mnie ten portal jest zdecydowanie inspirujący i warty pokazania się tam. Ale oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić :)

A oto jedno z moich znalezisk :  portfolio węgierskiego fotografa Akos Majora.  Mnie bardzo przypadły do gustu fotografie z serii WTR2CPS ( cokolwiek to znaczy ). Akos Major ma stronę zrobioną na mechanizmie Prosite. Nie jest on niestety już bezpłatny, tak jak podstawowe konto na Behance, ale 99$ na rok za fajną stronę, to rozsądna cena.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz

17 stycznia 2013

| przez Artur Nyk

Rozsądek? Ale po co? Czyli o tym jak podjąłem decyzję

Tak z ręką na sercu, ilu z Was co jakiś czas obiecuje sobie, że zrobi coś co zawsze chciało zrobić? Zmieni pracę, wyjedzie do innego miasta czy wreszcie zacznie biegać. Po prostu przestanie narzekać i zacznie działać.
A i ilu z Was zdecyduje się zrobić coś, w czego powodzenie wierzy, choć wszystko przemawia przeciwko temu?
Ja właśnie podjąłem niedawno taką decyzję, a teraz ogłaszam to Światu. Głównie po to by czasem Świat kopnął mnie w tyłek i powiedział : obiecałeś…

Postanowiłem wreszcie wyspecjalizować się w jednej dziedzinie fotografii. Tej, która sprawia mi najwięcej przyjemności, którą jestem najbardziej zafascynowany i która daje najmniejszą szansę by na niej zarabiać….
Będę fotografował samochody :))))

Pamiętam gdy zaczynałem swoją karierę fotografa, zaczęło się od podobnej decyzji. Prosto ze sklepu gdzie sprzedawałem telewizory i poszedłem do największego w mieście laboratorium by porozmawiać z właścicielem. Chcę pracować jako fotograf, mogę robić cokolwiek co ma związek z fotografią – powiedziałem. A co umiesz? Mam aparat! Ok, to będziesz robił zdjęcia w szkołach.
To była szybka decyzja i szybka rozmowa :)
Gdybym wtedy jej nie podjął, pewnie teraz w Waszym domu stałby telewizor kupiony w moim sklepie ( sprzedałem kiedyś jeden Adriannie Biedrzyńskiej, to i Was bym namówił :) ), a tak to sam nie mam telewizora, za to robię zdjęcia :)

Dobrze wiem w co się pakuję, fotografie samochodów to jedne z najtrudniejszych zdjęć. Potrzeba mnóstwo sprzętu, dużej ekipy, podróżowania by znaleźć ciekawe plenery, spędzać godziny przy retuszu, znać się na samochodach, być na bieżąco z trendami w motoryzacji. FAJNIE :)))

Zawsze chciałem to robić, ale zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że jest to bez szans. Nie ma polskiego producenta samochodów ( Arrinera się nie liczy, bo jej nie ma i nie będzie ), bardzo mało jest na rynku zleceń na taką fotografię, nie mam studia, gdzie da się wjechać samochodem i pewnie mógłbym jeszcze wypisać długą listę argumentów na NIE. Tylko po co?

Jak nie pokażę do wakacji nowych zdjęć samochodów to obiecuję znowu zafarbować włosy na blond :)       fot.Patryk Pohl


Każdy z tych argumentów można obalić. Mieszkam na Śląsku, a tu aż roi się od fabryk samochodów. Jest też niedaleko studio przystosowane do fotografowania samochodów i mam ekipę, która może nie spać trzy noce byle móc zrobić fajne zdjęcie samochodu :)
Mam też olbrzymie doświadczenie w fotografowaniu kranów. Nie, nie pomyliłem się :) Podobieństwo kranu do samochodu jest ogromne. Jeden i drugi składa się ze sferycznych lustrzanych powierzchni. Oczywiście z kranami jest znacznie gorzej. Jak nauczycie się i zrozumiecie jak fotografować chrom  i szkło ( też się na tym znam ) to z samochodami pójdzie już łatwo. Nie oznacza to, że wszystko umiem i wiem jak sfotografować każdy samochód, ale rozumiem o co w tym chodzi.
Przydadzą mi się też doświadczenia z fotografowania architektury i ludzi. Nic więc co robiłem do tej pory nie pójdzie na marne, a wręcz przeciwnie przyda się. No może poza fotografowaniem dawno temu sera, co okazało się najnudniejszym zleceniem i najbardziej śmierdzącym. Zapamiętajcie by nie trzymać 100 kilogramów sera w dobrze ogrzanym studio:)

Najśmieszniejsze jest chyba to, jakie zdarzenie pomogło mi podjąć tę decyzję. Nie wiem czy pamiętacie mój post o kalendarzu, którego nie zrobiłem. Właśnie to całe zamieszanie wokół niego sprawiło, że zrozumiałem na jakiej fotografii najbardziej mi zależy. Uwielbiam samochody, mogę godzinami czytać o nich, oglądać, konfigurować na stronach internetowych albo oglądać je w salonach. Nie będę fotografem mody choć bardzo lubię fotografować kobiety, bo nie znam się na modzie. Wiele razy oglądałem najlepsze fotografie mody i ze smutkiem stwierdzałem, że nigdy nie będę w stanie  robić takich zdjęć, bo nie czuję tego. Ale gdy oglądam zdjęcia samochodów widzę co jest zrobione świetnie, a co można jeszcze poprawić. Widzę jak zmieniają się trendy, rozpoznaję co jest fotografią, a co renderem.

Nie oznacza to, że od dzisiaj przestaję pracować dla moich dotychczasowych klientów. W tym całym szaleństwie trzeba zachować trochę rozsądku :) Ale całe pozostałe moce kierować będę teraz na samochody.
Nadal też będę lubił fotografować architekturę, ludzi czy designerskie przedmioty. Zresztą to wszystko można łączyć z samochodami. Pozostanę też wierny kranom, tu ciągle będę mógł doskonalić swoje umiejętności :)

Na koniec mały apel. Jeżeli macie jakiś fajny samochód ( fajny, nie oznacza golfa II z dużym spojlerem i namalowanym płonieniami po bokach :) ), to chętnie go sfotografuję. A jeżeli macie np. Ferrari 250 GTO to mogę pojechać gdziekolwiek on jest :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, samochody
komentarz

5 stycznia 2013

| przez Artur Nyk

Widzę więc jestem… fotografem, czyli za co mi płacą

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego jeden fotograf zarabia dziennie tyle, ile kosztuje dobry samochód, a inny z trudem zarobi w miesiąc na rower z hipermarketu? Czy ten pierwszy lepiej zna się na doborze odpowiedniej przesłony i sprawniej obsługuje lampy? A może dlatego drogo sprzedaje swoje zdjęcia bo ma bardzo drogi aparat i najlepsze obiektywy?
Sądzę, że jest wiele osób, które tak myślą i wszelkie swoje niepowodzenia tłumaczą sobie właśnie brakiem tego absolutnie niezbędnego aparatu.

Muszę niestety rozczarować wszystkich, którzy tak myślą. Dobry fotograf to nie ten, który jest sprawny technicznie i potrafi zrobić bezbłędną fotografie, ale ten, który WIDZI.
Jeszcze kilka lat temu, przed epoką cyfrowych aparatów, wiedza techniczna była na wagę złota. Fotograf biegał ze światłomierzem,  ustawiał lampy tylko dzięki własnemu doświadczeniu, robił kilka rolek filmu i w najlepszym przypadku, mógł zobaczyć finalny efekt po kilku godzinach. Amator nie miał tu szans by się z nim równać. Dzisiaj gdy lustrzanka cyfrowa kosztuje tyle co pół średniej krajowej, każdy może bardzo szybko dojść do dobrych technicznie zdjęć.

Oczywiste jest, że im lepszy sprzęt, tym lepsze będą ( technicznie ) fotografie. Ale najlepsi fotografowie nie dlatego robią świetne zdjęcia bo mają znakomity sprzęt. Mają taki sprzęt dlatego, że robią świetne fotografie i dzięki temu stać ich na niego. Często zresztą nie mają go na własność, a jedynie wynajmują na sesje, ale to już inna historia

Wróćmy do tego co najważniejsze. Fotograf musi widzieć. Umieć zobaczyć fotografię w swojej głowie nim jeszcze powstanie. Umieć zobaczyć najzwyklejszą rzecz jako coś nadzwyczajnego. Albo znaleźć w wyjątkowo pospolitym przedmiocie piękno. Musi wiedzieć co zrobić, by inni spojrzeli tak jak on i zobaczyli te same emocje. Bez względu czy jest to fotograf reklamowy czy dokumentalista, wszystko sprowadza się do tego czy potrafi patrzeć z większą wrażliwością niż inni. Jeżeli potrafi, to sprzęt i technika jest już tylko środkiem do uzyskania celu.

Wiele razy słyszałem od klientów to samo zdanie : na zdjęciu to wygląda znacznie lepiej. Wygląda lepiej nie dlatego, że obrobiłem produkt w PS i poprawiłem jego wygląd. Po prostu umiałem spojrzeć na niego w taki sposób, by pokazać jego najlepsze cechy.
Najlepsi portreciści potrafią zobaczyć w modelu to co jest w nim interesującego i tak pokierować sesją by to właśnie pokazał.

Powstaje pytanie, jak nauczyć się patrzeć? To jednocześnie najłatwiejsze i najtrudniejsze. Wystarczy patrzyć cały czas na wszystko co nas otacza. Na własne śniadanie, szare niebo,  mokre drzewa, czyste samochody,  kolorowe wystawy sklepów, zmęczonych ludzi, zniszczoną książkę, uśmiechniętą dziewczynę, promień słońca ślizgający się po ścianie, na wszystko… To łatwe. Sprawdzać jak te same rzeczy zmieniają się w różnym świetle i otoczeniu, zmieniać perspektywę i kontekst. Poznawać reakcje i emocje ludzi, ich zachowanie, psychikę. Analizować, wyciągać wnioski, eksperymentować i znowu analizować. To już znacznie trudniejsze.

Potem, by zostać znakomitym fotografem trzeba zwykle jeszcze jednego. Szczęścia, by znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

20 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

500 pikseli

Od dłuższego czasu obiecuję sobie, że zainteresuję się portalami gdzie można pokazać swoje zdjęcia całemu światu. Ten dłuższy czas to powiedzmy… jakieś kilka lat….  Udało mi się jakimś cudem przekonać do Facebooka, ale dalej już ani rusz…

I oto właśnie dzisiaj pod wpływem jakiegoś impulsu, spiąłem się w sobie i w akcie desperacji otworzyłem konto na 500px. Przegryzłem się przez stos informacji czym w ogóle ten portal jest i wrzuciłem pierwsze zdjęcia. Na początek wybrałem 10 fotografii z różnych dziedzin. Ledwo je wysłałem, a już otrzymałem 11 maili z serwisu z pierwszymi komentarzami ludzi : Świetne, wspaniałe, rewelacyjne !!!!

OK, wzleciałem jakiś metr nad ziemię, ale wcale potem nie spadłem bo takich maili przychodziło całe mnóstwo. W zasadzie to nie nadążałem z czytaniem bo ciągle przychodziły nowe. A ja wznosiłem się coraz wyżej i wyżej. Jedno ze zdjęć, zresztą całkiem fajne, cieszyło się szczególną popularnością i po godzinie wylądowało w Popularnych, Poczułem się już prawie jak nominowany do Oscara. A tu kolejne zdjęcia wskakiwały do Popularnych. Chyba marnuję się w tej Polsce, skoro ludzie z tylu krajów uważają moje fotografie za tak znakomite? Już miałem wznieść się kolejny kilometr ponad ziemię gdy przywaliłem głową w sufit….

Trochę doczytałem, trochę zrozumiałem i dotarło do mnie, że te wysokie oceny zdjęć nie są na zawsze. To, ze dzisiaj jestem wysoko oceniany, nie oznacza, że jutro nie spadnę na sam dół… Zresztą sporo komentarzy jakie dostałem były w klimacie : jakie piękne zdjęcie ! Zobacz też moje zdjęcia.

Nie mam tej chwili zielonego pojęcia czy obecność na 500px ma większy sens. Zobaczymy. Tak czy inaczej miło jest usłyszeć pochwały swojej pracy, nawet jeśli jest to tylko towarzystwo wzajemnej adoracji….
Obym się mylił.
Ale i tak warto było, spędziłem dzięki temu miłe popołudnie :) I w ciągu kilku godzin 8 z 16 moich fotografii weszło do Popularnych.

A co Wy sądzicie o tego typu portalach? Czy to ma jakiś sens i przekłada się na konkrety?

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, foto mądrości
komentarz

10 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Odzyskania kasy próba nr 753

Minął już prawie rok od czasu gdy napisałem Tych klientów nie obsługujemy  i od dawna nie liczyłem na szczęśliwe zakończenie mojej historii z niepłacącym klientem. 16 grudnia 2012 miną 2 lata od wystawienia faktury, a tym samym z powodu przedawnienia, możliwości sądowej walki o zapłatę. W zasadzie to już dawno się pogodziłem, że faktura nigdy nie będzie zapłacona.

Wezwania do zapłaty nie przynosiły skutku, maile czy telefony tym bardziej. Po tamtym poście dostałem nawet telefon z informacją, że dostanę zapłatę gdy zdejmę z bloga ten wpis. Odparłem, że zrobię to z przyjemnością gdy tylko dostanę przelew. Zażądano jednak ode mnie bym najpierw zdjął post, a wtedy oni zapłacą. Odpowiedziałem grzecznie, że chyba wątpia w moją inteligencję i na tym sprawa się zakończyła… Nawet prawie już się zdecydowałem by skorzystać z usług jakiejś kancelarii zajmującej się odzyskiwaniem długów w zamian za skromny procent. Szczerze jednak mówiąc ciągle nie miałem czasu by się tym zająć.

Parę miesięcy temu moja znajoma Bogusia powiedziała mi w jaki sposób mogę małym nakładem sił spróbować odzyskać pieniądze. Oczywiście zabierałem się za to i zabierałem, aż w końcu Bogusia zadzwoniła po raz kolejny i spytała czy *#&@$ w końcu wysłałem te pisma? Obiecałem solennie, że zrobię to na milion procent następnego dnia. Tak też zrobiłem.

Wysłałem pismo, w którym zawiadamiałem mojego drogiego dłużnika, że jeśli w przeciągu 14 dni nie zapłaci mi należnej kwoty, zrobię korektę deklaracji VAT. Gdybym zrobił taką korektę oni również by musieli to zrobić. A to w tym przypadku kończy się kontrolą z urzędu skarbowego….
Na wszelki wypadek, w drugim liście poszło jeszcze przed-sądowe wezwanie do zapłaty.

Pisma wysłałem w czwartek priorytetem  i za potwierdzeniem odbioru. W piątek po południu miałem już pieniądze na koncie :))))))

Niech żyje strach przed urzędem skarbowym! Przynajmniej raz :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, porady
komentarz

2 grudnia 2012

| przez Artur Nyk

Alfa na pocieszenie czyli o kalendarzu, którego nie zrobiłem

Od połowy września żyłem kalendarzem, który miałem zrobić. Temat był dla mnie arcyciekawy. Kalendarz z samochodami i kobietami. Na dodatek chodziło o samochody przez duże S. Wprawdzie zamawiającym  nie był przedstawiciel na Polskę, a tylko dealer, ale wiedziałem, że mam szansę zrobić coś naprawdę fajnego.

Wymyśliłem sobie koncepcję w stylu „no limit”, wszystko co tylko uważałem za fajne i możliwe do zrobienia. A ograniczeń było mnóstwo. Przede wszystkim czas, pogoda była coraz gorsza i nieprzewidywalna, a ja zakładałem pracę w plenerze. Malutkim też ograniczeniem były koszty…. Potrzebowałem dużą ekipę, świetne modelki, stylizację, konkretną architekturę, płytę lotniska i… konia.
Ale szybko znalazłem rozwiązanie. Mam jednak dużą siłę przekonywania, więc przekonałem wszystkich, że warto to zrobić po kosztach :) Opowiedziałem o swojej koncepcji i wszyscy się zapalili do tego projektu.
Klienta uświadomiłem, że temat jest dla mnie tak interesujący, że chcę zrobić coś zdecydowanie lepszego niż pozwala na to ich budżet. Sądziłem, że to sprawi, że nasza współpraca będzie jeszcze lepsza. I tu się myliłem…. I to bardzo.

Na początku było jak zawsze. Pierwsze rozmowy, umawianie się na spotkanie, czekanie na spotkanie. Takie tam normalne rzeczy. Na tym upłynęły pierwsze trzy tygodnie. Potem rozpoczął się właściwy proces decyzyjny czyli czekanie, aż odpowiedni dyrektor znajdzie czas by pomyśleć o kalendarzu. Tak minęły kolejne dwa tygodnie. Wreszcie dostałem telefon, że wszystko się bardzo podoba i kiedy będą gotowe zdjęcia? Standard… najpierw długie tygodnie na podjęcie decyzji, a potem zdziwienie, że jeszcze nic nie jest gotowe.

Ruszyłem więc z przygotowaniami pełną parą, wiedząc, że każdy dzień jest na wagę złota, bo pogoda jest coraz gorsza. Kwestię podpisania umowy zrzuciłem na drugi plan, bo przecież miałem mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. I to był kolejny błąd.

Wreszcie gdy doszło do ustalenia treści umowy i ostatecznego budżetu, zderzyłem się ze ścianą po raz pierwszy.
Miła pani, z która korespondowałem przesłała mi mail od dyrektora jaki otrzymała w mojej sprawie. Dowiedziałem się z niego, że koszty są oczywiście dużo za duże… Dyrektor zresztą od razu znalazł rozwiązanie jak je obniżyć. Zaproponował ( w zasadzie nakazał ) by zamiast trzech modelek były tylko dwie, co przecież spowoduje oszczędności nie tylko na samych modelkach, ale też na wizażu, fryzjerze i stylizacji.  Nieważne, że te dwie dziewczyny będą musiały wykonać też pracę tej trzeciej, wizażystka będzie musiała zrobić tyle samo makijaży, fryzjer fryzur, a stylistka stylizacji.
Fotografowi zaproponował by zszedł z tonu czyli bym obniżył swoje wysokie wynagrodzenie. Zamiast płacić za wynajem lokalizacji, mogliśmy przecież wykorzystać ładne darmowe miejsca. Najbardziej natomiast spodobało mi się jego podejście do kateringu.  Był wielce zdziwiony, że w budżecie znalazła się taka pozycja. Całe 800 zł na trzy dni od rana do nocy i dziewięć osób każdego dnia. Jego zdziwienie  nie miało granic : „przecież modelki żywią się tylko światłem, a reszcie ekipy polecam McDonalds’a”.

Ten jeden mail spowodował u mnie chęć rzucenia całym projektem w cholerę. Pogadałem z wszystkimi  ludźmi z ekipy i ustaliliśmy, że za daleko już zaszliśmy by teraz rezygnować. Każdemu zależało by zrobić ten kalendarz i to na pewno nie ze względów finansowych. Postanowiliśmy więc zacisnąć zęby i zgodzić się na zmniejszenie budżetu.

W międzyczasie spadł pierwszy śnieg co sprawiło, że nagle stałem się ekspertem od prognoz pogody. Sprawdzałem je po kilka razy dziennie i analizowałem na ile można im wierzyć. Udało mi się znaleźć wreszcie dzień, gdzie dobra pogoda miała być na milion procent i ustaliliśmy pierwszy dzień zdjęciowy na sobotę 3 listopada. Podpisanie umowy jak zwykle się przeciągało, ale miła pani zapewniła mnie, że w piątek 2 listopada na pewno ją podpiszemy i dostanę zaliczkę.
Ja w piątek od rana miałem złe przeczucia… W zasadzie to wiedziałem co może pójść nie tak. I nie myliłem się.
Miła pani zadzwoniła i z zakłopotaniem w głosie poinformowała mnie o decyzji dyrektora. Stwierdził on, że skoro płaci tak dużą kwotę za zdjęcia, to chce nie licencji na kalendarz, ale przekazania pełnych praw autorskich. I to było drugie zderzenie ze ścianą. Tylko, że tym razem już nie było o zbierać.

Nawet gdybym chciał ( a nie chciałem ) nie mógłbym przekazać pełnych praw do zdjęć bo wymagałoby to zmiany umowy z modelkami, niektórymi lokalizacjami i projektantami mody, od których pożyczaliśmy ciuchy. Przede wszystkim jednak nie moglem już dalej iść na ustępstwa. Miałem szczerze dosyć. Wytłumaczyłem jeszcze dlaczego nie mogę się zgodzić, zaproponowałem by zapisać w umowie, że ja nigdzie też tych zdjęć nie sprzedam i na tym sprawa się skończyła.
W poniedziałek dostałem jeszcze od miłej pani mail z podziękowaniem za współpracę i przeprosinami za zamieszanie.

I jeszcze jedno. Ten olbrzymi budżet na jakim w końcu stanęło to 12.600 zł netto. Dwie modelki, dojazd, hotele, wynajęcie płyty lotniska i innych lokacji, wynajęcie i dowóz konia, katering, stylistka, wizaż, fryzjer, asystenci, obróbka zdjęć, no i fotograf.

Nie chcę pisać o jaką firmę chodzi, bo to nie ma już takiego znaczenia. Miła pani starała się wszystko załatwić jak najlepiej, nie dogadałem się z dyrektorem. Nawet nie ma znaczenia, że on nie miał pojęcia o produkcji sesji zdjęciowej, może nawet nie był w stanie ocenić o jakim poziomie trudności rozmawialiśmy.
Ważne jest to, że ja chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze :) Mam nauczkę, że nie ma sensu dawać komuś coś za darmo bo tego i tak nie doceni.

Został mi więc gotowy projekt na kalendarz i wielki niedosyt zdjęć samochodów. Projekt może w przyszłym roku uda mi się zrealizować dla innego klienta. A niedosyt sobie zrekompensowałem nowym zdjęciem Alfy 8C Competizione.

Właściwie to nie nie zrobiłem nowego zdjęcia, a jedynie Gosia obrobiła w akcie naszego protestu już istniejące. Tak nastawiliśmy się na zdjęcia samochodów, a tu nic. Przypomnieliśmy więc sobie o jednej Alfie, która czekała od dawna na pomysł jak ją obrobić. Samochód fotografowałem parę lat temu w zupełnie innym celu i teraz trzeba było znaleźć sposób na wstawienie jej w inne tło.
Gosia wpadła na pomysł by wykorzystać do tego celu zdjęcie hali na lotnisku gdzie ostatnio robiłem sesję. Potem poszło już szybko. Gosia przygotowała dwie wstępne wersje. Na jednej samochód stał, na drugiej jechał. Zdecydowaliśmy się na tą drugą. Efekt jest taki :

A tak wyglądał materiał wyjściowy:

Trochę zrobiło się nam lepiej. Ale przydałoby się więcej samochodów :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, dobre zdjęcia, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sesja
komentarz

23 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Jak to kalendarz robiłem

Wszystko zaczęło się od pomysłu agencji, by na dziesięciolecie Kompani Węglowej sfotografować jej rówieśników, czyli dzieci urodzone w tym samym czasie, gdy powstawała firma. Wiedzieliśmy tylko, że takich dzieci jest kilkaset. Pracę zaczęliśmy od wytypowania czterech kopalni, z których każda reprezentowała jeden region. W każdej z nich mieliśmy zrobić trzy zdjęcia w ciągu jednego dnia. Aby jednak zdecydować, jaki plan wybierzemy na jakiej kopalni, musieliśmy je wszystkie dokładnie obejrzeć.
Choć mieszkam na Śląsku od urodzenia, nigdy tak naprawdę nie byłem jeszcze na kopalni. We wszystkich innych rodzajach zakładów przemysłowych tak, ale nigdy na kopalni. Teraz za to miałem pełny przegląd, jak co wygląda, gdzie jest najfajniejsze nadszybie, gdzie maszyna wyciągowa, a gdzie szatnia łańcuszkowa. Wszędzie robiłem dokumentację planów, oczywiście ajfonem :) Nie chciało mi się po prostu nosić dużego aparatu, ajfon całkowicie tu wystarczył.

Równocześnie „zleciliśmy”, by kopalnie znalazły naszych dziesięciolatków i zorganizowały casting. Całe szczęście, że to były kopalnie. Tu wszystko działa jak wojsku :) Dyrektor dzwoni i zaraz wszystko jest ustalone i zorganizowane, rodzice powiadomieni, a na dzieci czekają soki i słodycze.

Na castingach mogłem przekonać się, jak będzie się współpracowało z dziećmi. Ku mojej wielkiej uldze, okazało się, że wcale nie jest tak źle. Dzieciaki były chętne do pozowania i pracowaliśmy bardzo szybko i sprawnie. Te pierwsze zdjęcia miały za zadanie sprawdzić, jak radzą sobie przed obiektywem. Kazałem więc robić im śmieszne miny, skakać i krzyczeć. Szybko okazało się, kto się nadaje do zdjęć i ma do tego talent. Baliśmy się na początku, czy znajdziemy dostatecznie dużo dobrych modeli, a w rzeczywistości mieliśmy problem, kogo odrzucić, bo tych fajnych dzieci było więcej, niż potrzebowaliśmy.

Moje wysiłki, by wzbudzić entuzjazm, nie do wszystkich zawsze trafiały…

Gdy przyszedł wreszcie pierwszy dzień zdjęciowy, wszystko mieliśmy przygotowane. Nawet dobrą pogodę, która wtedy była nam niezbędna.
Do pierwszego zdjęcia musieliśmy zdemontować kawałek płotu.  Normalnie uznałbym, że każdy klient nas wyśmieje, ale nie na kopalni. Ekipa fachowców już na nas czekała i nie było problemu, gdy stwierdziłem, że musimy zdemontować jeszcze więcej płotu. Dzięki temu miałem potrzebne odejście.

Zdawało mi się, że przemyślałem wszytko, ale o jednej rzeczy zapomniałem. O wietrze. W chwilę po tym, jak zaczęliśmy zdjęcia, zerwał się nagle duży wiatr. Zadbałem, by zabezpieczyć sprzęt ( nie do końca skutecznie jak się potem okazało ), nie mogłem jednak zrobić nic, by zabezpieczyć fontannę. Byliśmy więc co chwilę moczeni świeżą bryzą :) Musiałem przez to zmienić pomysł na zdjęcie. W zamyśle, dzieci miały biegać po murku naokoło fontanny. Murek zrobił się niestety mokry i śliski, baliśmy się, że dzieci wpadną nam do wody. Zamiast tego kazałem im skakać z murku.

Dzieci mają mnie dość

Następne zdjęcie robiliśmy z całą górniczą orkiestrą na tle budynków. Ledwie się rozstawiliśmy, wiatr przygnał ciężkie chmury i zaczęło kropić. Musieliśmy przenieść się do wnętrza cechowni.  Musiałem szybko wymyślić, jak oświetlić dużą grupę ludzi w wielkim pomieszczeniu.

Jeszcze nie pada, ale już jest ciemno

Postawiłem największy mój soft 200×140 nad aparatem, a wszystkie pozostałe lampy poszły na boki, gdzie świeciły prosto na boczne ściany. Dzięki temu uzyskałem miękkie odbite światło, które rozlewało się na dużej przestrzeni. W sumie miałem tam do dyspozycji 5300 Ws światła odbitego od ścian i 1000 Ws z softu nad głową. Jako ostatnią lampę, postawiłem 500 Ws za orkiestrą i skierowałem prosto w aparat. Poza tym jednym softem wszystkie lampy miały ostre czasze, by dać jak najwięcej światła.

Dzięki koszulce Moc była ze mną

I proszę pamiętać,że na zdjęciu mamy ładnie brzmieć

No to ja się już wyspałem, a wy?
Tylko nie upuść!

I co tam wyszło?

Tu robimy inną wersję zdjęcia, ale Wy zwróćcie uwagę na lampy

Następne zdjęcia poszły już planowo i bez niepodziewanych problemów. Mieliśmy rozpisany godzinowo rozkład jazdy i dzięki temu nikt niepotrzebnie nie czekał, Dzieci przyjeżdżały na konkretną godzinę, miały robiony makijaż ( a co! ), no dobrze, były przygotowywane przez wizażystkę, żeby nie świeciły się im twarze. Ja w tym czasie z moimi ludźmi ustawiałem światło, robiliśmy foty i szliśmy na następny plan. Przynajmniej teraz, po skończonej robocie, tak to prosto wygląda :)

Największym naszym zmartwieniem było zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa. Kopalnia to nie plac zabaw w końcu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jakiekolwiek ryzyko, więc kilka pomysłów na zdjęcia trzeba było niestety odrzucić, bo miejsca były zbyt niebezpieczne. Z tego powodu nie zrobiliśmy żadnego ujęcia pod ziemią.

Inny problem, który zawsze pojawia się w zdjęciach, gdzie pozuje kilka osób naraz, to zrobienie klatki, na której wszyscy wychodzą dobrze. Poradziliśmy sobie z tym w najłatwiejszy sposób. Tam, gdzie było trzeba, fotografowaliśmy każde z dzieci osobno, by potem zmontować je na jednym zdjęciu. Jednak tylko w kilku przypadkach trzeba było tak zrobić, gdy wspólne zdjęcie nie wychodziło lub wszyscy wyszli dobrze za wyjątkiem jednej osoby.

tu zafundowaliśmy sobie montaż 
Panowie! My tu zdjęcia robimy, a wy bez makijażu?

Panowie oglądaliście Top Model, to wiecie jak macie pozować

Jak każe nam jeszcze raz powtarzać ujęcie to wciepniemy go do windy  
Czy ja dobrze wyszedłem?
Zojka czesze małego naukowca
Strasznie tu fajnie :)

Zdjęcia Anna Burek i jedno ja :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, foto mądrości, Jak to zrobiłem, realizacje, sprzęt
komentarz

7 listopada 2012

| przez Artur Nyk

Konkurs czyli jak dostać zdjęcia za darmo

Dostałem dzisiaj maila z prośbą o umieszczenie na stronie moich warsztatów informacji o konkursie fotograficznym. Autorka maila w miłych słowach zachęcała mnie, by przekazać tę informację uczestnikom warsztatów i wszystkim zainteresowanym. Nie widziałem żadnych przeciwwskazań, jednak nim umieściłem informację, sam dokładnie wszystko przeczytałem, a najdokładniej sam regulamin.

Konkurs o tytule „Wspomnienia z podróży” ogłosił portal map4u. W zasadach nie ma nic niezwykłego, trzeba nadesłać dowolne zdjęcia krajobrazowe z Polski, ale tylko takie, których nie ma już na portalu. Są też nagrody, bardzo zresztą nieokreślone : smartfon, nawigacja GPS i latarka z dodatkami. Na razie wszystko OK.

Dotarłem w końcu do paragrafu 2 punkt 5 regulaminu. I tu mamy piękny „kwiatek”.

Podpunkt E brzmi : „wyraża zgodę na nieodpłatne przekazanie praw majątkowych do nadesłanych prac i jednocześnie wykorzystywanie przez Organizatorów Konkursu nadesłanych praw w dowolnym czasie i formie dla celów promocji Konkursu i Portalu”

Innymi słowy, każdy kto wyśle zdjęcie na ten konkurs, traci prawa majątkowe do swojego zdjęcia. Nie może już nigdzie go sprzedać, wykorzystać komercyjnie. Po prostu traci do niego wszelkie prawa majątkowe i jedyne,  co mu pozostaje, to prawa osobiste, czyli możliwość pokazania fotografii w swoim portfolio.

Powiecie, że profesjonalista nie wyśle swoich zdjęć na taki konkurs. Nieważne, amator ma takie same prawa do swoich zdjęć i tak samo powinny być one szanowane. Byłem w jury kilku konkursów i widziałem, jak czasem genialne zdjęcia przysyłali ludzie, którzy fotografowali amatorsko. Dlaczego by mieli tracić do nich prawa?

Dla mnie tego typu konkursy są niedopuszczalne bo są próbą wyłudzenia zdjęć od często nieświadomych ludzi. Wszystko jest oczywiście robione w majestacie prawa. Zostajemy przecież poinformowani w regulaminie, że wysyłając zdjęcie przekazujemy prawa majątkowe. Wiem, że dla wielu osób to nie będzie stanowiło problemu, inni nawet będą się cieszyć, że ich zdjęcia pojawiają się na stronie portalu. Ale mnie taki sposób pozyskiwania zdjęć po prostu oburza. 

Mogę zrozumieć, że prace nagrodzone przechodzą na rzecz portalu, ale nie wszystkie przez sam fakt ich wysłania.

Mam nadzieję, że nikt z Was nie wyśle tam zdjęć i że będziecie baaaardzo dokładnie czytać regulaminy wszystkich konkursów.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości
komentarz
← 1 … 5 6 7 8 9 … 18 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close