×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

sprzęt

17 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak to zrobiłem czyli jak wywołać wypadek

Ostatnio przeglądając zdjęcia, wpadło mi w oko jedno stare zdjęcie. Robiłem wtedy w różnych plenerach sesję dla firmy produkującej tkaniny. Same tkaniny nie były łatwe w fotografowaniu, bo w większości były to grube materiały obiciowe.
Jedno ze zdjęć wyobraziłem sobie na wielkiej łące, którą zapamiętałem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. W rzeczywistości okazało się, że nie jest to łąka, a pole z młodym zbożem. Wyszedł na jaw brak biologii w mojej szkole…

Pole miało jedną wielką zaletę, było na lekko wznoszącej się równinie, dzięki czemu było go więcej w kadrze. Naszą modelkę Bożenę, ubraliśmy w suknię z tkaniny i postawiliśmy na środku pola. Aby uzyskać małą głębię ostrości, założyłem do mojej mamiya najdłuższy obiektyw jaki miałem czyli 210 mm. Musiałem  stanąć więc dosyć daleko od Bożeny, cała ekipa też stała koło mnie.

A teraz wyobraźcie sobie, że jedziecie samochodem z przeciwnej strony. Wzdłuż pola rosły drzewa i gęste krzaki, była jednak jedna przerwa, tak około 20 m. Z samochodu jadącego z naprzeciwka, widać było nagle półnagą dziewczynę stojącą samotnie w zbożu… Nic dziwnego, że wszystkie samochody ostro hamowały i bardzo powoli przejeżdżały obok. Nas zauważali dopiero na końcu :)

Zdjęcie jest oryginałem, czyli skanem ze slajdu bez żadnej obróbki. To coś, co wygląda jak kurz na matrycy, to muchy, które obsiadły tkaninę i są poza głębią ostrości. Dzisiaj wiele rzeczy bym poprawił na tym zdjęciu, nim zobaczyłby to klient. Wtedy szedłem na prezentację z podświetlarką i lupą do oglądania :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz

5 maja 2011

| przez Artur Nyk

Jak to byłem znawcą Minolty

Dostałem dzisiaj maila, że moja aukcja głowicy jest opisana na forum użytkowników Minolty, co przypomniało mi o pewnej historii, jaką przeżyłem.

Dawno, dawno temu, pod górami, a dokładnie na Krupówkach, szliśmy razem z kumplem, niosąc dumnie na piersiach swoje aparaty. Ja miałem Praktice BCA (bez sensu aparat), a Adam miał wiekową Minoltę kupioną w komisie. Mimo, że miała trochę pogiętą obudowę i tak była znacznie lepsza od mojego aparatu.
W pewnym momencie podchodzi do nas facet z najnowszą Minoltą Dynax 7000 i pyta się, czy możemy mu pomóc, bo na pewno się znamy na sprzęcie, skoro sami mamy Minoltę.

Na zdjęciu wersja chyba amerykańska

My z miną znawcy potwierdziliśmy, tak oczywiście, znamy się na sprzęcie… A co się stało? No i facet tłumaczy, że nie umie przewinąć filmu. O, taki drobiazg, to zaraz pomożemy!
Ja miałem już raz ten aparat w ręce, więc z pewny siebie opowiadam, że jest tam mechanizm, który powoduje samoczynne przewinięcie filmu po ostatniej klatce. Słyszał pan, czy po ostatnim zdjęciu silnik pracował przez chwilę? Tak, zgadza się, słyszałem. No widzi pan, to film już jest przewinięty, pomóc panu zmienić film? Nie ma problemu! Wziąłem aparat do ręki, otworzyłem i po sekundzie jaką zmarnowałem na zdumienie, zamknąłem go szybko. Wie pan, jeszcze jednak film nie jest przewinięty….

A wtedy facet, zamiast zmieszać mnie z błotem, spokojnie powiedział: Aha, no to pójdę do fotografa, by mi go przewinął…

Cały dzień wbijałem sobie do głowy, jakim jestem kretynem! Miałem tylko nadzieję, że naświetliłem mu tylko dwie-trzy ostatnie klatki. I postanowiłem, że następnym razem najpierw będę myślał, a potem dopiero działał.

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt
komentarz

3 maja 2011

| przez Artur Nyk

Test nieobiektywny czyli Jak nie robić panoram

Pewna firma o nazwie Microsoft (może słyszeliście kiedyś o niej ?) napisała program na ajfona do robienia panoram Photosynth. Ogólne zachwyty nad aplikacją sprawiły, że postanowiłem ją pobrać (jest dostępna za darmo w App Store).
Interfejs jest bardzo dobry, typowo makowy, czyli po włączeniu mamy do naciśnięcia tylko jeden klawisz, by zacząć robić zdjęcie. Naciskamy, aplikacja robi pierwsze zdjęcie, a następnie musimy tylko pokazać jej, gdzie jest kolejny obszar, który nas interesuje. W momencie, gdy przez chwilę nie będziemy ruszać telefonem, program zrobi kolejne zdjęcie itd. Zasada prosta i genialna. Ale…

Zaczynamy…

kadr początkowy

dodajemy kolejny fragment obrazu

i kolejne…

No właśnie. Jeżeli bardzo się staramy i trochę myślimy w czasie fotografowania to efekt może być całkiem dobry.
Wystarczy jednak odrobinę rozluźnić się…. i już efekt jest nieco kontrowersyjny. Oto co powstało, gdy chciałem pochwalić się Marcinowi, jaką fajną panoramę mogę zrobić.

Algorytm wyszukiwania wspólnych części obrazu trochę się pogubił i uznał, że głowa Marcina nie jest najważniejsza. Dzięki temu możemy skoncentrować wzrok na szklance, która jest pusta. A dzięki tej informacji łatwiej  jest zrozumieć, dlaczego zdjęcie tak wygląda :) No cóż, gdy się fotografuje bez głowy, zdjęcia są do niczego.
Podsumowując, Photosynth jest ciekawą aplikacją, ale na pewno nie jest idiotoodporna, co udało mi się udowodnić…
PS. Microsoft wypuścił na razie aplikację na ajfona, gdyż sam przyznał, że Windows Mobile nie jest dostatecznie silny, by pociągnąć ten program :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt, test
komentarz

30 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Beznadziejną głowicę sprzedam

Postanowiłem dzisiaj zrobić trochę porządków i przy okazji pozbyć się rzeczy, których już nie potrzebuję. Trochę się tego nazbierało przez lata i skoro w sklepach rozpoczynają się przedwakacyjne wyprzedaże, ja też robię swoją własną. Wśród wielu rzeczy na sprzedaż, miałem śmieszną, mała głowicę Manfrotto. Aby nie wprowadzić ewentualnego nabywcy w błąd, chciałem napisać całą znaną mi prawdę o głowicy. No i w trakcie pisania trochę mnie chyba poniosło…
Zresztą, oceńcie sami:

Wysoce profesjonalne zdjęcie profesjonalnej głowicy

witam
Sprzedaję bardzo małą głowicę Manfrotto. Właściwie to głowiczka. Ma około 4 cm wysokości, jest mała i lekka. W sam raz na wypad w góry, gdy każdy gram jest ważny. Chociaż nie wiem, czy jest to dobry pomysł. Chyba nigdy nie zrobiłem zdjęcia z jej pomocą, bo nie jest to takie łatwe. Po pierwsze, po przymocowaniu aparatu (trzeba za każdym razem przykręcać), nie możemy tak po prostu puścić aparatu, bo pod wpływem ciężaru głowica się zegnie w pół. To niby jest jej zaleta :) Bo tak w umyśle szalonego projektanta miała działać. Mocujemy aparat do głowicy na statywie lub monopodzie i możemy w każdej prawie płaszczyźnie przekrzywiać aparat. Taka prawie głowica kulowa, tylko bez kulki. O ile jednak tę pierwszą możemy w dowolnym momencie zablokować, to tę gumową musimy cały czas trzymać. A im cięższy aparat, tym trudniej go utrzymać za jej pomocą. Wcale nie lepiej jest, jeśli założymy lekki aparat. Wtedy trzeba walczyć z głowicą, która chce wrócić do pionu. Właściwie to trzeba by dobrać aparat wagowo do tej głowicy. Generalnie, absolutnie nie polecam jej do monopodu (a właśnie do monopodu była dodawana gratis), przy statywie można znaleźć dla niej zastosowanie. Np. gdy chcemy robić zdjęcia z dokładnie ustalonej wysokości, a jednocześnie mieć swobodę ruchów przy przekrzywianiu aparatu na boki. Nie wiem, po co, ale może ktoś akurat znajdzie uzasadnienie takiego postępowania.
Jestem ciekawy, czy facet, który wynalazł tę głowicę i skierował ją do produkcji w Manfrotto, jeszcze tam pracuje.
Myślę, że już dostatecznie Was zniechęciłem do zakupu, ale może ktoś nie przeczytał opisu dokładnie i zalicytuje przez przypadek :)

PS. Wyobraziłem sobie sensowne zastosowanie tej głowicy. Możemy za jej pomocą zrobić serię bardzo artystycznych fotografii pod wspólnym tematem: „Relatywizm przypadku w aspekcie postmodernistycznego postrzegania rzeczywistości”.
Aby zrobić tego typu zdjęcie, będzie potrzebny odpowiednio wyważony aparat z samowyzwalaczem. Stawiamy statyw w miejscu przez nas dowolnie wybranym, montujemy aparat na wyjątkowej gumowej głowicy, uruchamiamy samowyzwalacz, a następnie prawą ręką przekrzywiamy aparat (kierunek i kąt przekrzywienia dobieramy eksperymentalnie) i puszczamy aparat. Jeżeli dobraliśmy odpowiednio wagę aparatu, to przez kilka sekund zachowuje się on jak wańka-wstańka. I teraz czas na istotę artystycznego działania. Aparat robi zdjęcie w przypadkowej pozycji, co oczywiście jest BARDZO ARTYSTYCZNE. Zwłaszcza, jeśli czas naświetlania będzie dłuższy i fotografia będzie artystycznie rozmazana (zawsze można jeszcze źle  ustawić ostrość, co zwiększa artystyczność o 7%). Jeżeli ktoś zrobi wystawę takich zdjęć, będę jej kuratorem :)

Gdyby mimo wszystko ktoś zechciał nabyć taki przedmiot, oto link do aukcji

Niedługo też wystawię kolejną rzecz, mam Piłkę, Którą Kopnął Kuba Błaszczykowski :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
sprzęt
komentarz

23 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Wiosenny portret

Są Święta, nie można się przemęczać. Zamiast wymyślać kolejny temat na dzisiejszy wpis, postanowiłem się sfotografować w pięknych okolicznościach przyrody w towarzystwie dwóch urządzeń, bez których mój blog by nie istniał. Jak widzicie na zdjęciu, w jednej ręce trzymam mojego macbooka, a w drugiej ajfona. I wszystko to na tle iTrawnika, gdzie rosną iStokrotki.

Wiem, potrzebuję zdecydowanie iOdpoczynku :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, do kawy
komentarz

22 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Na słońcu

Dzisiaj po raz pierwszy piszę posta na świeżym powietrzu. Od dawno mi się marzyło takie mobilne wykorzystanie laptopa, przecież do tego są podobno stworzone.
O, jak cudownie usiąść na słońcu z laptopem na kolanach, wygrzewać się, cieszyć się zielenią, śpiewem ptaków.

Gdyby tak jeszcze było coś widać na tym cudownie nowoczesnym błyszczącym ekranie!!! Od początku byłem przeciwny takim wynalazkom. Rozumiem, że zdjęcia wyglądają na takim ekranie na bardziej nasycone i kontrastowe. Ale to wszystko pod warunkiem, że w pomieszczeniu gdzie siedzimy, nie jest zbyt jasno. Wprawdzie Apple mówi, że jasność matrycy jest „wystarczająca”. No tak, wystarczy bardzo chcieć to coś się tam zobaczy…
Ale dlaczego w profesjonalnym komputerze nie mogę mieć do wyboru, czy chcę matową, czy błyszczącą matrycę? W MBP 15″ Apple pod wpływem narzekań ludzi dał taką możliwość wyboru, a w 13″ już nie.
A ja nie chcę 15″ laptopa, mniejszy jest dla mnie idealny. Wygląda więc na to, że jestem skazany na siedzenie w studiu lub w cieniu.
A może da się zmatowić ekran bardzo drobnym papierem ściernym? :)

Tyle widziałem w trakcie pisania. Najlepiej widoczny jest kurz :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Apple, do kawy
komentarz

19 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Nowy Canon nadchodzi

Sam nie wiem, czy się cieszyć, czy smucić… Jako fan Canona powinienem być zachwycony już z samych zapowiedzi nowych zabawek. Wiem, że jak tylko nowy model pojawi się na rynku, zacznę zauważać różne niedociągnięcia i niedogodności mojego aparatu. Pogorszy się ostrość obrazu, kolory będą jakieś takie słabe, uchwyt zrobi się trochę niewygodny… (o ile w nowym aparacie będzie inny uchwyt).

Jednym słowem, zacznę szukać pretekstu do kupienia nowego Canona. Wiem, że tak będzie, bo dokładnie tak było ostatnio. Gdy tylko zacząłem realnie myśleć o zmianie aparatu, to od razu moi klienci zaczęli się dopytywać, czy plik z mojego starego aparatu będzie dostatecznie dobry do ich potrzeb.

Teraz jednak jestem tak zadowolony z jakości obrazu, że następnym etapem dla mnie jest jakość, jaką oferują średnie formaty. Mówię o przystawkach, jakie pojawiły się w ostatnich kilku latach o rozdzielczościach 40- 60 Mp i 16 bitach na kolor.
A jeżeli taką jakość będzie mógł zaoferować nowy Canon 1Ds mk4 ? Na Canonrumors możemy przeczytać o coraz większej ilości przecieków na ten temat. Wszystko wskazuje na to, że matryca ok. 40 Mp jest bardzo realna. Jeżeli zrobią taką matrycę to i 16 bitów na kolor też jest możliwe.
Producenci średnich formatów zawsze chwalili się, że ich aparaty są lepsze ze względu na obiektywy, które przenoszą większe rozdzielczości. A robią to dlatego, bo mają fizycznie większe wymiary. To chyba oczywiste, że większe szkło pozwala na przeniesienie lepszego obrazu. Ale czy aby na pewno tak jest? Czy rzeczywiście obiektywy średnioformatowe mają większe szkła? Wyciągnąłem z szafki jedyny obiektyw z Mamiya’i jaki mi pozostał, Sekor 150/3,5 N i porównałem go z Canonem 70-210/4 L IS.
Ponieważ Sekor jest krótszy, postawiłem go na pudełku, aby tylne soczewki były na tym samym poziomie, zobaczcie sami, jak to wygląda :

Canon jest oczywiście po lewej stronie. Widzicie jakieś różnice w wielkości soczewek?

Analogicznie można by stwierdzić, że z soczewki wielkości główki od szpilki nigdy nie da się uzyskać dobrego obrazu. A przecież właśnie patrzycie na zdjęcie zrobione ajfonem (mocno zmniejszone już).
Jeżeli macie wiedzę na temat fizycznych właściwości soczewek to piszcie w komentarzach. Może jest jakieś uzasadnienie dla średniego formatu, coś, co sprawi, że mały obrazek nigdy nie dogoni większego brata? A może nie ma…
Czekają nas ciekawe czasy, jeśli Canon dogoni średni format…

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Canon, Mamiya, sprzęt
komentarz

19 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Najlepszy aparat…

… to taki, który mamy akurat przy sobie. To stara prawda. Przeczytałem właśnie, że w popularnym serwisie Flickr, już za chwilę najwięcej zdjęć będzie prawdopodobnie zrobionych iPhone’m 4. Teraz jeszcze królem  aparatów jest Nikon D90, ale tendencja dla iPhone’a 4  jest zdecydowanie rosnąca.

Nie ma w tym nic dziwnego, sam używam go teraz jako aparatu, który całkowicie wystarcza mi do dokumentacji miejsc przed sesją. Gdybym na taką dokumentację pojechał z normalnym aparatem, musiałbym potem przerzucić zdjęcia do kompa i potem wysłać dopiero do agencji. Gdy robię zdjęcia telefonem, od razu wysyłam mailem do agencji, a przy realizacji właściwej sesji mam foty przy sobie i w każdej chwili mogę pokazać klientowi, o jakie miejsce i  kadr mi chodzi.
Właśnie wczoraj w ten sposób korzystałem z mojego telefonu na sesji i wygoda jest bardzo duża :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Nikon, porady, sesja
komentarz

1 kwietnia 2011

| przez Artur Nyk

Jest zapytanie o 2000 zdjęć!!!

Ale nie cieszcie się tak, konkurs jest już rozstrzygnięty. Zresztą i tak nie mielibyście szans go wygrać. Ale od początku….

Dwa tygodnie temu znajoma podesłała mi link do zapytania na zdjęcia. Przeczytałem szybko i od razu stwierdziłem, że sprawa jest duża. Śląska Organizacja Turystyczna szuka wykonawcy 2000 fotografii do 6 przewodników krajoznawczych, prezentujących walory turystyczne województwa śląskiego.
2000 zdjęć!!! Wstępny podział mówił, że 30% zdjęć to będą krajobrazy w 4 porach roku, 20% to krajobrazy i atrakcje z wizerunkiem turystów i 50% to budynki, muzea z zewnątrz i wewnątrz.

600 zdjęć trzeba wykonać w 4 porach roku. To już brzmi groźnie, a więc w pewne miejsca pojedziemy kilka razy. Nie wiemy oczywiście, ile realnie lokacji składa się na 2000 zdjęć, ale przyjmijmy założenie, że średnia odległość od jednej lokacji do drugiej to 10 km. Myślę, że biorąc pod uwagę, że trzeba gdzieś pojechać, a potem wrócić, że trzeba czasem pojechać ponownie, bo pogoda się załamała itd, to są to i tak bardzo ostrożne szacunki. Daje nam to więc 20.000 km. Przy średnim spalaniu 7l / 100km i cenie paliwa 5 zł, jest to kwota 7000 zł. To pierwszy koszt.
Czytam dalej. Teraz o parametrach technicznych. Foty zrobione cyfrą muszą mieć minimum 5000 pikseli po dłuższym  boku. Ok, to byłbym w stanie zapewnić. Ale przy 300 dpi ma wyjść z tego format B1. Co??? To jakaś bzdura! Nie ma szans, by plik mógł spełnić te dwa wymagania jednocześnie.

Kolejny wymóg to aparat średnioformatowy. No cóż, no to już nie spełnię wymagań. Idźmy dalej. 20% zdjęć ma być zrobionych obiektywem 17mm. Co????? 17mm do średniego formatu? Nie słyszałem o takim obiektywie! Kolejna bzdura, która potwierdza moje przypuszczenia, że ludzie tworzący warunki tego zapytania nie mają pojęcia, o czym piszą.  Na szczęście po kilku dniach ktoś się zorientował i zmieniono wymóg na 28mm. Przynajmniej taki obiektyw istnieje.

Zdjęcia mogą też być zrobione na slajdach minimum 6 x 4,5 cm (no to już prawie wracam do gry, Ola ciągle ma Mamiya’e), a najlepiej 6 x 9 cm (przypomniałem sobie, w której walizce leży moje Cambo).
Postarajmy się teraz teoretycznie policzyć koszt zrobienia tego zlecenia na slajdach w wersji minimum czyli 6 x 4,5 cm. Nie mam pojęcia, ile teraz kosztuje film i wywołanie, więc posłużę się cenami, jakie pamiętam z czasów, gdy pracowałem na filmach. Średnia cena dobrego slajdu to było 15 zł, wywołanie również 15 zł. Czyli mamy 30 zł za 15 klatek. Nigdy nie robiłem bracketingu mniejszego niż 3 klatki. Czyli mamy 30 zł za 5 zdjęć, co daje nam kwotę 12.000 za całość zlecenia. Obawiam się jednak, że dzisiaj ceny poszły do góry. A skanowanie?

Można oczywiście zrobić to na średnioformatowej cyfrze. Ile jest takich aparatów w Polsce? Nie liczmy najstarszych przystawek 16Mp ( 4048 x 4048 px ), które nie spełniają wymagań klienta. Ja znam dwie osoby, które mają taki sprzęt i obaj są z Warszawy. Obaj też na pewno nawet nie pomyśleliby o takim zleceniu.
Jaki jest koszt takiego sprzętu? W zależności od producenta, trzeba liczyć się z kwotą rzędu od 50.000 zł wzwyż (za aparat i dwa-trzy obiektywy) i nadal są to bardzo ostrożne szacunki. 80.000 – 100.000 zł jest o wiele bardziej realne.

Teraz kolejne czynniki, które komplikują całość. Pierwszy i najważniejszy to pogoda. Jak dużo jest w ciągu roku pogodnych dni, kiedy słońce świeci pięknie, a niebo jest prawie bezchmurne? Raczej mało. A to przecież idealnie warunki do fotografii architektury i pejzażu (również ten wymóg dobrego oświetlenia jest zapisany w zapytaniu). Jeżeli teraz jeszcze weźmiemy pod uwagę, że każdy obiekt wymaga oświetlenia o konkretnej porze, to tylko mamy kolejne problemy.

Wymagane są zdjęcia z turystami. A co z prawami do wizerunku? Może część zdjęć da się zrobić tak, by postacie były daleko i były nierozpoznawalne. Ale trzeba brać pod uwagę, że nie zawsze tak się uda. Trzeba więc podpisywać umowy z ludźmi, a może i czasem zapłacić za prawo do wykorzystania wizerunku. Ja nie zaryzykowałbym procesu o bezprawne wykorzystanie czyjegoś wizerunku.

Wiele obiektów to miejsca, gdzie wcześniej trzeba się umówić, dostać zezwolenie na zdjęcia wewnątrz itd. A to oznacza czas, jaki trzeba na  to poświęcić. No właśnie, czas.
Na wykonanie całości zlecenia klient daje czas do 20 grudnia 2012 r. Zaczynamy po ogłoszeniu wyników, czyli dzisiaj. Jeżeli będziemy pracować codziennie i robić średnio 7 i pół zdjęcia to zdążymy. I to z dojazdem, zaplanowaniem, obróbką, opisem zdjęć itd.
Aha, jeszcze jedno. Klient zastrzega sobie możliwość wyboru konkretnych zdjęć, czyli trzeba zrobić ich więcej… Przeczytajcie uważnie całość dokumentu, a zobaczycie, ile jeszcze innych wymagań ma klient.
Jak myślicie, na ile jest to realne?

Dzisiaj rozstrzygnięto konkurs i ogłoszono zwycięzcę. Ofert było tylko pięć. Najniższa to 12.300 zł. Umarłem ze śmiechu.
Najwyższa to 300.000 zł, kolejna 196.800 zł brutto więc trzeba jeszcze odjąć od tego vat. Czyli koszt jednego zdjęcia to około od 80 do 120 zł netto. Uważam to za bardzo realną cenę. Dlaczego?
Do wykonania tego zlecenia potrzeba 2-4 osób, które nic innego w tym czasie już nie mogą zrobić, a muszą i tak mieć sporo szczęścia do pogody.

Jaka więc oferta wygrała? Trzymajcie się mocno. 41.820 brutto czyli 34.000 netto… 17 złotych polskich za zdjęcie ze średnioformatowego aparatu….
Zwycięzcą jest pan Tomasz Gębuś, fotograf z bardzo dużym doświadczeniem w fotografii krajobrazowej. Nie wątpię, że zdjęcia zrobione będą bardzo dobre. Mówię całkowicie poważnie. Ale wszyscy trzymajmy za niego kciuki, by udało mu się to zrobić. Przed panem Tomkiem wielkie wyzwanie. No i 7,5 foty dziennie do zrobienia. Dzień w dzień.
A potem jeszcze 60 dni oczekiwania na zapłatę po oddaniu całego materiału. Trzeba być bardzo bogatym, by tak pracować.

I na koniec jeszcze jedno. Na czym opierała się Śląska Organizacja Turystyczna, szacując przewidywany koszt zlecenia na 50.000 zł brutto? Otóż zamówiła ona studium wykonalności projektu w firmie NBC Nizielski & Borys Consulting.
Nie wzięli tej kwoty z kosmosu, ale było ona precyzyjnie wyliczona przez specjalistów na pewno najwyższej klasy. Bardzo chciałbym wiedzieć, w jaki sposób panowie z NBC to wyliczyli?
Te moje domysły, jakie przychodzą mi do głowy, chyba nie nadają się do publikacji.
Przemyślcie sobie to, przeczytajcie listę wymaganych obiektów i zastanówcie się, za ile opłacałoby się Wam zrobić takie zlecenie. Jestem ciekawy…

Najlepiej jest wszystko ukryć we mgle, ważne, by było elegancko…

ps. nie odpowiadam za treść komentarzy, jakie mogą się tu teraz pojawić…..

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Mamiya, przetarg, realizacje, sesja, SIWZ
komentarz

29 marca 2011

| przez Artur Nyk

Historia jednego zdjęcia – a nawet dwóch

Pewnego razu dostałem zlecenie na kilka zdjęć ilustrujących cztery pory roku. Fotografie miały posłużyć do reklamy producenta cegły klinkierowej CRH Klinkier. Agencja dała mi dokładny brief, o jakie zdjęcia chodzi. Z wiosną i latem nie było problemu, jakieś kwiaty zrobiłem w studio, coś wiosennego miałem.
Do jesieni i zimy potrzebowałem liście i śnieg. Przynajmniej z jednym nie było problemu. Był środek zimy…
Wybrałem się do parku, by sprawdzić, co mogę znaleźć. Właśnie spadł świeży śnieg, światło było bardzo dobre. Tylko liści jakoś nie widziałem. Miałem nadzieję, że coś może jeszcze zostało na drzewach. Niestety, z gałęzi zwisały tylko nędzne, wysuszone resztki liści. Nie pozostało mi nic innego, jak zabawić się w archeologa i przekopać park w poszukiwaniu jesiennych liści.
Wyobraźcie sobie, jak patrzyli na mnie ludzie, gdy kucałem w krzakach, grzebiąc patykiem pod śniegiem…






A tam znajdowałem głównie na w pół zgnitą masę liściopodobną. Czasem jednak miałem trochę szczęścia i co jakiś czas udawało mi się znaleźć jakiś liść w dobrym stanie. Po paru godzinach miałem już ich dostatecznie dużo. Oczywiście na razie nie nadawały się jeszcze do zdjęć, musiałem je zabrać do studia, umyć, odpowiednio namoczyć i dopiero wtedy wyglądały, jakby dopiero co spadły z drzewa.
Ułożyłem je na szybie, podświetliłem od spodu i wreszcie mogłem zabrać się za fotografowanie.
Ale nim wróciłem do studia, musiałem jeszcze znaleźć jakiś zmrożony liść. Szukałem czegoś oszronionego ale zrobiło się cieplej i mogłem o czymś takim tylko pomarzyć.
W końcu znalazłem liść częściowo przysypany śniegiem. Pasował mi idealnie. Wyjąłem mamiya’e i 
teraz to mnie trochę zmroziło. Miałem tylko 2 ostatnie klatki i ani jednego czystego filmu.
A więc żadnych eksperymentów, różnych wersji, nawet na bracketing miałem za mało filmu. Aby osiągnąć zamierzony kadr, musiałem założyć pierścień pośredni, pozwalający mi podejść dostatecznie blisko. Głębia ostrości zrobiła się niebezpiecznie mała, a nie mogłem mocno przymknąć obiektywu, powoli zapadał zmrok.
Zrobiłem co mogłem. Czyli kadr, jaki chciałem i prawie taką ostrość, jaką chciałem. Prawie.
W końcu, jak coś nie wyjdzie, to artysta zawsze może powiedzieć: Tak miało być!
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
Jak to zrobiłem, Mamiya, realizacje, sesja
komentarz
← 1 … 11 12 13 14 15 … 18 →

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close