×
Artur Nyk Blog
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy
  • Fotografie
  • O mnie
  • Jak zostać fotografem
  • Jak to zrobiłem
  • do kawy

14 kwietnia 2012

| przez Artur Nyk

Kombatanckie wspomnienia czyli Hitachi nie do pokonania

Pewnie tylko część z Was pamięta początki rynku reklamowego w Polsce. Było to już ponad 20 lat temu i spokojnie można powiedzieć, że kiedyś reklama była inna… Dzisiaj tamte reklamówki już śmieszą do łez, ale wtedy oglądało się to z zainteresowaniem.  Do dzisiaj zapadły mi w pamięć niektóre hasła z tamtych czasów, np. całkiem absurdalne : „Wózki widłowe zawsze na czasie”, choć już nie pamiętam nazwy producenta.

Piszę o tym, bo znalazłem znakomity film opowiadający o tamtych czasach. Trochę kombatanckie są to wspomnienia, ale usłyszeć od samego twórcy jak beznadziejne robił kiedyś rzeczy – bezcenne :)

Jeżeli nie pamiętacie tamtych czasów to tym bardziej będziecie pękać ze śmiechu widząc szacownego Piotra Fronczewskiego w roli eksperta od magnetowidów Hitachi :)

Jeden szczegół w tym filmie przykuł moją uwagę. A mianowicie sposób „przystrojenia” magnetofonu kwiatkiem. Pamiętam, że kiedyś każdy klient chciał by w celu upiększenia zdjęcia dodać jakieś kwiatki . Takie czasy… Trochę wstyd się przyznać, ale gdy robiłem moje pierwsze w życiu zdjęcie „reklamowe” magnetowidu, to aby było ładnie, postawiłem na nim dokładnie taki sam kwiatek jak tu :

I dokładnie jak tu pasował jak kwiatek do kożucha :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

11 kwietnia 2012

| przez Artur Nyk

W ciemnym lesie

W tym właśnie ciemnym lesie, po sesji roweru Merida, zostawiłem ostatnio mój komputer. Jak wiecie, wszystko na szczęście skończyło się dobrze i nie straciłem materiału z sesji.

Aby osiągnąć trochę bajkowy, trochę magiczny klimat, przywieźliśmy ze sobą własną mgłę. Pogoda była absolutnie bezwietrzna jak się nam wydawało i martwiłem się jak mgła będzie się układała nam na planie. Szybko okazało się, że tylko wydawało się nam, że nie ma żadnego wiatru. W rzeczywistości dym bardzo szybko uciekał z planu i cały czas trzeba było biegać  z maszyną do dymu by w „mgła” była tam gdzie chciałem.
Jeszcze był jeden problem z nią związany. „Poruszenie” drzew nie stanowi problemu, ale bałem się jak wyjdzie poruszenie mgły. Nie ma żadnych krawędzi, sama w sobie jest już rozmyta i nie ostra. Co więc wyjdzie gdy ją poruszymy w Photoshopie? Czy efekt nie będzie nie naturalny?

Żeby zobaczyć jak wygląda takie poruszenie zrobione w sposób naturalny, zrobiłem prostą próbę, panoramując na statywie. Oczywiście zamiast błysku, użyłem światła pilotów. Miałem nawet zamiar wykorzystać takie oryginalne poruszenie zamiast zrobionego w Photoshopie. Nie zdecydowałem się na to z kilku powodów. Efekt naturalnie osiągnięty wcale nie wyglądał lepiej, a panoramowanie spowodowało, że ziemia nie poruszała się dokładnie w tym kierunku co rower. Najważniejsze jednak było dla sprawdzenie jak zachowuje się mgła w takie sytuacji.

Naturalne poruszenie

Jutro robię juz ostatnią sesję z w tym dwumiesięcznym maratonie, co wywołuje mój wielki uśmiech na ustach :))) Wreszcie będę mógł znowu regularnie pisać tutaj…
No jeszcze w niedzielę mam jedną sesję, ale sesja fryzur dla Tomka Szabelki to już sama przyjemność :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, Jak to zrobiłem, Photoshop, realizacje, reklama
komentarz

8 kwietnia 2012

| przez Artur Nyk

O jeden klik za daleko czyli przedświąteczne rozważania fotografa

Ostatnio ciągle coś muszę obrabiać, czyścić, poprawiać, a często są to czynności prawie mechaniczne i nie wymagające dużego skupienia. Właściwie to nawet lubię takie klikanie, nie muszę wtedy myśleć o dziesiątkach aspektów sesji, brać odpowiedzialności za finalny efekt ani pilnować całej produkcji. Wszystko jest proste i łatwe. Ctrl C – Ctrl V i plamka znika. Prawdziwy relaks po całodniowych sesjach :)
Mogę wtedy oddać się teoretycznym rozważaniom i rozmyślaniom np. o obróbce.

Czy zastanawialiście się ostatnio nad sensem obróbki zdjęć? Dla mnie i wielu, wielu innych osób konieczność obrabiania fotografii jest oczywistą oczywistością. W zasadzie każdą fotografię robię teraz dwuetapowo. Pierwszy etap to rzecz jasna zrobienia zdjęcia, które często jest dopiero półproduktem. Drugi etap, to obróbka nadająca zdjęciu wcześniej wymyślony, ostateczny kształt. Dla mnie to naturalny sposób pracy.
Jednak sporo fotografów nawet nie pomyśli by w ten sposób pracować i ingerować w zdjęcie. W końcu robiąc dokument musimy być wiarygodni i przedstawić temat w sposób zgodny z rzeczywistością. Albo przynajmniej zgodny z naszą wizją… Samym kadrem i doborem fotografowanego momentu, można przecież wprowadzać manipulację nie mniejszą niż za pomocą Photoshopa. No, ale nie o tym chciałem dzisiaj pisać. Skupmy się na manipulacjach photoshopowych.

W fotografii reklamowej nikt nie oczekuje przecież takiej bezwzględnej zgodności z rzeczywistością jak w reportażu czy dokumencie. Godzimy się na iluzję doskonałości produktu. Samochody zawsze są czyste i jeżdżą po pustych miastach lub malowniczych górach gdzie zawsze świeci słońce, farba pokrywa brudną ścianę po jednym pociągnięciu pędzla, a maść sprawia, że każdy ból natychmiast mija. Przecież wiemy, że to nie jest prawdziwy świat, a jednak ciągle dajemy się oszukiwać i zgadzamy się na to. No, ale reklama nie sprzedaje nam samochodu, farby, maści. Reklama sprzedaje nam marzenia.

Dopóki świadomie gramy w tą grę, w której jesteśmy „oszukiwani”, ale wiemy o tym, to nie jest jeszcze tak źle. Gorzej, jeśli robimy to nieświadomie…
Fotograf w dzisiejszych czasach powinien być chyba zaliczony do grupy zawodowej obdarzonej zaufaniem społecznym. No trochę sobie żartuję. Ale jesteśmy przecież odpowiedzialni za przedstawianie rzeczywistości nawet jeśli robimy fotografię reklamową. To przecież od nas zależy jak na zdjęciu będzie pokazana sukienka, rower, podłoga itd. Czy wyczyścimy na zdjęciu nie tylko kurz na matrycy czy też pójdziemy dalej i zaczniemy poprawiać produkt w nieskończoność?
Nie twierdzę, że nie można niczego poprawiać. Usunięcie wady produkcyjnej to normalna rzecz, wyczyszczenie plamy na ścianie też nie jest niczym złym. Ale poprawianie cery aby była absolutnie doskonała, to już inna sprawa. Nigdy nie byłem zwolennikiem plastikowej cery i powiększania wszystkiego co się da. Im dłużej fotografuję, tym mniejsze staram się robić korekty, ograniczając się do uzyskania efektu, który jest teoretycznie możliwy do osiągnięcia w sposób naturalny.
Trzeba pamiętać, że ciągle wiele osób nie zdaje sobie sprawy z charakteru fotografii reklamowej i wierzy bezgranicznie temu co zobaczy na zdjęciu…

Na koniec mała anegdota, która może tym bardziej uświadomi Wam na ile podświadomie wierzymy fotografiom.
Mój znajomy szukał od jakiegoś czasu bardzo konkretnego samochodu. W końcu znalazł go w Niemczech, przeczytał dziesięć razy opis, przyjrzał się dokładnie fotografiom, pogadał przez telefon z właścicielem i zdecydował się jechać go kupić. Po kilkuset kilometrowej podróży dotarł w końcu na miejsce gdzie mógł obejrzeć samochód na żywo. Może sobie tylko wyobrazić, jak wielkie było jego zdziwienie, a następnie wściekłość gdy okazało się, że samochód jest mocno pordzewiały, a wszystkie zdjęcia były profesjonalnie wyretuszowane…….

I już całkiem na koniec chcę życzyć Wam spokojnych, zdrowych i radosnych Świąt :)))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
foto mądrości, Photoshop
komentarz

5 kwietnia 2012

| przez Artur Nyk

Fotoziutek czyli jak miło stracić dwie godziny

Tak właściwie to planowałem dzisiaj napisać post z serii „Spytaj Artura”, ale nieopatrznie sprawdziłem wiadomość od Gosi. No i zaczęło się….

Gosia podesłała mi link do serwisu z serii „mamy dużo śmiesznych rzeczy, które cię wciągną i dzięki temu zarobimy na reklamach”. Normalnie gdy trafię na coś takiego to zwykle nudzę się po obejrzeniu kilku stron. Ale tym razem było trochę inaczej, gdyż ten serwis skupił się na publikacji najbardziej beznadziejnych zdjęć :)

Po obejrzeniu ich, każdy kto wie gdzie w jego aparacie jest obiektyw, poczuje się podbudowany w swym przekonaniu o własnych umiejętnościach fotograficznych….
Dawno nie widziałem takiej masy zdjęć o najgorszym możliwym do osiągnięcia poziomie. W zasadzie to wydawało mi się do dzisiejszego wieczora, że taki poziom jest już nieosiągalny w dzisiejszych czasach. A jednak prawdziwy Fotoziutek nadal pracuje i znajduje chętnych na swoje „dzieła” :)
Oczywiście nie do pobicia są produkcje rosyjskie, takiego poziomu u nas jeszcze długo chyba nie osiągniemy.

Jeśli macie w przedświątecznym tygodniu parę godzin do zmarnowania, albo wyjątkowo nudną pracę to obejrzyjcie sobie te perełki :)))

Znalazłem tam też kilka śmiesznych rzeczy jak np. instrukcję upgrade’u kitowego obiektywu. Jak widać czerwony pasek wybitnie poprawia ostrość :)

Znalezione na antyfotu.eu

 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

4 kwietnia 2012

| przez Artur Nyk

Jubileuszowa jazda w deszczu czyli od 0 do 500

Nie pamiętam kiedy ostatnio spędziłem tyle czasu z rowerami co ostatnio. I na dodatek nie przejechałem na nich ani jednego metra :)
Po ogniu tym razem przyszedł czas na wodę czyli kolejną odsłonę roweru Meridy – Ninety Nine. Reklama ukazała się właśnie w magazynach Forbes i Newsweek. Chyba nikt nie posądza tych gazet by zajmowały się szczegółowo rowerami. A jednak właśnie te dwa tytuły zostały wybrane przez Meridę na nową kampanię reklamową. Długo rozmawialiśmy z Jackiem Parchańskim ze Zwykłej Agencji oraz samym klientem jak pokazać rowery by zainteresować nimi czytelników. Gdyby chodziło o reklamę w typowym magazynie rowerowym, sprawa byłaby prostsza. Tam każdy czytelnik jest zainteresowany i zorientowany w temacie. A my musieliśmy pokazać rower tak by zaintrygować czytelnika i zatrzymać na chwilę jego uwagę.
Wpadłem więc na pomysł by sfotografować rowery w sposób nierealny. W ruchu, ale bez człowieka na nim jadącego. Nie wiem czy już ktoś zrobił coś takiego, przejrzałem dużo materiałów przygotowując się do zdjęć, ale nie znalazłem nic podobnego.

 

Teraz czekam z niecierpliwością na pierwsze sygnały od klienta, jak reklamy zostały przyjęte. Kolejny rower poszedł właśnie do druku, a my kończymy ostatnie zdjęcie.

A o co chodzi z tytułowym jubileuszem? Otóż pękając z dumy publikuję 500 post na moim blogu :)))))
Wiem, że 500 wpis powinien być już dawno temu, ale mój Codziennik stał się Niecodziennikiem ostatnio…., co zresztą mam nadzieję niedługo znowu się zmieni. Zawsze jednak okrągła liczba wygląda  dobrze i z tego bardzo się cieszę. Dziękuję Wam za czytanie, komentarze i cały ten wspólnie spędzony czas :)

A skoro jubileusz…. no to Wasze zdrowie :))))

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
realizacje, reklama
komentarz

30 marca 2012

| przez Artur Nyk

Reacto w ogniu

Kupiłem sobie wczoraj gazetę, patrzę na ostatnią stronę okładki, a tam moje zdjęcie!!!
No dobrze, wcale nie byłem zaskoczony, tylko od paru dni czekałem z niecierpliwością na ten numer. To pierwsza odsłona reklamy rowerów Merida, jaką zrobiłem razem ze Zwykłą Agencją.
Co nieco mogliście już wcześniej zobaczyć, jak robiłem zdjęcia roweru w ogniu. Teraz możecie zobaczyć już gotowy efekt :)

 Tak natomiast wygląda gotowa reklama.

Reacto to topowy model wyścigowego roweru Meridy, zrobiony z karbonu. Lekki jak piórko, nigdy jeszcze nie miałem w ręce takiego roweru. Szkoda tylko, że nie mogłem się czymś takim przejechać, bo naokoło były tylko błoto i śnieg.

Na dniach reklama ukaże się też w Forbsie, a zaraz potem pokażą się kolejne odsłony z następnymi rowerami. Oczywiście, gdy tylko będą publikowane, od razu będę mógł pokazać je na blogu.

Jak się słusznie domyślacie, w rzeczywistości rower wcale nie jechał. Wykorzystałem tu swoje wcześniejsze doświadczenia z „poruszaniem” samochodów. Jednak okazało się, że nie da się tak bezpośrednio tego przełożyć. Największym ograniczeniem okazała się nasza wyobraźnia…
Na co dzień widzimy przecież jeżdżące samochody, gdzie często w ogóle nie widać kierowcy. Nie ma więc problemów, by na zdjęciu przerobić samochód ze stojącego na  jadący i będzie to nadal bardzo prawdopodobny widok.
Ale czy często widujecie rowery jadące bez rowerzysty? No właśnie. Musieliśmy zrobić sporo prób i testów, by każdy, kto to ogląda, zobaczył i zidentyfikował rower jako jadący.
Teraz pracujemy nad ostatnimi zdjęciami, gdzie jak zwykle wymyśliłem sobie dodatkowe komplikacje :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
dobre zdjęcia, realizacje, reklama, sesja
komentarz

27 marca 2012

| przez Artur Nyk

Jestem kretynem czyli historia się powtarza

Dawno temu opisałem moją historię z Tunezji o tym, jak to zgubiłem na sesji aparat i zorientowałem się po godzinie… Bardzo mnie ta historia wyczuliła na punkcie ciągłego trzymania aparatu na widoku. Od tamtej pory nie było szans, bym choć na chwilę zapomniał o aparacie.

Jak się jednak dzisiaj okazało, pamiętając o aparacie, można bez problemu zapomnieć o czymś innym. Na przykład o komputerze….
Robiłem dzisiaj wieczorem ostatnie zdjęcie z rowerem. Sesję robiliśmy w Rybniku w bardzo fajnym ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem. Wprawdzie jezioro nie było nam potrzebne, ale las nad jego brzegiem już jak najbardziej. Zdjęcia musiały być robione w ciemnościach, więc zaczęliśmy je robić bardzo późno. Nie byliśmy na szczęście skazani na całkowite ciemności, bo rozświetlały je moje lampy. Teren, na którym mieliśmy porozstawiany sprzęt, jednak był duży i zaraz po sesji zadbałem, by wszystko pozbierać, nim zgasimy lampy. W pierwszej kolejności oczywiście spakowałem aparat, a następnie komputer, który odłożyłem w torbie na dobrze oświetlony śmietnik. Dziewczyny zaczęły zbierać drobiazgi, Jacek pakował rower, a ja po kolei składałem lampy. 
Wszyscy byliśmy mocno już przemarznięci i zależało nam, by jak najszybciej znaleźć się w ciepłych samochodach.
W dobrych nastrojach po udanej sesji wracaliśmy do domu, nabijając się z nawigacji, która dawała tylko jeden rodzaj komendy: za 700 metrów, skręć w prawo, za 300 metrów skręć w prawo. Wydawało nam się, że kręcimy się w kółko :)
Gdy wreszcie dotarłem do domu  wysiadłem z samochodu, nagle przypomniałem sobie jedną rzecz… O #&@!* !!!!!  Zostawiłem komputer na śmietniku!!!!!!! Zrobiło mi się nagle całkiem ciepło, choć jeszcze przed chwilą czułem chłodne, nocne powietrze.
No przecież sprawdzałem, czy nic nie zostało!!! A dokładniej to pomyślałem, by sprawdzić….
Na szczęście miałem przy sobie wizytówkę ośrodka i od razu tam zadzwoniłem. Bardzo miła pani, gdy usłyszała co zrobiłem, zadała mi precyzyjne pytania o miejsce, gdzie zostawiłem torbę. Po 10 minutach zadzwoniła, że ochroniarz sprawdził teren i nic nie znalazł…. Dała mi go do telefonu, bym jeszcze raz wytłumaczył, gdzie może leżeć komputer. Czekałem jak na szpilkach na kolejny telefon. 
Na komputerze nie miałem nic, czego nie miałbym skopiowanego na drugim, za wyjątkiem zdjęć kostek brukowych robionych tego dnia oraz sesji roweru. Ponieważ od dawna dbam, by wszystkie dane mieć w co najmniej dwóch kopiach, na sesji mam zawsze podłączony mały dysk LaCie, na którym równolegle zapisywane są zdjęcia. Tyle, że ten dysk również był w torbie z komputerem….
Sprzęt mam ubezpieczony, więc nie nim samym tak się nie przejmowałem, ale wizja powtarzania sesji nie podobała mi się…
Wreszcie telefon zadzwonił i miła pani powiedziała mi, że komputer się znalazł w końcu. Odetchnąłem z ulgą….. Nie widział go ochroniarz na początku, bo torba spadła na ziemię… dokończyła miła pani. Mój uśmiech trochę zastygł. Szybko sobie przekalkulowałem, metr wysokości, komp w ochronnym etui i miękkiej torbie. Spadł na ziemię albo na chodnik. Cóż, najwyżej sprawdzę co warte jest moje ubezpieczenie, a któryś z dwóch dysków powinien przeżyć, więc sesji nie będę musiał powtarzać.
Wszystko okaże się jutro, gdy Jacek wpadnie tam, by odebrać komputer…
Wnioski wyciągnijcie sobie sami. Ja chyba wrócę do zasady, jaką miałem, gdy zacząłem jeździć na pierwsze sesje i cały sprzęt miałem w kartonach, bo toreb jeszcze nie posiadałem. Gdy wychodziłem z domu, liczyłem kartony; Jeden, drugi… piętnasty. Gdy pakowałem się po sesji, robiłem to samo: Jeden, drugi…. Sztuka jest sztuka i musi się zgadzać :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
porady, sesja, sprzęt
komentarz

22 marca 2012

| przez Artur Nyk

Biorę sobie wolne

Nie pamiętam już, kiedy miałem ostatnio wolny dzień, nawet w weekend pracowaliśmy non stop nad obróbką zdjęć. Ten tydzień też wygląda ciężko, mam zaplanowane trzy dni zdjęciowe, jednak wtorek jakimś cudownym zrządzeniem losu nagle zrobił mi się wolny :)))

Postanowiłem więc spędzić go na robieniu NIC. No i prawie mi się to udało… Co w końcu znaczy małe, dwugodzinne spotkanie, by omówić jutrzejszą sesję zdjęciową? To prawie jak relaks :)
Spędziłem wiec miły dzień, o wiele jednak za krótki, jak na moje potrzeby robienia NIC. Już planuję kolejny taki, jak tylko zrobię wszystkie umówione sesje zdjęciowe, czyli gdzieś w okolicach Świąt…

Na szczęście mogę powoli zacząć pokazywać Wam moje ostatnie produkcje. Do druku poszła już pierwsza reklama z moim zdjęciem roweru i chyba już w następnym wydaniu Forbesa się ukaże.
A na razie mogę pokazać zdjęcia z Magazynu Forum, które robiłem w lutym. Trzy dni pracy na planie, dwa tygodnie obróbki i 100 gotowych zdjęć, do których pozowali tym razem Monika Gocman oraz Rafał.

Zgodnie z tym, co pisałem niedawno, użyłem do tych wszystkich zdjęć maksymalnie trzech lamp, a sporo z nich zrobiłem nawet tylko z jedną lampą i ekranem, jak na przykład poniższe zdjęcia bielizny. Wystarczył mi tu mój wypróbowany Wafer 140.

 Layout magazynu  wygląda tak :

 

 

Tu wybrałem część zdjęć, jak wyglądały jeszcze przed wyszparowaniem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fotografie: Artur Nyk 
Obróbka zdjęć: Gosia Kłosowska
Stylizacje: Sławek Smolorz 
Asystentki stylisty: Justyna Garasimowicz, Sandra Hajda, Anna Kandora
Makijaże, fryzury: Lidia Wójtowicz 
Modele: Monika Gocman, Rafał, Marianna, Sebastian, Zosia, Amelia, Maksio
Produkcja i wydawca: K Studio – Katarzyna Kuc

 

 

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
realizacje, sesja
sesja | komentarz

18 marca 2012

| przez Artur Nyk

Pozdrowienia od kucharza czyli catering na sesji

Pewnego dnia, w pewnym mieście, na pewnej sesji, gdy już mocno zgłodnieliśmy, zamówiliśmy  jedzenie w Pewnej knajpie…
Tak zaczyna się ta historia, z pozoru jak najbardziej banalna. Niejeden raz zamawiałem w końcu jedzenie  na sesji i nic strasznego się nie działo. Największe wpadki, jakie się zdarzały, nie były aż takie spektakularne, by o nich w ogóle wspominać. A to zamawiając kotlet nie dostawałem sztućców, a to pizza  ze szparagami okazywała się pizzą z fasolką szparagową, w końcu to nic takiego….

Tym razem było trochę bardziej zabawniej. Zamówiliśmy pizzę, lazanię i jakieś mięso z frytkami, zwykłe dania. Gdy po normalnym oczekiwaniu jedzenie przyjechało, stwierdziliśmy, że chyba musieli je wieźć w chłodni, bo wszystko było już zimne. Pizza jeszcze do czegoś się nadawała, ale mięso z frytkami miało już smak kartonu. Wyprowadziło to z równowagi Zojkę, moją wizażystkę i zadzwoniła z reklamacją. Ktoś po drugiej stronie przyjął reklamację bez zbędnego ociągania się i zaproponował, że przywiozą nam jeszcze jedną pizzę gratis. OK, czekamy więc na kolejną dostawę. Gdy w końcu pizza dotarła i otworzyliśmy pudełko, naszym oczom ukazał się taki widok:

Foto Anna Burek

 

Zojka, gdy to zobaczyła, natychmiast znowu zadzwoniła do knajpy. Każdy z Was pewnie nieraz widział filmy, co potrafią zrobić kucharze, gdy klient za bardzo marudzi… Mieliśmy się więc czego obawiać. Zojka poskarżyła się przez telefon, co dostaliśmy i wtedy na dodatek usłyszała w słuchawce, jak kucharz woła: Co ta (….) znowu chce?!!!!!!!
No…, wtedy już knajpa nie miała szans w starciu z Zojką! Ciężko było jej nawet przerwać :) Udało mi się jeszcze przebić z uwagą, że to świetna historia do opisania na blogu, co na pewno zrobi reklamę tej knajpie. Gdy Zojka zakończyła swoją długą tyradę stwierdzeniem, że Znany Fotograf napisze na swoim Poczytnym Blogu, jak w tej knajpie traktuje się klientów, od razu padła propozycja, że przyjadą i oddadzą nam pieniądze, a kucharza zwolnią, byle tylko nie padła nazwa knajpy na moim blogu.
Poczułem się wtedy, jak celebryta :)))
I rzeczywiście, przywieziono nam pieniądze i zapewniono, że kucharz już tam nie pracuje. W to ostatnie jakoś nie wierzę, zresztą nie było naszym celem  pozbawiać kogoś pracy, ale mam nadzieję, że nie będzie już więcej zajmował się pisarstwem, a skupi się na gotowaniu :)
Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej
do kawy
komentarz

Mniej znaczy więcej

Opublikowane w Elinchrom, Jak to zrobiłem, sesja, sprzęt, Spytaj Artura |

15 marca 2012

| przez Artur Nyk | Komentarz

Każdy, kto otwiera swoje pierwsze studio, marzy o jak największej ilości sprzętu. Przecież wiadomo, że im więcej lamp posiadamy, tym lepiej. Przynajmniej kiedyś tak właśnie myślałem…

W szczytowym momencie używałem na sesji 11 lamp. W większości były to „pięćsetki” plus parę lamp o mocy 1000-2000 Ws. Robiłem wtedy najczęściej zdjęcia dla Cersanitu lub Barlinka, gdzie budowaliśmy w studio łazienki lub całe pokoje. Jedną lampką oświetliłem umywalkę, drugą wannę, trzecią fragment ściany i w ten sposób nawet 11 lamp to czasem było mało. Efekt, który osiągałem nie był zły, ale nie miał też często wiele wspólnego z naturalnym oświetleniem, które chciałem symulować. Duża ilość lamp powodowała też sporo problemów, zwłaszcza z ustawieniem wzajemnych proporcji i z krzyżującymi się cieniami. Na te ostatnie byłem zawsze mocno uczulony, więc walczyłem z nimi zawsze za wszelką cenę.

Im więcej miałem lamp na sesji, tym dłużej trwały zdjęcia, bo dużo czasu zajmowało mi rozpakowanie i ustawienie świateł, a potem ponowne poskładanie wszystkiego. A na dodatek ciągle nie byłem zadowolony ze światła na moich zdjęciach.

Nie pamiętam dokładnie momentu, gdy zacząłem rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, jak myśleć o  świetle, jak się go uczyć. To był raczej ciągły proces codziennego patrzenia na świat, na każdy jego element. Któregoś dnia zrozumiałem chyba, jak zachowuje się światło przechodzące przez szklankę z piwem, innego dnia pojąłem coś na temat cieni, jakie rzuca kobieta siedząca pod drzewem i tak to szło. Im więcej obserwowałem wszystko, co mnie otacza, tym więcej uczyłem się o charakterze światła, jego kolorze i intensywności. Obserwacja otoczenia o każdej możliwej porze, to najlepsza szkoła światła. Można to robić w każdej wolnej chwili, zwracając uwagę na to, jakie światło pada na konkretny przedmiot, jaka może być jego temperatura, od czego może się odbić, jaki ma to wpływ na kolor, jak układają się bliki, jak tworzą cienie itd.

A im więcej obserwowałem, tym bardziej przekonywałem się, że najczęściej najlepszy efekt daje jedno źródło światła. Jedno mamy przecież Słońce, które potrafi świecić na milion sposobów. A to raz rozproszy się na chmurach, raz zaświeci bardzo nisko albo z wysoka, innym razem ostrym światłem wypali wszystkie szczegóły, przejdzie przez gałęzie drzew, albo odbije się od ściany. Jedno źródło, nieskończenie wielka różnorodność.

Zacząłem powoli redukować ilość lamp na sesji. Najpierw do 6-7, potem do 4, a teraz zdarza mi się zrobić sesję z jedną lub dwiema lampami. Najczęściej jednak chyba wykorzystuję 3 lampy, gdzie zwykle jedna najsilniejsza jest głównym światłem, a pozostałe mają za zadanie tylko doświetlanie cieni. Ma to same zalety, mniej sprzętu trzeba wozić ze sobą, krócej trwają sesje (ale wcale nie krótko….), znacznie łatwiej też jest zapanować nad sprzętem.

Prawie tak samo, jest w naturze…prawie, bo w rzeczywistości choć mamy tylko jedno słońce do swoich usług, to wszystko naokoło ma swój udział w tym, jak postrzegany Świat. Drzewa, ściany, ludzie, samochody, a nawet koty odbijają światło, działają  jak ekrany, rozbijają cienie, modyfikują kolor. Podobnie można działać w studio. Jedna mocna lampa plus ekrany i możemy zbudować światło podobne do naturalnego. Z naciskiem na „podobne”, bo zbudować w studio oświetlenie, którego wprawne oko nie będzie mogło odróżnić od naturalnego, jest już trudno. Ograniczenia są natury fizycznej i niektóre z nich są bardzo trudne do przejścia. Jedno z nich jest szczególnie kłopotliwe. Gdy mamy dwa drzewa stojące obok siebie, to gdy są oświetlone naturalnie słońcem, ich cienie są równolegle. Gdy oświetlimy te drzewa lampą, ich cienie będą tworzyły kąt rozwarty. Aby uzyskać równoległe cienie musimy cofnąć lampę aż w okolice….słońca :)

Wracając już do kwestii ilości lamp, w sytuacjach, gdy pracuję z minimalną ilością lamp, w tej chwili moim głównym światłem jest generator Elinchroma RX 2400, a światło wypełniające to „pięćsetki”. Coraz częściej taki właśnie zestaw lamp mi całkowicie wystarcza, zwłaszcza, że staram się jak najwięcej  używać w tej chwili ekranów.

Na tym zdjęciu użyłem tylko jednej lampy stojącej  na prawo od dziewczyn i świecącej na białą ścianę po prawej. Światło odbijające się od niej jest już mocno rozproszone. Na lewo z boku i na wprost stały duże ekrany, które miały za zadanie wypełnić cienie. W ten sposób jedną lampą zrobiłem całe oświetlenie.

Na tym zdjęciu również światło robi jedna lampa stojąca na prawo od aparatu. Jednak tutaj użyłem trzech dodatkowych lamp, aby w pomieszczeniach obok i na dole nie było bardzo ciemno. Gdybym jednak zdecydował się zamknąć wszystkie drzwi i nie było widać piętra poniżej, to jedna lampa całkowicie załatwiłaby sprawę.

Jeżeli więc będziecie inwestować w swój pierwszy sprzęt, polecam najpierw kupić jedną silną lampę i ekrany, potem jeszcze jedną, już słabszą i na początek wystarczy :)

Codziennik Artura Nyk – blog o fotografii reklamowej

Nawigacja

Starsze
Nowsze

Kategorie

5Ds (5) akt (8) Aperture (46) Apple (24) architektura (18) asystent fotografa (3) b&w (5) backstage (76) Bowens (9) Canon (69) Capture One (5) dobre zdjęcia (53) do kawy (116) eduweb (7) Elinchrom (33) foto mądrości (177) fotopiwo (8) Jak to zrobiłem (91) Jak zostać fotografem (10) Lightroom (2) Mamiya (19) Nikon (19) Photoshop (25) plenery (27) podróże (13) porady (123) portret (6) realizacje (68) reklama (20) samochody (59) sesja (191) sprzęt (113) Spytaj Artura (33) sztuka (6) test (25) video (20) warsztaty (43)

Ostatnie wpisy

  • 10. Jak wybrać oświetlenie fotograficzne – Lampy LED
  • Gram z Wielką Orkiestra Świątecznej Pomocy
  • 9. Mit 2 – Jasny obiektyw zawsze jest najlepszy 
  • 8. Obalamy mity – Pełna klatka nie zawsze jest lepsza
  • 7. Kupujemy aparat. Czyli o wyższości Canona nad Nikonem. Albo odwrotnie.
  • 6. Potem będę dużo zlecał, ale…
  • 5. AAAAAA, zdjęcia oferuję tanio

Archiwa

  • marzec 2024 (1)
  • styczeń 2024 (3)
  • grudzień 2023 (7)
  • luty 2023 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • luty 2018 (1)
  • maj 2017 (1)
  • kwiecień 2017 (1)
  • marzec 2017 (3)
  • luty 2017 (2)
  • październik 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (3)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (3)
  • grudzień 2015 (3)
  • październik 2015 (1)
  • wrzesień 2015 (2)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (4)
  • maj 2015 (2)
  • kwiecień 2015 (3)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (14)
  • grudzień 2014 (21)
  • listopad 2014 (6)
  • październik 2014 (3)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (4)
  • lipiec 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • maj 2014 (5)
  • kwiecień 2014 (5)
  • marzec 2014 (3)
  • luty 2014 (4)
  • styczeń 2014 (7)
  • grudzień 2013 (5)
  • listopad 2013 (6)
  • październik 2013 (4)
  • wrzesień 2013 (8)
  • sierpień 2013 (5)
  • lipiec 2013 (5)
  • czerwiec 2013 (5)
  • maj 2013 (1)
  • kwiecień 2013 (3)
  • marzec 2013 (3)
  • luty 2013 (4)
  • styczeń 2013 (6)
  • grudzień 2012 (8)
  • listopad 2012 (8)
  • październik 2012 (8)
  • wrzesień 2012 (1)
  • sierpień 2012 (11)
  • lipiec 2012 (8)
  • czerwiec 2012 (10)
  • maj 2012 (8)
  • kwiecień 2012 (8)
  • marzec 2012 (9)
  • luty 2012 (13)
  • styczeń 2012 (12)
  • grudzień 2011 (10)
  • listopad 2011 (16)
  • październik 2011 (20)
  • wrzesień 2011 (19)
  • sierpień 2011 (5)
  • lipiec 2011 (15)
  • czerwiec 2011 (26)
  • maj 2011 (19)
  • kwiecień 2011 (17)
  • marzec 2011 (16)
  • luty 2011 (24)
  • styczeń 2011 (20)
  • grudzień 2010 (18)
  • listopad 2010 (20)
  • październik 2010 (28)
  • wrzesień 2010 (22)
  • sierpień 2010 (14)

© Artur Nyk

↑

Polityka plików cookies

Mam najlepsze ciasteczka, idealne do kawy. Życzę miłego oglądania moich fotografii Odwiedź stronę Polityka plików „cookies” aby dowiedzieć się więcej.

Close