×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

sprzęt

28 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Aparaty psują się na potęgę

Szczerze mówiąc, sądziłem, że aparaty dobrej klasy są dosyć niezawodne. Oczywiście, że raz na jakiś czas coś może się zepsuć nawet w najlepszym sprzęcie, ale jest to raczej ewenement. Teraz zostałem wyprowadzony z błędu. „Jedynka” mojego znajomego zaczęła  mieć jakiś problem z migawką. To się zdarza, migawka to część prawie eksploatacyjna, coś jak klocki hamulcowe w samochodzie. Jak dużo jeździsz to co jakiś czas trzeba wymienić.
Ponieważ jechałem do Warszawy, zabrałem aparat do serwisu. I tu przeżyłem mały szok. Sądziłem, że gdy zjawię się tam z aparatem, przyjmie mnie miły pan, lekko znudzony oczekiwaniem na klienta.

Tymczasem musiałem stać w kilkuosobowej kolejce, a sprzęt przyjmowało do serwisu trzech panów. Kolejka utrzymywała się cały czas, łatwo więc wyobraziłem sobie, że dziennie pojawia się tam kilkaset osób….
Ludzie przynosili aparaty, obiektywy, lampy, czyli wszystko się psuje teraz i to masowo. Mnie przez około 20 lat używania sprzętu tylko raz zepsuła się przesłona w obiektywie, a u mnie raczej sprzęt nie leży na półce. Miałem więc prawo sądzić, że ciężko zepsuć sprzęt, a tu jednak okazało się inaczej :)

ps. przesłona zepsuła mi się w Canonie 24-105/4 L IS. Tak samo zresztą, jak trzem moim znajomym. Jeśli więc macie taki obiektyw, to albo już byliście w serwisie albo dopiero będziecie :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, sprzęt
komentarz

19 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Bańki

Widzieliście na pewno już gdzieś reklamę T-mobile z bańkami mydlanymi latającymi w powietrzu. Co o niej sądzicie? Bo ja uważam, że jest miałka i nijaka. Nie rozumiem, dlaczego przejście od Ery do T-mobile wygląda, jakby palili za sobą wszystkie mosty. 
Nie dociera też do mnie sens nowych reklam, kilka razy złapałem się na tym, że nie wiedziałem, co to za  reklama, choć widziałem już je wcześniej. Po prostu jest tak niekonkretna, że nie zapamiętałem jej. Trochę dziwnie też, fruwające bańki mydlane, przypominają charakterystyczne kształty „baniek” Play. To nawiązanie też nie ma żadnego sensu dla mnie. 
Ale nie oni jedyni użyli baniek w reklamie. Przypomniało mi się, że ja też kiedyś puszczałem bańki na zdjęciach. 

To zdjęcie zrobiłem około 2000 roku dla Cersanitu w bardzo prosty sposób. Emi leżała sobie spokojnie na ziemi, a trzy osoby puszczały bańki z dziecięcych aparacików w kształcie Batmana :) Jak widać w bańkach, światło to dwa softy (100 x 100 cm). 
Fota była zrobiona na Mamiya’i, co niestety też widać. Slajdy to może i był najlepszy kiedyś materiał, ale pod warunkiem, że był dobrze wywołany. Tu niestety mam przykład, co się dzieje, gdy nie jest dobrze wywołany. Kolor od razu zrobił się kiepski i do tego koszmarne ziarno. 
Bardzo się cieszę, że już nie muszę pracować na slajdach :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz

16 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Jak to modelem byłem

Nieocenione to doświadczenie, gdy nagle stanie się po drugiej stronie obiektywu. Ja raz przeżyłem coś takiego, ale doświadczenie to wykorzystuję do dzisiaj.
Dawno już temu, gdy robiłem taśmowo zdjęcia dla Alpinusa, wysłano mnie na sesję do Kazimierza nad Wisłą. Jechaliśmy tam w połowie marca i w samochodzie mieliśmy głównie wiosenne ubrania, bo właśnie takie mieliśmy sfotografować. Wyjeżdżając z Katowic, cieszyłem się wiosennym słońcem i myślałem, jak fajnie będzie w takich warunkach robić zdjęcia.
Jednak  kilkadziesiąt kilometrów przed Kazimierzem, na drodze zobaczyliśmy idealnie równą linię, za którą rozpościerała się piękna zima. Takiego zjawiska nigdy wcześniej nie widziałem. Nie zatrzymaliśmy się też, by to sfotografować, bo zaskoczony nagłą zmianą warunków na drodze, skupiłem się na prowadzeniu i omijaniu samochodów, które wylądowały w przydrożnych rowach.
Na szczęście mieliśmy też trochę kurtek i polarów, gdyż inaczej nie mielibyśmy co tam robić, a tak sesja wiosenna zmieniła się w zimową.
Pojechaliśmy tam w cztery osoby, czyli dwóch fotografów i czterech modeli. Rozwiązanie tej matematycznej zagadki jest proste. Jurek Pawleta i ja mieliśmy podwójne role fotografa i modela. Jurek, podróżnik, fotograf i filmowiec, przynajmniej wyglądał, jak dobry model, a ja… zdecydowanie wolę być po tej stronie aparatu, gdzie jest wizjer.
Pierwszego dnia ja byłem fotografem. Musiałem o wszystkim decydować, znaleźć plener, koncepcję, dobrać ubrania, zarządzać czasem itd., czyli normalna praca fotografa wzbogacona o rolę stylisty i producenta.
Drugiego dnia wszystko wyglądało inaczej. To Jurek miał na głowie wszystkie problemy. Ja zadawałem tylko pytania, co mam robić? Co mam włożyć?  Zimno mi! Pić mi się chce! W sumie to fajna jest rola modela, pełny luz :)
W tych samych warunkach występowanie w innej roli było kompletnie innym doświadczeniem. Dzięki niemu poczułem, jak się czuje model w sytuacji, gdy fotograf szuka koncepcji, nie wie co zrobić, wymaga pozowania w niewygodnej sytuacji albo, co gorsza, wymaga od modela, by sam coś od siebie dodał. Polecam każdemu fotografowi takie doświadczenie.
Fotografie i filmy z całego świata możecie zobaczyć na stronie Jurka Pawlety.
Jak to można by powiedzieć o mnie, skoro widać mi pół głowy… :)

Tu jestem już cały i to na pierwszym planie

Czyżbym zamawiał 4 piwa?

Stara, dobra Mamiya z obiektywem shift…

Po dobrej stronie aparatu

 Moja mina świadczy, że nie mam biletu

Już po zdjęciach, jedzenie z tego lokalu wspominamy do dzisiaj

 Kot nigdy nie ucieknie mi ;)
 Nie mogę sobie przypomnieć, po co był na tej sesji statyw?

Wszystkie zdjęcia Jurek Pawleta

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, foto mądrości, Mamiya, porady, sesja
komentarz

10 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Jak ja to zrobiłem???

Zdarzyło się Wam zapomnieć, jak zrobiliście jakieś zdjęcie? Ja mam czasem ten problem. Patrzę na zdjęcie i za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć, jak ustawiłem wtedy światło…
Staram się zawsze robić zdjęcia całego planu, aby móc w przyszłości powrócić do takiego samego światła. Ale też nie zawsze da się to zrobić na jednym zdjęciu, bo lampy się np. na wzajem zasłaniają albo nie mogę się dostatecznie cofnąć, by objąć cały plan.

Od pewnego czasu używam fajnego programu na ajfona Strobox. Aplikacja jest bezpłatna i dostępna w App Store. Strobox to rodzaj szkicownika – pamiętnika dla fotografa. Mamy do dyspozycji dużą gamę sprzętu, lamp, blend, które możemy sobie dowolnie rozstawiać po planie zdjęciowym.
Ja korzystam z tego nie tylko, aby zanotować, jak zrobiłem zdjęcie, ale głównie służy mi do projektowania światła przed sesją.
Do tego celu program nadaje się znakomicie. Zwłaszcza przy większych sesjach, gdzie kilka razy trzeba zmienić plan, zamiast tłumaczyć asystentom, gdzie i co mają rozstawić, wystarczy dać im schemat.

Program ma też parę wad. Raz zapisanego ustawienia lamp nie da się edytować. Nie można też rozróżnić wielkości softów, te różnią się tylko kształtami, więc gdy mamy dwie okty o różnej wielkości, sami musimy wymyślić, jak to oznaczyć.
Pomimo tego i tak program jest wart polecenia.

 Tak wygląda ekran w trakcie ustawiania lamp

Po zapisie możemy już tylko obejrzeć schemat. Lampa na boomie w dziwnej perspektywie to sposób zaznaczenie lampy świecącej z góry.

 No i opcja: Wyślij do asystenta :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
backstage, Jak to zrobiłem, sesja, sprzęt
komentarz

8 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Drobne oszustwo

Spójrzcie na to zdjęcie, czy widzicie, co jest nie tak? Robiąc to zdjęcie do kalendarza Rzecz Śląska, nie przewidziałem jednej rzeczy. Dopiero na sesji zorientowałem się, że nie ma szans, by zrealizować je tak, jak sobie wymyśliłem. 
Dostałem wstępny pomysł, by sfotografować Kamila Durczoka na Nikiszowcu, miejscu wybitnie śląskim, a  jednocześnie naszpikowanym antenami satelitarnymi. Ja rozwinąłem ten pomysł i wymyśliłem, by Kamil siedział na parapecie okna z nogami na zewnątrz. Sam nie wiem, jak to zrobiłem, że się zgodził na to, ale wiem, że raczej już mnie nie lubi :)
Znalazłem odpowiednie miejsce, zapukałem do drzwi, gdzie otworzyła mi starsza pani. Czy mogę skorzystać z pani okna, by sfotografować Kamila Durczoka? Oczywiście, nie ma problemu. Pani nawet się nie zdziwiła. Ludzie w mieszkaniu po drugiej stronie ulicy też niczemu się nie dziwili, tylko pozwolili mi wejść do swojego mieszkania, bym mógł robić zdjęcia. Fajni ludzie tam mieszkają :)
Znaleźliście już, co jest nie tak?

Gdy oglądałem sobie plener z wysokości chodnika, widziałem go dokładnie tak, jak jest teraz na zdjęciu. Gdy znalazłem się już w trakcie sesji w mieszkaniu naprzeciw, to okazało się, że w obiektywie aparatu  nie wygląda to tak, jak chciałem, Aby sfotografować okno z Kamilem, musiałem użyć obiektywu standardowego, czyli 80mm ( Mamiya ). Tylko, że wtedy familoki po lewej stronie zajmowały w kadrze tylko mały fragment obrazu. Aby sfotografować je tak, jak chciałem, musiałem użyć obiektywu 150 mm, co powodowało, że w kadrze na pierwszym planie mieściły się tylko buty Kamila…
Fizyki nie oszukam, to od razu zrozumiałem i zrobiłem najpierw familoki po lewej stronie na 150 mm, a potem spokojnie robiłem zdjęcia Durczokowi.

Dziękujemy ci Photoshopie :)

Ponieważ pojawiają się głosy, że Durczok jest wklejony, to proszę jeszcze kilka zdjęć z planu.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
architektura, Jak to zrobiłem, Mamiya, sesja
komentarz

7 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Aperture ważniejszy niż aparat

Chyba już zorientowaliście się, że lubię Aperture. Ten program był powodem mojego przejścia na maki, a teraz już nie wyobrażam sobie pracy ze zdjęciami bez Aperture. Początki nie były łatwe, pierwsza wersja, chociaż już miała dużo fajnych bajerów, nie była mistrzem wydajności. Ta poprawiła się mocno w wersji 2,  a Aperture 3 to już rewelacja.

Ale mnie na początku największą trudność sprawiła kompletnie inna filozofia pracy w tego typu programie. Wcześniej miałem na pececie prostą przeglądarkę IrfanView (całkiem fajną zresztą), a wszystkie operacje na RAWach robiłem albo w programach Canona, albo w Photoshopie.
Wszystkie zdjęcia trzymałem w katalogach systemowych, osobno RAWy, osobno tiffy i jpgi. W jednych katalogach miałem duże obrobione zdjęcia, w drugich pomniejszone do wysyłania mailem. Każde zdjęcie było fizycznie obecne na dysku i miałem do niego dostęp z poziomu systemu. Uważałem to za całkiem normalny sposób trzymania zdjęć na kompie. Oczywiście miało to wiele wad, nie było łatwo znaleźć konkretnego zdjęcia, a wiele z nich miałem w kilku miejscach jednocześnie, co zajmowało niepotrzebnie miejsce na dysku. Teraz nie śmiejcie się. To wszystko było w czasach, gdy mój komputer miał dysk 20 GB… Jakoś dawałem sobie radę :)

Gdy przeszedłem na Aperture, wydawało mi się dziwnym pomysłem, by wrzucać wszystkie zdjęcia do biblioteki programu, gdzie nie miałem do nich normalnego dostępu inaczej, jak przez Aperture. Ponieważ jest możliwość, by zamiast importu zdjęć do biblioteki, korzystać z normalnej struktury plików, wybrałem taką opcję. Wytrwałem w ten sposób może z miesiąc. Bałagan, jaki zrobiłem w ten sposób, był ogromny. A wszystko z powodu braku konsekwencji. Bo zamiast korzystać tylko z programu, to raz robiłem coś w Aperture, a raz bezpośrednio z poziomu systemu. Generalnie powstał tak wielki chaos, że nie miałem już innego wyjścia, musiałem zawierzyć idei jednej biblioteki.

Przez pewien czas było to dziwne, ale już po tygodniu zrozumiałem, jak to wszystko działa i z każdym dniem przekonywałem się już coraz bardziej. Nie musiałem już mieć dwóch tych samych zdjęć w dwóch katalogach, jeśli nie mogłem się zdecydować, do jakiej kategorii je zakwalifikować. Nie musiałem też trzymać miniaturek, bo te robiły się dopiero w trakcie eksportu.
To była druga dziwna na początku dla mnie zasada. Zdjęcia zawsze mają w Aperture oryginalne rozmiary i dopiero w momencie, gdy chcemy je wysłać na zewnątrz, decydujemy, jaki mają mieć format i rozmiar. Ta genialna zasada pozwala dowolnie modyfikować wygląd zdjęcia aż do momentu gdy będziemy zadowoleni, a jednocześnie mamy ciągle jeden oryginalny plik. Wszystkie operacje bowiem są robione w sposób nieingerujący w oryginał, czyli w każdym momencie mogę zmienić dowolne ustawienie koloru, ekspozycji, kontrastu, krzywych itd. Mogę też tworzyć dziesiątki wersji tego samego zdjęcia, fizycznie mając na dysku ciągle tylko jeden plik.
Tego typu funkcji usprawniających pracę, są tam dziesiątki. Szkoda, że Apple nie płaci mi za reklamę, bo mógłbym być świetnym ambasadorem Aperture :) Przy okazji to chyba najtańszy program tego typu, w App Store kosztuje 63 euro.

Nieskromnie dodam, że niedługo będę prowadził szkolenie z Aperture w Warszawie :) Uwielbiam opowiadać o nim, gdybym miał przestać fotografować to tylko po to, by szkolić z Aperture :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, Apple, porady, warsztaty
komentarz

1 czerwca 2011

| przez Artur Nyk

Idealne połączenie

To jedno z moich najbardziej ulubionych zdjęć i jednocześnie jedno z pierwszych zrobionych na Canonie 1 Ds mk3. Wczoraj pisałem o nim dużo, dzisiaj dla równowagi pozwolę się Wam nacieszyć samym obrazem. A to, co na nim jest, to klasyczne piękno. Jaguar też jest piękny :)
A dlaczego wspominam o Canonie? Trochę się bałem, jak sobie poradzi w tak trudnych warunkach oświetleniowych. Efekt bardzo mnie zachwycił, piękne przejścia tonalne, kolor i brak problemów w cieniach. 
Ale kto by się tu przyglądał  cieniom :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, dobre zdjęcia, sprzęt
komentarz

31 maja 2011

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli Canon 5D mk2 kontra 1Ds mk3 czyli grip w cenie samochodu

No i stało się. Właśnie czytacie 300 wpis na moim blogu. Ale ponieważ wszystko, co najważniejsze, podsumowałem już wcześniej, tym razem test jednego zdjęcia, który rozwiąże wiele wątpliwości.

Już dawno planowałem porównać te dwa aparaty, ale muszę przyznać, że trochę się tego testu obawiałem. Bo co, jeśli okaże się, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy aparatem za 8.000 zł i 25.000 zł?
W końcu jednak trawiony ciekawością, zdecydowałem się na ten pojedynek.

Okazją była sesja zegarka, którą ostatnio robiłem. Nie było to zlecenie komercyjne, więc mogłem sobie na taki test pozwolić. Najpierw trochę o samym sposobie fotografowania zegarków. Zegarek, jak każdy widzi, jest mały, błyszczący i ma szybkę. To cechy ewidentnie utrudniające sprawę. Kiedyś sporo fotografowałem zegarków dla marki Timemaster i już wtedy musiałem rozwiązywać całą masę problemów z oświetleniem.

Szybka to pierwsze zmartwienie, odbija się w niej wszystko co świeci. Można oczywiście zastosować filtr polaryzacyjny, ale po pierwsze, nie zawsze wszystkie bliki w ten sposób można zdjąć, po drugie, w ten sposób automatycznie likwidujemy bliki na tarczy, a to nie zawsze jest naszym celem.
Zegarek się błyszczy i najczęściej ma chromowane powierzchnie, które musimy takimi pokazać. I tu pojawia się dodatkowy konflikt, bo ma błyszczeć chrom, a nie może błyszczeć szkło. Część producentów decydowała się kiedyś na przygotowanie specjalnie do zdjęć zegarków bez szybki, co nie zawsze dawało dobry efekt.
No i na koniec, zegarek jest mały, czyli musimy stosować obiektyw makro. A to oznacza małą głębię ostrości. Rozwiązaniem są obiektywy typu shift lub praca na wielkim formacie. Możemy wtedy tak złamać płaszczyznę ostrości, by uzyskać idealną ostrość na całym obszarze. Jest też drugie wyjście, z którego ja skorzystałem tym razem. Po prostu odsunąłem się z aparatem do tyłu. Automatycznie zwiększyło mi to głębię ostrości, choć sam zegarek zmniejszył się w kadrze. Pisałem ostatnio o celowości posiadania aparatów o dużej rozdzielczości. To właśnie jeden z tych przypadków, kiedy duża matryca bardzo się przydaje.

To jeszcze półprodukt, ale już dosyć bliski skończenia

Przy tego typu fotografii bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie przedmiotu do zdjęć. Zegarek bardzo dokładnie wyczyściłem i zamocowałem solidnie na stole. To ważne, by i aparat i zegarek nie miał szansy na nawet najdrobniejsze poruszenie, gdyż może to sporo zmienić w ostrości i oświetleniu.
Zacząłem od ustawienia głównego światła, którym był tu soft 35×90 umieszczony naprzeciw aparatu. (moc około 250 Ws). Jako drugie światło postawiłem lampę z dużą czaszą po lewej stronie (moc około 30 Ws). Odpowiedzialna jest za oświetlenie paska na dole. Teraz nastąpiły długie próby znalezienie optymalnych blików na kopercie. Mając dwie lampy, uznałem, że to w zupełności wystarczy, a do zrobienia blików wykorzystałem małe ekrany z własnych wizytówek.

Gdy uznałem, że w zasadzie wszystko jest już OK, zrobiłem dłuższą przerwę i zastanowiłem się, co mógłbym jeszcze poprawić. Dołożyłem trzecią lampę z dużą, dosyć miękką białą czaszą i obserwowałem, co się dzieje (moc około 30 Ws). Okazało się, że dodatkowa lampa lekko wypełnia cienie na tarczy, co daje dobry efekt.
Na koniec dołożyłem jeszcze jedną lampę, której jedynym zadaniem było zrobienie bliku na krawędzi szybki na dole zegarka (nie ma go na zdjęciu, będzie dołożony w postprodukcji).
Aby nie poruszyć nawet minimalnie aparatu w trakcie wyzwalania migawki, zdjęcia wyzwalałem bezpośrednio z Aperture, do którego podpięty był Canon.

Gdy wreszcie skończyłem definitywnie to zdjęcie, nadszedł czas na zrobienie go Canonem 5D mk2.  Ponieważ jest mniejszy i nie miał gripa, nie uzyskałem dokładnie tego samego kadru, mocując go na statywie.

Zrobiłem zdjęcie, wyświetliłem na ekranie razem ze zdjęciem z 1Ds mk3 i…. Nie zauważyłem różnicy….
To znaczy w pierwszej chwili nawet je widziałem  ale były to tylko moje pobożne życzenia. Oglądałem oczywiście w pełnym powiększeniu, sprawdzałem, jak plik reaguje na kontrast, ekspozycję, odzyskiwanie szczegółów w bielach. I nic. Nie znalazłem nic, co byłoby jakąś zdecydowaną różnicą. Jedyną rzeczą, którą się różniły, był balans bieli. Zdjęcie z „piątki” było zbyt chłodne. Ale przy RAWie to żadna różnica.

Zdjęcia wyświetlone w Aperture, po lewej 5D mk2, po prawej 1Ds mk3

Ten test jeszcze niczego nie dowodzi tak naprawdę, mamy tu specyficzną scenę, prawie monochromatyczną. Postaram się niedługo znowu zrobić porównanie obu aparatów, tym razem przy świetle dziennym i z nastawieniem na kolor.

Czy więc rzeczywiście nie warto dopłacić do „jedynki” kwoty 17.000 zł za wbudowany grip? I tak i nie. 1Ds mk3 nie miał żadnej konkurencji, gdy pojawił się na rynku i nadal jej nie miał, gdy go kupiłem. Wtedy nie miałem innego wyboru. Czy dzisiaj zdecydowałbym się na 5D mk2 w zamian? Co dostajemy za te 17.000 zł? Na pewno zdecydowanie lepszy autofokus, zdecydowanie lepszą ergonomię, możliwość pracy na dwóch kartach, sporo osprzętu w standarcie, większe możliwości personalizacji, lepszy wizjer, brak możliwości kręcenia filmów i gorszy wyświetlacz, a gratis zdecydowanie lepszą minę klienta, gdy pyta o cenę naszego aparatu :)

Raczej nie zamieniłbym się na „piątkę” bo 1Ds mk3 to najlepszy aparat, jaki miałem w życiu. Gdy robi się 100 klatek tygodniowo, nie zwraca się uwagi na wiele drobiazgów. Gdy robi się ich tysiące, to mały drobiazg może wyprowadzić z równowagi :)

Wycinek zdjęcia z Canona 1Ds mk3 (kliknij, by zobaczyć w pełnym rozmiarze)

Wycinek zdjęcia z Canona 5D mk2 (kliknij, by zobaczyć w pełnym rozmiarze)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Aperture, backstage, Canon, foto mądrości, Jak to zrobiłem, porady, sesja, sprzęt, test
komentarz

27 maja 2011

| przez Artur Nyk

Hasselblad sześciostrzałowy

Pewnie część z Was już czytała o nowym Hasselu. Najnowsza przystawka to już nie jakieś marne 60 czy 80 Mpx ale okrągłe 200 Mpx rozdzielczości. Moje oczy też zrobiły się okrągłe, gdy to zobaczyłem. Od razu rozmarzyłem się, co mógłbym zrobić z takim aparatem… Ale już po chwili ochłonąłem i  doszło do mnie, ile musi ważyć taki plik.

fot. Hasselblad

Po co więc robić aparaty o tak astronomicznie wielkich matrycach? Gdy miałem Canona 5D, to plik 12,8 Mpx wydawał mi się znakomity pod kątem ostrości obrazu, koloru i szczegółu. Gdy przesiadłem się na 1Ds mk3, to 21 Mpx zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. W tamtym momencie był to na pewno najlepszy mały obrazek, który na dodatek mógł nawiązać walkę ze średnim formatem. Teraz po kilku latach od jego premiery Jedynka nie robi już takiego wrażenia swoimi parametrami. Największą konkurencję robi mu 5D mk2, który ma matrycę o tej samej rozdzielczości. (Sam byłem zawsze ciekawy jakie są różnice w tym aparatach i już bardzo niedługo zrobię mały test porównawczy obu aparatów).

Wracając do średniego formatu, gdy zacząłem oglądać zdjęcia z przystawek 40 czy 65 Mpx to niestety różnica jest widoczna. Mój Canon tu nie ma szans.  Rożnica jest spora, a nawet bardzo duża. Pewnie większość z Was zapyta, ale po co taka duża rozdzielczość, jeśli zdjęcie potem w druku ma format A4? Otóż wszystko zależy od tego, co fotografujemy, dla kogo i za ile. I pytanie pomocnicze: i jak bardzo jesteśmy leniwi?

Już odpowiadam. Jeżeli fotografujemy szafkę lakierowaną na wysoki połysk, to przy wydruku A4 różnica w zdjęciu o rozdzielczości 20 Mpx i 40 Mpx pewnie będzie trudna do wychwycenia. Lakierowana powierzchnia nie ma praktycznie faktury, więc więcej pikseli nie przekaże więcej informacji. Ale jeśli fotografujemy zamszowe rękawiczki to dwukrotnie większa rozdzielczość pozwoli na zapisanie większej ilości informacji o fakturze zamszu. I dobry druk jest w stanie tę fakturę pokazać.

Ma też znaczenie, dla kogo fotografujemy. Miałem kiedyś długą rozmowę z potencjalnym klientem, który ostatecznie był zawiedziony, bo przyznałem się, że pracuję na Canonie i nie mam średniego formatu (przy okazji pytał się też o lampy i znowu go zawiodłem, że nie mam Profoto). A tak na serio, to agencje reklamowe czasem muszą zmagać się z problemem zmiany koncepcji obrazu już po sesji. Gdy nagle się okazuje, że do reklamy idzie nie całe zdjęcie, a tylko jego fragment, muszą mieć zapas rozdzielczości. Gdy w grę wchodzi poważna sesja, dobrze jest mieć rezerwę jakości.

No i zależy, za ile pracujemy. Jeśli nasze zdjęcie kosztuje 100 zł, to raczej będzie kiepsko zarobić na taką przystawkę, chyba, że szybko sprzedamy 1280 takich zdjęć (tak, zgadza się, przystawka 200MS kosztuje 128.000 zł i to netto). Ale wystarczy robić zdjęcia po 5000 euro i wtedy mamy zdecydowanie inne podejście do kwestii sprzętowych :)

A dlaczego pytałem o poziom lenistwa? Bo duża matryca to najlepsze wytłumaczenie dla robienia zdjęć w sposób „upraszczający” sprawę. Czyli zamiast precyzyjnie ustawiać kadr, robimy tak na oko, z dużym zapasem, bo „potem się wykroi kadr”. Znam to z autopsji, gdy mam jakiś drobiazg do zrobienia w studio, to robię szerszy kadr gwarantujący pełną ostrość i po sprawie :)

No dobrze, ale po co nam 200 Mpx? To już chyba mała przesada, nawet dla mnie. Na dodatek nie jest to jednak takie prawdziwe 200 Mpx. Przystawka, 200MS, tak na prawdę ma rozdzielczość 50 Mpx i „tylko” tyle będą miały pliki, gdy będziemy fotografować ludzi i wszystko inne, co się rusza. Gdy chcemy większej rozdzielczości, musimy sobie znaleźć coś bardzo nieruchomego, gdyż aparat będzie musiał zrobić 6 strzałów. Za każdym razem ultra-hiper precyzyjne siłowniki będą przesuwały matrycę o 1 albo i 0,5 piksela i w jakiś super skomplikowany sposób procesor poskłada to wszystko do kupy. Nawet nie chcę wiedzieć, jak to się dzieje. Ważne, że nie można nawet oddychać w trakcie fotografowania, by nic się nie poruszyło. Hassel ma też tryb czterostrzałowy, który pewnie będzie najczęściej wykorzystywany. Wtedy powstanie tylko plik 50 Mpx, ale za to o znakomitej ostrości i rozpiętości tonalnej.

Oczywiście, jest jeszcze cała masa innych problemów z takim aparatem, nie tylko praca na bezdechu. Aby zrobić zdjęcie za pomocą czterech strzałów, musimy też mieć absolutnie powtarzalne lampy. Za każdym razem błysk musi mieć dokładnie ten sam kolor i moc. A to oznacza, że nie zadowolimy się byle czym. Polecam np. generator Broncolor z głowicą za jedyne ok 47.000 zł :)
Do kompletu przyda się jeszcze stacja graficzna, ale to już jest tanie. 12-rdzeniowy MacPro kupicie za 25.000 zł. No ale warto by dołożyć mu trochę pamięci. Tak z 8 kości 8GB, to już tak mała kwota, że szkoda o tym nawet wspominać. Ale na pewno pamięć się przyda, bo RAW potrafi mieć nawet 1,2 GB (słownie jeden przecinek dwa giga bajta ).

A wszystko po to, by robiąc zdjęcie, można było policzyć każdą cząsteczkę kurzu, która osiądzie na naszym fotografowanym przedmiocie.

Polecam, byście sami sobie zobaczyli, jak wyglądają zdjęcia z tego aparatu i poczytali o nim więcej.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, sesja
komentarz

25 maja 2011

| przez Artur Nyk

Nikon lepszy od Canona

To brzmi jak prowokacja, zwłaszcza na moim blogu, gdzie wiele razy dowiodłem, że Canon jest lepszy… Bo TAK! :)
Nie mniej dzisiaj muszę przyznać, że Nikon zrobił coś bardzo fajnego i bardzo potrzebnego. Firma stworzyła stronę poświęconą prawu autorskiemu w fotografii fotoprawo.pl Przyznają się, nie przeczytałem wszystkiego, co już tam jest, a jedynie trochę przejrzałem materiały i artykuły. Już to, co jest, wygląda dobrze i mam nadzieję, że poziom będzie utrzymany.

Tego typu inicjatywa jest bardzo potrzebna, bo wiedza wśród fotografujących na temat swoich praw jest ciągle dosyć słaba. I nie jest istotne, że robi to Nikon, który w ten sposób znalazł świetny sposób na własną reklamę. Istotne jest, że ktoś to robi.
A Canon? No niestety, cytując klasyka: Brak akcji jest.
Przydałyby się jeszcze działania uświadamiające klientów w tej dziedzinie. To już jest bardzo nudne, gdy słyszę: No jak to? Przecież zapłaciłem za zrobienie zdjęcia, no to jest moje. A teraz mam płacić za jakieś prawa?….

Polecam bardzo, by wczytać się we wszystko, co można tam znaleźć i poznać własne prawa. Gwarantuję Wam, że nic tak nie cieszy, jak wystawienie kolejnej faktury na prawa autorskie do tego samego zdjęcia.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, foto mądrości, Nikon, porady
komentarz
← 1 … 10 11 12 13 14 … 18 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close